Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Mazoku
swiatlo polmroku
 
Treść fanfika..
I- Starożytne Pismo.


Zel: kurde no...
Zelgadiss posuwał się do tyłu, ledwo utrzymywał tarczę ochronną. Kiedy zauważył, że osłona osłabła niewiarygodnie, odskoczył w górę. Przemieszczał się kierunku fortecy.
Zel: są coraz bliżej. Za jakie grzechy to wszystko.... AJ!
Raz czy dwa dostał w plecy, ale nie uczyniło mu to zbytnio uszczerbku na zdrowiu. Bądź, co bądź jednak, uczyniło to krzywdę honorowi. Odwrócił więc się machinalnie i wcelował we wroga z takim zamachem, że ten nawet nie zauważył, iż został pokonany. Chimera spadła na ziemię. Otarła pot z czoła.
Zel: Uff... kolejny pracowity wieczór...
Spojrzał kierunku fortecy. Nie ma tam czego szukać, mimo iż tam zmierzał. Skoro jednak już tu jest...
Zel: ciekawość to pierwszy stopień do piekła, wracam... ale moment... skoro te potwory tak mnie ścigały... to znaczy... że tam coś jest...
Zawrócił więc, aby zaspokoić ciekawość... ( ach, ci mężczyźni...;)). W środku fortecy było ciemno i duszno od zapachu padliny. Nakryte stoły, porozwalane krzesła, wybite okna... wyglądało ta jak w chwili opuszczenia fortecy. Od tego czasu nikt tu nie wchodził. Zelgadiss znalazł jakąś pochodnię, zapalił ja i zaczął szukać. Nic nie znalazł. Chciał już wychodzić, kiedy zauważył jedną wazę, która jakimś cudem przetrwała. Było na niej wyryte pismo klinowe. Zelgadiss nie potrafił odczytać przesłania. Zaciekawiło go jednak to, iż było na nim wiele postaci, magicznych, nierealnych, oraz parę postaci ludzkich... dziwnie znanych. Dotknął wazy i nagle ziemia zaczęła się trząść. Kamienie posypały się z sufitu i stłukły wazę. Zelgadiss wziął jedną część i szybko wybiegł fortecy, która zaraz potem runęła.
Lina: a podobno można na nim polegać...
Gourry: o co ci chodzi?
Zel: już jestem...
Lina: chłopie, miałeś tylko rozejrzeć się, a nie zwiedzać pół miasta.
Zel: znalazłem coś.
Zelgadiss upadł na kolana. Trochę był osłabiony ucieczką, walką, kamieniami z sufitu, itp.
Amelia: panie Zelgadissie, pan jest ranny!
Zel: co? Gdzie? A fakt...- wyciągnął strzałę z ramienia- nic takiego.
Jak widać, bycie twardym jak kamień czasem jest praktyczne.
Lina: co znalazłeś.
Zel: wazę... z informacjami. To z niej pozostało.
Lina: hm... dziwne... to pismo mazoku...
Gourry: skąd wiesz?
Lina: smoki, potwory, golemy, elfy... każdy ma swój język, kulturę i pismo.
Zel: ale skąd wiesz, że to pismo mazoku.
Lina: dostałam dziś list z podobnym pismem.
Amelia: list od mazoku?!!
Lina: taak... Xelloss chce się z nami spotkać...
Zel: znowu mamy pracować dla tego szczura?
Lina: Fakt, że to mistrz manipulacji, i głupstwem jest ufanie mu. Ale nie mamy nic do stracenia, a może się czegoś dowiemy.
Amelia: ale panno Lino, pan Xelloss może nas oszukać przy tłumaczeniu pisma!
Lina: wiem. Ale pismo smoków jest bardzo podobne. W razie czego poprosimy smoki o pomoc.
Zel: skąd je weźmiesz.
Lina: fakt... są jeszcze inne istoty. Elfy są przecież niezwykle mądre. Nie martwmy się. Pora coś jeść.
Zel: jak możesz być głodna w takiej chwili...
Lina: przecież nic się nie dzieje. Oni nawet nie wiedzą o tej wazie.
Zel: nie byłbym taki pewny...
Lina: a to dlaczego?
Zel: Zostałem zaatakowany, kiedy szedłem w stronę fortecy. Później w środku była to jedyna rzecz, która została nienaruszona. Nie wydaje ci się to podejrzane?
Lina: co...
Zel: co?
Lina: CHCESZ MI POWIEDZIEC, ŻE DOPIERO TERAZ MI MÓWISZ, ŻE TĄ WAZĄ INTERESOWAŁY SIĘ POTWORY?????????
Zel: nie pytałaś się.
