Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Mazoku
Sierp Ksiezyca
 
Treść fanfika..
Wstaje świt. Gourry chrapie jak oszalały. Filia śpi w swoim kąciku, w głębi groty pod płaszczem Zelgadissa leży Amelia. Sam Zelgadiss śpi oparty plecami o wyjście jaskini. Xellossa nie ma. Nie wiadomo czy czuwał, czy po prostu znikł. Lina podniosła głowę z posłania. Spoglądała przelotem po towarzyszach. Po co oni z nią idą. Dla jakiego celu. I tak tylko spotykają ich przez to kłopoty.
- Przed nami miasto. Pobudka!!!
Krzyk Liny obudził momentalnie wszystkich( no może poza Gourrym).
- Panno Lino- odezwała się Amelia- gdzie teraz?
Dobre pytanie. Nikt nie znał celu wyprawy. A Xelloss mówił jedynie " to tajemnica". Lina zdenerwowana już tymi wiecznymi niewiadomymi dawno zrezygnowała z jego rad. Teraz sama kieruje wyprawą po Sierp Księżyca. Mimo iż nie wie, czym naprawdę ten Sierp jest.
- Dochodzimy do miasta i rozglądniemy się. Najpierw zaliczmy knajpę, bo………
- …….bo tam jedzenie dają?- wtrąciła chimera. Nie dowiemy się, czy miał dobry humor z powodu odwiedzenia kolejnego miasteczka, czy z powodu płaszcza użyczonego Amelii.
- Nie mądralo. W knajpie dowiesz się tego czego nie powinno się wiedzieć. A o Sierpie lepiej nie mówić głośno.
Tak więc ruszyli do miasta o nazwie Rafella. Po zatrzymaniu się w karczmie i doprowadzenia jej do bankructwa, Zelgadiss z Amelią poszli obejść miasto. Lina i Gourry nie wiedzieli co robić, a Filia przeglądała stare notatniki pewnego człowieka, napotkanego dawno temu w drodze do Sayrunu.
- Wiecie, że tutejsze władze są bardzo niebezpieczne? Używają okrutnych metod i nigdy nie wierzą… - Filia zamarła po przeczytaniu ostatniego wyroku jaki został dokonany w tym mieście: "Zamienienie w kamień za wypowiedzenie kłamstwa." Obok napis: Anna S. 10 lat.

Tymczasem miasto dość…ekhm, dziwnie reagowało na widok Zelgadissa ( co niezmiernie go irytowało) co przyczyniło się do wybuchu niejednego zabytku.
- Panie Zelgadissie… nie uważa pan, że……
- Tak, wiem poniosło mnie……co to?
- Chyba… gliny nas szukają.
- Jeszcze policji mi tu brakowało.
- Zostajecie aresztowani.- bardzo spokojnie powiedział człowiek przepasany czerwoną szarfą z krótkim sztyletem za pazuchą. Za nim było chyba z 180 podobnie ubranych ludzi.
- Proszę nas puścić! Nie zrobiliśmy nic złego!- Amelia wyszarpnęła się jednemu z nich i razem z Zelgadissem rzuciła pociskiem w oddział. Powaleni wstali i zaczęli przybywać nowi.
- To nie jest normalne…- Zelgadiss trącając wroga najśmielszymi pociskami zaczynał słabnąć.
Oddziały powiększały się. Amelia została otoczona. Jednym ruchem pewien żołnierz powalił księżniczkę.
Zelgadiss został zaatakowany od tyłu. Miecz napastnika wbił się lekko w twardą skórę chimery. Stróżka krwi pociekła na ubranie Zelgadissa. Zelgadiss wykonał bardzo szybki obrót o 360o , ścinając tym samym trzy głowy. Ciężko mu się oddychało. Nie mógł już użyć magii, mimo iż byłoby to najlepszym posunięciem. Coś uderzyło go w głowę. Nawet nie wiedział co i kto. Normalny człowiek po tym uderzeniu zginał by na miejscu. Pierwszy raz był zadowolony z tego, że jest twardy jak kamień. Jedyne co poczuł to chłód, jaki wywoła cieknąca krew. Wojsko powiększało się. Nie wiedział co się dzieje z Amelią. Nie miał czasu na radykalne myślenie. Został sam na polu bitwy. Krew z czoła ciekła coraz bardziej i ręce powoli zaczynały mu drżeć. Nie trzymał już pewnie miecza. Po krótkim namyśle wbił miecz w ziemie i wywołał jakiś czar, którego powiedzenie jest równie trudne, jak wytrzymanie zadanego pocisku. Ziemia zatrzęsła się 1000 razy bardziej niż od zwykłego zaklęcia Vigarthagaia. Wojsko zostało zrównane. Z martwych ciał wydobyły się kłęby czarnego dymu. Demony. To były tylko demony… . Zelgadiss o mało nie upadł na ziemię. Miecz z brzdękiem opadł na porozbijane głazy. Na plecach chimery ciągle ciekła krwią zadana rana. Krew z czoła tak zalewała oczy, że Zelgadiss niczego nie widział. Spadł deszcz. Zelgadiss jakoś wstał, ale ciągle brakowało mu oddechu. I jednej osoby…
- Niech umrze zdrajczyni.
