Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Kanti Metallium
Mei`an
rozdział #10
 
Treść fanfika..
-Czemu siedzisz tu sam?-Niebieskowłosa kobieta zjawiła się za nim. Przeszedł go dreszcz. Odwrócił się. Miała na sobie krótką niebieską bluzkę i różową spódniczkę. W uszach miała czerwone kolczyki.
-Deep Sea...
-Tak.-Uśmiechnęła się.- Witaj Valgarvie.- Usiadła obok niego.
-Bo chciałem odsapnąć.
-Mh?
-Odpowiadam na pytanie.
-Ah no tak, ładna noc prawda?- Spojrzał na nią.
-Wiesz, dziwnie się czuję w towarzystwie kobiety, która mogłaby mnie zabić skinieniem palca.- Zmrużyła oczy.
-Nie przejmuj się tym. Nie zabiję cię. Nic ci nie zrobię.
-Ma zejść się pięć planet...podobno.
-Zaczynasz rozumieć co?- Przytaknął głową. Wzbił się w powietrze. Z rąk Dolphin wydobyły sie dwa małe niebieskie ozdobniki przypominające płetwy.
-Masz ochotę się przelecieć?
-Po to się wzbiłem.
-Więc lećmy.
*
Lina spojrzała na księżyc. Zobaczyła dwie postacie. Jedną nieporównywalnie większą niż drugą.Zamknęła okno.
*
Xelloss spojrzał na dziewczynkę. Przynajmniej potrafiła latać. Rzucił w nią małą wiązkę energii. Zdziwiona odskoczyła.
-Dlaczego pan chciał mnie skrzywdzić?-Uśmiechnął się drwiąco.
-No, nic ci nie zrobię i zostaniesz ze mną, jak żywa dożyjesz do rana...-Nagle snop granatowej energii uderzył dziecko.
*
Filia oparła się o mur. Deo dała jej kilka dyskietek. Uruchomiła laptopa. Podszkoliła ją trochę w tych sprawach. Odczytała plik. Przynajmniej miała taki zamiar. Postać młodej niebieskowłosej kobiety pojawiła się tuż przed nią.
*
Xelloss położył poranioną dziewczynkę w łóżku. Deo spojrzała na niego chmurnie.
-No i...?
-No i co. Zdała. przecież żyje.- Nagle przeszył go dreszcz. Spojrzał za okno. W oświetlonym zaułku widać było bezkształtny cień.
-Deo...
-Co, brat?
-Ty weź się nią zaopiekuj...na jakiś czas.-Otworzyła szeroko oczy.
-Ale o c...cc...?-Xelloss uniósł się w powietrze i wyleciał oknem.
*
-Dynast... to Sherra się jeszcze leczy po naszym ostatnim spotkaniu...- Odpowiedział z przekąsem. Nagle tuż przed nim wyłoniła się postać młodego chłopaka w wieku mniej więcej Zelgadisa o czarnych długich włosach spiętych w kucyk. Ubrany był w biało czarne szaty.
-Nie, teraz zajmuje się kimś innym. Domyslam się, że ty też chętnie byś ją zabił.
-Jaką ,,Ją"?
-Nieważne. Swoją drogą nie masz szacunku dla kobet. Sheerę okaleczyłeś dotkliwie. Długo się leczyła. -Xelloss zaśmiał się cicho.
-Ty ją nazywasz kobietą? Szczerze wątpię. Wybacz jeśli uraziłem twój gust, lecz tworząc ją mogłeś lepiej popracować nad charakterem, bo kształty to ona ma.- Dynast spojrzał na niego szyderczo.
-Xell,Xell...ty chyba nie rozumiesz...-Skinął palcem. Xellossa otoczyła czarna łuna. Zacisnął zęby z bólu. Doskonale wiedział, że on jest od niego nieporównywalnie wręcz silniejszy. Zacisnął dłoń na lasce. Zajarzyła się na czerwono. Nagle zaczął przybierać swą prawdziwą postać. No, to teraz już Shiro będzie zmuszona, ich stamtąd zabrać. Rozwali z pół miasta, jak nie więcej. Zza czarnego stożka widać było jasne czerwone oczy wpadające w róż.
-No i co teraz... już nie jest ci tak do śmiechu...-Szepnął cicho i rzucił w niego czarną kulę energii. Nagle złoty promień zablokował cios.
*
Filia spojrzała na dziewczynę.
