Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Kanti Metallium
Let me be with you
 
Treść fanfika..
Zelas nareszcie dała mi wolne.Oczywiście jej starym zwyczajem nie za darmo. Nie ma rzeczy bezinteresownych na tym świecie. Siedzę właśnie na jakimś drzewie i jak zwykle obserwuje bez celu. I tutaj pojawia sie pytanie.A co? Raczej powinno się powiedzieć "kogo?" No, właśnie mam zaszczyt przedstawić państwu oraz sobie swój własny życiowy problem.A kim on jest? Właściwie kim ona jest...
*
-Witam serdecznie dawno nie widzianego smoka.-Uśmiechnąłem się sztucznie.Raju,jak ja często muszę się uśmiechać.Nawet nie wiecie jakie to jest szalenie męczące. Jej ciało przeszył dreszcz. Widzę,że będę miał niezły obiad.Odwróciła się ku mnie szybko.Coś trzymała za plecami. Właściwie kogoś.Zamruczałem cicho. Jaki ten smok naiwny.
-Czego chcesz Namoagomi.-Jak widać ksywka,którą zostałem obdarzony nadal była aktualna. No nic.Trzeba brać się do roboty jak Zelas przykazała.
-Mam dla ciebie propozycję,właściwie układ...chociaż najpierw chętnie przywitałbym sie z Valgarv'em.-Otworzyła szeroko oczy zdumiona.Zwijałem się ze śmiechu wewnątrz siebie.-Naprawdę myślałaś,że go nie wyczuję?-Zapytałem spokojnym i wesołym głosem. Ta istota naprawdę mnie bawiła.Jak można być,aż tak pewnym swojego planu?Sam nie wiem,ale to już nie jest mój problem. Zauważyłem,że niebo spochmurniało.Zbliżał się deszcz.
-Zostaw nas w spokoju...-Odpowiedziała błagalnym szeptem.Nie martwiła się o siebie, bała się o dziecko. No proszę...nie pomyślałbym.Trzeba byś smokiem żeby to zrozumieć. Ale trzeba jednak przyznać,że...cóż za lekko to się jej nie żyło. Jilas i Gravos się wynieśli.Zauważyłem to kiedyś z pewną satysfakcją.Pewno poszli do tej hm...nie pamiętam imienia.W każdym razie był tam taki fajny żółty lisek co wchodził mu na plecy.W sumie ładną rodzinę, by stworzyli.Muszę przyznać. Kropla deszczu spadła mi na nos.Spojrzałem w górę.Niebo było granatowe. Zawiał silny wiatr.Poderwał jej złote włosy lekko do góry.Zza białej sukienki wychyliła się niebieska mordka.Zbliżyłem się.Filia dostała dreszczy.Jakie wyraźne uczucie.Zastanowiłem się.Smok wziął małego na ręce i odsunął się o krok.Spojrzała na ziemię, a potem wprost na mnie.Głęboko w oczy.Skoro była taka zaangażowana to...niech będzie.Otworzyłem je.Kolejny dreszcz.Tylko czemu?
*
-Posłuchaj śmieciu,nie zamierzam z tobą rozmawiać.Dobrze wiesz,że szczerze cię nienawidzę...-Zawachała się? Czyżby?-...Chcę żebyś zostawił nas w spokoju i nigdy nie wracał.-Zmieszałem się w sobie lekko.O proszę, smok CHCIAŁ żebym go zostawił. Wręcz tego żądał.No proszę,do tego te "śmieci" ja rozumiem,że są jakieś granice,ale czuję też,że są jakies granice tej całej zabawy. Nie, na pewno nie będę się użerał z byle smoczyskiem. No,ale nie chcę...byle...smokiem...Co się dzieje? Zająkałem się we własnych myślach.
-Filia...hm,a co byś powiedziała na mały zakład?Hm? Jeśli wygrasz to dobrze, nigdy mnie już nie zobaczysz i dopilnuję,żeby żaden Mazoku ci nie zagroził.Co ty na to?-Zmarszczyła brwi.Pewnie zastanawiała się czego chcę w zamian. Głupi smok. Przecież ja mam dzięki temu nową "zabawkę".Chyba zaczyna mi się nudzić na stare lata. Tylko czemu ona zadrżała? Deszcz lał coraz bardziej.Krople zaczynały ściekać po jej policzkach. Odwróciła się tyłem. Podeszła do Valgarv'a stojącego parę kroków dalej. Szepnęła mu coś na ucho, a ten poleciał szybko do domu.Spojrzała na mnie zdecydowanie. Czy ona myślała,że ja go tam nie znajdę. Nie,no nie róbmy sobie jaj.Westchnąłem cicho.
