Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
IKa
Jednym zakleciem
rozdział #01
 
Treść fanfika..
Jednym zaklęciem ...
(made by IKa)

OK, to jest mój pierwszy fanfik, więc bawcie sie dobrze.
Uwagi i inne takie (^_^) pod: ika6@wp.pl

1. Spotkanie.

Było późne popołudnie. Po całym dniu spędzonym pracowicie na szerzeniu dobra (tj. łupieniu bandytów ze złota i kosztowności, łupieniu pobliskich gospód i zajazdów z wszelkiego prowiantu, ratowaniu księżniczek, tudzież kapłanek z łap oprychów i innego tałatajstwa, wyciskaniu ostatnich oszczędności ze zleceniodawców oraz zbijania szwendających się potworów i takich tam...), nasza wesoła gromadka w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku zaległa wokół ogniska.
Jak zwykle rozmowa po pewnym czasie zeszła na tematy wzniosłe i poważne ...
- Z samego założenia takie zaklęcie jest całkowicie bezsensowne. Traci się czas i energię na zamianę kogoś w żabę, jednocześnie trzeba rzucić zaklęcie odwracające, które działa dopiero po spełnieniu określonych warunków ...
- A jakie to warunki? - zaciekawił się naiwnie Gourry.
Lina i Amelia zdębiały. Popatrzyły po sobie z niedowierzaniem, a następnie wlepiły oczy w zadowolonego z siebie faceta.
- Ty ... naprawdę nie wiesz? - wystękała Lina.
- No ... - zastanowił się Gourry - ... nie.
- Przecież to podstawa prawie każdej legendy albo baśni o złych czarownikach! Książę albo księżniczka zostają zamienieni w żabę przez złego czarownika albo czarownicę ... - wykrzyknęła Amelia.
- Ale co z tego? - zdziwił się Gourry.
- Żeby zdjąć zaklęcie trzeba ... no wiesz ... pocałować tę żabę! - wyjaśniły chórem dziewczyny.
- Aaaa... - zajarzył blondyn. - Czyli te "warunki" o których mówiłaś to złapać żabę i ją pocałować?
- Dokładnie! A jak będziesz miał szczęście to dostaniesz księżniczkę, a na deser może jeszcze pół królestwa - dodała Amelia.
- Pocałować żabę, dostać księżniczkę i pół królestwa ... ile za to można zjeść ... - rozmarzył się Gourry.
- Ewentualnie złapać przystojnego księcia ... - zaśliniła się Amelia. - Tatuś by się ucieszył ... Miałby kogo szkolić do walki o miłość i sprawiedliwość, skoro ja już wszystko umiem ...
- Głupoty ... - mruknął milczący dotychczas Zelgadis.
- Ale o czym my tu mówimy! - zdenerwowała się Lina. - Przecież właśnie dlatego takie głupie zaklęcie nie ma prawa istnieć! To tylko bujdy dla grzecznych dzieci! Tylko jakiś palant mógłby je wymyślić! Przecież nawet nie można by było jeść żabich udek, bo to by mogła być jakaś zaczarowana księżniczka! Nie jestem ludożercą!!!
Nagle zerwał się silny wiatr i niebo zasnuło się ciemnymi chmurami. Znienacka coś błysnęło, huknęło i wielki piorun strzelił w pobliski krzak. Wszyscy podskoczyli i podejrzliwie zaczęli się przyglądać zaroślom, którym jakimś cudem nic się nie stało. Coś w nich zaszeleściło, zaklęło tak paskudnie, że liście na nich zżółkły i nagle zza krzaka wyturlał się mały człowieczek. Wydłubał resztki żwiru z pomiędzy zębów i łypnął podejrzliwie na przyglądającą mu się gromadkę.
- Taaa ... - zaskrzeczał - Ja to mam szczęście ... musiałem trafić akurat na jakąś rudą zołzę i bandę podejrzanych indywiduów ...
- TYYY, NIE POZWALAJ SOBIE!!! - ryknęła Lina podrywając się z ziemi.
- On chyba nas obraził ... - zainteresował się blondyn.
- JA CI DAM ZOŁZĘ!!! FIREBALL !!!
- Lina, uspokój się, przecież nawet się nie przedstawił! - mitygował ją Gourry ciągnąc za rękaw. - A poza tym to nieładnie atakować gości ...
- TEN ... TEN ... - warczała wściekła czarodziejka.
