Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 2
rozdział #02
 
Treść fanfika..
Witam w kolejnej części! A właściwie księdze. Miło mi że dotrwaliście!
KSIĘGA DRUGA.

rozdział pierwszy. U Firii. Wyzszość Liny. Podróż. Zaskakujące odkrycie.

- no to musimy już ruUUUUUUUUUUUUUUUszać...- powiedziała Lina ziewając szeroko. Był ranek. Dzień wcześniej Firia zaproponowała że nasi bohaterowie zostaną u niej na noc
- naprawdę fajnie spi się na lewitującym łóżku- Amelia zwróciła się do Stelli i Dereka gryząc herbatnik
- JAJKA SADZONE GOTOWE!!!- powiedział rudy lis wnosząc danie.
Lina, Gourry, Zelgadiss, Amelia, Firia, Stella i Derek siedzący przy okrągłym stole w jadalni Firii zwrócili oczy na lisa.
- ależ misiu, dlaczego tak mało?- Firia zmierzyła wzrokiem dwa rozciapane jajca na tacy trzymanej przez lisa
- och, zapomniałem, że dzisiaj mamy gości !- rudy odcień sierści lisa, zmienił teraz kolor na szakarłatny, po czym kucharz udał się do kuchni
- to wy tak mało jecie???- Lina wytrzeszczyła oczy
- nieee, nie wiem co mojego cukiereczka dzisiaj siekło! jest przyzwyczajony że mnie o tej porze nie ma w domu a dzieciaki sprzedają naczynia.
- to jakiś sklerotyk, tak?- zapytała się Lina sięgając po herbatnika
- ZABRANIAM CI TAK MÓWIĆ O MOIM MISIU!- Firia zdzieliła Line po głowie swoją maczugą wyciągniętą zza podwiązki, Zelgadiss korzystając z okazji wziął herbatnika po którego sięgała Lina.
- ZABRANIAM CI BIĆ MOJĄ DZIEWCZYNĘ !!!- wydarł się Gourry wyciągając miecz zza podwiązki ale nagle przypomniało mu się że nie ma podwiązki, wobec tego wyciągnął swój lśniący błękitny miecz zza pasa
- ONA PRZEZWAŁA MOJEGO CUKIERECZKA!
- A TY UDERZYŁAŚ MOJEGO KWIATUSZKA!
- ALE TYLKO DLATEGO ŻE ONA PRZEZWAŁA MOJEGO PIESECZKA!
- ALE TO NIE POWÓD ŻEBY BIĆ MOJEGO KOTECZKA!- ryknął Gourry wytrącając Firri maczugę z dłoni. Po chwili rzuciła mu się na szyję Lina zwalając go z nóg.
- och mój kochany, ryzykowałeś dla mnie życie !!!!!

*CMOK*

- jakie to romantyczne...- mruknął Zelgadiss układając ze swoich włosów coś w rodzaju miniaturowego modelu titanica
- ależ to bardzo romantyczne!- pisnęła Amelia, której głos drał ze wzruszenia
Tę idyllę przerwał akurat wchodzący lis niosąc dwie tace jajek sadzonych. Prawie się potknął o chwilowo zajętych sobą Linę i Gourrego i postawił jajca na stole.
- misiu, a ona cię przezwała od sklerotyków!- chlipnęła Firia
- a bo taki juz jestem stary sklerotyk- powiedział lis i najspokojniej w świecie zasiadł na krzesle- no to smacznego życzę
Zjedli śniadanie (UWAGA: zjedli a nie najedli), po czym zaczęli zbierać się do drogi.
- wiesz co Lina? burczenie w twoim brzuchu jest świetną muzyką, może kiedyś nazwą ją techno!- powiedział Zelgadiss
- hmm a twoje włosy może kiedyś nazwą druciak do czyszczenia twardych powierzchni... no ale cóż, przyszłość pokaże!- powiedziała niewinnie Lina. Po chwili dodała:
- no a to co Amelia ma na piersi nazwą kiedyś stanikiem z poduszeczkami, lub silikonowym inplantem, ja już nie wiem co ona tam ma, nie przyglądam się natarczywie jej biustowi, tak jak TY, Zelgadissie. A przypadłość Gourrego nazwą cięzkim przypadkiem, i trafi on wtedy do takiego pokoju, co go nazwą bez klamek. A ciebie Zelgadissie ogłoszą jako takie coś, co się będzie nazywało wybryk natury, i..
- skończ- syknął Zelgadiss
Po chwili przyszły Stella i Derek.
- proszę pani..- powiedziała Stella wolno i wyraźnie
- o, widzę że ci się dykcja poprawiła od naszego ostatniego spotkania.. strasznie wtedy sepleniliście !
- ale teraz ćwicę, plosę pani ! ops...
- hehe, nie martw się, ja kiedyś też tak zaczynałam !- powiedziała Lina- co chcieliście?
- no więc chcieliśmy się spytać o której rusamy.. ruszamy!- powiedział jąkając się Derek
- za kwilkę, tylko się spakuję.
- czyli poczekacie sobie dzieci !- zachichotał Zelgadiss
- dlaczego pan ciągle dokucza pannie Linie?- zapytał się groźnie Derek
- a co, podoba ci się Lina?- zarechotał
W tej własni chwili Derek zamienił Zelgadissa w obślizgłą ropuchę
- och Zelgadissie, jakiś ty do siebie podooooobny, musze aż iść zawołać Amelię!!!- i Lina tanecznym krokiem wyskoczyła z pokoju. Żaba zakumkała coś, co przmiało jak "Ra tilt" lecz jej to nie wyszło. po chwili do pokoju wbiegła Amelia i Lina
- patrz Amelio, twój książę zamienił się w żabę! Lecz nie radzę ci go całować bo sama dostaniesz żabie usta HE HE HE
- och.. Zelgadissie... mój biedny Zelgadissie- Amelia pochyliła się nad żabą- a właśnie że cię pocałuję i odczaruję
Tak też zrobiła. Cmoknęła czule zabę w jej niezbyt przyjemną buzię. Lecz romantyczność tej chwili popsuł jad wydobywający się mimowolnie ze skóry ropuchy
- AAAAAAAAŁUUUUUAAAA!!!- pisnęła Amelia i pobiegła do łazienki
Żaba zakumkała coś co brzmiało "nie chciałem"
- hehehe niech ci będzie, odczaruję cię- i Zelgadiss znów był w swojej postaci
- uuu Zelgadissku, z tymi pryszczami na dupie było ci zdecydowanie lepiej...- zachichotała Lina
- AGRHHH...
- słuchajcie, dzieci, a wy byście nie mogły zamienić np LON w jakiegoś pająka czy coś w tym guście, i żeby wtedy nie stwarzało zagrożenia?- zapytała się LIna
- możemy zamieniać w zwierzęta tylko osoby o małej sile magicznej. Osoby o większej sile mogą być zamienione tylko za ich zgodą. Tak było z tobą panno Lino.
- ej, a ja!? przecież zamieniliście mnie bez mojej zgody!- ryknął Zelgadiss
Derek popatrzył na niego z politowaniem.
- pan?- zapytał się drwiącym tonem- pan mówi o dużej sile magicznej?- Nagle stojąca obok Dereka Stella wybuchła niekontrolowanym śmiechem
Zelgadiss poczuł się wyraźnie dotknięty w jego najczulszy punkt - dumę.
- pozatym- dodał Derek- granicą jest panna Lina, jej bez jej zgody nie moglibyśmy nic zmienić.
- Zelgadiss masz teraz minę jakbyś był w wielkiej rozterce czy udusić najpierw Dereka, Stelle, czy mnie!- powiedziała Lina-

