Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Miya-chan
Slayers - Droga Niepokoju
rozdział #14
 
Treść fanfika..
Slayers - Droga Niepokoju

Połowa tej drogi już za mną... i za nimi...

Odcinek 14 - SZOWINIŚCI? ZNÓW PRZESZKODA W DRODZE DO CELU!

- Że też komuś chciało się tu zamieszkać - mruknęła Lina zanim weszli do wioski. Była cicha i malutka na tle posępnych i majestatycznych gór Ordlen. Poza tym nie było tam nic niezwykłego.
- Trzebaby się porządnie najeść, bo ta Wyrocznia jest ponoć gdzieś wysoko - zdecydowała Lina.
- Ej! - zaczepiła przechodzącego w pobliżu młodzieńca - Jakie specyjały tu podają?
Chłopak zmierzył ją spojrzeniem od stóp do głów.
- Eee... Je... jesteś kobietą? - wyjąkał wreszcie. W czarodziejce aż się zagotowało.
- CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ TY DRANIU NIEDOSTRZEGAJĄCY KOBIECEGO WDZIĘKU?!?!? - wybuchnęła - JA CI ZARAZ POKAŻĘ!!!!!!!!!!
- AAAAAAAAA!!!!!!!! - zareagował i tyle go widzieli.
- Panno Lino, chyba była pani zbyt impulsywna - powiedziała z dezaprobatą Amelia - Może ja się tym zajmę - i ze słodkim uśmiechem wkroczyła do akcji.
- Przepraszam pana... - zwróciła się do starszego mężczyzny stojącego przy gospodzie.
- AAAAAAAAAA!!!!!!! - wrzasnął przeraźliwie, zbladł i zemdlał.
- Co jest, Amelii też się boją? - zdumiał się Zelgadis. Podszedł do gospody, a raczej do saloonu ;P zachwalającego świetne napitki, dobrą rozrywkę i uroczą obsługę - tyle że to ostatnie ktoś przekreślił i napisał "Samoobsługa". Zdecydowanie pchnął drzwi i wszedł do środka razem z Gourrym. Już mieli zamówić sobie coś mocnego na spróbowanie ;P ale za nimi weszły dziewczyny i w saloonie nagle zapanował niesamowity popłoch. Wszyscy którzy tam siedzieli (a było ich ze trzydziestu) w mgnieniu oka skryli się za barem.
- Ej, co wam? Boicie się czegoś??? W tej wiosce też straszy? - zaniepokoił się Gourry.
Ściśnięci jak sardynki mężczyźni chwilę się naradzali, w końcu siłą wypchnęli najodważniejszego, który uchwycił się baru niczym jedynego punktu oparcia.
- P... panowie - wybełkotał - M-my wszystko p-powiemy, t-tylko z-zabierzcie je s-stąd!! - Gourry i Zel ze zdziwieniem dostrzegli że wskazywał palcem na dziewczęta.
- Dobra, Lina i Amelia wypad! - Zelgadis przejął kontrolę nad sytuacją.
- A ty co się zgrywasz na macho? - Lina spojrzała na niego spode łba - Chcesz oberwać?
Na te słowa tłum za barem zadygotał.
- Chyba nie chcesz mieć kłopotów? - syknął Zel - Jak stąd wyjdziemy, wszystko wam opowiemy - i bezpardonowo wystawił Linę i Amelię za drzwi. Dopiero wtedy wystraszona gromadka zdecydowała się wyściubić nosy.
- No to może wreszcie ktoś wyjaśni o co tu chodzi? - spytał zdezorientowany Gourry.
- Ech... To nasza udręka od prawie pół roku - zabrał głos najodważniejszy, którego zwali Wayne Jones - Czujemy wielki lęk przed kobietami... Żonami, siostrami, matkami, wszystkimi!
- A myślałem że tylko Lina i teściowe są takie straszne - Gourry zrobił baranią minę.
- Ten lęk jest tak straszliwy, że nie mogliśmy ich widzieć na oczy - kontynuował ich rozmówca - I od tamtej pory mieszkają po drugiej stronie góry. A my tu żyjemy w udręce! Musimy sami gotować, prać aż raz na miesiąc, sprzątać raz na dwa miesiące... - omal się nie rozbeczał - Ech, przecież chłopaki nie płaczą - pociągnął nosem - Ale nie możemy sprowadzić kobiet z powrotem, bo nasze życie stanie się koszmarem... Gorszym niż jest obecnie - westchnął.