-Witaj. Jestem Sherra. Generał Dynasta jeśli nie wiesz, ale po twojej minie sądze, że już kiedyś o mnie słyszałaś.-Smoka zaczęła otaczać zielona łuna. Z jej pleców wystrzeliły złote skrzydła.-Jak za starych dobrych czasów...-Zamruczała. I wzbiła się za smokiem. W ciemne jak atrament niebo.
*
Xelloss opadł bezsilnie na ziemię. Powrócił do swej ludzkiej postaci. Przed nim stała Sal. Dynast usmiechnął się. Odwróciła się do Xellossa. Miała gniewny wzrok.
-No wiesz co...- Nagle jej głos stał się głębszy. Zmieniła postać. Wyglądała tak samo tylko, że była jakieś dziesięć lat starsza. Xelloss otworzył szeroko oczy.-...jak można mnie nie poznać!
-Pani...-Szepnął.Odwróciła się.
-Dynast z tego co wiem nie po to by zabijać swych podwładnych się tu spotkaliśmy co?-Dynast był wyraźnie zrezygnowany. Z Xellosem mógł spokojnie walczyć, ale z Zellas musiałby sie nieźle namęczyć, a i to nie gwarantowałoby wygranej.
-Tak Zellas... masz rację, ty nie zaatakowałaś Sherry.
-Wdzisz. Pracujemy osobno taki był pakt, ale nie walczymy przeciwko sobie. Chyba, że ktoś pierwszy zaatakuje.-Zniżyła głos.-Odnośnie Xell-chana, to nie bądź taki pewny,że byś wygrał. Pomyślałam i o tym.- Uśmiechnęła się.
-Jak to?
-On...-Przybliżyła się do niego i szepneła wprost do ucha.-...może ze mnie czerpać energię...-Pozostawiła go w stanie skupienia.
*
Filia zrobiła szybki unik. Wiązka niebieskiej energii przefrunęła tuż pod nią. Sherra z uśmiechem wysłała kolejną. Smok wzbił się do góry.
-Wiesz, że teraz przypominasz anioła?- Filia nic nie odpowiedziała. Złożyła ręce. Szepnęła jakieś słowo. Z jej nadgarstków zaczęły wydobywać się dwa wąskie strugi niebieskiej energii.
-...Gdzie źdźbło trawy pogrążone...
zobowiązana jestem swe myśli ukojone,
zaprzysiądz ku tobie
i oddać swe ciało w ozdobie.-Otworzyła oczy. Byłu żółto- zielone. Na jej policzkach pojawiły się dwa oliwkowe trójkąty, a sukienka zmieniła się na turkusową z tysiącami małych wstążeczek przywiązanych w różnych miejscach.
-Wiesz,że jesteś piękna?- Zaśmiała się cicho. Filia wytworzyła duży snop energii. Towarzyszyłą temu spokojna melodia pianina.
*
I smile, even as my heart is dying
I smiled even at the face in the mirror
*
I znów usłyszała ten sam głos. Nagle Sherra pojawiła się tuż za nią. Zadała jej cios w plecy. Jej ręka przeszła na wylot. Ale smok nie krwawił. Stracił raczej na ostrości. Jej zamazana postać zniknęła po chwili. Sherra odwróciła się gwałtownie unikając czerwonego pocisku.Lina stała tuż pod nią.
Ciemność dla zmierzchu...
Sherra wzbiła się wysoko w górę. Nagle przed nią pojawiła się czarna postać. Skrył ją cień. Lina spojrzała na meżczyznę.
-Kim jesteś?!
-Nie przedstawię ci się człowiecze...-Szepnął i zniknął razem z Sherrą.Lina patrzyła jeszcze przez chwilę na ciemne puste niebo. Usłyszała krzyk Fili.
*
-Puść mnie idioto!
-Te, nie szarp się tak zielonooka!-Jasnowłosy mężczyzna trzymał Smoka na rękach.
-Kim jesteś, że sobie tak pozwalasz?!
-W sumie nikim kogo mogłabyś znać!-Postawił ją.Filia otrzepała ręce i sukienkę.Spojrzała na niego spode łba.
-Dzięki za ratunek.Nie musiałeś poradziłabym sobie.
-Xelloss-a nie byłabyś w stanie zabić.
-Co?
-No, Sherra była prawie tak silna jak on. Bardzo prawie.-Zbliżyła się do niego. Odgarnęła srebrno- brązowe włosy i dotknęła jego uszu. Czuł przy sobie jej lekki oddech.
-Ty...ty...-Odepchnął ją lekko i postawił przed sobą.
-Elfem.-Uśmiechnął się.Zagarnął włosy z powrotem przysłaniając dowód. Wyjął zza paska sztylet odwrócił się gwałtownie. Po chwili wsadził go z powrotem. Rozluźnił się.-To ty Lina...
