Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Fenix
Jak mnie Gourry uratowal
 
Treść fanfika..
Lina szła drogą. Sama.

Gourry dostał list od mamy i musiał wracać do domu.

„Niema go już od tygodnia” pomyślała Lina „ kto by pomyślał że tak mi go będzie brakowało, tego półgłówka Gourriego”. Lina doszła do rozwidlenia, nie zastanawiając się długo wyrzuciła w powietrze patyk. Wskazał na lewo. Poszła. Pożałowała.

Ogromny stwór zagrodził jej drogę. Niby smok, albo jakaś jaszczurka. To było niesamowicie szybkie i zwinne. Lina nie zdążyła zareagować kiedy potwór łupnął w nią ogonem. Trafił, Lina nie dość szybko uciekła. Miała złamaną co najmniej jedną kość w lewej nodze. Jednak to nie było najważniejsze, potwór upojony swą przewagą jeszcze szybciej zapragnął zabić ofiarę. I to był jego błąd. Nie zważał na ostrożność. Lina leżąc szeptała zaklęcie, gdy potwór zbliżył się – zaatakowała.

-Nigdy. Nigdy nie zadzieraj z Liną Inverse.

Krew, krew obficie lała się z nogi. „złamana w dwóch miejscach. I ....chyba jeszcze musiał o mnie porządnie zahaczyć pazurami bo strasznie krwawię”. Lina zrobiła lichy opatrunek. „gdyby Amelia była ze mną to na pewno coś by wymyśliła,..... ale wolała zająć się sprawami królestwa...a Zel.....no cóż myślę że mnie okłamał, mówił że musi coś znaleźć w bibliotece, ale tak naprawdę chyba chciał zostać z Amelią....” Lina spróbowała wstać. Bolało. Każdy krok. „mogli mi powiedzieć prawdę. Zrozumiałabym.” Lina znalazła jakiś patyk. I bardzo dobrze, oprze się na nim. „Jakoś się doczołgam do najbliższego miasta”. Bynajmniej proste to nie było. Linę bolały wszystkie kości. Zdrętwiała „a jeżeli on miał jakąś truciznę w kolcach?”

Zapadła noc. Lina uszła dopiero niewielki kawałek drogi. Noga bardzo jej dokuczała. Było coraz gorzej. W pobliżu rozległo się wycie. Lina nie mogłaby przysiąc że było to wycie normalnych wilków. I to napawało ją strachem. Nie zasnęła ani na chwilę.

Rano zmieniła opatrunek. „Nic się nie polepszyło, chyba naprawdę miał w tych kolcach truciznę” I na to wyglądało bo pod wieczór już nie mogła się ruszyć. Ta rana wysysała z niej całą energię, chęć do życia. Lina nie chciała umrzeć tu na pustkowiu. Jednak wszystko na to wskazywało. Jak wieczorem usiadła pod drzewem, to do rana nie zrobiła żadnego ruchu. Nie miała już sił. Sytuacja wcale się nie poprawiła po południu. Jednak uległa nagłej zmianie. Do Liny podeszła zakapturzona postać.

-Witaj, Lino. To ja nasłałem na ciebie tego potwora. Do twojego ciała dostała się trucizna. To jest kara. Siądę sobie tu i będę patrzył jak się wykrwawiasz. W samotności, zapomniana przez przyjaciół. Bo żaden z przyjaciół nie przyjdzie ci na pomoc, z prostej przyczyny wszyscy wpadliście w moją pułapkę. Nie zdziwiło cię ze Gourry dostał list od mamy w miejscu gdzie nie miał go kto dostarczyć ....

Tak, teraz dopiero Lina sobie przypomniała. Jak mogła być aż tak głupia.

-Ameli powiedzieliśmy że sąsiednie królestwo planuje z nimi wojnę a .....Zelggadisowi że w bibliotece znajdzie zaklęcie które przywróci mu dawną postać. A ty głupia myślałaś że cię nie lubią albo bóg wie co.....

Lina zdobyła się na wysiłek i powiedziała drżącym głosem

- kim ty jesteś?

-jestem potworem....tak postanowiłem wybawić mój lud od ciebie. Czekałem długo na odpowiednią okazję ... Ale się doczekałem. Żegnaj Lino Inverse pozostało ci kilka dni życia. Zresztą może ci będzie lżej jak ci powiem że wkrótce dołączą do ciebie twoi przyjaciele. Adieu.

