Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Deo-chan
Romans Deo Delaline
rozdział #12
 
Treść fanfika..
Potężny Złoty Smok leciał ponad górami, próbując uniknąć swego prześladowcy. Unikała zaklęć lecących w jej stronę. Odwróciła się, gotowa sama atakować. Jej pysk zaświecił się, kiedy próbowała laserem zabić osobę, która ją ścigała.
Niestety, jej atak nic nie zrobił potworowi. Nie wiedziała, co ma robić, musiała uratować własne życie. Łzy bólu naleciały jej do oczu, kiedy jakiś rodzaj zaklęcia trafił ją w skrzydło. Zaczęła upadać na ziemię, korkociągiem, jeśli tak to można nazwać.
Jej smocza forma zniknęła i objawiła piękną, młodą kobietę.
Dziewczyna spadała na ziemię, czując, że śmierć jej nastąpi za kilka sekund. Krzyknęła.
Ale nagle poczuła, że już nie spada i od kilku setnych sekundy unosi się w powietrzu.Otworzyła oczy, chcąc zobaczyć osobę, która uratowała jej życie i doznała wstrząsu. Teraz była w jego ramionach.
- Xe-...Xellos.....- powiedziała słabym głosem, zanim zemdlała.
Xellos zawrócił głowę i spojrzał na kretyna, który chciał ją upolować. Zawarczał w gniewie na wroga. Ale nie chciał aktualnie narażać na niebezpieczeństwo swojego ślicznego Smoka. Teleportował ich w jekiś bezpieczny teren, myśląc, że będzie miał z nim do czynienia później.
- Możesz odejść, ale nie możesz się ode mnie ukryć.- powiedział Kanova, patrząc na Smoka.
*
Kilka godzin później smocza kobieta obudziła się. Miała zaspane oczy i czuła się, że ciężko jej nimi nawet mrugać. Zajęczała, patrząc wokół siebie i spojrzała na niego.
- Gdzi-...Gdzie ja jestem ?- spytała.
- Ze mną .- odpowiedział znajomy głos.
- Co ? Xe-...Xellos, to ty ?-
- Jeden jedyny we własnej osobie.- odpowiedział, uśmiechając się.
- Och jejku.- wzdechnęła.- Jestem uziemiona z namagomi.-
- Przypomnij sobie, że uratowałem ci życie.- przypomniał jej.
- Dalczego to zrobiłeś ?-
- To jest bardzo proste, droga Filio....Sore wa himitsu desu.-
Filia próbowała wstać i rozprostować kości, ale wszystko ją zabolało. Zaczęła upadać, ale upadła w ramiona Xellosa.
- Wiesz, chyba nie powinnaś tego robić.- powiedział.
- Nie pouczaj mnie, co mogę robić, a czego nie.-
Xellos czuł, że jest bardzo słaba, ale próbowała odgrywać silną i za to właśnie ją podziwiał. Zauważył, że ona ma w oczach łzy. Jedna z nich spłynęła po jej policzku i spadła na jego płaszcz.
- Nie rozumiem cię, Xellos.- powiedziała.
- Dlaczego ?-
- To co się stało przy tamtym potworze. To co zrobiłeś i dlaczego mnie uratowałeś? Nie rozumiem tego wszystkiego.-
Xellos uśmiechnął się. Nawet jeśli zadałaby mu te pytania, nie mógł jej udzielić odpowiedzi, co najwięcej mógł jej powiedzieć kłamstwo. Ale przecież musiał jej jakoś odpowiedzieć.
- Filia, moje działania są za bardzo złożone, aby je teraz zrozumieć. Zaufaj mi na razie.-
- Dlaczego i czy powinnam ?-
- Ponieważ nie masz innego wyboru.-
Nienawidziła teraz tego potwierdzać, ale go potrzebowała. Jeżeli on by odszedł, tamten potwór mógłby wrócić, a ona byłaby bez oparcia. A ona nienawidziła, kiedy Xellos miał rację.
