Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Zegis de Xan
Lordowie przepowiednia
 
Treść fanfika..
TYTUŁ: Lordowie: Przepowiednia
AUTOR: Zegis de Xan

Oto produkt mojej wyobraźni (niektórzy zwą ją nieco chorą, ale to szczegół). Jest to moje pierwsze skończone opowiadanie, ale najprawdopodobniej też ostatnie (brak cierpliwości, ten pisałem ponad 6 miechy).
Jestem otwarty na wszelką krytykę piszcie na kjgm@poczta.onet.pl z wszelkimi uwagami.
I to tyle wstępu.

1 rozdział:

Był ciepły pogodny dzień, gdy Lina i Gourry wkroczyli do tawerny.
Była ona ciemna, niezbyt duża, goście siedzący przy stolikach spojrzeli z ciekawością na Linę i Gourryego. Gdy nasi przyjaciele usiedli, część gości poznało ich i wyszło z tawerny (na ich miejscu zrobiłbym tak samo).
-Barman jedzenie, podwójna porcja- powiedziała Lina.
-Dla mnie to samo- dorzucił Gourry.
Podczas gdy nasi bohaterowie jedli, do tawerny wszedł jakiś chłopiec. Wyglądał na zmęczonego.
Miał długie czarne włosy, odziany był, podobnie jak Zelgadis w płócienne spodnie, koszulkę i pelerynę zaopatrzoną w kapturek z woalką, ale jego ubranie było czarne. Przy pasie miał miecz.
-Zel przysiądź się do nas- krzyknęła Lina myśląc, że to Zelgadis.
Chłopiec popatrzył na nią, uśmiechnął się, i podszedł.
-Przykro mi, nie nazywam się Zel...- zaczął spokojnie, a potem jakby coś mu się przypomniało dodał - Ale ty jesteś Lina Inverse czyż nie?
-Tak... a ty, kim jesteś? –zapytała Lina głosem w stylu: "No wiesz taka sława jak ja nie zna wszystkich robaków"
-Och faktycznie gdzie moje maniery?- Nieznajomy mówiąc to skłonił się nisko - Nazywam się Xelet de Xannon. Jestem poszukiwaczem przygód i chciałbym przyłączyć się do was.
-Czy nie jesteś za młody jak na poszukiwacza przygód? -Spytała kpiąco Lina.
-Hej, a ty, to co?- spytał Xelet lekko zdenerwowany..
Lina nie zdążyła na to nic odpowiedzieć, gdyż Gourry właśnie kończył jeść jej posiłek -Gourry nie ma tak!!! Zjadłeś moją porcję!!!-
-Miała ostygnąć? -powiedział Gourry, choć wiedział, że to go nie uratuje.
-FIREBALL!- wrzasnęła Lina. Jej kula ognia zrobiła swoje, zniszczyła stolik, i poturbowała Gourryego. Gospodarz nie był zadowolony, choć wiele nie zniszczyła. Dym i nieprzyjemna woń zostały nawet, gdy sprzątnięto popiół. Gourry przywykł już do takich reakcji Liny, zwykle tak reagowała... ale niezbyt lubił dostawać kulą ognia (a kto lubi?).
W końcu, niezręczne milczenie, jakie zapadło po incydencie przerwał troszeczkę wstrząśnięty Xelet.
-Co on ci zrobił?- zapytał jakby niedowierzając, że taki mały, wydawałoby się, bezbronny rudzielec może być tak niebezpieczny.
Nagle usłyszeli spokojny, rozbawiony głos dochodzący jakby znikąd -"Ona taka już jest, lepiej uważaj na siebie" i pojawił się Xellos.
-Znowu ty? - Xelet i Xellos, (gdy zobaczył Xeleta) jednocześnie
-Znacie się? - wykrzyknęła zdziwiona Lina.
-Stare dzieje- uciął Xelet, chcąc szybko zakończyć temat.
-Po co tu przybyłeś? - spytał się Xellos, na co Lina troszeczkę się zdziwiła, bo to zwykle Xellosa tak wszyscy pytali.
-Shore wa himitsu desu- powiedział Xelet zamykając jedno oko.
-No tak. Zapomniałem, że z tobą rozmawia się tak jak ze mną- stwierdził słodkim głosem Mazoku.
Nagle do Tawerny weszły dwie dziwne postacie, nie wyglądali na ludzi, lecz na jakieś monstra, które przybrały ludzką postać, w dodatku nie wiedząc jak ci ludzie powinni wyglądać. Widać było, że gdy zobaczyli Xeleta na ich twarzach przez chwile malowała się czysta nienawiść.
-Jak śmiesz pokazywać się tu? -spytał pierwszy gość, miał dziwny, odrażający głos.
- Tak, jeszcze ci mało?- dodał drugi, a jego głos był roztrzęsiony jakby stało się coś strasznego, choć po nim samym nie było widać cienia strachu
-Wynoście się stąd, Lwy Cienia nie mają nic do roboty w tym mieście - powiedział, Xelet głośnym szeptem, który odbił się echem po całej gospodzie, jak krzyk.
Obaj obcy zaczęli się śmiać, śmiech ten powoli przekształcał się w pomruk lwa. Zanim Lina
zdążyła choćby mrugnąć, ci dziwni przybysze zamknęli oczy, ich twarze zaczęły się zmieniać, przybierały coraz bardziej lwi wyraz, ich włosy zaczęły zmieniać kolor z zielonego na brązowy, zamieniając się w sierść. Dłonie i stopy zmieniły się w lwie łapy i rozległ się ryk... Te dwie z pozoru niegroźne postacie, zmieniały się w lwy stojące na tylnych łapach. Ten drugi z głosem roztrzęsionym nie miał zmienionej jednej ręki, a grzywa porastała mu tylko kawałek głowy.
- Nieeee!!! Jak to możliwe? - ryknął, głosem przypominającym ryk rozwścieczonego niedźwiedzia
-Sensei Gen powiedz mi jak to możliwe? -
-Zamknij się - warknął Gen otwierając oczy.- Transformacja zaraz dobiegnie końca.
Miał rację... nagle jego uczniowi reszta głowy porosła futrem niedźwiedzia polarnego a ręka przybrała kształt łapy niedźwiedzia brunatnego.
-Poczekajcie no chwilkę- powiedział spokojnie, można by powiedzieć znudzony, Xelet.
I podszedł do nich, a oni zaatakowali natychmiast. Ruchów prawie nie było widać, lecz odczuwało się to, że przybysze są słabsi od Xeleta. Unikał w pięknym stylu ich ciosów. Wreszcie sam zaatakował. Jednym szybkim ciosem wyprowadzonym lewą ręką powalił obu, niszcząc przy okazji ścianę.
Gourry i Lina byli mocno zdziwieni tym wszystkim. Ciszę pełną napięcia, przerwały głośne odgłosy kroków właściciela. Wystarczyło jedno spojrzenie by zobaczyć, że ten zwykle niemogący wstać bez laski starzec, teraz biegnący w ich stronę w napadzie szału doznał prawdziwego uzdrowienia.
- I kto mi za to zapłaci!!?- ryknął tak, że słychać go było w całym mieście.
Xelet wyjął jedwabną sakiewkę z kieszeni w płaszczu i otworzył ją. Wyciągnął z niej jeden pięknie oszlifowany diament, i dał właścicielowi ze słowami: "Proszę to za szkody i na posiłek dla niej (tu wskazał na Linę)".
-Dzięki – powiedziała Lina zachwycona z wdzięcznością w oczach.
-Proszę bardzo... nie żałujesz już, że będę ci towarzyszył? -spytał ironicznym tonem. Po czym dodał już bardziej rzeczowo. -Więc gdzie idziemy?
-Mam dszo szałatwienia peffną szpraffę w Szailoon więcz... - powiedziała Lina z pełnymi ustami, a gdy przełknęła skończyła-tam skierujemy swe kroki.
- Xellos ledwo powstrzymał się od wyrażenia zdania o ponownym spotkaniu z Amelią.
- Dobrze... – ucieszył się Xelet,- właściwie mam coś do załatwienia w Sailoon...
- Znowu... znowu grasz rolę...? - spytał Xellos złośliwie.
- Tak, Xelet teraz chodźmy...- uciął Xelet pośpiesznie
- No, możesz nam chyba zdradzić swoje zamiary?- zapytała Lina, po czym dodała. – poza tym jeszcze jem.
-Dowiecie się w swoim czasie.- powiedział Xelet sztyletując wzrokiem Xellosa.
I na te słowa weszła Filia, wyglądała na zmęczoną. Gdy zobaczyła Linę uśmiechnęła się.
-Panna Lina, nareszcie- wykrzyknęła zadowolona Filia.
-Złoty smok... ciekawe...- mruknął Xelet sam do siebie.
- Filia?- Lina spytała się niepewnie, nie chcąc popełnić drugi raz tego samego błędu, pomylić nieznajomego z starym znajomym.
-Tak, muszę cię ostrzec... za późno... Co robi tu to namagomi?.. ha wiem! Jesteście w zmowie- Filia powiedziała to wszystko jednym tchem zadowolona, że może ostrzec Linę, bo widać było, że Xellos i ten drugi, są tu od niedawna, lecz zła była również na samą siebie, że przybyła tak późno.
-Filio uspokój się- uspokajała ją Lina
-Proszę cię, ona nie może się dowiedzieć złoty smoku...- Xelet telepatycznie powiedział to do Fili.
-Jak możesz? Ona, choć na to nie wygląda, jest dobrą osobą- Filia odpowiedziała również telepatycznie.
-Może i tak-powiedział na głos Xellos.
I zniknął z dziwnym uśmiechem. Gourry dotąd siedzący w kącie doszedł do Xeleta, i poprosił:
-Też mi zafundujesz obiadek później zgoda?
-Dobrze- zgodził się Xelet i wybuchł śmiechem na widok proszącej miny Gourryego.
Śmiał się tak zaraźliwie, że zaraz wszyscy w gospodzie poza jedzącą Liną i Filią śmiali się razem z nim.
-Chodźmy już- poprosiła Lina, kiedy wreszcie skończyła jeść.
I wyszli z miasta, był ładny upalny dzień. Na niebie nie było ani jednej chmurki, ptaki śpiewały
lekki wietrzyk ochładzał wędrowców, drzewa powiewały leciutko na nim, każdy upajał się widokiem tego niezmąconego spokoju. Xelet ku niezadowoleniu Liny spowalniał ich wędrówkę, gdyż jak powiedział “chciał podziwiać widoki” (czy coś wam to przypomina?), Lina w końcu po paru godzinach wreszcie pogodziła się z tym. Szli w ciszy tak, że słychać było szum strumyka, płynącego blisko ścieżki.
Wtem ciszę przerwały szelesty dochodzące z krzaków, lecz tylko Xelet je usłyszał, i choć sam nie wiedział, dlaczego, miał złe przeczucia. Tak wiedział to coś się wydarzy...
Nie tylko on był zaniepokojony. Filia też była zamyślona i pełna najgorszych przeczuć,
oczywiście nie martwiła się jakimiś szelestami. Martwiło ją coś znacznie gorszego,
specjalnie szła koło Liny jakby chciała jej coś powiedzieć, ale nie mogła znaleźć słów. Lina
po pewnym czasie to zauważyła, i choć widziała, że Filia nie jest do końca gotowa na zwierzanie się jej wrodzona ciekawość skłoniła ją do rozpoczęcia rozmowy.
-Czy chcesz mi coś powiedzieć?- spytała sprawiając wrażenie osoby zaniepokojonej stanem przyjaciółki.
-Tak, ale to rozmowa tylko w cztery oczy- odpowiedziała Filia zadowolona z tego, że nie ona zaczęła rozmowę,
Lina zrobiła wielkie oczy. Nie, zdecydowanie nie była przygotowana na taką odpowiedź.
Xelet od razu wyczuł, co się święci i zawołał: Filio chciałbym z tobą pomówić.
Filia westchnęła i niechętnie podeszła, widać było, że czuje do niego prawie tak wielką nienawiść jak na początku do Xellosa. Tak naprawdę jednak sama nie wiedziała, dlaczego, może niewiedza na temat jego planów przeradzająca się pomału w strach przed nim to sprawiła?
-Nie mów Linie o niczym, proszę Cię- powiedział ten tajemniczy młodzieniec dziwnym głosem, brzmiało w nim rozbawienie jakby stało się coś śmiesznego, a jednocześnie czuć w nim było niepokój.
-Dlaczego?- spytała Filia coraz bardziej ciekawa planów nowego towarzysza.
-Bo muszę ją sprawdzić-powiedział to powoli, patrząc na krzaki.- Jak pewnie wiesz pomiędzy mazoku... UWAGA!!
Wszyscy odwrócili się do niego, a on ostrzegawczo kiwną głową na drzewa, Gourry wyciągnął miecz, Lina zaś uśmiechnęła się z politowaniem. Filia cofnęła się troszeczkę i patrzyła na las.
- heh jak zawszę czujny- odezwał się ktoś, jego głos był jak wycie wilka.
Zza drzew wyszli jacyś ludzie, na pierwszy rzut oka ubrani byli jak kapłani, ale Lina i reszta zdali sobie sprawę, że to nie kapłani. Wyglądali raczej na grupkę zbłąkanych złodziei, którzy dopiero uciekli z jakiejś świątyni.

