Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Miya-chan
Slayers - Droga Niepokoju
rozdział #13
 
Treść fanfika..
Slayers - Droga Niepokoju

Może i nie jestem przesądna, ale ten odcinek JEST pechowy...

Odcinek 13 - LET'S GO! KRĘTA DROGA DO WYJAŚNIEŃ!

- No dobra - powiedziała Lina po przejściu przez portal - Że nie dostałam kasy za pozbycie się potworów, to normalka. Że zamiast tego ktoś mnie wsadził do lochu ze zgniatającym sufitem, to normalka. Ale TO??????? - rozejrzała się wkoło. Przed jej oczami roztaczał się widok jak z jakiegoś pięknego snu. Zielona polana i las w porze wiosny. W powietrzu unosił się zapach kwiatów, tak intensywny że aż się w głowie kręciło.
- Witajcie w Lesie Szczęścia, przybysze - Lina i Gourry odwrócili się i zobaczyli dwie piękne i smukłe postacie o długich zielonych włosach. Były eteryczne i bezpłciowe, na ich twarzach było widać tylko duże czarne oczy, ale jednak mówiły - a w ich głosach słychać było uśmiech.
- Jesteśmy opiekunami tego miejsca - oświadczyła jedna z postaci ujmując serdecznie dłoń Liny w swoją - Każdy kto tu przybędzie, ma prawo żyć u nas, marząc i doświadczając szczęścia.
Zdziwiony Gourry zobaczył że buźka Liny robi się zachwycona, a po chwili czarodziejka zakręciła się w koło i zaczęła zrywać kwiaty, śmiejąc się przy tym radośnie. Jedna ze zwiewnych istot skinęła na nią ręką i poszły w kierunku lasu, druga wzięła za rękę Gourry'ego i pociągnęła za nimi.
Lina, rozkoszująca się zapachem zerwanych kwiatów, wydawała się być pogrążona we własnym świecie, natomiast Gourry zauważył że im dalej idą w las, tym mroczniej się robi.
- No to... co tu można robić żeby być szczęśliwym? - spytał swojego przewodnika. Istota spojrzała na niego z lekkim zdziwieniem.
- Można bez końca marzyć i śnić - powiedziała takim tonem jakby wyjaśniała coś oczywistego.
- A macie coś do jedzenia? - wyjechał nagle z pytaniem. Istota zatrzymała się wstrząśnięta.
- Je... jedzenia? - spytała - Jesteś w miejscu gdzie możesz marzyć... a chcesz JEDZENIA???
- A co mi po snach że zaraz coś zjem, gdy zjeść tego nie mogę? - odpalił blondas - Jedzenie daje radość! Gęb nie macie, to nie wiecie! Ej, Lino! - zobaczył że jego przyjaciółka podąża głębiej w mrok i pobiegł za nią. Musiał jej przecież powiedzieć że tu nie ma żarcia. Po kilku minutach dotarł w miejsce pełne takich samych istot, stojących w pozie jak do modlitwy, pod gigantycznym drzewem o wielkich poskręcanych korzeniach, A na tych korzeniach...
- LINO!!! - zbliżył się do rozmarzonej czarodziejki i bez namysłu palnął ją w łepetynę. Jej twarz od razu odzyskała normalny wyraz.
- GUZA MI DEBILU NABIŁEŚ!!! - warknęła, oddając mu z nawiązką - I gdzieś ty mnie w ogóle przyprowadził??? - przebiegła wzrokiem po korzeniach drzewa, na których leżało pełno ludzkich szkieletów. Tylko jedna postać wydawała się żywa, mniej więcej ośmioletni chłopiec siedzący pod drzewem i wpatrujący się przed siebie nieobecnym wzrokiem.
- Sama tu przylazłaś - odparł Gourry - Chcesz, to tu siedź, ja stąd idę.
- Nie uda ci się to, śmiertelniku - oznajmiła smutno istota, która pojawiła się przed nimi - Jeszcze nikt nie odnalazł drogi powrotnej z tego lasu. Inna sprawa że nikt nie próbował... Nie wiemy dlaczego ich ciała przestają żyć po tak krótkim czasie... (ciekawe ile lat ma na myśli - dop. JA)
- NO WIDZISZ?!?!? - ryknęła Lina - Trzeba było sobie marzyć samemu zamiast mnie budzić!!!
- Miałem tu siedzieć bez żarcia??? - oburzył się wojownik. Lina zrobiła wielkie oczy.
- Bez... Bez ŻARCIA??? - wykrzyknęła z przerażeniem - Ależ jedzenie to największa radość!
- No widzicie, miałem rację - oświadczył Gourry z dumą zebranym dokoła istotom. Lina zaczęła się zastanawiać czy jej przyjaciel jest aż tak bezmyślny i pozbawiony wyobraźni, że oparł się czarowi tego miejsca. A może ochroniła go magia Samirenn?
- Spadamy stąd! - stwierdziła - Gourry, zabierz tego małego, bo inaczej tu kipnie z głodu! - a gdy wziął na ręce nieprzytomnego chłopca, zawołała - RAAAY WIIIIIIIING!!! - i uniosła ich w górę. Będąc wysoko nad lasem bez trudu zobaczyła portal i pomknęła ku niemu jak błyskawica, nie zważając na wrzaski towarzysza - NIE TAK SZYYYYYBKOOOOO!!!!!!!!!
A na dole gromada eterycznych istot patrzyła na to ze zdumieniem.
- Słuchajcie - jedna z nich podrapała się w głowę - Co to jest "jedzenie"???