Znikł. Wszystko było takie jak przedtem. Słonce świeciło, ptaki śpiewały, noga dalej bolała.







***





-Coś się stało???

-Nie wiem, chyba.

-Księżniczka Amelia coś odkryła

-Tak mówią. Ale co odkryła?

-Ludzie plotkują, nie wiadomo komu wierzyć.

-Pono ma być wojna.

-I takie wieści słyszałem. Ale nie bardzo chce mi się wierzyć.

-A wiesz z kim będziemy się bić?

-Nie my, tylko kto z nami. Mówią że chcą na nas napaść ze wschodu.

-Ciekawe skąd księżniczka to wie?

-Nie wiadomo, ale i na to jest wiele tłumaczeń.

-Księżniczka zwołała zebranie, będą radzić co począć. Wtedy dowiemy się o co w tym idzie.

-Tak, w całym mieście wrze. Ludzie już się pakują.

-Boją się wojny?

-Tak, ale wiesz co to może być fałszywy alarm. Żeby sprawdzić kto ucieknie. Kto zdradzi.

-Nic nie wiadomo. Posłowie ze wschodnich królestw jeszcze nie wrócili.

-Zobaczymy.

-Tak, chodźmy stąd.







-Amelio!!! – Fil – nie wszczynaj alarmu poczekajmy aż posłowie wrócą!

-Tato! Czy ty nic nie rozumiesz oni nie wrócą! Już dawno powinni być z powrotem – Amelia

-Skąd wiesz? Tą wiadomość o wojnie też wzięłaś niewiadomo skąd, niewiadomo czy ona jest wiarygodna!

-A jeżeli to prawda? Zawsze lepiej się ubezpieczyć

-Ale nie doprowadzać do skandalu! Będziemy mieli rewolucję!!!

-Przesadzasz!

-Nie przesadzam nie jestem ogrodnik!

-Na pewno tak źle nie jest! Poza tym już dawno .....

Drzwi się otworzyły.

-Księżniczko, przybył poseł z królestwa wschodniego. Mów że chce się widzieć z księżniczką i tylko z nią – Służący

-Już idę....-Amelia

-Nie!- Fil- to może być nie bezpieczne

-Spokojnie tatusiu, poradzę sobie.

-Ach córeczko, ty jesteś już taka duża.

-tatusiu!

-córeczko!

-tatusiu!

I.....wiecie co, popadli sobie w ramiona.

-hm...księżniczko. – służący

-Już, już!

-Idź córeczko!

-tatusiu!

-córeczko!

-tatusiu!

I.....znowu popadli sobie w ramiona.

Po chwili:

-Prowadź do tego gościa – Amelia

-Proszę za mną – Służący







Szli przez korytarz. Służący zatrzymał się przed drzwiami.

-To tu.

-Dziękuje. Możesz odejść poradzę sobie.

Weszła. Jej oczom ukazała się zakapturzona postać.

-Witaj Amelio.

-Witaj, mów co masz do przekazania

-Co mam do przekazania???..... Ach, o to chodzi!

-Tak, od tego co powiesz zależy pokój czy wojna między naszymi królestwami.

-Ale ja nie jestem posłem

-Nie?

-Nie.

-To co cię tu sprowadza?

-Ty.







-Książe! Książe! – służący

-he?

-Księżniczka Amelia porwana!!! Chamy ją porwały!!!

-Co??? Chamy???

-Jakie chamy??? Mówię że księżniczka porwana!!!

-Że jak? Moja córka porwana?! Czemu wcześniej mi nie powiedziałeś?!

-Mówiłem!!!

-Kto ją porwał?! Chamy?

-Na pewno chamy tylko które?

-Te z ulicy?!

-Nie.....Te z pubu?

-Nie, to były chamy wynajęte przez wschodnie królestwa!!!!

-A to oznacza.....

-A to oznacza wojnę!







Przed zamkiem teleportowała się zakapturzona postać.

Nie ruszała się. Czekała.

Minęła godzina.

Czekała. Nawet się nie ruszyła.

Wybiła północ.

Koło tamtej postaci teleportowała się druga.

-I jak?

-Dobrze, oba królestwa są przeciwko sobie wrogo nastawione, tylko oczekiwać pierwszych działań wojennych.

-A księżniczka?

-W jaskini.

-Dobrze, poczeka na przyjaciół. Zajmiesz się Zelggadisem?

