Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Miya-chan
Slayers - Droga Niepokoju
rozdział #01
 
Treść fanfika..
Slayers - Droga Niepokoju

Hmm... ten fanficzek to mój debiut, w dodatku pisany pod zgubnym wpływem zielonej herbatki, więc jeszcze nie wiem, co z tego wyniknie... Uwagaaa... ZACZYNAMY!!!

Odcinek 1 - ZASKOCZENIE! WITAMY NOWĄ PRZYGODĘ!

Historia ta zaczęła się standardowo - bitwą. Jedną z tych bitew, jakie dla Liny Inverse i Gourry'ego Gabrieva były chlebem powszednim...
- DO MNIEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!! - darła się Lina wniebogłosy, będąc już blisko wygranej.
- Domniedomniedomnie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - usiłował ją zagłuszyć Gourry, gdy szala zwycięstwa przechylała się na jego stronę.
Morze było wzburzone, dlatego statkiem kołysało niemiłosiernie i talerz z ostatnim klopsikiem jezdził po stole w tę i we w tę, umykając dwóm wściekle rozdziawionym paszczom ;P.
- Słuuuchaj, Gourry, jak dopłyniemy do celu, będziesz mógł spróbować najegzotyczniejszych przysmaków, ale teraz DAJ MI ZJEŚĆ TEGO KLOPSIKA!!!!!!!!! - Lina użyła perswazji.
- Chyba nie odmówisz damie w potrzebie?? :'(
- Tiaaa... Już kiedyś nie odmówiłem i oto co teraz muszę znosić - błysnął inteligencją Gourry (szkoda tylko że tak pózno... :P). - A w ogóle to mam pytanie...
- Zaczyna się...- westchnęła czarodziejka.
- Po kiego znowu płyniemy do tego... zewnętrznego świata?
- Po to by poznać niepoznane, odkryć nieodkryte... - podczas gdy Lina zagadywałą towarzysza, jej ręka nadludzkim wysiłkiem sięgała klopsika na drugim końcu stołu - a przede wszystkim po to by sprawdzić tę informację!!!!! - i wyciągnęła kolorową ulotkę z napisem: "SPRAW ABY WSZECHWIDZĄCE OKO SPOJRZAŁO WŁAŚNIE NA CIEBIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!"
- Ale Lino...
- Tak, skarbeńku? - Lina była już bliska celu...
- Co to jest to Jakieśtam Oko?
- Dobre pytanie... - zawahała się - właściwie to jeszcze nie wiem...
***************GLEBA******************
- Ale chodzi właśnie o to żeby się dowiedzieć!!!!!!!!!! - uwaga Liny została na chwilę odwrócona od jedzenia a nakierowana na zysk. Gourry postanowił podstępnie to wykorzystać i zdobyć żarcie. Jednak w tej samej chwili statkiem zatrzęsło, a klopsik spadł ze stołu i poturlał się w kąt.
- NIEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!! - zawyły dwie nieszczęśliwe duszyczki ;P Ale to nie był koniec ich kłopotów... Nieograniczona i niezdrowa wyobraznia autorki sprawiła, że statek zderzył się z górą lodową. A potem bezczelnie strzelił w niego piorun (ale jestem bezlitosna ^ ^).
- Utoniemyyyyyyyy!!!!!!! - Gourry spanikował (można się było spodziewać :P). Wtedy w statek strzelił jeszcze jeden piorun, ale tego bohaterowie nie widzieli, bo... po prostu już ich tam nie było.
Zaskoczona Lina wylądowała nagle na twardym gruncie. A nie, na Gourrym wylądowała. ^.~ Za to on na twardym gruncie, bo na skale (muszę pohamować swój wrodzony sadyzm ^ ^').
- Ała moja kość ogonowa - jęknął.
- Skąd ty znasz takie słowo?? - Lina była w szoku.
- Eee... Zapomniałem. (***GLEBA***) Lino, a dlaczego ja mam kość ogonową?
- Świadczy o tym, że pochodzisz od małpy. Niedługo zaczniesz chodzić po drzewach i sierścią obrastać, bo banany już jadasz... ][
- To dlaczego nie mam ogona????????????????
- Bo goryle nie mają ogonów... - Lina miała już dość tych pytań. Wolała się zastanowić, jak znależli się na lądzie. - Jakby ktoś nas teleportował... - powiedziała do siebie. Była ciemna noc i słychać było jakieś dziwne odgłosy... Gdzie tym razem ich zaniosło???
