Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 1
rozdział #02
 
Treść fanfika..
W tej księdze jest zawarte jak nasi bohaterowie stawali na głowie by zdobyć berło wody. Czy im się to uda?
KSIĘGA DRUGA: WODA

rozdział pierwszy: Rozpaczliwie szukając wskazówek. Nieoczekiwany obrót spraw.

- no i co?
- no i jajco.
- znów to samo.
- taa...
Inteligentna rozmowa trwała. Cała nasza trójka z syzyfową wytrwałością szukała czegoś w gęstej trawie.
- naprawdę, z tego co pamiętam, Kamień- drogowskaz powinien być właśnie tu! przynajmniej tak mi powiedzieli...- wkuzryła się Lina. Lecz zamiast znaleźć kamień, w gęstej trawie nasze towarzystwo znajdywało żmije, bądź bardzo boleśnie drzewa.
- Lino, ten las jest ogromny, nawet jeśli ten kamień tu jest, to jest to jak szukanie igły w stogu kartofli- ach te wypowiedzi Gourrego
- o, za tymi drzewami coś świeci i szumi!!!- zauważyła Amelia
- zostaw tego świecoszumia i szukaj lepiej kamienia! - wkurzyła się Lina
- to najzwyklejsze w swiecie jezioro!- błysnął niespodziewanym intelektem Gourry.
Po przeszukaniu całego kilometra kwadratowego który był zaledwie jedną dwusetną tego lasu, nasi niestrzudzeni bohaterowie doszli nad jeziorko
- oooo...!!! - rzekł natchnionym tonem Gourry
- uwaga uwaga, teraz Gourry na pewno powie coś co zapisze się złotymi zgłoskami w kartach historii!
- .... woooooodaaaa...!!!!!- równie natchnionym głosem Gourry zakomunikował co zobaczył
- a nie mówiłam? Gourry zaczyna myśleć! to jest przełomowy moment w historii ludzkości!
- wy jesteście nienor...- zaczęła Amelia ale nie dokończyła przypominając sobie moc fire balli Liny
- jacy?- zainteresowała się Lina nieświadomie przygotowując ręce do fire balla
- inni. po prostu inni.- powiedziała Amelia z rezygnacją- lepiej zacznijmy szukać tago kamienia
Już mieli pełen żądzy kamienia wzrok wbić w podłoże, gdy tafla wody zabłysła i krople zaczęły wzbijać się w górę...
- o znowu jakiś suprise
Krople zaczęły tworzyć ksztaut. Po paru chwilach nad taflą wody zawisła postać o błękitnych włosach.
- mój czcigodny Pan Ivor przysyła mnie do was.- rzekła postać. W jej głosie było słychać szum wody.
- kim... czym ty jesteś...?- wykrztusiła Lina
- Jestem opiekunką wody. Zwą mnie Aileen.
- po co przybywasz...?
- mój czcigodny Pan z wdzięczności za uratowanie mu życia przysyła mnie bym pomogła wam odnaleźć jedno z bereł żywiołów.
"więc jednak to usłyszał"- pomyślała z trwogą Amelia i zaczęła się rozglądać za wyjąciem ewakuacyjnym
- Czyli ten cały twój pan to był ten kolo którego wczoraj uratowaliśmy?- zastanawiał się drapiąc w głowę Gourry
- ZABRANIAM CI TAK MÓWIĆ O CZCIGODNYM IVORZE WSPANIAŁYM!!! JEMU NALEŻY SIĘ NAJWYŻSZY SZACUNEK I CZEŚĆ!!!!!! - mała osóbka oburzyła się , wzburzając niezwykle spokojne jeziorko. Teraz wydawało się opętane sztormem
- pani mu wybaczy, on jest niekumaty!!!- wyskoczyła łagodząc sytuację Lina.
Tafla wody znów się uspokoiła.
- nie jestem godna być nazywana panią przez osobę, która uratowała mojego czcigodnego Pana. - Aileen pochyliła przed Liną głowę.
- no w porządku Aileen. Proszę, wytłumacz nam wszystko od początku do końca.
Opiekunka wody z tafli jeziora przelewitowała spokojnie na brzeg. Dopiero teraz ją wszyscy mogli dokładnie obejrzeć: była niebieskooką dziewczyną o błękitnych, ciągnących się po ziemi włosach. Miała na sobie błękitną suknię, naszyjnik z soczystoniebieskim kamieniem oraz laskę zrobioną ze słupa wody.
- kim tym właściwie jesteś?- zainteresowała się Amelia
- powstałam, gdy została stworzona woda razem z czterema żywiołami. Pewnego dnia z pary wodnej powstałam ja. Oprócz mnie powstały opiekunki innych żywiołów: Lynne- opiekunka powietrza, Shelia- opikunka Ziemii i Edna- opiekunka ognia.
- ale jak powstał wasz Pan?
- żyłyśmy na ziemii i opiekowałyśmy się swoimi żywiołami. Pewnego dnia wybuchła między nami kłótnia- który żywioł jest najważniejszy. Nasłaliśmy na siebie nasze żywioły. I tak- woda zgasiła ogień, ziemia częściowo pochłonęła wodę, oraz zamieniła się w błoto, powietrze rozwiało błoto tak, że się rozdzieliło, woda wyparowała, a ziemia została rozesłamna na cztery strony swioata. I ze spalenizny, pary wodnej, błota i wiatru powatał nasz Pan.
- dlaczego on jest waszym panem skoro wy go stworzyłyście?
- powstał z nas a więc był cztery razy silniejszy od nas. Powstał z naszej złości- obróciła się o 180 stopni i stał się uosobieniem dobroci. Jak my zawsze ze wszystkiego wyciągałyśmy pochopne wnioski i nad żadną sprawą się dłużej nie zastanawiałyśmy- tak on był mądry. NAuczył nas jak możemy ze sobą współpracować i tworzyć nowe rzeczy- na przykład połączył ogień z powietrzem i stworzył piorun.
- no to nieźle. Ale skoro on jest taki silny to dlaczego ostatnio o mało go nie zabili?
- raz na tysiąc lat tracimy moc, jest to milennium naszej wielkiej kłutni. Właśnie w dniu kiedy uratowaliście mojego Pana był ten dzień. Złe duchy dążą do zapanowania nad żywiołami i zniszcenia świata. Dlatego też zaatakowały mojego pana chcąc mu odebrać Kamienie Władzy, które pozwalają władać żywiołami.
- to w takim razie czym wy się zajmujecie...?- Gourry już się pogubił
- dbamy by wszystkie żywioły były na Ziemii w odpowiednich proporcjach. Dbamy też żeby odpowiednio działały i żeby wzajemnie się uzupełniały. Niektóre żywioły nie mogą współpracować. Na przykład ogień i woda nigdy nie będą w zgodzie, bo woda może zgasić ogień, a ogień wyparować wodę. A nirktóre żywioły są w związku: ogień nie może być bez powietrza, zresztą ja też. A ziemia ze mną może tworzyć błoto.
- fajnie...
- dobra, musimy ruszać w drogę, nie mamy czasu do stracenia.- powiedziała Aileen i ruszyła ciągnąc za sobą swoje długie włosy.