- Co? CO JA TU ROBIE?!?!!?!- Amelia przerażona znajdowała się w specyficznej sali tortur. Nie było tu mieczy, kolczug, przyrządów miażdżących stopy czy palce. Tylko jeden łańcuch. Jedyny. Przytwierdzony do prawego nadgarstka, spojony ze ścianą. Amelia miała właśnie tą rękę zakutą. Mała salka… z księgą. Grubą i pożółkłą.
- Okłamałaś najważniejsze stopnie państwowe. Za to czeka cię kara zapisana w tej księdze czarów.- egzekutor otworzył księgę. Zaczął czytać zaklęcie rzucane na dziewczynę.
- " Życie zrodzone z najtwardszego kamienia…"
- nie……- Amelii poczerniało w oczach. Więc to tak czuł się Zelgadiss. Nic nie możesz zrobić, tylko patrzeć jak na tobie eksperymentują, pozbawiają samego siebie.
Egzekutor powoli dokańczał zaklęcie.
- Dlaczego jeszcze nie wracają…- Lina tkwiła zapatrzona w okno. Deszcz padał niemiłosiernie. Martwiła się o Amelię i Zelgadissa. Wiele razy wędrowali razem, ale zawsze wracali do zmierzchu. A dzisiaj… .
- Lino, ktoś przyszedł.- Filia podeszła do drzwi.
Zelgadiss wszedł do pomieszczenia i opadł na jedno kolano. Jego ubranie dawno nasiąkło krwią, która wciąż płynęła.
-Zel, co się stało!??!!?!?!?!?- Lina podbiegła do chimery, która jedyne co zdołała wypowiedzieć to, że Amelia została porwana. Później opadła na skutek wykrwawienia.
Lina z Filią po pewnym czasie postawiły Zelgadissa na nogi. Ten nie rozmawiał z nikim. Wściekły na siebie, że wszystko popsuł. Gourry wiele razy próbował go pocieszyć. Zelgadiss nie odpowiadał.
- To wszystko mija wina…- Wytrącił bezsilnie i wściekle Zelgadiss.
- Przestań!!!!- Lina nie wytrzymała i wymierzyła Zelgadissowi policzek. Twarz Zelgadissa pokryła się lekkim poczerwienieniem.
- Przepraszam- odparła Lina widząc jeszcze większe zdołowanie przyjaciela.- ale nie tylko ty się martwisz. Dla nas Amelia, też była przyjacielem. Ale nie można się ciągle użalać nad sobą! Trzeba działać! Zabrali ją chyba dom jakiegoś obozu.
- Na pewno.- odezwał się najmniej spodziewany tego dnia głos- głos bestii.
- Czyli pomagasz nam?
- Tymczasowo. Dopóki nie dostanę ciekawszej pracy.
- Gdzie zatrzymana jest Amelia.- Lina poważnie podeszła do sprawy. Zelgadiss przysłuchiwał się, nie lubił prosić o pomoc, zwłaszcza kogoś takiego jak Xelloss. Filia czytała dalej książkę, ale słuchała również.
- Amelia trzymana jest w twierdzy przewodników prawa w tym mieście. W domu z którego się nie wychodzi żywym. Amelia została zatrzymana i poddana torturom magicznym. Teraz wiecie tyle ile ja.
- A Sierp? Co on z tym wspólnego?
- Tylko jego działanie odczynia czar i tylko nim można pokona tutejsze władze.
- Dobrze. Ale po co on tobie.- Filia przybiła tym Xellossa do muru. - Przecież szukamy go dla ciebie.
- Oczywiście moja droga. Pionki zostaną pionkami dopóki nie zrozumieją celu gry. Ale Lina i drużyna już dawno wiedzą o co biega. Teraz oni zaczną szukać Sierpu dla siebie.
- Nie odpowiedziałeś na pytanie! Po co ci on był? Najpierw chcesz, potem nie? Wytłumacz się!
- To… tajemnica.- Xelloss znikł po tych słowach, a Filia nie dowierzała, jak można być tak nie zainteresowanym czyimś losem.
- Nie wiele nam powiedział- stwierdziła Lina- ale wystarczająco sporo by ruszyć Amelii na ratunek.
- Nareszcie- Gourry zaczął się niecierpliwić- nic nie zrozumiałem, ale Amelię ratować trzeba!
Zelgadiss sięgnął po miecz. Nawet go już nie chował.
-Ciesz się dziecino…… to twój nowy dom…- rzekł do Amelii jakiś stwór.
- Panie, nasi ludzie nie wrócili!
- Co takiego!?!???!??!?! Ani jeden!???!!?
- Pana Zelgadissa tak łatwo nie zabijesz!- Amelia krzykła radośnie.
- Zamilknij!- strażnik wystrzelił pocisk w Amelię. Z czoła popłynęła krew na wrogą twarz Amelii, a blask księżyca odbił się od jej srebrnych, metalicznych włosów.
Lina z Gourrym dobiegli od frontu. Napotkał ich cały odział demonów. Zelgadiss natomiast podziemiami ominął niektórych wrogów. W ciemnościach trudno było walczyć. Zelgadiss jedynie licząc na słuch kruszył napotkane demony. Lina i Gourry zabawiali się nie wytrenowanymi demonkami.
