Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Kanti Metallium
Mei`an
rozdział #11
 
Treść fanfika..
Promise me!!!

Part eleven- Kumulacja dusz.





Zelgadis szedł spokojnie ulicą. Było słonecznie, przed chwilą przestało padać. Otarł pot z czoła, biegł nieustannie przez ostatnie dziesięć minut. Nie iwedział co go podkusiło, dlaczego TO zrobił. Amelia tylko zarumieniła się i wyślizgnęła z jego uścisku. Potem wyszła z pokoju.
Czemu...
Czemu.
Czemu?
CZEMU!!!!

Przetarł włosy zamaszyście i spojrzał mrocznie na piekarnie tuż przed nim. Miał na sobie czarne spodnie i jasno- niebieską koszulę rozpiętą na szyi. Zmarszczył czoło na swoje odbicie w szybie sklepowej. Iluzja działała niezawodnie,może jego twarz była trochę nienaturalnie blada. Westchnął do siebie i poszedł dalej. Wszedł na podest przygotowywany aktualnie pewnie dla jakiegoś piosenkarza. Na razie nikogo tam nie było, pare ludzi krzątało się na dole,ale nie zwracali na niego większej uwagi. Jeden facet mruknął coś pod nosem,ale nic poza tym. Zelgadis rozejrzał się w około. Na około wielkie budynki i pełno ludzi. Wszystko niezwykle monumentalne i olbrzymie. Ktoby pomyślał,że w innym wymiarze wszystko może być zupełnie inne i niesamowite.
Przymknął oczy.Wiązki energii zaczęły oplatać go ze wszystkich stron.
-Widzę,że Mazoku zaczynają działać...-Powiedział cicho.
*

Jasna postac kobiety wyłoniła się zza szarej mgły. Dziewczyna spojrzała na nią oczami pełnymi lęku. Łzy opadły jej po policzku. Zachwiała się w miejscu i opadła na ziemię. Podtrzymała się ręką i wstała pospiesznie. Nie mogła teraz tego przegapić.
Nie mogła.
Nie potrafiłaby.
Nie darowałaby sobie.
Nigdy.
Kobieta miała bardzo jasne brązowe włosy. Niebieskie oczy.
Takie same.
Jej skóra była niezwykle blada, pozbawiona cienia słońca. Dziewczyna uśmiechnęła się do siebe. Kobieta nie mogłaby jej zobaczyć. To byłoby nierealne. Nagle zobaczyła malutką dziewczynkę o czarnych włosach i jasnym uśmiechu podbiegającą do kobiety, ta podniosła ją i dotknęła czule jej policzka. Zaśmiała się do niej i ścisnęła ją mocniej. Jakby bała się,że ją straci. Nigdy nie zobaczy. Zniknie z jej życia. Dziewczyna poczuła więcej łez na swoich policzkach, brodzie i szyi. Zacisnęla pięści. Białe żyły pojawiły się na jej nadgarstkach. Zacisnęła zęby. Postać kobiety nagle zaczęła tracić na ostrości. Dziewczyna stała spokojnie.
Nie mogłaby jej dogonić.
Nigdy.
Nigdy nie mogła.
Po chwili postać znikła zupełnie.
"Mamusiu..."
"Tatusiu? Czemu nic nie mówisz?"
"Gdzie...G...GDZIE JEST MAMA?!!!!!!!"
-Amelia?
-Amelia...
-Amelia!-Dziewczyna ocknęła się nagle. Spojrzała przed siebie. Przed nią stał Xellos z mieszniną uczuć w oczach. Amelia poczuła ,że ma mokre policzki. Kapłan zawachał się,ale po chwili otarł je rękawiczką.-Co się stało mojej czarodziejce?
-Nic.-Powiedziała cicho. Ta wizja. Ten sen. Niespełniony sen.
-Tak?-jego głos znowu nabrał sarkastycznego tonu.
-Tak.
-Tak?
-Tak.
-Tak?
-TAK.
-Tak?
-No dobra,nie.-Powiedziała cichutko. Otarła oczy o rogi rękawów. Nagle podniosła twarz do góry i spojrzała mu w oczy.-Yyy...prosze pana...-Xellos zrobił minę pełną niczym nie splamionego zdziwienia.
-Słucham?
-Pan...jest ...MIŁY!-Mazoku poczuł jak coś w środku niego przewróciło się do góry nogami. Zacisnął zęby.
-Wyjątkowo. Chcesz mi opowiedzieć o swoim śnie?-Pokręciła głową.
-Dobrze.-Przytaknął.
Nastała chwila ciszy.
-Amelio, musimy iść na pewne spotkanie, dobrze? Zeelgadis już tam jest.-Czarodziejka spojrzała na niego oczami przepełnionymi strachem.
-Zelgadis? -Przytaknął.
-Musze tam iść?-Znowu przytaknął. Westchnęła cicho.
-Więc chodźmy.
Poczuła ciepła dłoń na swojej głowie,przymknęła oczy oślepione złocistym światłem.
*
Niebo było pogodne,żadnej chmurki na niebie. Kilka bliżj nieokreślonych ptaków leciało na horyzoncie. Słońce zaczynało zachodzić. Wszechbecny karmin,fiolet, złoto i czerwień. I wiatr. Niezwykle lekki,a zarazem manjący w sobie nutkę gwałtowności. Dwie postacie stały na płaskim,rozległym dachu wieżowca. Bardzo,bardzo spokojnie. Jedna z nich obniżyła lekko głowę i zaczęła śmiać się cicho.
-No proszę, spotkanie po latach towarzyszu.- W rękach Kaworu pojawiła się kula jasnej energii. Uśmiechnął się. Xellos nieznacznie przed siebie wysunął laskę.
-Ironia losu nieprawdaż.-Mazoku oddał uśmiech.
-Pan do mnie w sprawie śmierci?
-Nie tym razem elfie.-Odpowiedział spokojnie. W tym momencie uderzyła go wiązka energii. Podniósł rękę i stłumił ją. Niebo zaczynało nabierać granatowego koloru. -Chcesz walczyć?
Odpowiedzią była kolejna wiązka. Xellos zaśmiał się w duchu. Ma pretekst. Zniknął szybko i pojawił się tuż za jego plecami. Wbił mu pięść w plecy. Kropelki krwi wyleciały w powietrze.Chłopak opadł bezsilnie na ziemię.
-Nie tym razem kolego.-Mazoku podszedł do niego i postawił na nogi.-Filia byłaby smutna,nie?-Kaworu zamachnął się na niego. Xellos zamruszał zadowolony. Chłopaka zaczęła otaczać złota energia. Po chwili Mazoku został sam. Spojrzał w niebo. Zniknął.
*
Shiro szła spokojnie ciemną ulicą. Słońce już dawno zaszło. Była druga w nocy. Spojrzała za siebie. Za nią stał kapłan. Usmiechnęła się do niego.
-Czyli już czas,tak?-Podszedł do niej i wziął jej rękę. Położył jej palec na ustach. Przytaknął . Po chwili zniknęli oboje.
*

