Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Wrozba
Mandragora
 
Treść fanfika..
To mój pierwszy fanfic. Napisanie go zajeło mi sporo czasu,a to dlatego, że najpierw wpadłam na
zakończenie i do tego musiałam wymyślić treść. Możecie mi wierzyć, że to nie lada wyzwanie.
Hmmmm... o czym to ja zapomniałam...a tak!!!
Fica dedykuje princess Ameli, której coprawda nieznam,
ale jej opowiadania przez długi czas przyprawiały mnie o senne koszmary.


MANDRAGORA




Szła szybko przez opustoszałe ulice. Całe miasteczko zebrało się na placu żeby zobaczyć egzekucję.
Miała wściekłą minę. Nie podobało jej się to, ale to jedyny sposub. Potrzebowała mandragory, a
taka rosła tylko pod szubienicą na której powieszono młodego prawiczka. Ona namuwiła go do
zbrodni, aby potem go wydać. Nienawidziła się z tego powodu, ale... ile razy zamykała oczy
widziała młodego mężczyzne. Nie potrafiła o nim zapomnieć. Coś z tym musiała zrobić. Eliksir
z mandragory zapewni jej jego bezgraniczną miłość. Nic ich nie rozłączy. Nic. Pocieszała się tą myślą
przez całą egzekucję. To było straszne. Lecz kidy wszyscy się rozeszli podeszła to drewnianej konstrukcji.
Zbawienna roślina. Była tam. Ostrożnie ją wyrwała i ukryła w lnianym worku. Pobiegła szybko do
domu. Tam wyjęła ją już spokojniej. Nienawidziła się za to co zrobiła, ale trudno. Co teraz?
A tak. Roztarła korzeń rośliny na drobny pył i dodała do niego trzy krople krwi z serdecznego
palca. Odłorzyła naczynie z miksturą na pułkę. Jak przyjdzie to...
- Witaj Filia-chan.
- Namagomi, co ty tu robisz?!
- Oj Filia, chyba razem ze stopniem kapłanki odebrano ci dobre zachowanie. Nie przywitasz się?
- Wrrrr. Witaj Xellos.
- Dasz herbatki?
- Oczywiście wrrr rozgość się.
Filia poszła do kuchni. Na razie szło dobrze. Zrobiła herbaty i do jego filiżanki wlała miksturę.
Z drżącym sercem wróciła do pokoju. Podała mu filiżankę i usiadła na krześle naprzeciw Xellossa.
On spokojnie pił herbatę. Ona też. W powietrzu wisiała niesamowita cisza. Dla Fili była pełna oczekiwania
i strachu. W końcu wstał.
- No cóż Fi-chan, co dodałaś do tej herbatki?
- Arszeniku z cyjankiem namagomi. Na zdrowie.- powiedziała złośliwie, ale w głębi duszy nie mogła opanować
zdenerwowania. Jeżeli odkryje. Jeżeli... jeżeli napuj nie zadziała? On jest mazoku. Niewiadomo czy zadziała.
- Ty cos knujesz Filia. Wpadne jutro dozobaczenia.
- Wrrr żegnam namagomi.
Teleportował się diabli wiedzą dokąd. Została sama. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Kochała go. Miała gdzieś
co sądzi o tym starszyzna, przyjaciele. Wszystkich miała gdzieś. Pokochała go bo jako jedyny wiedział i rozumiał
rzeczy o których ona chciała wiedzieć i zrozumieć. Nie przejmował się innymi. Ona całe życie sobie zrujnowała
bo słuchała co mówia inni. Ale dość z tym. Tego nie zmieni.
Zastanawiała się kiedy mikstura zadziała. Zadziała napewno. Im silniejsze uczucie tym silniejszy wywar.
Zmagając się z tymi myślami usnęła. Obudziła się z pierwszymi promieniami słońca. W cienkiej koszuli wyszła przed
dom. Miała widok na las, nad którym wznosiły się chmury obsypane złotymi promieniami świtu. Stała oczarowana.
Za taki widok wielu dałoby się zabić. Tej chwili, gdy chłodne rześkie powietrze wpadało do płuc, a przed
oczami roztaczał się widok pocieszający strapione dusze, gdy na twarzy czuła pocałunki słońca, tej chwili
nie dałaby sobie odebrać choćby grożono jej śmiercią. I wtedy...
- Ładny widok Filia-chan.
- Namagomi czy ty mi musisz przeszkadzać nawet teraz.