2 rozdział:

-Czego chcecie? -Spytał Xelet groźnie, tak, że wszystkich ciarki przeszły, był to głos niepodobny do jego zwykłego głosu, dziwnie syczący i wysoki.
- Xelet, Xelet de Xannon? -spytał się jeden z nich, niedowierzając własnym oczom.
-Tak mam na imię, skąd...- Zaczął Xelet tym razem zwykłym głosem, po czym rzucił okiem na twarz nieznajomego- Arian to ty?
- Tak stary druhu- uśmiechnął się Arian. Potem wskazał ręką na towarzyszy- To Renon, Fenri i Marnan.
-To druidzi- wyjaśnił towarzyszom Xelet Czując, że postąpił nieładnie ignorując nowych przyjaciół, ot tak wdając się w rozmowę z druidem nawet nie przedstawiając go swoim towarzyszom. Jednak widać było że Lina nie dałaby się zignorować, od razu strzeliła dobrze dobranym pytaniem:
-Z Zanfeli przecież kawał drogi, a druidzi są tylko w Zanfeli...-zaczęła Lina.
Ale zaraz przestała, gdyż Arian popatrzył na nią jakoś dziwnie, jakby zaglądał do jej duszy. Uśmiechnął się, ale był to niepasujący do niego ironiczny uśmiech szaleńca. Zaraz przeszła jej ochota na wypytywanie, choć uważała to za dziwne. Arian zaczął rozmawiać z Xeletem, co od razu wykorzystali jego towarzysze
- I co z tego?
-Kawał drogi dla was, ale nie dla nas-zaczęli się przekrzykiwać tak, że nie wiadomo było, który co mówił
-Możemy zmieniać się w...
Ale nie dokończył, bo Arian zaraz wyczuł, do czego zmierza cała rozmowa.
-Koledzy, sza, jeszcze się wygadacie, L...-zaczął, lecz urwał, gdy zobaczył twarz Xeleta.- A rozumiem, chodźcie do naszego obozu musicie być zmęczeni, a ja odświeżę troszeczkę znajomość z Arianem.
Mówiąc to zaśmiał się, ale nie był to ten jego zagadkowy uśmiech, był to jak szczery śmiech wywołany widokiem starego przyjaciela, którego nie widział parę lat "Co to za ludzie?" Arian nigdy nie podróżował za tak daleko Zanfeli i to z obcymi" pomyślał Xelet i postanowił, że zdemaskuje jego zamiary, choć miał nadzieję, że jego udział w tym jest przypadkowy.
Obóz druidów był nadzwyczaj bogaty: każdy druid miał własny namiot. Namioty były w innych kolorach. Był też jeden wspólny, który służył jako kuchnia i jadalnia.
Lina nie spodziewała się takich bogactw, ale wiedziała, że bogaci ludzie często podróżują w dziwacznych strojach misjonarzy. Wszystko to wydawało się jej jakąś sztuczką, nie miała za grosz zaufania do tych druidów, a przez nich też straciła troszeczkę zaufania do tego dziwnego chłopca, z którym od niedawna podróżuje. Miała przeczucie, że w ciągu następnych paru dni, rozwiąże się przynajmniej jedna zagadka: zagadka pochodzenia tego jej "Xellosowatego" towarzysza. Po kolacji druidzi wyczarowali jeszcze dwa namioty. Noc była bezchmurna; z obozu druidów postawionego na skraju lasu doskonale było widać księżyc znajdujący się w pierwszej kwadrze. Xelet siedział na gałęzi drzewa rosnącego najbliżej obozu. Na lekkim wietrze powiewały jego czarne, gładkie włosy, a on patrząc w księżyc rozmyślał nad wszystkim, co go w życiu spotkało; wreszcie zamknął oczy i powoli zasnął. Tuż nad świtem obudził się i zobaczył, że pod drzewem druidzi rozłożyli stolik i popijając herbatkę rozmawiali; chyba go nie widzieli w każdym razie debatowali bez Ariana, który był w tym czasie nad rzeką oddaloną od obozu o około 2 RI (1 RI = 3,9 km).
Rozmawiali o tym jak zabić zaproszonych przez Ariana gości.
-Za niedługo księżyc zmieni się w sierp -obwieścił któryś.- Nasza moc wreszcie się zbudzi po 10 tys. lat.
Lecz musieli skończyć rozmowę gdyż szedł Arian. Xelet zeskoczył z drzewa prosto na stoliczek druidów przeciągnął się udając, że właśnie się obudził i pobiegł do Ariana





Rozdział 3:

Po rozmowie z Arianem, Xelet postanowił jak najszybciej opuścić obóz druidów. Ale Lina miała inny zamiar, przez jakiś czas odpoczywała. Xellos, co jakiś czas pojawiał się i znikał, wyraźnie sprawdzał czy nadal są w obozie. Zachowanie to niepokoiło jeszcze bardziej Xeleta; po co jeden z sługusów Zellas pałęta się tak blisko Liny? I to jeszcze w taki sposób... Gdy zbliżał się okres zmiany księżyca w sierp postanowił działać.
Zaczął rozmowę z Liną
- Jak długo jeszcze będziemy tu siedzieć? -spytał wyraźnie zniecierpliwiony.
- Hehe... pomyślmy -uśmiechnęła się Lina, której widocznie denerwowanie go sprawiało taką radość jak Xellosowi manipulowanie ludźmi.- Co ci się tak śpieszy? Tydzień lub dwa nie robi różnicy.
- Xelet ma racje... - westchnęła Filia.- Nie ma, co zostawać tu dłużej.
- hehehe... wreszcie rozsądna osóbka - zaśmiał się jeden z druidów. - Idźcie nie będziecie już wyżerać naszych zapasów.
I zaśmiał się jeszcze raz. Po czym popatrzył w niebo, i znowu jego twarz rozjaśnił uśmiech tym razem skierowany tylko do Xeleta; ten z przerażeniem spojrzał w niebo. Słońce zachodziło... Filia też popatrzyła na niebo i zobaczyła, że księżyc wschodzi. Miał kształt sierpa...
- heh, Xelet masz ten swój księżycowy sierp- powiedziała złośliwie.
Xelet obejrzał się, faktycznie sierp wschodził. Złapał Linę, Gourryego i Filie za ręce i ryknął:
-Gazu!!! Nie mogą nas złapać!!
-Ale, o co w tym chodzi - spytał Gourry. Lina pomyślała wtedy " O wreszcie powiedział coś mądrego..."
- Powiem wam, ale szybko!!- wrzasnął przerażony (nikt nie mógł poznać jego mocy...) - Lino, Filio! Ray wing i niech któraś weźmie Gourryego!
-Hej, od kiedy mi rozkazujesz? - oburzyła się Lina pomimo to zrobiła co kazał.
- Proszę was... Nie czas na kłótnie dotyczące władzy! - poprosiła Filia szybując obok Liny. Xelet dopiero po chwili też wzniósł się w powietrze.
- Wow, jednak poza gapieniem się na przyrodę coś potrafisz. - zakpiła Lina z Xeleta widząc że i on szybuje
Nagle lecąca z dołu kula ognia zapaliła jej płaszczyk. Zmuszona wiec była go wyrzucić, i aby to zrobić przekazała Gourryego Xeletowi. Z dołu dobiegły ją chichoty; spojrzała: obok Ariana stało 3 Mazoku. Były to bardzo osobliwe Mazoku: Całe czerwone z długimi rękami sięgającymi aż do ziemi, cienką szyją i długim łbem zakończonym czymś w stylu dzioba dzięcioła. Ich nogi były zrośnięte; ta jakby jedna noga była wąska przy biodrach, a im bliżej stopy bez palców, która przywodziła na myśl przyssawki, tym szersza. Wyglądało to dosyć dziwacznie. Arian kiwał przecząco głową zrezygnowany. Pomyślał "ach, Xelet druhu wybacz, że ci nie uwierzyłem" i rzucił Xeletowi swój osobliwy medalion, który trzymał zwykle pod ubraniem... Gdy chłopak to zobaczył rzucił, Gourryego Fili, sam zaś złapał medalion. Patrzył na Ariana, który w tej chwili płonął żywcem. W Xelecie coś pękło - zatrzymał się teraz nawet sama LON nie powstrzymałaby go przed tym:
Prawą rękę podniósł do góry, zaś lewą opuścił i powiedział:
"Pani co stworzyłaś filary,
i razem z nimi Mazoku,
wiecznie walczące z innymi,
twymi dziećmi Shinzoku,
Niech twa moc zbierze się w mojej duszy."
Zrobił pauzę, rozłożył szeroko ręce w których pojawiła się kula chaosu.
Znowu mówił:
"Powołując się na moc daną mi przez Ciebie,
ja służący dla Ciebie,
wzywam przeznaczenie..."
Znów zrobił pauzę; wyciągnął ręce przed siebie.
Aura chaosu wzmocniła się, a z jego oczu poleciały łzy żalu, żalu, że musi zabijać by wykonać misję. Lina doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że taka dawka mocy pochodząca prosto od LON rozwaliłaby większość Mazoku, którzy chcieliby rzucić to zaklęcie a on... On swobodnie kontrolował tą energię. Czarodziejce przyszły do głowy tylko dwie możliwości: albo on jest częścią Shabranido, lecz, po co by niszczył inne, Mazoku? Albo człowiekiem obdarzonym wyjątkową przyjaźnią/zaufaniem LON. W tym czasie Xelet dokończył:
"Przeznaczenie jest jedno,
zależy ono od decyzji najsilniejszej jednostki,
LON od ciebie zależy przyszłość,
lecz pozwalam sobie zmienić ją,
za twoją zgodą,
ma moc płynąca od ciebie zniszczy tych,
których stworzyłaś,
których masz dosyć.
RAIN BLADE!!"
Gdy krzyknął to ostatnie, z kuli wystrzeliła setka mniejszych niż zwykle Ranaga Blade, prosto w trójkę Mazoku. Rzeź była straszna: tym pseudo druidom ostrza powbijały się w nadgarstki, szyje, ramiona, serce; parę tych ostrzy tkwiło w ich głowach. Lina, gdy to zobaczyła podleciała do nadal płaczącego chłopaka:
- Musisz nauczyć mnie tego zaklęcia!! -zawołała.- Potrafisz też Ranaga Blade?
Xelet wytarł oczy i zamyślił się. Po jakimś czasie wszyscy wylądowali. Rozjaśniało się pomału
- No jak może coś wreszcie powiesz?
-Może... - powiedział Xelet.- co chcesz wiedzieć?
- Nie, nie rozumiem - stwierdził Gourry.
- W takim razie trzeba zacząć od początku- usłyszeli w odpowiedzi. - Lecz najpierw znajdźmy jakieś miasto.
Pojawił się skądś Xellos z uśmiechem na ustach; wyglądał jakby dostał w prezencie fabrykę herbaty.
-Wreszcie... -wyszeptał otwierając oczy. - Wreszcie mogę cię zabić…- reszta jego wypowiedzi utonęła w głośnym śmiechu psychopatycznego zabójcy.
-No nie wiem... -wtrąciła Lina - jeszcze nie odpowiedział mi na pytanie.
Wtedy Xellos zamknął oczy, powiedział "a to przepraszam" i zniknął. Natychmiast pojawił się przy Xanonie i nakreślił linię, którą zamordował tysiące smoków (nie wiem jak nazywa się ten czar). Xelet wydawałoby się, martwy padł na ziemię twarzą w dół. Kapłan zaczął kaleczyć go laską.
- I co jak czujesz się będąc na miejscu tych Mazoku? -wyszeptał przebijając mu nadgarstki i ramiona
Nagle Xellos ryknął przeraźliwie z bólu, odcięto mu rękę i duży fragment nogi, odwrócił się w powietrzu. Nic tylko mgła była za nim, lecz on powiedział:
-Zegandis cóż za niemiła niespodzianka.
Odpowiedziała mu cisza, nikogo poza nimi nie było...

Rozdział 4:

