Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Lina_chan
Slayers Deluxe
rozdział #01
 
Treść fanfika..
Tytuł: Slayers Deluxe
Autorka: Lina_chan
Czas akcji: Po zakończeniu serii Try, czyli w ogóle po serii TV.

To jest mój drugi fanfik (ale pierwszy który wysłałam), więc zalicza sie go jako pierwszy. Mam nadzieje, że wam się spodoba. Ach i wszystkie skargi, proszę pisać pod adresem e-mail: linainverse12@wp.pl
WSTĘP
Lina szła drogą. Sama. Pokłóciła się z Gourrym i po prostu wyszła z zajazdu, bez wiedzy przyjaciela. Teraz była cicha, smutna, zamknięta...taka jakby nieprzystępna...Osapale i obojętnie weszła do jakiegoś lasu, znajdującego się po jej lewej stronie. Szła prawie pół dnia, nie zwracając większej uwagi na fakt, że jest obserwowana. Powinna...
KONIEC WSTĘPU.

POCZĄTEK OPOWIEŚCI...

Zbliżała się do jakiegoś rozdroża. Bez wachania skręciła w lewo. Szła coraz szybciej, lekko podbiegając, później poruszała się wolnym truchcikiem, aż w końcu zupełnie biegła. Nie wiedziała czemu. Nie wiedziała dlaczego cały czas płyną jej łzy i ma ochotę zapaść się pod ziemię. Zastanawiała się, co za uczucie w sobie dusi. Było to coś potwornego, coś piekącego, jakby miało zaraz pęknąc jej serce. Jednak nie mogła tego zrozumieć... Biegła tak i biegła, droga jej się dłużyła, myśli przygnębiały... Chciała ukojenia... Pragnęła spokoju i "uwolnienia"... Teraz była przy jakiejś polanie. Wbiegła na nią. Zbliżyła się do stawu. Obróciła się. To miejsce wyglądało jak raj. Naokoło drzewa, połowę polany zajmuje staw, na drugiej jest prześliczna łąka.
Słońce nie razi, bo korony drzew układają się w dach. Dach poprzez który przechodzą małe promyczki złotych światełełek. Wszystko razem składało się z odcieni zieleni, żółci(złota), błękitu i... tak, najpiękniejsze z ewszystkiego były róże o czarnych płatkach, mieniące się na różne odcienie fioletu, czerni, granatu, a czasem błękitu.
Jednak ona nie zwracała uwagi na urok tego miejsca, na zapach dzikich, czarnych róż i czystość stawu. Podeszła jedynie do niego i upadła na nogi. Łzy ciekły jej coraz bardziej. Nie mogła nad nimi zapanować. W końcu przestała się męczyć i dała upust emocjom. Najpierw szlochała, a później skuliła się, schowała głowę w kolanach i płakała. Najgłośniej jak mogła i im bardziej próbowała się uspokoić tym bardziej chciało jej się płakać i im bardziej próbowała ściszyć ton płaczu, tym bardziej było go słychać. Zagłębiła się w "swoim" świecie. W świecie wspomnień, nadzieji, zaklęć, uroków. Niestety żadne nie mogło jej w tej chwili pomóc.
Żadne nie mogło złagodzić tego dziwnego bólu. Zastanawiała się na raz nad wszystkim i w rzeczywistości nad niczym.
Nie zwracała uwagi na szturchnięcia, do póki nie została ugryziona( oczywiście lekko, niczym szczypnięcie)w rękę. Spojrzała co to takiego i zobaczyła naokoło siebie zające, jeże, wiewiórki, sarny, nieco dalej wilki...
Zdziwiła się, ale gdy "gryząca" ją sarna oparła głowę o ramie Liny, ta uściskała zwierze i jeszcze bardzij się popłakała.
Nagle chmury przesłoniły niebo, zwirzęta uciekły. Na polanę wkroczyła postać. Bardzo dziwna. Stała pół godziny, patrząc się na Linę.
Ta nie zwracała na nic uwagi. Łzy przestały płynąć. Siedziała nad stawem i żucała kamienie. Postać patrzyła na nią skrajnie...
Piorun rozciął niebo. Przez dach z liści, zaczęły przeciskać się krople deszczu. Dziewczyna nie zwracała uwagi. Na nic. Nie zorientowała się również, że zaczęła płakać. Znowu...
