Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Chimeria
Love of Chimera
rozdział #01
 
Treść fanfika..
Temat ficku: LOVE OF CHIMER(I)A # 1

Lina Inwerse kontynuowała swoją podróż do Geillen. Miała tam dowiedzieć się szczegułów dotyczących pradawnego skarbu trolli /Jakich trolli?! Elfów!!! -dop.Lina-Co z ciebie za narrator?!/
-Dał o sobie znać jej charakter... tzn. chciwość. -dop.Zel, który jako jedyny był w całą akcję wtajemniczony.
-Zel, dopowiadasz!-warknęła Lina- Miałeś walczyć z nałogiem!!!
WRACAJĄC DO SPRAWY!
Od czasu pokonania kopii Rezo wszyscy bardzo się zmienili. Amelia bardzo się czerwianiła przy Zelu, Gourry cały swój czas poświęcał Sylphil >poróżowała z nimi 0_0<, co bardzo Linie odpowiadało bo mogła się nacieszyć towarzystwem Zela./Nieprawda!!!-dop.Lina. -Zaróżowiłaś się!He,he!-dop. Zel/. Sam Zel też nie miał nic przeciwko towarzyszeniu Linie./A teraz ty!!!-dop.Lina/.
Przeszli już połowę drogi jak usłyszeli znajomy głos.
-No proszę Lina Inwerse.
-Witaj Xellosie.-odwróciła sie Lina.
-Witam, witam. Długo już dość za wami idę...
-Tak też coś mi się zdawało.
-Więc nadszedł czas na...-tu zamyślił się -...herbatkę!!!^^
GLEBA!!!!!!!
-Co ty sobie..-warknęła Lina.
-Ja tylko chciałem herbatki!- powiedział potulnie Xellos kuląc się pod miażdżącym wzrokiem Liny.
-A tak na serio...-powiedziała grobowym głosem Lina -...to czego chcesz?
-No wiesz, sore wa...
-Amelia!!!!
-Zycie jest piękne....-zawyła Amelia.
-Lina!!!- krzyknął z rozpaczą Xellos-Nie dość, że nigdy nie dasz mi dokończyc to jeszcze napuszczasz na mnie tę małą!!!
-Och, Xellosie, dlaczego mówisz z takim wyrzutem? -zakpiła Lina.
-Dlaczego mi to robisz?
-Mogłabym spytać cię o to samo.
-A więc LON...
-Znowu???Chodzi o sianie chaosu? A ty upatrzyłeś akurat mnie? Czemu nie Naagę?-Lina przybrała minę potwora z Loch Ness /A to w jej przypadku nie było trudne. -dop.Amelia.Fireball!!-dop.Lina. I już Amelia w rowie leży./
-No bo ty jestes bardziej destruktywna...
-Że... coo????-ryknęła Lina.
-A tak w ogóle to nie chodzi sianie chaosu!!!-powiedział pośpiesznie Xellos.
-A o co?
-Chodzi o cos więcej..-uśmiechnął się tajemniczo -chodzi o ..yyy...no...no tak chodzi o sianie chaosu.
Gleba.
-Chodzi ci o mój skarb!!!!!!!!
-Jaki skarb panno Lino? -spytała Amelia /wychodząc z rowu/ -Przecież idziemy do Gellien bo zawiązała sie tam gminna szajka złodziei i ...
-Oczywiście Amelio, właśnie po to tam jedziemy. -pośpieszyła z potakiwaniem Lina.
-Ruszajmy więc.-powiedziała jedabnym tonem Sylphil.
-Idę z wami!-krzyknął Xell.
-Ale jesli łudzisz się, że odbierzesz mi...-poczuła podejrzliwy wzrok Amelii -...nam...przyjemność rozbicia szajki to się grubo mylisz.
-Lino! Ja i przeszkadzanie??? Przecież mnie znasz. -^^
-No właśnie...-powiedziała z rezygnacją Lina.
Po pięciu dniach narzekania Xellosa na zbyt małą ilość czasu aby wypić herbatkę / I woda była twarda!!!-dop.Xell/ i braku jakichkolwiek fireballi /0_0/ dotarli do ruin wielkiego zamczyska.
-Co to?-spytał Gourry.
-Chyba...cel naszej wędrówki. -powiedziała niepewnie Lina.
-Tak!!!!- krzyknęła z entuzjazmem Amelia -To nawet wygląda na melinę szajki przestępczej! -tu była pauza; Amelia weszła na skałę i...-Wyłaźcie siewcy zła i nierządu!!! Nasienie znieszczenia!!! Niech młot sprawiedliwości rozprawi się z wami!!! Ja Amelia, przepełniona sprawiedliwością i miłością do świata... -ŁUPS!!!zleciała.
-Uff!-odetchnęła Lina.
-Dziwne- mruknął Xellos. -Czyżby Lon dała złe notatki?
-Xellosie? -odezwała się kwiecistym głosem Lina.
-Tak? -odparł "trochę" zaniepokojony.
-Ty podłozyłeś mi notatki pod zupę? -spytała już mocno przesłodzonym głosem.
-J-ja? Nie... wiesz, że ja nigdy...bym... -Xellosa zalał pot.
-Zabiję cię. -powiedziała uprzejmie.
-No to narazie!!! -rzucił i zniknął.
-Wracaj tu ty kłamco, oszuście! Parszywy mazoku!!! Niech ja cię dorwę!!!!!!!!!
Po wyzyciu się na Amelii poszli zwiedzać zamek. Gourry z Sylphil, Zel z Liną a Amelia rozcierała sobie guzy.
Nie minęło 15 minut jaki cały zamek wyleciał w powietrze.
-Panno Lino!!!!-krzyknęła Amelia -Jak pani mogła!!!!!
-A-ale...to nie byłam ja. -zdziwiła się Lina -Amelio! Sprubój rzucić fireballa!
-Nie mogę!
-Zel?
-Ja też nie.

