Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Mazoku
Niech zyje krol
 
Treść fanfika..
Niech żyje król...
By mazoku.


Stał dumny i pogodny. W białym, pięknym mundurze, z orderami i złotym mieczem u pasa. Srebrne włosy powiewały lekko na wietrze. Odetchnął powietrzem. Jakże łatwo być szczęśliwym- zapomnieć o troskach. Klątwa? Czym jest klątwa. Nawet sama z siebie zaczęła słabnąć ... ktoś ją już dawno zdjął. Defilada szła równym krokiem. Dochodziła do ich stanowiska. Położyła mu dłoń na ramieniu... nagle jeden z maszerujących stawał się coraz większy i większy, przeistoczył się w czarną śmierć z błyszczącą kosą. Wszystko znikło, czarna pustka, nie wiedział na czym stoi. Poczuł pot na całym ciele, dosiągł miecza, który rozsypał się w drobny mak. Śmierć podeszła do przerażonego króla i przyłożyła srebrne ostrze do szarej szyi.
Śmierć: ... niech żyje król...
Momentalnie usiadł. Zacisnął pięści, oddychał głęboko i szybko, serce biło mu jak oszalałe, był spocony na całym ciele. Poczuł gorąco wewnętrzne, mimo iż nie miał koszuli. Próbował się uspokoić. Poczuł chłodną dłoń na swoim czole.
Amelia: za dużo pracujesz...
Zel: n- nieprawda... ja t- tylko...
Oklapł na poduszkę.
Zel: To tylko sny...
Amelia: Dobrze więc...
Przysunęła się bliżej niego i położyła głowę na jego prawym ramieniu.
Amelia: dobranoc kochanie...
Zelgadiss pogładził ją po plecach.
Następnego dnia Amelia przyglądała się dokładnie mężowi... ( TAK! ZROBIŁAM TO! OŻENIŁAM NASZĄ CHIMERCIĘ! TERAZ MOŻECIE MI SKOCZYĆ! AJAJAJAJAJAJAJAJ!!! JA TYLKO ŻARTOWAŁAM!!!! NIE MA NIC GORSZEGO NIŻ ZDEGUSTOWANE FANKI!!!!!). Stanęła na schodach, zagradzając mu drogę.
Amelia: od której zacząłeś pracę?
Zel: ... yyy... od dziewiątej, jak zawsze^^''.
Amelia: obudziłam się o ósmej, a ciebie już nie było.
Zel: jejku, niedługo podpisujemy układy, to musi wyjść perfekcyjnie! Tacy bubkowie ja H. Taed nie dorastają do pięt naszemu państwu!
Amelia: Ale ty musisz odpocząć, przecież...
Zel złapał ją w talii i przeniósł na stopień za nim.
Zel: na razie, spadam do gabinetu.
Amelia: ... pewnie nawet śniadania nie zjadłeś.
Ale Zelgadiss pobiegł już na dół.
Amelia: co się z nim dzieje... udaje wesołego, a czymś się martwi. I nie chce mi powiedzieć.
Phil: może nie chce cię niepokoić.
Amelia: jesteśmy razem cztery lata, nigdy niczego nie ukrywał. Ten cały układ... nie podoba mi się to. Muszę...
Phil: Ekhm, lepiej powiedz mu co zamierzasz...
Amelia: Dzisiaj w nocy jeśli nawiedzą go sny wykorzystam to czego uczą w świątyni...
Phil: ONI TAM UCZĄ TAKICH RZECZY?!?!!?!
Autorka: i to jakich staruszku- - ...
Nocą.
Zel: ... NIE!... ... g- gdzie ja...
Amelia: Zelgadissie...
Zel: nie, to tylko... Cephidzie...
Amelia przysunęła się i objęła delikatnie Zelgadissa.
Amelia: .... zaśnij...
Zelgadiss momentalnie się uspokoił. Miał jeszcze czerwone policzki z gorączki, ale oddychał spokojnie, zsunął się na ramiona Amelii.