Jednak Xellos nadal patrzył w ciemność. Xelet wstał. Z ran na jego ciele wypływała krew, która przesączyła już jego szaty tak, że lepiły mu się do ran. Jego niegdyś całe czarne ubranie teraz było ciemno-czerwone. Ledwo stał, ledwo widział na oczy, ale uśmiechnął się,
-Tak... k... chuuu krzyk... chuu bólu wydany przez ciebie...- wydyszał z satysfakcją do Xellosa.- j...chuu, chuu jest muzyką dla moich uszu... chuu.
Lina, Filia i Gourry nic z tego nie rozumieli... Jedno było pewne: Xelet niedługo umrze a Xellos, który został poważnie zraniony przez... nie wiadomo co, możliwe że też umrze, a w najlepszym (jak dla kogo) przypadku regeneracja zajmie mu sporo czasu.
-Nic nie rozumiem...
-Gourry nikt z nas tego nie rozumie- powiedziała Filia roztrzęsionym głosem.
Nagle, nie wiadomo skąd, rozległ się demoniczny śmiech (taki jak w AVP2, gdy predator odstrzeli łeb marinesowi)
Xelet padł na kolana, dłużej nie mógł utrzymać równowagi, na co rozległ się głos:
-Tak Xannonie...- powiedział tak chłodnym tonem, że wszystkim zrobiło się zimno. Lina aż się cała trzęsła.- powinieneś przede mną paść na kolana, ale nie w taki sposób.
Nikt nic nie odpowiedział, ciszę zakłócał jedynie ciężki oddech Xeleta. Xellos nic nie powiedział tylko znowu znikł. Mgła zgęstniała, a w miejscu, w którym znikł rozległ się szept przyprawiający o gęsią skórkę "żebym tylko miał możliwość". Wreszcie Gourry, który dopiero teraz zorientował się, że ma otworzone usta ze zdziwienia zamknął je. Lina obudziła się jakby z jakiegoś transu. Zaczęła rozglądać się i zobaczyła, że ich "tajemnica”, czyli Xelet pokrył się czerwono-złotą aurą. Wstał. Na jego ciele nie widać było nawet śladu ran, no może za wyjątkiem czerwieni ubrania. Mgła znikła tak szybko, jak się pojawiła, a on podszedł do nich i uśmiechnął się.
- Przepraszam was, ale muszę załatwić pilną sprawę- powiedział w pośpiechu. W jego głosie nie czuć było już zmęczenia.- Poczekajcie chwileczkę.
I pobiegł na zachód w stronę obozu druidów. Xannon wrócił po kilku godzinach w towarzystwie dziwnego chłopaka z niebieskimi włosami długimi do pasa. Miał czarną togę z złotymi pasami u rękawów i na postawionym kołnierzu. Miał czarną pelerynkę ze srebrnym pasem od wewnątrz ciemno-niebieską. Miał złote oczy, a na czole czarną opaskę. Na todze zaś dwa krzyżujące się pasy: na jednym przypasany miał miecz, a na drugim sakiewkę.
- Nadszedł czas wyjaśnień - powiedziała Lina tonem, który wszyscy poznali, była wściekła.
- Jejku, ale niecierpliwa... - zaczął chłopiec.
- Zamknij się Zeg (sorry, ale musiałem się wcisnąć do tego fika) - przerwał mu Xelet.
- Dobrze, dobrze, kto opowiada? - spytał zrezygnowany Zeg.
- Wszystko jedno byle dzisiaj!! - krzyknęła Lina.
- Ok, wszystko zaczęło się podczas walki z Dark Starem, wszechobecna LON zaglądnęła do jego umysłu,- Zeg zaczął snuć swą opowieść.- Jego pomysł dosyć jej się spodobał. I postanowiła spróbować pogodzić Mazoku z Shinzoku. Stworzyła, więc kilku wszechpotężnych Mazoku posiadających cechy Shinzoku, Mazoku oraz ludzi. Nazwała ich Lordami. Mieliśmy oczyścić świat z pewnych jednostek, które według LON zagrażały pokojowi. Stworzyła kolejno Lordów: Chaosu, Światłości, Czasu, Śmiertelnych i Gyrum oraz 1 dodatkowego, Mazoku Zegandisa, który miał ratować nas, gdy mieliśmy związane ręce misją od niej. Każdy z lordów opiekował się inną sferą. Lord Chaosu zabija Mazoku i inne mroczne stworzenia przeszkadzające LON, Lord Światłości zabija Shinzoku i istoty światła jak smoki, Lord Czasu zajmuje się pradawnymi istotami, ruinami i hienami pradawnych ruin. Lord Śmiertelnych zaś kontroluje istoty śmiertelne które posiadają znaczną moc, Lord Gyrum kontroluje twórców artefaktów i zaklęć. Ja jestem Lordem Chaosu, Xelet zaś Śmiertelnych. Reszta nie powinna was obchodzić.
-Lecz obchodzi...-zaczęła Lina.
- Więcej się nie dowiesz, zresztą masz szczęście że nie ja jestem Lordem Śmiertelnych -Przerwał jej Zegis.
-Dlaczego?- spytał Gourry
- Ranek nadchodzi a jeszcze nikt z nas nie zmrużył oka,- stwierdził Xelet stanowczo.- Musimy się przespać, chociaż 4 godzinki.
- To wy sobie śpijcie a my idziemy... Mazoku, kurde bele, a musi sypiać -Narzekała Lina.
-Ale Lina, śpiący jestem - Gourry.
- FireBall!!!! - krzyknęła zniecierpliwiona Lina.
- Share inog Foxa - syknął Zegis w nieznanym języku.
Fireball Liny odbił się od przeźroczystej, magicznej ściany, która wyrosła przed Gourrym. Czarodziejka była strasznie zdziwiona, że Zegis obronił szermierza, on (szermierz) zresztą też strasznie się zdziwił. Xelet popatrzył na Zega, lecz ten tylko wzruszył ramionami i położył się spać. Filia powiedziała coś Linie i obie tez poszły spać. Gourry siedział jeszcze chwilę z Xeletem i rozmawiali o tym wszystkim, co zdarzyło się dzisiaj. Po czym oboje poszli spać. Cała gromadka spała dzień i noc, a gdy się obudzili, stwierdzili, że są głodni i nie chcą iść dalej (normalka). A gdy wreszcie zgodzili się iść, zauważyli na drodze przed nimi jakiegoś chłopca. Miał lazurowe włosy, białe spodenki, niebieską koszulkę i taką samą pelerynkę, a przy pasie miał miecz.
- Ciociu Filio nareszcie cię znalazłem - wykrzyknął na ich widok zadowolony.
- Nie no... do jednej deski mają być zaprzęgnięci wszyscy Lordowie - stwierdził zrezygnowany Zeg, jednak tak cicho że nikt go nie usłyszał.
- Val (hmm jak by go nazwać he, he) Val... zapomniałam jak się nazywasz - Stwierdziła Filia.
- (Val nic nie odpowiedział tylko usiadł napisał krótki list „No właśnie autorze” wyczarował skrzynkę na listy i wysłał tę notatkę ekspresem. Chwilę później u mnie: odbieram list, czytam, po czym krzyczę na całe gardło „Z małej ja ci dam!!” Nazwę cię Val Bob”, po czym wracam do pisania ostrzegając, że ostatni raz mu wybaczam) ValShil ciociu- odpowiedziała reinkarnacja ValGaava.
-Tak właśnie. Shil, po co tu jesteś?- spytała smoczyca (Filia).
-Nudziło mi się - odpowiedział starożytny smok
- Ty (...) jak śmiesz zawracać mi głowę takimi (...) ja tu ratuję "zbawców świata" hm -Filia ściszyła głos- kurczę, nazwę ich bandytami to mnie zabiją, o już wiem - i znowu krzyczy - moich przyjaciół!!!!!
- Przepraszam ciociu...- zaczął Val.
-Sza jeszcze nie skończyłam nie waż się pyskować mi tu!!!
-Filio uspokój się proszę -zaczął Xelet.
- Cicho bądź!! Nie przeszkadzaj, gdy krzyczę na mojego siostrzeńca!!
Mówiła, a właściwie krzyczała w ten sposób jeszcze przez jakiś czas. Wreszcie, gdy się zmęczyła usiadła. Skombinowała stoliczek i herbatkę w porcelanowej zastawie. Na to pojawił się Xellos i bez pytania nalał sobie do zapasowej filiżanki herbatę z dzbanka i zaczął pić. Nim jednak wypił 1/4 filiżanki Zegis zbliżył się do niego i klepnął w ramię. Xell spojrzał na niego, wypluł herbatę i otworzył oczy. Szepnął coś niezrozumiałego, na co Zeg roześmiał się szyderczo i wyciągnął miecz. Właściwie była to sama rękojeść miecza z kryształem, na którym wyryty był hexagram, a na jej końcu wyrzeźbiony był smok. Wszyscy poza Gourrym i Xeletem roześmiali się. Gorry podejrzewał, że ten "miecz" był artefaktem o klindze podobnej do klingi Hikari no Ken.
-Mrok! -wykrzyknął Zeg i zaraz pojawiła się klinga podobna do tej, jaką miał miecz światła, tyle że mroczna.
-Heh, przecież to miecz zrodzony z chaosu. Myślisz, że zrobi on coś istocie astralnej również zrodzonej w chaosie? –zapytał z politowaniem Xellos.
- Xellosie nie poznajesz mnie – usłyszał demon w odpowiedzi
- A powinienem?- Xellos widoczne grał na zwłokę wiedząc, z kim ma do czynienia.
-Idiota – skomentował to Zegis i przystąpił do ataku.
Xellos już nie odpowiedział tylko uśmiechnął się, przeteleportował do Liny i szepnął jej: "Myślisz że przeżyjesz? Oni cię zabiją gdy przestaniesz być im potrzebna, tylko ja mogę cię uratować. Wiesz o tym prawda?" Lina nic nie odpowiedziała, jednak, Xellos myśląc że oznacza to zgodę, złapał ją za rękę i przeniósł się na wyspę Wilczej Hordy.

Rozdział 5:

Wyspa Wilczej Hordy... siedziba Nadbestii Zellas Metalium... Xellos... Lordowie... Filia... ValShil... O co w tym wszystkim chodzi - Lina myślała o tym, co zdarzyło się od rana. Była zrozpaczona, znajdowała się sama jedna na nieznanej wyspie, a na dodatek wyspie, która jest siedzibą Nadbestii. Xellos jej już nie pomoże, zniknął między skałami znajdującymi się kilka metrów przed nią, poza tym nawet gdyby jest on przecież podwładnym Zellas... Tak, co ona ma z tym wspólnego? Czyżby chciała uratować ją... ją Linę Inverse jeszcze kilka dni temu z dumą określającą się jako "Piękna, pogromczyni Bandytów i Demonów". Tą, którą każdy demon chciałby zabić? Dlaczego los płata jej takie figle, dlaczego wszyscy ją opuścili? Takie pytania zadawała sobie Lina. Siedziała rozmyślając w ten sposób bardzo długo; być może tak naprawdę nie wierzyła już, że przeżyje. W końcu wstała gdyż zaczął dopadać ją lekki głód. Poszła, więc w stronę skał, między którymi zniknął Xellos kilka godzin temu. Szła i szła, jak jej się wydawało całą wieczność, w końcu dotarła nad jakąś przepaść. Zaczął padać deszcz. Czarodziejka zrezygnowana odwróciła się i postanowiła, że poszuka jakiejś jaskini czy czegoś takiego wśród skał. Gdy zrobiła kilka kroków poślizgnęła się i upadła, ziemia pokryta błotem była strasznie śliska. Gdy czarodziejce wydawało się, że już wstała znowu straciła równowagę i upadła. Tym razem bliżej przepaści. W tym miejscu gleba spadała pochyło w stromą przepaść. Rudowłosa ześlizgnęła się, była by spadła w przepaść, gdyby nie to, że resztkami sił wbiła palce w obłoconą ziemię. Wiedziała, że długo tak nie wytrzyma. Wykrzyknęła zrozpaczona "Niech piekło pochłonie tego parszywego Xellosa i w ogóle wszystkich tych Lordów. To przez nich znalazłam się tutaj!!" Usłyszała za sobą szyderczy śmiech a potem głos:, „Więc tak skończy jedna z najsławniejszych czarodziejek wszech czasów. Wiesz uratowałbym cię, ale nie chcę zmieniać twojego przeznaczenia, poza tym brzydko na mnie powiedziałaś..." Rudowłosa już wiedziała, kto to:
-Xellosie a skąd wiesz, co jest mi przeznaczone?
-Śmierć tak jak każdemu...- zakpił Xellosik
-Tak tylko skąd wiesz, kiedy ma nadejść mój koniec? -spytała czarodziejka.
- Nie wiem tak powiedziałem, bo nie chce mi się ciebie ratować...- przyznał się kapłan i zniknął.
-Ech parszywy demon- westchnęła Lina.
Rudowłosa zdążyła tylko uronić jedną jedyną łzę zanim palce ześlizgnęły jej się i zaczęła spadać. Jej mokre rude włosy rozwiały się na wszystkie strony tak, że wyglądała jakby ktoś wyrzucił magiczną wiecznie płonącą pochodnię w przepaść. Spadała tak i spadała aż w końcu zmęczona zasnęła lecąc w dół.
Tymczasem Filia, Gourry, Val i dwaj Lordowie szli przez las debatując o tym, co się stało. Właściwie to rozmawiali ze sobą w parach Filia - ValShil (ktoś musiał mu streścić co, kto, kiedy i jak zrobił) Zeg i Xelet (szeptem nie wiadomo o czym), Gourry nie rozmawiał bo: a) nie miał z kim, b) martwił się o Linę (a on jest taki że nie może myśleć o więcej niż o jednej rzeczy na raz, no poza jedzeniem i zamawianiem nowych porcji :) ). W końcu po kilku godzinach doszli do jakiejś wioski. "Zasięgnęli" języka w tawernie i dowiedzieli się, że znajdują się niedaleko Sailoon oraz, że po ich wiosce kręci się jakaś dziewczyna twierdząca, że czeka na przyjaciół "a poza tym to tajemnica". Filia, Val i Gourry stwierdzili, że należy zwrócić się o pomoc do Amelii, Xelet stwierdził, że póki, co odłączy się od nich i wreszcie trochę poodpoczywa. Zegis nie chciał iść z nim, mówiąc, że chyba zna tę dziewczynę, więc pokręci się po mieście i poszuka jej... Przez pewien czas krążył po mieście, aż w końcu, myśląc, że owa dziewczyna odeszła, poszedł w umówione miejsce gdzie miał się spotkać z resztą. Gdy już doszedł do nich zobaczył tę, której szukał cały dzień. Miała dosyć długie białe włosy zaczesane w warkocz, a ubrana była w obcisłe srebrne spodnie, tego samego koloru bluzkę z krótkim rękawem i srebrno-złotą pelerynę, zapiętą pod szyją szczerozłotą spinką.
- Witaj Zegi - powiedziała, gdy tylko pojawił się na odległość, z której już mógł ją usłyszeć.
- Sa... sa... Saefri? - wyjąkał Zeg, czerwieniąc się.
- Tak głuptasie, co się tak czerwienisz? -uśmiechnęła się lekko.
-Eee... - Zeg nie wiedział, co powiedzieć. Od razu pomyślał: "Xelet zjaw się i odwróć ode mnie jej uwagę." Xelet jakby słysząc, jego myśli zaraz się zjawił. Już nie w swoim służbowym mundurku, lecz w ciemnych okularkach (skąd w tych czasach?!?) i w krótkich spodenkach.
-O Xeli a ty tu po kiego? - zdziwiła się Saefri.
- Tak, wiedziałem, że na pewno to będziesz ty- stwierdził sucho Xannon.- Mówiłem już żebyś mnie tak nie nazywała...
- Skąd wiedziałeś?
-Po co tu przybyłaś?
-W sprawach służbowych a…
-... poza tym to tajemnica –dokończył za nią Xelet. - Tylko ty wyjeżdżasz z takim tekstem.
- Fakt- zgodziła się Saefri.- A właśnie, więc Zegi?
Saefri rozejrzała się dookoła i westchnęła: "No tak zniknął."
-Przepraszam? -spytała Filia.
-Tak?- odwróciła się łaskawie Saefri.
- Kim jesteś?- wyjechała Filia.
- Sprzymierzeńcem...-zaczęła, ale Zegis znów się pojawił i przerwał- Lordem, ale jakiej sfery to już nieważne.
Xelet wzruszył ramionami i znikł. Reinkarnacja Vala drgnęła lekko, gdy Saefri popatrzyła na niego. Wiedział, że jej przybycie ma coś wspólnego z nim samym. W końcu wszyscy wyruszyli do Sailoon(znowu).W połowie drogi spotkali świtę królewską z Sailoon. Pochód otwierało dwóch strażników na białych rumakach. Za nimi jechała kareta, w której głośno rozmawiały dwie osoby, a za karetą jeszcze jeden strażnik. Zegis na ten widok uśmiechnął się złośliwie, podszedł do Gourrego i coś się go zapytał. Ten zaś odpowiedział, widać sensownie, bo Lord chaosu bardzo się ucieszył. Wyszedł na ścieżkę tuż przed strażników i powiedział:
-Z drogi śmiecie! Nie widzicie, że właśnie idę?? Zjedźcie z drogi i grzecznie poczekajcie!
- Jak śmiesz? -oburzył się pierwszy strażnik.
- Jakoś śmiem - stwierdził Zeg, na co strażnicy rzucili się do ataku.
Lord wyciągnął swój dziwny miecz. Jednak tym razem klinga była z normalnej stali. Zręcznie uniknął ciosów, przewrócił jednego strażnika kopniakiem i stanął lekko jedną nogą na jego klatce piersiowej drugiemu zaś przyłożył miecz do szyi. Saefri prychnęła i podeszła do karocy. Filia, Gourry i ValShil przeczuwając, kto może siedzieć w karecie schowali się między drzewami. Okazało się, że mieli rację - Saefri otworzyła drzwi i z karocy wypadł Fireball, a zaraz po nim wysunęła się drobna dziewczyna o czarnych włosach. Zaczęła rzucać jakimiś tekstami o sprawiedliwości itp. itd. etc., a przy tym mocno gestykulowała.
-Młoda damo, pokazywanie palcem jest niekulturalne - powiedział Zeg.
- Aaa, jestem pouczana przez zbrodniarza!! - wykrzyknęła osóbka.
- Daj spokój jestem aż taki zły? Przecież tylko napadłem na królewski poczet i... eee jesteś królewną tak?
-księżniczką i...
-cicho nie widzisz, że mówię... a właśnie i pouczam księżniczkę jak należy się zachować czy to źle?
-To pierwsze to oznaka niegodziwości, ale drugie to troska o to by księżniczka wyrosła na ludzi –stwierdziła księżniczka.- zaraz... zaraz... to mnie pouczałeś!! Sugerujesz, że jestem niewychowana?!?
-Tak nie powiedziałem, aha i wiesz, co? Dobry zwyczaj nakazuje najpierw przywitać się i przedstawić a dopiero potem rozmawiać -Zeg kpił z niej dalej.
-grrr znowu to robisz... Ale mam cię, o tak! Wiesz, że gdy chcesz poznać czyjeś imię musisz się sam najpierw przedstawić?
-Zegis de Xan, a ty jesteś?
-Amelia wil Tesla Sailoone (kto się tego jeszcze nie domyślił??). - odpowiedziała Amelia.
W czasie tych rozmów Lina powoli zaczęła dochodzić do siebie. Obudziła się w pięknym łożu z baldachimem wyposażonym w czerwone zasłony. Odsunęła je i wstała. Zobaczyła, że ktoś ubrał ją w zieloną piżamkę i zaczerwieniła się. Zobaczyła, że jest w pokoju pomalowanym na różowo. Wyposażono go w niebieskie oraz zielone mebelki (wiem, kompletne bezguście) a w kącie pokoiku stała komoda z lustrem w srebrnych ramach. Przed nim stało niebieskie krzesło, na jego oparciu leżały ciuszki Liny. Wstała, przebrała się, a potem od niechcenia popatrzyła w lustro. Zobaczyła, że jej rude dotąd włosy przybrały kolor bezchmurnego nieba, kolor jej oczu zmienił się na złoty z czarnymi gdzieniegdzie ukośnymi paskami. Odskoczyła od lustra przewracając krzesło i robiąc dużo hałasu. Drzwi otworzyły się. Weszła kobieta o posągowych kształtach ubrana jedynie w jednoczęściowy kostium kąpielowy koloru złota. Miała długie niebieskie włosy i zielone oczy.
- Ach, witaj... Obudziłaś się już? - spytała, jej głos był bardzo łagodny.
- Nie wiem chyba, dlaczego... nie umiem tego wyrazić ale... - Lina była zakłopotana, bała się, że kobieta uzna ją za wariatkę.
