Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Natli
Gdyby Xelloss mial siostre to
rozdział #02
 
Treść fanfika..
Gdzie ja to skończyłam...acha. Lina znalazła się szybko. Po upewnieniu się, że Val nie jest w nastroju do walki, oraz wytłumaczeniu mu jak sprawy stoją, przystąpiła do przesłuchania.
-Pamiętam tylko tą moc...to trwało przez chwilę...a później mnie zamroczyło.
-I nic więcej? - Lina była mocno zawiedziona.
-Nie.
-Nie zobaczyłeś kto...
-NIE.
W pokoju zapanowała cisza. Lina nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony mieli już gotowy plan, podróż do Amer. Z drugiej strony, ta cała Mervi...na pozór trochę szalona ekstrawertyczka, ale Lina miała przy niej to samo wrażenie co przy Xellossie: nigdy nie mówiła całej prawdy. Poza tym, od kiedy to zwykłe dziewczyny zostają kapłankami LON? Zdecydowanie była podejrzana. Dalej, mimo iż ValGaav zachowywał się spokojnie, trudno jej było uwierzyć, że te dwa miesiące z Filią mogły mu wymazać z pamięci 1000 lat bycia Mazoku. Zgodził się na podróż, ale możliwe, że czeka tylko na dogodny moment żeby się zemścić. "Trzeba na tych dwoje uważać...no i oczywiście Xelloss. Nie wolno go zignorować". Nagle zorientowała się, że zapomniała spytać Mervi o najważniejsze.
-Gdzie znajduje się to całe Amer?
-Na trerenie Elmekii.
-Gdzie?! Czy ty zdajesz sobie sprawę jaka to odległość?!
-Nie żądam od was żebyście ją przebyli...eee...tradycyjnymi metodami.
-A jak?!
Dziewczyna nie wyglądała na najszczęśliwszą.
-Mam was teleportować.
Mając przed oczami sposób w jaki Mervi pojawiła się po raz pierwszy, Lina i Filia westchnęły ciężko.
-Nie ma innego wyjścia^^'?
Zaprzeczyła. Valteria, który nie wiedział o co chodzi, wzruszył ramionami.
-Dość tej debaty. Kiedy ruszamy?
-Na załatwienie wszystkich spraw potrzebuję jeszcze jednego dnia - stwierdziła Filia.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dnia następnego z rana Filia znowu miała wątpliwą przyjemność gościć Xellossa. Cała grupa oprócz Vala siedziała przy śniadaniu. Tak jakoś się złożyło, że złoty smok "zapomniał" powiedzieć demonowi o odzyskaniu przytomności przez wyżej wymienionego. Skutkiem czego...
- Pyszna cherbata Filio, to chyba jedyna rzecz, która...o.O -Xellosa regularnie zatkało.
Do jadalni weszła persona z rozwianym zielonym włosem, w rozpiętej białej koszuli, łagodnie mówiąc, wyglądająca na zaspaną. Val ziewnął niedbale, siadł przy stole i poprosił Filię o masło. Gdy jego wzrok trafił na Mazoku, uśmiechnął się z jadowitą uprzejmością i powiedział:
-Witamy w naszych skromnych progach, panie Metallium.
-Ależ dziękuję^^ -Xellossa można było zszokować, ale żeby zapomniał języka w gębie, to już czyste mżonki. Tak więc śniadanko przebiegało we względnym spokoju. Tymczasem Mer i Val odkryli wspólny temat - astronomię. Okazało się, że wiedzą o tym całkiem sporo. Filia z zainteresowaniem przysłuchiwała się rozmowie, gdy nagle coś ją uderzyło. Siedzieli obok siebie z identycznie niewyspanymi minami, takimi samymi pręgami na twarzy i z podobnym zapałem dyskutowali na świetnie sobie znany temat. "Co za podobieństwo! Ich oczy...czemu dotąd nie zauważyłam, że mają ten sam kolor?! Gdyby nie to, że Mervi jest człowiekiem..."