- No cóż, postaramy się trzymać nasze towarzyszki z dala od was dopóki nie ruszymy dalej - zapewnił Zel - Dostaniemy coś na wynos?
Wyszli z saloonu obładowani prowiantem. Znaleźli Linę i Amelię siedzące smętnie w grocie i narzekające że muszą się ukrywać jak jakieś poszukiwane męty. Powiedzieli im co i jak.
- One nic im nie zrobiły... Ten lęk przyszedł bez powodu - odezwał się Zel gdy Lina zmęczyła się już wygadywaniem na wszystkich mężczyzn świata - Nie uważacie że to dosyć dziwne?
- Sugeruje pan że są pod wpływem jakiejś klątwy? - spytała Amelia - Biedacy!
- A czemu? - zdziwił się Gourry.
*************GLEBA*************
- Jak to czemu?!? - wykrzyknęła Amelcia - - To przecież okropne samo z siebie!
- Moment, moment - przerwała Lina - Czy mi się wydaje czy zamierzacie się w to wplątywać i im pomagać??? Zdajecie sobie sprawę że to kompletna głupota?
- A co, boisz się że za mało zapłacą? - spytał sucho Zel.
- Dowcipniś się znalazł - warknęła czarodziejka - Sam powiedz, mamy czas? Thane szuka Wszechwidzącego Oka, tak?
- No... tak.
- I ostatni raz widziano go w Ordlen, TAK???
- Sugeruje pani że on też kieruje się do Wyroczni? - przestraszyła się Amelia.
- Daj spokój, gdyby chciał, już dawno by tam był - rzekł Zelgadis cierpko.
- Nie, jeśli wie, że my też tam zmierzamy - odpowiedziała Lina - Mógłby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu... Jestem pewna że wie, nie zdziwiłabym się gdyby Xella-Medina mu powiedziała, pracuje przecież dla niego. Tak nagle zniknęła wtedy w Ordlen... Uciekła?
- Pan Xellos też się nie pokazuje - zamyśliła się księżniczka - Czy to oznacza że coś się święci?
- Zaraz! - Gourry nagle klasnął w ręce - Skoro Thane i tak na nas poczeka to czemu nie moglibyśmy pomóc tym gostkom jak już tu jesteśmy?
- A znasz sposób na zdjęcie tej klątwy, panie Błyskotliwy? - Lina uśmiechnęła się kwaśno.
- No pewnie! - blondas popatrzył na nią jak na nieuświadomione dziecię - Potrawka z oczu ryby, języka syreny, pazurów gryfa i włosów hdyr... hrydy... No tego czegoś co ma dziewięć łbów a po odcięciu jednego wyrastają dwa następne! - dokończył, bardzo z siebie dumny.
Lina spojrzała na przyjaciela zszokowana.
- G...Gourry... - wyjąkała - Skąd znasz formułę zapisaną w najpilniej strzeżonej Księdze Wiedzy Tajemnej, którą treścią przerasta tylko Wszechbiblia, i której nie może otworzyć, ba, nawet dotknąć nikt kto nie posiada magicznych zdolności?? (thx za ten przepisik, Alirciu! - dop. JA)
- Eeee... zapomniałem - oznajmił - A ty skąd znasz?
- Mniejsza z tym - westchnęła - Gdy już znajdziesz syrenę, gryfa i hydrę, zgłoś się do mnie, OK?
- To była ironia, tak? - domyślił się.
- No to co zrobimy? - spytała Amelia - Jakiś sposób przecież musi być!
- No dobra - powiedział Zel - Gourry, wracamy do wioski!
- Ej, a my mamy się tu znowu nudzić? - sprzeciwiła się Lina.
- Za tą górą mieszkają kobiety - przypomniała chimerka - Możecie z nimi poplotkować, podczas gdy my przepytamy mężczyzn.
- Solidarność plemników - prychnęła Lina, która wyraźnie nie zapomniała jeszcze Honeymoon.