- W porządku namagomi. Zagram w twoją grę. Teraz.-
Filia popatrzyła na jego pozornie nieszkodliwą twarz. On teraz wyglądał, jakby naprawdę przejmował się tym, co się stało i jakby się o nią bał. Popatrzyła w jego ametystowe oczy, które były pełne zaniepokojenia. Wiatr, który powiał, rozwiał jego włosy na twarzy.Wyglądał teraz bardzo przystojnie.
Co ?! Ona myśli, że Xellos jest przystojny. Coś musiało jej upaść na głowę, skoro myślała, że tamten namagomi ją przyciąga.
Ona zawsze nienawidziła Mazoku, to było coś, czego nauczył ją ojciec. Nienawidzić każde zło i niszczyć je. Słyszała historię wojny Upadku Potworów i co Xellos zrobił jej rasie.
Ale jej rasa nie była lepsza od jego. Ryozoku zaatakowały Starożytne smoki. Wszystkie wpajane je zasady i prawdy runęły. Nie okazali się lepsi od Mazoku.
- Filia, dobrze się czujesz ?- spytał, widząc na jej upiorny wzrok wpatrzony w niego.
- Co? Tak, świetnie. Dlaczego ty się o mnie tak troszczysz, co?-
- Nie mogę pozwolić, żeby mój ulubiony smok zginął przy mnie, prawda ?-
- Tak, prawda, tylko ja nie jestem twoja.- wzdechnęła.
- To wszystko jest przyczyną, abyś miała jako taką ochronę.- dodał.
Filia uśmiechnęła się lekko. Wiatr w jaskini stawał się intensywniejszy. Było coraz ciemniej, a oni byli niedaleko szczytu jakiejś góry. Bylo bardzo zimno, jakby na to nie patrzeć.
Xellos zauważył, że Filia trzęsie się. Odsunęła się od niego, gromadząc ciepło. Xellos zdjął płaszcz i położył na niej, miejąc nadzieję, że choć trochę pomoże.
- Może ci będzie lepiej.- powiedział.
Popatrzył na Filię, która nadal drżała. Zaczęła szczękać cicho zębami. Xellos mógł zauważyć łzy kształtujące się w jej oczach. Wtedy uderzył go myśl, że przecież najlepszy tu będzie ogień.
Xellosowi nie zależało, nie odczuwał temperatury, ani dodatniej ani ujemnej, jeśli można to tak nazwać, miał wbudowany termostat. Mógł utrzymać się przy życiu w każdych warunkach.
Wziął laskę i zaczął pocierać rubin, który cicho zatrzeszczał pod wpływem dotyku. Filia obserwowała go uważnie, patrząc na coś, czego jeszcze nie widziała.
Kula zaczęła gromadzić ciepło. Xellos uśmiechnął się i wziął pierwszą lepszą gałąź, która leżała w pobliżu. Dotknął ją rubinem i zapaliła się. Położył znicz blisko Filii, pozwalając jej się ogrzać.
- Lepiej ?- spytał.
- Tak. Dziękuję, Xellos.-
Xellos zarumienił się lekko, słysząc te słowa. Nie wiedział, co ma powiedzieć. Znalażł temat : poranne wydarzenia.
- Filia...- zaczął.- Dlaczego tamten potwór cię ścigał ?-
Filia zagapiła się ślepo w ogień i nie powiedziała nic.To nie był jego interes, więc dlaczego się o to pyta ?
- Filia.- nalegał.- Czego on chciał ?-
Łzy potoczyły sę po jej twarzy. Normalnie żywiłby się takimi uczuciemi, ale teraz było inaczej. Sam czuł się smutno, ale dlaczego ? On był bezuczuciowym Mazoku, więc może to był skutek jakiegoś zaklęcia ?