***

- to pa, Firio!
- tylko, na litość boską, nie pozabijajcie mi dzieciaków!- powiedziała Firia
- o to się nie martw!!!!! prędzej one nas pozabijają zamieniając w brrr robale- pisnęła Amelia
- was może tak.. ale mnie nie!- Lina spojrzała z wyższością na Zelgadissa , a on na nią z nieukrywaną żądzą skoczenia jej do gardła
- papatki Firia!
W końcu pożegnali się z Firią i jej rudym mężem.
Weszli w las.
- teras słuchaj, mały- zwróciła się do Derka- mama cię nię będzie, widzieć, więc...- wyciągnęła miecz i obcięła mu włosy
- ooo wielkie dzięki!!!!- ucieszył się Derek
- no! teraz już nie wyglądasz jak pedał!
Poszli dalej.
- Lina, masz tą mapę?- zapytał się Gourry
- o widzę, Gourry, że wiesz do czego słóży MAPA! owszem, mam- i pokazała Gourremu mapę- zapewne chcesz zobaczyć jak daleko jeszcze do Auren?
- nieee chcę tylko zobaczyć czy są po drodze jakieś knajpy...
[GLEBA]

Szli i szli i szli i szli i szli i szli i szli i szli.
Krajobraz stopniowo się zmieniał. W końcu mniej więcej po dwuch tygodniach doszli do wielkiej pustyni skalnej, na której kilkudziesięcio-metrowe skały tworzyły istny labirynt.
- musimy się teraz trzymać razem i ściśle iść według mapy- powiedziała Lina czepijając się Gourrego. Gourry się dczepił Zelgadissa, Zelgadiss Amelii itd.- nie martwcie się, pod moim kierownictwem szybko dojdziemy !

***

- zaaaraaz.. tej skały nie powinno tutaj być!- Lina wskazała na sporawą skałkę przed nią
- mówiłem że trzeba było skręcić wtedy w prawo, a ty uparcie twierdziłaś że na wprost- biadolił Zelgadiss
- ale przecież tu jest tak narysowane..
- a może po prostu temu komuś zadrżała ręka jak to rysował?- zuważył Gourry
- wracamy się !

***

- ŚLEPA ULICZKA!!!- wyła Lina waląc głową w skałę
- jednak chyba trzeba było iść na północny zachód... a nie na północ- Amelia wraz z Zelgadissem i niczego nie rozumiejącym Gourrym studiowała mapę.
- weźcie się w garść, trzeba ruszać- powiedziała spokojnie Stella
- a ty zamiast pomóc to stoisz- warknął Zelgadiss
- jestem jeszcze mała nie rozumiem map- spojrzała na niego spode łba
No ale w końcu poszli.

