Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Mai-chan
Flame
rozdział #16
 
Treść fanfika..
Rozdział ten powstawał strasznie dużo czasu, z wielu powodów. Głównie z powdu braku czasu i natchnienia. Pisałam go coś koło półtora miesiąca! Jest przy tym najdłuższym rozdziałem, jaki kiedykolwiek napisałam. Ma cztery i pół strony. Jest trochę sadystyczny, co mnie bardzo cieszy. I tu się wyjaśnia, czym jest tajemnicza niebieska plamka. A raczej - na czym polega klątwa Cedrika. Chociaż i tak nie do końca. Ach, ale ja jestem perfidna.


Rozdział 16
Przyjęcie z niespodzianką


Lina i Gourry zmierzali pospiesznie w stronę Seyruun. Czarodziejka bała się, że dotrą zbyt późno, by ostrzec Amelię przed klątwą Cedrika. Ale Amelia już o niej wiedziała. Zrozumiała już sens ostatnich słów demona. Księżniczka została obarczona klątwą. Dość perfidną. Amelia zmieniała się. Każdego dnia zmiany były coraz bardziej widoczne, a przy każdym użyciu magii proces przyspieszał. Klątwa ją zżerała. Amelia musiała już odłożyć do szafy ulubioną bluzkę z krótkim rękawem. Zmiany widoczne były prawie na całym jej ciele. Długo nie mogła zdecydować się na rozmowę z kimś. Trudno przyznać się do bycia pod wpływem klątwy. To tak jak z niektórymi chorobami. W końcu Ama postanowiła porozmawiać z Filią. Miała nadzieję, że tym razem nie będzie tam Xellosa.
Amelia tym razem miała szczęście. Filia była sama i miała bardzo dobry humor. Vaal bawił się klockami w salonie. Smoczyca postawiła przed dziewczyną filiżankę z herbatą.
- No dobrze Amelio. Od razu widzę, że coś nie gra. Mów.
- Rety... Przejrzałaś mnie na wylot. Mam problem.
- To już wiemy. Coś dokładniej?
- Pamiętasz... A zresztą, co ci będę tłumaczyć?! Spójrz.
Amelia podciągnęła rękaw bluzki pokazując Filii zmiany na skórze. Smoczyca zaniemówiła i zbladła.
- To... To jest...
- Klątwa. Klątwa Cedrika Flame'a. To postępuje. Pytanie: co mam zrobić?
- Jasna cholera... Nie mam pojęcia! Przecież to jest...
- Identyczne jak u niego. Wiem. Ale jest trochę inaczej. Czasem mam wrażenie, że zmienia się też coś w moim sercu. Zmienia się nie tylko mój wygląd. JA się zmieniam. Proces przyspiesza, gdy używam magii. Potrzebuję rady.
- Czy mówiłaś o tym komuś poza mną?
- Nie. Jesteś pierwsza.
- Czuję się zaszczycona. Tylko że zupełnie nie mam pojęcia, co z tym zrobić. Może Xe... - Filia przerwała w pół słowa, ale Amelia w lot pojęła co chciała powiedzieć.
- Właśnie! - wykrzyknęła. - Xellos!! Coś się on za często wokół ciebie kręci! Na dodatek wydaje ci się to nie przeszkadzać. Gadaj, co tu się dzieje?!
- T... To tajemnica! - wykrzyknęła zaczerwieniona smoczyca. Ama już zupełnie zapomniała o swoim problemie.
- GADAJ!! Jak na spowiedzi! No już! Nawijaj, albo fireball!
- Za długo przebywasz z Liną...
- MÓW!!!
- Ech... Nie wymigam się. Od czego tu zacząć?
- Najlepiej od początku.
- Wszystko zaczęło się rok temu. Xellos miał dziwny zwyczaj wpadania do mnie na herbatę. Wiesz jaki on jest... Na początku mnie to denerwowało, ale potem... A gdy się tu wprowadziłam zrozumiałam wszystko. - Filię ogarnęły wspomnienia...

