Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Powieści

   «««                  
     
   

Slayers - powieść: rozdział 1 z 4.


Informacje
Autor:
Ilustrator:
Tłumacz:

Tytuł:
Hajime Kanzaka
Rui Araizumi
Yuu-chan (angielskie tłumaczenie)
Agit (polskie tłumaczenie)
Slayers - powieść: rozdział 1 z 4

  Rozdział 1: Uważaj! Bandyci-szantażyści i noc w gospodzie...

Gonili mnie bandyci... nie mówcie tylko "No i co z tego?!?" Bycie ściganym nierzadko przytrafia się zwykłym ludziom, a w moim przypadku to niemal codzienność, ale historie trzeba opowiadać w ten właśnie sposób, żeby zbudować napięcie. Cóż, zostawmy tę kwestię - ci, co mnie gonią, są blisko. To rabusie. Nie mogłam znaleźć ostatnio żadnej pracy i moja sakiewka sporo straciła na wadze, więc po cichu wzięłam maluteńką część (tyle co by się zmieściło pod paznokciem wróżki) skarbu od grupy złodziejaszków. To był błąd. To była naprawdę nierobiąca różnicy ilość, nawet nie tyle. A oni uparcie za mną gonią, samolubni idioci. Cóż, nie słyszałam nigdy o hojnych zbójach. To nie tak, że nie widzę ich poczynań, ale będąc drobną dziewczyną nie ma mowy, żebym zgubiła pogoń złożoną z bandy spoconych facetów. To kwestia czasu kiedy mnie dopadną. Jakiż los czeka słodką Linę Inverse... tak, to ja!

Zatrzymałam się w miejscu, gdzie ścieżkę otaczał z obu stron zwarty bór, a gałęzie zadaszały drogę. Miejsce jak każde inne, ale ptaki nagle zamilkły. Ktoś jest w lesie. Jestem otoczona - zdaje się, że wróg zacieśnia krąg. Myślałam nad tym, co takiego mogłabym powiedzieć, żeby zorientowali się, że wiem o ich obecności, ale nic nie przychodziło mi do głowy, więc po prostu stałam w miejscu i czekałam. Ścieżka wiodąca przez las jest wystarczająco szeroka, by na niej walczyć, no i oczywiście po chwili wyczekiwania z lasu wyłania się mężczyzna.

"Nareszcie cię dopadłem, maleńka." Łysy facet z przepaską na oku powiedział pradawne i zdecydowanie zbyt często używane zdanie. Obnażony tors, wielki sztylet - to wszystko mówi za niego "Jestem szefem bandy." Jego największym atutem była lśniąca, natłuszczona skóra (bleeeee).

"Dzięki bardzo za zrobienie nas w konia." Miałam dość. Zasób słów takich ludzi z definicji ograniczony był do góra stu, ale naprawdę chciałabym, żeby byli choć trochę bardziej kreatywni.

"'Zapłacisz nam za to...'" Hej... "...tak chciałbym powiedzieć, ale szczerze powiedziawszy, nie chcemy walczyć. Sposób, w jaki zaatakowałaś nas znienacka, paląc i niszcząc wszystko na drodze, zabijając szefa i kradnąc nasz bogaty łup kiedy my panikowaliśmy -- to była profesjonalna robota. Nawet my nie posunęlibyśmy się tak daleko!" Eeee... może i coś takiego się stało, nie wiem, ale nawet jeśli tak, to nie szkodzi - moje motto to "Złoczyńcy nie mają żadnych praw!", więc sądzę, że po prostu sobie na to wszystko zasłużyli.

"Zwyczaj nakazywałby raczej powiedzieć 'Za śmierć naszego przywódcy!' i ganiać cię do upadłego, póki ty lub my nie zginiemy, ale żadna ze stron nie wyciągnie z tego większych korzyści czy przyjemności, więc czemu by nie przyłączyć się do nas?" Nigdy! Nie lubię czynić zła... to prawda!