- Wiesz co Lino, tam jest miasto, może ktoś tam nam powie gdzie jesteśmy - zaproponował nieśmiało Gourry. Lina dopiero teraz kapnęła się że te dziwne odgłosy to burczenie w jej brzuchu.
- Miasto?????? ŻARCIEEEEEEE!!!!!!!!!! - w amoku pobiegła w tamtą stronę.
"Miasto" okazało się zabitą dechami dziurą pełną najprzeróżniejszych oprychów, jakich lepiej nie spotykać w ciemnych uliczkach. Poza tym domy były pomalowane w zielone kwiatki (!!!). Lina, pełna złych przeczuć, postanowiła poszukać czegoś w rodzaju gospody, ale najpierw...
- Ej, tam się coś dzieje! - zauważył Gourry. Rzeczywiście trudno było nie zwrócić uwagi na hałas w miejscu, które byłoby rynkiem gdyby to miasto było... hm, normalne. Pełna jeszcze gorszych przeczuć Lina podążyła tam by zobaczyć tłum oprychów dokoła stosu wypchanych walizek służących za mównicę... Amelii!! Była ona oczywiście w swoim żywiole.
- PORZUĆCIE DROGĘ PLUGAWEGO WYSTĘPKU I WSTĄPCIE NA ŚCIEŻKĘ CNOTY I DOBRA!! - grzmiała księżniczka. - POWOŁANIEM KAŻDEGO CZŁOWIEKA POWINNO BYĆ SZERZENIE MIŁOŚCI I SPRAWIEDLIWOŚCI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Ty, co to małe tam nawija? - dziwił się jeden oprych.
- A bo ja wim? - odpowiedział drugi - Ale gabaryty to ma tego...
Amelia nie zareagowała na te słowa, bo była zbyt zajęta utrzymaniem równowagi...
- Cze Amelciu!!^.~ - zawołała do niej czarodziejka.
- Panna Lina!! pan Gourry!! - uradowała się księżniczka - A co wy tu robicie??
- Ty wiesz, że to na czym stoisz jest takie trochę niepewne? - Gourry podszedł i postukał palcem w walizki. - Co ty robisz debilu!!!!!! - wrzasnęła Lina, ale było już za pózno. Walizki posypały się z hukiem, a Amelia wylądowała na... Gourrym oczywiście (Nie znowuuu!! - dop. Gourry).
Kiedy już się pozbierali, Lina przystąpiła do badania sytuacji.
- No to, Amelio, powiedz nam co to za miejsce i gdzie tu dają coś do jedzenia!
- Ale ja nie wiem...- księżniczka też wyglądała na zdezorientowaną - Miałam powrócić do zewnętrznego świata aby krzewić umiłowanie sprawiedliwości, ale kiedy przybyłam do portu chcąc znalezć transport, okazało się, że nie ma już żadnego statku... No i miałam już wracać do domciu, gdy nagle ni stąd ni z owąd znalazłam się w tym hmm... mieście. Czyż to nie przeznaczenie?? Wreszcie jestem tam, gdzie sprawiedliwość jest tak bardzo potrzebna!!!!!!!!!!!!!!
- A dlaczego żadnego statku nie było? - Lina przerwała wywody księżniczki.
- Bo mnóstwo poszukiwaczy przygód wyruszyło na poszukiwanie... jak to się nazywało? Już wiem: Wszechwidzącego Oka, cokolwiek to jest.
- A Lina też nie wie!!! - ucieszył się Gourry nie wiadomo dlaczego.
- W takim razie czy to możliwe, że jesteśmy w zewnętrznym świecie? - zastanaawiała się Lina.
- Nas też coś tu przeniosło... E, gościu! - zwróciła się kulturalnie do jakiegoś oprycha - Czy to jest zewnętrzny świat? - na to oprych podrapał się w głowę i odpowiedział - Eeeeee???
Po chwili dołączył do niego oprych w wersji żeńskiej (jest na to jakieś słowo? ^ ^').
- Ty, mała, jesteście na naszym terenie i musicie zapłacić za pobyt!! Dawaj te błyskotki z naramienników!! - usłyszała Lina. Od razu wskazała Amelcię:
- Wiecie co? Ona jest księżniczką i ma walizki wypchane klejnotami!!
- Ale my chcemy twoje błyskotki!! - warknęły oprychy.