Rozdział drugi. Napaść. Moc Aileen. Pierwsze w jej życiu starcenie cierpliwości. Kamień odnaleziony.

- dlaczego pomagasz nam znaleźć tylko jedeno berło?
- gdzie jest reszta, to nawet mój czcigodny Pan Ivor nie wie. - odpowiedziała- Berło Wody zostało zlokalizowane przez przypadek.
-zaraz zaraz, powiedziano mi że Berła Żywiołów zostały stworzone razem z żywiołami!- zauważyła Lina
- owszem. Lecz zostały pogubione podczas Wielkiej Kłutni i rozpędzone na cztery strony świata.
- GŁODNY JESTEM!!!- zawył Gourry
- zamilcz Gourry. Gdzie jest w takim razie berło wody?
- zostało podzielone na 2 części: trzon i kamień. Niegdyś stanowiły jedność z wodą, więc w niej się znajdują.
- Czy to oznacza że wszystkie będziemy musieli szukać tak samo???- ze zgrozą pomyślała Amelia mając przed sobą wizję przekopywania zwałów ziemii w poszukiwaniu kamienia tegoż żywiołu.
- nie, ponieważ reszta żywiołów została znaleziona przez śmiertelników, co uniemożliwiło znalezienie ich.
Zapadła cisza.
- GŁODNY JESTEM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- ryknął głosem pomieszanym z histerią i rozpaczą.
- zamknij się Gourry bo właśnie przypomniało mi się że ja też jestem głodna- powiedziała tragicznym tonem Lina w akompaniamencie ze swoim brzuchem
Lecz zjedzenie czegokolwiek było niemożliwe bo znajdowali się w ciemnym jak u murzyna w dupie lesie.
Zaczął zapadać zmrok.
- zatrzymajmy się tu.- powiedziała swoim charakterystycznym chlupoczącym głosem Aileen.
Nasi herosi posłusznie rozbili namiot nad strumyczkiem.
- śpijcie spokojnie. Jak coś ode mnie potrzebujecie, mówcie to teraz.- rzekła Aileen
- n..nie
Aileen bez słowa rozpłynęła się w strumyku.
- dziwna dziewczyna.. z tym swoim brakiem jakiegokolwiek humoru psuje prestiż całego opowiadania...- zasmuciła się Amelia
- i ten jej chlupoczący głos...- wzdrygnął się Gourry
- i nigdzie nie można jej zaprowadzić po zostawia mokre ślady.. brrr- zauważyła Lina
- mam nadzieję że tego nie słyszy.
- spokojnie, podobno gdy opiekunki żywiołów zasną nikt i nic nie jest ich w stanie obudzić.- powiedziała Lina spokojnie spoglądając w stronę strumyka- UAAAAAAAAAAAAAAAH!!!!! a teraz choćmy już spać.
Nasi bohaterowie zasnęłi głośno chrapiąc. Lecz ciszę nocną perfidnie łamaną przez dźwięki wydawane przez naszych herosów przerwał psychopatyczny śmiech.
- to już zaczyna być nudne...- jęknęła Lina wsadzając głowę pod poduszkę
- ależ panno Lino, to może być coś poważnego!- pisnęła Amelia obgryzając swoje krwistoczerwone paznokcie
- już już...- z wyrzutem w głosie Lina zwlokła się z posłania i wyjrzała z namiotu. Po chwili wróciła do namiotu blada jak aspiryna.
- panno Lino! co się stało!!??
- t-t-t-t-tam...! z-z-o-b-b-acz...!_ jęczała Lina dygocząc
Amelia z ciekawością wyglądnęła i wydała z siebie okrzyk podobny do okrzyku zarzynanego diabła tasmańskiego. Przed nią stał a raczej wisiał WIIEEELKI czarny duch z żaruwiastymi oczkami.
- HAHAIAHUEHIHEHUIAHAIU- znowu rozbrzmiał psychopatyczny śmiech ( dla tych co mnie znają- to nie byłam ja!!!- przyp. aut.)
Lina zebrała się na odwagę i wyszła z namiotu.
- kim ty...
- HAIHUHIAHYHEIAHYHEHOHIHYHEHAHYHIHJEHOHA- duch zaśmiał się jeszcze przeraźliwiej niż zwykle
- DRAGON SLAVE!!!- Lina nie cackała się z duchem. Lecz niestety pocisk ten sprawił że duch wybuchł histerycznym śmiechem
- rób tak dalej, a on nie umrze od zaklęć, tylko pęknie ze śmiechu sss- syknęła Amelia
Lecz Linie nien było do śmiechu, bo widziała, że jeśli Dragon Slave nic nie zrobił duchowi bez rzadnej ochrony to może się to źle skończyć
- LAGUNA BLADE!!!!- krzykiem ostatniej nadzieji wydarła się Lina i desperackim ruchem wbiła ostrze w potwora. Ten zaczął się przeraźliwie wić. Ostrze topornie wchodziło w ducha. Lecz gdy Lina już byłą bliska zwycięstwa z dużego ducha powstały trzy mniejsze duszki które odrzuciły Line daleeeko...
- nie może być... nie może..- jęczała Lina ze łzami w oczach, wiedząc że szanse na zwycięstwo sa bardzo nikłe
Lina próbowała się podnieść, lecz obolałe kości dały o sobie znać. Z głóchym jękiem osunęła się z powrotem na ziemię. Zamglonymi oczami widziała jak duch przypełza ku niej. Już zacisnęła wargi, gdy duch zamierzał jej zadać ostateczny cios, gdy...