- SPOKÓJ!!! - ryknął nagle Zel.
Następnie zwrócił się w stronę przybysza, który właśnie zbierał się z ziemi wytrzepując sadzę z uszu.
- Byłoby nadzwyczaj uprzejme z twojej strony - odezwał się zimno - gdybyś się raczył przedstawić, że nie wspomnę o obrażaniu nieznajomych ci osób ...
- Właśnie !!! - zawtórowała mu Amelia podrywając się na równe nogi. - To bardzo nieładnie z twojej strony! Jako Wielka Wojowniczka o Miłość i Sprawiedliwość, oraz Równość, Wolność i Braterstwo ... - rozpędzała się coraz bardziej.
Człowieczek nagle zachichotał. Trochę złośliwie.
- One zawsze tak ? - zapytał z zaciekawieniem blondyna, który właśnie wciskał w ziemię rudzielca.
- Taaa ... - stęknął Gourry, próbując poradzić sobie z czymś, co zaczynało przypominać wściekłą ośmiornicę wyciągniętą na ląd. - Można się przyzwyczaić ...
- ... a poza tym kim ty właściwie jesteś?! - Amelia w końcu skończyła nawijać.
- Moje imię niewiele wam powie - mruknął człowieczek. - Ale możecie mówić do mnie Zangoru. Mag Zangoru. Do usług - skłonił się lekko.
- Bardzo nam miło - dygnęła Amelia, jak na dobrze wychowaną księżniczkę przystało.- Jestem księżniczka Amelia Wil Tesla Sailune, Kapłanka i Czarodziejka. Moja przyjaciółka to Postrach Bandytów, Rozmawiająca ze Smokami, Płaska i Bezbiu... err ... Wielka Lina Inverse! Ten szlachetny rycerz który ... yyy ... właśnie jest BARDZO zajęty to Sir Gourry Gabriev, a ten błękitny dżentelmen stojący obok to Wielki Czarodziej i Wojownik Zelgadis Greywords. Jesteśmy prostymi podróżnymi, ratującymi świat od zła i niegodziwości, walcząc z bandytami i łotrami, których uczymy szacunku dla ...
- Amelio... - puknął ją w ramię Zelgadis. - Wystarczy ...
- Aaa... - zreflektowała się Księżniczka. Odchrząknąwszy głęboko zapytała z zainteresowaniem
- Co Cię tu sprowadza Wielki Magu? Twoje pojawienie się wśród nas było ... hm ... dość niespodziewane ...
- Zaiste, można tak to ująć. Przyjmijcie moje przeprosiny za tak nagłe i niespodziewane wtargnięcie, a także za te ...em ... pochopne słowa. Ale w mojej sytuacji ... - zakłopotał się mag. - Czy mogę się dowiedzieć, gdzie dokładnie jestem? To chyba nie są okolice Wschodniego Traktu? - zapytał z nadzieją.
- Wschodni trakt jest jakieś 300 mil z zachód stąd - powiedziała Amelia. - Trzeba przejść kawałek przez ten las, o tam za tobą, dojdziesz do drogi, a potem skręcić w lewo, jakieś 100 mil do najbliższego miasta, miniesz je z prawej strony, bo akurat JUŻ nie mają tego mostu przez który można wejść do miasta ... Potem będzie mała górka, można ją ominąć albo przejść na skróty przez szczyt, minąć jaskinię rabusiów ... byłych ... a potem już prosto, przez bagno i za jakiś tydzień dojdziesz do Traktu. - wyjaśniała, jednocześnie coś gryzmoląc na skrawku ziemi przy ognisku. Mag i Zel z zainteresowaniem przyglądali się jej radosnej twórczości.
- Tu chyba powinna być rzeka - pokazał na gryzmoły Zel.
- Faktycznie - zakłopotała się Amelia - chyba coś mi umknęło ...
- A to tu, to las czy górka? - zapytał się z zaciekawieniem mag.
- Wygląda na bagna, albo coś w tym rodzaju ... - nad rysunkiem pochylił się Zel.
- To miasto! - warknęła zirytowana księżniczka. - Kto powiedział że umiem rysować mapy!
- A nie, nic, nic .... - wycofali się obaj.
- Mniejsza z tym ... - machnął ręką Mag. - I tak jakoś znajdę ... tylko najpierw musiałbym troszkę odpocząć ... w moim wieku podróże nie wychodzą na zdrowie ... no ... te ... korzonki i inne ... Czy mógłbym się na jakiś czas przysiąść do waszego ogniska? Magiczne podróże pochłaniają stanowczo za dużo energii ...
