Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 1
rozdział #01
 
Treść fanfika..
***WSTĘP***
Chlip chlip to mój pierwszy fanfic po formatowaniu dysku mojego sfatygowanego komputerka... (teraz już nie jest taki sfatygowany).
***KINIEC ROZPACZANIA NAD ROZLANYM MLEKIEM***
***POCZĄTEK ROZPACZANIA NAD MLEKIEM KTÓRE MA SIĘ DOPIERO ROZLAĆ***
Ostrzegam: pierwsza księga może wydać się Wam z letka nudna. Ma ona charakter czysto informacyjna- kto, gdzie, jak, kiedy, kto zacz i za ile- czyli Lina znowu na tropie sposobu na wzbogacenie się. Całość składa się z czterech ksiąg podzielonych na rozdziały. Mam nadzieję że dotrwacie dzielnie do końca. Życzę powodzenia!
***KONIEC WSTĘPU***
Czas akcji: mniej więcej półtora roku po zakończeniu serii TRY, czyli w ogóle serialu "The Slayers" w TV
Miejsce akcji: a gdzie to się tam nie dzieje... powiedzmy że wszędzie...

KSIĘGA PIERWSZA: OGIEŃ

Rozdział pierwszy: odejście Zelgadissa. Tajemniczy gość. Sześć żywiołów?

Amelia chodziła nerwowo po jednym z licznych korytarzy swojego pałacu. Podeszła do okna i walnęła pięściami w szybę. Ze łami w oczach, żalem w sercu i z wściekłością w głowie, po raz kolejny przeczytała list pozostawiony dziś rano przez Zelgadissa:
"Droga Amelio. Poszłem w świat szukać sposobu na odzyskanie mojego dawnego wyglądu. Nie wrócę, dopuki nie osiągnę celu. Nie chcę, byś wstydziła się za mnie.Przecież wiesz, jak bardzo cię kocham. Twój Zel. PS. Nie czekaj z obiadem.
Dziewczyna długo trzymała list nie dopuszczając do siebie sensu tych słów "On odszedł.. co ja bez niego pocznę... czy on nie wie że dla mnie się nie liczy to, jak wygląda??? przecież wie co ja do niego czuję.."- myślała zrozpaczona. Z jeszcze większą siłą walnęła pięścią w szybę.
Słońce oświetlało jej czerwone od płaczu oczy. Wiedziała, że odzyskanie dawnego wyglądu jest niemożliwe, a on napisał że nie wróci, dopuki nie osiągnie celu. Rozterki dziewczyny przerwał akurat nadchodzący strażnik.
- księżniczko, ktoś chce się z Waszą Wysokością spotkać.
- przeciesz mówiłam, że nie chcę nikogo widzieć. - odpowiedziała przyglądając się krajobrazowi za oknem. Promienie słoneczne oświetlały jej smutną twarz.
- ale ten ktoś mówi że to bardzo pilna sprawa, i że pani na pewno będzie chciała go wysłuchać.
- no dobrze, już dobrze...- Amelia powlekła sie do sali konferencyjnej- może będą jakieś wieści o Zelgadissie...
Dziewczyna zasiadła na swoim miejscu. Po chwili strażnik wprowadził niską postać odzianą w czarny jak noc płaszcz. Twarzy osoby tej nie było widać, przez osłaniający ją czarny kaptur.
- Dzień dobry, wasza wysokość.
- jak dla kogo.
- dla mnie na pewno...- rzekła tajemniczo osoba.
- zaraz... ja skąś znam ten głos!
- ja myślę...- i postać zdjęła czarny kaptur. Spod niego wypłynęły rude włosy
- ACH!! PANNA LINA!!! ILE TO CZASU MINĘŁO..!- Amelia rzuciła się Linie na szyję
- ooj dużo Amelio! ale ty wyrosłaś!
- pani też się zmieniła... oprócz jednej rzeczy...a raczej DWÓCH- Amelia krytycznym wzrokiem zmierzyła biust Liny
- FIRE BALL!!!
- ale przyjacielskie powitanie...
- HUH! żadnych uwag na temat moich cycków!
- no dobra, już dobra...- jęknęła Amelia strzepując z siebie sadzę- co panią do mnie sprowadza?
- hmm- Lina uśmiechnęła się tajemniczo
-o widzę, że to będzie coś ciekawego..
- nawiet nie wiesz jak bardzo...najlepiej zacznę od początku. Gdy zostały stworzone cztery żywioły (woda, ogień, powietrze i ziemia- instrukcja dla CKM-ów)razem z nimi zostały stworzone cztery berła, odpowiadające każdemu żywiołowi...
- o jeny...
- otuż, gdy wszystkie te berła znajdą się w jednym miejscu w czerwcową bezksiężycową noc, utworzą one dwa zupełnie inne żywioły...
- OJEJ!!!- wtrąciła inteligentnie Amelia
- pierwszy żywioł: jest to substancja z której można zrobić wszystko w dowolnej ilości, a drugi jest to żywioł który odpowie na każde zadane mu pytanie. Ale tylko raz.
- wszystko bardzo ładne, panno Lino, ale co ja mam z tym zwspólnego?
- już ci mówię. Berłami mogą władać jedynie osoby,które odpowiadają im pod jakimś względem. Na przykład mi przypada ogień, chyba nie trzeba wyjaśniać dlaczego, dla Gourrego przypowiada powietrze, bo jak wiadomow jego głowie chyba tylko ono się znajduje. A ty jesteś wodą bo masz serce krystaliczne i czyste jak ona, ty orędowniczko sprawiedliwości jedna.
- no wiem- ach ta wrodzona skromość Amelii
- bez takich komentarzy bo szansa na wode ci przepadnie! I jeszcze potrzebny jest nam Zelgadiss...
Amelii przypomniały się jej troski.
- no właśnie... Zelgadiss...- i podała Linie list od niego
- hhmmm ciężka sprawa... to nie mamy nikogo od Ziemii.. on by się nadawał z jego ciemną powierzchownością..
- ale nie oto chodzi!!! on może nie wrócić!!!
- wróci, wróci, skończy mu się jedzenie i wróci pod twoje skrzydełka...
- no nie wiem.. nie znasz tak dobrze Zelgadissa jak ja...
- ale znam go wystarczająco dobrze!- nagle rozmowę przerwał przeciągły bulgot- o właśnie może poczęstujesz swojego gościa obiadem?

