Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 4
rozdział #02
 
Treść fanfika..
I oto po przybijającym początku rozpoczyna się przybijająca księga druga... powstaje pytanie: kim lub czym tak naprawdę jest syn LON? hehe kiedyś znajdziecie odpowiedź..

KSIĘGA DRUGA

rozdział pierwszy. wyprawa. działalność Altara i Saovi.

BIURO LON.

- możemy już ruszać, matko?- Altar zapytał się LON
- czekajcie - LON jakby się coś przypomniało - jednak zanim wyruszycie... musicie pamiętać o jedne rzeczy.. zabijcie Linę Inverse i jej kumpli ! koniecznie !
- pani, czy myślisz że zwykła czarodziejka Lina Inverse może nam zagrozić..? - zapytała drwiącym głosem Saovi.
- Saovi, wiem co mówię..
- jak sobie życzysz, pani.
- matko. - Altar takrze przykląkł na jedno kolano.
- powstańcie. Wyruszcie za godzinę. Uczyńcie odpowiednie przygotowania. Myślę, że zniszczenie tego nędznego wymiaru nie zajmie wam więcej niż miesiąc. Pamiętajcie, że po świecie chodzi jeszcze dużo groźnych magów.. ale wam nic nie zagrozi.
- pani, kto mógłby nam zagrozić? Altar, sam syn LON pokonany?- Saovi wybuchła śmiechem - a ja? od najmłodszych lat ćwiczona przez panią? jestem silniejsza od wielu mazoku znajdujących się tutaj.
- Saovi, Saovi... jestyeś zbyt pewna siebie, to może cię zgubić.
- nie nie. Ja po prostu zdaję sobie sprawę z mojej siły. - powiedziała już tym razem spokojniej.
- hmm.. - Altar obszedł dziewczynę ze wszystkich stron - żeczywiście.. promieniuje z ciebie niezwykła energia. Myślę że będziemy dobrze współpracować..
- też tak myslę. - Saovi się letko uśmiechnęła
- za godzinę stawcie się u mnie w biurze. A teraz możecie już odejść.
Oboje przyklękli na jedno kolano i wyszli.
Szli przez korytarz. Wszyscy mazoku patrzyli się na tą niezwykłą parą z podziwem, zaciekawieniem i w pewnym sensie respektem: Saovi, najpiękniejsza i najsilniejsza czarodziejka, przewyższająca wielu z nich mocą, oraz sam syn LON - wieść o jego istnieniu gruchnęła parę dni temu. Bez wątpienia jest on najsilniejszą istotą z jaką mieli dotąd okazję się zetknąć.
Sama Saovi nie mogła się oprzeć pokusie spojrzenia na Altara. Nie mogła oderwać wzroku od jego złotych oczu, jednak z pionową źrenicą, niczym u węrza. Na nie lekko opadała trochę pochylona w prawo grzywka. Spływające na ramiona kruczoczarne włosy okalaly jego prawie idealne rysy twarzy..

*ŁUBUDUUUU* - zapatrzona w Altara Saovi i nie zauważyła zakrętu, z czego sobie zdała sprawę bardzo boleśnie.

- żyjesz...? - Altar spojrzał na nią dziwnym wzrokiem
- AAAAAAAŁAAAAAAA MÓÓÓÓÓÓOOJJJJJ NOOOOOOOOOSSSSSSSSSS - ryknęła Saovi. Lecz gdy zobaczyła że wszyscy mazoku oraz Altar patrzą się na nią z ciekawością, ekhemkła i z godnością wstała. Po chwili ruszyła dalej korytarzem.
- ee.. Saovi..- zaczłą nieśmiało Altar
- tak? - odwróciła głowę, tzrepocząc rzęsami licząc na jakiś miły komplement Altara na temat jej piękności i gracji...
- my szliśmy w inną stronę.. wiesz?
- ee tak?- Saovi zatrzymała się i znowu ekhemkła - noo.. bo ja.. a tak patrzę czy nic nie zgubiłam - uśmiechnęła się głupio i po chwili dołączyła do Altara.
- załatwiamy od razu Linę Inverse czy od razu bierzemy się za świat? - zapytał się Altar gdy byli już przy drzwiach
- szkoda energii na tą czarodziejkę.. zniszczmy coś najpierw, potem ją zabijemy.. co za przyjemność jest ze zdeptania robaka...
- hehe!

***

TYMCZASEM GDZIEŚ DALEJ:

- CCCCOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO?????????
- panno Lino... błagam.. niech się pani nie denerwuje... - jęczała Amelia coraz bardziej się cofając
- JAK JA MAM SIĘ NIE DENERWOWAĆ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - wrzasnęła Lina
- panno Lino.. błagam.. - Amelia przylgnęła do jakiegoś drzewa
- TY [CENSURED] !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! JAK MOGŁAŚ ZGUBIĆ ZAKLĘCIE OSTATNIEGO PORZEGNANIA !!!!!!!
- no.. jakoś tak wyszło.. akurat robiłam porządek i... myślałam że to papier..- ostatnie słowa Ameli były już niedosłyszalne
- TYŚ, KTÓRY CIEMNIEJSZY OD ZMROKU...
- choć, Gourry, trzeba gdzieś się schować. - powiedział Zelgadiss
- tak. - Gourry udał się za Zelgadissem

*BBBBBBBBBBBBBOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMMMMMMMMMMMM*

- musiało boleć. - zauważył Gourry
- taa.. w końcu niecodziennie się gubi jedno z najcenniejszych zaklęć czarnej magi.. no ale cóż. - powiedział spokojnie Zelgadiss i powrócił do wcześniej wykonywanej czynności - czyli do leżenia.
- ciekawe kiedy Amelia się ocknie. - zastanawial się Gourry
- eee, myślę że po dwuch tygodniach, może mniej.. wyliże się.- rzekł Zelgadiss
Po chwili do znudzonych Gourrego i Zelgadissa wtoczyła się Lina.
- FIRE BALL !!!!!!!!
*SRU*

