Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Red Priest Rezo
Sayonara My Friends
rozdział #14
 
Treść fanfika..
Skonczylismy na tym jak jak do naszej druzyny dolaczyla Agit ktora bedzie trenowac cale nasze towarzystwo. No i kolejna czesc ficka....


Sayonara - ....


Zaczynamy w moejscu w ktorym nasi znajomi trenuja czyli w ladnym domku niedaleko lasku i gor i inne takie^^
Agit sobie wlasnie lezala i sie opalala a pozostali ciezzzko cwiczyli pod jej okiem^^

Akkido: Hej ! Agit ..heee.. czemu ty nie cwiczysz? jaki ty nam przyklad dajesz?

Agit:...[Nic nie mowiac wziala kamien i rzucila go w Akkido]

Akkido: ałaaaa!! za co?.... dobra wracam do cwiczen..

I tak cwiczyli wszyscy bieglai w ta i we ta a Sao, Agit i Xelloss sobie odpoczywali a reszta ganiala z drewnem lub z czym innym^^

Przeniesmy sie teraz do Lon do ktorej przybyl Rezo

Rezo: Juz jestem.....[nie wiadomo dlaczego umilkl^^]

A mozliwe ze umilka dlatego ze zobaczyl Tai, Elantarius, i pare inncyh ciekawych osob^^

LON: Rezo? czemus umilk tak nagle? cos nie tak?

Tai: hmmm...

Rezo: W czym moge sluzyc Lon? jaki jest powod wezwania mnie?

LON: A nic szczegolnego tylko jest male zebranko..osob ktore maja zabic ta bande...

Elantarius: hymph.. Kto to jest? nedzny czlowiek... a przepraszam kaplan ktory sprzedal sie ...hehe[ mowil to z najwieksza mozliwa iloscia ironi i pogardy]

Rezo: a soz ja widze... glupca uwazajacego ze posiadl moc.. coz za ironia ze musze pracowac z tak marynmi mazoku...

Elantrius: jak smiesz moge Cie pokonac jednym ruchem reki![ podszedl do Rezo patrzac na niego lekko z gory i mowiac niczym waz:P] Najwieksza radosc sprawilo mi zabijanie twojej rodziny... nigdy nie czylem tekij przyjemnosci...a szczegolnie Sao..hehe..

Rezo:[ do tej pory zamkniete oczy Rezo otworzyly sie i lekko naplynela d noich krew^^ i schwytal Elantariusa za szyje ] zabje cie.. [sciskal szyje elantriusa coraz mocniej] jak tylko skonczyme to zadanie[ odrzucil go na drugi kraniec sali]

Elantarius: khe khe!! ekhe!![tylko kaszlal^^]

???: Przestancie sie wydurniac... zapominacie gdzie jestescie!

!!!: Uspokuj sie.. niech robia co chca..co nas to obchodzi my tylko mamy wykonywa swoje zadania

Rezo: A kim ze wy jestescie? ze sie wywyzszacie ponad nas?

???: Rayyken! to imie powino Ci cos mowic...

!!!: A ja jestem Milvis.. mag, kaplan , wojownik sluze swa moc zawsze[ jego w gloscie ciagle wyczywalna jest nuta przbieglosci i smiechu]

Rayyken wielki barbarzynca nikt nie doruwnuje mu sila fizyczna. Biada tym ktozy weszli mu w droge nawet madzy nie dawali mu rady. Wielki 2 metrowy mezczyzna, na piersi ma dwa skorzane pasy przecinajace sie, i ubrany siest jak na barbarzynce przystalo skapo i w skore^^ wlosy czarne nie za dlugie, na czole skorzana bandana z przadu z koscmi i czaska^^ Oczy zimne i gotowe zabijac:D na prawym oku blizna..nie wiadomo kta ja mu zrobil a on sam nie chce mowic^^

Milvis drobny postury, przebiegly mazoku (wczesniej czlowiek^^) chodzi w dlugich aksamitnych szatach przyozdabianych zlotymi nicmi, jest drobina w porownaniu z Rayyken ale to Rayyken obawia sie Milvisa, Ma brazowe wlosydo karku, czesto chodziw kapturze i rekoma pochowanymi w wielkich rekawach(jak G-son^^) O ich przeszlosci dowiecie sie jednym ze specjali^^

Rezo: rozumiem nie musi cie nic wiecej o sobie mowic... jednak o ile wiem to juz nie zyjecie od dawna...

