Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Mazoku
Spadkobierca
rozdział #01
 
Treść fanfika..
Spadkobierca.- by mazoku.


WSTĘP!
Rany… nie dość , że mój pulpit już dawno przypomina mapkę Sim- city, bo ciągle pisze jakieś nowe bzdety... ale ta historyjka jest robiona z myślą o powadze ( jejku, jak to ładnie brzmi;)). Dobra, jedziemy z tym koksem!!!!^^
KONIEC WSTĘPU!!!



PROLOG

Nastanie cisza i mrok błyśnie światłem.
To co nie może zaginąć umrze
I pojawi się dziedzic zrodzony z czerni o białym skroni
A blask i mrok złączą siły w jedno.
Xelloss z hukiem zamknął zastarzałą księgę. Biblioteka mazoku była na tyle obszerna, że z łatwością możesz tu znaleźć nawet stare przesłania.
- heh…- mazoku uśmiechnęło się opryskliwie- od kiedy to mazoku zajmują się legendami... jak widać pani koszmarów lubi wyzwania... moje nieszczęście...
- Xellossie- donośny głos zagrzmiał u jego pleców. Była to wysoka kobieta- mazoku rzecz jasna- ubrana w ciemną, długą, aż do ziemi połyskującą suknię. Miała zielone włosy i oczy tego samego koloru ( może to jest jakoś z oczami powiązane?;))- Xellossie, czego szukasz? Mogę ci pomóc?
- Nie, dziękuję. Już znalazłem tego czego mi trzeba. Teraz musze tylko ...- Xelloss odwrócił się - ... zinterpretować legendę.
Znikła. Dziewczyn a- mazoku patrzała w to miejsce z grozą i zdenerwowanie.
- Xellossie...- zaczęła mówić do siebie- nie potrafimy czytać ci w myślach, nie potrafimy czytać z oczy, z serca... z zachowania... kim ty jesteś...



I.- Nowy wojownik.

Dziesięcioletni chłopiec wybiegł ze sklepu. Trzymał torbę z zakupami. Miał bardzo wesołe spojrzenie. Nad dorosłe , łagodne rysy twarzy. Uśmiechał się do wszystkich i wszystkiego. Biegł do domu śmiejąc się. W domu jego matka przygotowywała posiłek. Miała włosy spięte w kucyka. W małym domku przy głównej ulicy. Sąsiedzi wiedzieli, że maluch jest adoptowany. Filia bowiem wyglądała im na 20 lat. Jak więc mogła urodzić tak duże dziecko? Nie wiedzą jednak, że Val ma dopiero rok... jeden rok.
- MAMUŚ!
- Co się stało?
Val odłożył torbę.
- mamo… czy ja kiedyś będę czarował jak ty?
Jedno z tych pytań, na które Filia wolała nie odpowiadać. On był taki nieświadomy... nie pamiętał niczego... niczego. Jak to możliwe? Nie wie kim jest, kim jest Lina, Xelloss, inni... nie pragnie zemsty... to takie dziwne.
- synku... idź odrobić lekcje. Będziesz czarował, ale nie teraz.^^
- dobrze mamo...
Filia usiadła za stołem. Co ma robić? Jak się zachować. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- CO TY TU ROBISZ???
- Przyszedłem... co to?- Xelloss zaciął się. Jego wyraz twarzy był przejęty, zamyślony... Filia też to poczuła. Wbiegli do domku. W pokoju Val trzymał w dłoniach kulę energii.
- Mamo! Co ja mam teraz z tym zrobić???
- Zaraz wybuchnie- Xelloss podbiegł do Vala, przejął kulę i wyrzucił przez okno. Rozległ się huk.
- Ufff... -Xelloss spojrzał rozbawiony na Filię- czy teraz dostanę herbaty?^^
- Y.. heh. Dostaniesz.
Filia uśmiechnęła się. Pierwszy raz ten mazoku podziałał na nią kojąco. Zapomniała o czym myślała na początku. Val spoglądał na Xellossa nieufnie. Ale uratował im życie. Czyli...
-Kim jesteś.
- jestem Xelloss... a ty musisz być ValGaav, czyż nie?
- Nie... jestem Val... tylko Val.
- Aha... ciekawe...
Dzień kończył się. Filia poszła położyć spać Vala.
- momo on jest ekstra!
- Kto?
- No wujek! Potrafi magię! Nauczy mnie! Obiecał!
- Dobrze, dobrze, idź już spać.^^
Filia wróciła do salonu. Xelloss siedział zamyślony. Filia usiadła na kanapie i parę łez spadło na podłogę.
- Zadowolony!?- wykrzykła z pretensją- odbierasz mi syna!!
- Sam pragnął aby go szkolić.
- Nie wierzę ci!! To jest moje dziecko!!! TYLKO MOJE!!!
- Filio...- Xelloss podszedł do kanapy i przykucnął. Filia płakała wściekle. Xelloss spojrzał na nią, ich twarze były na równej wysokości. Nie miał już maski, którą tworzył przed tyloma osobami. Chciał powiedzieć to głośno i wyraźnie, ale wszedł mu tylko szept- Filio.. widzisz... on nie jest ... on nie należy do tego wymiaru... tylko do tamtego. I my... ja musze go nauczyć magii... nie chce ci go odbierać... ale on sam... sam odejdzie.
- To niesprawiedliwe...- Filia rozpłakała się. Xelloss objął ją, a ona płakał teraz spokojniej na jego ramieniu. Nie było już podziałów gatunkowych. Nie było przeszłości. Stali tak, Filia płacząc, a Xelloss próbując pierwszy raz w życiu kogoś pocieszyć .