- Proszę kontynuuj... chyba, że wolisz najpierw coś zjeść, nie krępuj się - powiedziała kobieta.
- Chętnie, nazywam się Lina Inverse.
- Lirtmi Ferox, proszę za mną.
Lina poszła za Lirtim. Jednak nie poszły od razu do jadalni, Lirtim najpierw oprowadziła ją po swoim niezwykłym domu. Każdy pokój miał innego koloru ściany i meble. Jeden miał ściany zielone a meble lazurowe, inny przy brązowych ścianach posiadał krwistoczerwone meble, można by tak wymienić wszystkie pokoje, ale trwałoby to strasznie długo gdyż tych pokoi było w domu z 80, do tego jeszcze 4 łazienki poustawiane w "strategicznych" miejscach w domu. Dwie kuchnie i jadalnia były dokładnie w środku domu. Jadalnia była ogromnym pomieszczeniem, które mogło zmieścić w sobie połowę dziedzińca zamku Sailoon. Stały w nim trzy równolegle do siebie, czarne stoły. Przy każdym stały krzesła w odległości ok 10 cm od siebie. Lina nigdy jeszcze nie widziała tak dużego pomieszczenia, Lirtim uśmiechnęła się na widok miny Liny i gestem zaprosiła do stołu. Gdy usiadły talerze nagle zaczęły wpływać do sali jakby niesione przez tysiące niewidzialnych ludzi.
Na każdym leżały pięknie pachnące i wyglądające potrawy. Przed Liną ustawiono pusty talerz. Lina pochłonęła wzrokiem wszystkie potrawy, a było ich tyle, że nawet ona nie widziała nigdy tylu na raz. Popatrzyła pytająco na Lirtim, gdy zaś ta kiwnęła głową Lina zaczęła "jeść". Ze zdziwieniem dostrzegła kontem oka, dlaczego pomimo tego, że jej gospodyni nie wiedziała ile Lina je przygotowała tyle jedzenia – powód był prosty, pomimo że wydawało się to nie możliwe nieznajoma jadła na oko dwa razy więcej i dwa razy szybciej niż ona. Po trzech - czterech godzinach w końcu najadła się i odstawiła talerz. Potem grzecznie podziękowała i poprosiła o pozwolenie na powrót do swojej komnaty. (To pewnie przez to, że nikogo z nią nie było. Wykazała się dobrym wychowaniem). Lirtim zgodziła się. Lina po powrocie do komnaty zaczęła zastanawiać się nad tym miejscem czuła się w nim bardzo dobrze, zupełnie jak w domu, (gdy jej siostra była w pracy) w którym nie była od wielu, wielu lat. Po południu do pokoju rudowłosej weszła Ferox i zaproponowała partyjkę pokera, Lina zgodziła się z uśmiechem, ostrzegając, że bardzo dobrze gra, lecz jej nowa przyjaciółka nie słuchała. Kilka partii wygrała Lina, ale potem tylko przegrywała. Przegrała prawie wszystko, co miała. Zostało jej tylko ubranie i talizmany. Ferox uśmiechnęła się:
-Teraz zagrajmy o prawdę dobrze?- zaproponowała.
-Co masz na myśli?
-Jeżeli wygrasz odpowiem na wszystkie twoje pytania, a przynajmniej na te, których znam odpowiedź...
-A jak przegram? - przerwała czarodziejka.
-Do tego też bym doszła; jak przegrasz to ty odpowiesz na moje, ok?
-Dobrze grajmy - zgodziła się rudowłosa.
Ku zdziwieniu czarodziejki, tym razem to ona nie Lirtim wygrała. Lina zaczęła zadawać pytania, (ale odpowiedzi na wszystkie nie będę podawał gdyż: a) zdradzę, co będzie dalej, b) nie chce mi się pisać tyle). Streszczę tylko odpowiedź na pytanie najbardziej nas (tj. was, ja wiem, co się wydarzy:) nurtujące. Okazało się, że Lina faktycznie jest na wyspie "Wilczej Hordy", a jej zmiany zewnętrzne są spowodowane tym, że została zmieniona w mazoku przez Lirtim, przy czym zrobiła to bardziej z litości niż z powodów, które miała rudowłosa na myśli (typu: Na pewno chciała zrobić coś dla dobra ludzkości).Czarodziejka nie mogła ukryć szoku, jaki odczuła na tę wiadomość. Zaraz domyśliła się, że Lirtim to Zellas. I zadała następne pytanie "Jesteś Nadbestią Zellas Metalium?", Lirtim zaśmiała się na to pytanie, okazało się, że "i tak i nie", jak stwierdziła "Ten (...) Zegis, zamknął mnie w ciele dziewczynki”, przez co jest bardzo ograniczona a na dodatek łagodna. Lina po pewnym czasie poprosiła Zellas o chwilę czasu na odpoczynek. Ta zgodziła się, lecz pod warunkiem, że Lina jeszcze zostanie, na co ta odpowiedziała "a jak twoim zdaniem miałabym stąd odejść?".
Teraz wrócimy do Zega, Gourrego i reszty. Podczas gdy Lina "stołowała" się u Zellas, Amelia dowiedziała się a co chodzi, a także wygłosiła dłuuuuugą mowę do Zega i Saefri na temat napadania na poczty królewskie (wybaczcie fani Amelii, ale pozwolę sobie pominąć to kazanie). Potem wszyscy z braku pomysłów rozbili obóz i poszli spać. Jednak nie wszyscy spali. Zegis tak jak poprzednio Xelet usiadł na drzewie i rozmyślał o wszystkim, począwszy od zamknięcia Zellas w ciele Lirtim. Księżyc przykryły chmury. Noc przypominała teraz umysł Zega, który podobnie jak księżyc przesłoniły chmury, przysłoniły brutalne myśli dotyczące Xellosa. Ten kapłan działał mu na nerwy już od dłuższego czasu a "uratowanie" rudowłosej przez zaprowadzenie jej do Zellas nie uśmiechało mu się. Wiedział, że jeśli Zellas a teraz raczej Lirtim, zechce wykorzystać Linę do odzyskania postaci to on będzie na zagrożonej pozycji. Jednak zagrożony nie będzie ze strony Zellas. Przecież ona jest pod komendą, Rubinookiego Shabranido, zresztą, jeżeli chce postąpić tak jak przewidywał Lord Chaosu to i tak nie odzyska mocy, bał się raczej jak zareaguje LON na spartaczenie roboty. Nie spieszno mu było umierać, więc postanowił wybrać się na wyspę "Wilczej Hordy" z samego rana. Jednak, co było nie podobne do jego charakteru stwierdził, że przyjmie pomoc a właściwie zmusi do pomocy Gourrego, i innych przyjaciół Liny (jednak dopiero wtedy, gdy rozpozna sytuację i jeżeli będzie musiał). Gdy knuł te plany podkradła się do niego Saefri. Pomimo że normalnie był wstanie usłyszeć żółwia z odległości 4 km nie usłyszał Saefri, prawdopodobnie, dlatego, że był zbyt zajęty swoimi myślami, a może, dlatego że Saefri była mistrzynią podkradania się potrafiła zaskoczyć nawet smoka. Zresztą właściwie wszystko jedno, dlaczego Zeg nie zwrócił na nią uwagi nawet, gdy znalazła się bardzo blisko niego...
Rano cała grupka zebrała się i wyruszyli do Sailoon, pełni nadziei, że znajdą tam Linę. Ich rozumowanie było uzasadnione gdyż od dłuższego czasu Lina zamierzała tam iść. W samo południe, gdy byli już w drodze od kilku godzin zobaczyli przed sobą ogromną trąbę powietrzną, która u góry w miejscu gdzie stykała się z chmurami była cała czerwona.
-Czemu ta trąba tu jest? -zastanawiała się Amelia.-Nigdy nie podróżowałam tędy, ale nie słyszałam o takim czymś.
- Nikt tu nie był od hmm... Saefri pomóż, nie pamiętam
- od... czekaj... Insurekcja potworów była wtedy... Zamknięcie Zellas było wtedy... Około 4 tysiące lat Zeg.
- Jak ten czas szybko leci.
- To ile ma pan lat?
- heh wiesz jestem dosyć młodym mazoku mam tylko pół miliona lat.
- Zawsze szpanujesz młodym wiekiem... -zaczęła Saefri lecz nie zdążyła skończyć gdyż już Amelia "wystrzeliła"
-To ile panienka ma lat?
- Amelio to nie wypada - zbeształa ją Filia.
- Faktycznie przepraszam - Amelia widocznie zmieszała się.
- Nie szkodzi- Jak widać, Saefri nie była taka jędzowata jak Lina.
- To pozostałość po bitwie między Phibritzo a Dzierżycielem Powietrza - Zeg widać poczuł palącą chęć wykazania się wiedzą.
- Dobrze, dobrze oni nie muszą znać całej historii bitew Shinzoku i Mazoku z ostatnich 4-5 tysięcy lat – Saefri mówiąc to ziewnęła.
- Zazdrościsz, że mnie chcą słuchać?
- Żartujesz? Ja nie odczuwam palącej chęci zdania śmiertelnym relacji z wszystkich bitew, w których brałam udział- Stwierdziła Saefri i uśmiechnęła się złośliwie.- W przeciwieństwie do ciebie.
- Zrozumiałem, tylko, że nie tobie chciałem opowiedzieć tę bitwę.
-Dobrze już dobrze - uspokoiła sprawę Filia.- Jak Saefri nie chcę to nie opowiadaj, nie musimy wiedzieć wszystkiego. Zegis nic nie powiedział tylko westchnął i pomyślał "kolejna próba nauczenia młodzieży historii nie powiodła się". Potem zniknął. Saefri popatrzyła chwilę na miejsce gdzie stał jeszcze chwilę temu i w końcu palcem nakreśliła tajemniczy znak. Trąba powietrzna zniknęła. Białowłosa dała znak rękę by przeszli szybko ścieżką. Tak też zrobili.
Gdy tylko przeszli na bezpieczną odległość trąba pojawiła się znowu. Poszli dalej chcąc jak najszybciej dotrzeć do Sailoon aby coś zjeść i może spotkać się z Liną. Po pewnym czasie dołączyła do nich "szlachcianka" (tj. Saefri).
Gdy Lina poszła do swojego pokoju, do Lirtim zawitał Xellos. Najpierw obejrzał mieszkanie nowej Zellas, potem napił się herbatki. Gdy przestał pić zdał raport Ferox. Powiedział jej, czemu sprowadził Linę. W skrócie rzecz ujmując: Xellos powiedział, że można by wykorzystać Linę jako "akumulator" zbierając moc wszystkich mazoku podległych Zellas. Potem z ciała Liny przerzuciłoby się tą potęgę do ciała Lirtim rozsadzając je a uwalniając jednocześnie mroczną duszę Nadbestii (nie wiem jak nazywa się to u mazoku) Na plus (według Xellosa) tego planu trzeba było dodać, że istnieje 95% szansa na to, że Lina zginie, te 5% to, że przeżyje i będzie służyć odrodzonej Zellas.