- Nawet sobie niewyobrażaszjak lubie cie złościć.
- Sądząc po regularności z jaką to robisz chyba się od tego uzależniłeś.- powiedziała a jej głos był idealnie
obojętny. Z nawyku.
- Nie Filia. Ja jestem uzależniony od ciebie Filia.- gdy rzekł te słowa serce jej zadrżało... czyżby...
- Co chcesz przez to powiedzieć Xellos?
- Nie domyślasz się Filia?- w tym momencie głos ją zawiudł. Zresztą po co muwić? Oboje wiedzą już wszystko
co mogli by sobie powiedzieć. Po prostu zatoneli w romantycznym pocałunku.
Dwa miesiące póżniej wzięli ślub. Mieszkali w chatce Fili i codziennie oglądali wschód słońca. Symbol ich miłości.
Jednak nic co piękne nie trwa długo. Pewnej nocy gdy Filia spała spokojnie do pokoju przeniknęła się przejrzysta,
perłowa postać. Podpłynęła do dziewczyny i dotknęła jej lekko. Trudno opisać co to za uczucie, kiedy coś do
tego stopnia niematerialnego, a jednak istniejącego, martwego, zrozpaczonego dotknie istoty żyjącej.
W każdym razie nie jest to przyjemne uczucie. Filia obudziła sie i usiadła na łużku. Przeszywały ją dreszcze.
Potem kolejno ogarnęła ją zgroza, panika, strach. Nie mogła wydobyc z siebie głosu. Przed nią lewitował duch
ofiary dzięki któremu zdobyła korzeń.
- Witam panią zakochaną.- powiedziało widmo głosem zimnym, ostrym i wręcz ociekającym sarkazmem.
- Mam nadzieję, że cię nie wystraszyłem. Przybrałbym bardziej materialną formę, ale nie przyzwycziłem
się jeszcze do bycia duchem. Wciąż nie mogę uwierzyć, że ta d o b r a, u c z y n n a kobieta wydała mnie na śmierć.
Filia myślała że zaraz sama umrze ze strachu. Chyba taki był cel działania. Nie mogła się ruszyć. Ze strachu.
- Ale nie gryzie cie sumienie co Filia? Nawet teraz... osiągnęłaś swój cel. To najważniejsze prawda?
Kto by uwierzył... kapłanka świątyni króla onistego smoka...o przepraszam BYŁA kapłanka... zabija dla swoich
śmiesznie małych celów...- ciągnęło widmo, a Filia miała z przerażenia coraz szerzej otwarte oczy.
Coś czuła, że wbrew wszelkim prawom natury możliwe jest umrzeć ze strachu.
- No cóż Filia, jeszcze cię odwiedze. To narazie.- duch skiną jej dłonią i znikną. Filia do świtu siedziała
z oczami jak spodki i cała sztywna. Tuż przed świtem odzyskała czucie na tyle aby wstać i zrobić herbaty.
Tak zastał ją Xellos gdy wszedł do kuchni. Z rozszerzonymi oczami, sztywno siedzącą na krześle, kurczowo
trzymającą filiżankę.
- Co ci się stało kotku?
- Xellos usiądź.
- Co sie stało?
- Usiądź- Xellos usiadł zdziwiony.- a teraz słuchaj. Jakieś pół roku temu... kiedy zrozumiałam,że cię kocham...
ale ty nie kochałeś mnie... nie mogłam z tym żyć...potrzebowałam eliksiru który rozwiązałby ten problem...
potrzebowałam mandragory... znasz legęde...kazałam jednemu chłopakowi zabić...potem go wydałam... powiesili go...
zdobyłam korzeń...spełniło się moje marzenie... pokochałeś mnie... pokochałeś... ale on mnie odwiedził...-Filia
skończyła z jękiem rozpaczy. Xellos nic nie powiedział tylko do niej podszedł. Obją ją i pogładził po włosach.
- Głupia jesteś Filia. Nie pokochałem cię z powodu tego eliksiru. Ja kochałem cię już wcześniej. I zawsze będę
cię kochał. Ale został problem ducha. Mówił czego chce?
- Nie. Drwił ze mnie. Złośliwe bydle.
- Proponuje znaleźć Linę i resztę. W swoim czasie załatwili więcej duchów niż potrafisz zliczyć.
- Dobrze.-Filia powoli się uspokajała. Zjedli śniadanie i spakowali pare rzeczy. Lina mieszkała 20 mil stąd.