Daleko od tych wszystkich spraw i trudów, w pewnym królestwie ludzie nieśli bardzo pogodny żywot. Jabłonie w królewskim sadzie zakwitły, a lilie na jeziorach pachną przecudnie. Ptaki śpiewają jak zawsze. A alabastrowym świetle komnat przemieszczają się postacie zagonione pracą. Gołębie z najwyższego dachu Sayluun otaczają rynek. Widok jak z książki.
W głębi tarasu królewskiego , na marmurowej posadzce stoi mały stoliczek z gładką płytą. Naprzeciw płyty siedzi młoda księżniczka oraz wojownik. Spoglądają w płytę z natchnieniem . Księżniczka wykonuje ruch i uśmiecha się do siebie .
- szach ... mat.
- Hm...- Zelgadiss dotknął czoła, zamknął oczy i zaczął obmyślać jak obronić króla . Po chwili stwierdził donośnie-... ty... znowu wygrałaś. '' '' ''
- Juhu!^^ Niech pan się nie denerwuje, to dopiero ... yyy... ojej. 46 partia...
- Poddaje się. Z tobą nie idzie wygrać.
Zelgadiss i Amelia przechadzali się po ogrodzie. Zelgadiss zaczął rozmowę dość... niezręcznie ( jeśli można to tak nazwać).
- wiesz... yyy... ja... to znaczy.... - zatrzymali się przy drzewie- czy twój ociec nie ma nic przeciwko mojej wizyty?
- Nie... nie wie, że tu jesteś...
- A... czy tobie nie przeszkadzam?
- Nigdy... - na twarzy Amelii pojawił się rumieniec- nigdy mi pan nie przeszkadzał...
- Naprawdę...?
Samowolnie ich twarze zaczęły się do siebie zbliżać... jeszcze tylko sekundy dzieliły ich od tego pierwszego pocałunku... kiedy ...
[ PAF!!!!!!!!!!!!!!!!]
- co to było?
- Dziura... dziura w drzewie...
- NIKT NIE BĘDZIE KRZYWDZIŁ MOJEJ NIEWINNEJ CÓRKI, A ZWŁĄSZCZA JAKIŚ ZUCHWAŁY SMARKACZ!!!!!- Phil stał w oknie z ogromną strzelba, z której leciał jeszcze czarny dymek.
- Tato!!- Amelia odezwała się z ogromną pretensją- co ty wyprawiasz?!
- Pójdę lepiej...- Zel cofnął się.
- Zelgadissie...- w głosie Amelii przemawiała wewnętrzna rozpacz.
- Nie martw się- szepnął Zel i mrugnął do Amelii- niedługo wrócę. Jak twój ojciec ochłonie.^^
- Dobrze Zelgadissie.
Amelia uśmiechnęła się, a Zel szybkim susem znalazł się za ogrodzeniem. Phil zeskoczył z okna. Przez chwile spoglądał na nieruchomą córkę. Szybko jednak zaczął jej prawić morały.
- Amelio, co to za jeden??? Czy ty nie rozumiesz, jak on mógł cię skrzywdzić? Wykorzystać? Zniszczyć dobre imię?
- Ojcze zamilknij...
- CO??? JAK TY SIĘ DO MNIE ZWRACASZ????!?!?!!?!?!???!??
- Wybacz... ale nie masz prawa tak o nim mówić.
- ZABRANIAM CI SIĘ Z NIM SPOTYKAĆ!!!!!!!!!!!!!!!! ZA- BRA- NIAM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Phil poczerwieniał ze złości. Amelia spoglądał na niego z niedowierzaniem. Mógł żądać wszystkiego i wszystko uczyni. Oprócz tego. Za bardzo jej zależy... za dużo się stało... jej serce prawie wyrwało się z piersi, gdyby nie ten wystrzał... z jednej strony była wściekła, że wszystko zepsuł, że mogło być tak pięknie. Z drugiej była niezwykle wdzięczna, że Zelgadiss udowodnił jej, że jest dla niego ważna, że obiecał wrócić, że nie zrezygnował, a oczekiwanie dawało jej jeszcze więcej radości... ale zabronić widywania się z Zelgadissem? To szczyt wszystkiego.