Ciemność. Amelia znalazła się w śnie Zelgadissa. On ani jego przeciwnik jej nie widzieli. Zelgadiss pojedynkował się z osobnikiem- miecz na kosę. Stanęła im na drodze, ale ona była jakby powietrzem, więc "przeszli" przez nią. Poczuła ostre zimno- nic dziwnego, jak się jest w samej koszuli nocnej ( z ramiączkami jak spaghetti^^). Nagle zauważyła siebie w tym wszystkim. Miała na sobie suknie, bardzo piękną, włosy przyozdobione dwoma wstęgami... nagle Zelgadiss i wróg zaczęli się przybliżać do Amelii w sukni. Zelgadiss zauważył, że wróg celuję w nią, więc natarł z całej siły na kosę. Jednak oprawca uniknął Zelgadissa. Po chwili u jej stóp ( tej Amelii co weszła sobie do snu Zela) przeturlała się... jej własna głowa. Odcięta. Była tak przerażona, że zaczęła pluć krwią. Sam Zelgadiss zaczął krzyczeć, lecz po chwili umilkł- z jego brzucha wystawała srebrna kosa po której spływała gęsta, czerwona krew. Padł martwy.
Amelia otworzyła oczy. Wszystko jak dawniej. Ich sypialnia, Zelgadiss śpiący w jej ramionach... ale na dłoniach... na swoich dłoniach zauważyła krew. Na ustach też trochę. Nigdzie indziej jej nie było. Szybko zmyła czerwoną ciecz, jednak zaraz pojawił się druga, jasna i przezroczysta w jej oczach. Położyła się obok spokojnie śpiącego Zelgadissa i zaczęła płakać w poduszkę.
Następnego ranka obudziła się wcześnie, Zelgadiss jeszcze spał. Odwróciła się do niego plecami. Cały czas myślała o jego snach. To tylko sny... tylko sny... ale dlaczego tak się ich bała... Umiera w jej obronie... ona sama także zostaje martwa... dlaczego ... serce ją zabolało... nagle poczuła na swoim brzuchu ciepłą dłoń męża.
Zel: Teraz ty wstajesz z kurami...
Czule zaszeptał jej do ucha i pocałował w szyję.
Amelia: ... czy... czy miałeś znowu koszmary?
Odwróciła się do niego. Zrobił zdziwioną minę.
Zel: ... nie... nie przypominam sobie. To była dobra noc... może zaczniemy dzisiaj później naszą pracę...
Amelia spojrzał na niego pieszczotliwie. Nic nie pamięta. To dobrze. On jest taki dobry. Zasługuje na szczęście, a nie na nękające koszmary... pogładziła go po policzku.
Amelia: ... kocham cię.
Zel: No, odbyło się bez negocjacji.
Amelia: Negocjacje dopiero cię czekają.
Zel: Chodzi ci o układ? Nie martw się, jutro wszystko pójdzie doskonale! Mam nawet niespodziankę dla ciebie!
Amelia: Ja też...
Zel: Będzie nas troje?!
Amelia: nie- jest wpół do ósmej, za pół godziny masz obchód w koszarach.^^
Autorka: Tjaa, nie ma to jak urocze niespodzianki- - ...
Zel: CO?!??! SZYBKO!
Amelia: Ej, w piżamie?!
Zel: ... ... zapomniałem^^.
< GLEBA!>
Po śniadaniu Zelgadiss postanowił pokazać Amelii swoją niespodziankę.
Zel: Proszę.
Amelia: ... to... przecież...
Zel: Musisz mieć na jutro suknie... kazałem ja zrobić dla ciebie specjalnie na jutrzejszą okazję.
Ta sama, identyczna!!!- dudniło w uszach Amelii.
Zel: ... i jak?
Amelia: ... jest... piękna...
Dworzanin: Panie, przepraszam, ale narada w sprawie traktatu oraz układu jest już przygotowana... pani także może uczestniczyć w debacie...
Amelia: n- nie, jestem pewna, że Zelgadiss sam sobie poradzi...
Zel: Na pewno?
Amelia: ... rozbolała mnie głowa...
Zel: Dobrze więc.
Pocałował ją w czoło.
Zel: ... nie mogę się doczekać, jak ją założysz...
Uśmiechnęła się. Kiedy wyszli nie potrafiła jednak ukryć łez. Poszła do ogrodu, tam zawsze jest tak cicho i spokojnie. Biała huśtawka przy wielkim drzewie gdzie się pierwszy raz pocałowali... cały czas serce biło jej jak oszalałe... bała się tej sukni, bała się... on założy pewnie ten biały mundur, taki jak w śnie... skuliła się i zapłakała. Poczuła dłoń na swoim ramieniu. Odwróciła się mechanicznie.
Amelia: kim jesteś?!
Dziewczyna była mniej więcej wzrostu Amelii. Miała duże, niebieskie oczy i ciemne włosy, błyszczące się morską, ciemną zielenią w słońcu. Spięte je w dwa swobodnie opadające kuce, które w tej chwili spoczywały na jej ramionach. Była w białej, pięknej sukni.