Rozdział 6:

Powracając do mnie tfu... do Zegisa. Przeteleportował się na wyspę, gdzie niedawno odbyło się odrodzenie Liny, i zaczął szukać Rudowłosej. Nie słyszał nawet tak naturalnych odgłosów jak śpiew ptaków czy odgłosy fal obijających się o skały. Nic, kompletna pustka, aż uszy bolały go od tej ciszy. Nie spotkał żywej duszy, na tej wyspie nawet pięknie kwitnące rośliny wydawały się martwe. Takie miejsce musiało być dobre dla Zellas: żadnej żywej istoty, zero życia, tylko mazoku wierne Lirtim tzn. wierne zmienionej Nad bestii. Zegis poszedł w głąb lasu na skraju, którego się pojawił. Gdy doszedł bardzo daleko pod jego stopami przemknął wąż. Wtedy zrozumiał. To nie była wyspa pozbawiona wszystkiego... po prostu wszystko drzewa, kwiaty, zwierzęta, owady to wszystko było kiedyś mazoku. Widać Lirtim ukarała w ten sposób demony nieposłuszne jej woli. Uśmiechnął się lekko. Nigdy by nie przypuszczał, że zamknięcie jednego mazoku w ciele człowieka unieszkodliwi taką liczbę innych demonów. Poszedł dalej aż zatrzymał się na skraju lasu otoczonym przez skały, z których wypływała mała rzeczka wpadająca do średnich rozmiarów jeziora. Usiadł na kamieniu przed jeziorkiem i zaczął myśleć gdzie jeszcze mógłby szukać Linę. W końcu doszedł do wniosku, że zamiast szukać powinien dać się znaleźć. Zmienił postać, wyglądał teraz jak mały chłopiec. Miał złote włosy, srebrną koszulę i czarne spodnie. Podszedł do przepaści i zeskoczył w dół głośno krzycząc. Obudził się w pięknym łożu z baldachimem o białych zasłonach. Uśmiechnął się, wszystko było jak przypuszczał. Przybrał swoją zwykłą postać i podszedł do lustra. Żadnych zmian zewnętrznych, nie zauważył, postanowił, więc zwiedzić dom. Po jakimś czasie dotarł do jadalni gdzie siedziały Lirtim i zmieniona Lina. Obie wsuwały aż im się uszy trzęsły i to takie potrawy, jakich Zegis nigdy w życiu (długim jak pamiętamy) nigdy nie widział, ani nawet o nich nie słyszał. Zegis dosiadł się do nich, one nawet nie zauważyły. Skończyły jeść i dopiero zauważyły Lorda (on oczywiście zdążył w tym czasie wyspać się), Lirtim wstała, wyciągnęła katanę i powiedziała:
- Chodź, muszę podziękować ci za ten wygląd.
- Wystarczyłoby powiedzieć dziękuję... - powiedział kpiąco i wyciągnął miecz.
Zaczęli pojedynek na błyskawiczne ciosy i jeszcze szybsze uniki. Klingi ich mieczy zderzały się, co chwilę robiąc nieziemski hałas. Po kilkunastu cięciach odskoczyli od siebie. Ani on ani ona nie zostali nawet draśnięci. Zegis uśmiechnął się: "Nigdy jeszcze nie walczyłem z kimś o zbliżonych umiejętnościach" powiedział i odbijając się z lewej nogi doleciał szybko do Lirtim i ciął mieczem z dołu, jednak nie udało mu się. Zellas z zadziwiającą szybkością zablokowała atak swoją kataną. W odpowiedzi na ten cios Ferox wyskoczyła w górę robiąc salto tuż nad swoim przeciwnikiem przy tym cięła go mieczem (jak ktoś grał w Grandię 2 to jej atak przypominał "beast-king-smash" w wykonaniu Marega) potem wylądowała tuż za nim, odbiła się obiema nogami i cięła Zega w plecy. Ten atak tak go zaskoczył, że nie zdążył się osłonić. Był ranny w prawe ramie i w plecy. Uniemożliwiało mu to walkę. Lirtim powiedziała:
-Faktycznie zbliżonych jednak jesteś gorszym szermierzem niż ja.
- Cóż widać tak miałem skończyć - Zegis mówiąc to roześmiał się.- Jeżeli naprawdę tego chcesz zabij mnie, tylko szybko.
- Naprawdę już wszystko ci jedno prawda?- Zellas mówiąc to podeszła bliżej, trzymając katanę przygotowaną do zakończenia żywota największego wroga mazoku - Lorda Chaosu.
-Jednak pamiętaj, gdy to zrobisz już na zawszę pozostaniesz w tym ciele – nie wiadomo było czy Zegis powiedział to by przedłużyć swój żywot czy może mówił prawdę. Jednak Lirtmi zawahała się.
Wtedy pojawił się Xellos, podszedł do Zellas i coś jej szepnął. Lina była zdziwiona tym, co zaszło, bo dlaczego mazoku miały by walczyć ze sobą tak zaciekle? Jednak to było by na tyle, przegrała ostatnia osoba, która mogła zapobiec odrodzeniu Nadbestji. Zellas odrodzi się jako Mazku, a potem zabije ją; ją oraz tego głupiego Lorda, który swoim przybyciem tylko pogorszył sprawę. Czarodziejka już wiedziała, że nie ucieknie. Pogrążona w szarych myślach, zastanawiając się jaki będzie jej koniec nawet nie zauważyła kiedy Już wiesz Zegis podszedł do Xellosa gdy ten mówił do Lirtim Już wiesz i uderzył go w twarz z słowami: "Zawszę chciałem uderzyć w tą zakłamaną jadaczkę w chwili gdy kimś manipulujesz". Kapłan miał nadal roześmianą twarz chodź rozcierał sobie miejsce, w które uderzył go, Zeg. W końcu otworzył oczy i powiedział:
-Gdybyś nie był ranny oddałbym ci.
-eh, kogo nabierasz? -spytał Zegis z złośliwym uśmiechem.- Tak jak Lina nie mogła Tobie nic zrobić tak i TY -wyraźnie zaakcentował, powiedział troszkę głośniej i lekko przedłużył.- Nie możesz mi nic zrobić.
- Nie był bym taki pewien... Zresztą nie strasz mojej władczyni, że nie odzyska swojej postaci.
-Tak będzie. Nie odzyska postaci tradycyjnymi metodami, chcieliście rozsadzić to ciało od wewnątrz prawda? Masz wytłumaczone -spytał rozbawiony Zeg.
-Yhm - przytaknęła Zellas.- A ciebie, co tak rozśmieszyło?
-Chcąc pozbyć się tej hmm... powłoki pozbyłabyś się samej siebie.
-To znaczy?
-By zamknąć cię w ciele śmiertelniczki musiałem zmienić trochę budowę twojego ciała astralnego – Powiedział spokojnie Zegis.
-Czyli teraz bez ciała fizycznego astralne by nie mogło istnieć?
Zegis kiwnął głową. Lirtim zamiast posmutnieć lub wpaść w złość, że jej przeciwnik uratował jej życie szybko podbiegła do niego i zaczęła go obcałowywać. Gdy w końcu przestała, Zegis stał czerwony jak buraczek, Ona nie zwróciła na to uwagi, tylko serdecznie mu podziękowała potem odwróciła się. Xellosek ledwo jej uciekł :) taka była na niego wściekła. Gdy w końcu przestała się denerwować tym, że za namową Xella prawie się zabiła Masz wytłumaczone zaprowadziła Zegisa do jego pokoju i tradycyjnym sposobem opatrzyła jego rany (białą magią nie mogła się posłużyć z oczywistych powodów).
Teraz wypadałoby wrócić do Ameli, Gourryego i reszty. Po dosyć długim marszu w końcu dotarli do Sailoon. Pierwsze kroki skierowali do zamku księcia Filionela de Sailoone. Gdy tylko weszli do sali tronowej nastąpiły sceny, które pozwolę sobie ominąć: Najpierw tradycyjne witanie się Ame i Fila, potem przedstawianie księciu towarzyszy Ameli (poza Gourrym, którego Fil znał) i wreszcie Gourryemu, (który zapomniał nawet jak książę wygląda) Fila. Potem towarzystwo rozlazło się po zamku: Filia poszła do skarbca podziwiać królewskie antyki, Gorry poszedł do kuchni pozbawić księcia zapasów jedzenia, Amelia poszła się przebrać, Saefri poszła do biblioteki, a ValShil z braku pomysłów streścił księciu, co się stało. Fil zmartwił się trochę, ale potem powiedział, że właściwie to współczuje tym, którzy Linę porwali. Jako argumenty podał między innymi jej wybuchowy charakter, oraz to, że zje im wszystkie zapasy. Następnego dnia Filia, Val, Gorry i Saefri pożegnali się z Amelią i jej ojcem, a potem (oczywiście po śniadaniu) poszli do gildi magów. Idąc zaludnionymi ulicami Sailoon rozmawiali o tym, co zrobią, jeżeli nie spotkają Liny. Wreszcie dotarli do bogatego budynku górującego nad okolicznymi sklepami i budynkami mieszkalnymi. Był pomalowany na ciemno-czerwono, jedynie dach miał inny – czarny, z narysowanym na środku hexagramem. Gdy weszli przywitał ich starszy człowiek ubrany w czerwono-niebieską togę. Było w nim coś dziwnego, niby taki staruszek, który bez laski nie mógłby przejść kilku kroków, a chodził bez niczyjej pomocy, i mówił bardzo płynnie. Poprosił ich by poszli za nim. Gdy tak szli przez całą gildię Filia wyczuła w niej różne przejścia międzywymiarowe. Zaczęła je liczyć, gdy w końcu doszli do sali audiencyjnej Filia naliczyła już 80 przejść. Mistrz gildii, przed którym stanęli nie różnił się zbytnio od staruszka, który wprowadził ich do sali. Też wyglądał na starca, choć miał cechy młodzieńca. Saefri stanęła na czele gromadki i spytała:
-Czy ty jesteś tym słynnym Sha Frali, o którym słyszę w tym mieście na każdym kroku?
-Zależy, kto się pyta...- odpowiedział, uśmiechnął się i twarz wykrzywiła mu się strasznie, wyglądał teraz jak jakiś demon.
- Kobieta, która marzy o zebraniu autografów wszystkich słynnych czarodziei- Mówiąc to Sara uśmiechnęła się przymilnie.
-Tak to ja... - zaczął starzec, lecz nie skończył, bo Saefri wyczarowała skądś włócznię i przebiła go. Tak, naprawdę jestem pradawnym Lordem - powiedziała z pogardą w głosie, brutalnie wyciągając z niego ostrze włóczni. Po czym obróciła się o 360 stopni odcinając mu głowę ostrzem włóczni. Potem jedną rękę położyła mu na sercu, coś mruknęła, i z jej dłoni wydobył się ogień, który przepalił Fralia na wylot. Gdy skończyła powiedziała: "Taki los czeka tych, którzy oszukują czas." Potem kiwnęła głową żeby inni poszli za nią, co też zrobili. Po zabiciu wszystkich znalezionych w gildii starców wyszli na ulicę, Saefri znów wypowiedziała jakieś słowa i czarami zburzyła budynek. Pokręcili się po tym zdarzeniu jeszcze chwilę po mieście, po czym wrócili do zamku, przywitali się i zabrali do jedzenia obiadku, na który "przypadkiem" idealnie zdążyli (miano właśnie podawać). Po posiłku Saefri stwierdziła, że nie mają innego wyjścia jak przedostać się na wyspę Wilczej Hordy, na którą jak uzgodnili przy posiłku najprawdopodobniej Xellosik zabrał Linę. Wszyscy dotknęli ją a ona przeteleportowała ich (samą siebie też) na wyspę Hordy.
Podczas gdy Sara unicestwiała Gildię, Zellas i Zegis doszli do pewnego porozumienia. Umówili się, że Lirtim dostanie prawo do opuszczania ciała i wtedy będzie istniała jako Mazoku, lecz będzie również mogła do niego powracać, gdy zechce. Wtedy też istniałaby jako Pół-mazoku. W zamian miała złożyć przysięgę wierności LON. Zellas zgodziła się. Zegis zaczął przygotowywać jeden z pokojów do ceremonii. Były to bardzo czasochłonne przygotowania. Musiał między innymi przygotować płachtę z wyrysowanymi "Lordowskimi runami" w środku jednej z ważniejszych Lordowskich run - runy LON. Podczas gdy Chaotyczny Lord kończył przygotowania do domu Lirtim weszła mała dziewczynka. Miała krótkie, białe włosy, ubrana była w coś takiego jak to, co nosił Władca piekieł Phibritso tylko, że czerwono-czarne. Gdy weszła do domu Lirtim przedstawiła się jako Lonti. Potem, zanim ktokolwiek zdążył się zorientować, poszła do komnaty, w której miała odbyć się ceremonia uwolnienia Zellas. Ferox od razu pobiegła za nią i zaczęła wyjaśniać dziewczynce, że nie może przebywać w tym pokoju, jednak ta uparła się i za nic na świecie nie chciała wyjść upierając się, że jak taka deska (to o Linie) może przebywać w tej komnacie to ona też. Chcąc nie chcąc Nadbestia pogodziła się z jej obecnością i zaczęła składać przysięgę LON. Kiedy skończyła, Lonti powiedziała:
-Miło, że składasz mi przysięgę, ale złość mi już minęła.
-Złość? -spytała z niedowierzaniem Zellas.- Jaka złość?
-Z powodu przegranej, pamiętasz?- Lonti była wyraźnie zdziwiona, że Nadbestia nie pamięta.
-Nie, a tak w ogóle, kim jesteś?
-Ta dziewczynka to Pani koszmarów - powiedział Zeg.
-Serio?!?- wykrzyknęła całkiem nie przygotowana na wizytę LON Lirtim.- W takim razie pamiętam...
-Dobrze, ominie mnie konieczność tłumaczenia, jedynie Zegis nie wie, o co kazałam cię zamknąć
(czuję się oszukany- Zegis) i dlatego kazał tobie złożyć tę przysięgę wierności.
-Zamieńmy, więc warunek na jakiś inny... potem wymyślę jaki, dobrze? - zaproponował lekko obrażony Lord Chaosu.
-Dobrze- powiedziała Zellas.
-Zeg czyń swoje i skończmy wreszcie tą ceremonię.
Zegis kiwną głową, potem wystawił ręce przed siebie i powiedział:
"O pani co tkasz przeznaczenie,
władczyni życia nędznych sług swoich,
ty co jesteś przekleństwem,
ty która jesteś też błogosławieństwem."
Zrobił krótką przerwę, runy na płachcie zaczęły się lekko tlić białym płomieniem, Lirtim stojąca na środku płachty zatrzęsła się lekko. Źrenice oczu Zegisa jak gdyby obróciły się wokół własnej osi i zmieniły kolor z brązowych na czarne, a on skoczył do góry robiąc salto. Gdy opadał zatrzymała go w powietrzu jakaś dziwna siła. Zaczął płonąć jasnoniebieskim ogniem. Podniósł ręce w górę i kontynuował:
"Jesteś przeznaczeniem,
znajdziesz każdego i zamkniesz,
w klatce bez wyjścia,
ja pozwolę sobie je stworzyć."
Runy zaczęły płonąć tak mocno, że Zellas nie miała ucieczki ogień pochłonął ją. Przez chwilę, która wydawała się Lirtim wiecznością, płonęła jak przedtem Zegis. Po tej chwili ogień zniknął. Zegis też przestał płonąć, jego źrenice powróciły do normy a on sam opadł lekko na ziemię. LON zaczęła klaskać i powiedziała: "Doskonale, jak zawszę udowodniłeś, że jesteś najlepszy" pewnie powiedziałaby coś jeszcze gdyby nie pukanie do drzwi.
Ponieważ Lirtim była zmęczona a Zegis też nie najlepiej się czuł po rzuceniu takiego silnego zaklęcia magii Chaosu (tak określa się czary korzystające z mocy LON) ona sama musiała pójść otworzyć (ho, ho LON jako lokaj ciekawe, kto może być taki wpływowy). Gdy otworzyła zobaczyła innego Lorda - Saefri wraz z Gourrym i resztą. Saefri gdy tylko zobaczyła, kto otworzył uklęknęła na jedno kolano.
-O, co chodzi? -spytała LON.
-Szukamy Lorda Chaosu i Liny Inverse, pani.
-Co to za przedpotopowo ubrana gówniara? - spytał ValShil z pogardą w głosie.
-Stul się smoku! -krzyknęła Saefri mocno zdziwiona że można być takim idiotą.
-Proszę cię nie krzycz głowa mnie boli...- jękną ktoś z wnętrza domu.
LON odeszła od drzwi, dzięki czemu "poszukiwacze zaginionej Liny" mogli wejść. Pierwsza rzecz, jaka wpadła mi w oczy to leżący na kanapie z bolącą głową Zegis, dopiero potem zauważyli to dziwne umeblowanie pokoju. Gdy tylko goście zdążyli rozejrzeć się po pokoju weszła Lina. Jej przyjaciele zaraz dobiegli do niej i zaczęli wypytywać o takie rzeczy jak np.: Czemu masz takie dziwne włosy? itp. Dosyć długo tak gadali jeden przez drugiego póki nie zorientowali się że w takim hałasie nie usłyszą odpowiedzi. Jednak, gdy tylko Lina otworzyła usta, Zegis zerwał się na równe nogi i krzyknął: "Zapomnieliśmy o Linie!". LON uśmiechnęła się i pstryknęła palcami – Lina powróciła do dawnej postaci jako człowiek i nie pamiętała niczego, co zaszło po tym jak Xellos przy teleportował ją na tą wyspę. Xelet de Xannon pojawił się niedługo po tym jak Lina znów stała się człowiekiem. Przez kilka dni wszyscy pomagali Zellas w przemalowywaniu ścian i kładzeniu nowych wykładzin, ponieważ jak stwierdziła Pani koszmarów nawet Gaav załamałby się jakby przechodził koło takiego domu. Gdy wreszcie skończyli dom wyglądał nieźle chodź nadal dominował w nim kolor różowy. Po takiej harówce wszyscy znowu odpoczywali. Wreszcie po miesiącu laby LON wezwała ich do siebie i powiedziała:
-Wszystko to było sprawdzianem... Chciałam sprawdzić czy dacie radę zapobiec przepowiedni.
-Czyli to wszystko to była podpucha? – zdziwił się Xelet.
-Nie wszystko, Zellas naprawdę była zamknięta, osoby, które sprawdzałeś- tu popatrzyła na Linę Gourryego i resztę- musiały zostać sprawdzone, ale większość tak.
-Ale większość z tego to był przypadek prawda? - zapytała Saefri, po czym znowu dodała.- Co to za przepowiednia?
- To był sprawdzian waszej cierpliwości. – Odpowiedziała, po czym kontynuowała to, co chciała powiedzieć na początku. -Od kilka tygodni przed tym jak zleciłam wam to zadanie, moja kryształowa kula pokazała mi pewną przepowiednię.
–Zaraz, zaraz, przecież to Ty jesteś tą, która tworzy przyszłość, prawda?- zapytała się Filia.
-Nie, przyszłość tworzy się sama ja mogę jedynie lekko ją zmieniać.
-Co to za przepowiednia?
Wtedy LON wyrecytowała:
"Gdy więzień uwolni się,
Na świat powrócą ci,
O których zapomniał los,
Pośród nich kroczyć będzie ten,
Co zastępuje bogów.
Wierzenia to złudzenia,
Płaczcie wysoko urodzeni,
Nadszedł rządów waszych kres,
Potem rządów świętego państwa,
Nadejdą czasy śmierci.
Chaos gwałtownie zniknie,
Zjawi się ten co tajemnicą jest,
Ślady jego znaczyć będzie demonia krew,
W czasie walk jego pojawi się pięć cieni,
Z ładu powstanie chaos,
Z chaosu ład,
Jeden wszechpotężny byt zakończy erę,
Wróci nadzieja,
Lecz na krótko.
Świat ogarnie wojenna pożoga,
Koniec jej wyznaczy bitwa,
Pięć cieni zjednoczy się,
Powstanie światło które,
Poświęcając ostatniego,
Wysoko urodzonego,
Zniszczy Pradawnego.”