Stała przy oknie i rozmyślała. Był wczesny wieczór, a na niebie pojawiały się gwiazdy. Lubiła patrzeć w gwiazdy. Czasem szukała tam odpowiedzi na pytania, które ją dręczyły. Czasem w gwiazdach formowała się wróżba. Dziś szukała odpowiedzi tylko na jedno pytanie. Gdy zdołała ją odczytać, nie mogła uwierzyć. Odpowiedź brzmiała: "Tak". Myśli kłębiły się w jej głowie, a ona nie była w stanie ich uporządkować. Bo czy to mogła być prawda? Gwiazdy sądziły, że tak. Ale to było tak nieprawdopodobne... Nagle usłyszała jego głos.
- Co tam Fi? Jak się żyje?
- Znośnie Namagomi. Co tym razem?
- Masz herbatkę? Napiłbym się.
- Mam. Czy ty się ode mnie nigdy nie odczepisz?
- Nigdy. ^_^
- Dlaczego ty mnie tak denerwujesz?
- Bo bardzo ładnie wyglądasz, kiedy się złościsz. - Zaczerwieniła się. Zauważył to. - A jak się rumienisz, to wyglądasz jeszcze ładniej. ^_^
- Któregoś dnia cię zabiję. - załamała się Filia. Nagle poczuła, że ktoś ją ciągnie za sukienkę. Był to Vaal. Uśmiechnęła się. - Co się stało słoneczko?
- Ś-loś.
- Co? - Jej zdziwienie nie miało granic.
- Sieloś.
- O bogowie! Niemożliwe. Absolutnie niemożliwe.
- A jednak. - dodał Xellos.
- On... powiedział... twoje... imię. - dukała Filia.
- Ano tak. Wprawdzie trochę niewyraźnie, ale i tak jest niezły.
- To... jest...
- Fakt, Fi. To jest fakt.
- Sieloś!
- Co mały? Lubisz mnie?
- Da!
- Lubi mnie! ON MNIE LUBI!!! - Xellos cieszył się jak dziecko. - FILIA, ON MNIE LUBI!!!!!
- Na to wygląda. Oj Xellos, Xellos...Aleś ty dziwny.
- Już nie Namagomi?
- Na razie. Jak mnie wkurzysz...
- To...?
- TO CIĘ ZABIJĘ!!!
- Dobra, dobra... Już będę grzeczny.
- Rety... I kto by pomyślał, że ja... - zacięła się.
- Że co?
- Nieważne! - zaczerwieniła się. - Co cię to obchodzi?
- Jestem ciekawski. A poza tym uwielbiam cię denerwować. No powiedz, co ty?
- Ugryź się! Nie powiem!
- Powiesz, powiesz... - chwycił ją za rękę i otworzył szeroko oczy. Szarpnęła się, jednak był zbyt silny.
- Odwal się Namagomi! Przecież powiedziałam wyraźnie, że ci nie powiem! T... To tajemnica!
- To moja kwestia. No powiedz! Proszę! Prooooszę! - dreszcz przebiegł jej po plecach.
- P... powiedziałam, że nie!
- Ładnie proszę.
- Nie.
- Bo zacznę brzydko prosić.
- Nie! - popchnął ją na fotel i zbliżył na odległość, którą zwykło się nazywać "niebezpieczną". Wpatrywał się w jej oczy.
- Brzydko proszę.
- Ja... ja...
- No proszę, zaczynamy być bardziej skłonni do zwierzeń?
- Nie! Xellos, ja...! Ja...
Nawet nie zauważyła, jak jego usta zbliżyły się do jej warg. Chwile później połączył ich pocałunek.
- Ja cię kocham Xellosie.
- No proszę, nie sądziłem, że doczekam tych słów. Też cię kocham Fi. Bardzo. - pocałowali się jeszcze raz, długo i namiętnie.
- Mmm... No może nie jest to coś, co się śni po nocach... ale mamy dużo czasu, żeby nad tym popracować. Nieprawdaż, Xellosie?
- Jak najbardziej, moja Fi.
- Sieloś!!!

Amelia siedziała z rozdziawionymi ustami i nie była w stanie wykrzesać z siebie żadnego sensownego komentarza. To, co usłyszała, było najdziwniejszą rzeczą z jaką się zetknęła od co najmniej dwóch lat. To biło wszystko na głowę. Filia spojrzała na zdumioną Amę z uśmiechem.
- Innymi słowy zakochałam się w Xellosie. ^_^