- mam nadzieję, że się zrozumieliśmy.
- Tato... ja... ja nie mogę... ja... ja go...
- NIE CHCE TEGO SŁUCHAĆ!!!! NATYCHMIAST DO SWOJEJ KOMNATY!!!!!
- BARDZO CHETNIE!
Amelia spojrzała na Phila groźnie, iż Phil cofnął się. Amelia weszłam po schodach do swojej komnaty, po czym rzuciła się z płaczem na łóżko. Po chwili jednak usiadła na nim i przyłożyła rękę do serca.
Tymczasem Zelgadiss udał się do niedalekiej karczmy. Dawno w niej nie był, a jej właścicielka- stara już nieco Karna- pomogła nieraz Zelowi, kiedy był w Sayluu. Podała mu np. plan ewakuacyjny zamku ( skąd go miała nie wiadomo).
- jest tu kto?- Zel uśmiechał się pogodnie- to ja, Zelgadiss! Wracam po trzech miesiącach... a tu nikogo... no jak tak mo.. Karna?
- Ach mój chłopcze... miło cię widzieć.
- Babciu, czy... przepraszam.
Do pokoju weszła wysoka, szczupła i kształtna panienka. Miał proste długie włosy.
- poznajcie się młodzi... ja idę podąć obiad... czuj się zaproszony Zelgadissie.
- Dziękuję.^^
Karna wyszła z pokoju.
- jestem Zelgadiss Grey...
- jakie to piękne imię...- dziewczyna rumieniła się- jesteś taki... przystojny...
- yyy ... ekhm, podobno...
- ... taki... męski...
Dziewczyna niebezpiecznie zbliżała się do Zela. Niewiadomo kiedy założyła mu ręce na szyję.
- masz takie ciepłe spojrzenie...
- ej, panienko, znamy się ledwie od dwóch minut!!! - Zelgadiss cofał się jak tylko potrafił.
- Rita... - dziewczyna przymrużała oczy- jesteś taki delikatny...
- Ojoj...- Zelgadiss dalej się cofał. Rita zamknęła oczy robiąc wrażenie, jakby jedynym portem lotniczym dla jej warg były usta Zelgadissa. Zel cofał się z przerażeniem na twarzy niż zachwytem. Przerażenie to wzrosło, gdy odkrył za sobą ścianę pokoju!!! Nie mając wyjścia kucnął i zrobił unik boczny, po czym złapał się za koszulę, i głośno odsapnął.
- Zelgadissie!- Rita zdenerwowała się- co się znowu stało? Nie pragniesz tego jedynego pocałunku? Masz już kogos?
- Ja... tak! Tak, przypomniało mi się, mam kogoś, dokładnie, to może.... pójdę już?^^ '' '' '' ''
- Zmieniłeś się- nagle Karna weszła- ostatnio byłeś bardzo smętny.
- Mam dziś bardzo bobry dzień- Zel poczerwieniał i równocześnie rozpromieniał na nowo.
- Zelgadissie...- Rita nie dała za wygraną. Stanęła na palcach, a jej nos dotknął nosa Zelgadissa na której lekko przerażonej twarzy pojawiła się przysłowiowa " kropelka"...^^'' '' '' '' - tak bardzo cię lubię... czujesz to samo prawda?
- Yyy... możemy to przedyskutować? ' '' '' '' '' '' '' '' '' '' '