-Kim jesteś?
-No dobrze drogie panie, nazywam się Kaworu. Nagisa Kaworu.-Przymrużył swe szare oczy.-I jak się domyślam, chciałybyście wiedzieć skąd się wziąłem?-Przytaknęły głowami.W jego rękach pojawił się szary symbol.-Jestem elfem z rodu Grey Mind.-Ponownie sie uśmiechnął.-Zostałem karnie wysłany, by wam pomóc, gdyż jako jedyny z swej niedołężnej ,,rodziny" potrafię walczyć i znam się na wielu przydatnych rzeczach. No i znam wasz język, a z tego co zdążyłem zauważyć szykują się niezłe kłopoty.-W jego rękach pojawiła się...
-Galvea!!!-Linie wyszły oczy z orbit.Zarumienił się.
-Ah wspominałem, że w wolnych chwilach jestem też złodziejem?-Filia westchnęła przeciągle,a w rękach Liny pojawił się malutki Fireball, który wepchnęła mu do ust. Z jego uszu wyleciały dymki.
-Psssyt...no wiesz...tak nie można...
-Zapamiętaj kilka istotnych rzeczy.
1. Nigdy nie mów,że jestem płaska jak deska!-Jego wzrok automatycznie pobiegł w dół. Zamrugał oczami zdziwiony.Westchnął tracąc nadzieję,że kłamała.
2.Nie odmawiaj mi jedzenia!
oraz 3.Nigdy nie mów,że nie wolno mi zabierać złota bandy...zaraz ty jesteś złodziejem,a to znaczy...
-Chyba nie chcesz mnie ograbić?!!!
-Chcę,chcę złoczyńco^^Niom, no więc Ciemność dla zmierzchu
gdzie krew szkarłatem płynie
pogrzebana w czasie płynącym
twa nazwa wspaniała żyje
dla ślubów ku tobie oddać się pragnę
by ten któremu dane było mi sie przeciwstawić
został zniszczony twą mocą,która i we mnie istnieje!
Drag...-Położył jej palec na ustach. Przymknął oczy.
-Gdzie twe serce spoczywa
liść przysłoni twą ciszę zagłady
poddaj się prawdzie którą ukrywa
spokój,którego nie przerwiesz nigdy
Enriches mind!-szepnął.Kula w dłoniach Liny znikneła nagle. Rozsypała się w srebrny proszek. -Nie będziesz mogła używać magii przez najbliższe pięć minut^^-Odparł uśmiechnięty.Lina stała jak wryta.
-CO? Co to za zaklęcie?
-Hehe...nie nauczę.-Złapała go za kołnierz.-Tylko dla elfów.-Powiedział przez zaciśnięte zęby.Puściła go.
*
Zelgadis spojrzał w ciemne niebo. Przymknął swoje oczy. Wsadził płytę do discmena i założył słuchawki. Dźwięki pianina były tak samo równomierne jak krople deszczu opadające na drogę poza rządem.Zamknął okno.
-Panie Zelgadisie?
-...
-Panie...-zobaczyłą,że tak nic nie wskóra.Złapała go za rękę. Ocknął się i lekko zarumienił.
-O...Amelia, słucham?
-O czym pan tak myśli?
-Lina i Filia nie wracają.Może coś się stało...
-Przejmuje się pan nimi...-Głos Ameli odbił się gdzieś w jego podświadomości. Zobaczył postać kobiety. Ciepło, poczył,że zaczyna sie pocić. Pamiętał coś jakby przez mgłę, pragnienie i dreszcze.Otworzył szeroko oczy.Kto to był? Zapytał sam siebie.
-Kto?-Amelia nieświadomo zadała cicho pytanie.
-Co,,jak?-Zmieszała się.Podeszła powoli do okna. Położyła dłoń na szybie. Spojrzała w swoje odbicie, jakby doroślejsze niż dotychczas.
-Ja...
-Nic nie mów.-Poczułą jego dłonie na swojej talii.Przycisnał ją mocno do siebie. Świeca oświetlająca pomieszczenie zgasła.Usłyszał cichy szept. -Wiem.-Powiedział bardzo cicho.
*
Po kosmykach jego fioletowych włosów spływały krople deszczu. Siedział na marmurowej ławie na środku pustego placu.Zimne tworzywo wywołało u niego dreszcze,lub coś na kształt tego uczucia. Podniósł głowę do góry.Zamknął oczy.Krople spadały po jego policzkach.