Postanowili się przejść. Trzy dni spokojnej wędrówki dobrze im zrobią. Rzeczywiście. Wśród drzew i gór Filia
powoli odzyskiwała naturalne kolory. Codziennie rano oglądali wszchód słońca. W końcu doszli. Przybytek Liny
prezentował się wyjątkowo przyjażnie. Mała kamienna chatka ze słomianą strzechą. W dzrzwiach wyrzeżbiony kształt
serduszka. Wokół rozsiane były klomby z kwiatami. Filia zapukała. Lina otworzyła drzwi jednym kopniakiem.
Ubrana była w swój zwykły strój tylko bez peleryny. Trzymała tacę ze śniadaniem. Miała wściekłą minę jednak kiedy
zobaczyła kto ją odwiedził na jej twarz wpłyną promienny uśmiech. Odstawiła tacę na stół i uściskała starą
przyjaciułkę. W tym miejscu występują długie i ckliwe powitania, nie chce mi sie pisać. W końcu usiedli trójką przy
herbacie przedstawiono sprawe Linie.
- No i fajnie. I ja mam się rozprawić z tym duchem? Rzaden problem. Kiedy się pojawia?
- Koło północy.
- Mało oryginalne, ale dobra. A narazie coś zjedzmy.- powiedziała Lina wyszczerzając zęby. Filia też mimowolnie się
uśmiechnęła. Obok Liny wszystko wydawało się takie proste. Przy tej małej charyzmatycznej kobiecie nie można się
było nie uśmiechać. Po wyjątkowo obfitym obiedzie Filia i Xellos wysłuchali opowieści Liny o tym ilu bandytów/łotrów/
potworów i.t.p. pokonała ostatnimi czasy. W końcu Filia zapytała o brakujący element tych historii.
- Lina a gdzie Gourry?
- Włuczy się po świecie w poszukiwaniu przygud.
- Bez ciebie?
- Ano. Powiedział, że pewnego dnia wróci, a wtedy weźmiemy ślub. Każdego dnia wyglądam przez okno czy nie idzie.
- Wróci. Zatęskni to wróci. A teraz może w coś zagramy?
- W pokera!!!!- wykrzyknęła uradowana Lina, że odeszli od przykrego dla niej tematu. Bo Gorryego nie było już od
ponad roku... W kżdym razie towarzystwo przeszło do gry. Koło północy gdy TO się stało Lina i Filia miały po
34 zwycięstwa a Xellos jedno. Duch chłopaka swoim wejściem uchronił go przed jeszcze większą klęską.
- Witam pania zakochaną.- powiedziało widmo, na co Filia znowu zdrętwiała i przybrała kolor prześcieradła, Lina
ubrała twarz we wściekłą minę, a Xell wogóle nie zareagował.- jak się panience żyje? Bo ja się mam świetnie. Z tą
tylko różnicą, że ja istnieję a nie żyję.-mówił dalej tym swoim zimnym złośliwym głosem.
- Fireball!-krzyknęła Lina- i po sprawie nie wiem o co taki hałas robicie...-zaczęła ale nie skończyła.
- Przepraszam czy ja ci w czymś przeszkadzam? Mogłabyś mnie nie osmalać?-powiedziało widmo już nie tak śnieżnobiałe
jak przedtem. Jedyne czego dokonał fireball Liny to wzbudził u ducha irytację.
- Teoretycznie to miało cię pokonać.-powiedziała zdezorientowana Lina bo nie zdarzył się przypadek aby zawiodła.
- Mało skuteczne. Zaraz co to ja miałem...a tak! No więc Filia jak się czujesz po morderstwie? Zabiłaś.
Cudowne uczucie. Egoizm. Przejmować się tylko sobą. Bawić się ludzkim życiem. Ale frajda, nie?-widmo ciągneło
swoją tyradę sprawiając że Filia oprucz tego że wyglądała jak prześcieradło wyprane w dosi, napawała się
jeszcze odrazą do samej siebie. Zaczęła się trząść. Po czwili spadła na podłogę. Zemdlała. Następnego dnia
obudziła się ze strasznym bulem głowy. Obok niej siedziała Lina.
- Co..? Jak..? Gdzie...?
- Uspokuj się Filia. Wczoraj gdy zemdlałaś porozmawiałam sobie z tym truposzem. Zimny typ. Chce cie doprowadzić
do szaleństwa. No wiesz, będzie cie nawiedzał. Ciężka sprawa. Proponuje zwrócić się z tym do Amelii. Jak ona
nie będzie wiedziała jak przepędzić ducha to klapa.- powiedziała Lina i ciężko westchnęła. Duchy to ciężka sprawa.