- JESĆ!- nagle ktoś wszedł do tawerny. Była to pogrom czyny bandytów, wygadana, płaska, ruda i nieokrzesana....AAAAAAAA!!!!! ( autorka spieczona na kupkę popiołu) ... to jest... piękna i mądra Lina Inverse. Obok niej kroczył Gourry Gabriev. Zel jak tylko ją zobaczył siadającą za krzesłem stanął za nią jak za tarczą, przed ... przed Ritą.
- Cześć. Lino, mogłabyś jej coś powiedzieć... ona jest chyba napalona...
- ZEL!!!!!! Staruszku kopę lat... napalona?
- Co to znaczy napalona?- Gourry jak zawsze inteligentnie. Lina zrozumiała jednak, że taka rzecz jak napalenie emocjonalne może być obce Gourremu. Wzdychając ( och, biedna Lina ^^) zaczęła tłumaczyć zjawisko.
- Widzisz Gourry, ta dziewczyna ma ochotę na naszego Zela!^^
- Nie musiałaś tego tak nazywać.
- ROZUMIEM!!!!!!!!- Gourry zabłysnął.
- Widzisz jakie skuteczne- Lina zasięga po kartę- niech nam pani poda wszystko razy dwa!
Zelgadiss usiadł przy stole z Liną i Gourrym. Zaczęli streszczać sobie ostatnie miesiące. Wesoło i żywo przedstawiali swoje przygody. Zelgadiss nieraz śmiał się bardzo szczerze. I to uderzył Line.
- Zel...- zaczęła bardzo podejrzliwie- a jak tam sprawa wyglądu?
- Hm- Zel przejrzał Liną- i tak już inny nie będę. Wiem, że szokuje cię mój dobry humor, ale bycie chimerą nie oznacza żałoby do końca świata.
- Hmmm... a mnie się wydaje, że blefujesz...- Lina uśmiechnęłam się przebiegle- nie wiem co jest grane, ale się dowiem.
To było piękne spotkanie. Ale Lina zapragnął odwiedzić Amelię, ma do niej sprawę. Tak więc długo nie posiedzieli w oberży, Zel nie miał nawet okazji porozmawiać z Karną. Lina już miała przekroczyć bramę, kiedy Zel zatrzymał ją.
- Wiesz... lepiej wejdźmy od tyłu...
- A to czemu?
- Bo... ekhm... nie jestem tu chyba mile widziany...
- Pokłóciłeś się z Amelią?
- Nie... - Zel zmieszał się- z kimś innym...
Nagle okrzyk strażnika przerwał rozmowę.
- STRAŻŻŻŻŻŻŻ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! JEST TU!!!!!!!!! ARESZTOWAĆ GO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- CO??? Cos ty znowu narobił?!- Lina krzyczała Zelgadissowi do ucha, i na nic zdały się tłumaczenia. Zel pociągnął Linę przez dziurę w ogrodzeniu i w ten sposób byli już w ogrodzie. Ale byli tam tez strażnicy. Zaczęli więc uciekać.
- FOUER...
- ZNISZCZYSZ ZAMEK!!!!!!!
Amelia obudziła się w swojej komnacie. Wyjrzała przez okno.
- co się dzieje.... AAA!! ZELGADISS! I PANNA LINA!!!! STRAŻŻŻ!! NATYCHMIAST PRZESTAŃCIE ICH GONIĆ!!!!
- Księżniczka...- strażnicy stanęli jak wryci. Amelia zeskoczył z okna komnaty- pani... my tylko...
- Co wy wyprawiacie, natychmiast na swoje stanowiska!
- To moja wina...- Zelgadiss spojrzał na Amelię- chyba twój ojciec podjął ostateczne środki...
- A ja chyba sobie z nim pogadam.
- Ej, a co się stało?- Lina wtrąciła się do rozmowy.
- Ależ nic takiego!!!- Zel i Amelia równo zaprzeczyli jakoby się coś miało wydarzyć ^^'' '' '' ''.