- To dziwne… przecież to demony…nawet Xelloss mógłby nie podołać. A jednak rozwalamy je jeden po drugim…- Lina zaczynała wątpić w " zbieg okoliczności". Demony nie wykorzystały nawet cząstki mocy. Nie biły się. Być może Zelgadiss też by to dostrzegł, gdyby nie chęć odwetu. Brnął przed siebie ciemnym korytarzem, nie patrząc na przeciwników, przecinał demony jak masło. Filia natomiast wisząc w powietrzu nad fortecą pilnowała by nikt się z niej nie wydostał.
Zelgadiss dostał się do jaśniejszego już głównego korytarza prowadzącego do cel. Wszystkie były puste. Wszedł do jednej. Potem do drugiej. W każdej okna ustawione były tak, by księżyc nie dostał się do środka. Na samym końcu korytarza były drzwi. Zelgadiss otworzył je " swoim sposobem". Po opadnięciu kurzu, ujrzał niewielkiego wzrostu osobę wiszącą za jedną rękę przy ścianie.
- Pan Zelgadiss- z oczu wzruszonej Amelii popłynęło kilka łez. Już po samym wybuchu rozpoznała, kto otworzył drzwi.
- Amelio… co, co to?- Zelgadiss zauważył błyszczący srebrzysto kosmyk włosów.
- To zaklęcie chimeranistyczne.
- Wypowiedział je… ale jak. Tylko Rezo znał formułę…
- Rezo mógł poprosić demona o sformułowanie zaklęcia.
- Ale jakim cudem tylko kosmyk…
- Nie dokończył zaklęcia bo księżyc zaczął wschodzić.
- Amelio, czas na dalsze torturki…- skrzekliwy głos wydostał się zza drugich drzwi.
- Zelgadissie, odejdź! Jak cię tu znajdzie, to wykończy!
- Zwariowałaś?! Nie wyjdę stąd bez ciebie!
- Wybacz. WYGNANIE!!!
Niezwykłe zaklęcie odrzucił Zelgadissa tak, iż uderzył plecami w mury. Drzwi zamknęły się.
Tymczasem Filia z trudem utrzymywała osłonę nad fortecą.
- Po co tu stoisz?- Xelloss stanął nagle obok smoka.
- Po co ci Sierp?
- Idę walczyć.- Xelloss sfrunął niedaleko wejścia.- Filio, jakby było ze mną krucho to walnij jakąś ochronkę.- Potwór mrugnął do Filii po czym zniknął w fortecy. Filia wpieniła się i zaczerwieniła.
Lina i Gourry byli atakowani przez coraz większe oddziały. Coraz mocniejsze. Xelloss powalił część demonów.
- Może pomożesz Zelowi?- Lina zasugerowała Xellossowi aby lepiej zmył się, bo to jej walka.
- Nie… on nie chce pomocy. Zwłaszcza mojej.
Co do Zelgadissa, bardzo się zdenerwował. Uświadomił sobie jak bliski jest celu. Był wściekły. Z tej wściekłości popłynęła mu jedna łza. Zatrzymała się na kamieniu. Nie popłynęła dalej.
- To jest w tym najokrutniejsze- powiedział do siebie przez zęby- że nawet nie można płakać.
Zelgadiss wysunął miecz i popędził przed siebie. Słyszał jak przecinał poszczególnych wrogów.
Za Xellossem ustawiła się już 470 osobowa grupa demonów. Dziurawił po kolei każdego laską. Nie raz dostawał w głowę. Ale nie przejmował się tym. Dopóki wrogowie nie dosięgli mieczy. Cała horda rzuciła się na mazoku. Ten odskoczył i został przedziurawiony ciosem w plecy. Jeden z demonów zaatakował od tyłu.
- Lina, gdzie Xelloss?
- Znikł. Zanim nie wyliże ran raczej nie pomoże nam. Został ranny w plecy.
Nie mogąc liczyć na pomoc Xellossa, Lina i Gourry zaczęli uciekać demonom. Biegli przez niezwykłe długi korytarz. Gourry, który biegł za Liną, wbił miecz w sklepienie, tak, że biegnąc zawalał sufit pod cała zgrają wrogów. Niestety korytarz nie kończył się, a sufit nagle skoczył go góry ( no i nici z genialnego planu.). No i to paskudne rozwidlenie. Lina popędziła w prawo. Gourry w lewo.
- Rany, po kiego oni za mną lecą!??!!!!- Lina skręciła. Nagle przez okno ujrzała Filię, miotającą się ze zgrają demonów. Filia z trudem utrzymywała zaklęcie ochrony. Gdyby przestała forteca wybuchła by razem z mieszkańcami.
- Ona nie wytrzyma…- Lina mówiła sama do siebie- Zelgadiss, gdzież on jest?! Jeśli zaraz nie opuścimy fortecy będzie za późno.
Oddział dogonił Linę. Stanęli w otwartej walce.
Zelgadiss targany wściekłością wywarzył drzwi. Za nim było już pół miliona demonów. Gotowych do ataku. Przed nim przerażona Amelia.
