Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 6
rozdział #01
 
Treść fanfika..
*WSTĘP*
I oto otwiera się kolejna, szósta część. Będzie krótsza niż piąta (aż o jedną księgę ^^^^^^^). Mam nadzieję, że ciekawa, i ogólnie nie-do-kitu. Życzę miłej lektury ^^
*KONIEC WSTĘPU*

Postanowiłam że wreszcie skończe z tymi tytułami rozdziałów (leniwej autorce nie chce się ich uzupełniać hehe) będą tylko suche liczby. Pierwsza to numer części, druga księgi, a trzecia rozdziału (np. pierwszy rozdział drugiej księgi szóstej części to 6.2.1.)

*I NASTAŁ CHAOS 6*
najtrudniejsza walka

CZAS AKCJI: rok później po "I nastał chaos 5"

rozdział 6.1.1

W zamku w pewnym spokojnym królestwie, z okazji urodzin króla wyprawiono wielki bal.
Pewien złodziej, wiedząc, że w posiadaniu królestwa jest złote berło, nieużywane przez lat ze względu na jego cenę i pochodzenie.
Złodziej ten, pod osłoną nocy, gdy wszyscy ludzie bawili się w głównej sali wkradł się i udał do korytarza w którym było to berło.
Poruszał się zgrabnie pewnie; jakby ta robota była drobnostką dla niego.
Był niewidoczny.. jedynie jego czarne włosy związane w kitka lśniły w światle księżyca.
Tym złodziejem był Flawiusz Veneth I. Spadkobierca fortuny i przyszły król Seyruun.
Właśnie próbował zdjąć szybę, osłaniającą berło, gdy..
- wiedziałam. - usłyszał spokojny głos za sobą. Obejrzał się. Przy przeciwległej ścianie korytarza można było odróżnić niewyraźny zarys kobiety.
- kim jesteś ! odejdź i milcz, bo cię zabiję ! - warknął Veneth głośnym szeptem
- to mam ci powiedzieć kim jestem, mam odejść, czy milczeć? - powiedziała nadal spokojnym głosem osoba. Przełożyła pełen kieliszek szampana z jednej ręki do drugiej.
- kim jestes..?
Kobieta przechyliła kieliszek do ust. Veneth przez ciemność dostrzegł błysk w jej oku.
- przykre że nie pamiętasz.. jednak ważne kim ty jesteś.
- nie wiesz tego.. - warknął Veneth gotowy by zabić kobietę szybkim dźgnięciem w brzuch
- Flawiuszu Veneth'cie Graywords - Dźwięk własnego imienia przeszył go - wiedziałam że nie przepuścisz okazji, żeby tu być..
Kobieta wyszła z ciemności. Była ubrana w wieczorową, długą czarną suknię na ramiaczkach. Włosy uczesane były w wytworny kok, z wystającymi i sięgającymi gdzieś do połowy ud kosmykami włosów.
Włosy te były granatowe.
Wzrok dziewczyny miały ten niezwykły wyraz, który Veneth tak dobrze pamiętał.
- Kriss..?
- nikt inny.- Znowu przechyliła kieliszek do ust. - słuchaj, daj spokój temu berłu. Mam dla ciebie inną sprawę. Idziesz teraz na dół zatańczyć, albo wzywam króla i mu mówię że ktoś chce ukraść berło.
- ale.. ja nie mam odpowiedniego stroju..
- wszystko przygotowałam. - otworzyła torebkę i rzuciła Venethowie cos w torbie. - przebieraj się.
Po kilku minutach koło Kriss stanął Veneth ubrany w biały strój, podobny do stroju Zelgadissa tylko bardziej odświętny.
- dobrze. - pochwaliła to Kriss - a teraz choćmy.
Przeszli ciemny korytarz i weszli na schody. W tym światle, Veneth mógł stwierdzić że Kriss wygląda niezwykle ładnie i przez ten rok przybyło jej urody.
Wyszli na parkiet. Veneth objął Kriss prawie wysoką jak on w biodrach i zaczęli tańczyć.
Oboje znali się na tańcu - on książę, a ona tzw. Kobieta-Gdzie-Wszędzie-Była, także wtopili się w tłum innych tańczących par.