Lina: AGRRRYYYYYYYYYYYYYYYYYY!!!!!!!!!!!!!!
Gourry: ale o co chodzi...
Lina dusząc Gouurego: Ty głupku, teraz to nie ma po co prosić Xellossa o pomoc, bo przecież to potwór, a one są zainteresowane tą wazą!!!!!
Xelloss: dokładnie.
Lina: tak... zapomniałam, że śledzisz mnie od chwili narodzin...
Xelloss: powiedzmy, że od trochę późniejszego czasu. Na początku bardzo dziękuję Zelgadissowi za pomoc w odnalezieniu wazy...^^
Zel: może jeszcze sadzisz, ze ci ją oddamy?
Xelloss: nie.^^ Sądzę, że potrzebujecie tłumacza...
Lina: nie potrzebujemy ciebie do tego. Jest jeszcze wiele mazoku.
Xelloss: niezupełnie...^^
Lina: to znaczy?
Xelloss: widzisz... wstyd to mówić, ale mazoku mają teraz wojnę domową...^^
Lina: co? Mazoku walczą między sobą?
Xelloss: mhy...
Lina: i kto jest górą?
Xelloss: to ciężka sprawa... Zellass wysyła swoje oddziały na zachód w poszukiwanie Starożytnego Pisma. Armia obrońców pragnie zaniechać jej planów. Starożytne Pismo jest niebezpieczne- kruszy wszystkie istoty, źle użyte zniszczyło by wszechświat.
Lina: A ty po której jesteś stronie?
Xelloss: ... popełniam samobójstwo Lino...
Lina: ach tak... no cóż. Jednego tu nie rozumiem- od kiedy potwory interesują się wszechświatem?
Xelloss: to... tajemnica.
Lina: spodziewałam się tego...
Xelloss: Zelgadiss znalazł Starożytne Pismo. Możecie spodziewać się ataku Zellass w najbliższym czasie.^^
Lina: dzięki za komplement...
Xelloss: jednak jestem wdzięczny Zelgadissowi, że waza prawie uległa zniszczeniu. Niestety przetrwał jej najcenniejszy kawałek- z zaklęciem, więc radzę je zniszczyć.^^
Zel: i myślisz, że ci uwierzę?
Xelloss: myśl co chcesz. Ale sam widziałeś zainteresowanie potworów wazą.
Zel : skąd mogę wiedzieć, ze nie jesteś w drużynie Zellass?
Xelloss zdjął rękawicę i pokazał mi wnętrze dłoni: ten znak oznacza w waszym języku " rebelię".^^
Zel: phi...
Xelloss: wiedziałem, ze mi nie uwierzycie...
Lina: powiedzmy, ze ci wierzę. Ale odpowiedz mi na jedno pytanie. Dlaczego ty, wielki sługa pani koszmarów odwróciłeś się do niej i z nią walczysz? Żądam odpowiedzi.
Xelloss: jestem potworem i mam swój honor- nie zabijam dla zabawy.
Znikł.
Lina: he, he, chyba go uraziłam...^^ AŁA! A to za co???
Zel: jeszcze się pytasz! Dałaś mu do zrozumienia, ze się przyłączamy!
Lina: hm... może mnie wyśmiejesz, ale wierzę mu.
All; CO?!???!?!
Lina: Xelloss jest perfidnym draniem, ale chyba się przejął sytuacją. Kiedy powiedział " popełniam samobójstwo". To oznacza, ze nawet jeśli wygrają Zellass zemści na nim.
Gourry: zabije go?
Lina: nie wiadomo. Nie sądziłam tylko, że idzie o honor.
Amelia: dlaczego?
Lina: Xelloss nigdy się nim nie przejmował...
Gourry: sugerujesz, ze...
Lina: idę o zakład, ze to on jest dowódcą rebeliantów.
Zel: a co z tym?
Lina; no tak. Waza. Trzeba się dowiedzieć co znaczą znaki.
All: jak?
Lina: znam świetnego znawcę antyków.^^
Trochę później.
Filia: hm...
Lina: i co?^^
Filia; jest tak zniszczona, że trudno coś odczytać... masz szczęście, ze znam język mazoku.
Lina: serio?
Filia: tak jakoś wyszło... hm...
Lina: powiesz mi co tam pisze?
Filia: nie.
All: co? Dlaczego...
Filia: nie odczytam tego. To bardzo stare pismo. Język mazoku przez lata zmieniał się...
Filia sięgnęła po jakąś starą księgę.
Filia: ... przybierał nowe formy i znaczenia. Trzeba wyruszyć do miejsca poczęcia tego języka. Nie ma innej rady.