****

PRZERWA NA HERBATĘ

****



na pewno nie wypiliście jeszcze swojej herbaty.



***

wypiliście już? no to czytamy dalej.


***

BZZZZZZZZZZZZZZZZZYT!!!- rozległo się w jej uszach. Zamknęła oczy przygotowując się na dotkliwy ból. Jednak to nie jej dosięgnął owy tajemniczy laser, tylko ducha, który z dzikim krzykiem rozpłynął się w ciemnościach razem z mniejszymi.
- co się sta...- zaczęła Lina, ale nie dokończyła bo zemdlała
Amelia która dotychczas stała na uboczu (bała się głupia) szybko podbiegła do Liny i rzuciła czar uzdrowienia.
Chwilę potem koło nich zjawiła się niewidomo skąd Aileen.
Lina otworzyła oczy.
- to ty mnie uratowałaś..?
- mhm- odpowiedziała jak zwykle półsłówkiem Aileen i rzuciła także czar uzdrowienia tak że Lina była już całkowicie zdrowa. Potem znikła tak szybko ja się pojawiła.
- widziałaś Amelio? ona rozwaliła jednym prostym zaklęciem potwora, na którego nie działał nawet Dragon Slave... ona musi być naprawdę silna...
- tak, panno Lino.. ona ma niezwykłą moc, silniejszą od Shabranigdo i Czerwonego Kapłana Rezo razem wziętych... miejmy nadzieję że nie użyje jej w złej wierze
- nie... opiekunki żywiołów zostały stworzone by czyniły dobro.. to by było sprzeczne naturze! choćmy już spać, porozmawiamy rano.
Lina i Amelia udąły się do namiotów i zasnąły snem kamiennym

NAZAJUTRZ

- siedzi jak zwykle na warcie...- Amelia cicho zwróciła się do Liny wskazując Aileen siedzącą w promieniach słońca
- choćcie.- do zdumionych dziewczyn dotarł jej głos. Najwyraźniej je zauważyła.
- my przepraszamy, my nie chciałyśmy cię podglądać my wca...- zaczęła się gorączkowo tłumaczyć Amelia
- ten duch mógł cię zabić, pani Lino; lecz niech się pani nie martwi, więcej takich nie będzie. Tylko jeden został taki stworzony, by powstał następny trzeba by było czekać 1000 lat.- powiedziała Aileen nawet łaskawie nie dowracając wzroku
- to.. czemu go przysłali specjalnie do mnie...- Lina już całkowicie pogubiła się
- bo wiedzieli jak jesteś silna, pani Lino.- dopiero teraz Aileen odwróciła ku niej łaskawie wzrok
- ale czemu oni wogóle go przysłali...
- chciał odebrać ci berło ognia. Był z armi tych, którzy zaatakowali mojego czcigodnego pana Ivora. Jeśli zdobędą wszystkie berła, z piątego żywiołu mogą stworzyć broń przeciw nam.
- acha...- powiedziała Lina która i tak z tego za bardzo nic nie zrozumiła
- ja na szczęście nie byłam pogrążona w całkowitym śnie i w porę się obudziłam.
- jestem ci wdzieczna za uratowanie życia...- wydukała Lina nie wiedząc co lepszego powiedzieć w tej sytuacji
Aileen skinęła głową. Nagle ze swojego namiotu wyszedł Gourry.
- UAAAH!!! ale piękny dzisiaj dzień!!! mam ochotę na obfite śniadanie- lecz gdy spostrzegł że wszystcy patrzą na niego jak na kosmitę zainteresował się- o co chodzi..?
- g...gdzie ty byłes dzisiaj w nocy?
- hmmm...- Gourry usiadł i zaczął się zastanawiać.- ACHA! wiem! spałem w swoim namiocie, o tu- by podkreślić swoją prawdomówność wskazał dokładnie miejsce gdzie spał
- i.. i nic nie wiesz co się sta...- Lina podparła się o ramię Amelii
- no a co się miało stać? UAAAAAAAAAAAAAAAAAAH!!!- Gourry jeszcze raz ziewnął- kiedy śniadanie?
[BIG GLEBA]

MINĘŁO KILKA GODZIN

- Aileen powiedz nam z łaski swojej dokąd zmierzamy?
- do jeziora Wats Ikl Eiw.
- czy tam znajduje się część berła?
- tak, a po co niby byśmy tam szli???- warknęła po raz pierwszy w swojej karierze Aileen zmęczona ciągłymi pytaniami Gourrego
- a którą część berła znajdziemy?
- szmaragd.- odpowiedziała Aileen przysięgając sobie że już nie straci cierpliwości
- hę..?- jęknął Gourry którego zasób słownictwa wyrazu powyższego nie obejmował
- kamień. Coś takiego jak to- Aileen zademonstrowała górną część berła Liny
- acha... a po co?
- co..?- Aileen najwyraźniej to pytanie zbiło z tropu
- a po co nam ten szmaragd do berła..?
Ailen już otworzyła usta żeby coś powiedzieć, ale zamiast tego oparła się o drzewo mrucząc "tylko spokojnie w końcu jestem najspokojniejszą opiekunką żywiołów, Aileen co się z tobą dzieje, dziwaczejesz na starość" i ruszając wyjaśniła:
- jest niezbędny do berła.
- a czemu?
- bo bez niego nie miało by mocy.
- a czemu?
- bo jest jej głównym ośrodkiem.
- a czemu?
- no... bo tak go zbudowali.
- a czemu?
- no bo tak już wpadło im do głowy i już!
- a czemu?
- no.. bo tacy już byli.
- a czemu?
W tej właśnie chwli Aileen straciła cierpliwość całkowicie.
- BO NIE MA DŻEMU !!! PRZESTANIESZ WRESZCIE ZADAWAĆ TE BEZSENSOWNE PYTANIA ???
- jeszcze musisz dodać "ty debilu"- poprawiła ją Lina
- ... TY DEBILU!!!- zawyła wydając z siebie wysokie 'c' i z furią wzbiła 100-metrową falę wody która po chwili spadła im na głowy zalewając kawał lasu.
- hu... hu... hu...- dyszała Aileen jeszcze patrząc na Gourrego dzikim wzrokiem. Zapadła cisza. Przerwał ją tylko wybuch histerycznego smiechu Amelii.
- i nie wspominajmy o tym więcej...- mruknęła Aileen i zaczęła z wolna iść mrucząc tylko " do czego oni mnie doprowadzili, mnie, spokojną, zrównoważoną opiekunkę wód, która nigdy, przenigdy nie dała się sprowokować..."
- może będą z niej jeszcze jakieś ludzie...- szepnęła Lina do Amelii i udały się za Aileen
- o co jej mogło chodzić...?- zadał pytanie Gourry lecz nie usłyszawszy odpowiedzi udał się za dziewczynami.