Od odchodzących chłopaków dobiegło ją jeszcze: "Zeeel, co to jest solidarność???"
Na drodze pod saloonem stał Wayne, a naprzeciwko niego chudy drągal z gwiazdą przypiętą do piersi. Ręce obu błądziły w okolicach pasów z rewolwerami.
- Jak nie pójdziesz to cię aresztuję! - zawołał chudy.
- Jak mnie aresztujesz to nie pójdę! - odpalił Wayne - Poza tym kajdanek nie masz, baby zabrały.
- Co się tu wyprawia? - spytał Gourry przechodniów.
- Debatują kto pójdzie za górę żeby sprawdzić czy strach dalej trwa - usłyszał odpowiedź.
- Jak nie pójdziesz to strzelam! - zagroził tym razem Wayne.
- Jak mnie zastrzelisz to nie pójdę! - odkrzyknął chudy - Poza tym zeza masz, nie trafisz.
- Trafię akurat w doniczkę z pelargonią na twoim parapecie - Wayne uśmiechnął się perfidnie.
- Nieee, tylko nie moja pelargonia!!! T_T - rozbeczał się chudy.
- Widzicie, nie ma kobiet, nie ma kto płakać - skomentował któryś z gapiów.
- A właściwie od kiedy dręczy was ten lęk? - wtrącił się Zel - Bo chyba nie wziął się znikąd?
- No, w sumie... - zaczął zapytany przechodzień - Na górze, która oddziela nas od kobiet, mieszka mag, taki trochę dziwak i samotnik. I raz zszedł do naszej wioski żeby przywitać znajomą czarodziejkę przybyłą do niego z wizytą. Czarodziejka zatrzymała się tu, ale strasznie na nas wygadywała... choć nie mamy pojęcia dlaczego. Trzy dni później wyjechała, a czwartego dnia dopadł nas ten lęk - zakończył płaczliwie.
- No to chyba mamy wyjaśnienie - stwierdził Zel triumfalnie.
- Wyjaśnienie czego??? - nie zrozumiał Gourry.
- PÓJDZIESZ ALBO UMRZESZ W BUTACH!!! - chudy chyba tracił cierpliwość.
- Wolę tu umrzeć w butach niż tam z nich wyskoczyć ze strachu! - oświadczył Wayne - Poza tym mnie nie zastrzelisz, za miękki jesteś!
- Trzeba pójść do tego maga i wyciągnąć od niego informację jak znaleźć czarodziejkę, która rzuciła klątwę - powiedział Zelgadis - Może zgodzi się ją zdjąć...
- A Lina nie będzie się wściekać że marnujemy czas? - spytał Gourry.
- Najwyżej że jesteśmy szowiniści - westchnął Zel - Ale to chyba przeżyjemy...
Spodziewali się ciężkiej wspinaczki, tymczasem znaleźli schody. Co prawda wysokie. strome i śliskie, ale jednak schody. Zasuwali nimi przez gadzinkę, aż dotarli do obitych skórą drzwi z tabliczką "Dheogild Mag - proszę dzwonić". Zelgadis nacisnął dzwonek, rozległo się coś w rodzaju ćwierkania kanarka i drzwi się otworzyły. Przyjęła ich śliczna dziewczyna o nieco kanciastych ruchach - nic dziwnego, była cała z kamienia. Zaprowadziła ich do jasnej sali, w której czekał czarodziej. Miał długie włosy, bladą pociągłą twarz i nieco senne oczy, a na jego głowie kiwał się typowy kapelusz czarodzieja - granatowy w gwiazdki.
- Jak dawno nie miałem tu gości! - klasnął radośnie w dłonie - Lysso, możesz przynieść posiłek? - zwrócił się do kamiennej dziewczyny - Powinien być w kuchni, o ile coś go jeszcze nie zjadło... No więc co was tu sprowadza? - spytał gdy zasiedli przy stole (oprócz Gourry'ego, który wyglądał przez okno podziwiając widoki).
- Sprowadza nas nieszczęście mieszkańców wioski poniżej - odparł Zel - Zostali dotknięci klątwą.
- Ach, ta klątwa... - Dheogild uśmiechnął się ze zrozumieniem - Chcecie mi pogratulować, czy może wiedzeni męską solidarnością uważacie że mają już dość?