Amelia: KIM JESTEŚ?! Nie znam cię...
Dziewczyna uśmiechnęła się. Z jej ramion wyrosła para olbrzymich skrzydeł. Śnieżnobiałych, ze srebrnym połyskiem. Niebo zapełniło się drobnym puchem i piórkami.
Dziewczyna: ... nie rozpaczaj królowo...
Amelia: jesteś... aniołem?
Dziewczyna: Nieważne kim jestem... jeszcze się spotkamy...
Dziewczyna odleciała do nieba po czym znikła.
Amelia otworzyła oczy. Dziwne. Wcześniej stała, teraz siedzi oparta o poręcz huśtawki, lekko kołysanej przez wiatr... to był sen? Chyba tak... ale co tu robi to pióro?! Inne niż wszystkie...
Zel: ... śpisz?
Amelia: Co? Nie wiem... chyba się przespałam... która godzina...
Zel: ... skończyliśmy przed chwilą. Chcesz jeszcze odpocząć?
Zelgadiss usiadł obok niej ( no co, to huśtawka co najmniej trzyosobowa!)... poczuła się bezpiecznie. Oparła głowę na jego ramieniu, wsłuchała się w jego serce... zamknęła oczy...coś do niej mówił, ale nie wiedział co...
Zel: ... no, ale ter... Amelio?
Ale nie usłyszał odpowiedzi. Na jej rzęsach trzęsły się maleńkie łzy, których nie dostrzegł. Wziął ją na ręce.
Zel: ... za bardzo się martwisz...
Uśmiechnął się i zaniósł do sypialni. Zanim wyszedł stanął na chwilę w drzwiach... westchnął. Zaszkliło mu się oczach, ale nigdy by się do tego nie przyznał.
Zel: ... ja też cię bardzo kocham...
Wyszedł, a Amelia otworzyła oczy i uśmiechnęła się do siebie... zasnęła. Obudziło ją światło.
Zel: hej, żyjesz^^?
Amelia: Co się stało...
Zel: miałaś wczoraj gorączkę... ale, już wszystko dobrze. Dzisiaj podpisujemy traktat.
Amelia: spałam cały dzień ?!
Zel: ... a może to nie przez głowę...
Amelia : co masz na myśli?!
Zel odwrócił się, żeby nie widziała jego zakłopotania.
Zel: Nic takiego... zupełnie nic... tak tylko sobie pomyślałem, że miło by było, gdyby...
Amelia objęła go od tyłu: Nigdy nie dajesz za wygraną, co?
Zelgadiss odwrócił się, przyciągnął ją silnie do siebie, po czym wyszeptał namiętnie, patrząc jej w oczy.
Zel: nigdy.
Zapieczętował to gorącym pocałunkiem.
Asystentka autorki: co znaczy "namiętnie"??
Autorka: sprawdź w słowniku komputerowym.
Asystentka autorki : na... mie... jest! Synonimy... O KURKA!
Autorka czerwieniąc się: i co?
Asystentka autorki: tyle określeń... a ja myślałam, że chodzi o " na" "mięcie"...
Autorka: grrr, ty mi tu o ziołach ,a tam rozgrywa się dramat!!!
Asystentka autorki: jak na postacie dramatyczne są coś za weseli...
Autorka: - - ...
Służący: pa.. o przepraszam...
Zel: Czekaj, o co chodzi?
Służący: Powinni się państwo przygotować do przyjazdu pary królewskiej dynastii H. Taed ... ojciec królewskiej mości kazał ...
Phil: Szybciej dzieciaki! Na amory wam się zebrało!
Zel: Założysz ją?
Amelia: ...
Wiedziała co to znaczy... ale nie może mu tego zrobić... tak bardzo go kocha ... chce go ochraniać... nie wie jak i nie wie czy to możliwe... ale nie chce oglądać jego śmierci po raz kolejny...
Amelia: oczywiście...