Wszyscy umilkli. Nie dość, że jest jakaś wojna, to jeszcze nie dowiedzą się o co. Lina podejrzewała, że nie chodzi tu tylko o zaklęcie, ale także o zawartość Pisma.
Lina: i co teraz...
Filia: możesz wyruszyć do miejsca początków najdziwniejszego języka istot. - wyciąga z księgi mapę- to Ogród Ashery. ^^
Lina: nie mamy tyle czasu...
Zel: w każdej chwili może zaatakować nas Zellass.
Amelia: a ona zna na pewno starożytny język mazoku.
Filia; dlaczego ma was zaatakować...
Lina: Mazoku... prowadzą wojnę.
Lina wytłumaczyła Filii sytuację. Filia spojrzała jeszcze raz na kawałek wazy. W jej szarym domku nigdy jeszcze nie była tak tajemniczej rzeczy. Za ścianą dwaj inni pracownicy obserwowali zastraszeni tego wszystkiego. Lis trzymał na rękach małego Valgava. Obserwował to wszystko tak poważnie.
Żilas: On to wszystko bardziej rozumie od nas.
Drugi: jak to... on? On jest taki mały...
Żilas: On nie jest zwyczajnym dzieckiem. To mazoku... i smok... pamiętasz. Zawsze kiedy go usypia... kiedy go uczy...
Drugi: mówi, że kogoś mu przypomina.
Żilas: panna Filia jest bardzo dziwna. A on zawsze taki poważny... ale on kocha mamę.
Drugi: ale raczej jej nie obroni. Nikt go nie nauczy...
Żilas: właśnie... A JAK POPROSI TEGO DURNIA???
Valgav: piśmo... piśmo starozytnych mazoku...
Żilas: PANNO FILIO!!! ON ZNOWU ZACZYNA!!!!
Filia z pokoju wytrącona z rozmyślania: co?
Lina: Ha!^^ a oni co tu robią?
Drugi: pracujemy, na pół etatu...
Filia: Valgav...
Lina: Valgav?
Zel: on?
Filia: Daj go Żilas... on wie wszystko... już teraz.
Filia przytuliła Valgava do piersi. Spojrzała w niebo. Nagle Valgav podniósł lewą rękę...
Zel: on jest z nimi...
Lina: Zel?
Amelia: pan to rozumie...
Zel: Xelloss podniósł tak samo, tę sama rękę. Valgav jest za rebeliantami.
Filia: idę z wami.
Lina: eee... na wojnę?
Filia: dotknęłam wazy. To i moja sprawa.
Lina: dzięki, przyda nam się po...
Wybuch zrównał dom z ziemią.
Filia: Valgav... Val... OCH!
Mały chłopczyk ledwo stojąc utworzył ogromną barierę. Lina spojrzała w górę. Była tam jakaś postać.
Postać: oddajcie mi Starożytne Pismo.
Lina: ha. Sługa Zellass... marna zagrywka...
Gourry: Jeśli zaczniemy walkę tutaj ucierpią mieszkańcy!
Lina: wiem...
Drugi: ja się boję...
Amelia: jak on śmiał, to niedopuszcza...
Nagle coś zagrzmiało. Atakujący rozleciał się w pył, a Lina machinalnie odwróciła głowę. Na dachy pewnego domu stał młody chłopak, z długimi zielonymi włosami. Uśmiechnął się pogodnie i podniósł lewą rękę.

II- Trening.
Zimno, mokro i strasznie. Tak wyglądał las Ezerhas na południu jednej z 10 wysp morza Chaosu. Zielono włosy chłopak prowadził Linę i innych przed siebie. Filia zostawiła Valgava pod opieką pracowników. Lina nie wiedziała co powiedzieć, jak zacząć rozmowę.
Lina: ekhm... czy ty...
Chłopak zatrzymał się. Miał siwe oczy i bardzo miły uśmiech. Podniósł jeszcze raz lewą rękę.
Chłopak: wiecie kim jestem?
Lina: rebeliantem.
Chłopak: mistrz uprzedzał, że jesteś bystra...^^
Lina: mistrz... czyli Xelloss.
Chłopak: Jest silniejszy ode mnie... najsilniejszy z rebeliantów... - chłopak posmutniał- powiedział... że jeśli wygramy... sam pójdzie do Zellass...
Lina: i to cię tak smuci?
Zel: fałszywa bohaterskość.
Chłopak: Jestem mazoku Hartryhton. Mam was przygotować do...
Zel: chwila- kto powiedział, że będziemy walczyć. Chcemy tylko dowiedzieć się co pisze na tym przeklętym skrawku porcelany. Nic więcej.