- Ależ proszę bardzo - pospiesznie zgodziła się Amelia, oglądając się na czarodziejkę, nadal trzymaną przez blondyna. - Chyba wszyscy się zgodzą ...
Zel wzruszył ramionami.
- Mnie tam wszystko jedno ...
- UAAA ... Lina, nie gryź!!! - rozległ się nagle wrzask Gourry'ego. Wszyscy spojrzeli z nagłym zainteresowaniem w tamtą stronę. Zobaczyli tylko Gourry'ego, chowającego obie ręce za plecami i wściekłą czarodziejkę wypluwającą jakiś strzęp ...
- To TYLKO rękaw - warknęła widząc grozę malującą się na ich twarzach. - ten palant chciał mnie zakneblować!!!
Amelia i Zelgadis popatrzyli z niesmakiem na Gourry'ego i zgodnie popukali się w czoło.
- No co, myślałem że to dobry pomysł ... - jęknął Gourry. - nie wiedziałem, że ona gryzie ...
Reszta zebranych, łącznie z Liną w potępiającym milczeniu pokiwała głową i znowu zgodnie popukała się w czoło.
- Ty to raczej nie myśl ... - odezwała się Amelia - bo kiedyś sobie krzywdę zrobisz ...
- Zaiste, niezwykła to niewiasta - powiedział mag w zamyśleniu skrobiąc się po brodzie. - Czy ona jest bardzo znana? - zapytał z zaciekawieniem.
Zebrani wlepili w niego zdumione spojrzenia.
- Ty nigdy nie słyszałeś o Linie Inverse?! - z niedowierzaniem zapytała Amelia.
- Nie - odparł mag - a powinienem?
Z poziomu gleby odpowiedział mu zbiorowy jęk wydobywający się z trojga gardeł i jedno zgrzytanie zębami ...
- Nieświadomość jest czasem błogosławieństwem ... - mruknął Zel.
- Ty chyba nie jesteś stąd ... - warknęła Lina wsadzając z powrotem opadłą szczęką na właściwe miejsce.
- Skąd takie absurdalne przypuszczenie?! - zmieszał się nagle mag. - Mogę zapewnić z cała stanowczością że jestem jak najbardziej stąd. O, mam nawet tutejsze pieniądze ... - wyciągnął zza pasa portfel i pokazał zawartość.
- Hmmm ... - mruknęła Lina zaglądając do środka - to co tu nam pokazujesz, to na pewno nie są PRAWDZIWE pieniądze - i wyciągnęła ze środka skrawek zadrukowanego papieru.
- Poza tym MY nie mówimy "tutejsze" - dodała Amelia.
- A poza tym TU się płaci złotem - powiedział Zel.
Mag Zangoru wyglądał jak mały chłopiec złapany na gorącym uczynku.
- Yyyyy ... no to sprawa się rypła - westchnął ciężko i usiadł na pobliskim kamieniu.
Zebrani popatrzyli na niego w milczeniu. Mag popatrzył na nich i lekki dreszcz przeleciał mu po plecach. Ciekawość i napięcie wisiały w powietrzu. Pierwszy nie wytrzymał Gourry.
- Co za sprawa? - zapytał.
- Może wreszcie powiesz nam całą prawdę?! - wykrzyknęła Amelia. - Tylko złoczyńcy kłamią, a jeśli do nich należysz, poznasz triumfującą siłę Sprawiedliwości która rozłoży cię na łopatki!
Mag zaczął wymachiwać rękoma w obronnym geście.
- Nie jestem żadnym złoczyńcą! - wykrzyknął. - To nie moja wina że tu się znalazłem. Ja chcę tylko wrócić do mojego laboratorium ... i do moich czasów - dodał.
- Do twoich czasów??? - zdziwiła się Lina. - To skąd ty w ogóle jesteś???
- Szczerze mówiąc to już sam nie wiem ... zawsze ląduję gdzieś w tej okolicy i próbuję dostać się do Wschodniego Traktu i za każdym razem on jest gdzie indziej ...
- Ale po co ci ten Trakt?
- Jak tam dotrę, to może w końcu będę mógł wrócić do mojego świata ... tylko że za każdym razem coś mi przeszkadza ...