Milvis: jakze sie myslisz drogi przyjacielu.. malo brakowalo zebysmy rozstali sie z zyciem gdy bylismy smiertelnikami lecz w ten LON uczynila nas swymi slugami za co jestesmy jej dozgonie wdzieczni...

Tai:Wiec coz planujesz LON teraz uczynic?

LON: wiec daje rezo 5 dni....

Rezo: 5 dni na co? soz maja znaczyc te 5 dni?

LON: za piec dni zabijesz cala ta bande wyichrzycieli ..a Raia przyprowadzisz do mnie...

Tai: a czemu Rezo ja mogla bym sie tym zajac...

Rayyken: Albo ja! poznali by moc mojego miecza.. nikt nie ucieknie przed moca Yuugirnsuj!

Milvis: ja rowniez z chcecia sie tym zajol Pani.. wraz z Rayykenem...

LON: Milczec.. Rezo ma to uczynic za 5 dni..przygotuj sie..

Rezo: Pani! zapomnialas ze nie moge tego uczynic.. jesli zabije Xellossa w miesza sie w to Zellas M. a wiesz Pani ze nie moge z nim wstawac w szranki walki...i nie sadze zebym podolal temu zadaniu gdyz moja moc nie jest jeszcze pelna i stracilem sporo mocy...

LON:hmmm..tak..straciles duzo..mocy zastanawiam sie coz zrobiles ze roztwoniles tyle mocy? jednak nie bede Cie posylac na smierc.. jeszcze jestes mi potrzebny...

Milvis: My sie tym zajmiemy.. z wielka checia i zaszczytem zajmiemy sie tymi ktorzy smia przeciwstawiac sie twej woli o Pani..

Rayyken: zniszcze ich swym mieczem a ich glowy przyniose dla ciebie Pani[ jak przytsalo mowiac ciagle wrzeszczal^^"]

LON: dobrze..za 5 dni ryszycie sie z nimi roprawic..a tym czasem Rezo zostanie u mnie natomiast Ty tai masz przejsc do nastepnego punktu planu..

Tai: oczywscie juz zabieram sie do prac^^

Rezo: Coz bede robil przez 5 dni o Pani w twych progach?

LON: dopilnuje bys nie tracil mocy tylka ja odzyskal

Tak sie konczy rozmowa. Przenosimy sie teraz dalaeko w nieznane miejsce...

Jestesmy w najzyklejszym malym miasteczku gdzie zawsze poanuje spokuj..ale..

Sprzedawca: LAPAC GO!!!!!!!!!!!!! UKRADL MI OWOCE!!

zlodziej: hehe ^^ ladne jablka *gryz* mm doble mm *gryz* fefe tmla uciakmc

Straznik:[Nasz zlodziej na niego wpadl^^] oo kogoz widze..znowu cos ukradles? pojdziesz ze mna Ty zlodziejaszku!!

Zlodziej: hej! no to tylko pare owocow[spod jego kurtki wysypal sie stos owocow^^] eee^^"" no so jem je dla zdrowia!!

Straznik: No to teraz zaserwuje Ci kuracje w zimnych lochach![zwiazal zlodziejaszka i zaprowadzil go do zamku]

Doszli do wielkiego palacu otoczonego fosa zamek prezentowal sie wspaniale i bogato^^

Straznik2: Ooo wraca Sam! widze ze kogos zlapaes Sam^^

Sam: Taa nasz staly klient! chyba damy mu znizke na wizyty w celi

Zlodziejaszek: ciao!! jak tam zdrowko? a John jak tam dzieci?^^

John: A dobrze^^ jak na razie nie sprawiaja mi klopotow ale juz jeden zsynow chce byc taki jak Ty!^^ No choc zaprowadze Pana do stalego apartamentu:D

Zlodziej: thx John^^ zaltwisz mi jakas wode? zaslo mi w gardle^^

John: da sie zaltwic .. no a teraz posiedz tutaj troche i wypuscimy Cie po 3 godzinach albo pozniej jak bedziesz chcial spac^^

Strznik zamknal zlodiejaszka w celi ktora czesto odwiedzal i sobie urzadzil:D a i straznicy dobrze go znaja wiec zwracaja sie do niego po przyjacielsku^^

I tak nasz zlodziej przespal sie w celi do nastepnego dnia i juz mial wyjsc gdy w najdalszym skrzydle zamka zaczelo sie cos dziac...