Hartryhton: Mistrz mówił, że będziesz uparty. Uważa, że gdyby dać ci kamień i kazać wycisnąć wodę, nie spocząłbyś póki tego byś nie dokonał.^^
Zel: phi.
Lina: dlaczego chcesz nas przygotować i do czego?
Hartryhton: Zellass was ściga, tak samo jak nas. Macie Pismo. Teraz wiele nas łączy. Mamy nadzieję, ze pomożecie nam w walce.
Zel: Mam pomagać potwo...
Lina: Zel, uspokój się. Sądzicie ze zostaniemy zaatakowani...
Hartryhton: jesteśmy w specjalnym lesie, i Zellass nas nie widzi, ale niedługo...
Lina: hm... Zellass... co nam przyjdzie z pomocy?
Hartryhton: Zellass i tak zawładnie Pismem, jeśli go nie zniszczymy. W Piśmie jest coś... co pozwala na wielką władzę, albo na wieczną zagładę.
Filia: Lino, jeśli Zellass dostanie Pismo mazoku...
Lina:... zawładną wszechświatem, a to niezbyt się nam uśmiecha. Dobra. Szkol nas. Ale jest jeden warunek- przede wszystkim musimy dostać się do Ogrodu Ashery. I nie oddamy Pisma.
Hartryhton: jak sobie życzysz. Ale najpierw przygotowania.
Mazoku podniósł w górę medalion zawieszony na szyi, który zaczął się czerwienić.
Hartryhton: Podajcie mi swoje lewe ręce.
Lina: znamię...
Hartryhton: bez tego nie będziecie ani nasi, ani ich.
Zel: nie jestem czyjąś własnością.
Hartryhton: panienko, kim on jest, że tak się denerwuje...- rzekł cicho do Liny.
Lina: chi, chi.^^ Nie przejmuj się... to najlepszy generał na świecie- gdyby miał paru żołnierzy chodziliby jak w zegarku... no a teraz dawaj to znanie.
Chłopak o siwych oczach nauczał przez pewien czas drużynę. Wyjaśniał im rozumowanie potworów, ich cele i zamiary. Teoria trwała trzy dni. Następne trzy dni trenowali walkę, następne trzy dni magię. Przez ten czas Xelloss układał mapę działań, a rebelianci toczyli boje z potworami Zellass.
Hartryhton: teraz możecie robić co uważacie za słuszne. Przekazałem wam wszystko.
Lina: Czyli możemy udać się do Ogrodu Ashery.
Wyszli z lasu.
Hartryhton: uważajcie na siebie... uważajcie...
Znikł.
Lina: mhy, tak to z nimi jest... AAAAAAAA!!!!!!!
Amelia: co to?
Filia: kamienie spadają z nieba?!
Gourry rozcinał mieczem głazy, Zelgadiss pomagał mu przy tym.
Zel: skąd one spadają...
Lina: a więc to tak... albo to próba, albo atak Zellass.
Amelia: Lepiej coś zróbmy, bo nas przywali.
Lina: Dobra, załatwmy to szybko i boleśnie!
Gourry: zel, zmywamy się!
Zel: do... kurde, waza!
Lina: O nie! Zbije się!
Kamien uderzył w wazę i rozkruszył się na kawałki. Waza była cała.
Lina: Wiedziałam. Jej nie da się od tak zniszczyć. To dlatego Xelloss nie zniszczył jej na początku...
Amelia: panno Lino!
Lina: a tak! Odsunąć się!
Gourry: OJĆ!
Zel: ona chce...AU!!!!!!!!!!!!!![ gleba]
Gourry; Zel! Zel! No co ty, przecież masz twardą głowę!
Lina: DRAGON SLAYV!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Lina rozwaliła nie tylko kamienie, ale też pół lasu.
Lina: ha. Udało się. Teraz musimy... Zel?
Zel: moja... moja głowa...
Gourry: dostał głazem w mózgowie, i tyle.^^
Po chwili.
Zel: grrry.........
Lina: nie złość się, to tylko kamień...^^ no dobra, ktoś musi iść do Ogrodu...
Hartryhton: Brawo. Zdaliście test.^^
Lina: Ty... czy wszystkie mazoku są takie wredne?
Hartryhton: Teraz mogę wam powiedzieć co dalej. Chcecie iść do Ogrodu Ashery... ale tylko wybrani mogą tam wejść.
Lina: kto jest wybranym?
Hartryhton: każdy, kto służy gwieździe.
Lina: kapłani... to dlatego mazoku mogły tam wejść...
Gourry: kapłani?
Lina: tak... można służyć albo czarnej, albo jasnej gwieździe.
