Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Xellos
Slayers Return
rozdział #01
 
Treść fanfika..
Prolog

Lato było w pełni. Wysoka temperatura, mocno świecące słońce i ani jednej, choćby najmniejszej chmurki na niebie. Ludzie siedzieli pochowani w domach, na szlakach kupieckich nie można było spotkać żywej duszy. Nawet ptaki nie śpiewały tak jak zwykły to robić. Skwar odstraszał nie tylko istoty ludzkie, ale także wszelkiego rodzaju zwierzęta. Wszyscy czekali na wieczór, kiedy to zaczynało robić się trochę chłodniej. Wtedy dopiero kupcy wyruszali w poszukiwaniu nowych towarów i zarobków, wysyłano posłańców, czy transporty z jakimiś wartościowszymi przedmiotami.
Była to wprost wymarzona sytuacja dla złodziei, bandytów, czy innych rzezimieszków. Pod osłoną nocy mogli zupełnie bezkarnie napadać na karawany i bezbronnych kupców, a także ukrywać się przed wymiarem sprawiedliwości. Za dnia byli natomiast zupełnie bezpieczni, ponieważ wszyscy stróże prawa, żołnierze i gwardziści siedzieli w tawernach żłopiąc różnego rodzaju trunki przywiezione wprost z Calimshoru dla ochłody i poprawienia własnego samopoczucia. I zapewne nie było na tym świecie takiej siły, która byłaby w stanie wygonić ich na zewnątrz w taką spiekotę w poszukiwaniu osobników łamiących prawo. Ogólnie rzecz biorąc sytuacja stawała się dość nieciekawa i wszyscy z utęsknieniem oczekiwali nadejścia chłodniejszych dni.
Dochodziło południe. Czas, który nawet najdzielniejsi wojownicy woleli spędzać gdzieś w chłodnym miejscu. Była jednak jedna osoba, której nie straszne były choćby największe upały. Nazywała się Lina Inverse, siedemnastoletnia czarodziejka, znana wszędzie jako pogromczyni bandytów. Siedziała właśnie na sporej wielkości kamieniu wpatrując się w wartko płynący strumień. Jej długie, pomarańczowe włosy opadały na plecy, nie wykazując najmniejszego nawet ruchu, co oznaczało zupełnie bezwietrzną pogodę. Czarna peleryna, z naramiennikami ozdobionymi przez dwa błyszczące klejnoty wisiała majestatycznie... zaczepiona o gałąź najbliższego drzewa. Czarny pas wraz z mieczem i niebieskie rękawiczki były rozrzucone gdzieś obok. Lina zdjęła jeszcze ciężkie buty i rzuciła nimi za siebie. Została w czerwonych spodniach i żółtej bluzce. Przypominała teraz raczej zwykłą wiejską dziewczynę niż słynną czarodziejkę.
-Gorąco, gorąco, gorąco -powiedziała z żalem wyraźnie wyczuwalnym w głosie. -A Gourry polazł po żarcie jakąś godzinę temu i jeszcze nie wrócił... A niech to! Gdybym wtedy nie rozwaliła temu całemu Dickre'owi gospody... Skąd mogłam wiedzieć, że to kuzyn gubernatora tej prowincji. Teraz gwardziści atakują mnie, kiedy tylko zbliżę się do jakiejś wioski. To niesprawiedliwe! Jestem głodna, chce mi się pić, gorąco mi, a do granicy ze dwa dni drogi! Gourry spiesz się, bo inaczej na własnej skórze przekonasz się, co to wściekły Fireball!
Nagle Lina usłyszała jakieś głosy, dobiegające z pobliskiego szlaku.
-Że też się komuś chce podróżować w taki upał... -stwierdziła.
Dziewczyna postanowiła, że sprawdzi, kto to taki i gdzie się udaje. Zresztą i tak nie miała nic lepszego do roboty. Powoli, na czworakach, zaczęła zbliżać się do ścieżki. Rozchyliła zarośla i powolutku spojrzała w stronę, skąd dochodziły te głosy.
Ujrzała trzech średniego wzrostu mężczyzn. Wszyscy oni nosili takie same szaty: czarne płaszcze z kapturem sięgające do kolan, buty i rękawiczki w takim samym kolorze. Kaptury mieli założone na głowę w taki sposób, że ich cień padał na oczy, więc ciężko było kogokolwiek rozpoznać. Wyglądali na pewnych siebie i wiedzących dokładnie, w którą stronę mają się udać. Zapewne żaden z nich nie spodziewał się spotkania kogokolwiek na szlaku. Przecież z powodu niesamowitego wręcz upału wszyscy ludzie siedzieli w domach czy oberżach.