Amelia udała się do swojej garderoby. Była to komnata z wieloma szafami i lustrami, taboretem obrotowym, oraz wieloma przyborami do szycia. Trzy służki i jedna starsza krawcowa weszły do komnaty za królową. Królowa- to brzmi dumniej niż księżniczka. Teraz może nosić taki tytuł. Jej ojciec nie był królem, ponieważ matka zmarła przed jego koronacją, mimo iż od ich ślubu minęło parę lat. Postanowił ku jej czci nie nosić jej przydomka- ona bowiem była królową pochodząca z dynastii. Jednak jego córka została koronowana zgodnie z wolą matki- królowa życzyła sobie, aby nowa królowa była najwyższą kapłanką i dalej ciągnęła dynastię ku świetlanej przyszłości. Co prawda Amelia musiała dorosnąć do takich obowiązków, ale wyrasta się prawie ze wszystkiego ( ale jakoś nie potrafiła rozstać się z tą różową kitką ^^'' ). Co do systemu koronacyjnego Phil ustanowił modyfikację, aby nowy król nie pochodzący z dynastii został koronowany włącznie z królową w dniu zaślubin, a nie po pięciu latach, jak nakazywało prawo praprzodka Amelii. No, tyle o polityce, akurat jak służki zdążyły przyodziać Amelię i przystroić. Wyszły. Tylko Amelia została przed lustrem. Wpatrywała się w swoje odbicie z bólem. Wyglądała tak samo... i te dwie wstęgi... we włosach... wszedł Zelgadiss.
Zel: ...!! Niesamowite... piękniej wyglądałaś jedynie w dniu naszego ślubu...
Amelia: ...
Zelgadiss podszedł do niej. Wpatrywał się w nią z rozpromienioną twarzą. Oczy mu się świeciły. Nie sądził, że można być tak pięknym... i na dodatek ... oni... już nie myślał radykalnie, pochylił się tylko do przodu... i nagle poczuł jej palec na swoich ustach.
Zel: ?
Amelia: Zelgadissie... ja… muszę... ci coś powiedzieć...
Zel: ... przepraszam, wiem, że jesteś zmęczona... ale od rana jesteś taka piękna...
Amelia: Zelu- zelusiu... ja.. ja byłam...
Zel: ?
Amelia: byłam... w twoim ... w twoim śnie!!!
Zel:... o czym ty mówisz...
Amelia: tak bardzo cierpiałeś tamtej nocy... wtargnęła do twojego snu, aby wiedzieć jaki koszmar cię gnębi i wygnać go... jako kapłanka potrafię takie rzeczy... ale ten sen... boję się Zelgadissie...
Zel: ... dlaczego mi nic nie powiedziałaś...
Amelia: ... nie - nie wiedziałam... że twój sen jest ...
Zelgadiss podszedł do niej bliżej: mieliśmy sobie ufać... mówić o wszystkim...
Amelia: ... przepraszam... j- ja chciałam...
Nie dokończyła. Zelgadiss mocno ja przytulił. Rozpłakała się.
Zel: Nie rób tego więcej... byłaś taka smutna... co się działo w tym śnie?
Amelia: ... tam...
Phil: Szybko! Już jest!
Zel: chyba " są"?
Phil; przybył tylko książę, jego narzeczona nie mogła przybyć.
Zeszli na dół. Czekał na nich wysoki, młody mężczyzna, z lekkim zarostem i czerwonymi włosami. Miał wąskie oczy. Był wyższy od Zela, ale chudy, Zelgadiss był bardzo dobrze zbudowanym królem, o szerokich, seksownych ramionach, i w ogóle męskiej postawie.
Autorka: Wygrałby "Sekstet" bez dwóch zdań!^^
Asystentka autorki: - - ...
Zel: Witam w imieniu Sayllun. Król Zelgadiss Greywords the Sayllun.
Mężczyzna: Książę Ying H. Taed ... a to pewnie legendarnej urody królowa Sayllun...
Amelia: Nie słyszałam o podobnych legendach, miło jednak to słyszeć. Amelia Greywords the Sayllun.
Ying: ... zrezygnowała pani z przydomka szlacheckiego?
Amelia: określenie " the Sayllun" bije każdy przydomek, nawet hrabi czy monarchy.
Ying: jest pani niezwykle podobna do matki... gdyby nie krótsze włosy nie rozróżniłbym was.
Amelia: jakim cudem zna pan moją matkę?!
Ying: ...
Zel: proszę odpowiedzieć.
Nagle pokój zszarzał, a i wszyscy znajdujący się tam urzędnicy stali się kamieniami.
Ying: ... moja kosa dosięga każdego... a ona miała nielekką śmierć... pamiętasz... nóż w jej sercu... krew na podłodze... wszędzie... nawet na niewinnych rączkach małej dziewczynki, chcącej po prostu obudzić mamę...
Amelia upadła i drżącymi rękoma starała się nie słuchać.
Zel: ZOSTAW JĄ W SPOKOJU!
Amelia: nie... to nieprawda... nie!!!
Ying: Jak to... odpychałaś tę myśl na skraje pamięci... jedyna osoba, która cię rozumiała... to on, prawda?! Niebiesko kamienny pajac, który także musiał oglądać śmierć swoich rodziców...