Rozdział drugi. skarbiec Amelii. Pożegnanie z Seyruun. Gourry. Dziwny człowiek.

- panno Lino, przypominam, że miałyśmy porozmawiać przy obiedzie...
- CRUP CHRUP MLASK MNIAM
- a wie pani co? przytyła pani od naszego ostatniego spotkania.
W tym momencie Lina się zakrztusiła i oświadczyła że się najadła.
- no dobra. na czym to skończyliśmy?
- nie wiem, pamięć mnie boli..
- to się podrap. Acha! już wiem! w skarbcu twojego królestwa jest podobno kryształ od berła ognia..
- a nie wiem; my mamy pełno kryształów i innych takich bzdetów.
- zaprowadź mnie do tych bzdetów jak nazywasz cały majątek waszego królestwa.
Zaczęły schodzić długim, krętym korytarzem. W końcu stanęły przed wielkimi wrotami.
- teraz zatkaj uszy, muszę wypowiedzieć hasło...- oświadczyła Amelia!!
- Ame no co ty!!! przecież tyle lat już się znamy!!
- ale.. ja ... naprawdę...
- Amelio. W tej właśnie chwili zraniłaś mnie do głębi. A ja myślałam że cię dobrze znam... zawiodłam się na tobie..- zaczęła łkać Lina mocno gestykulując
- no dobrze już dobrze, tylko się nie śmiej...- jęknęła zburaczona Amelia recytując formułkę- ACH JAK KOCHAM ZELGADISSA ACH JAK KOCHAM ZELGADISSA AAACH JAK KOCHAM ZELGADISSA OUUOOOU LIFE IS SO BEAUTIFULL!!!!!!- śpiewała Amelia. Po wysokim 'c' zamilkła, czekając na apauz.
- c..co to było...?- zapytała się Lina podnosząc z podłogi
- jajco- warknęła Amelia otwierając wrota od skarbca. Blask złota, srebra & innych skarbów oślepił Linę całkowicie.
- to wszystko jest twoje...?
- nie, ducha święteko sss...- syknęła Amelia- niech pani szuka tego kryształu
- już już...- i z niewymowną ekstazą na ustach Lina zanurzyła się w morzu złota.
- Panno Lino! Panno Lino! czy to czasem nie ten kryształ?- krzyknęła Amelia pokazując szmaragd na końcu sali
- owszem. o jak to daleko... fajnie...- jęknęła Lina z jeszcze większą ekstazą i dała nura w złoto