- No dobra, skoro chcecie... - i po chwili efektowna eksplozja klejnotów uwolniła naszych bohaterów od niepożądanego towarzystwa. Wreszcie mogli poszukać jedzenia. Zwiedzając "miasto" zahaczyli o lombard i zastawili zawartość walizek Amelii (ku rozpaczy właścicielki).
- Brakuje tylko pana Zelgadisa...- rozmarzyła się księżniczka. Nagle rozległo się wołanie: "Łapaj go!! Trzymaj!!" i z ciemnej uliczki wypadł nieziemsko przestraszony...
- Zel!! - zawołała Lina - o wilku mowa!!
- Lina? Gourry? Ame... BACH!!! - Zelgadis zamiast na drogę popatrzył na nich i walnął w latarnię (nareszcie nie we mnie... - dop. Gourry) - Wiejmy stąd!!!!!!- wrzasnął wielkim głosem.
- Co? Dlaczego?? Lina Inverse nie będzie przed nikim wiała!!! Jest tylko jeden sposób... Uwaaagaaa... NA NICH, GOURRY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
************GLEBA**************
- Żadnych gleb!! Dobądz Miecza Światła i ruszaj!! To przecież twoja specjalność, nie??!!
- Ale Lino...
- Co za "ale"? Zamierzasz stać i przyglądać się jak drobne dziewczątko się męczy?? A może wolisz uciec z podwiniętym ogonem, co??!!
- Ale Lino, przecież ja nie mam miecza...
*************GLEBA**************
- Oddałem go, pamiętasz??
- No właśnie!!! Trzeba było oddać go mnie!!!!!!! - Lina zaczynała wychodzić z siebie. Wtedy z ciemnej uliczki wybiegł rozwścieczony tłum i skierował się prosto na nich!!!
- Sprawiedliwość nie ulęknie się... - zaczęła Amelia, ale tłum wpadł na nią i wdeptał w ziemię. Zel wyglądał na niezdolnego do czegokolwiek, więc Lina musiała przestać dusić Gourry'ego.
- Dooobra, sami tego chcieliście... FAJEEERBALL!!!!!!!!!!! - i już było po wszystkim. ^_____^ Po pozbieraniu z ziemi Amelii Lina zaczęła wypytywać Zela i okazało się, że znalazł się tu tak samo nieoczekiwanie jak oni.
- Ale skoro to zewnętrzny świat, to nie znają się tu na magii! - zadumała się Lina - czemu nie potraktowałeś ich jakimś skutecznym czarem?
- No cóż, byłem zbyt... eee... wytrącony z równowagi...
- Co cię tak ciężko przestraszyło?? - na to Zel wskazał plakat na najbliższym murze: "Cyrk Zielonego Kwiatka! Przyjdz i ujrzyj najdziwniejsze stworzenie na świecie!!!" Na ten widok Lina zaczęła tarzać się ze śmiechu - Hihihi, bidulku, hehehehe, to z takim przyjęciem, hohohoho, się tu spotkałeś, HAHAHAHAHAHAHAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Panno Lino, to nietaktowne!- oburzyła się Amelia
- A o co chodzi? - Gourry jak zwykle nie był w temacie- Bo wiecie co, tam jest gospoda!
Gospoda zwała się "Pub Pod Zielonym Kwiatkiem" i była pomalowana... wiecie jak.
- Czy oni muszą mieć tak idiotyczny wystrój?? - prychnęła Lina.
- No właśnie - dodał Gourry - bo chyba nie ma zielonych kwiatków?
***************GLEBA****************
- A co, są?
- FAJEEEEEEERBALL!! - Lina miała już dość jego pytań i równiuteńko go przypiekła...
Po poprawieniu sobie w ten sposób nastroju weszła do gospody i nie opuściła jej przez 3 godzinki.
Wszamała obiady pozostałych i wydała całą kasę jaką mieli... Musieli czekać aż się naje.
- Dlaczego tyle tu zielonych kwiatków? - spytał Zel dziadka przy barze.
- Podobno straszydła z góry za miastem boją się tylko zielonych kwiatków - westchnął. - Tylko nie pamiętam, kto nam takich bzdur nagadał... ^ ^ '
- Ftłafydła? Góła?? - Lina oderwała się od jedzenia - Fefief... [łyk] przecież za miastem żadnej góry nie ma!! Co to za niedopatrzenie?? Niekompetencja autorki??!!