Zel: ... to ty byłeś w moich koszmarach...
Yian: Bingo, ha, ha, ha! Nareszcie ... uprzedzę twoje pytania! Nie zabijam dla zabawy... ale ty mi zawadzasz... zostawiłbym twoją kobietę w spokoju... było jej pisane umrzeć z żalu po tobie... ale wtargnęła do twojego snu. To mnie zirytowało. Jakim prawem wtargnęła na moje terytorium? Dlatego postanowiłem, że będziecie cierpieć... i ty, i ona! Nie pamiętasz swojego najgorszego snu, ale nie dlatego, że ona tam wtargnęła, jakby się wydawało na początku!!!
Amelia: ... Zelgadissie, on cię zabije!!!
Zel: nie tknie ciebie!
Amelia: Zelgadissie, posłuchaj mnie!!! Gdy zaczniesz z nim walczyć, zabije najpierw mnie, a potem ciebie!!!
Ying: ... nie cierpię znać z góry zakończenia. Ale widziałem cię moja panno. Dlatego muszę dać wam nauczkę, he, he...
Zel: nie odpowiedziałeś- dlaczego chcesz nas zabić.
Ying: a jak ty myślisz, po co ja zabijałem jej matkę?
Amelia upadła ponownie: ... za- zabiłeś ją...
Zel: Amelio... nie płacz...
Ying: Och, jak to pięknie wygląda! W pałacowym świecie tyle jest zdrad i żalów. Wasza para była wzorem dla wszystkich, zawsze kochająca się i tolerancyjna.
Zel: Jest wzorem i długo będzie.
Ying: nie, dopóki ja żyje. Widzisz, na świecie istniała kiedyś samowolna cząstka mazoku ,o których nie wiedział żaden Lord i do teraz nie wie, a co dopiero ich służalcy. Było nas mało, wszystkie mazoku miały na celu zwalczanie ryozoku a w końcu zagładę planety. Ludzi natomiast pozostawiali w spokoju, chyba, że jakiś mazoku był na dość wredny. Ale my byliśmy inni. Zwalczaliśmy ludzi, którzy szerzyli "praworządne" idee i poglądy. Niestety pokonywali nas. Ale- wielu udało się nam pokonać. Matka tej małej była pacyfistką o dużych możliwościach, które chciała wykorzystać. Ty jesteś podobna, ale Zelgadiss nie zostaje w tyle. Prosto mówiąc razem jesteście najniebezpieczniejszymi naszymi wrogami. Właściwie moimi bo ja zostałem ostatni... he, he... ale już niedługo wy też zginiecie...
Zel: Co się stało z wszystkimi radcami...
Amelia; kamienie?!... AA! MÓJ OJCIEC!!!
Ying: Och, nie mówiłem wam? Potrafię zmieniać ludzi w kamienie... swoją drogą, gratuluje refleksu, HA! HA!!!
Nagle zabłysło pod sufitem. Dziewczyna ze skrzydłami sfrunęła powabnie przed Yinga.
Dziewczyna: ... Ying...
Ying: ... Yang... mogłem się ciebie spodziewać...
Yang: To nasza walka.
Ying: przecież ty nie istniejesz!
Zel: Kim ona jest?!
Amelia: ... ś- śniła mi się ...
Yang: ... odejdź... załatwmy to między sobą...
Ying: odejść?
Yang: tak!
Ying i Yang wzbili się lekko w powietrze. Yang próbowała go zranić ciężka kulą umocowaną na sprężystej linie. Ying wyciągnął kosę. Zgrzyt, jeden, drugi... i jak w masło. Yang upadła, jej skrzydła zaczerwieniły się.
Ying: ośmielicie się mnie przeciwstawiać.. HAA!! Ostatnia z rodu strażniczek nie żyje!
Wszyscy zamienili się z powrotem w ludzi.
Phil: co się dzieje?!
Ying: nie ma już nikogo, kto by był w stanie mnie pokonać.
Zel: ... Mylisz się...
Ying: WYZYWAM CIĘ KRÓLU! Jutro o tej porze będziesz martwy ... ale teraz...
Podleciał bliżej Amelii.
Ying: Pokaże ci, że nie należy mnie ignorować!!!
Zamachnął się, aby ściąć jej głowę, jak w śnie. Jednak coś złapało go za nogę. Odwrócił się. Była to przezroczysta ręką!! Yang podniosła się, chociaż byłą tylko niewidoczną masą. Ying wycofał się.