- ej, a my co ci zawiniliśmy ??? - zapytał sie zaskoczony Gourry
- MUSIAŁAM SIĘ NA KIMŚ WYRZYĆ !!! - wydarła sie Lina i wytoczyła się
- no cóż, choć pozbieramy do kupy Amelię - westchnął Zelgadiss niedbale otrzepując się z trawy
Udali się na wielką pustynię, która przed jeszcze paroma minutami była lasem i odnaleźli Amelię. Położyli ją do łóżka, a potem siedli na jakimś zwalonym pniu.
- głodny jestem.- westchnął Gourry. Pogrzebał w pniu i wyjął siakieś robale. Po chwili wpakował je do pyska, aż mi się niedobrze zrobiło.
- jesu, Gourry ! - wzdrygnął się Zel, który sam wyglądał jak taki robal.
- Gourry co jesz? - wparowała Lina
- robacki ! - odparł Gourry grzebiąc w pniu
- a fuu, takiego czegoś to nawet ja nie jem.. - Lina spojrzała na Gourrego z odrazą.- Zel, z kim ty się zadajesz???
- odezwała się.
- co, masz coś do mnie?
- a kto zeżarł parosetletnią zawartość lodówki w zamku Tergof?
- to był wypadek.
- wypadek, to były twoje narodziny...
- COŚ TY POWIEDZIAŁ???
- ona jest dzisiaj niebezpiexczna..- powiedział Gourry
- a co mam zrobić jak Amelia zgubiła Zaklęcie Ostatniego Pożegnania... tyle trudu, tyle krwi na to wylalismy my i.. ech.. Stella..
Zapadła cisza.
- a gdybyśmy ją ożywili przy pomocy liści z animis..? - zaczął nieśmiało Gourry
- jesu Gourry ty jesteś genialny !!! ja sama nigdy bym na to nie wpadła !!! - Lina rzuciła się Gourremu na szyję tak że spadli razem za pień.
- no tak, to było takie proste że nikt z nas by na to nie wpadł.. oprucz Gourrego - przytaknął Zell i po chwili rozłożył się na pniu, cały hepi że już nikt na nim nie siedzi.
- kiedy wyruszamy? - rozległo się spod pnia
- najlepiej chyba dzisiaj.
Lina siadła na pniu.
- tak. Tym bardziej że nie zostało nam dużo drogi, bo przecież właśnie stamtąd wracamy.
- AGGHHH... Lina czy mogłabyś zejść z nogi...? - jęknął Zelgadiss
- o czym rozmowa?- Gourry wwalił się całym swoim jestestwem na pień
- AAAAAAAAAAAAJJAJ MOJE NOGI !!! - pisnął Zelgadiss
- hę? - Gourry spojrzał bezmyślnym wzrokiem na nogi Zelgadisa a potem na siebie -a, sorry Zel.
- och.. ja już nigdy nie będę mógł chodzić..- łkał Zelgadiss
- zamknij się, nie masz w tej chwili większych problemów??? - warkneła Lina
- masz rację Lino. Stella i Derek nie żyją, świat może w każdej chwili coś zaatakować, nie mamy pieniędzy, państwo podupada..
- nieee.. - Lina się spojrzała na niego z wyrzutem- chodzi o moją pustkę. Jestem głodna.

[GLEBA]

- Lino.. czy ty myślisz czasem o czymś innym oprucz jedzenia i seksu...? - jęknął Zel
- oczywiście !
- taaa... o wzbogaceniu się...
- och taka już jestem.. kocham pieniądze.. - Lina rozłożyła się na pniu jak szef Pruszkowskiej mafii
- ludzie jak cie rodzice wychowali..
- odezwał się !
- hej, czy ja nie spełniam jakiś wymagań?
- owszem, jesteś nieuprzejmy, złośliwy, chamski...
- SKOŃCZ ! bo zacznę wymieniać jaka ty jesteś !
- a wymieniaj !
- dobra ! świnia !
- debil !
- idiotka !
- brzydal !
- wariatka !
- muł !
- obżartuch !
- leń śmierdzący !
- PATAFIANKA !
- KOŃSKA SPIERDOLINA !
- ee.. czy moglibyście skońc..- próbował załagodzić konflikt Gourry
- GŁUPIA BLONDYNKA - ryknęli obaj na Gourrego
- cooo??? KŁÓTLIWE MAŁPY !
- TĘPY OSIOŁ !
- PSY OGRODNIKA !
- CIĘŻKI PRZYPADEK !
- HIENY !
I tak kłócili się i kłócili..
- i co, ogórki morskie..- rozległ się słaby głos za nimi
- Amelia??? szybko doszłaś do siebie !
- wszystko mnie boli...- chlipnęła i spojrzała z nienawiścią na Linę
- weś ty mi lepiej zejdź z oczu.
- phi ! - Amelia odwróciła się na pięcie i wróciła do namiotu
Lecz w końcu nasi bohaterowie w ciężkich bólach zaczęli się zbierać do wyprawy.

TYMCZASEM GDZIEŚ..

- błagam.. to jeszcze niewilne dziecko.. AAAAAGHHH-
Saovi z mściwym uśmieszkiem na ustach zabiła kolejną błagającą o litość osobę
Niedaleko wśród zgliszczy wyłonił sie Altar.
- to miasto mamy zaliczone.
- taak... - Saovi dobiła jakiegoś gościa próbującego uciekać
- nie wiedziałem że śmiertelnicy mogą byc tacy bezlitośni.
- mało jeszcze wiesz...
Szli przez zgliszcza zniszczonego przed chwilą miasta. Wszędzie były morza ognia, a niebo pokrywały ciemne chmury.
- trzeba by się popytać o LInę Inverse..
- bez przesady ! po pierwsze: i tak nam nie zagrozi, po drugie: już nie ma sie kogo pytać ! AH - HA HA HA HA HA HA - wybuchła swoim charakterystycznym śmiechem
- wiesz, w głosie mojej matki było pewne ostrzeżenie...
- matki? nie za bardzo wierzę, że jesteś jej prawdziwym synem.
Po tym zdaniu dostrzegła dziny błysk w oku Altara.
- 18 lat trzymała to w tajemnicy... czekała na narodziny złotych dzieci, na ich śmierć. Dopiero wtedy miałem się ujawnić, by zniszczyć to wszystko.
- ale czy to możliwe że pani ciemności miała dziecko? - Saovi parsknęła śmiechem - z kim ?!
- denerwujesz mnie. - powiedział spokojnie Altar
- sorry, ale mnie po prostu wydaje się to niemożliwe !
- Saovi, za dużo chcesz wiedzieć - syknął
Saovi słysząc ten ton trochę się przestraszyła.
- jak chcesz. Ale ja nadal nie wierzę że LON miała syna.
-są takie rzeczy na niebie i ziemi o których nawet nie śniło sie waszym filozofom... - rzekł spokojnie Altar i spojrzał w niebo.
Saovi nie wiedziała właściwie co o tym myśleć. W głębi serca wierzyła że ten chłopak jest synem LON, ale równocześnie (tak jak wam czytelnicy) wydawało jej się to absurdalne.