-Valgarv.-Odezwał się metaliczny głos. Chłopak uśmiechnął się do siebie.
-Widzę Xell,że teraz robisz za posłańca...-Mazoku założył włosy za ucho. Miał na sobie czarne spodnie i czarną rozpinaną koszulę,którą w tym momencie poprawił.-Zanim pójdziemy chciałbym się o coś ciebie zapytać...
-Próbuj.-Nadeszła krótka odpowiedź.
-Jaka była Deo kiedy...kiedy zabrałeś ją z tamtej wioski?-Mazoku spojrzał na niego przenikliwie.
-Deo powiadasz...-Zawiesił głos.-...to była osoba bez żadnej nadziei na przyszłość w pewnym sensie była podobna do Kaworu teraz.
-Xellos dlaczego oszczędziłeś mu życie? Przecież tak samo mogłeś go wtedy spokojnie zabić.
-Może...może po prostu nie miałem serca...-Uśmiechnął się mroczno. Skrzydła Valgarva wyłoniły się z jego pleców. Czarne pióra unosiły się w około.Xellos skinąl na niego palcem.- Nie trzeba, moja pani sama cię tam zabierze.
*
- Jaka jest w tym wszystkim moja rola mamo?-Dziewczynka o czarnych długich włosach ściągniętych w kucyki szła spokojnie obok jasnej kobiety.
-Niedługo kogoś poznasz kochanie, nauczysz się wielu nowych rzeczy i zrozumiesz o co tu chodzi.-Weszły do ciemnego pokoju. W środku był tylko pojedyńczy promień światła. Nic więcej. W rogu pokoju leżała jakaś postać. Dziewczynka podbiegła do niej. Uklękła, Postac okazała się chłopcem o turkusowych włosach. Cały był zakrwawiony, pełno ran rozcinało jego skórę w rużnych miejscach. Dziewczynka zawachała się chwilkę. Położyła dłoń na jego czole. Chłopak zatrzęsł się lekko. Z jego pleców wyłoniły się czarne skrzydła. Całe zmierzwione i obszarpane. Podniósł powieki. Na dziewczynkę spoglądały teraz dwie niezmącone niczym złote tęczówki.
-Na Shabra...-Deo siedziała na łóżku trzymając kurczowo kołdrę. Po chwili zobaczyła,że w pokoju nie jest zupełnie sama. Poczuła zimną rękę na czole. Odgarnęła jej grzywkę i przesunęła palcami po policzkach. Elf rzucił się postaci w ramiona. Ścisneła go mocno.
-Juz spokojnie Deo...
-ten sen...za każdym razie widze więcej...boję się,że...
-Cokolwiek by tam sie stało pamiętaj,że to jest sen...
-Wiem,ale...
-Teraz musimy już iść,ubierz się.
*

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.12713800 1276780857
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!