Yang: My strażnicy pokoju nigdy nie umieramy... tylko stajemy się legendami.
Po tych słowach wzleciała w przestworza przez sufit.
Ying: .. do jutra.
Po państwie rozeszła się wiadomość. Król postanawia pokonać demona, który gnębi jego rodzinę. Na dachu pewnego białego domku, nieopodal zamku, siedział mężczyzna, eks- kapłan, który niedawno stał się człowiekiem. Spojrzał w górę i załamał ręce.
Xelloss: ... jare, jare ... jeżeli mazoku zniżają się, aby szukać przyjemności w mordowaniu ludzi, to chaos długo nie będzie istniał.
Po czym napił się herbaty.
Szybko nastała noc i gwiazdy pojawiły się na niebie. Jeżeli on umrze, jej serce nie wytrzyma. Tak przepowiadała Yang...
Zel: Posłuchaj...
Amelia: tak?
Zel: ja... nie chce mieć dziś koszmarów... chce śnić tylko o tobie... proszę... możesz to zrobić... prawda...
Amelia: mogę... dać nam jeden sen.. ale nie wiem, czy się uda...
Zelgadiss podniósł jej twarz.
Zel: uda się.
I tak nastała noc. Amelia z łzami w oczach przytuliła się lekko do Zelgadissa.
Amelia: niepojęty śnie... obdarz nasze dusze lekkim wiatrem milczenia... i daj aby myśli popędziły przed siebie... w wspólne.. światło...
Łzy pokapały na Zelgadissową piżamę.
Słońce. Otworzyła oczy... gdzie jest? Kim jest?... Już wie... czeka na kogoś... na kogo? Dlaczego go tu niema... słyszy! To jego serce, jest tu... dlaczego ma na sobie tą białą suknię? Jest pięknie... jak z książki... błękitne niebo, słońce, zielona łąka i pełno białych kwiatów, tych samych... dywan białych kwiatów... słyszy jego serce coraz wyraźniej... odwróciła się. Jest... to on... białe spodnie i koszula... to on... jest tu z nią... usiadł koło niej na trawie... wręczył jej kwiaty, te same, ale o wiele piękniejsze...
Czy czegoś się bałam... chyba nie... nie wie, nic nie czuje... nie czuje strachu, smutku... czuje ... ciepło... jego ciepło... jaki ma delikatny dotyk... kocham go... tak, już wiem kim jest... jego pocałunek zmienia wszystko... trawa jest taka miękka... bezpieczeństwo... a jego oczy są takie piękne... głębokie... mogę go głaskać po twarzy... płaczę ze szczęścia...?
Otworzyła oczy. Świt. Ich sypialnia. Oni lekko do siebie przytuleni, tak samo jak wczoraj. Łzy popłynęły tak samo.
Amelia: ... to był tylko sen...
Zel: Był bardzo piękny...
Amelia: nie śpisz?!
Zel: ... obudziliśmy się tak jak zasnęliśmy- równocześnie.
Zelgadiss wstał. Amelia usiadła i schyliła głowę, aby jeszcze popłakać... ale nagle natrafiła dłonią na biały kwiatek, który znalazł się na jej poduszce... . Amelia przypatrywała mu się z niedowierzaniem... a jeśli to nie był sen... jeżeli tam byli... tam gdzie rodzą się najpiękniejsze marzenia senne...
Niedługo po śniadaniu Zelgadiss założył twardszy, skórzany kaftan. Na szyję, na sznurku kawałek różowego amuletu- cóż, tylko tyle pozostało po bojach jakie musiał ten amulet z nim przeżyć, ale ponoć zawsze przynosił mu szczęście... i swój miecz. Stary przyjaciel, którego dawno nie używał. Codziennie rano trenuje ze swoimi żołnierzami. Oni po 20 napadają na niego, a z tyłu są czarodzieje, który uleczają ich po takich treningach. Każdy żołnierz, który zrani króla, lub odbierze mu miecz dostaje awans. Teraz kiedy był już gotowy... jedyne co mu pozostaje to pożegnać się.
Zel: Nie wiem ile czasu zajmie mi walka... ale... poczekaj na mnie... dobrze?
Amelia przytuliła się do niego: ... wracaj do mnie szybko...
Tego dnia świeciło słonce. Dzieci bawiły się na placach w rycerzy i księżniczki. W stajniach szorowano konie i targowano się o paszę. Tylko zamek pogrążony był w smutku. Bo żyła sobie księżniczka, która pokochała chimerę. I chodź wszyscy w koło mówili, że to nie przetrwa, to i tak byli razem jak w bajce o pięknej i bestii. Bo z dzieciaka wyrosła królowa, a z chimery król.