Filia obrywała co chwile najróżniejszymi pociskami. Nadmiar demonów w fortecy był tak ogromny, że gdyby teraz przestała wypowiadać zaklęcie, całe miasto poszło by z dymem. Niestety bardzo osłabła, już była gotowa opuścić dłonie i sama zginąć. Spojrzała za siebie. Całe hordy. Gotowe do skoku. Przerażenie odbierało mowę. Razem pokonaliby ich wszystkich, ale w pojedynkę?! Czyste szaleństwo! Oddział skoczył. Filia była już gotowa na najgorsze. Ręce prawie opadły. Niespodziewanie cały ten potop demonów rozwiał się i nastała cisza. Filia spojrzała w górę i spostrzegła ciemną postać, która uśmiechnęła się specyficznym uśmiechem, doprowadzającym Filię do zaczerwienień i zdenerwowania.
- Teraz się na mnie rzucicie, i zabijecie.- rzekł ironicznie Zelgadiss- niedoczekanie!!!
Chimera szybkim ruchem obrócił mieczem tak, iż trafił on w łańcuch skuwający Amelię. Przeciął go z trzaskiem i iskrami. Niestety demony zaatakowały. Zelgadiss zauważył okno po prawej stronie.
- ech głupie demony- prowokował wroga- zapomniały o jednym elemencie dekoracyjnym…
Zelgadiss wystrzelił pocisk. Wróg miotał się w dymie, podczas gdy Zelgadiss bardzo szybko wziął Amelię na ręce i wyskoczył z nią przez okno.
- Bałwan zwiał.- ponura postać wyłoniła się z czeluści. Wrogo spojrzał na bezradne demony. - przez was głupcy!!! Nie tylko nie dopilnowaliście Amelii, ale jeszcze to……. . Znaleźć mi Amelię. Żywą! A tego całego kmiotka wypatroszyć i spalić!
Zelgadiss z Amelią byli już na dole. Zelgadiss złapał się za głowę. Jak to możliwe, że teraz tak łatwo mu poszło z demonami. Przecież przedtem było to niemożliwe. To nie było typowe zachowanie demonów.
- Chlip…panie Zelgadissie……
Zelgadiss spojrzał na Amelię. Był zadowolony z siebie. Nawet nie z tego, że ją uratował, ale z tego, że nikt się do tego ratowania nie wtrącał.
- Eeee……Amelio, możesz już mnie puścić…- Amelia zarzuciła się bowiem naszemu Zelgadissowi na szyję ^_^……
Tymczasem Lina skręciła w kolejne rozwidlenie. Ciemne cegły robiły wrażenie niezmiernej pustki. Grzmoty i trzaski. Cała ściana legła w gruzach.
- Lina, do wyjścia!!!- Gourry biegł w przeciwnym korytarzu, i to on rozkruszył ścianę. Teraz razem z Liną udawali się do wyjścia . Ściany zaczynały się kruszyć. Demonów było coraz mniej, ale zawalenie fortecy było oczywiste. Głazy spadały na Linę i Gourryego. Niedługo potem lała się z nich krew, ale biegli dalej. Na zewnątrz Zelgadiss z Amelią uciekali jeszcze z pomostu, słysząc odgłosy walących się gruzów. Filia nie wytrzymywała z zaklęciem.
- Nie… ja dłużej nie…
- Poczekaj.- Xelloss miał zamiar dać jej trochę energii. A ponieważ energia ta powinna znaleźć się w dłoniach chciał złapać za nadgarstki.
- Ty…TY NIEOKRZESAŃCU!!! Łapy przy sobie!!!
- Zamknij się! Chcesz trochę więcej energii? To zamknij buzię i czekaj.
Xelloss złapał poczerwieniałą Filię za ręce. Co wymawiał, ale Filia nie chciał tych zaklęć słuchać. Niebo rozpogodziło się. Ani jednej chmury. Tylko gwiazdy i księżyc na czarnym tle. Czarnym jak obecna sytuacja. Filia dzięki nowej energii śmielej przytrzymywała ochronę. Xelloss coraz bardziej opadał z sił. Filia nie wiedziała, że jest śmiertelnie ranny, i ze tak energia, to ostatnia siła trzymająca go przy życiu. Znikł w mrokach astralu. Lina z Gourrm wybiegli ostatkiem tchu z fortecy. Jeszcze tylko pomost i………koniec. Światło. Huk powalający góry. Za jakimś głazem Zelgadiss zasłaniając Amelię zatkał mocno uszy. Lina i Gourry jedyne co zdążyli zrobić to pozakrywać głowy. Wybuch był przeogromny. Nastała cisza.
- Uf…he, he. Udało się nam. Wygraliśmy. - Lina była bardzo uradowana. Leżała sobie nieopodal zgliszczy. Obok siedział Gourry, Filia sfrunęła na dół. Zelgadiss z Amelią dochodzili do przyjaciół. - Hej Zel!
Po niewielu chwilkach………
- A- Amelio……CO TO JEST!???!?!?!!??!?!!?!?!??!?!?!- Lina była zdrowo przerażona.
- No… włosy.- Amelia spokojnie odpowiedziała.
- Srebrne?
- Tylko jeden pukiel………
- Lino…jeżeli to jest jeden pukiel………- Filia szepnęła do ucha Liny swoje uwagi.
- Ekhm, Amelio…- Lina zaczęła ostrożnie- to nie jest jeden pukiel tylko………
- Lina widziałaś! Ona ma całą grzywkę srebrną!- Gourry nagle zaskoczył, po czym oberwał od Liny.
[ BUM!]
- Pacanie!!! To delikatna sprawa!
