Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Natli
Gdyby Xelloss mial siostre to
rozdział #01
 
Treść fanfika..
Zaczęło się to...zaczęło 2 miesiące po pokonaniu Dark Stara - zaczęło niewinnie - snem Vala. Wyglądało to tak: w ogromnej sali, której sklepienie ginęło
w górze stał fotel. Również dość duży i pewnie bardzo wygodny. Na fotelu siedziała kobieta. Miała długie blond włosy. Było widać tylko dolną połowę jej twarzy. Uśmiechała się.
-Podejdź bliżej i się przypatrz.
Chłopiec nie mógł jednak się ruszyć, poza tym rozkaz nie był dla niego. Za fotelem stała druga kobieta. Była ruda, ubrana na czerwono. Miała duże, żółte oczy,
którymi intensywnie wpatrywała się w Vala. Wyszła zza oparcia i podeszła do niego.
-Tak teraz wygląda, ale nie potrwa to długo. Zostanie przebudzony. -dziwny i przenikliwy głos blondynki znów wypełnił pomieszczenie.
Ruda uklękła przed chłopcem i spróbowała dotknąć jego twarzy, ale zrezygnowała. Jej oczy były pełne łez.
-Miło...cię widzieć. -szepnęła.
Val patrzył na nią pierwszy raz w życiu, ale na jej widok poczuł się jakoś dziwnie.
-Dość tych czułości. Umowa między nami mówi jasno co masz zrobić. O ile nie zmieniłaś zdania...
-Za twoim pozwoleniem El-Sama.
-Niezbyt chętnym. Wiem, że i tak zrobiłabyś swoje. Idż już! Czas na ciebie!
Sen urwał się gwałtownie. Po obudzeniu Val nie pamiętał dokładnie nic.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dwa miesiące. Dwa najdziwniejsze miesiące w jej życiu. Filia ul Copt musiała pogodzić się ze stratą...wszystkiego. Poradzić z wychowaniem Vala. Nauczyć się żyć na nowo. Miała całkiem ładny sklep z wazonami w Sairaag. No i syna. Tzn. wszyscy dookoła byli o tym przekonani. Sąsiadów mocno dziwiło, że chłopiec zwraca się do swojej matki per "Filio", a na dodatek rośnie w zastraszającym tempie. Wyglądał już na trzy lata. Powszechnie uważano ich za "miłą", ale jednocześnie "dziwną" rodzinę. Mimo to mało kto wierzył w plotki jakoby wcale nie byli ludźmi. Filię i Vala nie obchodziły ani plotki ani sąsiedzi. Interes szedł dobrze, chociaż złoty smok wolałby ZBIERAĆ dzbany niż się ich POZBYWAĆ. Natomiast starożytny najbardziej lubił je tłuc. Było to strasznie rozbrykane dziecko, choć niewątpliwie słodkie. Swojej opiekunki nie bał się wogóle. Jedyną osobą, przed którą czuł respekt była "ciocia Lina". Ciocia razem z wujkiem Gourry'm byli w odwiedziny zaledwie 2 razy, ale były one pamiętne. Za pierwszym wyleciał w powietrze strych, za drugim cały dom. Lina musiała pokrywać straty, więc tym razem stojąc przed drzwiami sklepu, postanowiła się pilnować. Gdyby to jeszcze była jej wina...! Ale nie! Najpierw był ten głupi komentarz Gourry'ego. Święty by się wkurzył! Potem ten odrodzony ValGaav zjadł umyślnie JEJ kolację! "Przypadki działają na moją niekorzyść" - pomyślała czarodziejka i nacisnęła dzwonek na ladzie.
-Już idę! - z zaplecza dobiegł głos Filii. Na widok Liny ucieszyła się (o dziwo) i zasypała pytaniami.
-Gourry musiał pojechać do rodziny, a ja akurat przejeżdżałam i postanowiłam odwiedzić ciebie i Sylphiel.
-A ja to co? -spod lady dobiegł zawiedziony głos. Val mimo wszystko lubił ciocię.