Najprawdopodobniej nie. On był odporny na ataki takiego rodzaju, poza tym był wysokiej rangi Mazoku. Takie zaklęcie nie miało u niego szans.
Znów wziął Filię w objęcia, położyła głowę na jego ramieniu. Dotknęła jego ręki, kiedy zaczął ją głaskać.
- Czego tamten potwór chciał od ciebie ?-spytał.- Filia, proszę...-
- On chciał...- ale nagle ktoś jej przerwał.
- Oczywiście wziąć twoje siły życiowe.- powiedział Kanova, ukazując się przed nimi.
- Dobrze, że to nie jest Gourry.- powiedział Xellos.- Czemu zawdzięczamy tę przyjemną acz niespodziewaną wizytę ?-
- Nie, Xellos, przyjemność jest po mojej stronie.- odpowiedział potwór.
- Xellos, znasz go !- zauwazył Filia.
- Niestety tak. Kanova został zdegradowany przez Beastmaster Zelas.- odpowiedział.
- Ona zawszę wynosiła cię ponad innych. Ale to się skończyło.-
- Och, wyzywasz mnie Kanova ?- zaśmiał się Xellos.- I ty myślisz, że możesz mnie pokonać ?-
- Nie bądź taki mądry, Xellos, zmieniło się przez ostatnie stulecia.-
- Masz na myśli, że umiesz lepiej wyglądać ?-
- Udajesz ważniaka, Xellos, ale to tylko puste słowa.- zaśmał się Kanova.
- Tak, a ty lubisz działać.-
Xellos wziął laskę i zamknął oczy. Rubin zaczął świecić i z jego kierunku wyleciał dość potężny podmuch wiatru.
Siła ta posłała Kanovę pod ścianę.
- Tylko na to cię stać ?- zaśmiał się Kanova.
- On nie jest martwy !- krzykneła Filia.- Xellos, twój atak mial go przypuszczalnie zabić.-
- To zależy ! On jest silniejszy, niż wtedy, kiedy widziałem go po raz ostatni.-
- Że co ?!-
- Widzisz, Xellos, nie zabijesz mnie.- powiedział, pewny siebie.
- Nie byłbym taki pewien.- dodał Xellos.
- Ponieważ, jak możesz walczyć i obserwować w tym samym czasie Smoczą Kapłankę ?- powiedział drwiąco.
- Ty myślisz, że ja się tym przejmuję ?-
- Jeśli nie, nie byłoby cię wtedy w górach.-
- Xellos...?- Filia w oczach miała łzy.
Kanova zaśmiał się pogardliwie.
- Widzisz, Xellos ?-
- Co chcesz, żebym zrobił ?-
Xellos wiedział, że mógł łatwo zabić Kanovę, ale nie mógł jednocześnie patrzeć na niego i na Filię. Jeśli Kanova teleportowałby się, mógłby dostać się do Filii wcześnij, niż Xellos mógłby go powstrzymać.
Ale jego planem nie bylo zabicie jej, a zwabienie Xellosa.
Ale skąd Kanova wiedział, że on będzie ją chronił ?
- Xellos !- krzyczała Filia.- Nie słuchaj go ! Ze mną nic się nie stanie, walcz z nim !-
- Ja właśnie chcę, żebyś ty zrobił absolutne nic.- powiedział Kanova.
- Tak, ponieważ chcesz, żebym się nie ruszał, to łatwiej mnie zabijesz, prawda ?-
- Bingo ! Zabiję cię Celiestel Scemitar.-
- Po co demonowi święta relikwia - spytała Filia.
- Żeby zabić innego potwora, który grozi mu potęgą.- odpowiedział Xellos.
- Nadszedł czas, żeby pokazać ci moją moc.- powiedział Kanova.
- To jest moc świętej relikwii a nie twoja.-
- Obojętnie czyja jest, na pewno cię zabije, Metallium.- powiedział, zaczynając wypowiadać zaklęcie.