-Tak, powiedz tylko kiedy.

-Czas działa na naszą niekorzyść. Chce go mieć żywego, masz dwa dni.

-Tak jest.

Obie postacie znikły.







***







-Dzień dobry. – Zelggadis

-Dzień ...tak, tak zanieś to tam....O dzień dobry. Nie! Nie tu, tam! Przepraszam.

-To jest biblioteka tak? – powątpieniem w głosie zapytał Zel

-Tak. Nie! To znaczy to „nie” to nie do pana to do Anieli. Aniela szybciej!

-Może ja przyjdę kiedy indziej?

-Nie, już słucham pana.

-Bardzo wątpię – powiedział Zel, ale bardzo, bardzo cicho.

-O co panu chodzi? Niebieskie....Nie te z różami!

-O książkę „transmutację”

-Ooo tę książkę. Więc to pan?

W bibliotece zrobiło się cicho.

-O co chodzi? Coś zrobiłem nie tak? – Zel

-Nie, proszę za mną. Czekałyśmy na pana.

-Tak? Skąd mogłyście wiedzieć że przyjdę?

-Ktoś nas poinformował. – ucięła

Wprowadziła go do małego pokoiku. Ktoś już tam był. Po chwili bibliotekarka wyszła.

Zel przybliżył się do postaci siedzącej na krześle. Była zakapturzona.

-Kim jesteś? – Zel

-Twoją zgubą.







***







Po trzech dniach Gourry wreszcie przyjechał do domu. Bardzo się śpieszył. Wszedł do środka. Dzięki temu że szybko pokonał drogę przybył tam zanim zakapturzone postacie zainstalowały pułapkę.

Po kilku minutach w domu wyskoczył z niego i pognał do stajni wziął konia i ruszył z powrotem. Jego umysł pracował bardzo szybko i bardzo intensywnie. Wiedział że powinien być w miejscu które dopiero co opuścił. Ktoś chce coś zrobić Linie ale on nie zamierzał na to pozwolić.







***







W jaskini było mroczno. Zel co chwilę się potykał o jakiś kamień. „Ciekawe gdzie mnie ciągną” pomyślał.

Doszli postacie otworzyły drzwi wykute w ścianie. Wrzucili go tam. Na początku myślał że jest to sam dopiero później usłyszał Amelie.

-Kto to? – Zel

-A ty to kto? – Amelia

-Ja pierwszy zadałem pytanie.

-Dobrze, jestem Amelia

-Amelia?! Ja jestem Zelggadis

-Wow! pan Zelggadis!

-Mówiłem żebyś do mnie nie mówiła pan

-Dobrze panie Zelggadisie.

-No przecież ci przed chwilą mówiłem.... Nieważne, możesz się choć trochę ruszyć?

-Tak, myślę że tak.







***







Lina obudziła się. Leżała w pokoju, w łóżku. Ktoś jej opatrzył nogę, już tak nie bolało. Zasnęła ponownie.





Rano.





Ktoś nią potrząsnął. Raz, drugi, trzeci, w końcu otworzyła oczy. Zobaczyła jakąś babcię pochyloną nad sobą.

-O jak dobrze że się panienka obudziła. Już myślałam że po niej ...

-Gdzie ja jestem?

-U mnie w domu. Znalazłam cię jak wracałam ze spaceru i zabrałam do siebie. Opatrzyłam ci nogę....

Lina popatrzyła na swoją kończynę.

-....skutki tej rany będą widoczne jeszcze długo, jeśli wogule kiedyś się zagoją. Jeśli poczekasz na moją córkę Vjole coś razem wymyślimy. Za jakieś dwa do trzech dni powinna przyjechać.

-Dobrze.





***









-Amelia? – Zel

-Już, jeszcze chwilę – Amelia

Po chwili:

-Już rozwiązane.

-Dobrze...moje ręce...teraz rozwiąże ciebie.

Potem:

-Chodźmy tędy. – Zel

-Nie pamiętam którędy mnie prowadzili

-Nie szkodzi wystarczy że ja pamiętam

Szli podziemnym korytarzem.

-O! Widzę światło – Amelia

-Cicho bądź! Nie mogą nas usłyszeć

-Przepraszam panie Zelggadisie

-Proszę. Tam rzeczywiście jest światło. Chodźmy.

Wyszli na zewnącz.

-Co za świeże powietrze panie Zelggadisie.