Postać lekko zblizyła się. Stała jakieś 10 minut. Po tym czesie Lina poczuła, jak coś rzuca jej się na szyję (nie dosłownie).Odwróciła głowę i zobaczyła... Jakąś obcą postać przytulającą się do jej szyji, której także ciekły łzy z zamkniętych oczu. Była mniejwięcej wzrostu Liny. Miała żółte włosy, czerwone usta, różowawe policzki... Ubrana była cała na czarno, więc wyróżniały się w niej jedynie błękitne oczy, usta i włosy, amulet w kształcie czaszki i duży, naprawdę duży biust. Wyszeptała tylko:
Postać: Lino przestań płakać, bo mi też się chce.
Lina: Kim jesteś?
Postać: Ja... Ja ci nic nie zrobię... Ja... J achcę... Ja mam na imię Katrin
Lina: Ja jestem Lina
Katrin: Wiem. Nie mogłam Cię dogonić...
Lina: Śle... Śledziłaś mnie?
Katrin: Och, ależ skąd...
Lina: Echeche...
Katrin: Lino...czy... czy mogę się do ciebie dolączyć?
Lina z głupim wzrokiem: czemu nie...
Katrin: Och dziękuję! -rzuciła jej się na szyję.
Lina: Ej, przestań, dusisz mnie!
Katrin: Och, przepraszam...
Lina: ech... głodna jestem -przeszukała kieszenie - Co?! Nie ma forsy?! Och nie! Co ja teraz pocznę, jak przeżyję?! To niemożeliwe
Katrin: Nie przejmuj się ja stawiam, ale najpierw musimy dojśc do tamtego miasta. I szybko stąd iść, bo jesteśmy całe mokre.
Tymi słowami uświadomiła Linie, że...
Lina: OJEJ! Leje jak z kota!
Katrin: ?
Lina: No nie rób takiej głupiej miny! Chodź do tego miasta! A... A tak przy okazji, jakie to miasto?
Katrin:
Lina: Więc?
Katrin: A skąd mam wiedzieć?
Lina:
Katrin: No to chodź...
Lina: Idę...
Szły polną drogą... Były coraz bardziej przemoczone.
Katrin: Lina, umiesz latać?
Lina: Oczywiście. - spojrzała na nią.
Katrin: Więc może polecimy?
Lina: Niezbyt...
Katrin: Czemu?
Lina zawstydzona: miesięczny czas...
Katrin: Nyo chyba, że tak...
Lina: A może ty mogłabyś unieść nas skrzydłolotem?
Katrin: Nie za bardzo...
Lina: Bo?
Katrin, również zaczerwieniona: miesięczny czas...
Lina wzdychając: Hę...
Po kilku godzinach, dotarły do miasta. Pogoda była paskudna. Zjadły coś w jakiejś gospodzie, a następnie poszły do zajazdu.
Recepcjonista: e... Nie mamy dwóch wolnych pokoi.
Katrin: Jak to?
Recepcjonista: jakieś trzy minuty temu dwa wolne pokoje wynajeło dwóch młodych mężczyzn.
Lina: Ech... Czyli jakie zostały pokoje?
Recepcjonista: Został jeden pokój jednoosobowy.
Katrin: No to mamy problem...
Lina: Taaaaaaaa...
Katrin szepcząc : Może byśmy sobie poradziły jakoś z jednoosoboym pokojem?
Lina: Nie mamy wyboru... Weźmiemy ten pokój...
Recepcja: Śiwtnie, tu są kluczyki... Miłego odpoczynku.
Poszły na górę. Lina PRÓBOWAŁA otworzyć drzwi.
Lina: No co jest... Zaklinowały się... Ech... Nic z tego...
Katrin: Spróbuj w lewo...
Lina: Nie widzisz, że próbuję!
Katrin: ..........................................
?: Lina! Lina, jak się cieszę, że Cię widzę - ten ktoś podbiegł do niej.
Lina: Niestety ja nie. Dobranoc - i z całej siły trzasnęła drzwiami tuż przed jego nosem.
Katrin: Kot to był?
Lina: Dawny przyjaciel... Ma na imie Gourry...
Katrin: Lina, dlaczego jesteś taka wkurzona?
Lina: Co... A nie, nic. Lepiej chodźmy spać...
Katrin: Tia...
Lina: Ech... Trzeba wejść do tego łóżka
Katrin: No...
Lina: Ech...
Katrin: Zmieścimy się tu?
Lina: Masz problem, musimy...
Katrin: A jesli nie?
Lina: To będziesz spać na podłodze! Nie marudź, tylko wchodź!
Dziewczyny położyły się obok siebie.
Katrin: Lina...
Lina: Tak?
Katrin: Wyruszamy jutro z rana czy zaczekamy jeszcze dzień?
Lina: Nie wiem chyba zaczekamy, nia mam żadnych planów...
Katrin: Acha...
Lina: Śpij...
Katrin: Dobranoc
Lina: Dobranoc
Katrin: Lina
Lina: chrrrrrrrrrr...