U LINY.

- ach jak przyjemnie do Aruen ruszać now ! gdzie szumi szumi woda..
- a wzsystkie jednorożce chcą kuku zrobić nam - tym sykiem dokończył piosenkę Liny Zelgadiss
- Zel, troche optymizmu !
- optymizm zostawiam Xellossowi. Ja w tej historyjce słóżę za pesymistę.
- ty wiesz za co tu słóżysz? ZA ZROGOWACIAŁĄ PODUSZKĘ NA SZPILKI !
- FIRE BALL !!!
Lina zwinnie uniknęła tej kuli.
- hehe nigdy nie atakuj czarodziejki jej atakiem !
- wrrr... - twarda skóra Zelgadissa poczerwieniała ze złości
- hmm przypominasz mi teraz puszkę od konserw wyjętą z ognia...
- trzymajcie mnie bo niewytrzymam..!
- cicho, bo jeszcze wybuchnie ! poranią nas odłamki...
- NO KUUUUUUUUUUUUUUUŹŹŹŹŹŹŹWA!!!!!!
- hjehje paczcie jak się wkurzył ! aż mu para z uszów leci !
- picecyk węglowy ! - zachichotał Gourry
- a.. w-wiecie kim wy jesteście? - wysyczał Zelgadiss powstrzymując się od płaczu.
- nie.- rzekła niewinnie Lina
- wy... wy.. - jęczał Zelgadiss próbując dobrać słowa wyrażające całą odrazę jaką do nich czuje
- noo?
- wy..- nie dokończył tylko splunął na ziemię
- dziękujemy, my tez cię kochamy !
- ja chcę do mamy...- jęknął Zel
- hehe w warunkach ekstremalnych objawia się twoja pradziwa natura!
Szli przez las i tak się wyzywali na zmianę. W końcu natknęli się na jakieś miasto i nie omieszkali zatrzymać się na skoromny posuiłek.
- kelner ! 20 kurczaków i hmm.. pięć pieczeni ze smoka.. i.. no, podwójną porcję wszystkiego co macie !
- tak tak... oczywiście - oddalił się kelner nadal patrząc na Linę jak na wariatkę
- nie wiem o co tym ludziom chodzi ! czy człowiek już nie może być porządnie głodny?- zapytała się Lina
- głodny.- rzekł ponuro Zelgadiss i walnął głową w stół, tak że szpilki-włosy znów się powbijały w drewno i nie mógł ich wyciągnąć.
- panie Zel, dobrze pan się dzisiaj czuje? - zapytała sie Amelia
- a nie widać? - odparł próbując nadluckimi wysiłkami wyjąć włosy powbijane w stół
- kogoś tu brakuje w tej historyjce.- jęknął Gourry
- no.. piąta osoba do teamu by się przydała..
- bez Xellossa jest nudno.
- właściwie to szkoda że jest mazoku.
- taa.. gdyby był człowiekiem nie mógł by unikac moich fire balli hje hje hje
- ty i te twoje fire balle - jęknął Zelgadiss nadal próbujący się oswobodzić ze stołu
- hehe odezwał się ! a kogo właśnie wtej chwili stół napadł?
- to nie jest śmieszne, to jest tragiczne - zarechotała Amelia
Po chwili przyszedł kelner niosąc dania. Lina i Gourry rzucili się na nie, Amelia kulturalnie jadła, a Zel zmuszony był jeść z głową przybitą do stołu.
- trzeba przyznać że podają tu dobre dania. - rzekła Amelia nadziewając drobniuki kęs na widelec
- HEŁP HEŁP MNIAM GLUP - odparła Lina wpychając w siebie tony jedzenia
W końcu na półmisku zostały dwa kurczaki: jeden mniejszy, drugi większy.
- Gourry nawet o tym nie myśl - syknęła Lina
- a ja akurat pomyślę - i Gourry już wyciągnął chciwą łapę po kurczaka, gdy brulatnie biła w nią widelec Lina
- AAAAAUAAAU!!!- ryknął Gourry
Lina takze wyciągnęła rekę po kurczaka lecz on ją w nią ugryzł. Po chwili zaczęły się rękoczyny i oboje krwawo i zaciekle walcząc zwalili się na podłoge.
Po paru minutach podnieśli się, lecz zastali puste półmiski.
- gdzie kurczaki???
Amelia niewinnie przewróciła oczami a Zel udawał że nadal jest zaasorbowany wyjmowaniem włośów ze stołu
- WWWWYYYYYY...! - warknęła Lina z pianą na ustach
- t-t-to nie my.. - jęknął Zel - to oni !!!! sam widziałem jak wzięli i zjedli !!! - Zel wskazał na bogu ducha winnych ludziów jedzących przy sąsiednim stoliku
- COOOOOOO??? FIRE BALL !!!!!!!! - Lina rzuciła w stronę ludziów fire balla zanim nawet Amelia zdążyła zaprotestoiwać jak Zel postąpił nieuczciwie
- PANIE ZELGADISSIE !!! - pisnęła. Nie wiedziała czy bardziej się oburzać czy rozpaczać
- COOO ?! - Zelgadiss perfidnie nasladował głos Amelii
- jajeczko drogą szło - -"
-też tak sądzę.
- JAK PAN MÓGŁ SIĘ SPRZECIWIĆ RĘCE SPRAWIEDLIWOŚCI !!! JAK PAN MÓGŁ ZŁAMAĆ PRAWO, TYM SAMYM NARAŻAJĄC DOBRO TYCH BIEDNYCH LUDZI !!!
- może trochę dyskretniej... - jęknął Zel widząc zlowieszczy wzrok LIny
- FIIIIIRRRRRRRRREEEEEEE BAAAAAAAALLLLLLLLLLLL!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Po chwili Amelia pożałowała że wogóle się odezwała.
- jesu..!!! zdejmijcie ze mnie ten jebany stół ..!!! - szamotał się Zelgadiss
- a dooobrze ci tak chamie - syknęła Lina
Lecz szef kuchni widząc skutki Fire Ballów Liny, że tak ładnie powiem, wykopał ich z knajpy.
- ech.. co on tam krzyczał za nami? - zapytała się Lina otrzepując się z piasku
- jakieś przekleństwa.. dobrze nie pamiętam. Aha i dodał żebyśmy tu nigdy nie wracali- odparł Gourry
- zabierzcie odemnie ten stóóółłł - zawył Zel
-no dobra, choćcie może gdzieś sprzedają piły mechaniczne, to oswobodzimy Zela
Po zakupieniu odpowiedniego sprzętu, nasi bohaterowie pociachali stół i włosy Zelgadissa. Odcieli mu grzywkę tak że teraz wyglądal naprawdę głupio
- o jesu ciężko było - jęknęła po skończonej robocie Lina
- ale.. jak ja wyglądam???- jęknął Zel
- jak idiota. czyli normalnie.
- wieeelkie dzięki.