*****************

- FLARE ARROW!!! - Zelgadis trafił w kolejnego strażnika, który jednak nic sobie z tego nie robił i rzucił się na nich z mieczem. Za nim pojawili się następni. Zel wypchnął Amelię z komnaty i rzucił Ra Tilt. Taka sytuacja trwała odkąd z pomocą portalu przenieśli się do pałacu.
- Stójcie z rozkazu królowej Darlene macie zostać straceni - zza rogu wyłoniło się jeszcze kilku.
- Świetnie - rzucił Zelgadis - Może lepiej omówić to z samą królową? - i Zel et Amelcia pobiegli do sali tronowej z oddziałem depczącym im po piętach. Skąd ich się tylu wzięło?
Gdy dotarli na miejsce, królowa dostojnie siedziała na tronie i wydawała się ich oczekiwać.
- Chyba jesteście twardsi niż Thane się spodziewał - powiedziała.
- T... Thane? Ale dlaczego? - wyjąkała Amelia. Zel tymczasem nie bawił się w delikatność i powalił dwóch atakujących go strażników swoim mieczem.
- To nie ma sensu, chimero - usłyszał głos Darlene - Oni zginęli z ręki Thane'a, gdy się tu pojawił. I nie tylko oni, wszyscy tutaj. W ramach kary za moje nieposłuszeństwo... jestem teraz królową stosu zwłok! - zaśmiała się histerycznie. Zel przyjrzał się leżącym i wreszcie zrozumiał co go dręczyło od przybycia do Ordlen. Ludzie bez emocji, zachowujący się jak kukły... Oni wszyscy byli martwi... Napotkał wzrok Amelii, w którym odbijał się jego własny szok.
- Sprzeniewierzyłaś się zasadom sprawiedliwości!!! - zawołała wzburzona księżniczka.
- Dziecko, czy obchodziłyby cię jakiekolwiek zasady gdyby pozbawiono cię wyboru? - głos królowej się załamał - Po tym jak zabił wszystkich moich poddanych mogłam przecież się sprzeciwić... gdyby już nic mi nie pozostało. Ale on zabrał moje dziecko. I zagroził że nie odda mi go dopóki nie schwytam Liny Inverse i jej towarzyszy. Te potwory, to całe przedstawienie miało was tu zwabić. I widzę że wszystko stracone. I nie odzyskam mojego Alderica - zaczęła płakać.
- Czy matka może dla swojego dziecka zrobić aż tyle? Wydawać innych na śmierć? - zamyślił się Zel - Czy tak wolno? Zabijać z miłości?
- Ale... my możemy pokonać Thane'a! - po twarzy Amelii również płynęły łzy.
- Jego nie można pokonać - stwierdziła królowa z rozpaczą - Ale jest jeden sposób by ten koszmar się skończył - strażnicy podnieśli się z podłogi. Wzrok i głos królowej nagle stwardniały.
- Brać ich - powiedziała.