***
- jest pani pewna że to ten?- zapytała się Amelia przyglądając się wyciągniętemu przez Linę szmaragdowi
- jest tylko jedna metoda by to sprawdzić.- odparła i wyjęła gdzieś z zakamarku swojego płaszcza jakąś zmutowaną złotą tyczkę
- co to jest?
- część berła. Była częścią nowego miecza Gaurrego.. miecz się rozwalił, został tylko ten badyl. Niedługo potem usłyszałam tą całą histotorię..- powiedziała Lina i przytknęła szmaragd do rozgałęzionej części berła. Zabłysło czerwone światło.
- no, i mamy Berło Ognia gotowe!- ucieszyła się Lina dzierżąc w chciwych łapskach suwenir w tej złączonej postaci wyższy od niej
- hurra!- ucieszyła się Amelia- no to teraz możemy iść szukać innych!!
- tak, zbieraj się, weś coś ciepłego na drogę, nie wiadomo gdzie możemy zawędrować...

***

- ... i szerz sprawiedliwość gdziekolwiek będziesz ple ple ple...
- dobrze tato.. tak.. oczywiście...- przytakiwała swojemu ojcu Amelia
- Amelio choć! - zniecierpliwiła się Lina
Wyruszyły. Wyszły z grodu Seyrunne. Przy wyjściowej bramie stała smętna postać odziana w granatowy płłaszcz majestatycznie powiewający na wietrze..
- dobra, Gourry koniec tej szopki!
Postać zrzuciła z siebie granatowy płaszcz
- UFF! już myślałem że się zagotuję.. na dworzu jest przynajmniej 30 stopni ciepła!- jęczał Gourry
- cicho, przecież wiesz dlaczego to robimy- odpowiedziała Lina także zrzucając płaszcz
- a właśnie z tago wszystkiego zapomniałam się zapytać, co wy tacy zakapturzeni?
- po ostatnim incydencie z Firią jesteśmy dość znani w Seyruun.. a nasza misja jest ści śle tajna. Nikt nie może się dowiedzieć dokąd zmierzamy...
- to aż taka tajemnica?
- tak! Amelia, wcale się nie zmieniłaś przez ten czas! Pomtyśl: gdyby każdy szukał bereł żywiołów, to wreszcie ktoś by je wszystkie odnalazł, i on byłby bogaty, a nie ja!
- a no tak...
- no! no to ruszajmy!
No to ruszyli.