-Nie ma przebaczenia dla tych, którzy zjedli kolację Liny Inverse!
Chłopczyk pokazał cioci język i wybiegł na zaplecze. Poniważ Filia miała jeszcze trochę pracy, Lina poszła na krótki spacer z zamiarem odwiedzenia Sylphiel. Była tu bardzo sławną uzdrowicielką. Los jednak postanowił inaczej. Przechodząc obok kawiarni czarodziejka usłyszała aż za dobrze znany głos:
-Oi! Lina! Wracasz od Filii?
Przy stoliku wcinając ciasteczko siedział...
-Xelloss. Co ty tu robisz?
-Ja też się cieszę, że cię widzę^^.
-No więc?
-To samo co ty. Przysiądziesz się?
Lina zawachała się przez moment.
-Postawię ci coś.
-Trzeba tak było od razu!
Po chwili Xell zaczął żałować obietnicy.
-Mówiłem COŚ, nie pół karty^^'.
-Siedź cicho. Co miałeś na myśli mówiąc, że robisz tu to samo?
-Chcę odwiedzić Filię.
Rudzielec spojrzał podejrzliwie.
-Tfylfko nie wów -przełknęła - że się stęskniłeś. Znowu coś kombinujesz.
Mazoku uśmiechnął się niewinnie.
-Podobno Val bardzo szybko rośnie^^?
Lina westchnęła z rezygnacją. Xelloss nie był dobrą wróżbą na przyszłość.
-Kiedy do niej idziesz?
-Zaraz. - Xell zawołał kelnera, który przyniósł rachunek. Na widok cyfry, która na nim widniała aż otworzył oczy. "Ostatni raz...ostatni raz...Zellas nie płaci mi AŻ TAK dobrze, żebym mógł sobie na to pozwolić".
-Postanowiłam. Sylphiel odwiedzę później. Ciebie trzeba pilnować.
-Skoro chcesz...
Wstali od stolika i poszli w kierunku sklepu Filii. Z dachu kawiarnii ktoś bacznie ich obserwował, lecz gdy Xelloss się obrócił nikogo tam już nie było. Gdy doszli na miejsce na dworze zaczęło się robić ciemno. Weszli jak gdyby nigdy nic tylnymi drzwiami i po chwili zaczęło się...
-Co TY tu robisz?! - Filia była wściekła.
-Zabawne...wszyscy się o to pytają.
-Lino, jak mogłaś ...
-I tak by przyszedł. Gdzie jest Val?
-Poszedł spać.
Xelloss z ciekawością rozglądał się dookoła.
-Widzę, że o wiele lepiej idzie ci zajmowanie się handlem niż świątynią. O tym przynajmniej masz jakieś pojęcie.
-Słuchaj namagomi! To MÓJ dom, więc albo będziesz siedział cicho, albo wynocha!!!
-Na...namagomi - -'?!
Kłutnia wybuchła w najlepsze. Lina ze stoickim spokojem poszła do kuchni w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Posiłek w kawiarnii nie był wystarczający. Nagle usłyszała jakiś dziwny odgłos, coś jakby zduszony krzyk dziecka. Zastygła w bezruchu. W pokoju obok wrzeszczała Filia. "Zdawało mi się". Wróciła do przeszukiwania szafek. Znowu! Tym razem była pewna. Dźwięk dochodził z góry. Nie myśląc wiele wbiegła po schodach na piętro i pobiegła prosto do pokoju Vala. Od progu poczuła niesamowicie silną aurę. Niestety jej źródło musiało przed chwilą zniknąć. Rozejrzała się wkoło i teraz to ona krzyknęła.
-ACH! FILIA!!! CHODŹ TU!!!
Na łużku zamiast Vala leżał ktoś bardzo do niego podobny, tyle że 20 lat starszy, znany kiedyś jako ValGaav.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-Niesamowite...użyto tyle energii, że wystarczyło by na jedno Laguna Blade...