***

- według moich obliczeń jesteśmy tu- Lina wskazała na punkt na mapie- albo tu- przesunęła palec na drugi konieć mapy- albo tu.. lub tu... albo tu... nie, to bez sensu!
Zelgadiss już nic nie mówił tylko patrzał na pasma błękitnego nieba przedzierające się gdzieś wysoko przez skały
- panno Lino, to już gehenn... AAAA!!!- Amelia omało nie spadła. Przed zdumionymi oczętami naszych herosów rozciągnęła się przepaść a wniej spore miasto, na którego środku stał ogromny zamek.
- co... gdzie...-
- czyżby..? ale to niemożliwe...- powiedział zdumiony Derek patrząc na miasto
- co jest niemożliwe?- zapytał się Gourry
- niemożliwe... żeby to było zaginione miasto Kaji... Stella, jak myślisz?
- chyba jednak to jest to miasto.
- o czym wy mówicie?- zpaytała się Lina
- Kaji to misto wśród skał, ludzie którzy je odnaleźli, już nie wrócili urzeczeni jego pięknem zamieszkali tu. Bardzo trudno je znaleźć.
- fajnie. To w takim razie jesteśmy.. hej, nie ma zaznaczonego tego na mapie...- powiedziała Lina
- wyraźnie aż tak zboczyliśmy z kursu. Ta pustynia się przecież ciągnie od jednego brzegu do drugiego brzegu mapy i nie wiadomo jaką ma długość naprawdę. Ładnie nas pani prowadzi, pani Lino.- powiedzial a zdegustowana Stella
- eee.. to może byśmy tak do niego poszli? wygląda bardzo ładnie- zaproponował Gourry
- to miasto uchodzi za jedno z najładniejszych na świecie- wyhodowano tu specjalne gadunki drzew, traw, zwierząt, pomyśleć że jesteśmy na pustyni...
To poszli. Zeszli długimi schodami na sam dół. Zobaczyli jakiegoś uśmiechniętego od ucha do ucha mieszcana podchodzącego do nich.
- dzień dobry!
- dzień dobry!
- jesteście nowi? nietutejsi? nieczęsto nas tu ktoś odwiedza!
- my tylko.. przypadkiem..
- wszyscy tak mówią. Choćcie, przedstawię was królowej!
- o, macie królową?
- a jak myslicie, do kogo należy ten zamek?
- ee.. do królowej?
- brawo. Rządzi nami najpiękniejsza ponoć kobieta na świecie Gourr 1 Piękna
- Gourr.. Gourr.. coś mi mówi to imię...- zaczął zastanawiać się Gourry
- być może! jej piękność jest legendą i krąży po świecie!
- hmm .. niewiem.. tak jakbym to kiedeyś słyszał...- zaczął zastanawiać się jeszcze intenswniej Gourry
W tej właśnie chwili weszli do pałacu. Po kręceniu się po długich korytarzach doszli wreszcie do wrót. Otwożyli je strażnicy
- Anatol Krawężnik i cudzdzoziemcy, Wasza Wysokość!
Na tronie na samym końcu sali siedziała kobieta wród tłumu doradców.
Pod Zelgadissem i Gourrym kolana się ugięły jak ją zobaczyli.
Miała długie blond włosy i błękitne, wprost nierealnie błękitne oczy. W ogóle była pikuś, cała kształtna, wszystko tam gdzie trzeba. ( ja to umiem opisywać ludzi ^^)
- witajcie.
Jej głos odbił się echem w uszach Zelgadissa
- ZEL! wyglądasz jak naćpany, czyżbyś zauważał jakieś inne kobiety oprócz mnie???- Amelia kopnęła Zelgadissa w nogę
- coooo?- zapytał się Zel natchnionym głosem ale zaraz, choć niechętnie powrócił do rzeczywistości.- ach nie nie, Amelio, ty jesteś najpiękniejsza!
- co was sprowadza, do nas, cudzoziemcy?- zapytała się Gourr
- trafiliśmy tutaj przez pomyłkę i...- Lina też się zacięła bo zdała sobie sprawę jak skromnie została obdarzona przez naturę w porównaniu z Gourr i cicho jęknęła
- hmm wszycy tak mówią. Janie, zawołaj mojego męża!- królowa zwróciła się do jednego z doradców
- nie masz męża, Wasza Wysokość.
- Tak? a to czemu?
- zginął w wojnie trzy lata tmu, Wasza Wysokość.
- co? a no tak rzeczywiście. zapomniałam.- machnęła niedbale ręką
- przepraszam, że pytam.. ale z kim wy prowadzicie wojny?- zpytała się Lina
- nie przepraszaj, zraz ci odpowiem... - chwilę się zastanowiła po czym spytała sie stojąego obok jej doradcy- Alojzy, z kim my prowadzimy wojny?
- z dziećmi pustyni, wasza Wysokość. Są to wyrzutki koczujące wśród skał, wasza Wysokość. Co jakiś czas atakują nas, Wasza Wysokość
- a no tak !- wykrzyknęła jakby odkryła coś na miarę Ameryki
- Wasza Wysokość, mogę coś powiedzieć?- odezwał się kolejny doradca
- oczywiście, wal Kleofazy.
- No więc ten patyczak w środku to sławna Lina Inverse
- PATYCZAK?????- ryknęła Lina aż echo rozniosło
- Lina Inverse? Kleofazy, przypomnij mi, kto to taki?
- no.. sławna pogromczyni bantytów i wogóle czrodziejka.. Wasza Wysokość
-tak?- zapytała się Gourr i tak za bardzo sobie nie przypominając - a więc witaj Lino In.. In.. no jak ci tam było.
- INVERSE!!!- ryknęła Lina- I-N-V-E-R-S-E!
- spokojnie, przecież nie jesteł głucha!- oburzyła się Gourr - Lina Pampers, tak?

[GLEBA]

***

- no więc droga Lino Inverse , korzystając z okazji że taka sława tu jest, mamy do ciebie prośbę- powiedziała Gourr
- oczywiście za odpowiednim wynagrodzeniem- dodał jeden z doradców
- jaką?
- jakiś czas temu zginął mi... ( -Janie co mi zginęło? -dokumenty - acha) zginęły mi dokumenty, bardzo ważne zresztą, bo zawierały rzeczy mogące zaszkodzić niektórym ludziom. Podejrzewamy ( tzn oni podejrzewają, bo ja nic z tego nie rozumiem) że ktoś je ukradł. Znajdź je, Lino Pampers.
- INVERSE!
- słucham? nie, ja nazywam się Gourr.- powiedziała królowa
- JA NAZYWAM SIĘ INVERSE!!! NIE PAMPERS!
- to toż mówię że nazywasz się Lina Pampers.