Hartryhton: dokładnie... ale czemu się martwisz? Masz przecież dwie kapłanki. I mapę.
Lina: mam... albo i nie...
Amelia: niech się pani nie martwi , przyniesiemy gotowe Pismo.
Lina: Nie chciałam was puszczać samych... ale nie mamy wyboru. Ha, a rodzice mi mówili, że jako kapłanka, będę się miała lepiej...
All: ( jasne, ona jako kapłanka?)
Lina: no nic. Łap Amelio.
Amelia: aj...
Lina: a ty Filio masz mapę.
Hartryhton: spotkamy się w mieście Cienia... pani wie, gdzie to jest, prawda?
Filia: wiem...
Hartryhton: świetnie. W takim razie, ja zabieram tam pozostałych.
Filia: a my idziemy w drogę.
Lina: Do zobaczenia.
Zel: Tylko...
Amelia: Obiecuję, że będę ostrożna.^^
Zel: ekhm... to dobrze.
Zel nałożył na głowę nowy kompres z toną kostek lodu. Nie musiał nawet kończyć zdania. Oczywiście, że wolałby aby wszyscy mogli wejść do Ogrodu. Byłoby bezpieczniej. A teraz, to zostaje im tylko iść za tym mazoku...
Tak więc rozdzielili się. Filia i Amelia szły pod górę, wysoko nad wyżynami. Ogród znajdował się na zachodzie. Po długiej drodze stanęły przed białą kratą.
Filia: ogród. Potrafisz go otworzyć?
Amelia: ja?
Filia: tu jest napisane w języku mazoku, golemów, smoków i demonów, że jedynie człowiek może otworzyć ogród.
Amelia: czyli kiedyś byli tu tylko ludzie.
Filia: dokładnie.
Amelia: nie wiem, jak to otworzyć... ?
Filia: same się otworzyły...
Amelia: idziemy.
Filia: EJ! A jak tam coś będzie?
Amelia: pan Zelgadiss by się nie zawahał.
Tymczasem.
Lina: Co ich może spotkać?
Hartryhton: nie wiem.... nie jestem kapłanem. Nie byłem tam.
Zel: To głupie...
Lina: może już są na miejscu.
W Ogrodzie, na samym środku było jezioro. Na środku jeziora mała wyspa. Na wyspie ołtarzyk. Filia i Amelia podeszły do ołtarzyka. Nagle ukazała się postać przezroczysta i mglista. Drzewa zaczęły świecić się na złoto, ptaki umilkły. Tylko wiatr szumiał. Postać ukłoniła się, miała długie ciemne włosy oraz zielone oczy. Była bardzo blada. W jednej ręce trzymała bicz, a w drugiej kij.
Filia: Królowa Srebrnych smoków...
Królowa: heh... dawno już znikliśmy z waszego świata... powiedz mi, czy potwory nadal są takie przystojne jak kiedyś?^^
Filia: ekhm... nie przerwali tradycji...
Królowa: tak... szkoda, że już nie żyję... kiedyś świat był inny.
Amelia: jaki?
Królowa: kiedyś my smoki i potwory byliśmy jednym... często łączyliśmy się, żyliśmy razem, nawet... kochaliśmy... ale teraz to się zmieniło...
Filia: Kiedyś potwory nie walczyły tak zawzięcie!
Królowa: wiem... wojna ... upadek potworów... śmierć... potomkowie mazoku i smoków- srebrne smoki- przestały istnieć... ech... ciekawe jak sobie radzą moi potomkowie...
Amelia; a jak się nazywają?
Królowa: nie ma pojęcia.^^
Filia: Królowo... wiesz zapewne o Starożytnym Piśmie?
Królowa: wiem... wiem co się dzieje...
Amelia: Proszę, pomóż nam! Pismo jest za stare, aby je odczytać!
Królowa: Połóżcie je na ołtarzyku.
Tak też zrobiły. Królowa zamyśliła się, a litery poczęły świecić i układać się na nowo. Każde słowo, dokładnie zmienione. Filia wzięła Pismo.
Filia: niemożliwe... to współczesny język...
Królowa: a tak.^^
Filia: dziękuję... dziękuję!
Królowa: Idźcie już... szkoda, ze nie ma już srebrnych smoków...
Filia: jeden jest... co mam mu przekazać?
Królowa: jest?
Filia: kiedyś ci go przedstawię.^^
Amelia: chodźmy! Jeszcze raz dziękujemy.
Odeszły. Królowa powoli zanikała.
Królowa: Szkoda, ze nie wiecie czym jest chaos... he, he... no cóż. Może kiedyś... jak to mówił ten przystojniak z zeszłego tygodnia? To tajemnica?
