Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Kanti Metallium
Mei`an
rozdział #01
 
Treść fanfika..
Promise me!
Part one-Spotkanie




Ciemna postać stała spokojnie na klifie. Morskie fale rozbijały się o jego brzegi.Niektóre krople opadały na jego ubranie. Nie zwracał uwagi. Zerwał się ciężki wiatr i z całym impetem uderzył w niego. Nie poruszył się nawet. Tylko peleryna wzbiła się w górę. Nadchodził zmrok. Ciemność wygrywała ze światłem.,,Ciekawy widok``pomyślał w duchu. Fioletowe niebo na choryzoncie powoli zaczynało mieć ciemnogranatową barwę. Chmury też po chwili znikły, właściwie po prostu się ukryły. Pochylił wręcz niezauważalnie głowę. Wicher przeczesał kosmyki jego włosów. Po chwili pustkowie pozostało w swej normalnej samotnej oraz nienaruszonej postaci.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Złotowłosa dziewczyna oparła się na murze. Założyła długą grzywkę za ucho. Ubrana była w białą sukienkę przeplataną jasnoniebieskim wzorem. Słońce świeciło bardzo wysoko. Nic nie zapowiadało dziwnegoo zdarzenia, które miało niebawem nadejść. Nikt nie wiedział. Prawie. Założyła plecak na ramię i podniosła do góry włosy, by zapleść je w ciasny kucyk. Ruszyła alejką w stronę głównego gmachu rządu.
-Wróciłam...do Tokio...-Jej kapelusz porwał wiatr.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Męszczyzna w bluzie z kapturem pochylił głowę. Nikt nie mógł go zauważyć. Nie mógł przecież ciągle używać iluzji. Rozejrzał się wokoło. Upewnił się, że nikogo nie ma w pobliżu. Podniósł głowę do góry i przyjrzał się wielkiemu telewizorowi stojącemu na szczycie wysokiego budynku. Wyciągnął portfel z kieszeni i przeliczył pieniądze.
-Trzy tysiące jenów...- Mruknął do siebie i wszedł do piekarni.Zatrzasnął za sobą drzwi. Kartka nu sznurku z napisem,, otwarte,, zatrzęsła się lekko.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mała dziewczynka w lekkim płaszczu i szarych spodniach wytarła łzę skrywającą się w jej oku. Zacisnęła oczy i pobiegła prosto przed siebię. W stronę... tego uczucia. Nagle poczuła zimno na skarpetce. Poślizgnęła się i wpadła w kałużę. Wstała prędko. Weszła w zaułek i osuszyła się za pomocą magii. Rozejrzała się i szybko powróciła do dawnej czynności. Zaciskała zęby z bólu. Otarła nadgarstek, aż do krwi. Nie mogła się uleczyć. Wokoło pełno było ludzi.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Postać nagle pojawiła się znikąd na szczycie budynku. Po chwili rozejrzała się. Uśmiechnęła się przebiegle.
-nowe spotkanie. Interesujące. I ten wymiar...- Szepnęła.-Oni tu są. Zniknęła po chwili.
Pojawiła się pod ciemnym budynkiem opatrzonym wieloma szyldami. Przeczytał wielki napis ,,Kino`` Sprawdził we wspomnieniach. Tak słyszał kiedyś o tym. Miejsce spotkań zakochanych i ludzi, którzy po prostu mieli ochotę oglądać filmy.Filmy... ruchomy obraz... coś nowego... Nagle tuż obok niego zatrzymała się jasna postać, ciężko zdyszana. Oparła się rękami o kolana. Schyliła się po chwili i podniosłą zamoczony kapelusz prosto z ziemi. Spojrzała na niego żałośnie i lekko otrzepała troszkę wody. Prawdopodobnie nadawał się do wyrzucenia.
-Coś się stało proszę pani?- Usłyszała znajomy głos. Ale obok niej stał tylko człowiek z lekko pohyloną głową i...fio...fio... rozszerzyła oczy.
-Xe...Xellos?!!!-Postać podniosła głowę i uśmiechnęła się wesoło. Tym swoim wrednym szwindlowym uśmiechem. Spojrzał na nią i zaśmiał się lekko. Była cała przemoczona. Zaczęło padać.
-To teraz smoki już nie potrafią wyczuć mazoku?- Owy smok zacisnął pięści. Nie zamierzała go pobić. O nie kobiety nie biją kogokolwiek. Pojawienie się również z wielką maczugą wśród takiego tłumu nie wróżyło niczego dobrego. Prychnęła tylko w takim obrocie sprawy.- No i są bezbronne?