Ven miał czas by spojrzeć na Kriss. Odkrył w niej pewną zmianę: na jej twarzy nie było tego bezuczuciowego wyrazu jaki utkwił mu w pamięci.. był na niej cień usmiechu a oczy.. tak oczy nie były takie jak przedtem. Jednak nie mógł powiedzieć ani określić co się w nich zmieniło. Były po prostu INNE.
Z tych rozmyślań wyrwała go sama Kriss. Jej usta zblirzyły sie do ust Venetha. Spojrzeli sie na siebie. Lecz niestety to o czym myslał Ven nie nastąpiło. Kriss oparła głowę na jego ramieniu.
- przyszłam tu, bo mam właściwie do ciebie pewną sprawę.
- jaką.
- musisz mi coś ukraść. I to nie byle co. Chodzi mi o porządny, duży interes.
- nie pracuję dla przyjaciół.
- zapomnij że jestem twoim przyjacielem - warknęła - jeżeli chcesz zapłacę.
Zrobili obrót w tańcu.
Sala balowa była ogromna. Na parkiecie tańczyło wiele par. Na szczycie sklepienia znajdował sie wielki żyrandol zbudowany z wielu świec.
- o co chodzi. - zapytał sie wreszcie Veneth.
- ale zgodzisz się?
- najpierw powiedz mi o co chodzi Kriss. - Veneth zaczął się niepokoić. A jeżeli chodziło o coś naprawdę złego?
- musisz się zgodzić. Rozumiesz? inaczej ci nie powiem. Zgódź się. - głos Kriss stał sie natarczywy.
- no.. dobrze.
Taniec się skończył. Wszystkie pary ukłoniły się sobie.
- wyjdźmy stąd. Robi się gorąco.
Wyszli na wielki balkon. Byli sami.
- więc wyjaśnie ci sprawę. - gwiazdy odbijały się w oczach Kriss. Była piękna noc. W powietrzu unosił się lekki zapach jaśminu a powietrze było bardzo ciepłe.
- czy musimy o tym rozmawiać? jest taki piękny wieczór. Nie widzieliśmy się ponad rok.
Kriss spuśiła głowę.
- Veneth, naprawdę nie ma czasu na to. mam bardzo ważną sprawę..
Chłopak wziął ją za rękę.
- naprawdę nie musimy o tym rozmawiać.
- ale..
- nie musimy..
Mówiąc to pocałował ją krótko w usta. Spojrzeli sobie w oczy i znów się pocałowali, tym razem długo i czule. Lecz po chwili Kriss oprzytomniała i odsunęła się na kilka kroków.
- nie.. co ja robie.. za dużo szampana..
- Kriss..
- przestań - powiedziała ze złością - nic się nie stało. Nic. Przyszłam tu by ci dać bardzo ważne zlecenie - nie dała mu dojść do słowa - w pewnym królestwie na południu znajduje się złota branzoletka o nazwie Datt. Przynieś mi ją. Cena nie gra roli.
Veneth westchnął.
- masz jakąś mapę, albo coś?
- oczywiście, nie zlecałabym ci tego bez mapy. - podała mu rulon papieru - masz być sam, tylko ty masz takie umiejętności by ją wykraść. To jest niezwykle ważna branzoletka. Możesz kogoś wziąść ze sobą ale tylko z umiejętnościami równymi tobie lub przewyższającymi.
- no dobrze. Nie musisz mi płacić.
- gdy zobaczysz co jest grane, na pewno będziesz żądał zapłaty. Najlepiej wyjedź już teraz. Im sybciej , tym lepiej.
- co to jest za branzoletka? czemu ci tak na niej zależy? jak potrzebujesz branzoletek to kup sobie w sklepie ==" jak nie masz kasy mogę ci pożyczyć..
- jełopie ][ wytłumaczę ci jak ją przyniesiesz a teraz idź już.
- to na razie.
- na razie.
Veneth wyszedł z balkonu. Po chwili zniknął wśród tłumu ludzi w sali balowej.
Kriss wzięła kieliszek od szampana która kilka minut wcześniej postawiła na barierce. Pociągnęła łyczek.
"jak tak dalej pujdzie to schleję się jak niewiadomo co" - pomyślała z niesmakiem i wyrzuciła kieliszek z balkonu. Westchnęła głęboko i spojrzała w gwiazdy.
Nie wiedziała co się z nią dzieje.
(nie, nie był to wpływ arkocholu [:DDD)

rozdział 6.1.2.

