Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 7
rozdział #01
 
Treść fanfika..
*WSTĘP*
Nie będę się rozpisywać przy wstępie. Mam nadzieje że lektura będzie ciekawa i nie zapomnicie jej zaraz po przeczytaniu. Jeżeli koniec wyda się wam dziwny, uprzedzam, miało tak być od poczatku, odkąd napisałam tytuł "I nastał chaos 7"
*KONIEC WSTĘPU*


*I NASTAŁ CHAOS 7*

"To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące." - "Alchemik", Paulo Coelho

W pewnym miejscu...
Po wysuszonych słońcem skałach dało się słyszeć kroki.
W końcu, strudzona przebywaniem tych przeszkód osoba usiadła na jednej z nich. Spojrzała na maleński strumyczek płynący ciasną wyrwą.
Łagodne słońce odbijało się od wartko płynącej powierzchni.
Postać zrzuciła z siebie płaszcz.
Zanurzyła rękę w wodzie..
Nastepnie .. całe ramię..
Mimo, że woda w strumieniu sięgała zaledwie do kostek..
Postać, nie zważając na to, wyprostowała się, i z impetem rzuciła sie w strumień, oblewając krystalicznie czystą wodą skałę.
Znajdowała się w wielkiej przestrzeni wypełnionej wodą.
Przymróżyła oczy. Można było zobaczyć niewyraźny zarys dna.
Popłynęła tam, długo się nie namyślając.
Dostrzegła to, czego szukała.
Na dnie, na niewielkim kamieniu, leżał medalion, odbijający nikłe promienie z trudem przedzierającego się przez wodę, słońca.
Wokół rubinu wiła się rzeźba smoka.
Złoty łańcuszek został pochwycony przez rękę zmierzającej po niego postaci.
Uśmiechnęła się.
Trzymając naszyjnik w dłoni, zaczęła płynąć ku powierzchni.
Z impetem, niczym młody delfin, wyskoczyła z wody na skałę.

Okolica jak zwykle.. wartko płynący strumyczek, znikający, i pojawiający się pomiędzy wysuszonymi słońcem skałami..

Postać wstała. Przyjżała się medalikowi i zacisnęła go w dłoni. Wciagnęła czarny płaszcz.

- nowy rozdział życia tego świata zaczął się..

i znikła...

Pojawiła się ponownie w wielkim, choć już niec obrośniętym nieśmiałą trawą kraterze.
Wyciągnęła rękę.
Spod ziemii wydostał się srebrny medalik i wzniusł się w powietrze, po czym wolno zaczął lewitować ku postaci.
- wiedziałam...
Medalik spoczął łagodnie na dłoni osoby. Mimo, że przeleżał tyle czasu w ziemii, wciąż lśnił najczystrzym srebrem.
Postać ponownie się uśmiechnęła.

Tymczasem.. w tym samym czasie.. lecz innym miejscu..

Słońce zachodziło pięknym, szkarłatnym półokręgiem, sprawiając, że złoto - czerwone niebo wzbudzało zachwyt.
Dwie sylwetki odznaczały się wyraźnym konturem na tej poświacie.
Jedna z nich miała włosy związane w kitka, szlachetny profil, i kontur miecza lekko wystający zza pasa.
Druga osoba miała niezwykle długie, sięgajace za kolana włosy, w tym momencie związane w ciasnego kitka.

- co chciałeś mi powiedzieć.
- pewną bardzo ważną rzecz.
- intrygujące.
- nawet nie wiesz jak bardzo.
Zapadła cisza.
- więc. - postać w kitku podniosła głowę i przełknęła ślinę. Chwilę milczała, a potem powiedziała - nie mogę być z tobą Kriss.
Druga postać milczała.
- wyjeżdżam daleko. Lepiej będzie, jeżeli się teraz rozstaniemy i zaoszczędzimy sobie wielu rzeczy.
- jakich wielu rzeczy. - odpowiedziała spokojnie
- zdrady.
- zdrady?
- wiadomo. Odległość. Nic nie wytrzyma takiego rozstania. - chłopak mówił to szybko, z lekką irytacją. Tak jakby wydawało się to dziwnie oczywiste.
Słońce zaszło. Ostatnie promienie szkarłatnego słońca schowały się za horyzontem. Została tylko jeszcze złotawa poświata oświetlająca, teraz wyraźne sylwetki Venetha i Kriss.
Veneth wyglądał na zniecierpliwionego. Odwracał wzrok od bezbarwnego wzroku Kriss, która wciąż przypatrywała się jego oczom.
Niezwykłym bezbarwnym wzrokiem.
- nie masz pojęcia co to miłość. - powiedziała Kriss. jej wzrok już nie był bezbarwny. Miał w sobie naprawdę wielki wyrzut.
- mam. - odpowiedział z powodu braku lepszych pomysłów.
- w takim razie nigdy mnie nie kochałeś. - powiedziała. - lecz wiedz że.. - jej głos zaczął drgać. Mimo że starała się to ukryć.