Filia obserwowała bezradnie Xellosa, który za chwilę miał zginąć. Nawet nie podniósł palca w swojej obronie. On chciał ją uchronić. Łzy naszły jej do oczu.
Nie walczył, ponieważ chciał utrzymać ją bezpieczną i żywą. Filia płakała i krzyknęła wrzaskliwym głosem, kiedy jej Mazoku został odrzucony w kąt jaskini.
- BŁAGAM CIĘ !!! PRZESTAŃ !!!-
Chciła to wykrzyczać, ale była już tak słaba, że nie mogła zdobyć się nawet na najcichszy szept. Była tak słaba, że nie mogła uratować Xellosa. Była nawet za słaba, aby użyć macę.
W końcu jej Mazoku zatrzymał się, przebijając się przec kupkę drzewa. Był bardzo poturbowany i miał głęboką ranę na ramieniu.Oprócz tego nie miał kawałka ciała.
- Tygodnie zajmie mu uleczenie, ale i tak umrze za kilka sekund.- powiedział Kanova i teleportował się.
Filia podpełzła do leżącego Xellosa. Uklęknęła i położyła jego głowę na swoich kolanach.
- Xell...Xellos...Xell...- łza potoczyła się po jej twarzy.
- Fi-...Fi-...Filia...- Xellos ciężko oddychał.
- Shhhh, będzie dobrze. Nic nie mów.- próbowała go pocieszyć.
Uśmiechnąl się, ciesząc się z faktu, że jej nic nie było, nawet jeśli z nim było wręcz odwrotnie.
Filia zanurzała ręce w jego purpurowe włosy, łzy spływały po jej twarzy.
- Nie płacz, Filia.- powiedział cicho.- Nie jestem tego wart.-
- Jesteś ranny i ty...i ty...umierasz...- zaczęła płakać jeszcze gorzej.
Xellos uśmiechnął się, nawet w tym stanie. Filia płakała za nim, a to zrobiło na nim pozytywny skutek, jeden, dzięki któremu się uśmiechnął, a nie jęczał.
- Dlaczego, Xellos ? Dlaczego nie walczyłeś ?- Filia nadal płakała.
- Musiałem chronić mojego smoka.- powiedział, próbując się znów uśmiechnąć.
- Głupota.- też próbowała się uśmiechnąć.- Przecież mi nic nie było !-
- Taaak, raacja.- próbował ją drażnić.
- Poważnie, dlaczego ?
Xellos zmusił się do uśmiechu.
- Ponieważ..Ja...Kocham...Kocham Cię, Filia...-
Teraz już żadnym sposobem nie mogła powstrzymać łez., wiedząc, że Xellos ją kocha i z takiego powodu odmówił walki. Chciała, żeby Xellos był znów w świetnej formie, zdrowy, aby mu nic nie było.
Filia uścisnęła swojego kochającego Mazoku bliżej niż przedtem i zaczęła się łagodnie kołysać. Odmawiając w myślach modlitwę z nadzieją, że Smoczy Panowie ją usłyszą.
- Błagam, nie zabierajcie go ode mnie...- zaszlochała i zaczęła modlić się dalej.
Jak gdyby cud przed nimi ukazał się jakiś rodzaj złotego światła. Filia popatrzył swoją czerwoną z płaczu twarzyczką w górę. Xellos również próbował popatrzeć w górę. Światło zaczęło przemawiać.
- Moja droga kapłanko, pozbądź się łez dla tego stworzenia ciemności.-
- On walczył z Kanovą, który miał świętą relikwię, a tamten jest jeszcze żywy, mój panie.-
- Tak...Jeśli święta relikwia nie mogła go zabić od razu, to znaczy, że wewnątrz niego jest jeszcze coś.- powiedział głos znacznie łagodniej.
Xellos próbował słuchać, poniważ rozmowa dotyczyła jego. Był zdziwiony także, że jeszcze żył, ponieważ od dłuższej chwili powinien być martwy. Ten głos jednak miał rację.