- Coś? Jakie Coś? - zapytała się Amelia
- Dlaczego przeszkadza? - jednocześnie zdziwił się Gourry.
- Jak się tu znalazłeś? Nie ma przecież innych bram pomiędzy światami? - powiedziała Lina zaniepokojona - Chyba nie ma ??? - dodała podejrzliwie.
- A skąd ja mam wiedzieć?! - zirytował się nagle mag. - Siedziałem sobie spokojnie w moim laboratorium i właśnie testowałem moje najnowsze zaklęcie ... sami chyba wiecie jak trudno odpowiednio dopasować formuły, a poza tym trzeba zdobyć odpowiednie składniki ... i wybrać odpowiednie miejsce, a tylko osoby najbardziej utalentowane, do których, co mogę z całą skromnością stwierdzić, sam należę, mogą sobie pozwolić na takie autorskie zaklęcia ... Wiecie tak w ogóle to do utworzenia tego zaklęcia zainspirowała mnie pewna księga ... ale nie taka z czarami ... tylko taka dla dzieci, w dodatku z pięknymi rycinami, a właśnie, znałem kiedyś niezłego malarza, kiedy to było ... niech no pomyślę ... jakieś 350 lat temu, nazywał się Anioł czy jakoś tak, pilnował mi domu jak mnie nie było i przy okazji namalował mi na ścianie jakieś obrazki ... oczywiście potem musiałem go zwolnić, ale słyszałem że awansował ... a tak w ogóle to zawsze najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy, kiedy przeglądam ...
- DO RZECZY! - wrzasnęły zirytowane niewiasty.
- Aaa tak, właśnie - zreflektował się mag, nerwowo podskakując.- No więc właśnie, jak już wcześniej wspomniałem, siedziałem sobie spokojnie w moim zacisznym laboratorium i pracowałem nad moim najnowszym pomysłem, gdy nagle coś poszło nie tak ...
- ???
- Kończyłem wypowiadać bardzo skomplikowaną formułę, która była podstawą do mojego nowego zaklęcia, gdy nagle w kącie laboratorium pojawiła się dziwna rzecz. Wyglądała jak wielki wir zawieszony w powietrzu, a co najciekawsze od tyłu był zupełnie płaski. Od razu pomyślałem, że to jakiś niesmaczny żart wywołany przez jednego z moich licznych oponentów, ale po namyśle stwierdziłem, że są zbyt niedouczeni na takie potężne zaklęcie. W końcu to ja jestem największym żyjącym i praktykującym magiem w Bractwie ...
- Chyba nie jest zbyt popularny - szepnęła Amelia zakrywając usta dłonią.
- A zgadnij dlaczego ... - odszepnęła złośliwie Lina.
- ... tak więc postanowiłem zbadać tę dziwną rzecz i na swoje nieszczęście podszedłem za blisko ...
- Czy dobrze zgaduję, że ten niezwykły wir wciągnął cię do środka? - spytał Zelgadis.
Mag skinął twierdząco głową i westchnął.
- Wylądowałem właśnie w tej krainie. Wprawdzie urodziłem się i wychowałem w niej, lecz po odzyskaniu przytomności stwierdziłem, że cos tu nie gra. No i wtedy wyszło szydło z worka - okazało się, że to wprawdzie jest właściwe miejsce, ale w inny czas ...
- Jak to w inny czas? - zdziwił się Gourry. - Przecież czas jest zawsze taki sam.
- Chyba już wiem o co chodzi ... - mruknął Zel. - Byłeś tu, w innym czasie, czyli jesteś albo z przeszłości, albo z przyszłości ...
Mag rozpromienił się i wykrzyknął:
- No, wreszcie ktoś wystarczająco inteligentny, żeby mnie zrozumieć! W rzeczy samej na początku byłem zbyt zdezorientowany, aby od razu stwierdzić gdzie jestem, ale potem zauważyłem kilka szczegółów które definitywnie upewniły mnie co do tego, że na pewno nie jestem u siebie.
- Wspomniałeś wcześniej, że "zawsze" lądujesz w tej okolicy, czyli to oznacza że już kilka razy się tu pojawiałeś - stwierdził Zelgadis.
Mag skinął twierdząco głową.
- Zwykle mogę na pierwszy rzut oka określić, czy już raz tu byłem. Są to czasem małe, nic nie znaczące szczegóły, ale czasem ho, ho ... naprawdę lepiej TU się nie pojawiać.