Filia i Lina siedziały na sofie. Filia była ciągle w szoku. ValGaav był nieprzytomny i nikt nie miał pojęcia dlaczego, więc wezwali Sylphiel. Xellos ulotnił się zaraz potym, mówiąc, że musi coś sprawdzić. Lina była bardzo ciekawa co.
-Nie miałam pojęcia, że to jest wogóle możliwe...takiego zaklęcia nie wynaleziono...dotąd...-mamrotała czarodziejka.
-Nie obchodzi mnie jak, tylko czemu! Czemu mu to zrobiono?
-Spokojnie Filia. Przepraszam, że to mówię, ale może to dobrze, że jeszcze się nie obudził.
-Jak to?!
-A co jeśli z wyglądem wrócono mu wspomnienia?
Złotowłosa dziewczyna zamilkła. Po głowie Liny goniły coraz to dziwniejsze teorie i domysły. Po co? Kto? Jak? I co się stanie gdy się obudzi? Może pamięta co się stało?
-Nie dam go skrzywdzić. Nie tym razem. - cichy i wyraźny głos Filii wyrwał ją z zamyślenia.
-Filia...
Do pokoju weszła Sylphiel.
-Nic mu nie jest. Nigdy nie spotkałam się z czymś podobnym, ale myślę, że utrata przytomności jest niegroźna. Lino, nie miałam cię czasu spytać, co u ciebie?
-Po staremu. Dużo podróżuję, jak nie ma gotówki okradam bandytów, dom omijam szerokim łukiem...
Uzdrowicielka wbiła wzrok w podłogę i zarumieniła się.
-A u Gourry'ego?
-Przeważnie mi towarzyszy, ale wezwano go do domu, nie wiem czemu...
Gdy w końcu się pożegnała, Filia i Lina weszły do pokoju w którm leżał Val. "Wygląda zupełnie tak samo. Z wyjątkiem rogu na głowie i tej idiotycznej fryzury."- pomyślała Lina.
-I co my teraz zrobimy?
-Ja idę spać. Pomyślimy jutro. Jest już 2 w nocy! Niegłupio byłoby otoczyć ten pokój osłoną na wypadek gdyby się obudził.
-Ja to zrobię.
-Dobranoc! -Lina wyszła z pokoju.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Następnego dnia, ku niezadowoleniu Filii wrócił Xelloss. Wbrew swoim zwyczajom "wyłożył kawę na ławę".
-Wygląda na to, że znowu zaczynają się kłopoty. Tylko że tym razem pochodzą z zewnątrz. Coś próbuje przedrzeć się przez osłonę otaczającą filar na którym stoi nasz świat. Co najciekawsze nikt nie ma pojęcia co to jest.
-Nikt to znaczy kto? I od kiedy stałeś się taki wylewny? I jaki to ma związek z tym co się stało? -Lina nie należała do łatwowiernych.
-Po pierwsze, to tajemnica. Po drugie, to tajemnica. Po trzecie, już tłumaczę.
Ostatnie zdanie Xell dodał bardzo szybciutko. Groźny błysk w oczach genialnej czarodziejki mówił, że za chwilę oberwie.
-Tak samo jak Dark Star to coś potrzebuje Wrót. Wygląda na to, że ValGaav ma z tym coś wspólnego.
-Przecież Wrota już nie istnieją!
-Możliwe, ale...z pewnych źródeł wiem, że Złote Smoki próbowały zbudować coś podobnego...ich cywilizacja stała na wysokim poziomie...
-Filio, wiesz coś o tym?
-Ja też o tym słyszałam, ale podobno się nie udało.
Lina milczała. Coś tutaj nie grało. Jeżeli ta istota nie mogła się tu przedrzeć, to jak mogła przemienić Vala? Ponadto zdawało jej się że już kiedyś czuła aurę, która wypełniała jego pokój. Gdy wypowiedziała Giga Slave, chcąc zabić Phibrizzo. Na ułamek sekundy zanim pochłoneła ją ciemność. Aurę Pani Koszmarów. Ale to przecież niemożliwe! Nagle wpadło jej coś do głowy.