Vencio pozbierał to, co po sobie zostawił (pare znoszonych łachów, łom, wykrywacz fotokomórek, sztuczną twarz, złote runo, excalibur, bursztynową komnatę i klucze od mieszkania), wyskoczył z okna na grzbiet swojego wiernego Porshe (chybił tylko o pół metra, robi chłopak postępy) i popędził w ciemność (trafiając w tej ciemności kilka razy w drzewa i tratując zakochane pary randkujące w świetle księżyca)
Tak więc przemierzał lasy, rzeki, jeziora, pustynie, śniegi (?? sorry rozpędziłam się). Wreszcie, zaczęło wschodzić słońce.
- iść do szkoły albo nie iść? oto jest pytanie..- spojrzał na trzymaną przez siebie mapę którą dostał od Kriss. Podrapał się po głowie. - qrde no. W końcu niedługo wakacje, a ja mam sprawdzian.. no cóż.. przez ten rok z 10 szkół mnie wywalili.. jak mnie wywalą z tej, mama mnie zabije.. lepiej pojadę..
Tak więc nasz pilny uczeń ^^ pojechał do szkoły z internatem. Wpadł do swojego pokoju, przebrał się w mundurek szkolny (teraz wyglądał jak istny Jin Kazama ^^) i popędził na lekcje.
- och to onnn.. - jęknęła jakaś dziewczyna ocierając czoło chusteczką
- tak.. to Veneth.. jaki on boski..
- jaki piękny..
Veneth przebiegając, puścił do nich oczko.
- och to było do nas???
- zaraz zemdleję..
- aachh.. wody..
Podobne do tych teksty pojawiały się, gdziekolwiek tylko nasz Vencio sie pojawił ^^ W końcu dobiegł do klasy i siadł w ławce.
- witaj Ven.
- hę? a, siem Bayou !
- i co? zrobiłeś to?
- niestety, ale mam nowe zlecenie..
- cś.. nauczycielka idzie..
Chłopak, siedzący w ławce z Venethem otworzył książkę. Miał on długie brązowe włosy. Z jego niebieskich oczu bił spokój i głębia. On i Veneth byli najprzystojniejszymi chłopakami w szkole, więc trzymali się razem i wzajemnie bronili przed tłumem rozhisteryzowanych dziewcząt ^^. Lecz ich charaktery różniły się o 180 stopni: Veneth uwielbiał łamać szkolny regulamin, chodzić na imprezy i podrywać dziewczyny, a Bayou był spokojny, zrównoważony, trzymający sie na uboczu, lecz i tak często towarzyszył Venethowi w jego wyprawach, a jak nie, to krył go przed krwiożerczymi nauczycielami.
- dzisiejszy temat to.. - powiedziała patykowata nauczycielka.
- ...to że pani fryzura przypomina krajobraz po wybuchu meteoru tunguskiego..? - szepnął Bayou a Veneth zaczął chichotać.