Są w pewnym sensie materialne, ale nie przebywają ani w tym świecie, ani w astralu. Kombletna beznadzieja.
Dlatego nie można się ich pozbyć w konwencjonalny sposób. Ame była specem od pozbywania się takiego tałatajstwa.
Ale jak zawiedzie...Filia już teraz jest w ciężkim stanie.No nieważne. Okaże sie na miejscu. Więc wyruszyli.
Po drodze duch im się nie ukazał, co Filia przyjęła z ulgą. Kiedy doszli do Saillune, wbrew protestom Liny która
nalegała aby odwiedzić knajpe, odrazu skierowali swe kroki do zamku. Tam przemierzyli setki korytarzy aż w końcu
znaleźli znudzoną w sali tronowej. Jednak wyraz znudzenia znikną z jej twarzy gdy zobaczyła kto ją odwiedził.
Rzuciła się z piskiem na gości. Tu po raz drugi w tym opowiadaniu są długie i ckliwe powitania. Wyprzedze troche
wydarzenia. Po obiedzie(zgubny wpływ Liny)przedstawiono całą sprawę Amie, która podsumowała to tak.
- No i fajnie. I ja mam sie rozprawić z tym duchem? Rzaden problem. Kiedy sie pojawia?
- Amelio, za durzo czasu przebywasz w towarzystwie Liny.-skwitował to Xellos. Już Lina miała trzepnąć Xella
fireballem, ale w tym momencie wszedł Zel. W tym momencie znowu długie i ckliwe powitania. Kiedy to wszystko się skończyło
była godzina siódma. Do pojawienia się przyczyny ich spotkania zostało pięć godzin. Dlatego cała grupa zasiadła do pokera.
Wpół do dwunastej Lina i Filia miały po 23 zwycięstwa, Ama 2, Xell i Zelgadis po jednym. W tym momencie gre przerwano,
ponieważ pojawił się duch.
- Jesteś niepunktualny. Poczekaj te pół godziny.-powiedziała Lina tuż przed 24 zwycięstwem. Filia by ją pewnie poparła
gdyby nie fakt, że jak zwykle w obecności ducha była biała, miała oczy jak spodki, cała się trzęsła..................(tu
można wstawić określenia o których zapomniałam). Zel i Xellos nie zwrócili uwagi na gościa, a Amelia...wskoczyła na
krzesło(słupa żadnego nie było)i zaczęła gadać sami wiecie w jakim stylu, więc oszczędzę sobie pisania. Przejde do tego momentu
w którym prubuje sie pozbyć ducha.
- A kysz, a kysz nieczysta duszo. Zniknij w najczarniejszej otchłani. Zaznaj spokoju w wieczności. Nie dręcz
niewinnych, nie szukaj pomsty. Odejdż zły bycie(przepraszam za te idiotyzmy ale nic mi nie przychodzi do głowy)!!!!!
A jaka była reakcja tej nieczystej duszy. Wykrzywił się w złośliwym uśmiechu(tj. bardziej złośliwym niż teraz) i
powiedział(a co miał zrobić?zaśpiewać?oto przykład bezsensu dzisiejszej literatury):
- Młoda damo. Ja nikogo nie dręcze. Nie szukam pomsty. Tylko przyszedłem w odwiedziny do tej tutaj- i wskazała na Filie.
Amelie z letka zatkało. Jeszcze nie spotkała się z tym aby duch nie zareagował. Tego typu inkantacje były może i
durne, ale niezawodne. Jeśli nie widzicie dramatu sytuacji wyobraźcie sobie muche którą po kwadransie biegania w kółko
wreszcie ubiliście, podnosicie packe spodziewając sie krwawej paciai a tej paskudzie nic nie jest i dalej sobie lata.
Dalej nie ma co opisywać. Zel i Xellos dalej grali, Filia nadal znerwicowana, a Lina i Ama wściekłe. I tak do rana.
A rano...
- Filia, Filia zarazo obudź sie w tej chwili!!!!- powiedziała młoda dziewczyna. Wyglądała na ok.15 lat. Miała różowe
włosy ziązane w warkocz który sięgał jej do kostek. W jasnej twarzy świeciły sie jej bursztynowe oczy. Ubrana była
w białą,długą bluskę bez rękawów ze srebrnym rysunkiem płomienia, a także różową spudnicę do kostek(póki Lina nie słyszy dodam,że była hojnie
obdarzona przez nature). Coś w jej osobie sugerowało upur i inteligencję jako cechy dominujące w jej charakterze.