"Jeśli zwrócisz nam skarb i dołączysz do naszej bandy, skłonny byłbym przebaczyć ci zabicie herszta i kompanów. To nie jest najgorszy układ; będziesz musiała tylko słuchać, co mówię i będzie wesoło. Co ty na to?" Uśmiecha się. Teraz rozumiem - do niedawna był drugi w hierarchii szajki. Z powodu moich poczynań pozycja szefa przypadła mu automatycznie. On nie szuka zemsty, raczej chce odzyskać skarb, a teraz pragnie jeszcze innych rzeczy: mojej siły i mnie. Nie jestem na tyle zła, by dołączyć się do bandy rzezimieszków. W każdym razie nie mam zamiaru wyjść za jakiegoś bandziora jego pokroju i mówić codziennie 'Jak tam było w pracy, kochanie?'!

"Lepiej odpowiedz szybko. Nie ma sensu sterczeć tu bezczynnie cały dzień. Musimy jeszcze znaleźć sobie nową kryjówkę." Bandzior zupełnie się rozgadał; widać było, że jest zestresowany. Cały czas milczałam. Mam słodki, dziewczęcy głosik i gdybym przemówiła, bandzior poczułby się lepiej, ale nie mam mu nic do powiedzenia. Złodziejaszek gadał jak najęty jeszcze przez chwilę, tracąc cierpliwość.

"...Hej, co powiesz?"

Mówię po prostu "Odmawiam."

"Co..." opadła mu szczęka i zmienił się kolor twarzy. "Ty... ty suko! Dobra, tak chcesz się bawić?! Potnę cię na drobne kawałeczki! Hej, chłopaki!" Jakiś tuzin zbirów wychodzi z lasu i otacza mnie.

"To już wszystko?" Mówię najzupełniej szczerze. Widząc, że się nie boję, bandzior wpada w panikę.

"To... to jeszcze nie koniec! Moi kompani w lesie gotowi są na moją komendę posłać w ciebie masę strzał! Naszpikują cię nimi! Jeśli będziesz błagać, może pozwolę ci żyć. Więc?" Oczywiste kłamstwo. Każdy wojownik czy mag o jako takich zdolnościach potrafi wyczuć, czy w okolicy kryją się jacyś ludzie. Wygląda na to, że cała sytuacja skończy się jednak walką...

Ale w tej właśnie chwili rozlega się głos. "Wystarczy tego!" Wszyscy się odwracają; na ścieżce stoi człowiek - podróżujący najemnik. Długi miecz lśni w promieniach słońca; napierśnik ma wykonany z łusek żelazistego węża. Szczupły i wysoki... typowy wojak stawiający na szybkość i technikę.... długie blond włosy.... raczej przystojny.

"Złoczyńcy! Wycofajcie się, a oszczędzę wam życie!" - mówi najemnik. Twarz szefa bandytów nabrała koloru głębokiej purpury.

"Zamknij się! Co ty tu robisz?! Kim ty w ogóle jesteś?!"

"Takim jak wy nie podaję imienia." Nieco się krzywię. Kiedy ktoś jest w tarapatach, goście tacy jak on pojawiają się nagle nie wiadomo skąd. Z jakiegoś dziwnego powodu z reguły są przystojni i dość silni.

"Dobra, zatem zaczniemy od ciebie! Do ataku!" Walka na miecze - jak można się było spodziewać - rozpoczęła się. Zastanawiałam się czy nie wesprzeć najemnika, ale lepiej zadbać o to, by nie stracił twarzy. Grałam zatem rolę laluni w niebezpieczeństwie, biegając dookoła i wrzeszcząc wniebogłosy. Tak bardzo skupiłam się na krzyczeniu, że nie bardzo wiedziałam, co się dookoła dzieje i zanim się obejrzałam, walka dobiegła końca. Oczywiście wyszedł z niej zwycięsko najemnik.

"Nic ci nie jest?" Najemnik podszedł do mnie i nagle zaniemówił. Wiem, że to zabrzmi jak przechwałki, ale jestem dość pewna siebie, jeśli chodzi o mój wygląd. Duże oczy, słodka twarzyczka, drobna sylwetka; typ dziewczyny, którą każdy facet chciałby chronić. Najemnik głośno wzdycha, z pewnością beznadziejnie zakochany.