Smutną rzeczą jest słuchać żalu dumnej dziewczyny.

- wiedz że.. ja zawsze cię kochałam i będę kochać. Jesteś pierwszy i jedyny. No ale cóż, widocznie będę musiała juz zawsze żyć z przełamanym sercem. Droga wolna, nikt cię tu nie zatrzymuje... ale jeżeli kiedykolwiek będziesz potrzebował... - przerwała, i szybko starła łzę z jej policzka - przyjciela.. adres znasz. Do zobaczenia.
- żegnaj. - powiedział beznamietnie Veneth
- żegnaj. I bądź szczęśliwy. - Kriss wskoczyła na konia, który stał niedaleko i popędziła go do galopu. Po chwili nie było jej widać.
To samo zrobił Veneth.
Słaba łuna oświetliła ich oddalające się od siebie sylwetki.

To był koniec pewnego rozdziału.

rozdział 7.1.1.

Katia, odzyskawszy swoje ciało w pełni, postanowiła korzystać z niego w pełni sił. A że "korzystać" ma wiele znaczeń, przenosimy się do..

"POD GOŁĄ DUPCIĄ" - STREAPTEASE BAR

W rytm spokojnej przynudzajki, Katia zrzucała kolejne części swojego odzienia, doprowadzając do orgazmu tłum napaleńców siedzących wokół.

Tymczasem przed barem.

Jakaś postać przedzierała się przez zmrok. Strachliwie oglądała się we wszystkie strony. W końcu jej wzrok padła na neon w kształcie roznegliżowanej świnki ze wszystkimi częściami żęńskiej anatomii, oraz mrygający napis "Pod gołą dupcią". Postać spojrzała na karteczkę, mruknęła coś niezrozumiałego, i wolno weszła starając trzymać się w cieniu. Dym papierosowy i pochodzący zapewne z jakiejś taniej podróbki marihuany zaczął gryść mu twarz, tak że musiał po omacku dojść do stolika. Siadł.

Katia, tymczasem, była tylko w czerwonych kozaczkach i bieliźnie takowego koloru, gdy...

*SSSSSSSSSSRUUUUUUUUUUUUU*

Całą tą obleśną spelunę zapełnił jeszcze większy dym. Po chwili ukazała się ogromna dziura w ścianie, a w niej czterech facetów.
- MWAHAHAHA ! DAWAĆ KASĘ, ALE TO JUŻ!!! - ryknął jeden z nich.
- eee.. sklep z kasami fiskalnymi jest dwie ulice dalej.. ^^' - powiedziała Katia opierając się o rurę
- nie udawaj blondynki, paniusiu! ty też dawaj cash!!!
Katia spojrzała na stosy 100- dolarówek powtykanych w jej stringi i stanik.
- panieee, to uczciwie zarobione pieniądze, jak chcesz sam se zarób, rura jest wolna! - Katia odsunęła się od rury i wskazała na nią
- NIE RÓB SE JAJ !!! - faciowi zaczęły pulsować żyły na skroni - WIEMY ŻE DZISIAJ KASA JEST PEŁNA! WIĘC DAWAAAAAAAAA..
- nie drzyj mordy! cholera jasna, a mówili o komforcie pracy.. FIRE BALL!!