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-Tylko nie mów mi Lino, że mu ufasz...
Wszyscy znajdowali się teraz za miastem na pustkowiu. Stali w pentagramie wyrysowanym przez Mervi. Na jej twarzy malował się wyraz lekkiej desperacji. Tymczasem Xell zdążył już trochę ochłonąć i zaczął mitygować Linę.
- I kto to mówi. Sam fakt, że pozwalamy ci z nami podróżować...
-Panie Xelloss...jest pan pewny, że chce pan przenieść się razem z nami? To może być trochę niebezpieczne.
-Możliwe, ale mógłbym was stracić z oczu^^.
-A to byłaby tragedia...- mruknął cicho Val.
-No to zaczynamy.
Mervi zamknęła oczy. W momęcie otoczyła ją biała aura. Powoli, coraz szybciej, zaczęła szeptać słowa jakiejś śpiewnej inkantacji, gdy...
-Lina!!!
Po stoku najbliższego pagórka zbiegł wysoki, dobrze zbudowany blondyn.
-Gourry?!
-Lina, co się dzieje?
-Eee...świat znowu jest w niebezpieczeństwe, więc jedziemy w podróż.
-Świetnie!
-Ktoś jeszcze ma zamiar się przyłączyć? - spytała zdrowo wkurzona Mervi - Nie? To miło.
Z pentagramu buchnęło światło i po chwili cała grupa zniknęła. Tymczasem w innej części świata...
-Księżniczko Amelio, z całym szacunkiem upraszam o zmianę daty posiedzenia. Stronnictwo mojego przedmówcy chce w ten sposób wymusić na ambasadorze...
-To oszczerstwo! Wasza Wysokość proszę w to nie wierzyć! Jedynym naszym celem jest...
Lecz uwaga Amelii już dawno opuściła kłucących się wielmożów. W tej chwili jej myśli biegły mniej więcej takim torem:"Jak ja się w to dałam wpakować? Gdyby tak nagle coś się stało, cokolwiek...np. zawalił się sufit, ogłosili przerwę, zamieniliby się wszyscy w żaby....błagam!!!" Księżniczka straszliwie cierpiała, tym bardziej, że żadnym sposobem nie mogła podciągnąć tego posiedzenia pod służbę sprawiedliwości. Wiary Amelio! Życzenia wojowników o miłość i sprawiedliwość (to chyba z Sailor Moon..._ _"...najmocniej przeprszam - przyp. aut.) często są wysłuchiwane! Szczególnie wtedy, gdy El-Sama ma w tym interes...^^".Tyle, że na głowy wielmożów zamiast sufitu spadła elita czarodziejów tego świata.
-Cholera, znowu 2 metry nad ziemią _ _*!
-Mi to na żadne ruiny nie wygląda...
-A ja wiem gdzie jesteśmy! - wesoło powiedział Gourry - u Amelii!
- ... - zaległa cisza.
-Sailoon...przeszłam samą siebie - stwierdziła Mervi z uśmiechem.
-Nie martw się tak...dwie trzecie drogi za nami - pocieszyła ją Filia.
Amelia w międzyczasie zaczęła działać. Błyskawicznie zeskoczyła z tronu i wkładając w to cały swój autorytet zarządziła koniec zebrania i wyprosiła wszystkich z sali.
-Ach...co za ulga. Jak miło was wszystkich z powrotem widzieć!
-Lina-san, Gourry-san, Xelloss-san...
-Amelio, skończ z tymi radosnymi powitaniami.. ^^"- Xell miał poważne kłopoty z ogromną dawką pozytywnej energii.
-Filia-san, ValGaav-san...ŻE CO?!
-Spokojnie, wszystko ci wytłumaczymy.