Ogród znowu zatętnił życiem. Amelia i Filia pośpiesznie biegły do miasta. Nagle Filia stanęła.
Filia: tu pisze... tu pisze o wojnie...
Amelia: Co?
Filia: szybko, Lina musi to zobaczyć!

III- Hasło.

Amelia i Filia wbiegły do ciemnego miasta. Było ciemne i ponure- miasto mazoku. Gdzieś widać było czubek zamku. Filia i Amelia wbiegły z hukiem.
Filia: LINO!!!!! Tu jest wszystko napisane, wszystko!
Amelia: Szybko, niech pani czyta panno Filio!
Lina: Co takiego?
Gourry: Może wojna była przewidziana?
Zel: ... ...
Filia: " ... i rozlegnie się krzyk w państwie ciemności roztargany na dwie szale. Jedną kierować będzie krzyk, a drugą ostrze. I krzyk zagłuszy ostrze, które zada mu cios w pierś"... kto tu kim jest...
Lina: krzyk i ostrze... Zellass i Xelloss...
Zel: tylko które jest które.
Lina: tak czy inaczej nie wiemy kto wygra.
Gourry: jak to... przecież krzyk zagłuszy ostrze...
Lina: a ono zada mu cios. To jeszcze nic nie mówi.
Filia: dalej nie ma nic. Tylko zaklęcie...
Lina: zaklęcie... no tak! Nie czytaj go.
Filia: to jedno słowo.
Lina: pokaż... dobra.
Amelia: co teraz?
Lina: nie wiem. Gdzie Xelloss.
Xelloss: bliżej niż myślisz.
Lina: i co?
Xelloss: armia się szykuje.
All: CO???
Xelloss: nie wiemy kiedy Zellass zaatakuje. Ponieważ jest tu Pismo to wojna nas nie ominie... o, dzień dobry Filio.^^
Filia: ale masz humor na wojnie.
Xelloss: to moje ostatnie chwile życia , powinienem korzystać, a nie szykować wojnę.
Zel: Więc w czym masz problem?
Xelloss: nigdy nie zastanawiałem się jak wygląda śmierć...
Zel: ja też nie. Mnie raczej ciekawi co będzie potem jak się wojna skończy!
Xelloss: nie wiem.^^
Lina: nie kłóćcie się!
Przez drzwi wszedł mazoku z dzidą w brzuchu: pa- pani... Zellass... atakuje...
Xelloss: kurde...
Lina: nie żyje.
Zel stanął w oknie: Dziwna strategia...
Xelloss: Niszczy powoli... kurde, pochłonęło by ją piekło. Straciliśmy odział. Teraz się wycofa. Zelgadiss. Znasz się na dowodzeniu?
Zel: czego oczekujesz?
Xelloss: poprowadzisz odział?
Zel: wątpię...
Xelloss: proszę.
Zel: no dobra.
Xelloss: ale nie możesz tak iść. Dam ci zbroję. Tylko uważaj na nią- to pamiątka rodzinna.
Zel: ( czyli ma przeszło 5000 lat...)
Gourry: Może powinniśmy atakować?
Lina: nie... to bez sensu. Teraz kiedy znamy trochę przyszłości i słowo... trzeba zniszczyć Pismo. Rozkruszmy je!
Ale niestety to nie takie łatwe. Po wielu godzinach Lina spojrzała niechętnie na kawałek porcelany.
Lina: ech... przyszłość... Esteba i ?! Co takiego???
Gourry: Lino!
Amelia: rozkruszyła się.
Zel: co się stało?
Amelia : łał... ale panu do twarzy w tej zbroji...
Zel zaczerwieniony: no i co z tego?
Xelloss: Rozkruszyłaś ją? Ale jak... mnie się nie udało ani jej zadrapać...
Lina: nie wiem... ! Xelloss czy odział ma hasło rozpoznawcze?
Xelloss: nie...
Lina: to niech to będzie " Esteba". Może być?
XellossL hm... hm... hm... i tak nic lepszego nie wymyślimy.^^
Lina: Świetnie.
Gourry: co teraz robimy?
Xelloss: robi się późno, pora spać.^^
Lina: Nareszcie coś mądrego!
Xelloss zaprowadził ich do pokoi. Sam zszedł na dół by sprawdzić jeszcze straż...
Filia: a pan dokąd?
Xelloss: o... o to ty... myślałem, że...^^
Filia: Nieładnie jest ukrywać plany przed innymi.
Xelloss: takie życie.^^ Zellass może uderzyć kiedy zechce. Pismo nie istnieje, a nawet nie znamy zaklęcia. I dobrze. Nawet gdyby je ktoś znał, nie wykona czaru.