Czym jest szczęście. Dlaczego w chwili, kiedy jedni go doznają inni cierpią. Deszcz padał. Filia nie wiedział co o tym myśleć. Xelloss znikł. Czuła się sama. Znowu. Val spał już smacznie. Filia siedziała skulona pod ścianą przy drzwiach. Jedynie pioruny oświetlały ciemny pokuj. Nagle ktoś zapukał. Filia nie drgnęła. Niegdyś znienawidzony i przeklęty na wszystkie istoty głos stał się teraz upragniony z niewiadomego powodu. Xelloss zapukał raz jeszcze.
- Filio... to ja... chciałem porozmawiać o ValGaavie. Musimy porozmawiać.
- To moje dziecko...- wyszeptała do siebie, ale czuła, ze Xelloss słyszał jej głos.
- Dobrze- Xelloss usiadł od zewnątrz pod drzwiami- będę tu czekał aż mi otworzysz.
Deszcz dudnił. Xelloss znajdował się pod niewielkim dachem nad drzwiami. Filia siedząc po drugiej stronie tych samych drzwi płakała w ciszy. Ale Xelloss tę cisze słyszał. Przez dolne szpary w drzwiach słyszeli się nawzajem. Były to krótkie zwroty. Nieznaczące. Filia zaczynała czuć się lepiej i nienawidzić się. Jak może czuć się lepiej teraz? W takiej chwili? Jest niesprawiedliwa. Nagle w ciszy Xelloss odezwał się.
- Przestaje padać.
- Nie jest ci tam zimno- Filia podniosła zapłakane oczy- może wejdziesz.
Drzwi otworzyły się po trzech godzinach, które wydawały się chwilą. Nic sobie wtedy nie powiedzieli, a czuli się jak po usłyszeniu tysiąca słów. Filia otwarła. Była czerwona na twarzy od płaczu, przemęczona i przerażona tego co się stanie. Xelloss widząc jej przerażenie doznał czegoś, czego żaden mazoku najprawdopodobniej nie doznał. Zapragnął, aby się nie lękała. Pierwszy raz chciał czegoś dla innych. Podszedł i delikatnie ją odjął, jak wtedy. Filia nie płakał, uspokajała się powoli w najbezpieczniejszym dla niej miejscu... dziwne uczucie. To mazoku. Ale czy on jest zły? Sama już nie wiedziała... ale to się nie liczyło. Liczyła się chwila. I ciepło, jakie nagle od niego poczuła. Wtedy szepnął jej do ucha.
- nie martw się- to brzmiało jak muzyka- będzie się uczył... tutaj, Z tobą. Nigdzie go nie zabiorą.
Czuła, że płynie w powietrzu. Nie straci syna. Cud. Była taka szczęśliwa. Ta chwila w objęciach Xellossa trwała wiecznie. Po chwili oboje usłyszeli stąpanie po schodach. Podeszli bliżej. Val zszedł z góry w swojej piżamie, nieco zaspany.
- mamo, już wstałaś... jest wcześnie... UUUUAA!! O! A.. co tu robisz?
- Słuchaj mnie uważnie- Xelloss podniósł palec wskazujący ku górze- zaczniesz niedługo bardzo ciężką naukę. Zaczniesz władać magią. Mam zamiar wyszkolić cię na jednego z najsilniejszych wojowników.
- TAK JEST MISTRZU!
Val był pełen zapału i ochoty. Jego czy zaczęły świecić nieznanym blaskiem. Jeszcze nie wie, jak wygląda prawdziwa szkoła.
C]D]N]

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.01191000 1276788347
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!