-Oto przepowiednia.
-Chcecie znać moje zdanie?- spytał Zeg, a potem nie czekając na odpowiedź powiedział- Niedługo będziecie mieć koniec świata.
Gdy skończył, Lina odwróciła się w stronę drzwi mówiąc – Nie pisałam się na to, zresztą Filia dobrze wie, co myślę o przepowiedniach...- tutaj zawahała się trochę.- Jednak możecie na mnie liczyć zjawię się, gdy będziecie mnie potrzebowali. Gourry! Idziemy!
Wszyscy patrzyli jeszcze jak rzuca Ray Wing i odlatuje razem z Gourrym w stronę kontynentu...

CDMN, czyli ciąg dalszy może nastąpi.

A teraz napisy zalecam włączyć do nich Zelgadis theme:) (chociaż Zel th. Jest trochę za długi na nie)

Autor: Zegis de Xan
Pomysłodawca: Moja (chora) wyobraźnia
Wystąpili:
Lina Inverse – jako Lina Inverse
Gourry Gabriel – jako Gourry Gabriel
Amelia vil Tesla Sailoon – jako Amelia vil Tesla Sailoon
Książę Phillionel – jako Książę Phillionel
Fillia ul Copt – jako Filia ul. Copt
Xellos – jako Xellos
Nadbestia Zellas Metalium – jako Nadbestia Zellas Metalium
LON zwana też Lonti – jako LON, zwaną w ludzkim wcieleniu Lonti
Oraz nowe postacie (w większości wymyślone):
Xelet de Xannon – jako Lord Śmiertelnych Xelet de Xannon
Zegis de Xan – jako Lord Chaosu Zegis de Xan
Saefri – jako Pradawny Lord Saefri
i inni
Muzyka: sama jakoś tak...
Itp.
Podziękowania, dla Sensei JGA za wsparcie…

Wszelkie prawa zastrzeżone.




   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.11805500 1276786580
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!