TYMCZASEM GDZIEŚ W LESIE

*BZZZT*

Zmaterializowali się Saovi i Altar.
- Tu ostatnio byli, gdy moja matka zabiła Złote Dziecko.- rzekł Altar
Saovi spostrzegła grób Stelli
- chyba tam ją zakopali. Ale ich nigdzie nie widać.
- przybyliśmy za późno. Trzeba było zabić ją na początku.
- jesu, Altar !!! Przecież to zwykła śmiertelniczka, prędzej czy później ją znajdziemy !!!
- niesmiertelna się odezwała.
- phi ! - prychnęła Saovi. Po chwili podeszła do grobu Stelli i podniosła zapinkę którą Zelgadiss położył na grobie dziewczyny.
- hmm, trzeba przyznać że dziewczyna miała gust.- włożyła sobie zapinkę do kieszeni
- nie wiesz że to nie ładnie kraść - zapytał się Altar jak zwykle patrząc swoimi złotymi oczkami w sposób który przyprawiał o szybsze bicie serca wszystkie dziewczyny na świecie
- ee tam. Oddam to Linie Inverse przed śmiercią.
- może skoro tu jesteśmy, zaczniemy wykonywać naszą robotę..
- dobry pomysł.
- taa.. zdecydowanie tu za ładnie.
- AH - HA - HA - HA - HA -HA -HA !!!

TYMCZASEM U LINY I RESZTY

Wyszli z miasta i udali się do.. lasu. (zaczynam nienawidzieć lasu)
- hej. pieniądze albo życie.- wymruczał akurat przechodzący gostek.
- masz na piwo i zostaw nas w spokoju, dobry człowieku...- zcazęła Amelia
- JA NIE ŻARTUJĘ !!!- facet sobie założyl jakś dziurawą skarpetę na głowę- ODDAWAJCIE WSZYSTKO CO MACIE !!!
Lina, Amelia, Gourry, Zelgadiss spojrzeli na siebie. Po chwili wybuchli niepochamowanym śmiechem.
- z czego rżycie..?- zapytał się już nieco zdezorientowany bandyta
- a jak myślisz? z ciebie ! BUAHAHAHAHAHAHA !!!!!
- ha ha ha.. - facet nagle pochwycił Amelię i przyłożył jej łuk (?) do skroni - DAWAJCIE PIENIĄDZE, ALBO JĄ ZABIJĘ !!!
- ach, ach róbcie co każe !! - mówiła teatralnym głosem Amelia po chwili wybuchła płaczem
- DAWAJCIE ZŁOTO, JEŚL WAM JEST ŻYCIE MIŁE !!!
- och biedna Amelia !- zaczęła rozpaczać Lina- dobrze, oddamy ci co zechcesz !
- te dwa kryszały !! dawaj !!! -wskazął na naramienniki Liny
- och to moje najcenniejsze kryształy - Lina przyłożyła rękeę do skroni
- RÓB CO MÓWIĘ.. ALBO.. - i przycisnął łuk jeszcze bardziej do głowy Ameli, wskutek czego ona histerycznie pisnęła i wybuchła znów płaczem
Lina drżącym ruchem wyjęła kryształy z naramienników i położyła przed bandytą. On puścił Amelię, szybkim ruchem zabrał kryształy i zaczął uciekać.
- hje hje hje teraz zatkajcie uszy - powiedziała Lina

BBBBBBBBBBBBBBBBBBBBOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMMMMMMMMMMM

- hje hje specjalne zabezpieczenia przed kradzieżą.. będzie miał nauczkę - Lina wyciągnęła z kieszeni zapasowe kryształy i włożyła w odpowiednie miejsca.
- hehe ciekawe czy on myślał że naprawdę się boję?- zastanawiała się Amelia
- no, ciekawe.
Zaczęli iść przed siebie. W końcu doszli na jakąś polanę.
- łaadnie tu.
- tak.
Szli przez tą polanę szli.. aż nagle..
- ej, panno Lino, tu coś leży !
- co takiego?
- jakaś kartka..
Amelia podniosła kawalek papieru z ziemii. Głośno odczytała treść:
"LON wysłała syna i uczennicę by zniszczyli ten wymiar. Uciekaj Lino Inverse i staraj się nie zwracać na siebie uwagi. By uratować świat od niechybnej zakłady idź na zachód i odnajdź Dziewiątą Księgę"