-A o co zakład?-Zwęziła oczy w podejrzeniu.Uśmiechnąłem sie przebiegle. Smoki nie cierpią wody w dużych ilościach.
-Jeśli wystoisz tu przez następne półtorej godziny nie ruszając się ani nic nie mówiąc wygrasz.Więc jak?-Wyjąłem z kieszeni zegarek i nastawiłem go na stoper.Zmarszczyła brwi.Była niezdecydowana. Wachała się przez chwilę.
-A co...jeśli przegram?-Coś jej tam szumiało w głowie.Z czym się tak biła? Może się bała? Zacząłem się mocniej zastanawiać,bo...hm ten smok miał coś dziwnego w oczach. Przybliżyłem się na krok. Zadrżała i aytomatycznie niezauważalnie się odsunęła.Uśmiechnąłem się.
-Wtedy zrobisz jedną rzecz.
-Jaką?-Zapytała niepewnie. Zaśmiałem sie lekko.
-Sore wa himitsu desu.-Odśpiewałem swoją sztandarową formułkę. No faktycznie, teraz dałem jej powód do rozmyślań. Ale nagroda była zbyt duża. Uśmiechnąłem się z afektacją.
-Dobrze.-Odpowiedziała twardo.-Ale jeśli wygram zostawisz nas w spokoju.-Przełknęła ślinę.
-W takim razie smoczku Let's play!-Nacisnąłem guzik. I w tym momencie zaczęło się coś dziwnego. Sekundy leciały zastraszająco szybko. Miało zacząć się coś nowego. I w tym momencie miałem ją zabić.No i? No i nic.Nie potrafiłem. Deszcz padał już ciurkiem. Stała spokojnie wśród strug deszczu. Miała już całkowicie mokre włosy. całe ubranie zresztą też. Trzęsła się z zimna. Minęło dwadzieścia minut. Nic nie mówiła.chciałem zniszczyć ten ból w sercu. Zacząłem coś robić. Nie jak idiota stać i się przyglądać. Miałem ją prowokować. I co? Wiedziałem jedno.
-Nie dopuszczę do twojej wygranej Fi.
*
Podszedłem spokojnie. Błyskawica rozświetliła niebo. Przykuliła uszy wystraszona. Ręce mi drżały.
Ta co jako jedyna mnie ośmieszała...
Ta co potrafiła mnie poniżyć...
Ta co mnie nienawidziła...
Ta co...nie bała się mnie?Dotknąłem jej ramienia. Podniosła na mnie oczy. Była w nich jakaś...jakaś obawa,ale nie bała się mnie. Zdumiewające. Poczułem cholerny ciężar gdzieś w środku. Czy...czy ja się bałem?
-Fi kończmy to. Dobrze? Nieważne. To był głupi pomysł. Kończmy.-Obietnica jest obietnicą.Dostałem telepatyczną wiadomość. Niezwykle słabą.To bolało.
-Fi...aż tak bardzo nie chcesz mnie widzieć...?-Powedziałem stłumionym głosem. Coś ściskało mnie za gardło. A ona tylko patrzyła na mnie tymi swoimi dziecięcymi naiwnymi oczami. Tylko,że te jej oczy...miały w sobie dojrzałość. Nic nie odpowiedziała.Zdjąłem pelerynę. Sam się zdziwiłem,ja też byłem mokry. No w sumie nic dziwnego. Wykręciłem z niej wodę i rozpostarłem nad jej głową. Deszcz jak na złosć zaczał lać ze zdwojoną siłą. Otworzyła szerzej oczy zaskoczona i zakłopotana.
Co robisz...?-Zapytała. Tym razem sygnał był o wiele mocniejszy. Odzyskiwała siły,a...a ja poczułem ulgę. Mimo,że wiatr mroził mi ciało.