-Xelloss...ty o tym wiedziałeś, prawda?
-O czym?
-Że coś się święci. Dlatego tu przyjechałeś.
-Ależ Lino, skąd miałem wie...- świsnęła maczuga.
ŁUP!!! Xelloss pofrunął na przeciwległą ścianę.
-WIEDZIAŁEŚ ŻE COŚ GROZI VALOWI I NIC MI NIE POWIEDZIAŁEŚ?! TY...TY...-Filia nie mogąc znaleźć słów siadła na podłodze i rozpłakała się. Xell w zadziwieniu przyglądał się po raz pierwszy jak Filia płacze. Już miał puścić jakiś komentarz, ale Lina posała mu spojrzenie pt."Zamknij się, albo giń"
-Spokojnie Filia...przecież to Xelloss...wiesz jaki on jest...
Następne wypadki potoczyły się szybko. Pod sufitem pojawiła się dziewczyna i z hukiem wylądowała na Xellossie. Lina wypowiedziała Fireball i rzuciła nim w nią, co nie zrobiło na nieznajomej żadnego wrażenia. Po prostu zrobiła unik.
-Ładnie to tak? - spytała się wesoło- Witać gości Fireball'em?
Otrzepała ubranie i uśmiechnęła się, prezentując w uśmiechu wszystkie zęby.Dziewczyna była wzrostu Liny, również ruda, ale na tym podobieństwa się kończyły. Miała jasnożółte oczy i pręgi na twarzy zupełnie takie same jak u ValGaava. Nosiła czerwone spodnie z szerokimi nogawkami i czerwoną bluzkę. Nie miała żadnych ozdób. U pasa nosiła sztylet.
-Jestem Mervi. Przepraszam za to wejście, ale teleportacja to nie moja działka^^'.
-Pierwszy raz widzę człowieka z darem teleportacji - Xell powoli dochodził do siebie po ciosie maczugą i Fireballu.
-Czy mogę wiedzieć...- zaczęła Lina.
-Już, już, już! Wszystko sobie przygotowałam! Jestem kapłanką El-Sama, przybyłam tu ze względu, na istotę która chce się przedżeć do tego świata, mianowicie chce ona wykorzystać ostatniego starożytnego smoka jako Bramę, ponieważ jako Shindzoku, który był kiedyś Mazoku łączy w sobie czarną i białą magię, nie mówiąc już o imponującej pojemności magicznej, moim zadaniem jest nie dopuścić aby do tego doszło- Mervi wyrecytowała to wszystko w zawrotnym tępie na jednym oddechu, potem usiadła przy stole i spytała:
-Załapię się jeszcze na śniadanie^^?
Cała reszta zaliczyła glebę.
-O rany...- -" - Lina z trudnością wspięła się z powrotem na kanapę.- Ten dzień zapowiada się coraz ciekawiej.
-Nie słyszałem o kapłankach LON.- Mazoku z powątpiewaniem popatrzył na Mervi.
-O ludziach z darem teleportacji też podobno nie słyszałaś - odbiła piłeczkę.
-Jestem facetem - -'.
-Och, przepraszam. Zmyliła mnie fryzura^^'.
Filia parsknęła śmiechem.
-Możesz to jakoś udowodnić?
Mervi popatrzyła niepewnie i zamknęła oczy. Po chwili je otworzyła.
-Mogę.- w tym momęcie salon wypełniła magia o takim natężeniu, że Linę przeszły dreszcze. Bez wątpienia była to energia El-Sama.
-Uuuups....trochę przecholowałam. Wystarczy?
-Dajmy na to.
-To jak będzie z tym śniadankiem?
Tym razem jakoś udało utrzymać im się na krzesłach. Dziewczyna wyglądała na lekko zakłopotaną.
-Przepraszam, zwykle się tak nie zachowuję, ale nie jadłam nic od rana i ... jeśli to problem to pójdę do gospody.
Filia westchnęła.
-Nigdzie nie pójdziesz. O co chodzi z tą Bramą?