Rano:
Lina: Wstawaj spiochu!
Katrin: Spaaaaaćććććććććććććc...
Lina:Wstawaj!
Katrin: Ale Lina...
Lina: Boże gdybym wiedziała, że taka będziesz, nie zgodziłabym się na podróż z tobą... Katrin: No nie bądź taka, spać...
Lina: Kat, nie bądź taka. Wstań!
Katrin: No dobra, chodź.
Lina:Niom... Chodź.
Katrin: Gdzie?
Lina: Hmmmmm... Najpierw chcę się dowiedzieć, w jakim mieście jestem
Katrin: To, ma sens...
Lina: ....................................................................................................................
Katrin: Ech... no co, chodź.
Lina zamykając drzwi: No, to się nie chce zamknąć! -uwiesiła się na klamce- zobacz, ile można kluczem kręcić?!
Katrin: Ech - i przekręciła klucz, jednocześnie zamykając drzwi.
Lina: Lepiej już chodź.
Kiedy wychodziły z zajazdu i przechodzilły przez restaurację, zobaczyły Gourryego, który kłócił się o żarcie ze swoim nowym towarzyszem.
Lina posmutniala. Widząc to, Katrin, postanowiła zaprosić ja na wielkie lody (Ona stawiała).
Po południu:
Lina pytając jakiegoś młodzieńca: Przepraszam, ja i koleżanka, chciałyśmy wiedzieć, w jakim mieście się znajdujemy?
Młodzieniec: Jesteście w Koryncie. Dzięki królowi Korylowi 800 dwudziestemu za 555 osiemdziesiątemu i księciowi Philionelowi Seyrun Wybudowano, pokojową drogę do miasta Seyrun. Przez tamtą bramę...
Lina zmieszana i zdziwiona: Acha, dziękujemy!
Facet odszedł.
Katrin obrazona: Miły to on nie był...
Lina: Tia... Jutro pójdziemy do Seyrun...
Katrin: Ech...
Obejrzały miasto, zjadły w najlepszej tawernie w Koryncie i obrabiły złodzieji, a właściewie Lina się zabawiła, a Katrin stała pod ściana i patrzyła znudzona na ten widok.
Lina: No co tak patrzysz, nie złośc się...
Katrin: Nie złoszczę się.
Lina; To co robisz?
Katrin: Nudno mi
Lina: Ech... No to co ty chcesz robić?
Katrin: Nic
Lina: ...............................................
Katrin: No dobra, chcę iść wieczorem na dyskoteke...
Lina: Niech będzie
Katrin: Zgadzasz się?
Lina: Tak, pójdziesz, a ja zostanę
Katrin: -.- Więc, nie pójdziesz ze mną?
Lina: Co za spostrzegawczośc.
Katrin: To nie feir idzies ze mną, bo bedę marudzić
Lina: Pójde, ale na chwilę.
Ktrin: Do tego jeszcze wrócimy, chodź na zakupy, muszę coś kupić!
Lina: Coś czyli co?
Katrin: Jakiś ciuch ^^
Lina: No jasne...
Katrin łapiąc Linę za rękę i ciągnąc dojakiegoś centrum handlowego (zdaje się, że do galerii monstrum): No chodź!
Lina: To mnie tak nie ciągnij!