- Mam jedno pytanie - wtrąciła Lina - czy przybywasz z przeszłości, czy z przyszłości?
Mag zastanowił się chwilkę i powiedział:
- Patrząc względem "teraz" jestem z przeszłości, ale przybywam z przyszłości. Moja pierwsza podróż skończyła się w dalekiej przyszłości, i na razie jakoś tak się dzieje, że kiedy cofam się w czasie, to zawsze jest to przeszłość przyszłości w której przedtem byłem.
- Trochę to skomplikowane ... - mruknęła Amelia.
- Skoro byłeś w przyszłości, to może powiesz nam coś ciekawego o niej? Co nas czeka? Albo jakie potrawy są najpopularniejsze? Może ludzie w przyszłości słyszeli coś o mnie? A jak tam z handlem? I bandytami? - gwałtownie zainteresowała się czarodziejka. - Są jakieś smoki?
- Szczerze mówiąc zwykle byłem zbyt zajęty, żeby zwracać uwagę na takie drobiazgi - powiedział mag z pobłażaniem. - W każdym razie te papierki, które wam pokazałem to naprawdę są pieniądze. Po pewnym czasie zastąpią one te ciężkie złote monety, którymi dzisiaj musicie płacić, są naprawdę bardziej poręczne i oczywiście szybciej można je zrobić. Osobiście nawet żałuję, że w moich czasach ich nie ma - szczerze mówiąc, wypchana złotem sakiewka jest o wiele trudniejsza do ukrycia niż kilka papierków ...
- Co?! Nie będzie złota?! Będą pieniądze z papieru?! - wykrzyknęła czarodziejka z niedowierzaniem. - Ja protestuję! Kto wpadł na tak nieludzki pomysł! Przecież złoto jest najpiękniejsze na świecie! No ... może poza jedzeniem ...
- Wpadnie - poprawił ją Zel.
- Co?
- Wpadnie - powtórzył. - Kto wpadnie na ten pomysł, bo przecież mówimy o przyszłości.
- Mniejsza z tym!!! - zawyła Lina. - Kto!!!
Mag wyciągnął jeden z banknotów i przyjrzał mu się uważnie.
- Tu jest napisane "Królewska Mennica Sailuun, wartość 10 sztuk złota (SZŁ), wyrobione według wzoru Wielkiego Menniczego Rodu Gabriev, Ragera VII, pierwsze drukowanie". Jest jeszcze ładny obrazek jakiegoś bohatera z wielkim mieczem ...
- On się nazywa jak ja! - zawołał radośnie Gourry. - O, a ten bohater jest całkiem podobny do mnie! - dodał zaglądając magowi przez ramię.
- Gourry! Coś ty wymyślił! - wydarła się na niego czarodziejka.
- Panno Lino, to przecież nie jego wina, że jego przodek ... eee ... potomek będzie jeszcze mniej inteligentny! - powiedziała Amelia współczująco.
- W swoim testamencie masz napisać, że jak któryś z twoich potomków to zrobi, to go będę straszyć do końca życia!!! - warczała Lina.
- O, a tu jest jeszcze mały dopisek - dodał mag patrząc na banknot pod światło. - "Kopia dzieła pt. Powrót bohatera ręki Z. Greywords'a"
- Otaczają mnie zdrajcy! - zajęczała czarodziejka chwytając się za głowę. - I ty Zelgadisie przeciwko mnie ...
- Panno Lino, proszę się nie martwić - powiedziała Amelia pocieszająco - przecież na razie nie ma tych papierków ...
- A poza tym gdzieś wyczytałem, że przyszłości nie można przewidzieć, więc możliwe, że dalej złoto będzie podstawą handlu ... - mruknął Zel. - Ale według mnie ... te papierowe pieniądze ... coś w tym jest ...
- Przestań! - warknęła ponuro Lina. - Nic mnie do nich nie przekona ...
- A tak w ogóle to czym wy się martwicie? - zdziwił się Gourry. - Mamy złoto, jedzenie, ognisko - czy potrzeba nam coś więcej? No i kto powiedział, że my do tych czasów dożyjemy?
Lina, Amelia i Zelgadis popatrzyli na niego w milczeniu. Zangoru nie patrzył, tylko próbował z powrotem upchnąć portfel za pasem.
- Chyba znowu odezwał się w nim ten jego "pierwotny instynkt" ... - powiedział Zel.