Amelia westchnęła ciężko. Wizyta u Filii nie pomogła jej w żaden sposób. Przyniosła tylko jeszcze więcej zagadek i smutne wspomnienie. Nawet Filia i Xellos potrafili się zejść. A ona...? Zelgadis odszedł, klątwa postępowała, a ona nie miała pojęcia co z tym zrobić. Bo i cóż miała zrobić? Po raz kolejny spojrzała na swoją zmienioną rękę. Zmiany dochodziły już do dłoni. Nagle usłyszała skrzypnięcie drzwi. Zasłoniła szybko rękę. Do komnaty wszedł książę Philionel.
- Co się stało ojcze? - spytała cicho dziewczyna.
- Właśnie sam chciałem cię o to spytać. Jesteś ostatnio jakaś taka... smutna.
- Tak. Dobrze powiedziane. Smutna.
- Czy mogę ci jakoś pomóc?
- Nie. Nie możesz.
- Aha... Ale...
- Wybacz ojcze, ale wolałabym zostać sama. Potrzebuję spokoju.
- Rozumiem... Ale... No dobrze, to ja już pójdę... Przygotuj się do przyjęcia, dobrze? W końcu dziś twoje urodziny.
Urodziny! Prawie o nich zapomniała. Próba rozwiązania problemu klątwy zupełnie zaprzątnęła jej myśli. Westchnęła. Urodziny oznaczały przyjęcie, na którym musiała być. Wolała nie iść na nie, ale co to za przyjęcie urodzinowe bez jubilatki? Spojrzała w lustro. Zmiany pojawiły się już na szyi. A to oznaczało, że Amelia musiała teraz znaleźć odpowiednią suknię. Nie mogła jeszcze ujawnić klątwy. Nie była na to gotowa.

Zbliżał się wieczór. Goście już się zbierali w wielkiej sali balowej. Dziwili się, że jeszcze nie ma księżniczki Amelii. Zwykle wręcz nie można było się jej pozbyć. Na wszystkich balach wszędzie jej było pełno. A dziś? Ku zdumieniu większości gości jeszcze jej nie było. Dziwne, doprawdy... Księżniczka pojawiła się dopiero po pierwszym tańcu. Wyglądała dość dziwnie. I nie chodziło tu o tą długą suknię, której nigdy nie wkładała. Nie chodziło tu o małą ilość biżuterii. Było coś takiego w jej oczach, co sprawiało, że wyglądała inaczej niż zwykle. Smutek? Możliwe. Z pewnością nie było w niej tego zwykłego entuzjazmu. Przyjęcie było dość schematyczne: tańce, przemówienie, prezenty, szwedzki stół. Amelia stała przy stole i sączyła wino. Z uśmiechem spojrzała na prezenty od Liny i Gourry'ego. Zostawili je razem z życzeniami jeszcze przed swoim odejściem. Dostała od przyjaciół prześliczne drobiazgi: notes i pióro od Liny, pluszowego misia (!) od Gourry'ego, od Filii szalik robiony na drutach i mały amulet chroniący przed czarną magią od Xellosa. Drobiazgi. Ale kryły w sobie tyle ciepła, tyle serca... Amelia ze smutkiem spojrzała na ostatni prezent. Posłaniec dostarczył go w ostatniej chwili, tuż przed przyjęciem. Prezent od niego. Westchnęła. "Jestem głupia! Boję się otworzyć prezent od człowieka, którego kocham. To naprawdę trzeba być kretynką." Pociągnęła za wstążkę, która rozsupłała się prawie natychmiast. Odwinęła ozdobny papier. Otworzyła pudełko. W środku było mnóstwo... karmelków! Zdziwienie dziewczyny nie miało granic. Pogrzebała w karmelkach i wyciągnęła książkę. Jej tytuł brzmiał: "Bohaterowie i herosi naszych czasów". Amelię trochę zbiło z tropu. "Więc jednak ciągle uważasz mnie za małą dziewczynkę?" Przez chwilę przeglądała książkę. Między kartkami znalazła list. Nagle poczuła, że serce bije jej szybciej.

Amelko
Tęsknie za tobą niesamowicie. Lekarstwa ciągle nie znalazłem, ale chyba jestem na dobrym tropie. Mam nadzieję, że już wkrótce będę przy tobie. A żebyś się nie smuciła za bardzo, posyłam ci stos karmelków! Chcę, żeby ci było tak dobrze, jakbyś cały czas jadła twojego ulubionego karmelka. Trzymaj się cieplutko i nie uschnij mi tam z tęsknoty.
Zelgadis.

Amelia czytała list kilkukrotnie. Był trochę dziwny... "O! Jest jeszcze post scriptum!"

P.S. Tylko uważaj, bo na niektórych karmelkach możesz sobie zęby połamać.