W sklepie:
Katrin: A ta?
Lina: Za krótka...
Katrin: Dla ciebie zawsze za krótkie!
Lina: A czy spódnica o długości 30cm od pasa, to coś długiego?
Katrin: Ech... Niech ci będzie, jest za krótka.
Lina: To weź dłuższą.
Katrin: A ty?
Lina: Ja wezmę spodnie. Może.
Katrin: Jaki kolor?
Lina: Bo ja wiem?
Katrin: Może czarne?
Lina: Wiesz, lubię czarny, ale czy ty ciągle musisz o nim mówić?
Katrin: No a nie chciałabyś mieć np. czarnej bluzki, spodni, kurtki skórzanej, glanów i załużmy...
Lina: Nie... Jest jak jest i tak ma być...
Katrin: Nyo to biorę: tą czarną spódnice i tą, i tą, i tą i tą czarną sukienkę i tą i tą i tą i tą, ale tą bardziej obcisłą i te czarne spodnie i te i te i te i te i tą bluze z kapturem... Nyo i ten płaszcz razy dwa (tobie też się jeden przyda).
Sprzedawca: 200 sztuk starożytnych złotych monet.
Katrin: Ech...zapomniałam, że tu jest inna waluta... Mam 130 sztuk starożytnych złotych monet... Lina będziesz tak dobra i pójdziesz
do kantoru?
Lina: Czemu nie...
I poszła wymienić kase. Szła zamyślona, cały czas patrząc w dół. Nagle...

Lina & ?: Uważaj jak chodzisz!
Lina: Jak Ci nie wstyd... Xelloss?
Chłopak wyjrzał zza paczek.
Xelloss: Tak mi na imię^^
Lina: Ale się cieszę, że cię widzę... Hmmmm... Co ja mówię? Dziwne... Ja się przecierz nie cieszę...
No nic, w każdym razie, mimo wszysctko miło cię widzieć
Xelloss: ??????????????????... Gdzie Gourry?
Lina na pół smutna i wściekła: Skąd ja mam wiedzieć
Xelloss: Pokłóciliście się?
Lina: ..............................Tak..............................Chyba.............................
Xelloss: A zerwalście ze soba?
Lina : Nie mów tak !!!! Nigdy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Xelloss:No, dobrze, spokojnie...
Lina: Ja jestem zupełnie spokojna!
Xelloss: Lina, spokojnie ludzie się patrzą...
Lina rozglądając się: Ale przecierz tutaj niema nikogo...
Xelloss: Zdawało mi się ^_^