Cooo?? Ja ci zaraz dam niekompetencję!! Jak to nie ma góry!? Pewnie że jest!! Wielka, czarna, straszna i aż zionie od niej negatywną energią!! Wyjrzyj i sama zobacz!!!!!!!!!!!!!!!
- No dobra, jest góra - przerwał Zelgadis - ale skąd wiadomo, że tam straszy?
- Na 20 śmiałków tylko 1 stamtąd wrócił. Przerażony. Nic nie mówił, ale przyniósł TO - dziadek pokazał Zelowi tabliczkę z jakimiś znakami. Lina natychmiast zaczęła się im przyglądać.
- Dziwne... niby elfie runy, a niby nie elfie runy... nie umiem tego odczytać :( A może to jakieś zaklęcie albo coś takiego? - nagle żądza pojawiła się w jej oczach.
- FERAJNA, RUSZAMY!!!!!!! - zawołała - Nowa przygoda czeka na nas!!!!!!!!!!!!!
- Bohatersko oczyścimy to miejsce ze zła!! - Amelia dała się ponieść nastrojowi.
- Po prostu chce pozbyć się kłopotów i dostać za to kasę - Zel pozbawił ją złudzeń.
- A co za różnica - uśmiechnął się Gourry - przygoda to przygoda!
- O właśnie!!!!! - wykrzyknęła czarodziejka - Jesteście za czy przeciw?
- ZAAA!!! - odkrzyknęli, bo i tak nie mieli większego wyboru - Lina mierzyła w nich fireballem.
- Oto prawdziwy duch walki!:) - usłyszeli nagle melodyjny dziewczęcy głos - Jestem pełna podziwu!:) Herbatka dla tych państwa!:) Ja stawiam!:))))))) - i oto dostali 4 herbatki (mniam!!!).
Lina obejrzała się, ale żadnej dziewczyny w tłumie oprychów nie zauważyła.
- Kto nam postawił herbatę? - zwróciła się do dziadka przy barze.
- A nie wiem, ne jest stąd, ale często tu bywa. Zupełnie jakby na kogoś czekała - odpowiedział.
- Taka wiecznie uśmiechnięta panna o dziwnym, podwójnym imieniu...
Zelgadis zaczął podejrzliwie przyglądać się swojej herbacie, zastanawiając się czy nie jest zatruta.
Pozostali wypili do dna w okamgnieniu.
- Mniejsza z tym - stwierdziła Lina - jedzcie obiadek i ruszamy na górę!!
- Nie zjemy obiadku - oznajmił Zel markotnie - przejadłaś wszystkie pieniądze.
Gdy Gourry to usłyszał, omal nie zemdlał.
- Głowa do góry! - zawołała Amelia - Ja stawiam obiadek!!
- A masz forsę? - spytała drwiąco Lina - Tu możesz ją zdobyć tylko kradnąc albo... wiesz jak.
- A nieprawda!! - księżniczka wyciągnęła pokazną sakiewkę - uczciwie wygrane w bilard!!!!
Wszyscy: SZOK WSZECHCZASÓW
- Ty... umiesz grać w bilard? - Lina nie mogła uwierzyć w to co usłyszała.
- Nie, ale oni tym bardziej ^_____^ - Amelia uśmiechnęła się z triumfem - Gdy pani jadła, ja zajęłam się grą. Patrzyli na mnie zamiast na bile... Czyżbym była taka śliczna??
Lina nie wątpiła, na co gapiły się oprychy :]~ W każdym razie z głodu tego dnia nie umarli. A gdy nastał wieczór, przyjaciele byli gotowi wyruszyć w kierunku góry.
- No to wyruszamy!!!!!!!! - Lina była pełna entuzjazmu.
- A dokąd? - spytał Gourry.
*************GLEBA****************
- No, w kierunku góry!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Ahaaa... A gdzie ta góra??????????
- Obejrzyj się, tłumoku...][ Autorka już o niej pomyślała.
Gourry obejrzał się i zemdlał ze strachu, gdyż góra była wielka, czarna... ups, powtarzam się ^ ^ '
- Trudno, trzeba go będzie tam zaciągnąć - westchnęła Lina, ale to jej nie przeszkadzało, byle tylko dowiedzieć się co jest napisane na tajemniczej tabliczce. I pozostawało jeszcze pytanie: czy ktoś celowo zgromadził ich w tym samym miejscu i czasie?? A jeśli tak, to dlaczego??
Ale z zastanawianiem się musiała poczekać do następnego odcinka...
CDN (chyba)

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.84611200 1276787783
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!