- Jeżeli relikwia nie mogła go zabić, to znaczy, że on musi mieć duszę, ale to nie robi dla mnie różnicy.- powiedziała Filia.
- On ma dużo win na sumieniu, jesteś pewna, że tego chcesz ?-
- Wiem, że jest winny wielu rzeczom, ale nie bylibyśmy lepsi od Kanovy, gdybyśmy mu nie wybaczyli.- przemówiła.- Błagam, panie, oddaj go mnie.......-
- Dobrze więc. Moje siły zdolne są zdolne uleczyć ciemność w duszy i umyśle. Xellosie Metallium, wiesz, kim jestem ?-
- Tak, jesteś Milgasia i jesteś nadal żywy.-
- Jej wiara uratowała cię. Ona widzi w tobie światło, kórego nikt inny dostrzec nie mógł. Ona dla ciebie mogłaby oddać życie, abyś ty mógł żyć. Będziesz żyć, aby odnaleźć to światło.-
- Ale Kanova nadal tam jest.- powiedział Xellos.
- Zostanie odpowiednio ukarany.- powiedział Milgasia i zniknął.
Wyglądało na to, że rany Xellosa zostały uleczone i przecięcie się zagoiło. Filia uśmiechnęła się przez łzy, tylko, że teraz były to łzy radości.
Xellos popatrzył na nią i uśmiechnął się, jak ona do niego. Cieszyła się, że Xellos jest znów normalny, jeżeli można go nazwać normalnym.
- Xellos, czy to był prawda, to co powiedziałeś do mnie wcześniej ?-
- Tak i to tak bardzo, że nie umiesz tego sobie wyobrazić.-
Xellos położył rękę dookoła Filii i oparł ją na miękką i ciepłą powierzchnię jaskini, łapiąc ją za jedną rękę. Filia położyła swoją wolną rękę na jego głowie i zatopiła palce w morzu jego purpurowych włosów.
- Kocham cię, mój smoku.- powiedział, skaładając na jej miękkich i wilgotnych wargach namiętny pocałunek.
- Ja mam nadal twój płaszcz.- zachichotała.
- To będzie nawet miłe łóżko, nie uważasz ?-
Filia uśmiechnęła się, wiedząc, co on ma na myśli. Wzięła płaszcz i rozłożyła go, chcąc jak najszybciej się z nim połączyć.
Xellos uśmiechnął się, całując ją trochę więcej. Pieścił jej twarz ręką, ogon huśtał się, obejmując go. Filia wygięła szyję, kiedy Mazoku całował ją w tamtym miejscu, powodując, że jej kapelusz potoczył się na drugą stronę jaskini.
- Filia, ty jesteś pewna, że chcesz to zrobić ? Ze mną ?-
- Niemal cię dzisiaj starciłam i chyba bym się zabiła, gdybyś odszedł.-
- Ale czy ty jesteś pewna, że tego chcesz ?-
- Tak.- odpowiedziała.- Kocham Cię, Xellos...Ciebie i nikogo innego...Już nigdy cię nie chcę stracić....-
Xellos uśmiechnął się, wzruszony, kiedy usłyszał te słowa. Nigdy nie pomyślał, że będzie mu tak zależało na tych słowach i to w dodatku wypowiedzianych przez Smoka. Ale teraz go to nie obchodziło. Być może było w nim jakieś światło...dusza....
Pocałował jej policzek i przyjrzał się jej, nie wierząc w ten cud, że ona go kocha. Zachichotała. Xellos położył się na niej, delikatnie naciskając na jej ciało swoim.
I kochali się całą noc namiętną i porywczą miłością. Smakowali każdy dotyk, słowo, uczucie i upajali się nimi, jakby miały być ostatnie. Filia w pewnym sensie uratowała Xellosa.
Przecież każda osoba może być uratowana.

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.23827500 1314741067
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!