- Co masz na myśli? - zainteresowała się chimerka.
- Że ci brutale zasłużyli na tę maleńką karę, którą im zafundowałem - odrzekł Dheogild.
- Ty... TY rzuciłeś tę klątwę??? Ależ...
- Oczywiście że ja! - wykrzyknął mag podniośle - Przecież nie mogłem patrzeć jak ci MĘSCY SZOWINIŚCI traktują płeć piękną!! Zmuszają ją do wiecznego sprzątania, prania, gotowania!!!
**************GLEBA*************
- Miarka się przebrała gdy usłyszałem relację mojej znajomej, która mnie tu odwiedziła - mówił dalej czarodziej - Powiedzieli jej że SAMA ma posłać swoje łóżko!!! Gdzie jest sprawiedliwość???
- Tego jeszcze brakowało - jęknął Zel - Maga o feministycznych zapędach...
W tym momencie weszła wyrzeźbiona dziewczyna niosąca tacę z jedzeniem.
- A JEJ każesz przygotowywać posiłek! Czy to nie jest to samo?
- Eee... Nie - Dheogild jakby się zmieszał - Lyssa jest tylko posągiem i nie ma uczuć. Ma tylko dostarczać wrażeń estetycznych... - umilkł, widząc że Zelgadisa jakoś to nie przekonało.
- Zdaje się że nie chcecie dojść do porozumienia - stwierdził zimnym tonem - Opuścicie mój dom, czy zamierzacie dalej bronić swych wątpliwych argumentów?
Zelgadis wzmógł czujność, widząc że zanosi się na pojedynek. Czarodziej emanował mocą, wyglądało na to że może być groźnym przeciwnikiem... W co oni się wpakowali?
- Ale chyba musicie chwilkę poczekać - przerwał im Gourry, wciąż wyglądając przez okno - Bo zmierzają tu następni goście - Zel nie rozumiał dlaczego Gourry tak się szczerzy mówiąc to. Ale szybko zrozumiał. Bo kilka sekund później do komnaty wpadła gromada kobiet o bojowych minach. Baaardzo bojowych.
- Witam, drogie panie, wi... - zaczął Dheogild.
- TY! - przerwała mu kobieta stojąca na czele drogich pań i dzierżąca spory wałek do ciasta - To przez ciebie trwa to całe zamieszanie!!!
- To wszystko dla dobra szanownych pań...
- CISZA!!! Pozbawiłeś nas prawdziwego życia!!! Co ty sobie myślisz, że samowystarczalne jesteśmy??? - zamachała wałkiem - Że nie potrzebujemy miłości? I zarobków?
Reszta pań zaczęła wydawać groźne okrzyki. Dheogild był poważnie przestraszony.
- Jak nie zdejmiesz tej klątwy, młokosie - wykrzyknęła jakaś babcia potrząsając swoją laską - to dostaniesz przez łeb!!!
- Pses łep! - zawtórowała jej malutka dziewuszka z garnkiem na głowie i misiem pod pachą.
Zrezygnowany mag osunął się na krzesło.
- Moje idee diabli wzięli - westchnął - A do teraz wydawało mi się że rozumiem kobiety...
Zelgadis spojrzał na stojące w drzwiach Linę i Amelię, i ze słabym uśmiechem pokręcił głową. Z triumfem uniosły do góry kciuki.
Płeć żeńska powróciła do domów i rozpoczęła gruntowne porządki - komenderowaniu i narzekaniom na nieład w wiosce nie było końca, ale mężczyźni z rozmaślonymi minami mówili tylko "Tak, kochanie" i obiecywali posprzątać. Panie jednak wolały zrobić wszystko same. "Żeby mieć pewność że wszystko jest jak należy", powiedziały.
Lina spytała jeszcze jedną z kobiet o górę na której znajduje się Wyrocznia.
- Jest o co pytać! - kobieta parsknęła śmiechem i wskazała palcem - Toć nie da się jej przegapić!
Przyjaciele spojrzeli w kierunku, który pokazała i zrzedły im miny. Faktycznie, trudno byłoby tej góry nie zauważyć... I może właśnie NIE CHCIELI brać jej pod uwagę.

CDN

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.35325000 1276787339
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!