Straznik: Marwil!!!! Uciakajcie Marwil sie zbliza!!

Dama dworu: Co?! Marwil the shodow?!

Straznik: Tak! szybko uciekajcie do swojich komnat!!

Marwil: Sima!!! uciakacie przed starym znajomym co przyjechal z wizyta?!

Straznik: Marwil! lepiej odejdz z tad....proszeee...

Marwil:? prosisz mnie zebym odszedl? hmm.. wiesz ale musze wpier cos zalatwic[zeskoczyl z konia , dojol miecza i przebil straznika na wylot]

Straznik: khe[plunol struga krwi i padl niezywy]

Marwil: no dobra teraz czas znalez tego urwisa!

A tym czasem nasi znajomi straznicy kolo celi naszego zlodziejaszka ..otwieraja mu szybko i karza uciekac

Zlodziej: hej!! ide z wami!! przyda sie wam mam szybkie rence i nogi odwroce jego uwage w razie czego!!

John: nie! uciekaj! damy sobie rady jak ostanio! trza tylko sie z nim dogadac i odjedzie...mam nadzieje ze tym razem tez przyjechal potrenowac...

Straznicy szybko wyprowadzili go za brame i sami ruszyli do szkrzydla zamku w ktorym grasowal Marwil..

John: Marwil? czego znowu chcesz?!

Marwil: ja? no soz szukam malego zlodziejaszka..musze z nim pogadac..

John: Nie tu nikogo takiego... wiec odejdz..

Marwil: heh..wiem ze jest..no chyba ze go wypusciliscie... no ale soz dzisiaj widzimy sie ostani raz

John: so? jesli masz na mysali...to Ci tak latwo nie pojdzie!

Sam: John!! uwazaj!!

Marwil znany jako mistrz szermierki i dorywczo magi nie mial sobie rownych w tych stronach..ruszyl z szaraz na Johna .ktory jednak z wielkim trudem ale jednak oparl atak...

John: Nie wygrasz...tak..latwo[ odepchnol mieczem Marwila]

Marwil: zadziwiasz mnie staruszku.. jeszcze umiesz sie poslugiwac mieczem i to calkiem niezle..

zaczeli wlalczyc obaj sa swietnymi szermiezami jednak John juz ma troche lat na karku i nie wytrzymuje tempa ktore narzuca Marwil a temu wszyskiemu przyglada sie nasz zlodziejaszek...

John:hee...juz..nie moge..przegralem[pada na jedno kolan i ciezko oddycha]

Marwil: no widzisz..nie potrzebnie sie zmeczyles mogles od razu grzecznie powiedziec gdzie jest dzieciak...

Sam: zapomniales za ja tez tu jestem!!

I znowu rozpoczela sie walka, walczyli jak rowni ejdnak marwil z czasem zywkiwal coraz wieksza przewage..jednak nikt poza tymi dwoma straznikami w krolestwie nie jest w stanie wlaczyc z Marwilem^^

Marwil: zadziwiajace^^ widze ze pilnie uczyles sie u Johna szermierki.. jednak nadal brak ci doswiadczenia..[jednym gldkim ciosem wybil miecz z reki sama i przystawil mu ostrze do szyji...] No gadaj grzecznie gdzie jest ten zlodziejaszek...albo dorobie ci kolejny otwor do oddychania^^

Sam: wypachaj sie... nie dowiesz sie od nas tego nigdy!

Marwil: no coz..prosilem...[przebil gardlo Sama mieczem na wylot] ale nie chciales po dobroci..wiec soz..bywaj

John: Sam.. Marwil odbilo Ci..jak mogles go zabic.. co teraz..zajbijesz mnie?

Marwil: Tak..jesli mi nie powiesz gdzie jest ten zlodziejaszek..

John...

Zostawmy naszych nowych znajomych i przeniesmy sie do starych:D

Akkido: Jestem wykonczony[walnol sie na sofe] nie pamietam kiedy tak ciezko trenowalem..

Ike: co za trenig nog nie czuje.. niby nic wielkiego ten trening ..a ledwo zyjemy..