*
When I must dying I smiling only for you and the black sky....
*
Niebo miało różowy kolor płatków wiśni.Wiatr rozwiał jego włosy. Wszystko się skończyło.Chodź... może właśnie zaczęło...wojna dobiegła ku końcowi. Wytarł spocone czoło wierzchem rękawa. Oczy miał otwarte. Wiatr rozwiewał mu pelerynę. Przeszedł parę kroków. Obejrzał ciała martwych smoków. Nie śmiał się. Nawet nie uśmiechał. Dlaczego...nie wiedział. Zostaną pochowane bezbożnie. Podniósł rękę.Setki metalowych krzyży powbijały się w ciała, które po chwili nabrały nieco platynowego koloru. Były ich tysiące. Spojrzał na jednego z większych. Musiał być stary, chociaż...nie...miał najwięcej z siedemset lat.Podniósł go lekko. Złoty pył rozwiał się z wiatrem.Kapłan usłyszał ciche łkanie. To była matka. Mały smok o nienaturalnie srebrnych skrzydłach skulił się w sobie.Sztukmistrz zdziwił się lekko, poświęciła się,by ochronić dziecko... spojrzał na małego. W jego rękach pojawiła się czarna wstążka. Podszedł do niego i przewiązał mu nią włosy. Spojrzał na kapłana swoimi srebrnymi oczami.
-Kto był twoim ojcem...-Zapytał spokojnie. Dziecko nieświadome zagrożenia, przełknęło ślinę.
-Mój tata...-zawiesił cichy głos.-...był elfem...z rodu Grey...Mind...chyba tak...-Rzucił mu się na szyję.Odepchnął go lekko.Rzeczywiście, miał ostro zakończone uszy. Położył go na ziemi. Osłabiony nie protestwał. Odwiązał mu przepaskę. Nagle oczy chłopca przybrały granatowy odcień i znieruchomiały. Łza spłynęła mu po policzku tuż przed śmiercią. Podniósł go i położył przy matce. Po chwili z jego ciała wydobył się cichy szelest. Kolejny krzyż zwieńczył mogiłę. Po chwili białe płatki śniegu zaczeły opadać na policzki Xellossa. Zmrużył oczy.
-Game over jak to mówią...-Ostatnie promyki słońca zniknęły pod naciskiem nocy.Rozgorzała śnieżyca.-Może łzy księżniczki przemówią wam do rozsądku...wiara w idęały do niczego nie prowadzi, wszyscy są jacy są...i tego się nie zmieni.-Powiedział. Patrzył jeszcze przez chwilę na martwe zwłoki pokrywające się powoli śniegiem. Obejrzał się na horyzont. Zobaczył kobietę ubraną na biało z kruczoczarnymi włosami.-Chciałabyś mnie pewnie zabić... ale chyba jeszcze nie czas...
-Niedługo nadejdzie...-Odezwał się odległy głos w jego świadomości.
-Co...-Zapaytał cicho wiedząc,że i tak go usłyszy.
-Istota, pod którą się ugniesz...
-Jest wielu silniejszych ode mnie.-Skwitował z drwiną.
-Patrz w ideologie myśli oraz ich logiczny ciąg...
-Słucham...?-Postać zniknęła. Wiatr rozwiał jego włosy. Uśmiechnął się widząc czarne jak atrament niebo.Na jego tle odznaczał się księżyc w nowiu psując cały porządek ciemności.
*
-Ooooo elf się pojawił....hm...hm...-Deo przeciągneła się w fotelu.Zaśmiała się cicho.-Jacy głupcy... przecież jego inność widać na pierwszy rzut oka...
*
Lina spojrzała na przybysza. Chłopak był średniej postury, był troszkę niższy od Gaurrego.Miał an sobie brązowe spodnie i jasną koszulę z lekko rozszerzanymi rękawami. W pasie przewiązany miał zielony sznurek. A za spodnie miał wsadzony sztylet o srebrnej rękojeści. Łuk zniknął z jego rąk. Wciąż się uśmiechał, ale skojarzenie go z Xellossem byłoby błędem, otóż kapłan był o wiele...
-Lina?-Przerwał jej rozmyślenia.
-Mhm?-Spojrzała mu w oczy. W szaro srebrne oczy.
-O czym tak myslisz?
-O tobie.
-Oooo, a dokładnej?-Zaśmiał się, po chwili widząc minę czarodziejki spoważniał od razu.
-Jesteś elfem tak?
-A jakie są w takim razie twoje motywacje? Po co chcesz z nami podróżować?-Przetarł mieczyk rąbkiem koszuli.Obejrzał go pod lampą.Zel przyglądał mu się ciekawie. Mruczał coś pod nosem.