***

FFFFFFFFFFFUUUUUUUUUCHHHHHH- przed naszymi herosami rozciągnęło się olbrzymich rozmiarów jezioro
- oto i Wats Ikl Eiw.- powiedziała Aileen z rozkoszą wpatrując się w ten bezmiar wód
- wielkie to to.. - wykrztusiła Lina
Nasi bohaterowie stali nad urwiskiem. Na jego dole az po horyzont ciągnął się olbrzymi zbiornik wodny
- no i my w tym... tym... mamy szukać malutkiego kamyczka..?- jęknęła Amelia
- ale jak my przepłyniemy..? przecież to nam zajmie lata...- zaczął nieśmiało Gourry obawiając się reakcji Aileen
- z tym akurat nie będzie problemu.- powiedziała Aileen i zamknęła oczy.
Zawiał wiatr.
Opiekunka Wód uniosła do góry ręce i z majestatem zaczęła wypowiadać zaklęcie:
- MARCHEWKI PIETRUSZKI CZY KWIATKI CZY SUSZKI WSZYSTKO WODE MUSI MIEĆ! MOJE JEZIORKO MOJE JEZIORKO TRALALALA UNIEŚ SIĘ!
- żałosne...- podsumowała Amelia. Lecz nie dokończyła bo cała woda, jaka znajdywała się w jeziorze, wraz z zawartością (ryby, płazy itp) zawisła w powietrzu.
- nie ja wymyślałam te zaklęcia- warknęła Aileen
Nasi herosi zeszli w dów ze stromej góry i weszli w miejsce, na którym niegdyś było jezioro. Teraz przypominało to olbrzymią pustynię
- to jak szukanie igły w stogu siana...- jęknęła Amelia
- spoxik na takim płaskim terenie na pewno będzie rzucał się w oczy!
I ruszyli. Po kilku minutach ni z gruchy ni z pietruchy Amelia wypaliła:
- A słuchaj, dlaczego wszystkie opiekunki żywiołów to dziewczyny?
- bo tylko kobiety mają taką mądrość i rozwagę by rozsądnie rozporządzać żywiołami.- odpowiedziała z dumą
- to dlaczego waszym szefem jest facet?
- e.. ładna dzisiaj pogoda prawda?- Aileen zaczęła się gapić w niebo jakby to była w tej chwili najważniejsza rzecz na świecie
- zaiste.. o paczcie, tam sie coś błyszczy!- krzyknęła Lina wskazując na miejsce 200 metrów przed nimi
Szybko tam pobiegli.
- TAAAAAAAAAAAK!!! TO TEN KAAAAAMIEŃ!!! MAMY PIERWSZĄ CZĘŚĆ BERŁAAAAAAAAA!!!!!!!!!- Lina zaczęła wykonywać dziwne wygibasy co zapewne miało oznaczać taniec radości
Aileej podniosła szmaragd w ksztaucie kropli wody wielkości litrowego dzbanka
- śliczny...- szepnęła bezgłośnie
- ZABIERZCIE JEJ TO BO JESZCZE ZABIERZE!- krzyknęła lina nie zwracając uwagi na to co mówi
Amelia wyrwała kamień Aileen wpatrującej się w niego z dziwną miną. Lina wsadziła go sobie do torby.
Nasi bohaterowie wyszli zza obrębów jeziora i stanęli na brzegu.
- odsuncie się.- powiedziała Aileen- ASTA LA BADZIEWIASTA!- krzyknęła a cała woda walnęła o powierzchnię z wielkim chukiem
- oki, to pierwszą część już mamy.- ucieszyła się Amelia
- słuchajcie,o co chodzi? bo ja się już pogubiłem... od czego jest ta pierwsza część...?- wypalił Gourry.
Z Aileen zaczęły wydobywać się obłoki pary niczym z Bubu z Dragon Balla.
- ŻE COOOOOOOOOOOO????- wydrała się, a jej mokry głos przypominał szym wzburzonego morza

Rozdział trzeci. Spotkanie opiekunki ognia. Walka. pytanie Liny. Dotarcie do drugiej części berła. Pająki. Prezent. Pożegnanie.