[GLEBA]

- no więc znajdź mi te notatki.. czy co mi tam zginęło.
- dobrze.
- podejrzewamy że tan ktoś kto je ukradł mógł je zniszczyć, więc możecie mieć utrudnione zadanie- powiedział jeden z doradców.
- okej okej.
I wyszli.
- coś mi sie wydaje, że ona jest równie piękna jak głupia- powiedziała Amelia wychodząc z pałacu
Potem przez cały czas opowiadali sobie dowcipy o hrabich i lokajach.
- "Janie, czy kanarek ma nóżki?""nie, nie ma hrabio" "to znowu wycisnąłem kanarka do herbaty"- opowiedział Gourry
Wszyscy wybucnęli śmiechem.
- ten kawał idealnie pasuje do naszej Gourr..

rozdział drugi. Wezwanie Edny. Wstrząsająca wiadomość. Poszukiwania dokumentów. Pomyłka.

- mam pomysł!!!- wyskoczyłą Lina
- jaki?
- wezwiemy Ednę!
- brr.. tą czerwonowłośą dziwkę?- wzdrygnęła się Amelia - a po co?
- noo skoro te dokumenty zostały zniszczone to chyba raczej je spalono, bo niszczarki akt jeszcze nie wynaleziono...
- no jeśli trzeba...- jęknęła Amelia
Poszli na jakieś zadupie wśród skał. Rozpalili nieduże ognisko. Lina głosem jakim zazwyczaj wzywa sie Shenlonga wygłosiła te oto formułkę wzniosąc uroczyśćie ramiona w górę:
- O Edna, opiekunko ognia, przybądź i wysłuchaj nas !!!
[cisza]
- O Edna, opiekunko ognia, przybądź i wysłuchaj nas !!!- krzyknęła Lina trochę bardziej zirytowanym głosem
[cisza]
- EDNA TY GŁUPIA ŚCIERKO WIEM ŻE TAM JESTEŚ WIĘC RUSZ TE SWOJE SZANOWNE GRUBE JAK SZAFA DUPSKO I WYSŁUCHAJ CO MAMY CI DO POWIEDZENIA !!!!- ryknęła Lina
W ognisku coś się zakotłowało. nagle wystrzeliły z niego kilkudziesięciometrowe ściany ognia podpalając wszysko dookoła. Nastał okropny żar. Z najwięksego kłębowiska ognia wyskoczyła postać z charakterystycznymi dwoma puszystymi kitkami, teraz jeszcze bardziej wzburzonymi ze złości. Edna była jeszcze bardziej szkarłatna niż zwykle.
- JAK MNIE NAZWAŁAŚ ???- i strzeliła w Linę strumieniem ognia
- TO CZEMU NIE CHCIAŁAŚ PRZYLEŹĆ??? CIĘŻKO BYŁO RUSZYĆ CZTERY LITERY??? NIC DZIWNEGO, SKORO TAKIE SA GRUBE!!!
- GRRUUUBEEE???? NIE MOGŁAM PRZYJŚĆ BO MIAŁAM SWOJE POWODY!!!
- TAAKK?? NA PRZYKŁAD OBWISŁE CYCKI KTÓRE TRZYMAŁY CIĘ PRZY ZIEMII???- Lina wskazała na piersi Edny które były wyjądkowo obfite jak porównać z nimi piesi Liny
- ale to lepiej niż wogóle nie mieć...- uspokoiła się Edna wyczuwając cień zazdrości w głosie Liny i czując dziką satysfakcję dodała- i co ty dziecinko się tak denerwujesz, złość piękności szkodzi...
- tyś, co ciemniejszy od zmroku...
Lecz Lina nie zdążyła dokończyć bo Edna potraktowała ją strumieniem ognia ze swojego berła
- ooo, to jedno z bereł które zbieraliśmy... ale trochę udziwione- Amelia nieśmiało wskazała na berło trzymane przez Ednę
- taa... to jest właśnie Berło Ognia, połączone ze słupem ognia którym miałam zwyczaj się podpierać.. jak widzisz wygląga trochę inaczej- Edna z zainetesowaniem przyglądała si, teraz smuklejszemu i zaopatrzonemu w kolce otaczające jeszcze bardziej okazały kryształ berłu.- jesteś bystra mała. Podobasz mi się- mrugnęła do Amelii
- dzięki...- policzki Amelii nabrały kolor zbliżony do ognia palącego się wokół Edny
- może ktoś by się mną zainteresował??- rzekła z irytacją Lina gasząć swoje ubranie jeszcze palące się od ognia Edny