- CO?!??!? Całą grzywkę!?!?!??!?!?!?!?!?!?!!?!??!?!- Amelia dostała szoku. Nagle ( bo jakże by inaczej) pojawił się Xelloss.
- A coś myślała. Zaklęcie zostało wypowiedziane. Teraz to tylko kwestia czasu. - w oddali usłyszano grzmot. Xelloss znów ujawnił potworzą twarz. Amelia przeraziła się na myśl o nieuniknionym przeistoczeniu w chimerę. Dręczyło ją pytanie, dlaczego jest przerażona? Przecież sądziła, że bycie chimerą nie może stawiać szalę, na życie.
- Xelloss. Kiedy Amelia zmieni się w chimerę.- Lina zadała najśmielsze tej nocy pytanie. Pytanie " ile zostało czasu". A wszyscy dobrze wiemy, że kto z czasem igra, to i tak go straci.
- Daję dwa dni. Przez ten czas stopniowo stanie się chimerą………
- Przecież zaklęcie nie zostało dokończone!- przypomniała sobie Amelia.
- Nie dokończone?
- Nie! Przestraszył się czegoś… i nie dokończył formuły.
- Aaaa… to zmienia postać rzeczy……. Skoro nie dokończono zaklęcia, to po co się martwisz?
- BEZMÓZGI POTWORZE!!! CHCIAŁBYŚ DO KOŃCA ŻYCIA MIEĆ WŁOSY ZE DRUTÓW!???!??!??!??!??!!!- Lina wydarła się na Xellossa.
- Ja muszę.- Zelgadiss podążył samotnie w stronę miasta.
Gwiazdy świeciły jak zawsze. Nic szczególnego. Wiatr trącał delikatnie drzewami. W zajeździe samotna postać stała na balkonie pokoju.
- Znowu ma dołek. Ech… i co ja mam z nim zrobić… chwila! Amelio idź go pociesz!
- Nie chce ze mną rozmawiać panno Lino.
- Idź!- lina popchnęła Amelię na balkon. Amelia nie bardzo wiedziała jak zacząć.
- Panie Zelgadissie……- uwagę jej na chwilę odpędziła spadająca gwiazda- nie patrzy pan w gwiazdy jak zawsze?
- I tak mi nic nie powiedzą.
- A skąd pan wie, Mi codziennie mówią… ale ja nie zawsze słucham.
- I co mówią?
- Żebym nie biła w plecy… nie opychała się słodyczami… i trzymała prosto łuk jak strzelam.
- Żebym ja kiedyś usłyszał tak proste rady…
- Może wystarczy posłuchać. One nie mówią jak być… tylko jak ulepszać swoje bycie.
Zelgadiss uśmiechnął się, gdy nagle nastąpiło uderzenie.
- Amelia, Zel schodzimy!!- Lina wydała krótkie polecenie. Zelgadiss z Amelią zeskoczyli z balkonu, Lina zbiegła po schodach. Na dole czekał już Gourry i Filia, oraz ( o dziwo) Xelloss.
- A ty co tu robisz?
- Przyszedłem na prywatkę Lino- będzie niezła jatka……
Lina wzięła sobie do serca słowa mazoku. Drużyna popędziła w stronę wybuchu. Demon, który spowodował zajście jakby czekał.
- Witam wszystkich. Czas na dokument. W dzisiejszym odcinku- śmierć Liny Inverse skoro już tu jesteś.
- Ciekawe. A prezenter nie przedstawi się?
- Demon Inomen. Do usług.
- Usługi rób swoim przełożonym. Zel, Amelia lećcie stałym szykiem, Gourry za mną.
- Lino, a ja??!??!
- Ty Filio ugadaj atak z Xellossem.
- CO?!?!??!!??!?!?!?!?!?!?!??!?!?!?- po tych słowach, Xelloss parsknął śmiechem.
Rozpoczęła się rozgrywka. Nie trudno zauważyć o co toczy się walka. Jak zawsze o spokój. A żeby go mieć trzeba pozbyć się demona.
Zelgadiss z Amelią stanęli po dwóch osobnych stronach demona. Lina uniosła Gourriego nad demona. Jak rzekła Lina: My team is ready.
Lina zrzuciła Gourrego, który mieczem światła miał zamiar od razu przekroić wroga. Demon odskoczył. Z tyłu czekał już na niego Zelgadiss z mieczem przygotowanym Blade Hautem. Chybił, a demon trącił go w głowę. Otworzył starą ranę. Lina prowokowała wroga niewielkimi pociskami. Rezultatu nie było. Nie chciał odstąpić od Zelgadissa i Gourryego. Gdyby oddalił się choćby na parę metrów można było by zastosować Dragu Slave.
Na wzniesieni Amelia wypowiada jakieś zaklęcie, pocisk trafia w demona, który zaczął się chybotać po uderzeniu. Wściekły demon odwrócił się do Amelii, lecz ona odskoczyła, a na jej miejsce błyskawicznie wskoczył Zelgadiss z mieczem wysuniętym na sztorc- wyskoczył w kierunku wroga, wbił w niego poziomo miecz , po czym przyłożył dłoń do ciała wymawiając zaklęcie Vigatrthagaia. Wybuch powalił częściowa demona, demon po podniesieniu się dostał jeszcze od Gourrego mieczem światła w kark, lecz pochwycił miecz światła. Inomen momentalnie powiększył swe ostrze ( bo trzeba wiedzieć, że demon był wysooooooookiiiii……………………)
- Gourry gdzie miecz?!