Nagle usłyszeli tajemniczy głos /I to nie byłem ja!Niop! -dop.Xellos-Eee, idę na herbatkę./
-To starożytne miejsce. Zaklęte. -pojawił się wysoki demon i zwisł w powietrzu. -Ludzie nie mogą w promieniu 5 mil używać czarów. Sympatyczne miejsce, nie?
-Jesteś demonem od Rezo! -krzyknęła Sylphil.
-Nie, od jej wysokości LON. Przesyła wam pozdrowienia... muszę je przekazać... -uśmiechął się złowieszczo ukazując żółte kły.
-Nie, czekaj!- krzyknęła Lina.
-...Fireball!!!
Flare arrow!!!
Dam Brass!!!
Bram Blazer!!!
-Aaaaa!!!- wszyscy rozbiegli się uciekając przed atakami.
-Sylphil ! Czy zaklęcie obrony działa? -krzyknęła Lina.
-Nieeeee!!!!- chlipnęła z rozpaczą Sylphil.
-koniec zabawy. -powiedział demon -BLAST BOMB!!!
-O nie!!! -przeraziła się Lina.
Pociski uderzyły.
Gdy kurz opadł poczuli jak mocne było to zaklęcie. Byli bardzo poturbowani. Gourry ochronił Sylphil przez co leciała mu krew z nosa i wielu głębokich zadarć.
Amelia powoli wygrzebywała się spod gruzów. Nawet Zel mimo swojej wytrzymałej skóry miał liczne rany a karminowa krwe spływała mu po dłoni.
-Gdzie Lina!? -krzyknął rozglądając się. lecz nigdzie nie iwdział ukochanej rudej czupryny /Może bez takich szczegułów. -dop.Zel/. -Gourry!!!
-Nie wiem!
-Amelia?
-Panna Lina chyba mnie zasłoniła.
Niedaleko Amelii zaczęły sie ruszać kamienie. Po chwili wyłoniły się płomienne włosy a zaraz za nimi twarz Liny. Zel podbiegł do niej. Wśiekle czerwona krew spływała jej po skroni zalewając lewe oko; miała wiele rozdarć i nie mogła wstać. Zakaszlała i popluła krwią. Zel wytarł jej krew peleryną i pomógł wstać. Lekko się zachwiała.
-Jeszcze żyjecie? -zaśmiał się demon. -No to kończymy... Blast...
-Czekaj!!! -krzyknęła Lina.
-Chcesz walczyć?
Lina skinęła głową.
-Ale jesli to będzie jekis Dragu Slave to zapomnij.
Lina odsunęła się głucha na protesty Zela. rozpoczęła inkantację i...
-Laguna Blade!!!!!!!! -zaatakowała. W powietrze wzbiły się tumany kurzu cały czas przeszywane piorunami. Wiatr wywoływany przez starcia bawił się pyłem jak chciał. Po chwili kurz zaczął opadac a wszelkie dogłosu ucichły.
Wszyscy zerwali się i pobiegli w miejsce gdzie przed chwilą toczyła się walka.
Zauważyli sylwetkę demona. Stał ale nie było widać jego twarzy. Po chwili zniknął z głuchym jękiem. Rozejrzeli się i zobaczyli ciemną sylwetkę. Podbiegli.