- Filia cholero wstawaj.
- Eee...-odpowiedziała Filia zaspanym głosem-z kim ja rozmawiam?
- Mam na imię Pia. A teraz wstań musimy porozmawiać.
- O czym?
- Inez.- to jedno słowo sprawiło, że Filia wyglądała jak podczas odwiedzin tej widmowej zarazy. Nic dziwnego bo takie jest
imie nieboszczyka. Czego chce ta dziewczyna? Może to jego siostra, dziewczyna, żona, kochanka... i teraz chce sie mścić?
- Pragne ci podziękować. Niesamowite, że wśród tylu młodzieńców wybrałaś właśnie jego. To całkowity i skończony
sukinsyn. Posłuchaj. Pare lat temu pewien mag zapragną zawładnąć światem, no wiesz standard, wiele ludzi chce ale on
wzią sie ostro do roboty. Przyzwał pare demonów i ofiarował im krew...
- ...ineza...
- ineza. Wzamian za współprace. Pamiętaj, że demon to nie to samo co potwór. Demony przebywaja na tej samej płaszczyźnie
eterycznej co duchy. Odpowiadają wielu prawom. Są stworzone do tego do czego zostaną przyzwane. Demony przyzwane, aby
niszczyć, będą niszczyć i nic ich nie powstrzyma. Nawet Line zmiotły by z powierzchni ziemi. Inez nie chciał umierać, ale
wiedział też, że nie pokona tej zarazy. Dlatego ofiarował im coś wzamian za darowanie życia. Magie. Trzeba ci wiedzieć, ze
był wtedy potężnym czarodziejem. Za pare lat dostałby nawet kolor. Demony przystały na ta propozycje. Pozbawiony magii
Inez był wrakiem samego siebie. Całe to zdarzenie mocno odbiło sie na jego psychice. Kiedy wrócił do domu zabił matkę, ojca,
rodzeństwo. Kiedy zobaczył co uczynił doznał tak zwanego przebudzenia. nie chciał już żyć. Ale postanowił trwać dalej.
Jakimś cudem sie pozbierał. Żył spokojnie. Ale pod tym płaszczem krył się umysł węża który zabił jego rodzinę. I chciał dalej zabijać...
- Ale skąd ty to wiesz?- zapytała się Filia. Historia nieźle nią wstrząsnęła. Wiele słyszała podobnych opowieści.
Uznawała je za lekko kiczowate i ogólnie nudne. Ludzie często przedstawiają taką postawę wobec takich historii dopuki nie
zostaną w nie zamieszani.
- Jestem jego siostrą. Nie jestem czarodziejką, ale mam pewną przydatną umiejętność. Potrafie sie teleportować, chociaż
ten dar jest zarezerwowany dla mazoku i smoków. Nie pytaj mnie dlaczego, bo nie wiem. Więc jak przyszedł to sie teleportowałam.
Wróciłam po godzinie. Wszyscy zabici. Izesa już nie było. Długo płakałam. Po pół roku znalazłam sie w jakimś obskurnym miasteczku.
Weszłam do jawiarni, a tam siedzi ta podła żmija..
- Raczej ten podły żmij.
- Bez różnicy. I w najlepsze popija sobie małą czarną. Rzucił mi jedno spojrzenie...nie poznał mnie. Ale już
sobie mnie upatrzył jako kolejna ofiare. Jemu wszystko jedno kogo zabija...
- U nas w miasteczku zachowywał sie normalnie...
- Maska. Jest świetnym manipulatorem i perfidnym oszustem. Potrafi wszystkim zrobić wode z muzgu.
- Ale jak sie go pozbyć???
- Odpowiedź jest tam gdzie strach.-rzekła Pia i teleportowała się w tylko sobie wiadome miejsce. Filia jeszcze przez
minute siedziała nieruchomo. A potem zeszła na śniadanie. Cała grupa już tam była. Zaczęła mówić...
- Siemka. Słuchajcie, dzisiaj rano była u mnie dziewczyna w sprawie tego ducha. Pia o ile pamiętam...
- Pia?!!! Taka z różowymi włosami?!!! I złotymi oczami?!!!- to z podłogi muwiła Ama, bo z wrażenia spadła z krzesła.
- Owszem. No więc powiedziała, że jest siostrą tego ducha...