- On ma Lino!!!
- CO?!???!?!?!
Demon zamachiwał się mieczem. Nie wiele brakowało do przecięcia Liny na pół… . Zelgadiss pozbawiony miecza wykonał Ra Tilta. Demon odbił mieczem zaklęcie, po czym nadciął Zelgadissowi ramię. Amelia wyszukiwała miecza Zelgadissa, a ten dalej próbował powalić demona Ra Tilitami.
- Xellossie co ty wyprawiasz?!- Filia zauważyła iż Xelloss schował się za jej plecami.
- Wiesz, nie lubię tego zaklęcia….
Amelia znalazła miecz Zelgadissa. Na początku nie umiała go nawet podnieść. Zamachała się i rzuciła do chimery. Wszyscy momentalnie schylili głowy, bo miecz leciał ruchem wirowym i mógł niejedną łepetyną ściąć… przypadkiem. Demon właśnie tak przypadkiem stracił rękę. Miecz potoczył się w kierunku Zelgadissa. Demon widząc, że Zelgadiss znów trzyma miecz postanowił odwdzięczyć się Amelii ciosem w brzuch, tak bolesnym, iż Amelia słaniała się plując obficie krwią. To wyglądało okropnie. Amelia ciągle pluła krwią. Zelgadissa ramie odmawiało posłuszeństwa. Została mu tyko jedna ręka. Gourremu krew zalewała oczy. Lina ledwo oddychała po wyczerpaniu całego zapasu energii. Nikt już nie słyszał ani nie widział, tylko czuł bezradność i wściekłość. Zelgadiss wstał z kolana. Mimo iż jak wszystkim, ręce już się trzęsły przyjął gardę. Lina znów zaczęła wymawiać zaklęcie. Amelia też wstała. Wszyscy w jednej chwili zmobilizowali się. Zelgadiss i Gourry zaatakowali szturmem, a Amelia rzuciła przed nimi czar ochronny. Lina widząc, że demon oddalił się rzuciła Dragu Slave. Filia wymawiał jedno z jej specyficznych zaklęć, a Xelloss zabawiał się strzelając z laski. Dym opadł. Demon wstał po nawale ciosów. Nie miał żadnych ran, czego nie można powiedzieć o naszych bohaterach, którzy zaczynali naprawdę opadać z sił.
- Żaden przerośnięty demon nie będzie mi dyktował kiedy umrzeć!- Zelgadiss zaatakował. Rozciął brzuch wroga. Lekki czarny dymek uniósł się nad lichem.
- Ciągle ma miecz światła… dlaczego nim nie walczy…wiem! On nie potrafi go użyć!!! - Lina zrozumiała gdzie leży siła czarta. - Gourry! Trzeba go…… CICHO TAM! ROZMAWIAM! … trzeba go w środek!!!
- Czym!?!??!!?! On ma mój miecz… ajajajajajajajaj!!!!!
- Kurde flak! I chyba nawet nauczył się nim posługiwać!
Tymczasem.
- Jak długo jeszcze? Jednego zaklęcia nie umiesz powiedzieć???
- Zamknij się karaluchu! Jeszcze trochę i …
- …i padnę z wycięczenia!
- Lewa, uważaj!
- Lewa?- Xelloss obrócił się na lewo i uniknął nieprzyjemnego ataku.- Dzięki.
Sytuacja piękna nie była… teraz są już nie tylko spoceni, brudni, krwawi, obczaskani ale i wkurzeni jak nigdy dotąd!
- Dorwę g*** i tak mu skopię tyłek, że zapomni kiedy się urodził!!!- zwykle szarmancki i dobrze wychowany Zelgadiss stracił cierpliwość. Z wyskoku zaatakował, ale niestety demon tak mu przy… ekhm dowalił w łeb, że przeleciał przez większość skał w pobliżu.
Lina z brakiem nadziei wezwała Ostrze Nicości. Bo co jej to da? Demon nawet nie zareagował, tylko Xelloss stwierdził, że tego zaklęcia też nie lubi.
- Dobra wysiedleńcu! Teraz ze mną się bijesz.- po tych słowach Lina przyjęła gardę. Wiatr silniej zawiał, strużki energii wydobywały się z dymiącego, demonicznego ciała. Fajnie jest być trupem za życia. Tylko tak myślała teraz Lina. Gdyby miała pewność, że Ostrze zadziała dała by sobie luz. Tyle że po pierwszym uderzeniu demon jedynie zachichotał. Jego kolej. Miecz światła upadł na ziemię. Widocznie nie był mu potrzebny do pokonania Liny. Czarny wiatr, jak najsilniejszy pocisk przewrócił Linę. Leżała w kałuży krwi. Nie wiedziała czyja to krew. Może jej .Prawie puściła Ostrze. Wiatr wydobywający się gdzieś z demona zmienił się w tornado, które przecinało jej skórę jak masło. Lina z całej siły wbiła Ostrze w ziemię. Jego drugi koniec wyszedł z ziemi idealnie pod demonem i wbiło się w policzek Inomena. Jego prawe oko wylało się i spadło tuż przed Filią.