-Nie. Po prostu tutaj... moja moc nie działa za dobrze...
-Masz zachwiania?-Spojrzała na niego zdziwiona.
-Skąd ten pomysł?- Spojrzał na swe rękawiczki schowane częściowo pod szarym płaszczem.
-Sore wa...
-Nieważne. Nie pytałam.- Przymknęła oczy i wychyliła głowę ku kroplom deszczu. Spływały powoli po jej policzkach. Mazoku przypatrywał się temu z ciekawością.,,Co ona robi?`` zapytał sam siebie w duchu.,,Smoki zawsze były dziwne.``Pokiwał głową i poszedł w swoją stronę. Filia zdjęła lekką narzutę z ramion, która po chwili nasiąkła wodą. Ciężkie krople spływały teraz po jej odkrytych ramionach. Zrobiło się zimno. Zauważyła, że jakiś męszczyzna pokręcił nosem przyglądając się jej. Fakt, nie wyglądała mimo wszystko normalnie. Włosy były za długie, była zbyt wysoka i nadomiar wszystkiego miała bardzo odznaczającą się białą skórę. Zobaczyła Amelię płaczącą w rękaw Zela. Uśmiechnęła się i pobiegła w ich stronę. Tak, pamiętała tą ulicę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Boże miłosierny... gdzie ja jestem do cholery!- Ruda czarodziejka z rozmachem uderzyła w mokrą ziemię pokrytą betonem. Spojrzała naokoło. Kupa ludzi gapiła się na nią. Rzuciła kilka Fireball'i naokoło. Wszyscy odskoczyli zdziwieni. Zaczęli krzyczeć i uciekać. Ktoś przez telefon komórkowy wzywał policję. Nagle wszystko pogrążyło się w jasnej toni. Rozejrzała się jeszcze raz. Wszyscy szli tak samo jak przed chwili. Nikt nie zauważył zburzonego budynku obok, który zresztą po chwili miał swoją pierwotną postać. Lina spojrzała na afisz z reklamami. Po dnim zobaczyła ciężko dyszącą Filię, która po chwili opadła na ziemię. Czarodziejka szybko do niej podbiegła.
-Załóż to...- W ręku trzymała czerwoną długą kurtkę.
-Mam to założyć? Zwariowałaś!- Spojrzała na nią. Westchnęła i narzuciła ją na siebie. Podniosła z lekka smoka. Więcej unieść jej ne mogła.- Musisz mi sporo wyjaśnić...- Przeszła kilka kroków. Opadła bezsilna. Smok ważył swoje. Lina rozejrzała się. Alejka obrośnięta była wzdłuż i wszerz drzewami wiśni. Na jednym z nich siedziała znajoma postać.
-Xellos!!!- Wrzasnęła. Po chwili przycichła widząc dziesiątki par oczu skierowanych ku niej. Kapłan zręcznie zeskoczył z wiśni wywołując tym samym burzę oklasków od przechodzących przechodniów. Podszedł powoli.
-Witaj Lina! Co u ciebie?^^- W tym momencie nastąpił chwyt,,Lina dusi Xella''. Palnęła go przez łeb.
-Chej nie za dużo tego dobrego!
-Co się stawiasz idioto! Spójrz! -Wskazała ręką na dyszącego smoka. Spojrzał obojętnie.
-I co?- Lina złożyła dłoń w pięść.Filia podniosłą głowę.
-Lino nie denerwuj się ja... naprawdę nie potrzebuję pomocy od... czegoś takiego.- Zaperzył się i podszedł do niej szybkim krokiem.
-Taaa? No proszę? Jeśli chcesz proszę bardzo leż tutaj i gnij sobie.-Zacisnęła zęby. Spróbowała się podnieść. Poczuła silny napływ ciemnej energii. Odepchneła j ą pospiesznie. Otworzyła lekko oczy. Xellos stał przed nią i przyglądał się spokojnie. Miał włożone ręce do kieszeni od bardzo długiego beżowego płaszcza. Spod niego wystawała para jasnobrązowych butów.Zaklęła w duchu. Była zbyt daleko od świątyni. Nie mogła pobrać mocy. Założyła ręce w poprzek siebie. W południe było tu bardzo ciepło, ale teraz rozpadało się strasznie i do tego oziębiło. Miała dreszcze. Uśmiechnęłą się lekko na znak,że wszystko okej.