-Szczerze?-Przytaknęli głowami. Jego oczy nabrały poważniejszego tonu.
-Muszę odnaleźć rodzinę i zemscić się na kimś.-Nastała chwila ciszy.
-Nic więcej nie powiesz...
-No niestety, wybaczcie.
*
Filia wyszła z pokoju. Chłopak był dziwny. Miała dziwne myśli na jego temat. Odetchnęła cicho. Obsuneła się powoli po ścianie korytarza. Podkurczyła pod siebie nogi. Włożyła głowe w kolana.
Usłyszała cichy szelest. NIewyraźny cień pojawił się na niebieskim dywanie.
*
-Zelgadisie...-Lina zamknęła oczy.-...podsumowując. Val przed chwilą wrócił i powiedział,że widział się Deep Sea, Grousherr zaatakował Xellossa, Zellas go obroniła. Jesteśmy my. Za to pojawiły się nowe postacie,a mianowicie Shiro, Kaworu i Deo, która ma prawdopodobnie jakiś związek z Valem,ale ten nie chce nic mówić, podobnie jak kapłan. I tu pojawia się pytanie jaką my tu mamy rolę?-Stukała palcami cicho w stół. Byli sami w pokoju. Wszyscy się już położyli z czego Kaworu prawdopodobnie poszedł przespać się na dach, bo przestało padać. Płomień świecy rzucał leniwe światło na ścianę.
-Tak...a ja wciąż nie mogę odzyskać dawnej postaci...-Oparł się o ścianę. Przymknął oczy. Był śpiący. Nnagle poczuł dłoń na swym ramieniu. Spojrzał przed siebię.Lina uśmiechała się do niego ciepło.
-Na zawsze.-Wystawiła ku niemu rękę.
-Na...tak, na zawsze.-Uścisnął ją zadowolony. Lina westchnęła ciężko i zamkneła oczy opadając na kanapę.
*
Amelia spojrzała na obraz powieszony na ścianie pokoju. Przedstawiał małego aniołka stojącego pod drzewem i trzymającego w ręku jabłko.Podniosła sie z łóżka. Usłyszała ciche głosy za drzwiami. Nie zaragowała, było jej smutno. Wtuliła się w poduszkę i usnęła.
*
Gourry stanął pod ścianą. Założył ręce za siebie. Spojrzał na szarą ścianę. Przełknął ślinę i skierował wzrok na naramienniki Liny, która zostawiła je przez przypadek u niego. Wsadził ręce w dłonie. Oparł się o szafę.Biały księżyc oświetlił jego sylwetkę. Zasnął po chwili zmęczony.
*
Shiro zdjęła rękawiczki z rąk. Spojrzała na czarny znak na swoich dłoniach. Była naznaczona przez Zellas. Nie pozbędzie się tego do końca życia. Co teraz? Dostała misję, ale nie była pewna czy uda jej się ją wykonać.Wciąż miała wątpliwości. Na pewno jednak nie mogła pozwolić sibie na łzy.
-Chćby nie wiem jak bolało nie mogę płakać...-szepnęła cicho.-...dlatego tak bardzo nienawidzę Fili...-Podniosła oczy na pokój.Zamkneła je. Tak bardzo, by chciała,żeby teraz po jej policzku spłynęła łza. Pozostał suchy do końca.
*
Kaworu patrzył na niebo. miał kawałek trawy w ustach.
-Znalazłem cię...-szepnął ciepło. Po chwili jego głos nabrał metalicznego tonu.-...i ciebie też.
Podleciała do niego sowa. Usiadła mu na ręce.
*
Stali oboje patrząc na siebie nieruchomo. Byli cicho.Ona siedziała on stał. Pośród niepojętej bezradności dmoka opuściła cała chęć walki. Spojrzała na niego smutno.
-...-Chciała coś powiedziec, lecz tylko obniżyła wzrok. Krople spływające po jego pelerynie po chwili wsiąkały w podłoże.
-...pada...-Powiedział szeptem. Wiedział,że jego słowa nie mają większego sensu.
-Ale mają znaczenie.-Spojrzała mu w oczy. Uśmiechnął się. Zza pleców Fili wyłonił się dwa mgliste zielone skrzydła...po chwili rozsypały się w pył.
-To dlatego...-zamilkł.Patrzyła tempo w podłogę.Po chwili usnęła.Xelloss zanucił cicho starą piosenkę i usiadł obok niej.

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.31769200 1276780565
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!