*JEBUT* - trzasnął dziennik o biurko, tak że wszycy podskoczyli

- może panowie z ostatniej ławki głośno powiedzą co ich tak rozśmieszyło, to wszyscy się pośmiejemy?
Veneth i Bayou spojrzeli na siebie.
- kolega powiedział mi proprostu jaką jest pani wspaniałą nauczycielką i wprost nie może się doczekać kiedy pani wreszcie zacznie lekcję - powiedział Veneth. Cała klasa zachichotała, lecz przestała widząc drgającą lewą brew nauczycielki.
- Flawiusz Graywords i Bayou Seibetsu za drzwi !
Veneth i Bayou odsunęli krzesła i spokojnym krokiem wyszli za drzwi.
- Ven, czy muszę ci przypominać że już kolejny raz ląduję przez ciebie za drzwiami? - westchnął Bayou. Siadł na parapecie.
- Bay, bez nerwów ! zresztą muszę ci powiedzieć co za zlecenie dostałem !
- mam nadzieję że nie będę musiał iść z tobą..- zaczął bębnić palcami po szybie.
- ależ nie nie (damn przejerzał mnie)
- no więc? - oderwał się od bębnienia
- słuchaj.. pamiętasz jak ci opowiadałem o mojej wyprawie z tamtego roku?
Skinął głową.
- pamiętasz jak ci opowiadałem o Kriss?
- tamtej granatowowłosej? pamiętam.
- więc.. wczoraj.. spotkałem ją.. była.. taka.. inna.. piękna.. spokojna.. miała w sobie taki dziwny blask.. jej oczy świeciły jak gwiazdy.. jej usta miały kolor dzikich róż.. jej włosy błyszczały jak heban..
Bayou zeskoczył z parapetu i położył rękę na ramieniu Vena.
- stary, wpadłeś. Zakochałeś się.
- ależ.. nie nie.. - Veneth zrobił się kolorowy jak pisanka
- widać to na pierwszy rzut oka.
- eeech. no dobra. - burknął gapiąc się w podłogę.
Bayou skinął głową i znowu siadł na swój parapet.
- dobrze.. opowiadaj dalej.
- no więc.. ona poprosiła mnie żebym ukradł jej pewną branzoletkę..
- jąkasz się. Czy do czegoś doszło? - Bayou poważnie spojrzał mu się w oczy
- BAYOU CZY TY ZAWSZE WSZYSTKO MUSISZ WIEDZIEĆ !!! - Ven walnął ręką w ścianę
- taki już jestem. - chłopak niewinnie oparł się o okno.
- no więc, tak. Całowaliśmy się.
- z czyjej inicjatywy.
- z mojej.
- odwzajemniła?
- tak.
- ooo staryyy ! to ona tez ujajana !
W tej chwili trzasnęły drzwi od klasy.
- panowie, wracajcie do klasy. - skrzeknęła nauczycielka.
Powlekli się do klasy i usiedli na swoich miejscach.
- co się mówi?
- dziękuję?
- FLAWIUSZ !
- przepraszam. - burknęli
- no! no to może wobec tego opowiecie mi co wiecie o ...

*BBBZZDRRRRRRRRRYŃ* - w tej chwili zadzwonił zbawienny dzwonek.

Wszyscy jak jeden mąż wypadli z klasy.
Reszta lekcji jakos zleciała, także w końcu Veneth i Bayou mogli spokojnie pogadać.
- kiedy ruszasz po tą branzoletkę?
- dzisiaj.
- wiesz.. tak myślę.. właściwie to nie mam co robić w ten weekend, może wybiorę się z tobą?
- ooo, dzienx !
W końcu przebrali się z mundurków w jakieś ludzkie ciuchy. Ubiór Vencia juz znamy (biała luźna bluza, białe luźne spodnie, pas, wysadzany drogimi kamieniami, a u niego miecz z Naab, i do tego biała pelerynka). Bayou ubał się w strój z różnymi granatowymi akcentami, którego nie chce mi się opisywać. Na plecach miał zawieszony miecz.
Tak więc nasi playboye ^^ tak ubrani wyszli.
- och czy to nie czasem Bayou i Veneth??? -pisnęła jakaś rozentuzjazmowana dziewczyna
- ach.. jacy oni piękni !
- oddałabym wszystko, żeby pujść z jednym z nich na randkę...
- wiecie że oboje są wolni?
- taaak? iiiiiiiiiiiiii ^^
- ja osobiście wolę Bayou ^^ te jego oczy..
- taaaak.. jego oczy.. AAACH..
- za to Veneth też jest niezły.. tylko czasami zbyt zarozumiały..
- ale ma zgrabną dupcię *_*
- tsiaaa.. z jego dupcią żadna nie ma sobie równych ^^
- a spójrzcie na klatę Bayou...
- tak.. on to jest he-man..
- o czym te dziewczyny tak nawijają..? - zapytał się Bayou Venetha widząc sporą grupkę rozentuzjazmowanych, histeryzujących i mdlejących dziewcząt.
- a jak myślisz? - Veneth przygładził włosy.
- jaka skromność..
- EJ DZIEWCZYNYT ! - krzyknął Veneth do nich. Na dźwięk jefgo głosu kilka z nich zemdlało - MACIE MOŻE ZEGAREK?
- mamy..
- KTÓRA JEST GODZINA?
- nasza najpiękniejsza..
- a nie mówiłem? - spytał się Bayou, na co on pokręcił głową.
Poszli po swoje wierzchowce. Veneth wziął swojego czarnego Porshe, a Bayou srokatego Pepsicanough'a (Pepsicanough - tak według legendy nazywał się syn Pocahontas ^^). Popędzili je do galopu. Następnie odjechali w siną dal.
- gdzie jest ta branzoletka? - zapytał sie Bayou
- nazywa się Datt, i jest gdzieś na południu - Ven looknął na mapę.
- JAK SIĘ NAZYWA? -Bayou aż przystopował konia
- Datt.. a co?
- CHŁOPIE ! PORĄBAŁO CIĘ? PO DATT CHCESZ JEŹDZIĆ? nie no, ja podziękuję.
- ej ej ej , chwila ! co się stało?
- widać że do szkoły dużo nie chodzisz ==" Datt to nie jest zwykła branzoletka ! pozwala ona odkryć przeznaczenie człowieka jeżeli takowe ma !!! strzegą jej ciemne moce !! nie, no ja zawracam..
- spokoojnie, mam znajomości w tej strefie !
- co?
- Princessa na pewno cośtam już załatwi !
- Princessa? Ven, nie dość że cię porąbało to jeszcze świerszcz siadł ci na umyśle..
- ty dupku.. a jeszcze zobaczysz... w każdym razie jedziesz ze mną, i bez gadania.
- dobrze, pojadę z tobą. - Bayou spojrzał na Venetha - powiedzmy że ci uwierzyłem.
- no ! już zacząłem wątpić w twoje zdolności.
I pojechli ^^ na południe.