- Masz rację - poweselała Lina. - Na razie złoto jest, ognisko mamy, a zapasy się jeszcze nie skończyły, a co do przeżycia ... - puściła oko do zebranych - to jeszcze zobaczymy ... Gourry! Masz napisać ten testament!!!
- Ale ja chce jeszcze pożyć!
- Jak nie napiszesz to długo nie pożyjesz! Ma tam być o tym straszeniu! I o mojej straszliwej zemście zza grobu ... Uhuuu ...
- Dobra, dobra, ale może najpierw coś zjem. Przecież minęły już dwie godziny od naszego ostatniego posiłku ...
- Racja ... DAWAJ TO MOJA PIECZEŃ! Znajdź sobie swoją ...
- Lina! Nie zżeraj talerzy!
- Ups, sorry, myślałam że to wafle ...
- Panno Lino, proszę zostawić trochę dla innych!
- Jak dzieci ... - zwiesił smętnie głowę Zelgadis

* * *
Po jakimś czasie, wykorzystanym głównie ma jedzenie, kłótnie przy jedzeniu, kłótnie o jedzenie, bitwie o jedzenie i takie tam, drużyna plus mag Zangoru spokojnie zaległa przy ognisku. Powoli zbliżał się wieczór, chociaż słońce jeszcze ani myślało o zachodzeniu za pobliskie wzgórza. Cienie rzucane przez pobliskie drzewa powoli wydłużały się, a małe zwierzątka powoli chowały się do swoich norek. Rozmowa powróciła do pierwotnego, poważnego tematu ...
- Mówię ci, że takiego zaklęcia nie ma!
- A mnie się zdaje, że jednak jest ...
- Nie ma!
- No to skąd te legendy? Przecież w każdej legendzie musi być ziarnko prawdy!
- Ale to nie musi być właśnie ta!
- Przepraszam - Zangoru pochylił się do Zela i Gourrego, którzy przeglądali się zażartej dyskusji z zaciekawieniem. - O co one się kłócą?
- O jakieś zaklęcie - powiedział z namysłem Gourry. - Nie bardzo rozumiem, ale chyba chodzi o jakąś żabę ... i księżniczkę
Mag Zangoru wyprostował się z błyskiem w oku.
- Moje panie, wybaczcie, że wam przerwę, ale słyszę, iż dyskutujecie o pewnym zaklęciu ...
Lina spojrzała na niego z zainteresowaniem i powiedziała:
- Właśnie próbujemy ustalić, czy jest zaklęcie, które może zamienić człowieka w żabę ... Ja uważam, że w żadnym wypadku, a ona - pokazała na Amelię - że jest ...
Mag z zadowoleniem zatarł ręce.
- Mogę coś na ten temat powiedzieć ...
- Taaa? A co ciekawego? - zdziwiła się czarodziejka.
- Otóż moje panie, jestem jedyną osobą na świecie, ba ... we wszechświecie, której udało się stworzyć takie zaklęcie ...
Lina popatrzyła na Zangoru z niedowierzaniem.
- Żartujesz chyba?
- Wcale nie żartuję, jestem jak najbardziej poważny. To zaklęcie nad którym pracowałem przez długi czas i moim skromnym zdaniem jest to istna perełka wśród zaklęć ... Mogę śmiało powiedzieć, że jestem z niego tak dumny, jak rodzic z własnej pociechy ... - mówiąc to mag wypiął dumnie pierś do przodu.
- A po co je stworzyłeś?
Z maga jakby uszło nieco powietrza.
- Po co?
- Tak, po co? - zapytała Lina znowu.
- Jakie zaklęcie? - wtrącił się Gourry.
- Takie które zamienia człowieka w żabę - wyjaśnił mag nieco zniecierpliwiony.
- Naprawdę pan wymyślił takie zaklęcie? - wykrzyknęła zachwycona Amelia.
- A to jest takie zaklęcie? - zapytał się zaciekawiony Gourry.
- On mówi, że jest - powiedziała Lina wskazując na Zangoru
- Ooo, a po co je wymyślił?
- Właśnie o to się go zapytałam.
- I co odpowiedział?
- Nic. Jeszcze nie zdążył nic powiedzieć ...
- Dlaczego?
- Dlatego, że ty zacząłeś się pytać!
- Aaa, no to ty go zapytaj dlaczego ...
- Właśnie próbuję się tego dowiedzieć!
- I co?
- CAŁY CZAS MI PRZERYWASZ!