- że co..?- Gourry nic z tego nie rozumiał.
- LON MA SYNA???? - Lina wytrzeszczyla oczy- Amelia, na pewno to dobrze odczytałaś?
- t-tak
- ALEŻ.. TO TRASZNE !!! ŚWIATU GROZI KOMPLETNA ZAGŁADA !! I TO NIE TYLKO NASZEMU !! OJEOJEOJEOJEOJEOjeojeojeojeojeojeojej..- Lina osunęła się na ziemię
- i nzowu zaczyna się ta historyjka. Pytanie tylko, kto zostawił nam tą kartkę?- zastanawiał się Zelgadiss
- LON ma syna.. - Amelia także nie mogła w to uwierzyć - równie dobrze możemy teraz się rzucić z mostu...
- ojeojeojeojeojeojeojeojeoejeoj...- jęczała na ziemii Lina
- Lina wes sie w garść..- zaczął pocieszać ją Gourry
- OJEOEJEOJ !! - wydarła sie Lina - LON ma syna !! czy ty wiesz co to znaczy??? OJEOJEOJEOJ ..
- ee.. nie?
- ojeojeojeojeojej tak myślałam ojeojeojeojeojej
- czyli musimy jak najszybciej ruszać po tą księgę.- powiedziała Amelia
- a jeśli to podstęp?
- i tak nie mamy nic to stracenia, Zel. OJEJEJEJEJ. - jękła Lina
- niedługo nadejdzie noc. Trzeba by tu może rozbić obóz.
Więc rozbili. Nie będę opisywać kilku kłótni co wydarzyły się w międzyczasie, bo nie ma sensu.
Zapadła noc.
Późna noc.. gdy wszystkie dzieci juz grzecznie spały (oprucz mnie, bo poświęcam się dla ojczyzny pisząc tego fika)
Tymczasem gdzieś kawał drogi dalej od obozowiska naszych bohaterów...
- aaaaaaachh.. AAAACCCHHHH !!! NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!! - Saovi zerwała się z łóżka zlana zimnym potem. Nie wiedziała gdzie jest.
- dobrze się czujesz? - usłyszała spokojny głos zza namiotu
- t-tak.. oczywiście..- starła pot z czoła. Owinęła się w koc i wyszła z namiotu.
Na wzgórzu spokojnie stał Altar i patrzał na księżyc.
- co ci się stało? - zapytał się nadal spoglądając w księżyc
- nic takiego.. - powiedziała pośpiesznie Saovi
- Saovi, przedemną nic nie ukryjesz.
- no.. miałam zły sen.
- sen? - zapytał się Altar jak by usłyszał to słowo po raz pierwszy w życiu.
- no.. sen, marzenia senne.. śnił mi się koszmar...
Altar oderwał wzrok od księżyca i spojrzał na nadal przerażone, szkarłatne oczy Saovi.
- ja nigdy nie śniłem. Nigdy nie spałem. Powiedz mi, jak to jest?
- nigdy.. nie spałeś?
- mhm. - Altar przytaknął. Pełen zaciekawienia i zarazem spokoju wzrok wlepiał w Saovi.
- no.. przyjemne uczucie.. całkowity relaks, odpoczynek.. czasem we śnie przesówają się obrazy, ukłądają się i mogą stwarzać cełe sytuacje...
- hmmm- Altar znów wlepił wzrok w księżyc. - piękny księżyc, prawda?
- co? - Saovi została wytrącona z wątku - a tak, zaiste, piękny. Ja już idę spać. Dobranoc.
- miłych snów.- odparł spokojnie Altar nadal wpatrzony w księżyc. Saovi zawsze intrygował jego spokój ducha.
- dziekuję. - uśmiechnęła się nieśmiało. Wróciła do namiotu.
Lecz nie powiedziała Altarowi całej prawdy..
Od paru miesięcy co noc nawiedzał ja ten sam sen. Właściwie nie sen tylko pełen rozpaczy krzyk.
Lecz ona nie wiedziała do kogo on mógłby należeć i co mógłby oznaczać.
Lecz zawsze po tym śnie budziła się zlana potem.

rozdział drugi. dziewiąta księga. rozwalenie Auren.

-UUUUUUUUUUUAAAAAAHHHHHH..- ziewnęła Lina, budząc przy tym pozostałych
- krół lew się znalazł- warknął Zel
- głodna jetem - westchnęła Lina
- to se upoluj, ja nie mam najmniejszej ochoty - mruknął Zel spod poduszki
- WYPIERDALAJ POLOWAĆ JEŁOPIE !!!!!!!!!!!!!! - ryknęła Lina
- piiiisk- pisnął Zel i pobiegł na polowanie
- phi - prychnęła Lina
- panno Lino, jest pani taka wulgarna - wzdrygnęła się Amelia
- ciiicho bądź ty obrończyni prawa jedna
- dajcie mi sapć.- mruknął Gourry
- a śpij, kto ci broni?
- wy..?
- a co ty tam wiesz.
- wiem więcej niż ci się wydaje,..
- na przykład Gourry i inteligencja? w to nie uwierzę !
- chrrrap - odpowiedział jej inteligentnie i błyskotliwie Gourry
- żarło przylazło - usłyszeli warkot zza namiotu - macie i żryjcie sępy
Wyszli. Niesdaleko stał Zel z kilkoma upolowanymi królikami.
- eee tam, nie mogłeś jakiegoś niedźwiedzia upolować...? I ty chcesz doruwnać Son Goku ???- zapytała się Lina
- jak jesteś taka mądra sama se upoluj.. ja też jestem człowiekiem
- chyba raczej pół człowiekiem, pół UAAAAAAAAHH - znów Lina ziewnęła - trollem

TYMCZASEM W MIEŚCIE

-mrrr.. kotku..
- eh..heh..e
- to co.. powiesz mi w którą stronę poszła Lina Inverse..?
- ale ja nie mogę.. to sławna pogromczyni bandytów i..
- oooj bo się obrażę...
Saovi właśnie przytknęła jakiegoś mieszczana do ściany, gorąco z nim flirtująć (właściwien to już dawno przekroczyła granicę flirtu)
- a..ależ nie obrażaj się..
Saovi przeciągnęła go na łóżko.
- to jak..? powiesz mi..?
- Lina poszła.. na południe.. achhh..
- dobra, nie jesteś mi już potrzebny. - Saovi z ręki wypuściła strumień energii, który przebił facetowi głowę uśmiercając go na miejscu. Po śmierci miał nadal oblesny uśmiech na twarzy.- teraz trzeba znaleźć Altara. Pewnie siedzi gdzieś w jakimś pubie.

PUB "U STAREJ LAMPUCERY"

- oooooochhh...- jakaś dziewczyna wiła się w ekstazie podczas robienia malinki przez Altara
- to co.. teraz powiesz mi w którą stronę poszła Lina Inverse?
- jeszcze sie pytasz.. AAACHHH... poszła na południe... aachh.. a teraz weź mnie całą...
- może kiedyś. - oderwał się Altar i jednym ruchem ręki rozwalił cała knajpę zaostawiając tylko fundamenty. Akurat nadchodziła Saovi.
- miałaś rację, Saovi. Takim sposobem można więcej osiągnąć niż przemocą.
- hehe. Gdy się ludzią grozi wycelowaną w ich skroń kulką energi, zacinają się. A podczas pieszczot.. otwierają się jak księgi...- Saovi uśmiechnęła się frywolnie
-czego się dowiedziałaś?
- Lina Inverse podąża na południe..
- acha.
- a teraz zadbajmy o to, by nikt nie powiedział Linie o tym że jesteśmy tuż za nią...
Altar zaczął wypowieadać jakieś zaklęcie w bliżej niezbadanym języku. W końcu rozłżył ręce i wśród wielkiego szumu, całe miasto zamieniło się w pustynię...