***

Xelloss jak burza wpadł do zamczyska, wyłamując 3-metrowe wrota. Na powitanie przybiegła mu Stella.
- i co??? wiesz coś??!!!
- wiem. ale niewiedza była lepsza od prawdy.
-co ty mówisz, Xell..- po policzkach Stelli zaczęły spływać łzy.
- szybko na górę ! zanim nie będzie za późno ! - rozkazał Xelloss. Wskoczyli na schody wiodące na piętro.

***

Nie będę opisywać całej ich drogi na południe ( po ostatniej, piątej części, składającej się z 9 ksiąg, mam już uraz ^^). Stanęli wreszcie naprzeciw jakiegoś starego zamczyska.
- na pierwyszy rzut oka widać, że jest spętany złymi mocami. - mruknął Bayou.
- DO ODWAŻNYCH ŚWIAT NALEŻYYY !!! - Veneth zaczął iść w stronę zamku, aż nagle..

*BBBBBBBBBBBZZZZZZZZZZZZTTTTTTTTTTTTT*

- AAUUUUUUUUUUUAAAAAAAAAAAAAAA ...! - jęknął Veneth, porażony jakimś prądem.
- czar ochronny? chmm, to musi być naprawdę ważny zamek. - Bayou spojrzał na mroczny zamek od góry do dołu. Był on zbudowany z czarnej cegłówki. Akurat padał deszcz, więc prezentował się jeszcze bardziej tajemniczpo niż normalnie.
- Veneth, jesteś piękny, ale inteligencji brak ci wyjątkowo. - usłyszeli (tzn. Bayou usłyszał, bo Veneth leżał nieprzytomny [:D) głos za sobą. - ty debilu.
Bayou odwrócił się. Zobaczył postać w charakterystycznym czarnym płaszczu, tyle że mokrym od deszczu.
- co się gapisz, mokrej władczyni złych snów nie widziałeś??? - warknęła Princessa i podeszła szybkim krokiem do lekko fosforyzującej ściany, której Veneth nie zauważył, a która była czarem ochronnym. Princessa mruknęła jakąś inkatanację, położyła na ścianie ręce. Po chwili przebiegło po niej jakies czarne wyładowanie i ściana rozpadła się w drobiazgi.
- eee.. ale.. pani może wyczarować sobie coś że nie będzie na panią deszcz padał.. - pozwolił sobie zauważyć Bayou
- tak jasne tak.. co? eej ! rzeczywiście ! ależ ja jestem genialna !!! - i już nie padał na nią deszcz ^^ - dzięki stary !!!
- nie ma za co.. mogę się o coś zapytać..?
- ależ nie, nie mam chłopaka ! - Princessa zatrzepotała rzęsami
- nie o to chodzi.. czy pani nie jest.. czasem Princessą?
- ... a myślałam że tylko Veneth jest tu tak piękny jak głupi..
- ależ to niemożliwe. Princessa ma 7000 lat, jest majestatyczna, rozważna, piękna... ty nie możesz być Princessą...