To Nekromanci -pomyślała Lina. -Ale przecież wszyscy Nekromanci to samotnicy. Nigdy nie widziałam, żeby współpracowali ze sobą, to nie w ich stylu. Dlaczego podjęli takie działania? O co im może chodzić? No nic, trzeba to sprawdzić.
Czarodziejka odczekała jeszcze chwilę, po czym ostrożnie, tak aby nie zdradzić swojej obecności, udała się za nimi.
Po około czterdziestu minutach marszu mężczyźni wyszli z lasu na polanę. Nie była to jednak naturalna polana. Wszystko wyglądało tak, jakby po prostu ktoś usunął drzewa za pomocą magii. Miejsce to było bardzo dobrze zamaskowane, znajdowało się w pewnej odległości od drogi, więc nikt nie był w stanie go zauważyć, nie wiedząc, czego szukać. Lina, korzystając z ochrony bujnych zarośli, rozejrzała się po misternie wykonanej polance. To, co zobaczyła, wprawiło ją w olbrzymie zdumienie i sprawiło, że poczuła ciarki na plecach.
Na środku stał jeden duży namiot, a dokoła niego kilkanaście mniejszych. Wszystkie uszyte były z czarnego płótna, które pomimo iż błyszczało w blasku słońca, to jednak wywoływało raczej strach niż zachwyt. I Nekromanci. Było ich pełno. Dziewczyna naliczyła ze trzydziestu siedzących na zewnątrz, ale nikt nie wie ilu było ich w namiotach. Wyglądało, jakby wszyscy Magowie Śmierci, jak ich czasem nazywano, zebrali się w tym jednym miejscu. Snuli się jak cienie po swoim obozowisku, jak zahipnotyzowani jakimś czarem, ale jednocześnie odnosiło się wrażenie, iż są w pełni świadomi tego, co mają robić. Nie były to bezmyślne kukły, lecz mający wolną wolę ludzie. Lina pomimo tego nie mogła zrozumieć, co skłoniło ich do współpracy.
Nagle młoda czarodziejka poczuła, że ktoś za nią stoi. Sięgnęła ręką po miecz, lecz zdała sobie sprawę z faktu, iż zostawiła go nad strumieniem wraz z innymi ubraniami. Poczuła strach. Powoli odwróciła głowę i spojrzała za siebie. Zobaczyła średniego wzrostu młodego mężczyznę o fioletowych włosach do ramion i przystrzyżonej grzywce. Ubrany był w żółtą bluzę i buty, granatowe spodnie i pelerynę oraz jasnobłękitne rękawiczki. Charakterystyczne były u niego przymrużone oczka i kij z czerwonym klejnotem, jaki trzymał w ręce.
-Xellos? -zapytała zdziwiona.
-Oj, nie ładnie się bawić w podglądanie -powiedział z ironia w głosie.
-Przecież ty robisz to samo!
-Cicho, bo nas usłyszą...
-A tak w ogóle, to co ty tu robisz?
-No wiesz... To tajemnica.
-Zaraz stracę cierpliwość...!
-To będziesz miała wtedy cały tamten obóz na głowie. A chyba nie chcesz walczyć z chmarą Nekromantów, co?
-No dobra... Policzymy się później. A teraz powiedz chociaż co oni tu robią.
-Oni? Jacy oni?
-Nie igraj ze mną!
-Ciii...
-Chodzi mi o Nekromantów.
-Oni... Hm... O ile się orientuję to chyba przygotowują jakiś obrzęd... Z moich informacji wynika, iż chcą wskrzesić Phibrizio...
-Co? W jaki sposób? -spytała Lina, ale nikogo już za nią nie było. -Ej! Xellos! Wracaj!!! -zaczęła krzyczeć.
Wtedy nagle usłyszała szelest krzaków i zanim zdążyła się zorientować została otoczona przez Nekromantów. Stali dokoła niej, każdy patrzył na nią tak, że dziewczyna nie mogła spojrzeć im w oczy. Opadał na nie cień z nasuniętego na głowę kaptura. Z każdą chwilą robiło ich się coraz więcej. Czarodziejka poczuła nagły ból głowy, po czym bezwładnie osunęła się na ziemię. Straciła przytomność.

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.68575200 1276784718
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!