-Tak. Gdzie pójdziemy?

-Nie wiem gdzie jesteśmy.....chyba przed siebie.

-Nic lepszego nie przychodzi mi do głowy.

Poszli.









Gourry jechał bardzo szybko. Chciał zdążyć.

Zapadła noc. Wjechał do lasu. Przed sobą zobaczył dwie postacie. Zsiadł z konia. Jedna z postaci wyciągnęła miecz i podeszła bliżej. Też wyciągnął miecz. Rozpoczęła by się walka gdyby nie usłyszał....

-Panie Zelggadisie niech pan uważa na siebie – Jedna z postaci

-Amelia? – Gourry

-Pan Gourry! Co za spotkanie! – Amelia

-Cześć Gourry – Zel schował miecz.

-Cześć, śpieszę się bo nie wiem gdzie jest Lina.

-To razem ją szukajmy. - Zel







Lina wstała. Nie chciała dłużej tu zostać, wiedziała że potwory będą jej szukać a nie chciała narażać staruszki na niebezpieczeństwo. Poza tym noga już prawie nie bolała.

Staruszka gdzieś wyszła. „tylko żeby na nią nie wpaść po drodze” pomyślała Lina. Zostawiła list do staruszki w którym jej podziękowała za opiekę i zostawiła skromny podarunek (Dziwne).







Lina doszła do drogi.

-Tędy dojdę do przyjaciół – powiedziała do drzew.

I poszła.







-Zel, tutaj widziałem Linę po raz ostatni. Skręciłem w tą drogę do domu, a ona poszła w lewo. – Gourry

-To idziemy w lewo.







-Gdzie teraz, w prawo czy w lewo? – Zel

-W lewo. – Amelia

-Skąd wiesz? - Gourry

-Patyk. – Amelia







Lina zatrzymała się. Coś usłyszała. Nie myliła się, z za krzaków wyjrzała zakapturzona postać.

-Znowu się spotykamy Lino

-Szkoda

-Wiedziałem że długo w ukryciu nie posiedzisz.

-Wystarczyło ażebym nabrała sił.

-I co? Udało się?

-Tak, mam dość siły żeby cię załatwić

-Siebie załatwisz, nie masz ze mną żadnych szans.

-Akurat, nie znasz mnie. Załatwię cię za jednym zamachem.

-Chętnie popatrzę.

-Kula smoka – Lina wypowiedziała zaklęcie. Wiadomo co to oznacza – najbliższe tereni podległy sile wybuchu.

-No pokonałam cię – powiedziała zmęczona ale szczęśliwa Lina.

Mniej szczęśliwa była gdy pojawiły się cztery następne postacie.

-Pożałujesz, nasz pan..... – postać 1

-O kuuuuuuuuurcze blade – Lina







-Słyszycie? – Gourry

-Tak. Lina. – Zel

-Juchu! Znaleźliśmy pannę Linę – Amelia

-Tak, ale Lina chyba ma problem skoro używa kuli smoka. – Gourry

-Wow! Pan panie Gourry chyba wreszcie zaczął myśleć!

-hm....Ja ZAWSZE myślę tylko czasem intensywnie a czasem nie.

-aha

-Jedzmy szybko może nas akurat Lina potrzebuję! – Zel







Pierwszy i drugi potwór zaatakował. Lina zauważyła że trzeci podchodzi ją z tyłu. „to nie będzie proste” pomyślała i rzuciła w pierwszego potwora frie ballem. To nie było łatwe, potwory były bardzo solidarne. Dwa atakowały wprost skupiając na sobie uwagę a trzeci atakował od tyłu. Tak też Lina dostała pierwszą ranę. W rękę. Zatoczyła się. W uszach brzmiał jej śmiech potworów .....zaraz jeszcze coś słyszała tak jakieś kroki. Tak. Ktoś walczył z potworami. Kto? Lina się podniosła. Tak. Amelia. Zelggadis. Gourry. Przyjaciele. “muszę im pomóc” Wolno wypowiadała zaklęcie.

-Odsuńcie się!

Odskoczyli. I dobrze bo siła wybuchu była ogromna.

Kiedy kurz opadł Lina podeszła do reszty przyjaciół.

Popatrzyła na potwory, potem przeniosła wzrok na Gourriego.

On popatrzył na nią.

I uśmiechnęli się.





Mojej kochanej cioci Adze


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.03905200 1276783615
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!