Dakki: Juz wole nauki u Rezo..czesto gada o bzdurach i nie na temat..ale mozna sie z niego posamiac..

Zellas:zaraz zasne.. juz na tydzien mam dosc treningu..

Agit: i Jak tam roboaczki? jutro o 5 rano zaczynamy znowu^^ wiec spijcie dobrze!^^

Akkido: ułeeeeee.. za co..[ Akkido ledwo wszedl na gore do swojego pokoju^^]

A tymczasem Death..

Death: HaAAAA!! [rozwalil kolejna gore] hmm.. Arc Brass!! [rozwalil cale pasmo gorskie [:D]

Milvis: coz za nie wyrzyty osobnik.. ciagle by niszczyl to co z trudem zostalo stworzone przez miliony lat...[wykonal polkulitu ruch reka i wszystkie szkody Deatha znikly i bylo tak za nim Death zaczol sie bawic^^]

Death: jak?! jak to zrobiles?!

Milvis: Widzisz prawdzi ma moc nie polega na niszczeniu[wziol do reki zwykly maly kamyk] a na tworzeniu[z reki wywrynol maly motyl^^]

Death: Napewno nie przyszedles prawic mi tu moralow.. i czuje ze mowa tak milym tenem sprawia Ci trudnosc..

Milvis: coz za prostactwo.. masz gosci i nawet sie nie przywitales i nie zapytales sie o imie. ale coz takacy sa wszyscy mlodzi nie zwazaja na to co jest wazne[ w miejscu dotychczasowej pustyni po spojrzeniu Milvisa pojawila sie bojna laka z kwiatami^^]

Death:hmm.... FireBall!![wycelowal w lake..by ja spalic]

Milvis: na nic Ci sie zda twoja moc niszczenia ktora jest bezsilna w wlace z sila tworzenia...

Fireball uderzyl w lake tworzac wielkia kule ognia..i jak zapewne myslicie po lace nic nie zostalo..jednak nawet jedno zdzlbo trway nie zostalo zniszczone^^

Death: Jak?! nie wierze ze jakas laka oparla sie mojej magi?! Ty miales z tym cos wspolnego! gadaj co zrobiles!

Milvis: uspokoj sie![nie wykonujac zadnego gestu jedynie podnaszac glos wzmiecil poterzny wiatr ktory zdmuchnol deatha niczym domek z kart] naucz sie szacunku dla tych ktorzy Cie odwiedzaja!

Death: Czego odemnie chcesz...

Milvis:niczego szczegolnego przyszlem zobaczy jaka masz moc..i musze przyznac rozczarowalm sie..wiec bywaj!

Death: mam nadzieje ze nie predo sie z nim zobacze ponownie...

Przenosimy sie do Raia ktory trenowal z Akkido szermierke i odwiedzil ich wielki gosc^^

Rayyken: HEJ! ktory z was to Akkido?

Akkido: Ja? a co goro miesni? fikasz?

Rayyken: No to dawaj karzelku.. pokarz co potrafisz!!

Akkido: hymph! skonczysz jak inni napakowani![z cala sila ruszyl na Rayykena z mieczem w rece i zadal mu cios z obrotu]

Rayyken: dobrawdy zalosne...[Rayyken zatrzymal ostrze miecza reka niczym byl to zwykly cios noga lub reka]i zwa Cie najelpszym szermiezem..hymph[wyrzucil Akkido do gory razem z mieczem jak by byl poirkiem]

Akkido: AAAAAAAAAA!! cholera!! ale on jest silny!!

Rai: Te! a moze ze mna? nazywam sie Rai! i potrafie zalezc takim jak ty za skore!!

Rayyken: Rai...hmm.. nie bede z toba walczyc bo nie moge.. zegnajcie.. jeszcze sie spotkamy[ tym razem mowil spokojnie i chicho i znikl^^]

Akkido: nawail? heh..pewnie sprawdzal nasz sile..a ja test oblalem...ułeeeeeeeeeeeee!! gora miesni mnie pokonala!!!


Tak konczy sie 14 czesc Milvis i Rayyken byli na rozeznaniu..i sie bardzo zawidli na naszych znajomych^^ do nastepnej czesci...jesli macie jeszcze checi:D


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.15316100 1276787882
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!