Jak powiedzieli, tak zrobili. Amelia bez zastanowienia postanowiła jechać z nimi dalej. Ponieważ El-Sama dała Mervi energię na tylko jeden teleport, resztę podróży postanowili przebyć konno. Oczywiście, konie załatwiła Amelia. Ponieważ już od dawna byli przygotowani na podróż, wyruszyli natychmiast, jak tylko księżniczka zdążyła się pożegnać z tatą. Co zajęło chwilę. A więc po tej chwili (czyt. bitej godzinie - przyp. Xella), byli już na drodze poza granicami miasta. Jechali w względnej ciszy, którą od czasu do czasu przerywała kłótnia Xell-Filia, Xell-Lina, albo Xell-Val. Ten ostatni podjechał do Mervi i spytał się:
-Kto nadał ci to imię?
-Mervi? Mój ojciec. Był zafascynowany waszą kulturą.
Valteria spojrzał na na nią zdziwiony.
-Wiesz co znaczy?
-Oprócz tego tata był lingwistą.
-To tak jak...- urwał w pół zdania. Zaległa cisza.
-To może wreszcie któreś mi powie co oznacza "Mervi"^^?
Omało nie zlecieli z koni. Xelloss przysłuchiwał się od początku.
-Jedno z dawnych świąt Starożytnych Smoków, albo po prostu "wyjątek".
Lina również przysłuchiwała się ciekawie. "Jej ojciec musiał mieć dostęp do źródła wiedzy o jakim zwykłym ludziom się nie śniło. Ta kultura zginęła wraz ze Smokami 1000 lat temu. A do tego znajomość ich języka...z jakiej ty pochodzisz rodziny Mervi-Wyjątku?"
-Zgodnie z przewodnikiem zbliżamy się do miasta słynnego z najlepszej w Sailoon cherbaty!- powiedział Xell.
-Taaak? - zainteresowała się Filia.
-Podobno mają ogromny wybór gatunków!
Przez chwilę Fi-chan i Xell debatowali w pełnej zgodzie nad rodzajami i odmianami szlachetnego trunku.
-No nie. Światu grozi zagłada, a ci chcą opóźnić marsz, bo chcą się napić cherbaty.
-Godzina niczego nie zmieni^^.
-Nie wierzę, że to mówię, ale ten Namagomi ma rację.
-Filio, kochanie, czy mogłabyś się tak do mnie nie zwracać?
-Nie mów do mnie 'kochanie' _ _" !!!
-A jak? Złotko? Misiaczku? Kotku?Hm^^?
-AAAAA!!! - maczuga poszła w ruch.
Xelloss zrobił kilka zgrabnych uników, po czym...
-To może jaszczureczko^^?
-...._ _"....oni tak zawsze? - spytał się Valteria.
-Mhm. - potwierdził Gourry.
Kilka ciosów i uników oraz kilometrów dalej...
-Oto jest! Cherbaciarnia "Pod Gruszą"!
Cała banda weszła do środka. Znaleźli sobie wolny stół pod oknem. W międzyczasie Lina przez przypadek wpadła na kelnera. Już miała na niego wrzasnąć, gdy młodzieniec w wyjątkowo uprzejmy i wyrafinowany sposób przeprosił ją, nazywając "uroczą młodą damą". Lina zaczerwieniła się i powiedziała, że nic nie szkodzi. Gdy wreszcie się rozsiedli i pozamawiali cherbatki, stało się coś dziwnego. Nagle Amelia zakrztusiła się, rumieniąc się jednocześnie i wskazując palcem w głąb sali. Któż to siedział w najciemniejszym kącie, popijając zieloną?
-ZELLGADISS-SAN!!! - małoletnia księżniczka zerwała się od stołu by narobić obciachu bardzo zawstydzonej, mimo to szczęśliwej chimerze. Po radosnym powitaniu, oraz odpowiedziach na podstawowe pytania Zelgadis stwierdził, że nie może z nimi jechać, bo właśnie jest na tropie pewnej księgi, mogącej zawierać zaklęcie które go uzdrowi. Wtedy Mervi na chwilę zamknęła oczy, a kiedy je otworzyła spytała:
-A jeśli podam ci sposób na uzdrowienie, to pojedziesz?