W ich sypialni był mały bałagan. Ze skrzyni wystawały jakieś stare ubrania. Leżała na łóżku z wygasłymi od płaczu oczami, przytulona do jego starego golfa koloru ecru... cicho śpiewała piosenkę... Malutkie serduszko straszny ból sprawia mi
Pozwól mu dziś podskoczyć i z tobą spędzić wieczność ...
* * *
Zelgadiss znalazł się w wyznaczonym miejscu. Panował tam chłód i nieprzyjemne wiatry. Dosięgał miecza, gdy przed nim zjawił się Ying. Ale Ying nie miał kosy. Stał przed nim szyderczo się uśmiechając.
Ying: Witaj. Jeden dzień tak szybko minął prawda? Poznajesz to miejsce?
Zelgadiss lekko się rozejrzał. Z suchej równiny znaleźli się w ogrodzie. Małym, niepozornym ogródku. Był tam mały chłopczyk, lejący łzy.
Chłopczyk: ... k- kiedy wrócą... mają tu być... czemu ich nie ma...
Zel: ... przestań.
Ying: Cios prawda? Jak myślisz to ich zabił? Mazoku? Nie! Ludzie! Ludzie zabijają ludzi! Twoi rodzice zginęli bo komuś się tak zachciało.
Zel: czemu mi to pokazujesz?!
Ying: Bo chce ci uświadomić dwie rzeczy- po pierwsze nie ma czegoś takiego jak miłość... po drugie, ja mogę sprawić, że ukarzesz wszystkich, którzy cię zranili.
Zelgadiss opuścił miecz.
Zel: Gdyby miłość nie istniała to po co byśmy istnieli?
Ying: ... he, he... skoro miłość jest taka wspaniała, to dlaczego wszyscy, których kochasz UMIERAJĄ?!
Zelgadiss cofnął się.
Ying: Rodzice... przyjaciele... nawet Rezo (?)... a teraz ... ona też...
Zel: ... nie wmówisz mi, że to moja wina!!!
Ying : Sam to powiedziałeś...
* * *
Phil: Dwa tygodnie już go nie ma... na dodatek Amelcia zachorowała ...
Lekarz: PANIE!!!
Phil: Co jest?!
Lekarz: Stało się coś strasznego!!!
Phil: O NIE!! UMARŁA?!??! TYLKO NIE TO!!!
Lekarz: n- nie królowa żyje... ona...
Phil: To czego mnie straszysz! Co z nią?!
Lekarz: ... królowa najprawdopodobniej jest przy nadziei...
Phil: Yyy... to znaczy?!
Lekarz: Chlip, będziemy mieli dziedzica tronu!!
Phil: TOŻ TO WSPANIALE!!! ALE SIĘ CHŁOPAK UCIESZY!^^
Autorka: o ile przeżyje.
Cisza...
Asystentka autorki: zabije się?! ALE FAJNIE!!! ZACZYNA MI SIĘ TO PODOBAĆ!!!
* * *
Ale tam wydawało się, że minęło zaledwie parę minut, niż całe tygodnie...
Ying: ... czy ty ciągle nie rozumiesz?
Zel: CZEGO?!
Ying: nie możesz mnie trafić, bo nie chcesz tego... sam mnie stworzyłeś...
Zel: BREDNIE!
Zelgadiss natarł na niego z całej siły, jednak ten odskoczył tuż przed ostrzem miecza.
Ying: ... wiesz, nie rozumiem cię... z jednej strony powinienem być ci wdzięczny... wiesz, te wszystkie wizje same rodzą się w twoim umyśle... nie sadzisz, że ich zawiodłeś? No, może przy Rezo, nie czułeś nic takiego, ale on zalazł ci za skórę... he, he mimo iż dość kamienistą...
Zel: Nikogo nie zwiodłem.
Ying: taaak? To dlaczego cały czas masz poczucie, że zaraz się coś stanie? Że nie podołasz zadaniu? Że okażesz się bezużyteczny?! Wiemy o tym oboje. I wiemy dlaczego... całe życie bez miłości sprawiło... że się jej boisz.
Zel: KŁAMCA! Gdybym się jej bał nie pokochałbym ...
Ying: Och, zapomniałem o tej małej.. no, ale czyżbyś zapomniał ... przed każdym waszym spotkaniem... ten dziwny strach? To było dawno, przypomnij sobie czasy panieńskie... a potem, po ślubie, ten strach, że gdy się obudzisz jej nie będzie...