- Ja tylko ...
Magowi, który przysłuchiwał się tej wymianie zdań zaczęła podejrzanie drgać dolna powieka.
- Wracając do tematu - nabrała powietrza Lina - po co wymyśliłeś to zaklęcie?
- No właśnie? - dodał Zel.
- BO MOGŁEM! - ryknął zniecierpliwiony mag.
- Oj, nieładnie tak krzyczeć w towarzystwie młodych i wrażliwych dam panie magu - Amelia pogroziła mu surowo palcem.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie - kontynuowała Lina z uporem. - Po co ci takie bezsensowne zaklęcie?
Mag zazgrzytał zębami.
- Bezsensowne, mówisz?
Lina przeciągnęła się i oparła wygodnie o pobliski głaz.
- Taaa ... bezsensowne ...
Mag poczerwieniał.
- To jest MOJE zaklęcie i jestem z niego dumny! Co więcej nie lubię, a nawet NIE ŻYCZĘ sobie, żeby "ktoś" kto jest płaski jak nie przymierzając deska krytykował moje cudowne zaklęcie!
- Płaski jak deska?! - Lina poderwała się na równe nogi. - Coś ci powiem tyyy ... trzeciorzędny magu od siedmiu boleści!
- No, słucham, słucham - drwiąco uśmiechnął się mag.
- Lepiej jej nie denerwuj! - ostrzegawczo powiedział do niego Gourry.
- Nie z takimi sobie radziłem - lekceważąco odpowiedział mag.
- Słuchaj no, to całe zaklęcie ... i pomysł z żabami ... jest tak idiotyczny, że na twoim miejscu nie przyznałabym się do niego za żadne skarby świata! Za dużo bajek się naczytałeś i mózg ci się na starość zlasował - uśmiechnęła się złośliwie.
Mag zsiniał z wściekłości.
- A tak w ogóle to nie sądzę, żeby to marne zaklęcie mogło kogokolwiek zamienić w jakąkolwiek żabę ... Litości ... Taki ograny chwyt ... pewno dla naciągnięcia naiwnych ...
- Skończyłaś? - podejrzanie spokojnym głosem zapytał Zangoru.
- Yhym - Lina z powrotem oparła się o głaz i przymknęła oczy.
- Co do trzeciorzędnego maga ... to się jeszcze policzymy. Ale ten ograny chwyt ... tego nie daruję ... Mam nadzieje, że TO ci się spodoba! - mag szybkim ruchem wyciągnął w jej stronę dłoń i wymamrotał kilka słów.
Powietrze wokół głazu zaiskrzyło się i Lina zniknęła.
- Co ... - Amelia skoczyła na równe nogi. - Gdzie ona się podziała!?
- Lina! - Gourry wyciągnął miecz i rzucił się na maga. - Gdzie ona jest!? Co z nią zrobiłeś?! - warknął unosząc go do góry i potrząsając nim jak psiakiem.
- Za późno! - jęknęła Amelia. - Znikła!
- Mam pomysł ... - mruknął Zel zbliżając rękę do twarzy maga. - Może mały fireball odświeży ci pamięć ...
- ZABIJĘ!!! JAK GO TYLKO DORWĘ TO MU OCZY WYDŁUBIĘ!!! A POTEM ZJEM JEGO SERCE!!! - rozległ się wściekły wrzask z okolic głazu przy którym siedziała Lina.
Wszyscy nagle popatrzyli w tamtą stronę ...
- Co to??? - zdumiała się Amelia klękając w trawie. - Tu coś skacze ...
- Yhyyyy ... - zacharczał duszony właśnie mag. - Hhoo ... ohaa
- ŻE CO?! - wrzasnął Gourry
- Gourry, poluzuj mu trochę, bo nie rozumiem co on mówi - rozkazał Zelgadis.
- To ... ona ... tam ... - mag osunął się z łoskotem na ziemię i wskazał w stronę głazu.
- UDUSZĘ!!! POĆWIARTUJĘ!!! WYJEM MU MÓZG!!! ŁYŻECZKĄ!!! PRZEZ NOS!!!
Mężczyźni gapili się na Amelię, która właśnie podnosiła coś z gęstej trawy. Głos który słyszeli dobiegał właśnie z jej dłoni, a sama Amelia wyglądała tak, jakby miała się za chwilę rozpłakać ... ze śmiechu. Powoli otworzyła wyciągniętą w ich stronę dłoń i oczom zebranych ukazała się mała, zielona żabka z ogniście ruda czupryną.