"O co mu chodzi? Jakaś aluzja?" Amelia pogrzebała jeszcze w karmelkach. Nagle jej dłoń natrafiła na coś, co z pewnością karmelkiem nie było. Wyciągnęła małe, śliczne pudełeczko. Z bijącym sercem otworzyła je. Głośne "ach!" wyrwało się z jej ust, gdy zobaczyła zawartość pudełeczka. Niewiadomo skąd pojawił się jej ojciec, zaglądając jej przez ramię. Również Xellos podszedł do dziewczyny ciągnąc za sobą Filię. Zasypali ją gradem pytań.
- Co tam masz, Amelio? Od kogo? Podoba ci się?
Amelia nic nie odpowiedziała. Patrzyła tylko na przepiękny złoty pierścionek, który teraz lśnił na jej palcu. Od niego. I te słowa na wieczku pudełka... "Kocham cię i zawsze będę cię kochać. Na zawsze twój - Zelgadis." Śmiech. Radość wręcz nieopisana. Łzy szczęścia.
- Dziękuję kochany! Dziękuję!

Prezent od Zelgadisa zdecydowanie poprawił Amelii nastrój. Niespodziewanie poczuła jakby on był blisko niej. A to ulotne uczucie wystarczyło by napełnić dziewczynę zwykłym dla niej entuzjazmem. Wszystko nagle wydawało się takie radosne. No i te pyszne karmelki! Amelia uśmiechnęła się do siebie. Na te kilka chwil zapomniała o klątwie. Xellos poprosił ją do tańca. Nie domyślała się, że to się szybko skończy. Klątwa nie dała o sobie zapomnieć.