- słucham cię, skarbie?- zapytała się Edna z udawaną uprzejmością
- słuchaj kotku- powiedział Zelgadiss głosem macho- znajdziesz nam może pewną rzecz jak dokumenty które prawdopodobnie zostaly spalone?
- mrr... gdybyś nie był chimerą...- miało to być niedosłyszalne ale ten pomruk dotarł do uszu wszystkich. Podzeszła bliziutko do Zelgadissa- mrr.. chciałabym skarbie, ale widzisz...
- co znowu???- zirytowała się Lina
Edna szybko przerwała flirtowanie z Zelgadissem i zwróciła się do Liny.
- Słuchaj, dziecko. Opiekunki żywiołów to nie są tak pstryk! i już są. Każda sekunda rozproszenia może kosztować wiele zniszczeń na świecie. Musimy się skupiać na naszych żywiołach żeby nie wymknęły się spod kontroli. Jeśli cos się stanie, to lepiej nie myślec o konsekwencjach... tak więc naprawdę, nie możemy być na każde zawołanie. Właściwie to nie możemy być na żadne. I to nie tylko ja. Jeśli mi ktoś przeszkadza, potrafię sie opanować..
"opanować.. dobre sobie!" - pomyślała Lina
- ale na przykład Lynne, nawet chwila jej nieuwagi może spowodować że wymrze wszelkie życie na ziemi spowodu braku powietrza lub wiatrów. I jesli ją oderwiecie od pracy, to...- Edna spojrzała na nich ze współczuciem- Aileen nie potrafi się denerwować. Po prostu się nie pojawi, a jeśli ktos jest bardzo upierdliwy pojawia si ę na ułamek sekundy i zmiata go zpowierzchni ziemii za pomocą fali wody.
- a Shelia? wygląda na najporządniejszą i najbardziej opanowaną opiekunkę wśród was...- powiedziała Amelia
- Bo i taka jest. Ale wkurzyć się potrafi. Pamiętam jak keidyś przez moje zaniedbanie spaliło się 3/4 lasów równikowych, co wtedy Shelia...- Edna zrobiła niezwykle zbolałą minę- ale nie będę do tego wracać.
Nagle niespodziewanie obok Edny zmaterializował się nikt inny jak Ivor.
- och, pan I...
- EDNA GDZIE TY SIĘ SZLAJASZ!!! POŻAR TAJGI SPALIŁ JUŻ CAŁĄ SKANDYNAWIĘ!!!!
- ooo, Shelia mnie zabije...
- przeciesz jesteś nieśmiertelna- zauważył Zelgadiss
- wolałabym żeby mnie Shelia zabiła niż żeby... ach- jęknęła bardzo boleśnie - już zaraz idę panie Ivorze
- POŚPIESZ SIĘ!- i znikł
- I WIDZISZ CO PRZEZ CIEBIE SIĘ STAŁO???- wydarła się na Linę Edna- tak więc powtarzam nie wzywajcie opiekunek żywiołów bo to się może źle albo dla was albo dla swiata skończyć...
- ale Edna...- zaczął Gourry
- oj mój blondynku, moje imię wymawia się delikatniej: "Edne" z delikatnym akcentem na ostatnie "e" , i...
Nagle zmaterializowała się Shelia z wyrazem twarzy jakiego nasi boahterowie jeszcze nigdy nie widzieli.
- I CO - zdołała tylko wybulgotać przez zaciśnięte wargi
- ależ nie denerwuj się skarbie, już zaraz coś z tym zrobię.- powiedziała Edna do zwylke pogodnej i uśmiechniętej Shelii teraz z twarzą seryjnego mordercy- psychopaty- to pa muszę lecieć!- zwróciła się do wszystkich i znikła razem z Shelią
- nie zdążyłem sie jej spytać że skoro taka to ważna sprawa żeby się nie odrywać to co Aileen robiła przez tyle czasu z nami?- chlipnął Gourry
- pewnie Ivor ją wyręczał.. pozatym widziałeś jaka chodzila cały czas zamyślona.
- głodny jestem.- powiedział dobitnie Gourry