*****************

- Zdecydowałaś się przyjść tu osobiście? - Thane przemówił pierwszy - Bez twojej pomocy ściągnąłem tu Linę Inverse a mimo to chcesz mnie dalej przekonywać?
- A kto cię jeszcze nie przekonywał? Wielu chciałoby mieć cię w swoich szeregach - powiedziała Xella-Medina - Twoją moc, którą tak niespodziewanie zdobyłeś, zaczynając się liczyć w hierarchii Chaosu. Chociaż wielu też myśli o tym by ci tę moc po prostu odebrać... Co byś bez niej znaczył?
- Chodzi ci o mój miotacz? - mężczyzna podniósł z ziemi sporych rozmiarów urządzenie z dziwnego tworzywa - Tak, on potrafi unicestwiać... Ale nie gorzej działa moja własna moc...
Xella-Medina westchnęła z rezygnacją, bo nie raz w swoim życiu słyszała podobne słowa.
- Ale prawdziwą potęgę, dorównującą samej Pani Koszmarów, osiągnę już wkrótce, znajdując Wszechwidzące Oko! - ciągnął Thane - I nie będę musiał się już na nikogo oglądać! Bo jedna z jego części - Klejnot Destrukcji - jest już w moim posiadaniu, w komnacie za tą ścianą!
- Na twoim miejscu lepiej bym go pilnowała - Poszukiwaczce Tajemnic udało się zachować opanowanie mimo trudności by nie parsknąć śmiechem. Thane na chwilę zamilkł.
- A może przyszłaś prosić o wybaczenie? - spytał wreszcie, przyglądając jej się z uwagą - Za to że uwolniłaś Linę zamiast stać po mojej stronie? Nie myśl, że was nie obserwowałem!
- Za pozwoleniem - zaoponowała - Skoro chciałeś mieć Linę żywą, to musiałam ją uwolnić z lochu ze zgniatającym sufitem. Poza tym obserwowała nas panna Maris, nie ty - zerknęła w najciemniejszy kąt, w który rzeczywiście wciśnięta była podwładna Thane'a - Ty nie masz takiej mocy. Zresztą i tak wolisz bawić się w ćwiczenie przemów pana Mocarza-Rządzącego-Całym-Wszechświatem... ;) - uśmiechnęła się niewinnie, a na jego twarzy odbiło się zdumienie. Nie wiedzieć czemu ta agentka wiedziała o nim rzeczy, których nie powinna. Ale nie tylko to zbijało go z tropu, choć sam nie potrafił nazwać uczucia, które w nim wywoływała. Niepewność? Niepokój?
- Ten Mocarz-Rządzący-Całym-Wszechświatem może cię w każdej chwili zmieść z powierzchni ziemi - po chwili odzyskał rezon - Powiedzmy że jeśli przegram walkę z tobą, przystępuję do współpracy z ENDem... Odpowiada ci taki układ?
- Jeśli ze mną przegrasz, to będzie znaczyć że nie zasługujesz na współpracę - uśmiechnęła się jadowicie, przenikając go wzrokiem.
- JAK ŚMIESZ!?! - warknął, wzlatując w powietrze. Nikt nie miał prawa robić z niego głupca, zwłaszcza ta niepokojąca dziewczyna z ENDu. Nacisnął jakiś przycisk na swej broni, z której wystrzeliło białe światło. Zanim dotarło do celu, Xella-Medina momentalnie zniknęła z tamtego miejsca, zjawiając się tuż za Thanem.
- Ulegający gniewowi wojownik walczy nierozważnie - szepnęła mu do ucha. Odwrócił się i napotkał wiązkę purpurowej energii, która odrzuciła go mocno, aż uderzył o ziemię. Jego i tak kolorowy strój zabarwił się krwią. Zauważyła to wierna Maris i podbiegła rzucając czar leczenia.
- Czy to fair, panno Maris? - Poszukiwaczka Tajemnic niepostrzeżenie stanęła przy niej. Zmieszana dziewczyna odskoczyła. Thane podniósł się i zaczął gromadzić w swych dłoniach dziwną moc. Kapłanka nie próbowała się ochronić a jedynie wpatrywała się w ten proces z uwagą, wreszcie zmrużyła oczy z nieodgadnionym uśmiechem. Wtedy on wypuścił moc z rąk i uderzył. Zwinnie skoczyła na ścianę i odbiła się od niej robiąc salto, a jednocześnie nie spuszczając Thane'a z oczu. Rozległ się potężny wybuch, a tam gdzie trafiła moc, powstał spory krater.
Zmierzyli się wzrokiem i skoczyli ku sobie. Zaszumiało, zamigotało, Skumulowana magia obojga odrzuciła ich od siebie dopiero po dłuższej chwili. Tym razem Xella-Medina była ranna.
- Teraz będzie po równo - usłyszała szept Maris i poczuła działanie Recovery. Nie zdążyła jej powstrzymać - padła na kolana zaciskając zęby. Jednak Maris nie przestawała jej... uzdrawiać?
- Co ja widzę? - Thane uśmiechnął się z ironią - Czyżby biała magia działała na ciebie odwrotnie?
Sięgnął po miotacz i wymierzył w nią, pewien że już nie spudłuje. Ale w chwili gdy strzelił, poczuła że ktoś ją bierze na ręce i nagle znalazła się z odległym kącie jaskini.
- Xellos? - zaskoczona spojrzała na swojego wybawiciela.
- Ale ze mnie bohater, nie? ^^
- W twoim interesie powinno raczej leżeć dobicie mnie... - wykrztusiła.
- I uciekanie przez resztę życia przed twoją matką? - mrugnął do niej - Mowy nie ma! ^^
- Chyba schrzaniłam sprawę - uśmiechnęła się z trudem.
- Milcz i się regeneruj - powiedział stanowczo - Ja się zajmę przeciwnościami losu... - po tych słowach zniknął i pojawił się przed Thanem.
- Słyszałem że się pan za mną stęsknił ^^ - wyszczerzył się radośnie.
- Zdrajca się pojawił... - Thane również się wyszczerzył, ale groźnie. I rozpoczął się kolejny pojedynek tytanów. Starli się w równej walce, pośród błysków i płomieni, i nie wyglądało na to by ta walka miała się szybko skończyć. Do chwili kiedy Xellos zatoczył się jakby od mocnego uderzenia, mimo że nic widocznego go nie dosięgnęło. Sam Thane był zaskoczony, bo nic nie zrobił, ale szybko wykorzystał okazję i sięgnął po miotacz... Xella-Medina chciała krzyknąć do Xellosa, ostrzec go... Nie zdążyła. Zakryła oczy widząc oślepiające światło. Gdy je otworzyła, nie było ani śladu po Podstępnym Kapłanie... A Thane dłużej na nią nie zważał i zniknął.