-To możemy iść.- Przeszła z wysiłkiem kilka kroków. Lina nie zauważyła, że jej nogi się trzęsą. Klepnęła ją lekko w plecy.
-No to leziemy! Gdzie tu karczma?- Smok pokręcił lekko głową.
-Tu nie ma czegoś takiego...-Spojrzała na smutną minę czarodziejki.-...ale znajdzie się coś do pojedzenia.-Obejrzłą się za siebie. Kilka kroków za nimi podążał Xellos.Zatrzymała się.-Po co za nami idziesz? -Otworzył oczy.
-Nie twój zakichany interes.- Mruknął i stanął obok Liny. Filia w tym momencie wiedziała, iż nie wytrzyma dłużej niż półtorej godziny, a to bardzo mało czasu. Czarodziejka spojrzała na nią.
-Więc gdzie jesteśmy?
-W Tokio.
-Tokio? Jakiś skarb?- Pokręciłą głową.
-No coś ty. Miasto. Znajduje się w wymiarze równoległym do naszego.Coś się stało i zostaliśmy przeniesieni. Nie mam pojęcia czemu, ale... on pewnie coś wie.- Lina spojrzała wymownie na Xella.
-Broda mi wyrosła czy jak?- Dostał przez głowę. Usiedli na łąwce w parku.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-P...panie Zelgsdisie!!!
-Słucham cię Amelio.
-Po co my tam idziemy?- Zniżył głos. Czuł, że ktoś się im przygląda.
-Filia powiedziała, że tylko tam będziemy mogli się czegoś dowiedzieć.
Gmach był cały szary. Wielkie i monstrualne kolumny podpierały strop. Wszystko było dokładnie rzeźbione i w niektórym miejscach pomalowane. Przyglądał się temu ciekawie. Wchodzili powoli po schodach. Nagle Amelia szarpnęłą go za rękaw w momencie, gdy podziwiał wielką płaskorzeźbę przedstawiającą smoka. Spojrzał w bok na schodach stali jego przyjaciele. Trochę dalej o kolumnę opierał się Xellos.Przegarnął rękami grzywkę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pokój Fili.
-Nieeee, ty chyba nie mówisz poważnie!!!- Lina wydarła się na Filię. Amelia pokręciłą głową.
-Obawiam się, że tak Lina. Jeśli nie pójdziemy na ten bal, będą nici z informacji.
-A nie mogę iść w spodniach?- Pokręciły głowami.Opadła zrezygnowana na łóżko.Podeszła do niej Filia.
-Nie przejmuj się tak...-Oddychała ciężko-...przecież to tylko ten jeden raz,awkońcu chcemy wrócić...prawda? Dobrze, że przynajmniej wszyscy znaleźliśmy się w jednym mieście.
-Zanuć coś...-Szepnęła. Smok zdziwiony spojrzał jej w oczy.
-Słucham?- Lina ślepo patrzyła w sufit.
-Kiedyś...zanim to wszystko się zaczęło... słyszałam jak sama w pokoju śpiewasz... taką smutną melodię...
-A...to...- Spojrząła smutno w podłogę.-...ale... to nie są słowa, które można rzucić na wiatr... mówią o przyjacielu, któego musisz pożegnać... dlatego nie chcę jej śpiewać.- Lina westchnęła cicho.
-No dobra, to gdzie ta kiecka?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pokój Zela.
-Boże, jakie to jest ciasne!- Zel mocował się z czarną muszką przy szyi. Gourry poklepał go w ramię.
-Nieźle wyglądasz. Spodobasz się Ameli.-Odparł wesoło. Zel spojrzał na niego krzywo.
-Tak właściwie to skąd ty się wziąłeś?-Szermierz otrzepał czarne rękawy marynarki.
-No cóż, spokojnie zajadałem sobie kurczaka, gdy nagle pojawiłem się na tamtych schodach. Zobaczyłem Linę i resztę i do nich podszedłem. One też nie wiedziały jakim cudem się tu znalazły. No i tyle.
-Swoją drogą władza od razu nas tu przyjęła. To dziwne. No i Filia, chyba dobrze zna to miasto. To też zastanawiające.
-A gdzie Xell?-Rozejrzał się wokoło.
-A co mnie ten idiota obchodzi. Ulotnił się gdzieś.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-Gdzie jest Xellos?
-Co oni robią w Tokio?
-Czemu Filia się źle czuje?
-Skąd zna to miasto?
-Dlaczego Xellos zniknął?

To be continued.

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.49296200 1276788470
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!