TYMCZASEM U LINY.

Zjedli wreszcie te króliki, zebrali się i ruyszyli na południe, czy gdzie oni tam mieli iść.
- dołączyli może do tej karteczki jakąś mapę, czy cuś?
- nie. Aż tacy mili nie byli... ani inteligentni... mam nadzieję że to nie podstęp..
Nasi bohaterowie uszli kawałek drogi.
- panno Lino ! na ziemii coś leży !
Lina podnioisła jakieś bazgroły i niezrozumiałe kleksy
- LUUDZIE KTO TO BAZGRAŁ !!! jakiś dysgrafik.. a tak właściwie co to ma przedstawiać..? - Lina z odraza obejrzała świstek papieru
- ee.. to chyba mapa, panno Lino.. ale pewna nie jestem..

- "..a właściwie co to ma przedstawiać..?""ee.. to chyba mapa, panno Lino.. ale pewna nie jestem.."- ktoś siedzący na drzewie naśladował głos Liny i Amelii- głupie smarkate. Nie dość że się poświęcam rysując mapę a one takie coś. Świnie.

- eej to chyba nie mapa - zauważył Gourry.- myślę że to jakiś pejzaż lub portret martwej natury..

Gościu siedzący na drzewie z trzaskiem spadnął na glebę.

*CIABACH*

- ej, słyszeliście coś..? - zapytała się Amelia
- łups, trzeba się zmywać - jeknął gościu - zamiast "I nastał chaos" to opowiadanie powinno się nazywać "I nastał hałas" - i znikł.
- ee ja nic nie słyszałam. Chyba masz schizofremię, Amelia - powiedziała Lina studiując kawałek papieru - ja jednak myślę że to jest mapa
- a po czym to poznajesz?- zainteresował się Zelgadiss
- no bo tu jest krzyżyk.. a tu przerywana linia..
- a zaraz co przy tym krzyżyku pisze?
- hmm- Lina wytężyła wzrok - w...e...j..ści..e... d..o.. p..o..d..z..i..- dalej nie mogę się rozczytać- k..s..i - kleks - m..ą..d..r..o..ś..c..i..
- hmm może to jest mapa do naszej dziewiątej księgi?
- może i tak.
- hmm według mapy musimy iść w lewo.. albo w prawo.. albo na wprost.. LUDZIE CO TU JEST NARYSOWANE???
- chyba musimy się cofnąć i na skrzyżowaniu skręcić na południowy wschód. - powiedziała Amelia
- hmmm- Lina wytężyła wzrok próbując rozczytać cokolwiek z mapy
Lecz w końcu poszli za radą Amelii.
- wchodzimy w coraz gęściejszy las. To bez sensu. Niech ja tylko dopadnę kogoś, kto to rysował, to mu nogi z dupy powyrywam !!! - miotała się Lina
-spokojnie. Ej, widzicie to co ja? - Gourry wskazał na jaskinię
- no ! może tam znajdują się księgi! - Amelia już miała przesytąpić próg jaskini, gdy przed nią pojawiło się malutkie zwierzątko. Taka mała, słodziutka kuleczka puszku, o słodziutkich oczkach i puszystym ogonku.
- witajcie, wędrowcy ! - zapiszczało cieniutkim słodziutkim głosikiem
- ojeeeeeej jakiś ty słoooootki !!!! - zakwiliła Amelia - mogę cię pogłasakać?
- oczywiście !
- wody..- jęknęła Lina- kim jesteś.. ee.. e... jak tam się zwie twój gatunek? - zapytała się Lina zwierzaczka
- nazywają mnie Cerber. Ale jak chcecie możecie mnie nazywać Puszkiem ! - zapiszcał zwierzaczek.
- Cerber? kto tak nazwał takie słodziutkie zwierzątko jak ty?- zapytała sie Amelia
- może dlatego że jestem strażnikiem podziemnego miasta.
- ojej, to tu jest podziemne miasto? I znajduje się tu Dziewiąta Księga?
- oczywiście. I pozostałych dziewięć także - -"..
- to my może już tam pujdziemy, ok?- powiedział Zelgadiss i zaczął iść w kierunku wejścia
- nie możecie tu wejść- zapiszczało zwierzątko
- dlaczego?
- nikt z zewnątrz nie może tu wejść. Moim zadaniem jest tego pilnować.
- haha a jak nie wejdziemy to co?- zadrwił Zelgadiss patrząc z wysokości swojej wysokości na zwierzaczka
- hmmm...- zwierzaczek nagle zaczął się powiększać i przeobrażać w wielkiego psa. Po chwili był większy od Zelgadissa. Nie był to zwyczajny pies, był jakby pozbawiony skóry widać było włókna mięśniowe. Miał przekrwione oczy a z pyska opatrzonego w długie i ostre zęby cieknęła mu ślina.
- ..e.. - wydusił Zelgadiss
Puszek po chwili znów przeobraził się w malutkiego, milutkiuego zwierzaczka.
-t..to co mamy zrobić zeby przejść? pokonać cię czy coś w tym stylu?- wydusiła wreszcie z siebie Lina
- nie. Po prostu musicie mnie PRZEKONAĆ. A nie POKONAĆ. A nawet jak mnie pokonacie, całe miasto będzie was ścigać.
- a..jak cię przekonać?
- to już od was zależy.
- o w mordę.
- ja mam czas.- Puszek sobie przysiadł na tylnych łapkach.
- to .. może coś zaśpiewamy panu Puszkowi?- zaproponował Gourry
- ee.. oczywiście... - przytaknęła Amelia
- ogórek ogórek ogórek.. zielony ma garniturek.. i czapkę i sandaaaaały ! zielony, zielony jest cały !!! - zaczęli fałszować wszyscy we czwórkę
- to wszystko na co was stać?- zapytał sie Puszek
- a ja w domu mam chomiiikaaa, kota rybki oraz psa- zaczęła drzeć sie Amelia
- mógłbym prosić o coś ambitniejszego?- ziewnął Puszek
- ARE YOU OK.. YOU OK.. YOU OK ANNIE..? ARE YOU OK.. YOU OK.. YOU OK ANNIE? - wydarł się Zelgadiss
- coś.. bardziej ekspresyjnego..- powiedział Puszek
- WILL ALWAYS LLLLLLLLLLLLLLLOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOVEEEEEEEEEEEEEE YOUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU-UUUUUUU-UUUUU-UUUUUU !!!!!!! - wybuchła Lina głosem Whitney Hyuston ( Wytrę Hustką jak to mówi moja kumpela :)