*JEBUUUUUUUUUUT*

- ty chamieeeee !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! POWTÓRZ CO POWIEDZIAŁEŚ OSTATNIE !!!!!!!!
- a - ależ.. chciałem tylko sprawdzić pani reakcję.. b-bo w podręczniku pisali że jest też pani dość ..e .. wybuchowa.. - jęknął Bayou tuż po silnym ciosie w potylicę.
- ja wybuchowa? ależ co ty mówisz ! jestem wrażliwa.. delikatna..
- ciotka ciotka, czy mogłabyś nie bajerować mi kumpla? - warknął podnoszący się z ziemii Veneth
- w końcu uratowałam ci życie, bo znim byś się kapnął że to jest czar ochronny byś zdążył się zabić.. - zarechotała Princessa
- ciotka..? - Bayou podrapał się po głowie - ja już zaczynam się gubić
- o właśnie, Bay, poznałeś już moją ciotkę Princessę w Przyszłości Batonik Czekoladowy Narwaną Zboczoną Małpę??? - Veneth poklepał ciotkę po ramieniu
- to ostatnie dodałeś patafianie..
- jak mnie nazwałaś?
- patafianem !
- CO?
- PATAFIAN ! PINDOLIND ! OGÓREK MORSKI ! KROWIA SPIERDOLINA ! UFOPEDOLACZ ! JEBUT ! ZMUTOWANA TOREBKA OD SERA !!!
- ZBOCZONA ŚWINIA ! MAŁPA Z ODCHYŁAMI ! WARIATKA ! GŁUPIA KROWA !!!

*TRZASK*
*ŚWIST*

I tak Veneth i Princessa przeszli do rękoczynów ^^
- czy mi się wydaje czy on się bije z jego ciotką, która jest .. panią wszelkich złych snów, księżniczką mazoku....???? - zadał pytanie retoryczene Bayou patrząc na akurat topiącego w błocie Princessę Venetha
- TY.. DUPO JASIA !!!- Princessa akurat chwyciła Venetha za kark i przerzuciła tak że on wylądował w błocie
- oh majne god..- Bayou zakręciło się w głowie.
- TY ZGNIŁY KALAFIORZE ! ŚMIERDZĄCA MARCHEWKO !!! CZUPRYNIASTY KARCZOCHU !!!
- JAK SIĘ ODZYWASZ DO PRABRATANKA TY.. TY..
- CO?
- KAZIRODCZA PRACIOTKO !!!!!!!!!
- COOOOOOO?
- TY ZBOCZONA ...


*PLASK* - piguła z błota wylądowała na twarzy Vencia ^^

Veneth odrzucił pigułę, w celu oddania jej, lecz ona się uchyliła i piguła trafiła prosto w zdezorientowanego Bayou.

*CISZA*

- ej, zniszczyłeś swojemu koledze fryzurę. - zachichotała Princessa - nieładnie.
- ekhm.. Bayou chyba nie..
Lecz nasz brunet okazał się dzielny i zapanował nad sobą.
- nie będę cię bił przy Princessie.. ale niech tylko..- pogroził mu pięścią
- dobra, myjemy się.
Princessa rzuciła czar. Strumień wody obmył wszystkich z błota, a strumień wiatru osuszył.