***

Nasi bohaterowie udali się spowrotem do Kaji. Siedli w jdnej z prześlicznych kanajpek.
- hmm wszystkie specjalności Kaji razy...- Lina zaczęła liczyć na palcach - ..razy 10 !!!
- Panno Lino, czy pani czasem nie przesadza?
- jestem głodna jak wilk! pozatym zmówiłam tez dla was, jak nie będziecie chcili zjeśc to mogę zjeść ja...
- wiedziałam że to nie było bezinteresowne...
- podobno jedzeinie w Kaji jest przepyszne !
Po jakimś czasie kelner przyniusł jedzenie.
- MMM PYSZNE!!!- wszyscy rzucili się na żarcie jak jakieś wygłodniałe sępy.

***

- nie oderwę się od hep! ziemii...- jęknęła Lina
- ale pani będzie gruba...- zauważyła Amelia
- hę?
- już jesteś gruba... sadło ci wychodzi bokaaami... masz grube uuudaaa... i wogóle obleśny tłuuuszcz...- zaczął dosrywać Zelgadiss
- ŻEEE COOO???? FIRE BALL!!!!!!!!!!!!!!!!!!- kula wystrzelona w Zelgadissa trafiła w ścianę wyrzucając go na zewnątrz.
- moja głowa...- jęknął podnosząc rękę by strzepać kurz z włosów. Lecz nagle dotarły do niego strzępki rozmowy.
- masz to?- powiedział gruby głos
- jasne.- powiedział głos cieniutki
- grube toto?
- no, i gdyby się trafiło w ich łapska mogłoby nieźle nam zaszkodzić...
- a tak możemy się wiele dowiedzieć...
Dwa głosy wybuchneły chrapliwym śmiechem. Który zaczął się oddalać. Gdy kroki ucichły Zelgadiss odważył się wreszcie podnieść z ziemii. Nie miał wątpliwości o czym była rozmowa.
- słuchajcie...- podszedł do stołu gdzie zasiadało nasze towarzystwo.- usłyszałem bardzo ciekawą rozmowę. Myslę że była mowa o dokumentach...
Całe towarzystwo, nie zajmując sie takimi przyziemnymi sprawami jak zapłacenie rachunku, tylko rzucenie że są na polecenie królowej i ona zapłaci, pobiegli na dwór.
- w którą stronę te głocy poszły?
- nie wiem.. chyba t..tam- Zelgadiss wskazał niepewnie na lewo
- CHYBA? nie mamy czasu się zastanawiać! idziemy w lewo!- i poszli. Nagle przed ich oczami ukazał się spowity ciszą dziwny labirynt cienkich brukowanych uliczek z obu stron opatrzonych dość wysokimi muarmi.
- jakoś tu straszno...- pisnęła Amelia. Tym bardziej pisnęła gdy głos odbil się ościany i echo cztery razy wróciło do niej.
- no ale cóż, choćmy.
Weszli. Chwile błądzili po uliczkach, a gdy już mieli wracać do punktu wyjścia, usłyszeli głosy gdzieś z dala.
- teraz będziemy bogaci!
- taak i nawet królowa nam nie zagrozi ![wybuch chrapliwego smiechu]
- TO TE GŁOSY - entuzjastycznie krzyknął Zelgadiss
- kto to?- zapytał się gruby głos
- to pewnie ci od Wielkiej!
I słychać było odgłos biegu
- GONIMY ICH- ryknłą Zel rzucając się w kierunku głosów. Lecz ten pełen euforii bieg przerwała ściana
- to labirynt, spróbujmy tendy- Stella wskazała jedną z uliczek
Pobiegli zakręcając jeszcze po drodze dwa razy w lewo i raz w prawo.
- zaraz, czy my tu już nie byliśmy???
- tak! no to próbujmy w tamtą uliczkę! szybciej, bo ich zgubimy!
Pobiegli. Kroki właścicieli dwuch głosów raz się przybliżały raz oddalały.
- chyba nie ma innego wyjścia- Lina zatrzymała się i przystąpiła to wymawiania zaklęcia- DRAGON SLAVE!!!- i wystrzeliła gdzieś w kierunku głosów

*PIŹDZIACH!*

- co to było???- dało się śłyszeć gruby głos
Lina i nasze towarystwo szybko przebiegło przez wybitą dziurę. Gdy wyszli zobaczyli dwie oddalające się postacie: Jedną grubą i drugą chudą.
- LEWITASJĄ !!!
- FIRE BALL!!!
I tym sposobem obie postacie leżały na ziemii w stanie nieprzytomności.

***

*PYK*

- gdzie ja jestem...?- zapytała się gruba postać
- napewno nie w niebie, aniołku- powiedziała Lina celując naładowany Fire Ball
- hę?- zapytała się chuda postać. Miała półdługie blond- włoski, króciutką bródkę i okulary niczym denka od jaboli.
- teraz spowaiadać mi się tu !!! coście nakradli???- powiedziała Amelia wymachując mieczem- W IMIĘ SPRAWIEDLIWOŚCI !
- hę ? - zapytała się chuda postać
- no.. e... więć.. e... no... ten... no..ja jestem Thomas, a ten obok to Radzisheff... jesteśmy spiewakami operowymi i...
- nie obchodzi mnie co robicie!!!! macie powiedziec co zmalowaliście ostatnio!!- wydarła sie Lina pożyczając od Gourrego miecz
- hę ?- zapytał sie Radzisheff
- my nic nie...
- to co to była za rozmowa o czymś co niby masz i że mogło wam zaszkodzić a teraz możecie się dużo z tego dowiedzieć? I że jesteśmy o Wielkiej?- zapytał się Zelgadiss myśląc że jest mądry
- ależ zaszło jakieś nieporozumienie, my...
- hę ? - zapytał się Radzisheff
- my jesteśmy śpiewakami operowymi... i chodziło o to ze podpisaliśmy kontrakt z primadonną! Gdyby dostała się do innej grupy mogłaby bardzo nam zaszkodzić, a pozatym ona posiada wiele informacji o naszym ukochanym zespole franek & kylka fyranek. A Opera Wielka to nasza konkurencja.
Wszystkich zgasiło jak pety w śniegu.
- cz..czyli wy nie.. ukradliście dokumentów...
- hę ?- zapytał się Radzisheff
Thomas wstał
- jasne że nie. Choćcie dam wam jakiejś herbatki...
- hę ?- zapytał się Radzisheff
- wiesz ty co? Podobasz mi się, mamy podobne charaktery!- zagadał Gourry do Radzisheffa
- hę ?

***

- więc to jest ta primadonna?- Lina wskazała na siedzącą w kącie górę sadła objadającą się ciastkami
- tak.
- i to to ma być niby takie cenne???- skrzywił się Zelgadiss.
- jest jest i to nie wiesz jak bardzo - Thomas spojrzał z miłością na primadonnę
- my musimy już się zbierać. Szukamy dokumentów królowej.
- królowej? ech kto jej dał tą posadę... głupia jak but. Wszystko robią za nią doradcy , a ona nawet dwuch faktów nie potrafi skojarzyć.
- hę ?- zapytał się Radzisheff
- nie zwracajcie na niego uwagi. Piękne i głupie sa w jego typie.- powiedział Thomas z rezygnacją
- no, ale my musimy już ruszać.
- może mały koncert na koniec? - i Thomas razem z Radzisheffem zaśpiewali a raczej zawyli jakąś operę, wskutek czeko Lina i reszta wynieśli się szybciej niż się spodziewali.

Rozdział trzeci. Odpowiedź w sprawie notatek. Walki. Odnaleziona rodzinka.