***

- mogę się coś pni zapytać, panno Lino?
- wal.
- co my teraz szukamy? jeżeli berła to skąd pani wie gdzie ono jest?
Line zbiło z tropu to pytanie, bo przez całą drogę miała nadzieję że nikt go nie zada.
- ekhm.. zdaję się na kobiecą intuicję...
[GLEBA]
Lecz tą jakże interesującą rozmowę przerwał przeciągły krzyk.
- Lina znowu ci burczy w brzuchu- zauważył zdegustowany Gourry
- nie, tym razem to nie ja! - lecz znowu dało się słyszeć krzyk, jeszcze przeraźliwszy niż ostatnio.
Cała trójka pobiegła w kierunku źródła krzyku. Uderzył ich niezwykły widok: na polance w lesie jakiś dziwnie ubrany gościu atakowany przez najwyraźniej niewidzialnego wroga, uginał się od zadawanych mu ran, wydając przy tym przeciągłe jęki.
Nasi herosi oczywiście nie mogli patrzeć obojętnie na cierpienia owego gościa, i wskoczyli na polanę. Na ten widok gościu osunął się bezwładnie na podłoże, a wokół niego zmaterializowało się sześć bardzo niesympatycznych duszków, wlepiające swoję żarówiaste oczki w naszych bohaterów.
- aleśmy wdepnęli...- jęknęła Lina
- NASZYM ZADANIEM JEST BRONIĆ NIEWINNYCH I UCIŚNIONYCH DOTKNIĘTYCH PLUGAWĄ RĘKĄ BEZPRAWIA I WY, DUSZE NIECZYSTE MUSICIE PONIEŚĆ KARĘ ZA ATAKOWANOIE PRAWEJ OSOBY JAKĄ JEST TEN GOŚCIU!!!!- ach te wejścia smoka Amelii
Słysząc to duszki zaczęły wydawać chrapliwe i bliżej niezrozumiałe dźwięki, mające najprawdopodobniej oznaczać śmiech. Po tym rytuale z szybkością promieni tachnionych poleciały w kierunku naszych bohaterów.
- FIRE BALL!!!!- wykrzyknęły równocześnie Lina i Amelia, lecz przez obłoczki, jakimi były owe duszki, przeleciały one.
- ŚWIAAAAAAAAAAAAAAAA... tło..- wykrzyknął Gourry, ale zorientował się że nie zaposiada oktualnie miecza
- DRAGON SLAVE!!!!!- ryknęła Lina, lecz i to duszkom nic nie zrobiło, lecz za to wysadziło obszar w promieniu 5 kilometrów.
- to dopiero wdepnęliśmy..- chlipnęła Amelia
- LAGUNA BLADE!!!!!!- pisnęła Lina resztką nadzieji i pierdyknęła z całej siły w duszki. Nie spodziewały się takiego ataku i potraktowane zaklęciem tym z bolesnym jękiem znikły.
- no. Zrobione!- rzekła z samouwielbieniem Lina- hej, trzeba pomuc tamtemu kolesiowi!
Cała trójka podbiegła do leżącego facia. Był cały w siniakach i w głębokich ranach. Amelia rzuciła na niego czar uzdrowienia.
- Ty, Amelia, zauważyłaś jaką ten jokeman ma śmichową fryzurkę? Ma włoski podzielone na pasma w kolorach czerwień, biel, czerń i błękit.
W tej własnie chwili człowiek ten otworzył oczy. Ku zdziwieniu naszych bohaterów były one złote.
- wy.. wy mnie uratowaliście?- jęknął
- na to wygląda.. źle z tobą było.
- dziękuję wam bardzo! gdyby nie wy...
- ależ nie ma sprawy! naszym zadaniem jest bronić niewinnych i uciśnionych!!! zresztą i tak mieliśmy po drodze, bo szukając bereł żywiołów...- tu Amelia urwała zdając sobie sprawę żo powiedziała za durzo jak cały wszechświat długi i szeroki
- bereł żywiołów...?- zainteresował się facio
- hehehe niech pan nie zwraca uwagi co mówi to dziecko, no wie pan ono ma bardzo wybujałą wyobraźnię, burza hormonów itp...- wtrąciła się Lina gwałtownie wymachując łapskami
- no cóż. Ja muszę już iść. Jeszcze raz dziękuję wam za pomoc. Nigdy wam tego nie zapomnę.- gościu wstał, otrzepał się z liści, trawy i naszych bohaterów i poszedł w kierunku lasu. Po chwili znikł w jego czeluściach.
- dziwny facet- zauważył Gourry
- nie da się ukryć. No dobra, musimy już ruszać w drogę! Im szybciej wyruszymy tym szybciej znajdziemy berła!- krzyknęła Lina i zaczęła iść podpierając się swoim berłem ognia.
- racja!!!- przytaknęła Amelia. Całe towarzystwo weszło w gęśty las... [atmosfwra tajemniczości i grozy]

Bravo, przeczytaliście pierwszą księgę! gratuluję samozaparcia. Teraz przczytajcie kolejne...


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.45520000 1276784108
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!