-Nic zupełnie nic Fi. Je...jeśli tak bardzo chcesz wygrać to ci pomogę.-Odpowiedziałem spokojnie. Uśmiechnąłem się,żeby dodać jej otuchy. Z tymże Xelloss Metallium nie rezygnuje tak łatwo. Mogła wygrać,ale tak szybko się mnie nie pozbędzie. To wiedziałem. I tylko tyle. Nie wiedziałem jak ją przekonać. Przekonać...ale do czego do cholery?!!! Ja nie mogę zrozumieć...nagle wyczułem aurę Vala.Zobaczył,że jego mamie nic nie jest i czując się bezpiecznie podszedł do mnie. Filia zacisnęła oczy.Były w nich łzy?
-Val nie...-Szepnęła,przykucnęła i wzięła smoka w ramiona.Zastygła w bezruchu. Zrozumiała błąd jaki popełniła.Ścisnęła go mocniej.Nie ufała mi. Wciąż mi nie ufała. Lina mi wierzyła,polegała na mnie, nawet Zel czasem pytał się czy czegoś nie wiem. O reszcie grupy nie mówiąc. Ale ona nie. A może to było tylko na pokaz? Może...
*
Wstała trzymając go w ramionach. Deszcz ciągle lał.Krople spływały po jej policzkach jakby to były łzy.A może to były...
-Fi płaczesz?-Zapytałem.Chciałem żeby w moim głosie wyczuła płynące ciepło. Tak bardzo chciałem nie wiedząc czemu. Tak strasznie.Dotknąłem jej policzków. Nie odsunęła się. Nie drżała. Było jej wszystko jedno? NIe,na pewno nie...ona zawsze dążyła do dobra swojego i innych. Otarłem je,ale przybyły nowe.
-Co mam zrobić?-Szepnęła. Teleportowałem nas do domu. Starałem się zrobić to jak najszbciej by nie zobaczyła wymiaru między-przestrzęnnego. To na pewno nie byłoby dla niej zbyt miłe miejsce. W końcu jest tam strasznie ciemno. Dla mnie było ostoją. Dla niej trucizną. I to jest jedna z wielu rzeczy,którymi się różnimy. Spojrzałem na nią. Byliśmy chyba w pokoju stołowym. Na środku stołu stał bukiet polnych kwiatów. Valgarv poleciał chyba do swojego. Staliśmy w milczeniu.
-I...?Co teraz się stanie?-Powiedziała cicho. Dotknąłem jej włosów. Podniosłem kosmyk do ust. Przyglądała się temu spokojnie. Milczała.
-Filia...-szepnąłem. A ona rzuciła mi się na szyję. Tak niespodziewanie i szybko. Strasznie płakała.Dlaczego? Czemu? Czułem,że krople z moich włosów opadają na jej policzki.I cisza zakłócana jedynie jej szlochem. Objąłem ją tak mocno jak tylko potrafiłem.Jęknęła cicho.
-To boli...-Szepnęła. Rozluźniłem uścisk. Zatopiłem się w jej włosach.Odepchnęła mnie.
Staliśmy chwilę w milczeniu.
-Przepraszam nie pow...-Nie skończyła. Nie pozwoliłem jej. Położyłem jej palec na ustach. Przez cały ten czas miałem otworzone oczy.
-Fi proszę nie kończ. Wiesz co chciałbym żebyś zrobiła? Wiesz jakie jest moje życzenie?-Pokręciła głową.No,bo niby skąd mogłaby wiedzieć. Przecież nie potrafiła czytać w myślach. Uśmiechnąłem się.
Pozwól mi być z tobą.
I wtedy jej oczy stały się krystalicznie czyste. A ja zdałem sobie sprawę,że będę miał u Zellas nieliche kłopoty.Uśmiechnęła się. Tylko dla mnie. Kilka łez opadło jej po policzkach.
-X..Xell...-Powiedziała cicho. A ja podeszłem i powiedziałem do niej szeptem słowa,które tak bardzo leżały mi na sercu.


Nooooo iiiii? Ach dobra zielona herbatka NYO^^ trzymajcie się!

Ps. Jestem na forum wszechbibli(piszę to już któryś tam raz)

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.41172000 1313904064
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!