Nasi bohterowie spędzili kilka dni na poszukiwanach dokumentów królowej. Niestety po wielu nieudanych próbach i tropach nasi bohaterowie mieli załam całkowity.
- już nic z tego nie rozumiem...- chlipnęła Lina- jakiego ja mam pecha w życiu...
- nic nam nie wychodzi..- jęknął Zelgadiss grając w rzutki swoimi włosami
- glodny jestem.- powiedział Gourry
- ja chcę sprawiedliwości!- krzyknęła Amelia
- ktoś idzie - powiedzieli Stella i Derek
Istotnie, ktoś szedł, a był to jeden z doradców królowej- Ambroży.
- Królowa wzywa was przed swoje oblicze.
- pewnie chce nas rzucic krokodylom na pożarcie...
- jeśli i ona będzie przy tym chętnie i to zrobię.. aj !- powiedział Zelgadiss ugodzony nagłym kopnięciem Amelii

***

- Cudzoziemcy, wasza Wysokość.
Nasi bohaterowie znów weszli do wywołującej lęk przestrzeni sali, na której końcu stał wielki tron z królową otoczoną tłumem doradców.
- witajcie.
- w...- wykrztusił Zelgadiss zapatrzony w oczy królowej
- witaj królowo Gourr. Niestety nie zrobiliśmy tego, czego pani od nas żądała.- powiedziała smutnym głosem Amelia
- och, właśnie po to was wezwałam! Chciałam powiedzieć że te dokumenty cały czas leżały na swoim miejscu, a ja ich po prostu nie zauważylam!- i machnęła ręką- nie musicie już dalej szukać

[ MAX GLEBA]

- a..ależ nic nie szkodzi...- wykrztusił Zelgadiss
- a co ma szkodzić?
- ach.. nic...
- on pewnie chce żeby w ramach wynagrodzenia przespała się z nim.- szepnęła Lina do Gourrego
- Lino Pampers, co ty mówisz?- zapytała się Gourr która jednak to słyszała
- o to że jemu chodzi o seks.- wyjechała Lina nie zdążąc wyhamować. Po chwili miała na sobie morderczy wzrok zarówno Zelgadissa jaki Amelii
- seks..? a co to takiego..?- zapytała się królowa
- to co pszczólki wyrabiają z kwiatkami. Zresztą nieważne.
- słucham? - zatrzepotała rzęsami- a może i tak...
- ile to jest 2+2?- wyjechała Lina
- och, co to za pytanie...- zmieszała się Gourr- ee... 22? - lecz widząc wzrok wszystkich świadczący że jest to zła odpowiedź zaczęła coś intensywnie wyliczać na palcach. W końcu po 5 minutach ogłosiła- ...3... tak? dobrze?
- źle. - odpowiedział grobowym głosem Gourry- 5
- oboje nie mcie racji. Jest to 4.- powiedziała Lina pełna współczucia dla poddanych Gourr- mogę się coś jeszcze pani zapytać?
- oczywiście, uwielbiam rozrywki intelektualne !- zagruchała
- Uwaga! Zadaję pytanie. Rok 2000 przypada w roku: a) 1287 b) 9999 c) 1 p.n.e. d) 2000
Gourr zaczęła się zastanawiać.
- yyy.. a są jeszcze jakieś inne odpowiedzi?
Zanim Lina zdążyła się załamać totalnie, do sali wbiegł pokrwawiony strażnik.
- DZIECI PUSTYNI ATAKUJĄ! DZIECI PUSTYNI ATAK...- i osunął się ranny na ziemię
- dzieci pustyni, dzieci pustyni, a cóż to było...- zastanawiała sie Gourr
- wrogowie, wasza wysokośc.- doradził jej jeden z doradców, Alcest bodajże
- WROGOWIE? WYSŁAĆ CAŁĄ NASZĄ ARMIĘ!
Nasi bohaterowie także pospieszyli na pomoc Kaji. Gdy wyszli z pałacu ich oczom ukazał się okropny widok: wszędzie pełno ognia, słychać krzyki bólu i rozpaczy.. Gdzieniegdzie przebiegały szare jak skały otaczające Kaji zmutowane jakby pół- konie z łbami wilków i łapami o trzech palcach, niosące na grzbietach długowłosych, brudnych i ogólnie obleśnych jeźćców.
- A FE! Co to za brudasy???- pisnęła Amelia
- więc to sa dzieci pustyni...- zamyśliła się Lina lecz nagle przed nimi stanął kolejny brudas dosiadajacy dziwnego zwierza.
- kim wy? wy obcy! moja nie lubić obcych! moja kuku obcy!
- cóż za język... FIRE BALL!!!- gdy dym opadł uderzył ich dziwny widok: jeźdźca zmiotło, a zwierz nadal stał jak gdyby nigdy nic. Ryknąl i rzucił się na Linę. Ona błyskawicznym ruchem wyciągnła miecz i wycelowała ostrze w tego dziwoląga, lecz nie przebił on jego twardej skóry.
- co robić..?- jęknęła Lina unikając ciosów zwierza
W tej właśnie chwili Gourry wyciągnął swój dość magiczny miecz, i z okrzykiem typu "ty chamie jak śmiesz atakować moją dziewczynę" walnął nim z całą perswazją w zwierza.
Wszyscy zamknęli oczy spodziewając się po ich otwarciu zobaczyć papkę o imieniu Gourry.
Lecz zdziwili się widząć że Gourry stoi nad martwym zwierzem.
- brawo Gourruś !- Lina rzuciła mu się na szyję
- no tak, to pustynne zwierze, nic dziwnego że kipnął od oręża Opiekunki Wody...- zauważył Gourry
- obcy zabić mój stamemp!
- zaaamknij się. Fire Ball!- i gościu znów wylądował daleeeko.
- więc te zwierze nazywają się stamempy!
- choćcie w centrum walk, bo ginie dużo ludzi !- zawołała Lina. To pobiegli w stronę wejścia do miasta od strony północno- wschodniej gdzie właśnie trwała nawała dzieci pustyni.
- ten na największym stamempie i najdłuższymi włosami to chyba ich szef!- zauważyła Amelia
- trzeba go załatwić pierwszego, to może reszta ucieknie!- zauważyła Lina i pobiegła w kierunku walczących. - LEWITAAASJĄ!
Podleciała koło dowódcy. Gdy jurz miała go strącić z wierzchowca, ten zauważył co się święci. Błyskawicznie się odwrócił wymierając swój miecz w Linę. Już miał zadać jej smiertelny cios, gdy strumień wody prawie wytrącił mu miecz z rąk, w wyniku czego, tylko przebił Linie bok. Twórcą strumienia wody był oczywiście Gourry i jego miecz który w odpowiednim czasie zbaczył co się robi.
Korzystając z tej okazji Amelia wystreliła Fire Balla w dowódcę, a Zelgadiss go pochwycił. W tm samym czasie Gourry załatwił broniącego swojego pana stamempa.
Zelgadiss przekazał dowódce w rece żołniezy Kaji. Lecz wbrew oczekiwaniom, wrogie wojsko bez dowódzcy jeszcze bardziej się rozjuszyło.
W tym smym czasie Stella i Derek stanęli po obu stronach walczących.
- PANNA LINA, PANNA AMELIA, PAN ZELGADISS I PAN GOURRY WYCOFAJCIE SIĘ Z POLA WALKI!
Nie wiedząc za bardzo o co chodzi, Amelia, Zelgadiss i trzymający ranną Linę Gourry szybko odskoczyli.