Nasi herosi szli posępnie przez las. Mijał już 8 dzień bezustannego szwędania się po lesie.
- daleko jeszcze...?- zapytała się Lina nie spodziewając się nawet odpowiedzi
- nie aż tak daleko. Rzekę Art-Syb powinniśmy spotkać za dwa dni.
- ooo jeny...- jęknęła Amelia osówając się na Ziemię. Był to kolejny dzień spędzony w zimnie i wietrze. Aż prosiło się o deszcz, lecz Aileen i nad tym mając władze powstrzymywała go. Czarne chmury wisiały nisko.
- jesu jak zimno...- jęknął Gourry
Tak nasi niestrudzeni bohaterowie szli. Gdy nagle oślepiło ich jasne swiatło. Gdy byli w stanie otworzyć oczy zobaczyli słup ognia wysokości co najmniej 50 metrów. Po chwili zapaliło się wszystko wokół nich.
- co się dzie...
50- metrowe ściany ognia zacieśniały się. Aileen już miała wywołać strumień wody, gdy ściany ognia przestały się zacieśniać. W jednej z nich zarysował się kontur postaci.
- kto?
- co?
- jak?
- czy..?
Ze ściany ognia wyłoniła się dziewczyna w czeronej krótkiej spudniczce, rybaczkach, króciutkiej obcisłej bluzeczce na ramiączkach i sięgajacej ku Ziemii pelerynie tego samego koloru. Miała burzę czerwonych włosów luźno związanych w dwa kitki, i duże złote oczy. Na jej twarzy gościł złośliwy uśmiech.
- Edna... - syknęła Aileen z nienawiścią
- o, nasz aniołek.. jak niemiło cię widzieć...- odpowiedziała jej tamta i klasnęła dłonie. Ściany ognia wbiły się w ziemię i zniknęły.
- Edna... skąś znam to imię.. chyba je kiedyś słyszłam...- szepnęła Lina do Amelii
- czego tu chcesz?- zapytała się nadal z nienawiścią Aileen
- Aaa jaa? a tak sobie patrzę jak sobie radzisz z naszymi smiertelnikami... jak zwykle lubisz wchodzić w dupę Ivorowi...- powiedziała Edna niewinnie
- MILCZ!- syknęła Aileen
- o i tak sobie pomyślałam, taki zimny i ponury jest ten las, trzeba by go trochę urozmaicić...- i wypuściła z palca strumyczek ognia który doszczętnie zwęglił stojący nieopodal pomnik przyrody
- przepraszam że przeszkadzam..- zaczął Gourry nieśmiało- ale kto to jest?
- o, widzę że twoi towarzysze nie grzeszą inteligencją...- Edna zaśmiała się szyderczo
- opiekunka żywiołu ognia... mój największy wróg- odpowiedziała Aileen wciąż nie spuszczając pełnego zawiści wzroku z Edny
- och, mój aniołeczku, wroga...? - powiedziała Edna z miną nieświadomego dziecka
- tak, Edno WROGA. Czego tu chcesz.
- no przecierz mówię że przyszłam zoba...
- KŁAMIESZ! przyszłaś jak zwyke mi przeszkadzać.
Edna nic nie odpowiedziała tylko na jej twarzy zagościł jeszcze złośliwszy uśmiech niż zwykle.
- po prostu jesteś zazdrosna że Szanowny pan Ivor zlecił to zadanie mnie, nie tobie.- powiedziała Aileen
Edna parsknęła śmiechem.
- ja nie potrzebuję jego łaski. Nie będę włazić w dupę Ivorowi tak jak ty!
- NIE WCHODZĘ SZANOWNEMU PANU IVOROWI W DUPĘ!!!!!- wkurzyla się Aileen , bo związek frazeologiczny ten przywołał w niej zbyt obrazowe skojarzenia.
- aniołku, przestań wreszcie z tym 'Szanownym Panem Ivorem" ! to tylko Ivek i tyle!
- JAK MÓWISZ O MOIM CZCIGODNYM PANU??? POŻAŁUJESZ TEGO!!!- wykrzyknęła Aileen i cisnęła falę wody w Ednę. Ona widząc co się święci cisnęła płomienie ognia w rywalkę. Zakłębiło się od pary.
- wiecie co.. lepiej zostawmy je samym sobie...- powiedziała Lina i zaczęła wychodzić po angielsku. Tak też zrobiła reszta towarzystwa.

***

Nasi herosi już piętnaście minut oddalali się od miejsca walki lecz nawet do nich docierały kłęby pary.
- ostro walczą...
- chyba się nie lubią...
- głodny jestem.
- ja też..
- i ja...
Nasi nadludzie rzucili się na rosnący obok krzak malin. Gdy się w miarę najedli zaczęli rozbijać obóz na nocleg. Rozpalili ognisko.
- kurcze trzeba było tam zostać, tam było przynajmniej ciepełko...- zauważyl Gourry
Posiedzieli sobie nad ogniskiem przez godzinkę rozmawiając jak to by sobie zjedli pieczeń albo jak to by było sobie siedzieć w domu w ciepełku. Nagle powietrze zadrgało i zmaterializowała się Aileen.
- o, witamy naszą wojowniczkę!
- humph...- mruknęła Aileen i usiadła na niedlako stojącym kamieniu.
- eee... i kto wygrał?- zinicjowała rozmowę Amelia
- nikt.
- a-acha...- wykrztusiła Amelia czując że dalsza rozmowa nie ma sensu
- nie wiem skąd ta (tu Aileen wymieniła słowo którego nie chcę publikować ze względu na wiek niektórych naszych czytelników oraz z powodu cenzury obowiązującej w państwie polskim) wie, że pomagam wam szukać berła...
- a to tajne?
- nie, ale nikomu nic nie mówiłam, bo po co...
- no dobra już nie bede ci dreczyć rozmową, idź spać.
I Aileen przybrawszy postać wody spłynęła po kamieniu do strymuczka.
- też bym chciał zamieniać się w wodę na zawołanie! takie to praktyczne!!! Gdy coś ja móglbym się zmyć..
- ooo! nie pozwoliłabym ci!!!- wkurzyła się Lina- zmywalski się znalazł
- szkoda że nie ma tu Zelgadissa...- powiedziała nieobecnym głosem Amelia
Zapadła cisza.
- Amelko moja ty... nie martw się Zelgadiss na pewno się znajdzie!- próbowąła pocieszyć ja Lina
- NIEPRAWDA MÓWISZ TAK TYLKO ŻEBY MNIE POCIESZYĆ TY Z GOURRYM JESTEŚ NA PEWNO SZCZĘŚLIWA A JA BUUUUUUUUUUUU!!!!!!!!!!- i głośno rycząc oddaliła się od obozu
- mimo minionych lat Amelia to nadal dziecko...- Lina pokręciła głową.
- BBBUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- wybuchnął płaczem Gourry
- co się stało?
- BBBBBBBUUUUUUUUUUUUUU WZRUSZAJĄ MNIE HISTORIE MIŁOSNE KTÓRE SIĘ ŹLE KOŃCZĄ!!!!! BUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!!
[GLEBA]
- nie płacz Gourry możesz się wypłakać na moim ramieniu...
- SMAAAAAAAAAAARRRRRRRRRRRRRK...
- JESU NIE MIAŁAM TEGO NA MYŚLI DOSŁOWNIE! i cała bluzka do prania- Lina z obrzydzeniem spojrzała na sływające z ramienia gluty

