Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
KeanuX
Swiateczna pomylka
 
Treść fanfika..
Dochodziło południe. Sairagg tętniło życiem jak nigdy dotąd, a wszystko przez świąteczny nastrój jaki panował w mieście. Ludzie w wielkim pośpiechu biegali ze sklepu do sklepu, poszukując prezentów dla swoich najbliższych.
Tym czasem Gourry i Lina kończyli swój nader duży posiłek. Kucharze stali obok stołu i głupio wpatrywali się w puste talerze leżące na ziemi. Lina kończyła właśnie dwudziestą porcję drugiego dania, a Gourry odstawał od niej tylko jednym talerzem kartofli.
- Kucharz! – ozwał się piskliwy głos czarodziejki – Jeszcze raz to samo! – krzyknęła tryumfalnie.
- Dla mnie też! – odkrzyknął szermierz, wiedząc, że jego towarzyszka nie ma zamiaru zjeść mniej od swojego towarzysza.
- Ich żołądki nie mają dna – wyszeptał kucharz stojący obok.

Głośny huk drzwi wejściowych rozproszył uwagę ludzi siedzących w karczmie. Do środka wbiegł otyły mężczyzna z wałkiem w ręce.
- Pomocy! Złodziej okrada moją piekarnię! – ozwał się tęgi jegomość.
Gourry zerwał się z krzesła i z udkiem kurczaka w ręce ruszył w pośpiechu ku wyjściu.
- Lina łapmy drania! – krzyknął.
- Muszę najpierw skończyć jeść – odezwała się spokojnie towarzyszka.
- Nie ma czasu! – ponaglił Gourry i łapiąc ją za kołnierz pociągnął z całej siły, tak że młoda czarodziejka spadła z krzesła i jadąc po ziemi starała się pozbierać.
- Gourry! – ryknęła podenerwowana Lina. Dłużej nie czekając na reakcję towarzysza pociągnęła go za rękę, co w konsekwencji spowodowało jego upadek wprost na nią.
On zaś szybko wstał, otrzepał się i wybiegł z karczmy. Rozglądnąwszy się zauważył mężczyznę ubranego w czerwono białe ubranie z workiem na plecach. Mężczyzna ten miał długą białą brodę i czerwoną czapkę z pomponem. Wychodził właśnie ze sklepu z zabawkami, stojącego obok piekarni. Gourry bez dłuższych zastanowień ruszył z mieczem w ręce w kierunku czerwono-białego jegomościa.
- Lina! To na pewno ten złodziej! Łapmy go! – krzyknął.
- Gourry ty idioto to Święty Mikołaj, a w dodatku wychodzi ze sklepu z zabawkami! – wrzasnęła dziewczyna.
- A co to Święty Mikołaj? – zapytał Gourry tępo gapiąc się w niebo.
- A kto zapłaci za posiłek!? – z karczmy dobiegło głośne wołanie.
- Uuuupss, uciekamy. Później ci wytłumaczę co to Święty Mikołaj! – odpowiedziała Lina, po czym oboje zaczęli uciekać w zaułki.
- Stójcie złoczyńcy! Ręka sprawiedliwości ukarze was za wszystkie złe postępki! – ozwał się dumny, dziecinny głos.
- Pamiętam ten głos, to.. – wtem z nieba wprost na twarz Liny spadła czarnowłosa dziewczyna, odziana w białe szaty.
- Amelia – dokończył zrezygnowany Gourry. Miłośniczka pokoju wstała z ziemi i nie zwracając uwagi na leżącą Linę wskoczyła na wielką beczką i z podniesioną prawą dłonią w górę kontynuowała.
- Musicie ponieść konsekwencje swojego postępku! Sprawiedliwość nie ulegnie złu! – spojrzawszy na pokiereszowaną ofiarę swojego lotu, skrzywiła minę i zeskoczyła z beczki.
- Panna Lina i Pan Gourry. Co wy tu robicie? – zapytała.
- Ameliu! To znowu ty! – wściekła Lina kipiąc gniewem wstała z ziemi i idąc w kierunku Amelii, zaczęła wypowiadać jakieś dziwne słowa.
- Nie! Lina! Co robisz! – przestraszony Gourry podbiegł do czarodziejki i walnął ją w głowę.
Wtem ze sklepów zaczęli masowo wychodzić Mikołajowie z wielkimi workami, wypełnionymi zabawkami po brzegi. Ludzie wpadli w panikę, a właściciele sklepów zaczęli wołać o pomoc i miotać się na różne strony. Niektórzy próbowali atakować złodziei, lecz ci odpowiadali kontratakiem, który stosunkowo szybko powalał napastnika.
Zdezorientowana Amelia zaczęła biegać dookoła strasząc Świętych Mikołajów, że ukarze ich w najgorszy ze sposobów, lecz ci nie słuchali jej i szli dalej.
- Panno Lino pomóż! – odezwała się błagalnie Amelia.
- A jednak miałem racje, że to złodziej! – odpowiedział Gourry.
- Ktoś tu sobie żartuje. Że święta to rozumiem, ale skąd u licha tylu tu Mikołajów?! – odezwała się poirytowana Lina.