- NO CO SIĘ TAK GAPICIE!!! ŻABY NIE WIDZIELIŚCIE!!?? NIECH NO TYLKO KTÓRE MI SIĘ TU ZAŚMIEJE!!!
Amelia powoli posadziła żabkę na skale i odwróciła się do niej plecami. Wszystkim na polance nagle podejrzanie zaczęły drgać ramiona. Pierwszy nie wytrzymał Gourry. Po chwili nie było nikogo, z wyjątkiem oczywiście samej Liny, kto nie tarzał by się po ziemi zwijając się ze śmiechu. Całe towarzystwo legło kwicząc i trzymając się za brzuchy. Nawet Zangoru, sprawca całego zamieszania zaśmiewał się do łez.
- Oj, już nie mogę ... - wyła Amelia płacząc ze śmiechu. - Niech ja skonam ... żaba ...
- Trwało to jakąś godzinę. Albo dłużej ...
W końcu wszyscy powoli się zaczęli uspokajać.
- Lina, to naprawdę ty??? - wystękał Gourry ocierając załzawione ze śmiechu oczy. - Wyglądasz jakoś ... inaczej - dokończył i znowu padł na twarz.
Żabka, teraz już sino - fioletowa, wrzasnęła:
- NIE, TO ŚNIETY MIKOŁAJ!!! FIREBALL!!! FIREBALL!!! FIREBALL!!!
To otrzeźwiło wszystkich.
- Kurczę, pierwszy raz widzę żabę rzucającą zaklęcia - jęknął mag, strzepując jakieś zwęglone strzępy.
- A ŻABĘ RZUCAJĄCĄ DRAGU SLAVE WIDZIAŁEŚ?! NATYCHMIAST MNIE ODCZARUJ!!! BO JAK NIE ... - zagroziła Lina.
- Hmmm ... - mruknał Mag
- Co znaczy to "Hmmm"?!
- To zaklęcie naprawdę mi się udało - uśmiechnął się szeroko mag. - Ma tylko jedną wadę ...
- Jaką?!!
Mag przezornie odsunął się i schował za Zelgadisem.
- Właśnie sobie przypomniałem, że jak tworzyłem to zaklęcie ...
- NO CO!? - ponagliła go Lina.
- ... zupełnie wyleciał mi z głowy jeden szczegół, taki mały, malutki szczególik ...
- Jaki szczegół??? - zapytała żabka tak słodkim głosem, że aż wszystkim ścierpły zęby i podniosły się włosy na karku.
Mag nagle poczuł jak zasycha mu w gardle i gdzieś tam, głęboko rośnie wielka gula. Nerwowym ruchem zaczął szarpać kołnierzyk od szaty, który nagle zaczął go dziwnie uwierać ...
- Zapomniałem o przeciwzaklęciu ... - wyszeptał prawie niesłyszalnie.
- Czy możesz to powtórzyć, bo chyba nie dosłyszałam ... - poprosiła słodko Lina. Bardzo słodko. Tak słodko że wszyscy zzielenieli i zaczęły im się trząść kolana.
Mag zamknął oczy i zebrał się na odwagę. Otworzył lewe oko i wyjrzał zza Zela.
- Nie znam przeciwzaklecia. Zapomniałem je zrobić. - powiedział mężnie i zamknął oko z powrotem. A potem zaczął się modlić do wszystkich znanych mu bogów i demonów. Do nieznanych zresztą też ...
- CO!?!?!?
- Jak myślisz - zapytał szeptem Amelię Gourry - przeżyjemy?
- " Moc brzasku i zmroku ..."
Amelia zaszczękała zębami.
- Przecież od Dragu Slave nikt jeszcze nie zginął ... prawda? - zapytała z rozpaczliwa nadzieją. - Prawda, panie Zelgadis???
- " ... pochowana w purpurowym krwi strumieniu ..."
- Co za głupiec! - warknął wściekły Zel i odwrócił się do maga. - Jak można zapomnieć o przeciwzaklęciu!?
- " ... by głupcy co na mej drodze stoją zostaną zniszczeni ..."
- A TAK W OGÓLE ... - wrzasnął Gourry - KRYĆ SIĘ!!!
- DRAGUUUUU SLAAAAAAVE!!!!!!
Kabooooooomm ...


cdn

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.98081300 1276783171
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!