- Ten duch to Inez??????!!!!!!-Ama w tej chwili wyglądała jak Filia, sami wiecie kiedy. I nie dała Fili skończyć, bo
sama chciała wtrącić swoje trzy grosze - czy wiecie, że jak miałam 13 lat to mój tata rozmawiał z jego rodzicami i
ustalili, że w wieku 25 lat za niego wyjde. to za pięć lat. Dziękuje, że go zabiłaś.
- Ama czy ty słyszysz sama siebie? Dziękujesz mi za morderstwo? Ty przyjaciółka wszystkie co żyje od stułbi po słonia?
- Wiem ale ja...ja...ja...
- Nie tłumacz sie. Wszyscy wiemy o co chodzi.-powiedziałą Filia, a Ama przybrała piękny odcień czerwieni. Faktycznie.
Wszyscy wiedzieli, że Ama kocha Zela, a Zel Ame. Dlaczego nie wyznali sobie miłości nie wie nikt. Nawet oni.
Cała ta szopka zakrawała na lekką szajbe. Chociaż teraz to jakby miało sens. Amelia darowana była Inezowi(ja z tego robie
jakieś chore romansidło. musze sie uspokoić. obiecuje, że za dwa trzy zdania skończe wątek miłosny)więc nie chciała
być z Zelem, bo rozstanie byłoby zbyt bolesne. Ale jak Inez nie żyje...wieczorem Zel i Ama spotkali sie w sali tronowej gdzie
Amelia żegnała ostatnich radców. Stanęli naprzeciwko siebie. Momentalnie przybrali kolor bordo. W końcu Zel zaczą mówić.
- Amelio ja...ja...ja...eh. Amelia kocham cie.
- Ja ciebie też.-odpowiedziała szeptem. A potem tylko sie całowali, nie ma co opisywać. Natępnego ranka wszyscy wstali
zwarci i gotowi. Właściwie nikt nie miał nic do roboty. Problem w postaci ducha pojawiał sie w nocy. Wszyscy sie obijali.
Oprucz trzech osub. Zela i Amelii którzy planowali ślub i Fili która zastanaiwała sie nad zagadką dziewczyny. Jak pozbyć
sie tej przeźroczystej żmiji. Odpowiedź jest tam gdzie strach...takie zagaddki to se może...ale co poradzić.
Filia nie mogła za cholere tego rozgryźć. Nadeszła północ i nadszedł duch. Smoczyczyca jeszce raz musiała znosić
katusze. Aż w końcu...
- I jak sie czujesz Filia, jak sie czujesz ty podła morderczyni?- i tu Filia miała dość. Normalny człowiek zwiewałby ile sił gdyby na nią spojrzał.
- PODLE SIE CZUJE!!!! CAŁY CZAS MNIE NAWIEDZASZ, STRASZYSZ, DOPROWADZASZ DO BIAŁEJ
GORĄCZKI!!!! A TERAZ SŁUCHAJ CO CI POWIEM!!!!!! PRZEPRASZAM. PRZEPRASZAM, ŻE WYKORZYSTAŁAM
TWOJE NĘDZNE ŻYCIE DLA WŁASNYCH CELÓW.-powiedziała Filia. Duch sie uśmiechną. Nie złośliwie. i rozpłyną w powietrzu.
Filia patrzyła sie tępym wzrokiem w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą lewitował. Tylko tyle...
Zwykłe przepraszam...rachunek sumienia...tylko tyle.

!!!!!!!!!KONIEC!!!!!!!!!!!!!


No nie było tak źle jak sie na początku spodziewałam. Skończyłam. Teraz pare szczegułów, żebym nie wyszła na oszustke.
Legende mandragory zdrowo okroiłam. Teraz podaje prawdziwą wersje.
Podobno wyrasta pod szubienicą z nasienia powieszonego zbrodniaża. Skazaniec -
powinien być młodym prawiczkiem - tracił je mimowolnie w chwili uszkodzenia rdzenia
kręgowego. W ten sposub dawał życie roślinie, której matką była ziemia. Kiedy wyrywano ją z ziemi,
krzyczała ponoć gosem przerażającym. Był to jakby poród istoty niezwykłej, która w ten
sposub oznajmiała swoje przyjście na świat.
Legendy nie podałam, ze względu na młody wiek niektórych czytalników. Chociaż pewnie i tak nikt tego nie przeczyta.
Ale dobra. Tak mam przynajmniej czyste sumienie. Aha, mój e-mail:
aniczka@go2.pl

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.68311600 1276787600
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!