***

Lina niewidomo czemu obudziła się o świcie. Po porannej toalecie usiadła na kamieniu, na którym wczorajszego wieczora siedziała Aileen. Patrzyła na odbijające się poranne słońce w wodzie.
- Gourry pewnie jeszcze śpi... -powiedziała sama do siebie Lina- dlaczego on niepotrafi wyjawiać swoich uczuć... przez ten cały rok nie powiedział jednoznacznie że coś do mnie czuje...
Kamień mimowolnie rzucony przez Linę chlupnął o wodę.
- co ja mówię, ja mu też nigdy nie powiedziałam jak dla mnie jest ważny... jeny co się ze mną dzieje że tak gadam sama do siebie??? - kolejny kamień wylądował w wodzie - no tak, pewnie tak wpłynęła na mnie Amelia , tęskniąc za Zelgadissem...
Lina zamyśliła się. Nagle woda cieniutkim strumyczkiem zaczęła wpływać na stromy brzeg.
"zaraz to sprzeczne z prawami nat... a nie, przecież to Aileen się budzi"- pomyślała Lina patrząc jak strumyczek tworzy coraz większą kałóżę, aż w końcu kałóża zaczęła wybrzuszać się. Najpierw wyszła głowa, potem szyja, ramiona, cały tółów a potem nogi. Na samym końcu to wszystko zaczęło nabierać barwy.
- o, pani Lina- zauważyła ją dopiero co powstała Aileen
- witaj. Słuchaj, coś mi przyszło do głowy...
- tak?
- możesz kontrolować wszystkie wody świata, co w każdej jest?
- oczywiście.
- czy mogłabyś sprawdzić czy chłopak tej małej Amelii nie leży utopiony gdzieś na dnie jakiegoś jeziora? tak na wszelki wypadek..
- ale ja nie wiem jak on wygląda, ani nic.. maż mosze coś jego, albo jego włos?
- hmm- zastanowiła się Lina- mam włosa! używam go jako wykałaczki... - i podała szpilkę Aileen
Opiekunka wód zamknęła oczy, i zrobiła się dziwnie przeźroczysta. Linie wydała się wręcz płynna. Mijały minuty. Po kwadransie Lina usłyszała chlupot co oznaczało że Aileen powiedziała jakieś słowo (wszystkie słowa wypowiada z chlupotem, nasi herosi musza wytężać słuch by coś usłyszeć)
- co mówisz?
- już.
- i co?
- nie ma w żadnej z wód świata takiej osoby. - i oddała włos Linie
- dzięki. Amelia na pewno się ucieszy!
Na zwykle bezuczuciowej twarzy Aileen zagościł cień uśmiechu.
- ciesze się.

MINĘŁO KILKA GODZIN.