-Nie wiesz?! Przecież jeżeli chcesz coś przesłać to musisz mieć przekaźnik.
-W wypadku energii, a nie ciał.
-No przecież mówię.
-Chcesz powiedzieć, że ta istota składa się z samej energii?
-Mhm.
-Więc jak chcesz ją powstrzymać?
-Pierwsza wykorzystam starożytnego smoka jako Bramę i załatwię to coś.- stwierdziła bez ogródek.
Beztroska tego stwierdzenia, sprawiła, że na moment zaległa cisza. "Blefuje"- przemknęło Xellossowi.
-Ty? Ty miałabyś mieć moc zdolną pokonać istotę prawie tak silną jak Shabranigdo?- spytał z ironią.
-Coś ty. Znajomość magii ofensywnej kończy się u mnie na Fireballu. Ale jeśli chce, El-Sama może mnie obdarzyć mocą o jakiej ci się nie śniło. Niestety musi być spełniony 1 warunek. Mam przyzwać tą moc w określonym miejscu, mianowicie w ruinach Amer. Trzeba to zrobić szybko. Nawet teraz czuję jak myśli tej istoty przeszukują wasz świat w poszukiwaniu Bramy.
"...wasz świat...?" zastanowiła się Lina.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Następnego dnia tak jak wczoraj Filia weszła do pokoju aby odnowić zaklęcie osłony. Tak naprawdę nie wierzyła, że Val mógłby im coś zrobić. Robiła to bardziej żeby ochronić jego. Zkoncentrowała się i wypowiedziała formułę. Gdy skończyła napotkała spojrzenie wąskich jasnożółtych oczu. Znieruchomiała. Męszczyzna powoli i z trudem, nie spuszczając z niej wzroku usiadł na łóżku.
-Ty jesteś...Filia...kapłanka Złotych Smoków...-stwierdził, nie zapytał.
Pod jego przenikliwym spojrzeniem kobieta czuła się nieswojo.
-Już nie. Opuściłam świątynię kiedy...
-Wiem.-zmrużył oczy- Zaopiekowałaś się mną -uśmiechnął się dziwnie-...mam się do ciebie zwracać ...mamo?
W jego pytaniu brzmiały ironia i rozbawienie. Filia, dotąd wystraszona, odzyskała rezon. Koniec końców to był jej dom i jej syn!
-Zwracać się możesz jak chcesz. Nawet nie próbuj wstawać z łóżka! Jesteś głodny? Przyniosę ci śniadanie, Val...eee... ValGaav.
-Valteria.
-Proszę?
-Nazywam się Valteria. Dlaczego to robisz?
-Co robię?
Uśmiechnął się do niej.
-Opiekujesz się mną. Czujesz się winna?
-Na początku... teraz to się nie liczy. Jesteś moim synem, czy tego chcesz czy nie. Pogódź się z tym.
Położył się z powrotem i zamknął oczy.
-Tak jest mamo!
-I tak ma być.
Roześmiał się.
-Zaczyna mi się to podobać. - nagle poderwał się - Ciocia Lina! Tfu! Lina Inverse! Ona tu jest prawda?! I Xelloss!
-Tak, zgadza się. A więc wszystko pamiętasz?
-Eee...niezupełnie. Co to za piżama? Nie pamiętam....
-Nie pytaj.
Skrzypnęły drzwi i do pokoju zaglądnęła Mervi.
-Z kim rozmawiasz Fi-chan? O...a więc śpiąca królewna wreszcie się obudziła!
-A ty to kto?
-Mervi. Miło cię poznać Valteria.
-Skąd wiesz...?
-Yyy..mam...dobrego informatora!
-Raczej podsłuchiwałaś.
- :p
Filia stwierdziła że już dość tego wszystkiego. Kazała Valterii siedzieć cicho a Mervi znaleźć Linę.

Co było dalej nie wiem. Jak mi dadzą trochę luzu w szkole to się dowiem, a jak nie to nie.

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.95127700 1276788678
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!