- O…o… och………...- Filia zemdlała.
- KURKA WODNA, JAJA SOBIE ROBISZ!!!?!??!??!??!??!?!?!?!?!?- Xelloss nie był zachwycony.- to ja się tyle staram, a ona…- Xelloss nie dokończył, bo dostał od jednego z pomocniczych demonów.
- Fuj… ale teraz prawie nic nie widzi… ZELGADISS! Gdzieś się podział do…
- Panno Lino, …ja nie wiem, co jest ale…
- Amelia , na litość, co z Zelem?!?!?!?!?!?!??!!??
- Nie… nie wiem… nie idzie go dobudzić……
Lina wyciągał miecz. Z oczodołu pociekła maż białkowa. Po spadnięciu na ziemię wypalała dziury. Z jamy gębowej pociekła ślina. Obrzydlistwo demona było nieprzeciętne ( dobrze, że ja to tylko opisuję). Lina spojrzała na swój miecz. Ciekła na nim jakaś substancja. Postanowiła niezwłocznie atakować. Przecięła brzuch potworowi. Z dziury na brzuchu wypadła… wnętrzność.
- Lino nerkę mu odcięłaś!- zauważył Gourry sięgający po swój miecz.
- Kurde, z jedną nerką można żyć… - nerka ta była wielkości pałacu kultury… i śmierdząca jak … lepiej nie mówić. Tymczasem Amelia próbowała obudzić Zelgdissa.
- Panie Zelgadissie… o mój… LINO!
- Co…ajajajajajajaj!
- Lino! O nie… nie… NIE!!!!!!!!!
- Co nie?
- NIE ŻYJE!!!!!!!!!!!!!!!
- CO?!??!?!??!?!?!?!?!?!?!?!?!??! Jaja sobie robisz?!?!?!!
Lina podbiegła do Amelii. Zelgadiss nie reagował nawet na uderzenia…Amelia nawet zadała mu straszny prawy sierpowy w brzuch i nic.
- Amelio… nie, Amelio nie płacz. Co się stanie to…
- Ja tego nie daruję…- powiedziała wściekle przez zęby Amelia- ja go uratuję… UZDROWIENIE!!
- Amelio, on może już nie żyć! To nic nie da!
- Ja muszę Lino… ja… ja…

- Ciekawa sceneria- Zelgadiss nie był zachwycony swoim obecnym położeniem.
- Dawnośmy się nie widzieli.
- Rezo. Ty i widzenie? Ślepa kura. Nie odróżniasz człowieka od golema.
Rezo zacisnął pięść- tobie za to idzie to idealnie chimero.
- To piekło ?
- Dlaczego od razu piekło. Może jest to Niebo.
- Ty i niebo? Z twoim atutem zbrodni i karań, najwyżej czyściec. Gdzie jesteśmy?
- W najgorszym dla ciebie miejscu- nie żyjesz, ani nie umarłeś- jesteśmy w twojej podświadomości.
- Podświadomości?

- Powyrywam pióra z tyłka!!!
- Lino, on nie ma piór!
- Nie szkodzi! Atakuj tył, ja idę po przodu!
Lina i Gourry zaatakowali prawie jednocześnie. Demon wydawał się okropnie słaby. Ale i nasi słabli. Byli pokrwawieni, zmysły odmawiały posłuszeństwa, łzy złości rozmywały krew, która piekła jak ogień .Lina z Gourrym porozcinali trochę demona… uwalniając z niego jelita, żołądek i część mózgowia.
- Czuję się jak chirurg po zabiegu.

- Miło tu mój synu prawda?
- Powiedz mi jak się stąd wydostać. W TEJ CHWILI!
- Zdradzi cię zarozumiałość Zelgadissie. I to jeszcze nie raz. Wiesz co tu jest?
- Już mówiłeś - podświadomość.
Wystrój nie był najlepszy. To wyglądało jak próżnia, tylko czerń. I nic więcej. Nie kończąca się pustka.
- tu są wszystkie myśli, zdarzenia, przeżycia. Niektóre przyjemne, cały czas jaśniejące… inne spychane na krańce pamięci, odrzucane i niszczone…
- do czego zmierzasz?
- Jak sądzisz dlaczego tu jestem?( Rezo zrobił jeszcze wredniejszą minę) Jestem tu, bo chciałeś zapomnieć, że jesteś chimerą. Ale… cha, cha nigdy ci na to nie pozwolę. Chciałeś wiele to masz. Kamieni na twarzy. Tak mój synu- na zawsze metalową powłokę, cha, cha, cha!!!
- ZAMILKNIJ!!!
Zelgadiss w fali frustracji cisnął pociskiem w Rezo. Ale ten jedynie przez niego przeleciał.
- O nie mój chłopcze- ja nie istnieję. Nie zabijesz mnie, nie zniszczysz, tylko będziesz patrzył jak powoli niszczę wszystkie twoje dobre myśli, wspomnienia i to co was nędzników trzyma przy życiu- marzenia.
- Nie ośmielisz się.
- Serio? To popatrz… kogo mu tu mamy…o. Jakie głupie dziecko. Uzdrawiać martwego? Niech przygłupy zakończą swój żywot!!! Cha, cha, cha!!!
- Tylko spróbuj, a…
- Co? Co mi zrobisz? Nic… tylko powoli możesz tu cierpieć!