- ładnie, ładnie, ale śpiewanie piosenek raczej mnie nie przekona.
Nasi bohaterowie próbowali wszystkiego: od przepisów kulinarnych, przez występy cyrkowe, aż po Gourrego udawającego że myśli co by nawet umarłego obudziło.
- ja już nie wiem co zrobić - poryczała sie Amelia
- wiem.- warknęła Lina. Szepnęła coś chłopakom na ucho. Po chwili szepnęła też coś Amelii.
- panno Lino..-zburaczyła się Amelia
Chłopacy z westchnieniem odwrócili się i zaczęli nucić jakąś wolną melodię.
Amelia i Lina w rytm muzyki w różnych wygibasach zaczęły się rozbierać...
W końcu gdy były w stroju Ewy zapytały się:
- to co? teraz nas wpuścisz?
- hmm.. ty masz za małe piersi, a ty za wąskie biodra... niech się chłopacy rozbiorą.
- COOO?- ryknęli Gourry i Zel
Lecz w końcu dla dobra nauki zrobili to...
Nie wspominajmy o tym więcej...
- dobra, przechodźcie.- w końcu zgodził się Puszek i zszedł im z drogi.
Chlipający Zel i Gourry oraz rozchichotane Lina i Amelia przeszły przez jaskinię.
- w życiu mnie tak nie poniżono- chlipnął Zel
- hihihhihihi - zachichotały dziewczyny
- to nie jest smieszne, to jest tragiczne..- westchnął Gourry
- hihihihiihihi - znów się rozchichotały.
Lecz przerwali tą interesującą konwersację merytoryczną, bo po schodzniu w dół, rozciągnęło się przed nimi wielkie miasto. Domy były ulepione ze stwardniałej ziemii, a pomiędzy niumi kręcili się ludzie. Wszędzie paliło się dużo ognia, bo jak wiadomo, miasto to znajdowało się pod ziemią.
- hej ty - Lina złapała za fraki pierwszego lepszego mieszczana- dlaczego do tego miasta nie może wejść nikt z zewnątrz?
- ze względu na Dziesięć Ksiag Mądrości. Kiedyś ktoś z zewnątrz jedną zwinął. A teraz puść mnie dziewczyno z łaski swojej, śpieszę się.
- dobra, dzieki. A powiedz mi jeszcze jak mogę się dostać do tych Dziesięciu Ksiąg?
- nie mam czasu !- i się zmył
- debil.- po chwili Lina zobaczyła jakiegoś przystojnego gościa.
- czeeeeść.. - powiedziała zalotnie i zatrzepotała rzęsami
- e.. cześć- wydukał chłopiec. Przez chwilę stał nieruchomo, aż nagle padł na kolana - kocham cię !!! zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia !!! choć ze mną, zamieszkamy razem i będziemy szczęśliwi !
- dziękuję, nie skorzystam, mam już chłopaka.. - jęknęła Lina
- och to straszne ][ !!! powiedz mi, kto to, abym mógł wyzwać go na pojedynek !!!
- no.. on - Lina wskazała na Gourrego
- ACH !!! - chłopak wstał i wyciągnął ku niemu miecz - walcz !!! ja będę walczył aż do śmierci dla mojej ukochanej !!!
Gourry wyciągnął miecz, przebił gościowi kołnież i pociągnął do góry
- Lina, o co mu chodzi?- Gourry spojrzał bezmyślnym wzrokiem na Linę
- ach dobij mnie !nie będę mógł ścierpieć że ma ukochana patrzy na mą klęskę !!!
- ok - powiedział beztrosko Gourry
- nie panie Gourry !! - ryknęła Amelia - za głupotę nie powinbno się zabijać !!! (gdyby tak było już dawno byłbyś martwy he he he)
- no właśnie.. i to ewidentną głupotę.. jak można zakochać się w Linie.- powiedział Zelgadiss
- FIRE BALLL!!!

*PIZDU*

- co mam poradzić że jestem taka piekna i pociągająca.. każdy się we mnie zakocha.. -puszyła się Lina
- o taak.. jesteś piękna.. pociągająca.. seksowna..- jęczał chlopak wisząc nadal na mieczu Gourrego
- ludzie.. zaraz dostanie orgazmu - jęknął Zelgadiss
- ej gościu zamiast zachwycać się moją (nie)skromną osobą, może bys mi powiedział jak dojść do Dziesięciu Ksiąg Mądrości?
- oczywiście kotku.. jak chcesz mogę cię tam zaprowadzić !
- Gourry puść go- rozkazała Lina
Gourry z nienawiścią rzucił gościem o ziemię.
- rozkazuj, a zrobię co tylko zechcesz, o pani mojego serca - gościu rozpłaszczył się przed Liną
- ok.. możer mi najpierw powiesz jak masz na imię?
- nadaj mi jakie chcesz..
- eee..mogę cie po prostu nazywać Gościu?
- Gościu.. piękne imię..- rozmarzył się Gościu
- teraz nas zaprowdź do dziewięciu ksiąg.
- ale żeby to zrobić, musicie stanąć przed obliczem króla.. misiu...
- to zaprowadź nas w takim razie do króla.
- wedle rozkazu.. mrrr..
Tak szli przez miasto obserwując mieszkańców. Gościu ciągle skakał koło Liny uważając żeby nic a nic jej się nie stało, a każdego człowieka, co śmiał choćby na nią spojrzeć wyzywał na pojedynek.
- tu jest ten zamek... kochanie..- ogłosił Gościu wskazując na pałac
- dobrze, dzięki, możesz odejść.
- ależ- Gościu wziął Linę za rękę- ja cię kocham ! będę cie kochać do końca życia..każda sekunda bez ciebie jest stracona..
- jesu, dobra, możesz iść z nami, nie mamy czasu do stracania - westchnęła Lina
- a dostanę coś w zamian za doprowadzenie cię tu? - gościu zapytał się głosem dziewczyny z reklamy "chcę, żebyś nauczył mnie przyjemności"
- a w życiu ! ciesz się że wogóle żyjesz !
- mmm.. ostra.. lubie takie
- zabierzcie go ode mnie..- jęknęła Lina
- och.. jesteś jeszcze piękniejsza jak się złościsz...
- wieeem ! - zaczęła się puszyć Lina. lecz w końcu doszli do sali tronowej