"Ech... dzieciak," szepcze najemnik. GUSA! ...Nieco mnie to zraniło. Najemnik kontynuuje, "W takiej sytuacji oczekiwałem atrakcyjnej kobiety... Tyle pracy, a taki rezultat... niski, wielkooki, płaski dzieciak." ZAKU! ...Przyznam, że jestem nieco niższa i mam bardziej płaską klatkę od większości dziewczyn w moim wieku. Wyglądam na młodszą niż faktycznie jestem.... Niech go szlag, wymienia akurat te rzeczy, którymi się przejmuję! Pewnie myśli, że szepcze tak cicho, że go nie słyszę, ale mam wyjątkowo dobry słuch; spotkałam się z opinią, że dorównuje on słuchowi elfa. W każdym razie, nawet jeśli nie byłam naprawdę w niebezpieczeństwie, on mnie uratował, więc w sumie należałoby mu podziękować.
   
  GUSA, ZAKU, i MUKA to japońskie onomatopeje, które wskazują na to, że mówiący - w tym wypadku Lina - nagle się czymś zmartwił lub zdenerwował. PIKU to "odgłos" mrugania oczyma.
   
 


"Dz...dziękuję ci bardzo." Wymuszam uśmiech.

"Nie musisz dziękować - drobiazg." najemnik lekko się uśmiecha. "W każdym razie - nic ci nie jest, mała dziewczynko?" No, teraz jeszcze "mała dziewczynko".

"Małe dziewczynki nie powinny chadzać same, to niebezpieczne. A może jest z tobą twój tato albo ktoś inny?" Muka...

"O nie, jestem sama - " Piku piku piku...

"To nie jest bezpieczne... wiesz co, odprowadzę cię do domu." Hej, chwil... "Gdzie mieszkasz?" Muka muka muka...

"Ee... podróżuję sama - nie to, że z jakiegoś powodu czy co... Myślę, żeby może wybrać się do Atlus..."

"Rozumiem... Więc... musiało być ci ciężko."

"Co...?"

"Nie, rozumiem."

"Ee... Ja tylko..."

"Nie musisz niczego tłumaczyć, rozumiem." Najwyraźniej to, że spuściłam wzrok w staraniach pohamowania wybuchu temperamentu, on przyjął za reakcję na pytanie o coś, o czym nie chcę rozmawiać. Pewnie myśli, że jestem dziewczyną, która z jakiegoś powodu uciekła z rodzinnego miasta.

"Nie, ja chcę po prostu zobaczyć kawałek świata." Odpowiadam, najzupełniej szczerze.

"W porządku, nie musisz zmyślać żadnych historyjek. O nic nie będę pytał." powiedział najemnik tonem, jakim zwykle pociesza się dzieci. Jest beznadziejny...

"Dobrze, w takim razie będę ci towarzyszył w drodze do Atlus." Nie ma mowy. Do Atlus jest dziesięć dni drogi. Jeśli spędzę je w towarzystwie tego gościa, ze stresu nabawię się takiej nadkwasoty, że rozpuści mi się żołądek.

"N...nie, to by było zbyt wiele..."

"Nie. Wiem, że potrzebujesz przyjaciół."

"Nie, to nie tak -- ale --" Rozmawialiśmy dalej. W końcowym efekcie po chwili szliśmy razem drogą. Przekonał mnie. Rozbolała mnie głowa.

"-- A tak, zapomniałbym. Jestem Gourry. Jak widać, jestem podróżującym najemnikiem. A twoje imię to...?"

"Jestem Lina, zwykły podróżny." Podałam mu swoje prawdziwe imię i oczywiste jest, że nie jestem zwykłym podróżnym. Ale Gourry o nic mnie nie pyta. Pewnie myśli, że z jakiegoś powodu kłamię. Tak właśnie zdołał mnie przekonać do siebie; jest dobrym człowiekiem. Jeśli by miał jakieś brudne myśli, starłabym go w proch na miejscu. Ale Gourry wydaje się szczerze mną przejmować, więc nie mogłam odrzucić jego propozycji.... Ale...

Gourry mamrocze pod nosem, "Bawienie dzieciaka przez cała drogę do Atlus. No cóż..."

...Ale on wciąż działa mi na nerwy...

   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2012 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.09200700 1328455535
Slayers Copyright (c) 1989- 2012 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!