Lina leżała na dużym kamieniu, twarz miała zakrwawioną, ubrania przemoczone wściekłą krwię. Ubrania były doczszętnie podarte. Naramienników wogóle nie było. Nie ruszała się.
-Zel, czy ona... -zaczął Gourry.
-Jeszcze żyje ale trzeba ją przenieść.
-Pomogę wam trochę. -pojawił się Xellos i wokół wszystkich wyczarował kulę. I dobrze, bo gdyby nie ona Zel rzuciłby się na Xellosa.
Po chwili znajdowali się w gospodzie i ułożyli Linę w łóżku. Amelia i Sylphil próbowały ja leczyć. Gdy była na tyle uzdrowiona, że nie krwawiła wszyscy czakli na jej przebudzenie. Jale dni mijaly a Lina się nie budziła. Po dziesięciu dniach wszystkich obudził krzyk.
-JEEEEEEEEEŚĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!
-Lina wstała! -Zel pierwszy do niej pobiegł.Wpadł do pokoju i ujrzał roześmianą twarz, która nie wiadomo czemu spowodowała szybsze bicie serca /Jasne, jasne, nie wiadomo!!!-dop.Dilgear. -A ty co tu robisz?!?!?!-JA.-Do budy już!!! -A mogę na kanapę? -dop.Dilgear. - -'''''/.
Zaraz po nim wpadł Gourry z Amelią niosący tacę z jedzeniem i Sylphil z dzbanem napoju.
-Jedzonko!!!!! -pisnęła Lina i zabrała się do pałaszowania. gdy juz napełniła swój żołądek /Co bardzo długo trwało -dop.Gourry. -Gourry!!!!!-dop.Lina/ czarodziejka postanowiła się przbrać więc wszyscy zeszli na dół. Po chwili jednak błogi nastrój przerwał przeraźliwy wrzask.
-AAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wszyscy zerwali się i pobiegli do pokoju Liny.
Ujrzeli Linę siedzącą na łóżku i trzymającą się za głowę. Nigdy nie widzieli u niej takiego przerażenia.
-Lina, co się stało??? -spytał przestraszony Zel.
-Ja...ja...-dukała.
-Panno Lino, prosze powiedzieć. -rzekła z łzami w oczach Sylphil.
-Ja mam...
-co panno Lino?
-...uszy...
GLEBA tysiąclecia.
-LINA TO NORMALNE!!!!!! KAŻDY MA USZY!!!! -wydarł się Zel.
-tak, ale nie....
-Lina przestraszyłaś mnie...yyy...nas...
-Ja mam KOCIE uszy i OGOOOOOON!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! -zwyła czarodziejka.
Wszyscy osłupieli. Nie iwedzieli co powiedziec szczególnie, że rzadnych uszu ani ogona nie widzieli.
-Ale panno Lino....-zaczęła niepewnie Amelia -gdzie ma pani te uszy?
Lina rozluźniła uścisk rąk i między palcami wyskoczyły jej dwa, spore uszka. Były rude u nasady i czarne na końcówkach. Wszystkim oczy stanęły w słup. po chwili zza pleców Liny wyłonieł się bardzo długi. rudy ogon z białą plamą na samym końcu.
-To... raczej lisie...uszy...- parsknęła Amelia.
-Chcesz fireballa, Amelio?! -spytała ze łzami w oczach Lina.
-Panna Amelia nie chciała pani urazić panno Lino! -zapewniła ją Sylphil.
-Buuuu... jak ja wyglądam!!!I I to nie wszystko...
-co jeszcze?!?!?!?!
-Mam kły....chliiiip.....
-Pokaż no. -poprosił Zel i Lina odsłoniła małe kiełki.
-No faktycznie, zupełnie jak moje. - dotknął Liny twarzy /niby oglądając zęby/ aż ją ciarki po plecach przeszły. cieszyła się, że zel tak sie o nią troszczy. A on uśmiechnął sie pod nosem i zaczął oglądać ogon.
-Chyba ten demon rzucił na mnie klątwę. -chlipnęła Lina.
-A piersi ci powiekszył? -spytał Gourry.
-FIREBALL!!!!!!!!!!!!!
-Panno Lino!!!! Panie Gourry!!!! -krzyknęła Sylphil. Gourry wylądował pod jedną ścianą a Lina... pod drugą.
-Zaklęcie się obróciło!!!! -krzyknęła Amelia.
-Zgadza się. -powiedział Xellos wchodząc do pokoju.Zagwizdał -Ładny ogonek Lina.
-Xellos!!!! fire... -na szczęście Zel powstrzymał ją.
-zapomniałaś? Obraca się. -powiedział patrząc wściekle na Xellosa.
-To wina demona. -powiedział Xellos otwierając ślepia.
-No co ty?! -warknęła Lina -Nigdy bym sie nie domyśliła!!!!
Powiedz mi lepiej jak mam się tego pozbyć. -pociągnęła swój ogon.
-Musisz go pokonać.
-Ale ja...
-Wiem, co się dzieje. Nie umiem nic na to poradzić. Może herbatki?
-XELLOS!!!!!!!!!!!!!
Nagle ich rozmowę przerwał wstrząs a zaraz po min wybuch..........

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To była część pierwsza ficka o Zelu. Jak będę miała wolne to moze dowiem się co dalej. A jak na razie przyszłość to... sore wa himitsu desu!!!!! ^ ^

Chimeria ^ ^

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.64253200 1276785622
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!