Muzyka gra. Szybka, dynamiczna piosenka. Dziewczyna wiruje w tańcu. Cudowne! Cudowne! Barwny zmieniają się przed oczami... Radość. Szczęście. Złoty pierścień lśniący na palcu. Wspomnienie ich pierwszego wspólnego tańca. To nie był wielki bal, taki jak teraz, nie było ogromnej sali. Był tylko mały pokój w gospodzie i muzyka płynąca z sąsiedniego pokoju, który zajmowała grupa muzyków. On przyszedł wtedy do jej pokoju. Dali się ponieść nastrojowi. Odbijany! Xellos przekazuje ją jakiemuś mężczyźnie, a sam porwał Filię do tańca. Niczym na karuzeli dziewczyna wiruje wśród ludzi. Wciągają ją w "węża". Śmieje się. Szaleństwo! Radosne szaleństwo! Krew buzuje w żyłach. Serce wali jak oszalałe. Policzki zaczerwienione od gorąca. Co za radość! Co za radość! Śmieje się pijana tańcem. Muzyka cichnie, piosenka się kończy. Emocje opadają powoli. Serce zwalnia rytm. Mężczyzna, z którym tańczyła, ukłonił się elegancko, a ona w odpowiedzi dygnęła z gracją. Amelia nalała sobie wina do kieliszka i wyszła na taras by ochłonąć. Tysiące gwiazd migotało na nocnym niebie. Nagle wszystko wydało się takie proste. Dziewczyna zupełnie zapomniała o swoich problemach. Te jednak szybko dały o sobie znać. Nagle, niewiadomo skąd, niebo przeciął piorun. Amelia krzyknęła. Kieliszek wypadł jej z dłoni. Wino popłynęło po posadzce wśród odłamków szkła. Kolejna błyskawica uderzyła w ziemię. W pałacowe ogrody! W miejscu, gdzie spadł piorun Amelia dostrzegła zarysy ludzkiej sylwetki. Momentalnie poznała tą postać. Mężczyzna spojrzał na nią i uśmiechnął się bezczelnie. Dziewczyna mimowolnie dotknęła blizny na szyi. Przez zaciśnięte gardło zdołała tylko wypowiedzieć imię postaci: "Dion..." Nim zdążyła zareagować, demon podleciał do poręczy.
- No i co moja mała księżniczko? Ile to latek kończymy? Sześć?
- Szesnaście! - krzyknęła Amelia rzucając Fireball'a. Dion uniknął go bez trudu.
- Ojej, nie denerwuj się księżniczko. Poza tym lepiej nie używaj magii... bo wyda się twój mały sekret. A tego byś nie chciała, co? - dziewczyna uśmiechnęła się ironicznie.
- Czego chcesz dupku?
- Księżniczce nie wypada używać takich wyrazów! - wciąż lewitując, demon oparł się o barierkę.
- Przestań chrzanić od rzeczy i powiedzże o co ci chodzi!!
- Nudzę się. Postanowiłem się zabawić. Zabiłaś lorda Flame'a więc chcę ci się odwdzięczyć.
- Innymi słowy chcesz zepsuć mi przyjęcie urodzinowe.
- Ano tak. ^____^
Zaklęcie minęło Amelię o centymetry. Dziewczyna chciała rzucić jakieś zaklęcie, jednak przypomniała sobie o klątwie i zmianach na skórze. Uniknęła lodowej strzały, jednak następne zaklęcie... Silny Balus Rod trafił dziewczynę. Odrzuciło ją na sporą odległość. Amelia wpadła na szklane drzwi prowadzące na taras. Szyba rozprysła się na drobne kawałki, wbijając się i rozcinając jej skórę. Upadła na ziemię jeszcze bardziej haratając sobie plecy. Krzyknęła głośno z bólu. Zobaczyła nad sobą zatroskaną twarz jakiegoś mężczyzny.
- Co się stało panienko?
- Nie pytaj, tylko pomóż mi wstać. Szybko!
Amelia z trudem podniosła się na nogi. Rozejrzała się po twarzach gości. Patrzyli głównie na zakrwawione plecy dziewczyny.
- Proszę o opuszczenie sali wszystkich gości, z wyjątkiem tych, którzy władają magią. Szybko.
- Za późno, księżniczko.
Fireball nikogo nie trafił, ale wywołał panikę. Jakaś kobieta zemdlała, gdzieś z daleka Amelia usłyszała głos swego ojca. Dion nie patyczkował się. Rzucał zaklęcia, jakby od niechcenia. Amelia nie wiedziała co zrobić. Użyć magii i ujawnić klątwę czy usiłować jakoś sobie poradzić? Nie... Druga możliwość była wykluczona. To by narażało wszystkich ludzi w zamku.
- A więc mam tylko jedną możliwość. O to ci chodziło, Dion?
- Jak najbardziej.
- A więc dobrze. Jestem gotowa.
Dion rzucił Burst Rondo. Amelia rozpostarła barierę. Nie zważała już na to, że skóra na dłoni staje się błękitna. Po chwili rzuciła Dam Brass. Nie zważała na to, że na jej twarzy pojawiają się drobne, brązowe kamienie. Zaklęcie zraniło Diona, ale słabo. Jednak Dion już się poddał.
- Moje zadanie wykonane, księżniczko. Pa pa!
Nim Dion zniknął rzucił jeszcze ostatniego Fireball'a. Amelia szybkim ruchem rozpostarła barierę. Ognista kula rozbiła się na niej i zniknęła. Dion już zniknął. Nastała cisza. Amelia odwróciła się w stronę tłumu gości. Ludzie ze zdziwieniem patrzyli na błękitną plamę rosnącą na policzku dziewczyny, na drobne brązowe kamyki na twarzy, na srebrny kosmyk wśród czerni jej włosów.
- A... Amelio... - usłyszała głos swojego ojca. - Co z twoją twarzą...?
Amelia nic nie odpowiedziała. Ludzie patrzyli na jej zmienioną twarz. Do dziewczyny podbiegła Filia i Xellos.
- Przepraszamy za zamieszanie! - krzyczał Xellos. - Państwo wybaczą, ale na chwilę musimy zabrać księżniczkę. Mam nadzieję, że się nie obrazicie.
- Amelio, nic ci nie jest? - szeptała do niej Filia. - Nie martw się, zaraz cię stąd zabierzemy.
Xellos zdążył już mniej więcej uspokoić tłum. Podszedł do dziewcząt i położył dłonie na ich ramionach.
- Teleportuję nas do domu Fi. Trzymajcie się.
Nim zniknęli, Amelia spojrzała na swego ojca i otaczających go ludzi. W ciszy wyraźnie słychać było słowa, które wypowiedziała.
- Żegnaj ojcze.
Książę Philionel wpatrywał się w milczeniu w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stała jego córka. Dopiero po dłuższej chwili zdołał wydukać:
- Identyczne... Jak Zelgadis... Identyczne... Moja córeczka jest chimerą...

CDN!!

Czy Amelia stanie się stuprocentową chimerą? Czy Filia i Xellos znajdą lekarstwo na klątwę? Czy Lina i Gourry wrócą do Seyruun? Czy Amelia popadnie w depresję? Czy Zelgadis zaczął mieć poczucie humoru? Czy wróci do Amy? Czy się zdziwi, jak ją zobaczy? I skąd tu karmelki?
Na te i inne pytania odpowiedź już wkrótce!

Mai-chan.

Amelio, uważaj na plecy. Może i skórkę masz twardą, ale szkło się trudno wyjmuje. OHOHOHOHOHOHOHOHOHO!!!!!! (Każdy ma w sobie odrobinę sado-masochisty :)

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.87178100 1276781981
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!