Zelgadis przyjżał się jej podejżliwie.
-Czemu ci na tym zależy?
-To tajemnica.
-Wiesz co Mer? Ty chyba za dużo przebywasz z Xellossem.
Lina poczuła się tym wszystkim zmęczona. Postanowiła wyjść, zaczerpnąć świeżego powietrza. Amelia ofiarowała się, że pójdzie razem z nią. Przystanęły na chwilę obok żywopłotu okalającego cherbaciarnię. Lina próbowała zebrać myśli, gdy nagle zdało jej się że słyszy jakieś głosy. Za żywopłotem rozmawiali kelnerzy. Czarodziejka rozpoznała głos przystojniaka na którego wpadła.
-Ta ruda była ładna, a ten temperament...
-*.*
-Lina-san...^^'...to głupio tak podsłuchiwać...- szepnęła Amelia.
-Szkoda, że z niej taka deska.
- __-__#
-Lina?!
-MEGA FIREBALL!!!
Na miejscu zdarzenia ostał się jeno pył i trochę gruzu (ale tylko trochę).
-Jak mogłaś?! Taką wspaniałą cherbatę podawali! - Xelloss nie mógł odżałować straty. Co do Zelgadisa, to, chociaż nieufny, zawarł z Mervi następującą umowę: jeżeli wytrwa z nimi do końca wyprawy, ona spyta się El-Sama o sposób przywrócenia mu dawnego wyglądu. Tak więc, teraz już w ósemkę podążali traktem do granicy Elmekii. Jak na Linę było tu stanowczo za dużo przypadków. Teleport przeniósł ich prosto do Amelii, a w jedynym miejscu dla którego zboczyli ze szlaku spotkali Zela. Nie mogła się oprzeć wrażeniu, że ktoś tu pociąga za sznurki.
-Mer?
-Słucham.
-Mówiłaś, że Amer to ruiny.
-Mhm.
-Czego?
-Najstarszej świątyni Starożytnych Smoków - niespodziewanie odezwał się Valteria - dlatego tam jedziemy, prawda? Wokół ruin ciągle istnieje potężna magiczna bariera ochronna.
-Prawda. Gdy się tam znajdziemy postaram się ją wzmocnić, z waszą pomocą. Wtedy powinniśmy być w miarę bezpieczni. Kali nie powinna tak łatwo się przedżeć.
-Kali? A więc tak nazywa się ta istota. Skąd to wiesz? Od El-Sama?
"Kłamstwa. Ciągłe kłamstwa. Mam dość"
-Nie - na jej twarzy odbił się ból - Proszę, nie pytaj. Kiedyś sama wam powiem.
Lina była zdziwiona. "Czyżby wreszcie się zmęczyła swoją małą rolą?" Postanowiła zaryzykować. Było jej trochę głupio, ale tu chodziło o bezpieczeństwo wszystkich.
-Także to kim naprawdę jesteś?
Ból na jej twarzy stał się nie do zniesienia, ale szybko zastąpił go wymuszony uśmiech. Lina pożałowała pytania.
-Kimś kto wam dobrze życzy, a to już dużo.
Xelloss był zdziwiony. Również zdawał sobie sprawę z tego, że Mer coś kręci, ale dotąd nie mógł zorientować się o co chodzi. Dlatego zaczął ją nawet szanować. Była godnym przeciwnikiem. A tu nagle coś takiego...wyrzuty sumienia? Kolejna zagrywka? Interesujące. Miał wrażenie, że gra sam ze sobą.


W szkole luzu tyle co nic. Druga część jest tylko i wyłącznie zasługą wirusa grypy, który zatopił we mnie swoje pazurki. Grrr...]:( . Chociaż może powinnam być wdzięczna, że miałam coś do roboty. Pisanie fanfica to świetna terapia! Gorąco polecam!

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.85782300 1276783928
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!