- Mówiłeś… że ja cię stworzyłem?
- Tak. Byłem jednym z najbardziej odrzuconych myśli.
- W takim razie albo powiesz mi jak się stąd wydostać, albo znikniesz.
- CO?!??!?!?!?!?!- He, he Rezo się przestraszył.
- Bo nie wiesz o jednej bardzo ważnej rzeczy- ja już się przyzwyczaiłem do swojego wyglądu.
- Nie masz prawa…
- …i guzik mnie obchodzi, co inni mówią. Mam fanek jak lodu! A ty zdechłeś dwie serie wcześniej . Poza tym mam perspektywy na przyszłość. Więc co? Będzie umowa?
- Ty… ty…
- Aha, mam jeszcze inne pytanka.

Lina i Gourry założyli maski gazowe ( wnętrzności cuchy niemożliwie) i zaatakowali. Ale nie za długo. Po jednym uderzeniu Lina, Gourry oraz demon padli na ziemię. Podwójne K.O można powiedzieć.
- Ja już nie mo… nie żyje ON NIE ŻYJE!!! Gourry!!!
- C- co? Uf… udało się…
- Amelia… co z …
Amelia nie odpowiedziała na pytanie. Zamknęła oczy, tylko małe łzy spływały pojedynczo z jej oczu. Lina nie wiedziała co o tym myśleć. Stracili Zelgadiss? Ale jak to się stało? Kiedy? Niejedna łza spłynęła po policzku. Gourry próbował ją pocieszyć, ale nie było szczególnej poprawy. Xelloss nic nie mówił. Patrzył na zgliszcza, na morze ruin. Dymiące smrodem i ogniem. Filia ocknęła się już. Nastała cisza.
-Ała mój łeb!!!
-ZEL TY ŻYJESZ!!!- rykła Lina nad uchem Zelgadissa
- Ała moje uszy! Oczywiście, że żyję, przecież…
- Żyjesz… Zelgadissie…- Amelia przytuliła się do Zelgadissa i zaczęła płakać ( i to ile płakać- z dwie cysterny), a Zeluś pokrył się wszystkimi możliwymi odcieniami koloru czerwonego.
- A- Amelio?
- He, he dobra nasza. Już myśmy myśleli, że kopnąłeś w kalendarz!- Lina zaśmiała się.
- Martwiliśmy się- dokończył Gourry.
- Ale ona najbardziej.
- PANNO LINO!- Amelia też była kolorowa…^_^
- Aaaa! On, on, ON ŻYJE!!!!!- Filia przerwała sielankę.
- Kurcze, i to właśnie w porze na herbatką. Ja już nie walczę. Teraz wy się martwcie.
- Xelloss, no co ty! Jak ja mam się z nim bić!??!?!?!?!?!?!?!?!? Nie mam już siły!!!
- Nie pokonaliście jeszcze demona??
- Pokonaliśmy panie Zelgadissie… to znaczy… chyba.
- Ja się nim zajmę- rzekł pełen natchnienia Zelgadiss- Ała, co mnie tak brzuch boli?
Zelgadiss podszedł do Inomena, zrobił chytrą minę i … rzucił mu pewien przedmiot. Demon wziął go i poleciał na księżyc. I to był koniec akcjii.
- Jak ty to zrobiłeś?- Lina wypytywała Zelgadissa.
- Jak gadałem z Rezo, to wynikło, że Inomem leciał na błyskotki. Rzuciłem mu lustro, odbił się od niego księżyc, Inmomem zauważył go i z czystej chciwości poleciał sobie na niego.
- Aha, to dlatego nas zaatakował! Od Zelgadissa odbił się księżyc!- palnął Gourry.
- Tego mi już mówić nie musiałeś.
- Czekaj Zel, jak to leciało? Z Rezo?
No i Zelgadiss musiał to wszystko opowiedzieć… ale i tak opowiedział po swojemu. Potem wrócono do kwestii metalicznych włosów Amelii, które objęły już caaałą fryzurę. Wynikło, że trzeba posłużyć się narzędziem tytułowym. Bo to właśnie tego przestraszył się kat czytający zaklęcie. Trzeba było wrócić do spalonej twierdzy po księgę ( padło na Xellossa). Potem odczytywano zaklęcie odczarowujące. Niestety druk był najgorszej czcionki jaka było możliwa, więc długo próbowali. Lina przez pomyłkę zamieniła się w żabę i nikt nie chciał jej odczarować. Pod wpływem własnej wściekłości odczyniła zaklęcie i spaliła wszystkich przedstawicieli płci brzydkiej. Po 27 razie Amelie udało się odczarować…… co prawda próby pozamieniały co poniektórych w żaby, ale odczarowali się . Następnego dnia ruszyli w dalszą podróż.
- Xelloss, ale o co tak naprawdę chodziło z tym sierpem?
- No dobra, powiem wam.
- SERIO?!??!!?
Wszyscy otoczyli kapłana popijającego Liptona.
- No więc…
- No……
- To……
- TO……………………!
- Sore wa himitsu desu.
- FOUER BALL!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Tym bolesnym akcentem kończy się historyjka o Sierpie. Co było dalej, to już inna historia.


Das Ende. ( uff………)

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.74745500 1314094293
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!