Aileen jak zwykle siedziała na kamieniu. Lina zbierała leśne jagody i cieszyła się, że wreszcie po tylu dniach wyjrzało słońce.
- panno Li...
- AAAAAAAAAAAAAAA!!!!- krzyknęła Lina czując czyjś dotyk na plecach- uff to ty Amelia
- aż taka jestem straszna?
- z rana bez makijażu na pewno- dosrała jej Lina- o, właśnie mam dla ciebie ważną wiadomość!
- jaką?
- Możesz wykluczyć możliwość że Zelgadiss się utopił.
- co..?- Amelia spojrzała się na Line podejźliwie sprawdzając czy nie ma na rękach czasem turkusowej krwi Zelgadissa
Lina spokojnie wyjaśniła jej ranną sytuację.
- JUPIIII!!!!!!- zawołała słynnym tonem Son Goku- idę jej podziękować!
Podeszły do siedzącej na kamieniu Aileen. Siedziała dziwnie nieprzytomnie, jej włosy niezgrabnie walały sie po ziemii.
- Aileen...- zaczęła nieśmiało Lina
[cisza]
- Aileen!
[cisza]
- AILEEN!!!!!!!!!!!!!!
- o.. co.. gdzie.. jak?- Aileen obudziła się jakby ze snu
- co ty robiłaś?
- zmieniałam treść tych bezsensownych zaklęć
- acha...- powiedziała Lina wcinając niedawno zerwane jagody- Amelia ma ci coś do powiedzenia
- chce ci podziękować za udzielenie informacji o Zelgadissie i...
- jagody?- Lina podsunęła Aileen pod nos kubek z jagodami
- PANNO LINO I PRZEZ PANIĄ STRACIŁAM WĄTEK !!!- wydarła się Amelia
- o sorry. A może ty chcesz jagody?- Lina prawie wsadziła w oczy Ameli kubek
- NIE CHCE !!!
- a to sama zjem. - powiedziała Lina kryjąc zadowolenie
- no więc... bardzo ci dziękuję, Aileen... zrobiłaś mi wielką ulgę,że powiedziałaś gdzie jest Zelgadiss...
- BEEEEEEEEK!!!- wyznania Amelii przerwał brak kultury Liny
- PANNO LINO !!! - zirytowała się Amelia
- sorki... hep !- wykrztusiła Lina nadal wsówając jagody
- no więc Aileen... gdyby nie ty... nie wiem.. bym się okropnie martwiła o Zelgadissa...
- ależ nie ma za co! - odpowiedziała Aileen- moge jagody? - zwróciła się do Liny
Lina z westchnieniem ( bo już miała nadzieję że wszystko sama zje) podała kubek Aileen
- mm! dobre, słodkie. Gdzie takie rosną?- zapytała się Aileen
- tam na tamtym krzaku
- jain-cam-zw!!! - krzyknęła Aileen i trysnęła strumieniem dziwnie błyszczącej wody w krzak jagód. Krzak obsypał się wielkimi jagodami.
- ale bajeeer...- jęknęła Lina i rzuciła się pozrywać jagód
- teraz wymyśliłaś to zaklęcie?
- tak.
- jakieś dzikie.
- ale i tak lepsze niż "tralalala tralala niech urasta bim bom ba"
- no tak...
Po chwili przyszła Lina z fioletowymi ustami od jagód. Po chwili nadszedł Gourry.
- coś stracilem?
- owszem. Cały kubek jagód- powiedziała Lina demonstrując kubek z jeszcze fioletowymi ścianami- idź pozbieraj
Gourry posłusznie udał się pozierać jagody.
Gdy wszyscy się najedli ( a trwało to, oj trwało) wyruszyli w dalsza drogę.
- za tym zakrętem powinna być rzeka Art-Syb- powiedziała Aileen
Zaiste, za następnym zakrętem znajdowała się rzeka, dość szeroka, niezwykle szybko płynąca.
- ta rzeka jest czczona przez miejscowych wieśniaków. Podobno tylko opiekunka wody potrafi przejść przez nurt. A jeśli ktos inny przejdzie przez niego, to oznacza to że jest naznaczony niezwykłą mocą.
- czy jest przewidzaiana nagroda dla tego, kto to zrobi?
- słyszałam o dużej sumie- rzekła najobojętniej w świecie Aileen
- Aileen...- zaczęła przymilnie Lina
- nie.- odpowiedziała zdecydowanie
- szkoda.
- ale przeciesz ty możesz przejść..- po raz pierwszy Lina zobaczyła u Aileen cwany uśmiech
- ale jak?
- einamyz-rtaz!!!!!- krzyknęła opiekunka wody i rzeka zatrzymała się. Ktoś mógłby powiedzieć że to jezioro
- AILEEN JESTEŚ GENIALNA!
- dzięki. Ale nie przechoć, rzeka jest głęboka.
- no to co mam zrobić?
- eineiseindop!!!!- krzyknęła Aileen i rzeka jak długa i szeroka zawisła w powietrzu, tak jak niegdyś jezioro
- o, nowa formułka. Zmieniłaś ją?
-tak. Przechoć.
Lina stanęła na brzegu i krzyknęła:
- HEJ LUDZIE!!! NA WASZYCH OCZACH PRZEJDĘ PRZEZ RZEKĘ!!!- i krokiem modelki przeszł przez jedną i drugą sronę. Zdumieni wieśniacy patrzyli raz na Aileen raz na Linę.
-zaczęliśmy wzbudzać zbyt wielkie zainteresowanie jeszcze sie rzucą z prośbami o autografy, trzeba się stąd zmywać- zauważyła Amelia
- owszem.- odpowiedziała Aileen- pani Lino, pani Amelio, Panie Gourry za mną. - Aileen zaprowadziła ich przed lekkie wgłebienie w ziemii. Zakręciła nad głową koło i wykrzyknęła:
- ec-sje-im !- woda opadła z wielkim hukiem, zostawiając jedynie przestrzeń zakreśloną przez Aileen. Woda płynęła nad ich głowami szybko jak zawsze.
- jak teraz znajdziemy część berła?- jęknął Gourry
- na razie znalazłam przejście.- powiedziała Aileen
- jak?
- głupie pytanie sss- syknęła- wiem o wszystkim co jest pod wodą.
- a no tak..
Aileen pacnęła w wgłębienie przed nią. Klapka się zawaliła ukazując ziejącą pustkę.
- JENY JAKIE TO KLAUSTROFOBICZNE!- pisnęła Amelia
- zamknij się bo cię zamienie w klaustrofobiczną kupkę popiołu moim fire ballem.- warknęła Lina której najwyraźniej się spieszyło
- o co chodzi?- wychylił się Gourry
- a ty siedź cicho.
Całe czworo wspaniałych zaczęło schodzić wąziutkim korytarzem w dół. Pierwsza zaczęła oczywiście schodzić Aileen, ze względu na 2 razy dłóższe od niej włosy, które dyndając mołyby zasłonić komus widok.
Druga szła Lina, trzeca Amelia a czwarta, ekhm czwarty Gourry. po kilku minutach schdzenia po drabince ( czy wspominałam już że schodzili po drabince? ups nie, sorki ja taka zakręcona jestem dzisiaj) zeszli na nieco mokrawe podłoże.
- jak tu miło..- powiedziała Aileen czując wilgotność pod stopami
- ŚWIATOŚĆ- krzyknęła Lina formując słynną już świetlistą kuleczkę
Pomieszczenie okazało się dość szerokie jednak przmoknięte i śmierdziało w nim stęchlizną.
- chyba od lat tu nikt nie zaglądał- pisnęła Amelia
- to pomieszczenie zostało stworzone razem z żywiołami specjalnie na tą część berła. Nikt w nim nie był od miliardów lat
- to i tak dobrze się trzyma...- powiedział Gourry i tak nie rozumiejąc ogromu ilości tych lat
- podejrzewam, że znasz drogę, Aileen
- nie wiem.. ja tu nigdy nie byłam, wiedziałam jedynie gdzie to pomieszczenie się znajduje...
- no to fajnie się zapowiada...