*PIŹDZIACH*

Bandyci ze skowytem uciekli.
- dobra, na czym ja skończyłam? - Katia już miała powrócić do wcześniej wykonywanej czynności, czyli obleśnego rozbierania się, lecz spostrzegła, że oprócz bandytów pouciekali wszyscy goście. Mruknęła jakieś przekleństwo, powyciągała wszystkie 100-dolarówki i włożyła przewiewny szlafroczek. Już miała iść do przebielarni, gdy spostrzegła, że pod ścianą ktoś siedzi.
- ej ty! panie tajemniczy! albo pan se idzie albo płaci !
- eee..- postać siedząca przy stoliku zmieszała się - ja.. mam pewną sprawę.
- rozumiem. Seks. Kurde, a ja już myślałam że wrócę o umówionej porze do domu. No ale dobrze ^^ - zeskoczyła z podestu i podeszła do gościa. Siadła mu na kolanach i rozkraczyła się bezwstydnie. Cień wciąż przykrywał mu twarz.
- a-ale..- wyjęczał. W głowie zakręciło mu się od pożądania i perfum Katii.
- no co ty, misiu, i tak nikogo nie ma.. - mruknęła, oblizując mu ucho.
- a-a-le.. nie o to chodzi. - gościu szybko schwycił ją za ramię. Pociągnął energicznie i wyszli z baru. Teraz oświetlało ich słabe światło ze świnkowatego neonu.
- cóz za perwersja.. - Katia usmiechnęła się obleśnie.
- słuchaj. Nie o to chodiz. Nie chcę seksu..- zmieszał się - ani niczego takiego. Szukam pomocy.
- gościu, ja nawet cię nie znam.. - Katia przysiadła na ganku, i starym, dziwkarskim zwyczajem zapaliła papierosa na takim długim cztymś.
- nie pamiętasz mnie? - koleś wyszedł z cienia. Był to poprostu nieustawowo piękny chłopak o zielonych oczach, i krótkich kruczoczarnych włosach. Jedynie kilka pasm pozostało długich i swobodnie opadających mu na twarz o nieco chłopięcych rysach, co działało jeszcze bardziej na korzyść. Był ubrany w białą bluzkę bez rękawów, uwydatniającą dość ładnie zbudowane ciało. Na koszulce miał bordowy nadruk japońskiego smoka. Miał też na sobie niezwykle luźne, bordowe spodnie. Na czole miał zawiązaną bordową przepaską, której końce zwisały az do ziemii. Tak samo z wiązanymi bordowymi rękawiczkami, z których końce cienkiej tkaniny sięgały aż do ziemii. Zawiał wiatr, i wszytsko to tak ładnie powiało ^^
- yyy..- Katia z wrażenia osunęła się na ziemię - nie.. ale moge poznać..
- nie czas na to. Ne bede ci wy-aśniać kim estem. - chłopak zaczął gadać z dziwnym akcentem - ty-eba zwołać restę. Dzie Kriss Gabriev, Sunny Gabriev, Moony Gabriev, Veneth Graywords?
- cholera. Nie powiedziałam jeszczę że chcę ci pomóc. - warknęła Katia do gościa, któego akcent jej się źle kojarzył. Wypuściła wolno dym z papierosa. Spojrzała na niego. Był niższy od niej, chociaż wyglądał na 15 lat.
- ale.. to dla mnie ba-dżo wasne! Tylko fy mosece mi pomoc! -jęknął boleśnie kolo. W tym momencie dało się z oddali słyszeć tętęt kopyt. Po chwili, mimo że koń nadal był w biegu, z niego zeskoczyła wysoka osoba. Była to Kriss. szybko podeszła do Katii.
- siem, Kr.. ^^ - nie dokończyła
- Veneth mnie ... opuścił ... - powiedziała wolno - koniec.
- co? co ty pirtolisz?
- to co słyszysz. Koniec. Kres. Co to za jeden? - pokazała a chłopaka, niższego od niej chyba o głowę.
- kto? a, on ^^ przypętał się tu taki. Szukał mnie, ciebie i twoje rodzeństwo.
- czego chcesz?
- po'ebuję pomocy.- powiedział - tylko wy mo-ecie mi pomóc. - podszedł bliżej do Kriss. Musiał wysoko zadrzeć głowę, żeby spojrzeć jej w oczy.
- hmm.. po pierwsze: nie wiem kim jesteś, po drugie: przeczytaj punkt pierwszy.
- ojeju! na-ępna co mnie nie pamięta! - gościu już był bliski płaczu.
- nie.. taką ładną twarz bym zapamiętała. - powiedziała i się zmieszała.
- JESTEM OBROŃCOM DO-OCI Y SPRAFIEDLIWOŚCI! PIS END LOF! JAM JEST SYN KRULOFEJ SEJRUN! - ryczał gościu stając na świnkowatym neonie. - JA BYĆ DANIEL GRAYWORDS !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

*JEBUT* - z nieba spadła błyskawica, trafiając w neon, tak że gościa poraził prąd, a poc chwili spadł, roznosząc za sobą obłoczek czarnawej sadzy.

Kriss i Katia patrzały na to z wyrzeszczonymi oczyma.
- t-ty..
- khekhe khe khe - gościu soczyście krztusząc się sadzą wstał.Nie było na nim ani śladu, zawsze obficie porozrzucanych piegów, ani tych przetłuszczonych włosów wiecznie związanych w dwa kitki, ani tego bezguściarskiego ubierania się.
- ty nie możesz być Daniel.. jesteś za ładny.. - Katia w tym momencie efektownie zemdlała.
- zamiast tu , do cieszkiej cholery, snuć przy-uszczenia, to może ktoś by sie zainteresował po co tu przybyłem??? - zachrypiał zdesperowany Daniel.
- hm? - Kriss zainteresowała się słowami Daniela
- Mam pewne zadanie. Związane z istnieniem tego świata...


HMM? I jak się zaczyna?

Co będzie ze światem? O czym będzie ten fik? Kim była tajemnicza osoba, wyciągajaca naszyjniki z wody?
Jaką misję ma powierzoną Daniel?
Dlaczego on do cieżkiej cholery tak wyładniał [:DDDDD
Czemu Veneth jest świnią?

O tym w kolejnych ksiegach siódmej już z kolei części sagi "I NASTAŁ CHAOS"!

C.D.N.


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.94648300 1276782578
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!