Nie minęło kilka chwil, a sklepy były zupełnie ograbione ze wszelkich możliwych rzeczy. Mikołajowie dalej chodzili po całym mieście i zauważywszy, że nie ma co kraść, zaczęli okradać ludzi z ich własnych rzeczy. Jeden z Mikołajów podszedł do Liny starając się ją rozebrać, lecz ta poczuwszy wielką rękę na swojej piersi uderzyła Mikołaja z taką siłą, że ten odleciał kilka metrów do tyłu i uderzywszy w ścianę pobliskiego budynku, połamał się w dwudziestu dwóch miejscach.
- To już przesada! – krzyknęła rozwścieczona Lina. – Gourry wyjmuj świetlisty miecz! – rozkazała.
- A ja panno Lino? – zapytała Amelia.
- A ty najlepiej nam pomóż! Tylko bez swoich wygłupów akrobatycznych – odkrzyknęła czarodziejka.
Po chwili po całym Sairagg zaczęły latać ogniste kule. Amelia biegała tam i z powrotem bijąc Mikołajów swoimi pięściami sprawiedliwości. Gourry wymachiwał mieczem we wszystkie strony, a Linie brakowało nie wiele do rzucenia zaklęcia Kuli Smoka. Niestety pomimo wszystkich starań, Mikołajów było coraz więcej. A jedynymi rzeczami jakie cierpiały z powodu całego zajścia było miasto i ludzie w nim mieszkający.
- Lina! Tych Mikołajów jest coraz więcej. Dłużej niż do wieczora nie dam rady. Wymyśl coś zanim zostaniemy przez nich okradnięci – krzyknął Gourry.
- To na pewno sprawka jakiegoś Mazoku. Musimy znaleźć źródło, z którego wychodzą ci dziwacy.
- Hahahaha! – dziwna postać o zielonych włosach, stojąca na jednym z dachów wybuchła gromkim śmiechem. – Muszę ci przyznać Lino, że bardzo zabawnie wyglądasz kiedy się złościsz. Robią ci się nawet zmarszczki.
- Martina... – wyszeptała Lina. Gniew kipiał z niej niczym magma z wulkanu podczas erupcji. Do ostatecznej złości brakowało jej tylko kilka głupich uśmiechów Martiny.
- Hahahaha! Czyżby brakowało ci pomysłów droga Lino? – odparła drwiąco zielonowłosa dziewczyna.
- Tyś, któryś ciemniejszy od mroku...
- Hahahaha! Tutaj nie użyjesz Pogromcy Smoków tak jak to zrobiłaś w moim zamku! Nie jesteś taka odważna jak dawniej. Hahahaha!
- ...Tyś, któryś w karmazyn przybrany bardziej niźli krew płynąca...
- Lina... – odezwał się Gourry. – Ty chyba nie chcesz...
- ...Tyś, któryś pogrzebion w czasie mijającym; W twym imieniu, o wielki; Oddaję się ciemności; By tym głupcom co grodzą mi drogę...
- Nie! Panno Lino! Uspokój się bo wszystko zniszczysz! – krzyknęła przerażona Amelia.
- Hahahaha! – Martina drwiąc dalej nie zważała na to co mówiła Amelia.
- ...Razem zgubę przynieść i nikt nie będzie w stanie jej uniknąć!...
- Uciekajcie! Ona chce rzucić zaklęcie... – krzyknęła Amelia, lecz nie zdążyła dokończyć gdyż została uprzedzona przez Linę, która w tym samym momencie skończyła inkantację wypowiadając słowa „Dragu Slave!”
Z jej rąk, w stronę Martiny wyleciały przeplatające się wzajemnie strumienie ognia, które zbierały się w lecącą, ciągle powiększającą się kulę ognia. Wszyscy dookoła pochowali się gdzie tylko mogli, a ci którzy byli w stanie, rzucili na siebie zaklęcia ochronne. Blask spowodowany uderzeniem ogromnej pomarańczowej kuli rozświetlił nieboskłon, a ziemia dookoła zaczęła się trząść. Gdy wszystko się uspokoiło, a pozostali przy życiu otrząsnęli się z szoku, ujrzeli przed sobą ogromne pustkowie. Obszar w promieniu kilku staj pozbawiony był jakichkolwiek zabudowań, drzew, czy choćby trawy. Martina cała „zwęglona” leżała w rozkroku z twarzą w ziemi. Gourry w podobnym stanie co Martina podpierał się o swój miecz z wielki trudem wstrzymując się od niekontrolowanego upadku. Z całej czwórki jedynie Amelia zdołała się częściowo obronić przed Pogromcom Smoków.
- A tak coś czułem, że nie będzie problemu ze znalezieniem was – odezwał się tajemniczy głos.
- Zelgadis? A co ty tu robisz? – zapytała zdziwiona Lina przypatrując się zakapturzonej postaci otoczonej aurą.
- Postanowiłem odwiedzić stare dobre Sairagg i przy okazji poszukać was, ale skoro nie ma już co zwiedzać, a wy sami się znaleźliście, to może znajdziemy jakieś miasto, którego Lina jeszcze nie zniszczyła?
- Dobry pomysł Zelgadisie! Wyruszmy ku nowej przygodzie. Święta nadchodzą, więc trzeba dobrze zjeść, prawda Gourry?! – krzyknęła tryumfalne Lina.
- Jasne! To gdzie idziemy? – odezwał się Gourry.
- Tych dwojga nigdy się nie zmieni. Choćby nie wiem co się stało, oni zawsze o jednym... – odparł wesoło Zelgadis.

KEANUX kalo@go2.pl

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.25944800 1276787994
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!