Zaczęli iśc długim korytarzem. Gdyby nie świetlista kuleczka trzymana przez Linę smolista ciemność pochłonęła by wszystko. Nagle niespodziewnaie korytarz się skończył. W oczy uderzyła wszystkich przeszywjća jasność.
- co to jest...?
- oręż opiekunów wody.. stworzony niegdyś na wszelki wypadek...- powiedziała Aileen z westchnieniem. Przed towarzystwem na szkarłatnej poduszce leżał błekitny miecz wysadzany niebieskimi szmaragdami, a obok niego leżała część Berła
- ma zaostrzoną końcówkę..- zauważyła Lina, juz miała dotknąć gdy Aileen w porę odrzuciła ja od tego
- NIE DOTYKAJ TEGO! MOGŁY BY SIĘ STAC STRASZNE RZECZY GDYBY DOTKNĄŁ TEGO TERAZ ŚMIERTELNIK!!! PRAWO ZABRANIA TEGO Z TĄD MA JEDYNIE OPIEKUNKA WODY!
- ojej.. nie wiedziałam..
Aileen podniosła część Berła i podąła Linie
- dopiero teraz zauważyłam że końcówka jest zaostrzona...
- no bo słóży ona obronie w razie jeśli nie znalazło się kryształu. W innym wypadku robi się tak.- Aileen nacisnęła kilka płaskorzeźbę wyrzeźbionych na Berle. Końcówka wsunęła się, a po bokch wyrosły rozwidlenia
- o , jest strasznie podobne do berła ognia
- tak. w odpowiednim czasie zrobisz co trzeba- Aileen obejrzała się na miecz. Wzięła go do ręki.
- piękny..- powiedziała ze łazami w oczach i przyczepiła go sobie do pasa. Zaczęli wychodzić. Gdy nagle.. wyskoczyły na nich stada pająków.
- PIIIIIIIIIIIIIIIIIIIISK!!!!!!!!!!!!!!!!!!! nienawidzę pająków!!!!!!!!- pisnęła Amelia
- odsuńcie się.. już dawno chciałam zobaczyć co umie to cudeńko- i spojrzała się z miłością na miecz.
- WODA! - wykrzyknęła. ostrze miecza zaświeciło się na błekitno i wyleciał z niego fala fody tak silna, że zmiotła wszystkie pająki.
- wooow...- to było wszystko co mogli powiedzieć
- teraz musimy iść, tych pająków może być o wiele więcej.. przez tyle lat..- nie dokończyła zdania gdy wielka czarna fala pająkąw natarła na nich ze wszystkich stron
- DO WYJŚCIA!!!- krzyknęła Aileen atakując wszystkie pająki swoim mieczem, a Lina co chwilę puszczała Fire Balla. Gourry i Amelia panicznie zmierzali do wyjścia . Ku rozpaczy wszystkich, pająków było coraz więcej
- szybko! na drabinkę!- krzyknęła Aieen. Podczas gdy Amelia i Gourry weszli na drabinkę Lina i Aileen atakowały pająki.
- Lina idź pierwsza! Ja się nimi zajmę!- powiedziała Aileen
Lina posłusznie zaczęła wspinać się po drabince. To samo tez robiła Aileen.
Pająki nacierały ze wszystkich stron, na szczęście już było widać wyjście. Amelia desperackim ruchem wyskoczyła, podobnie jak Gourry. Za nimi Lina. A za nią doganiana przez pająki Aileen.
- ZAMKNIJ KALPKĘ!!!- pisnęła Amelia
- mam pomysł! ŁÓD-AN!!!- krzyknęła Aileen i rzeka razem ze swoim rwącym nurtem zwaliła im się na głowy. Lina zamknęła oczy wiedząc że zaras zostanie porwana przez rwący nurt. Jednak tak się nie stało.
-co się sta...
Linę, Amelię i Gourrego trzymała Aileen spokojnie brnąc przez rzekę. W końcu położyła ich delikatnie na brzegu.
- HEJ! ONA PRZESZŁA PRZEZ NURT RZEKI!!! - krzykął jakiś wieśniak
- TAK! TO MUSI BYĆ OPIEKUNKA WÓD!!!
- WIDZIELIŚCIE JEJ WŁOSY I OCZY?! TO NA PEWNO ONA!
- A JEJ LASKA - SŁUP WODY? TO NA 100 % ONA!!!
Tymi podobnymi tekstami przekrzykiwali się wieśniacy.
- wzbudzamy zbyt dużą popularność...- stwierdziła Aileen rozglądając się nerwowo
- trzeba się ZMYWAĆ...- powiedział Gourry wypłukując wodę z włosów
Jak powiedzieli, tak też zrobili. Pobiegli spowrotem w stronę lasu. Lina tylko wyła, że przepadł jej obfity obiad. Stanęli wreszcie na polance z przecinającym ją malutkim strumyczkiem.
- pora się żegnać.- powiedziała Aileen.
- nie będziesz nam towarzyszyć w dalszej drodze?
- nie. W końcu ktoś musi opiekować się żywiołem wody.
- szkoda...
Aileen podeszła do strumyczka i wyciągnęła zdobyty miecz. Byszczał błękitnym światłem. Obmyła go wodą.
- piękny orenż, prawda? został stworzony wedłóg motta "dmuchaj na zimne"... może kiedyś on by mi się przydał, ale w tej chwili jest mi nie potrzebny. - pogładziła srebrną rękojeść miecza wysadzaną niebieskimi szafirami- znam osobę dla której ten miecz będzie bardziej potrzebny.
- kogo...?- zainteresował się Gourry
- CIEBIE IDIOT... ekhm... ciebie.- powiedziała Aileen- nie masz miecza, a wiem jak potrafisz się nim psługiwać. Pozatym jesteś pierwszą istotą w historii ludzkości, która wyprowadziła mnie z równowagi.
- tak..?- zapytał tępo Gourry
- TAK. a teraz bierz ten miecz i nie zadawaj głupich pytań - Aileen z głuchym bulgotem podała miecz Gourremu
- dzięki... fajna laska z ciebie wiesz?
- bul bul bul- wydała z siebie Aileen co prawdopodobnie miało oznaczać przekleństwa
- spokojnie...!- uspokoiła ją Amelia. Aileen wydała tylko z siebie szum morza i powiedziała:
- no to dowidzienia! Pamiętajcie: gdziekolwiek jest woda tam i ja jestem- na jej kamiennej twarzy zagościł serdeczny uśmiech.
- papa!
Aileen zamieniła się w 200- metrową fale wody, wzbiła się w górę i z wielkim hukiem wbiła się w malutki strumyczek. Nastała cisza.
-ale z niej dziwna pipolinda była...- podsumowała to wszystko Lina
- no ale jaki fajowy mi miecz dała!- cieszył się Gourry i przeciął drzewo równiutko na pół. Spodobała mu się ta zabawa więc z drzewa wyciął "Dawida" Michała Anioła, "Piete" tegoż samego autora oraz miniaturowy model Impire State Building z małymi człowieczkami wchodzącymi do niego.
- hmm ale mamy to berło wreszcie!- powiedziała Amelia- Panno Lino, niech pani wyjmie dwie części i złączy!
Tak też zrobiła. Rozbłysło niebieskie światło i berło stało przed nimi jak długie i szerokie.
- Masz, Amelio, woda to twoja działka, ty je trzymaj
- oki- Amelia z trudem utrzymała berło o jedną trzecią wyższe od niej- dzięki
- ruszajmy w dalszą drogę... do bezksiężycowej czerwcowej nocy nie pozostało już wiele czasu!
- tak.. a najgorsze jest to, że jesteśmy zdani wyłącznie na nas samych...
- GŁODNY JESTEM!!!- podsumował to Gourry

Co zaskoczy jeszcze naszych bohaterów pozytywnych? następna księga stoi otworem...

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.72868300 1314342619
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!