Xelloss: E... Lina... Dobrze się czujesz?
Lina:Tak, bo co?
Xelloss: Nie rzuciłaś we mnie fireballem...
Lina zarumieniła się. Odwróciła głowe i powiedziała niepewnie:
Lina: Nic mi nie jest...
Xelloss myśli, mysli, myśli: Hmmmmm... Mmmmmm... Dziwne... AAAAAA! JUŻ WIEM! Miesięczny czas tak?
Lina: Zamknij się!
Xelloss: Już jestem cicho...
Lina: A tak w ogóle to co ty tutaj robisz?
Xelloss: Chodzę. Aktualnie robię zakupy.
Lina: Och, nie! Ile sklepów jeszcze zostało z zapasem herbaty? Dwa?
Xelloss: Kupiłem jedno pudełko...
Lina: I ty mówisz, że to ja jestem chora! - sprawdziła czy nie ma gorączki- Chce ci się po podwieczorku znowu chodzić po herbate? Co ja mówię! Przecierz pudełko zmarnujesz wciągu... A zresztą, na szczęście ja nigdy nie zapraszam cię na herbatę...
Xelloss: Może powinnaś zacząć? Jakby co, to jestem po odwyku^^
Xellossik dostał w łęb. Później Lina poprosiła go, aby poszedł z nią do kantoru, wymienić pieniądze, on się zgodził i poszli. Wrócili do sklepu, wktórym Katrin przymierzała już nowe ciuchy.
Katrin: Nareszcie jesteś. Ile można czekać?
Lina: Przepraszam, ale zderzyłam się z nim i się zagadaliśmy...
Katrin: A kto to?
Lina: Co... aaa! To Xelloss, mój dawny kolega...
Xelloss: Kolega...(???????????????????)
Lina: Nyo^_^
Xelloss: Dawny... (?????????????)
Lina: Nyo! A czego chcesz więcej?!
Katrin: .......................................
Lina: Idziemy stąd?
Katrin: Tylko dołożę te ubrania i zapłacę...
Wyszły pełne siatek tzn. Katrin wyszła z siatkami i paczkami, bo Lina powiedziała, ze nie będzie nosić takich rzeczy. W końcu jednak uległa i pomogła koleżance nosić paczki. Nagle Xelloss zaczął komuś dziko machać. Lina nie widziała tego do końca, bo była cała zasłonięta pakami, ale widziała Xella z boku.
Lina: Co ty robisz idioto?
Xelloss: Ja? Macham - Tutaj zaczął jeszcze podskakiwać i krzyczeć "Ej"
Lina zza paczak: Wyglądasz idiotycznie. Dobra Katrin, chodź, może najpierw to odłożymy?
Katrin zza paczek: Nyo...
Lina zza paczek: Idziesz?
Xelloss podstępnie: Wołam kolegę.
Lina (nie będę już pisać, że zza paczek):Jakiego, a zresztą, nie ważne, my idziemy dogonisz nas...
Odwróciła się, Katrin zrobiła to samo.
Lina zza paczek: Czy mi się wydaje, czy ty też słyszysz, bieganie za nami?
Katrin zza paczek: Nie, ja też coś słyszę... Nie czekaj, teraz słyszę chodzenie
Lina: Acha... Ja też... Y... Katrin, jesteś pewna, że idziemy w dobrą stronę, bo ja NIC NIE WIDZĘ!
Katrin: Po co od razu te nerwy?...
Lina: Przemilczę to.
Katrin: Ech... Odpoczełabym, ale później się z tym nie zabierzemy...
Lina: Taaaaaa...
Katrin: Mam wrażenie, że ktoś nas śledzi
Lina: Niechciałam nic mówić, ale ja też...
Katrin: Lina, co się stało, że już nie podróżujesz, ze swoim towarzyszm?
Lina: My... Się trochę AAAAA! - Lina potknęła się i już prawie się przewróciła, kiedy ktoś złapał ją w biodrach. Dziewczyna odwróciła się i zobaczyła...
Lina: Go... Gourry?!...
Gourry: E... No, to ja...
Lina (PRÓBUJĄC powiedzieć to lekcewarząco): Dziękuję...
Gourry: Nie dziękuj...
Lina udając, że spogląda na zegarek (którego oczywiście nie miała): AAAA! Ale już późno! Musimy iść
Gourry: Lina, przecierz ty nie masz zegarka...
Lina: E... Ale widziałam na zegarku... Xellossa!
Xalloss: Oryginalny Gucci'ego ^^
Lina: W każdym razie, my jush musimy iść...
Gourry: Może ponieść Ci paczki?
Lina: Nie dzięki. To cześć.
Gourry smutnym tonem: Cześć...
Lina poszła, była już dośc daleko, kiedy Katrin szepnęła coś do Gourryego.
Lina z daleka: Idziesz czy nie?
Katrin podbiegając: Idę!
Odniosły bagaże i poszły do następnego sklepu, tym razem z bielizną...

Co Katrin powiedziała Gourryemu?
O co oni się pokłócili?
Co dziewczyny kupią w sklepie z bielizną?
Dlaczego to nie ma sensu?
Dlaczego zadaje głupie pytania?
Co mi z tego wyjdzie; dramat, komedia romans, czy jeszcze co innego?
N ate i inne pytania dowiecie się w następnej części lub w nastepnych częściach ^^

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.70366200 1276783251
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!