Filia: Wy, mazoku, myślicie tylko o wojnie.
Xelloss: podobno byliście w Ogrodzie...^^
Filia: tak.
Xelloss: też tam byłem... może to ostatnia rzecz jaką mogłem jeszcze zobaczyć.^^
Filia: dałbyś sobie luz!
Xelloss: ech...^^- położył rękę na ramieniu Filii- idź spać. Jutro mamy trening.
Xelloss wyszedł drapiąc się w głowę.
Filia: powinnam powiedzieć jeszcze królowej, że są nie tylko przystojni, ale też jak zawsze głupi.
Świeca płonęła wysoko. Nikt nie mógł zasnąć. Lina czytała księgi, a Gourry polerował miecz. Zelgadiss patrzył w gwiazdy. Amelia siedziała cicho na łóżku. Filia nie poszła do pokoju. Nagle wybuchł alarm. Jakiś mazoku wszedł do pokoju.
Mazoku: szybko! Zellass atakuje!

IV- Straszna noc.

Tej nocy stanęli przeciwko siebie dwie grupy szturmowe. Xelloss podniósł lewą rękę, a za nim uczyniło to ponad 3 tyś mazoku, oraz 4 ludzi i jeden smok. Z drugiej strony Zellass śmiała się ironicznie.
Zellass: Nie wiem po co walczymy. Ale to niezła zabawa... wiem, że znacie zaklęcie. I wydobędę je. Najpierw jednak sprawdzę siłę moich żołnierzy...
Zellass wskazała wroga. Dwie strony ruszyły na siebie. Lina i Gourry odcinali kończyny napotkanych mazoku. Rozpryskiwali się po wszystkich stronach. Zelgadss razem ze swoim odziałem atakował tyły wroga. Szybkie ruchy miecza sprawiały, iż potwory gubiły się w swoich atakach. Filia razem z Xellossem zaczęli wypowiadać Klątwę Przywołania.
Xelloss: nie sądziłem , że kiedyś to się stanie...^^
Filia: nie myl mi słów.
Xelloss: przepraszam...
Klątwa rzucona na mały odział nie zadziałała. Xelloss namówił, wiec Filię, aby zmieniła się w smoka i podpaliła nieco mazoku... ale Filia nie chciała się zgodzić, mimo iż Xelloss obiecał, ze nie będzie podglądać.
Zelgadiss atakowany z wszystkich stron potknął się. Chmara mazoku skoczyła na niego, lecz zmiótł je pewien La- Tilt z pobliskiej skały.
Amelia: ZA PANEM!
Zel machinalnie wbił miecz w przeciwnika. Z tyłu ktoś przebił mu zbroję.
Zel: Xelloss mnie zabije. Ech. No dobra.
Dwa odziały przypominały szalę na której toczy się walka. Na razie dowódcy spoglądali na siebie wrogo ze szczytów.
Tymczasem Zelgadiss dostał mocna w głowę.
Amelia chciała mu pomóc, ale pojmali chimerę. Amelia podniosła jego miecz.
Amelia: co teraz... muzę tam iść...
Zaczęła biec w kierunku pojmania Zela, ale odgradzały jej drogę mazoku. Zaczęła więc używać miecza chimery, na tyle, na ile umiała.
Dwoje mazoku przykuły Zelgadissa do ściany. Ten ocknął się i natychmiast splunął krwią. Jeden z mazoku przyniósł cienki, spiczasty drut.
Drugie mazoku: jak brzmi zaklęcie .
Zel: nie wiem.
Drugi mazoku: w takim razie, do dzieła Ujer.
Mazoku z drutem zbliżyło się i unieruchomiło głowę.
Drugi mazoku wziął drut... . Zelgadiss nie mógł nawet krzyknął. Ból był tak przerażający. Mazoku wbiły Zelgadissowi pręt w prawą nogę. Pręt trafił równo w środek kości, co sprawiło iż pękła na pół.
Ujer: będziemy ci tak łamać wszystkie kości... po kolei...
Nagle drzwi trzasnęły.
Amelia: Już... AAAAAA!!!!! PANIE ZELU!!!!!!!
Ujer: jeszcze jedna... zabić.
Amelia: ( jak się tego tak naprawdę używa?) Stój! Mam miecz i nie zawaham się go użyć!
Mazoku drugie: ty nawet nie umiesz tego obsługiwać...
Amelia: co...? A MASZ!
Przez przypadek ścięła mu głowę.
Amelia: u- ups ... ja nie chciałam...
Ujer: jak to możliwe? Nie... nie żyje...
Zel: no i co...t- to zaklęta... zaklęta broń. Amelio... dowal temu też... za mnie...