***

- tak więc po co tu przybyłaś ciociu? - zapytał się Veneth który znowu był czysty i puszysty ^^
- wiedziałam że tu przybędziecie.
- skąd?
- nieważne [błysk w oku]
- a-acha.
- tak więc zniszczyłam pole ochronne. Dalej nie mgoę wejść, bo jak się LON dowie że wam pomagam to już mnie więcej nie zobaczycie ][
- rozumiem.
- tak więc. W środku czekają was hordy strażników, mnóstwo pułapek i innych niebezpieczeństw ^^ branzoletka znajduje się na piętrze, na czarnej poduszecce.
- dzięki.
- miłej podróży ^^ - i znikła
- też dzięki.. - westchnął Veneth
- Ven.. słuchaj.. mam do ciebie pytanko..
- jakie?
- dlaczego nazywasz ją per "ciociu"..?
- a dlaczego nie?- zpytał niezbyt inteligentnie Veneth
- no booo... chyba nie jesteś z nią spokrewniony, nie?
- jestem. To jest siostra Reza, który jest moim pradziadkiem.
To było za durzo jak dla spokojnego i zrównoważonego Bayou - zemdlał ^^

***

*TRZASK !*

Po policzku wymierzonym od Vencia ^^ Bayou otworzył oczy.
- żyjesz? - zapytał się Ven
- no.. chyba.. jeżeli to co mi powiedziałeś to był tylko sen.
- nie.. to była prawda..
Bayou zrobił zeza.
- NIE MDLEJ !!!

*TRZASK*

Bayou zachichotał.
- jeżeli to przed chwilą było policzkiem, to ja nazywam się Czerwony Kapturek...
-odezwał się ! a sam mdleje jak się dowie o powiązaniach rodzinnych kumpla !
- nie każdny jest spokrewniony z Rezem i Princessą =="
- jestem do tego jeszcze spokrewniony z Lightening, Saovi, Dakkis..
Bayou znów zemdlał ^^

***

Wracamy do Xellossa.

- co z nią? - zapytał się Xelloss podczas biegu na piętro.
- źle.. ale jeszcze się trzyma.. powiedz, co się dowiedziałeś?
- lepiej żebyś nie wiedziała, Stello...
- Xelloss..
Wpadli jak dwie błyskawice do pokoju Katii. Leżała ona w łóżku, blada jak kartka papieru, jedynie policzki miały kolor szkarłatu. Dziewczyna leżała łapczywie wciągając hausty powietrza.
- Katia jak się czujesz?
Próbowała coś odpowiedzieć, lecz nie mogła, jęknęła tylko pomiędzy haustami powietrza. Nagle zaczęła przymykać oczy.
- NIE ! KATIA ! NIE PODDAWAJ SIĘ !
- Katia..- Stella oparła głowę na dłoniach i zaczęła płakać

***

Dobra, pewnie nie możecie sie doczekać, co słychać u dwóch naszych przystojniaczków ^^. Tak więc wracamy do Vencia akurat usiłującego cucić Bejcia ^^

*SSSRRRRRRRRRRUUUUUU* - Venciowi skończyła się cierpliwość i kopnął Bejcia tak, że..

- ałć.. - jęknął Veneth powstrzymując sie do płaczu - moja noga - pisnął
- co? znów zemdlałem? - Bayou przetarł oczy - obudziło mnie jakieś dziwne uczucie ucisku z boku.. Veneth źle sie czujesz?
- moja noga.. czy ja kiedykolwiek będę mógł chodzić..? - pisnął nasz nieustraszony bohater.
Bayou spojrzał się na niego dziwnie. Ven natychmiast ekchemknął.
- no to chyba musimy iść.
- no chyba.
- TAK ! IDZIEMY PO ZŁOTO ! SKARBY I..

*PLASK* - poślizgnął się na błocie ^^

- Bayou, nie widziałeś tego? - jęknął kaszląc błotem
- ależ co. - spojrzał w niebo próbując powstrzymać śmiech.
Veneth z godnością wstał i otrzepał się z różnych rzeczy w które wpadł ^^
- Pepsi'ego i Porshe tu zostawiamy? - zapytał się Bej
- tak.
Tak więc, zostawiając wierzchowce samym sobie, nasi herosi wyruszyli na spotkanie niebezpieczeństwom.
- zjadłbym pasztecika - westchnął Ven
- no nie. Znów cię bierze.
- ach.
Lecz zakończyli tą konwersację bo akurat stanęli przed wrotami zamczyska.
- jak myślisz? trzeba zapukać?
- chyba wypada.
- a może lepiej podkraść się i nie wzbudzać podejrzeń?
- można i tak.
- a może jednak tak?
- jak chcesz.
Tak se prowadzili konwersację w najlepsze, gdy..
- WWWWWWWWRAAAAAAAAAAAAUUWWWWWWR !!!!!!!!!!!!!!!!!!
- jakbym słyszał moją mamę... odwracamy się? -zapytał się Veneth
- no nie ==" - Bayou sięgnął do miecza na plecach. Awww wyglądał tak seksownie ^^
Tak więc odwrócili się. Za nimi stał obśliniony Troll.
- ambitne. Nie mogli przysłać czegoś trudniejszego?
- nie oceniaj dnia przed zachodem słońca. - powiedział poważnie Bayou. Wyskoczył z mieczem, zamachnął się i zabił trolla.