*PFF*

W miejscu dzieci pustyni biegało stado czarnych i białych myszek.
- Stella! Derek! Jesteście genialni !- zawołała Amelia
- alez to nic takiego...
- dostaniecie na pewno nagrodę ! jesteście wspaniali!
Ich twarze przybrały kolor ich włosów. Żołnieże Kaji pozbierali myszki do klatek i przekazały uczelni jako króliki doświadczalne do badań nad najodpowiedniejszym środkiem kastracji...

***
- dziękuję wam. Uratowaliście moje miasto !- powiedziała z wdziecznością Gourr i tak ściemniając, bo nic za bardzo z tego nie rozumiała.
- ależ nie ma za co, królowo!
- chcę znać imiona tych, którzy nas uratowali.
- Lina Inverse !- powiedziała Lina
- Stella.- powiedziała skromnie Stella
- Derek- powiedział równie skromnie Derek
- Amelia Will Tesla Seyruun!- powiedziała Amelia, nie zdążyła nic wtrącić o swoim zamiłowaniu sprawiedliwości, bo zaraz grobowym głosem ogłosił swoje jestestwo Zelgadiss:
- Zelgadiss Graywords.
- ee.. co ja mam mówić?- zapytał się Gourry
- masz się przedstawić, durniu - syknęła Lina
- a.. no to Gourry Gabriev jestem!
- Gabriev.. znam skąś to nazwisko... Eustachy, skąd?- zwróciła się do jednego z doradców
- tak się pani nazywa, Wasza Wysokość. Gourr Gabriev.
- a no tak..
- zaraz zaraz.. - zaczęła się zastanawiać Lina- to trochę dziwne że się tak samo nazywacie...
- hmmm...- zamyślił się głęboko Gourry-przecież moja siostra się nazywała Gourr...
- nigdy nie wspominałeś że masz siostrę!- powiedziała Amelia
- no mam.. i o ile pamiętam że mam też brata... ale oczywiście mogę się mylić
- nie zdziwiłoby mnie to..- zauważył Zelgadiss
- braciszek?- zapytała się z niedowierzaniem Gourr
- siostrzyczka? - zapytał się z jeszcze większym niedowierzaniem Gourry
- owszem, w dowodzie osobistym królowej jest napisane że ma dwuch braci. Gourrego i nie pamiętam jeszcze kogo.- powiedział doradca
- BRACISZEK!
- SIOSTRZYCZKA!
I rzucili się sobie w ramiona.
Co za idylla.

***
- Ona jest moją młodszą siostrą. Wyszła w świat równocześnie ze mną, tylko że udaliśmy się w inne strony.- wyjaśniał Gourry
- wędrowałam, wędrowałam, aż trafiłam tu. Akurat nie mieli władcy, więc wybrali mnie. Niedługo potem przyzekli mnie wśunowi, wodzowi dzieci pustyni, żeby niby zakończyć wojny między nami. Jednak jego plemię osądziło go jako zdrajcę i poległ w wojnie. - wyjasniała Gourr
- ciekawe historie rodzinne.- zauważyła Lina przysypiając
- wiesz co u naszego brata... jak on się tam zwał...
- Gourrus bodajże... niewiem! odszedł w świat jak miałem 10 lat!
- no tak...
- zaraz będziemy musieli iść. mamy misję do spełnienia.- powiedziała Lina
- ale może byście obiad najpierw zjedli?
- PEWNIE!!!

i tym sposobem zostali dlużej w królestwie Kaji. Co spotka ich w dalszej wędrówce? Kto będzie wrogiem a kto przyjacielem? Co nas jeszcze zaskoczy? O tym w następnej księdze, czyli..

C.D.N.


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.54318500 1276784937
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!