*****************

- To chyba odgłosy walki! - gdzieś niedaleko Lina usłyszała wybuch. Po chwili dobiegli do dwojga wrót - BLAST WAVE!!!!!!! - Lina bez problemu zrobiła dziurę we wrotach z twarzą. Gdy weszli do środka walka była już zakończona, a pod ścianą stała Xella-Medina, wpatrując się w próżnię. Na jej twarzy nie widać było standardowego uśmiechu. Tylko szok. I niedowierzanie.
- Co tu się stało??? - chciała wiedzieć Lina, ale zanim dobiegła do kapłanki, ta wyparowała.
- Tam - na dźwięk znajomego głosu Lina odwróciła się ze zdziwieniem.
- To ty? - spytała, widząc Maris - Więc naprawdę cię wtedy spotkałam?
- Ta sadzawka jest portalem - drżąca dziewczyna wskazała oczko wodne - Prowadzi do pałacu.
- Jeszcze jeden portal - westchnęła Lina - A w ogóle po czyjej ty jesteś stronie, hę?
Maris nie odpowiedziała, tylko zniknęła. Chcąc nie chcąc Lina i Gourry z chłopcem na rękach wskoczyli w sadzawkę i zaraz znaleźli się w pałacu. Szybko pobiegli do sali tronowej powiedzieć królowej Darlene kilka słów... Akurat gdy tam dotarli, ożywieni strażnicy mający właśnie zaatakować Zela i Amelię padli bez życia (czyli tacy jacy być powinni :P) na podłogę.
- Nic wam nie jest! - Zel i Amelia rzucili się w kierunku przyjaciół.
- No i znowu sobie nie powalczyłam! - jęknęła czarodziejka.
- ALDERIC!!! Synku!!! - królowa ze łzami w oczach wyrwała dziecko z rąk Gourry'ego - Żyje?
- Chyba dojdzie do siebie - powiedziała Lina - No dobra, to co tu się właściwie działo???
- Całe to królestwo jest pod kontrolą Thane'a - wyjaśnił Zel krótko i zwięźle.
- Może było - mruknęła Lina - Ale wygląda na to że on już się stąd wyprowadził.
- I co teraz? - Zel zwrócił się twardo do królowej, mocno tulącej synka - Zostaniesz sama w swym wymarłym królestwie? Żałując tego na co się zgodziłaś?
- Pewnie wyjadę gdzieś gdzie zapomnę - Darlene nie mogła powstrzymać łez - Chyba że nigdy nie zapomnę... Ale teraz liczy się tylko Alderic...
- A o co chodzi? - wyjechał jak zwykle Gourry.
- Pierwszy raz cię poprę tym pytaniem - stwierdziła Lina - Zel, Amelia, chyba macie mi co nieco do opowiedzenia... - spojrzała w okno, za którym widać było majestatyczne góry Ordlen - Będzie czego słuchać w drodze...

CDN

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.80815400 1314762945
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!