Zel: ... przestań...
Ying: Poczucie winy, że pokochała właśnie ciebie...
Zel: NIE JEST ŁATWO KOCHAĆ CHIMERĘ!
Ying: Ha! Nareszcie to powiedziałeś! Teraz wiesz o co tu chodzi? Wstydzisz się siebie... wstydzisz się tego, że ona musi się do ciebie przyznawać... broniłeś się przed jej miłością tak długo... a jednak uległeś... teraz powtórz... nikogo "nie kocham... bo nikt mnie nie pokocha... to nie miłość, to litość z ich strony" ...
Zel: ... nikt... nikt..?

Zel: Czekaj! Muszę- muszę ci coś powiedzieć...
Amelia: Zelgadissie jest późno... prawie północ... ogród pięknie wygląda w nocy... i naprawdę wspaniale się z tobą rozmawia, ale ...
Zel: CZEKAJ MÓWIĘ!
Amelia: !!! Spokojnie...
Zel: Stój tu!
Amelia: ...?
Zel uklęknął: Chciałem... chciałem ci powiedzieć... że kiedyś... kiedy cię poznałem... i wędrowaliśmy z Liną... traktowałem cię bardziej jak młodszą siostrzyczkę... miałem kogo bronić, bo mnie nigdy nikt nie bronił. Teraz... stałaś się piękną... mądrą i czułą kobietą... z którą chciałbym przeżywać złe i dobre chwile... już zawsze... o ile się zgodzisz...
Amelia: Ty...
Zel: Proszę cię... czy zostaniesz moją żo...
Amelia rzuciła się na niego^^.
Amelia: tak Zelusiu...

Zel: ...
Ying: O czym myślisz?
Zel: ... to nieprawda... nie broniłem się...
Ying: niedosłyszałem...
Zel: To była jedyna walka, jaką oddałem walkowerem!!!
Ying: starasz się mi cos udowodnić?
Zel: ... mam takie samo prawo do miłości...
Ying: a jak kiedyś znudzi się jej kamienna powłoka? W wielkim pałacu, gdzie połowę dnia nawet nie widzicie się spod dokumentów!
Zel: ... masz rację, cały dzień jesteśmy zabiegani... ale zawsze znajdziemy czas, żeby na siebie spojrzeć... nie musimy nic mówić, wystarczy gest ręką, ciepłe spojrzenie. Nawet krótka rozmowa...
Zelgadiss zaczął się przybliżać do Yinga, który stał nieruchomo, ale jakby zaczął się bać...
Zel: ... spacery w ogrodzie, na które mamy tylko kilka minut... a podczas których...
Ying: Co ty...
Zel podszedł bardzo blisko ...
Zel: świat nie liczy się bardziej...
Jego miecz znalazł się w brzuchu Yinga, który nagle upadł i rozpłynął się.
Zel: ... niż ona.

Phil: Trzy tygodnie... a jeżeli on...
Amelia: WRÓCI!
Phil: Przestań, nie możesz się denerwować.
Amelia: jak mam się nie przejmować...
Lekarz: To źle wpływa na stany zdrowia....
Amelia: on musi żyć... przepraszam.
Lina stała pod ścianą obok Gourrego i smutnym wzrokiem patrzała jak Amelia opuszcza komnatę.
Lina: ... Zelgadissie, gdzie się podziewasz...
Amelia weszła do ich sypialni. Tylko tam może znaleźć spokój. Wyjrzała przez okno. Gdzie on teraz jest... skrzypnięcie. Drzwi się zamknęła. Same? Co jest grane... odwróciła się... stał przy niej. To dlatego okno było już otwrte...
Amelia: Co ... jak tyś się tu ...
Nie mogła dokończyć, pocałował ją. Nawet nie wiedziała kiedy upadli na łóżko. Oderwała się od niego na moment.
Amelia: Wiesz... mam dla ciebie niespodziankę...
Zelgadiss uśmiechnął się i znowu ją pocałował. I to nie był sen- on wrócił .

Yang stanęła na dachu białego domku.
Yang: ... wierzyłam w niego, a ty?
Xelloss: ja? ... chyba też...
Ktoś wszedł na dach.
Philia: Xellossie, z kim rozmawiasz?
Xelloss: z nikim kochanie... idziemy na herbatę?

I tak kończy się epizod z życia króla. Dalsze części dopisze czas, lub autorzy fanfików^^.

KONIEC!

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.74783600 1314692539
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!