*CISZA*

- to może idźm..
- cicho ! - rozkazał Bayou

*CISZA*

Nagle Bay błyskawicznie wykonał zwrot o 90 stopni.
- FIRE ARROW !!!!!!!!!!!
Chwilę potem wyleciała strzała, rozległ się jęk. Przy okazji: wspomnę tylko że nasz Bejuś ^^ jest mistrzem w Czarnej Magii.
- lepiej wejdźmy do środka. - powiedział zawieszając miecz spowrotem na plecy.
Weszli za skrzypiące drzwi. Mimo, że zamek z zewnątrz wyglądał na dość duży, w środku znajdował się tylko niewielki holl i schody na górę.
- światłość.. - mruknął Bayou. Niewielka kulka światła oświetliła kunsztowne ornamenty i płaskorzeźby na ścianach.
- co przedstawiają te obrazy?
Bayou podszedł do jednego z nich.
- wiesz.. lepiej nie pytaj.
- czemu?
- tu są obrazki jak kończą ci, co sie tu włamali.. brr.. lepiej wejdźmy tu jako złodzieje..
Zgasił światłość. Tak więc nasi, już nie herosi, tylko złodzieje, zaczęli skradać sie po schodach cicho jak koty. W końcu po krótkiej wspinaczce znaleźli się na górze.
- to chyba tu. - szepnął Ven, spoglądając na drzwi ciemniejsze od otoczenia.
- dobra, a teraz cichutko podejdź..

*FFFFFFFFFFFFCUH TRZASK TRZASK* - drzwi od komnaty otworzyły się, jakby pchane dziwnym wiatrem, trzaskając skrzydłami o ściany.

- ..dźmy.. - jęknął Bayou.
Nagle, wokół nich, zwabione hałasemn zgromadziła się wataha duchów.
-nie ! - rozległ się patologiczny głos jednego. - Oni nie mogli się tu dostać ! jak mogliśmy ich przegapić.. teraz już nie możemy ich zabić..
- tak.. ta komnata otwiera się tylko, gdy znajdą się w pobliżu śmiertelnicy.. a po otwarciu jej nie możemy juz im nic zrobić..
- tak.. aww, jak im się udało tak cicho podkraść..
Ven i Bej, chwilę przysłuchiwali się ożywionej dyskusji duchów, następnie wzruszyli ramionami i weszli do komnaty. Była wyłożona czarnym aksamitem, na ścianach wisiały obrazy jakichś postaci oprawione w złote ramy. Na srodku, oświatlona niewielkim strumieniem światła wpadającym przez dach, na kolumience, na czarnej poduszeczce leżała branzoletka. Była ona złota, rzucało się w niej w oczy kilka czarnych pereł.
- na pierwszy rzut oka widać że jest przesycona złymi mocami. - mruknął Bayou i wrzucił ją sobie do torby. - wracamy, Veneth
- a co z tymi tamtymi? - wskazał na duchy
- słyszałeś. Nie mogą nam nic zrobić, niewiadomo czemu.
Tak więc, zdobywszy tajemniczą branzoletkę, nie rozwikławszy tajemnicy (lenie jedne, z kim ja muszę pracować) wyszli z zamku i odjechali, by doręczyć zdobycz Kriss.


***

Zdobyli branzoletkę bez większych problemów. Czy tylko dlatego że byli dobrymi złodziejami? Po co branzoletka była potrzebna Kriss? Co grozi Katii? O tym w kolejnych częściach ! OLE !

C.D.N.


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.00555800 1276786097
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!