Amelia: Postaram się.
Tymczasem na dole trwała walka. Amelia wyszła podpierając Zela. Okropnie cierpiał, miał wciąż pręt w kolanie.
Amelia: Filio, gdzie można go uleczyć?
Filia; o nie... szybko, do lecznicy.
Walka cichła.
Lina pokrwawiona spojrzała na Xellossa schodzącego z góry.
Xelloss: ZELLASS!! To jest nasza walka!
Lina: Wariacie, przecież...
Xelloss: podaj mi amulety wzmacniające.
Lina: proszę... ale ... czy ty wiesz co robisz mazoku?
Tymczasem Filia przeniosła Amelię i cierpiącego Zelgdissa do lecznicy- małego ośrodka na wschodzie z niewielkim ogrodem wiśniowym. Mieszkali tam mnisi Zakonu Yuty. Szczycili się w lekach i pomocy, chodzili zawsze w ciemnych sutannach z czerwonymi wstęgami.
Filia: Pomóżcie! Mam tu ciężko rannego!!!
Zakonnik: połóż go siostro... groźne to... do sali z nim!
Zanieśli Zelgadissa do sali. Położyli go na słomiance i dotknęli pręta, co sprawiło przeszywający ból. Poczęli wyciągać pręt. Zel zaciskał zęby, nie mógł hamować płaczu z bólu i cierpienia. Amelia przerażona trzymała go za rękę. Nagle Zelgadiss padł z cierpienia. Teraz nic nie czuł. Amelia otarła mu pot z czoła, Zelgadiss oddychał nierówno i niespokojnie. Mnisi prawie wyciągnęli pręt z kolana.
Filia wróciła i ujrzała walkę. Zellass i Xelloss wisieli w powietrzu. Oboje mocno poturbowani. Nagle Zellass znikła przed Xellossem i wbiła mu miecz od tyłu w plecy. Xelloss spadł na ziemię.
Filia: Xelloss...
Xelloss: ku- kurde no... ^^ ... nie udało... się...
Filia: "... krzyk zagłuszy ostrze"... Ostrze!
Lina: Już się robi!^^
Filia: Gdybyś nie leżał na skraju śmierci dałabym ci po pysku, za brak myślenia.
Lina:... LAGUNA BLADE- TNIJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!^^
Zellass zaskoczona została przecięta na pół. Padła niedaleko wzgórza.
Lina: Wszyscy pragną jednego słowa... powiem wam je!
Mazoku: naprawdę?
Gourry: ale... Lino...
Lina: Chcecie je znać?
Potwory umilkły. Spuściły głowy, i poczęły zbierać się. Jedni drugich rebelianci wrogów, poczęli zmywać znania.
Zellass: no... nieźle jak na ludzi... trochę potrwa moja regeneracja...
Znikła.
Lina: I już po wszystkim...
Xelloss z opasanym brzuchem: tak... ^^
Lina: cieszmy się^^ koniec wojny.
Xelloss: ech... szkoda, ze nie udało mi się jej pokonać...^^
Lina: A co?
Xelloss: osobiste porachunki.^^

V- zakończenie.

Potwory poczęły odbudowę państwa. Lina i Gourry razem z Filią sprawili sobie spacer do lecznicy, miejsca spotkania się z Zelem i Amelią. Tymczasem w lecznicy...
Mnich: wiadomości z frontu- wojna się skończyła remisem.!
Amelia poszła z wiadomością do Zelgadissa. Stał podparty o kule w ogrodzie. Płatki świeżo zakwitłych wiśni ozdabiały niebo. Był w szarawej albie z czerwoną wstęgą. Amelia podeszła do Zelgadissa i delikatnie wzięła pod rękę.
Amelia: ... już po wszystkim...
Zel: hm.^^ wiedziałem.
Później wszyscy się spotkali. Filia szybciej opuściła towarzystwo. Xelloss nie był z nimi, stał na swojej skale i spoglądał przed siebie. Nagle z myśli wytrąciła go Filia.
Filia: i co mistrzu? Wojna skończona. Wiesz co to za słowo?
Xelloss: nie.^^
Filia: Esteba.
Xelloss: tak...
Filia: uratowaliście Świat.
Xelloss: każdy popełnia błędy...^^
Filia: phi.^^
Xelloss: tak... zastanawiam się tylko co teraz?^^
Filia: no... potrzebowałabym pomocnika do odbudowy mojego domu. Co ty na to?
Xelloss: Na końcu zostałem budowniczym...^^

Na tym można zakończyć tę historię. Zaszło słońce, a niebo stało się różowe.


Koniec.

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.60490700 1315476986
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!