*BUM*- trzasnęły wrota. Na tronie siedział król-burmistrz-władca-prezydent

- dzień dobry wasza wysokość. - Lina przyklękła
- och, jak ty pięknie przyklękasz - zachwycił się Gościu
- hm hm hm chłopcze..- król zmierzył Gościa wzrokiem
- alez ja nazywam się Gościu !! ona nadała mi takie piękne imię !! -wskazał na Linę koloru dojrzałego pomidora
-błagam pana, niech pan go nie słucha...- jęknęła Lina
- och !! w szkarłacie jest ci tak do twarzy ! jesteś piękna ! seksowna ! zgrabna ! ładna ! inteligentna ! mądra ! bystra ! Kocham cię ! wyjdź za mnie !
- tego już za wiele - ryknął Gourry, wziął Gościa za kark i rzucił o ścianę, tak że padł nieprzytomny
- NO I CO GO ZBIŁEŚ - nakrzyczała na niego Lina - PRZECIEŻ PRAWDĘ MÓWIŁ !!!

[GLEBA]

- jak on śmie zalecać się do mojej dziewczyny - warknął Gourry
- ty mi nigdy takich rzeczy nie mówisz.- warknęła Lina
- spokój spokój spokój - uspokoił ich król- jest tylko jedna przyczyna dlaczego ten gościu się tak zachowuje..
- ależ to logiczne ! - krzyknęła Lina- jestem piękna, seksowna, mądra i inteligentna i..

[GLEBA]

- jesteś piękna, ale to nie jest przyczyną jego gwałtownej miłości do ciebie- jęknął król podnosząc się z ziemii- w naszym mieście mieszka pewna czarownica. I rzuciła na niego klątwę, że zakocha się w pierwszej nie-dziewicy przybyłej z zewnątrz.
- CZY SUGERUJE PAN ŻE NIE JESTEM DZIEWICĄ??? - ryknęła Lina
- no.. na to wygląda. Nie ma innego wyjaśnienia.
- panno Lino..- pokręciła głową Amelia
- od poczatku wam to mówiłem, a nikt mi nie wierzył - rzekł Zelgadiss
- he..he..he..- Gourry zrobił głupią minę i podrapał się po głowie
- ALEŻ JA JESTEM STUPROCERNTOWĄ DZIEWICĄ !!! JESTEM CZYSTA I PUSZYSTA NICZYM DZIEWICA ORLEAŃSKA !!! - Lina rozpaczliwie próbowała bronić swój image
- kochanie.. czy oni cię zdenerwowali? zaraz im pokaże co to znaczy zdenerwować moją ukochaną !!! - Gościu odzyskawszy przytomność dobył miecza
- STRAŻE !!! POJMAĆ TEGO TU !! -zawołał król
Dwóch goryli króla dopadło Gościa. Zdążył tylko krzyknąć "nie zabierajcie mnie od mojej ukochanej" i zniknęli za drzwiami.
- pożegnanie z Afryką - zachichotał Zelgadiss
- ha..ha..ha..
- a tak właściwie to po co przybyliście do naszego podziemnego miasta?- zapytał król
- my w sprawie Dziewiątej księgi. Światu grozi nieuchronna zagłada, i przeczytaliśmy gdzieś, że w dziewiątej księdze jest zapisane co zrobić aby zapobiec zagłdzie.
- hm hm hm... - król pogładził się po brodzie - mój sługa zaprowadzi was do biblioteki.
Po chwili przyszedł jakiś przylizany majordomus i zaprowadził naszych bohaterów do pomieszczenia. Znajdowało się w nim dziesięć ksiąg w złotej oprawie.
- ej, a my słyszeliśmy że jedną zwinęli.
- ale na szczęście nie wyniesiono jej za obręb miasta. Została odbita.
- OK. Możemy obejrzeć dziewiątą?
- jacha.
Podeszli do Dziewiątej Księgo i otrzepali ją z kurzu. Na pierwszej stronie był podtytuł "Żywioły".
- no nie, znowu żywioły..- jęknął Zel i zaczął przewracać kartki. - Spis treści: berła żywiołów.. opiekunki...najsilniejsze bronie.. to chyba będą te bronie. - Otworzył na odpowiedniej stronie i zaczął studiować.
- ej no daj poczytać !- miotała się Lina zaglądając mu przez ramię
- "mając oręż opiekunki żywiołów można pokonać wiele potworów, oraz zwierząt związanych z pustynią. Jednak by pokonać siłę przewyższająjącą znacznie siłę do objęcia skalą, do miecza używa się specjalnej przystawki. Składa się ona z dwóch części porozrzucanych po dwóch miejscach świata"..- czytał Zel
- oo - wydali z siebie okrzyk zdumienia wszyscy
- czy to chodzi o mój miecz?- Gourry wyjął swój miecz
- tak, Gourry. Zel, czytaj dalej.
- "by zdobyć przystawkę należy wypełnić próby. Dla każdeko żywiołu jest inna, na przykład ognia" ple ple ple " dla wody by zdobyć pierwszą część przystawki należy się udać w stronę Doliny Sześciu Rzek, by zdobyć drugą, należy iść do Zapomnianego Kraju."
- fajnie.- jęknęła Amelia- fajne że zdążymy zanim ozwalą nasz wymiar.
- nie mamy wyboru. Zresztą nic nie mamy do stracenia. Zel, zapisuj gdzie co jest.- powiedziała Lina
- ej, a co znajduje się wpozostałuch księgach?- zapytał się Gourry
- nie wiadomo. Pod wpływem czsu wymazały się lierki... jdeynie dzięwiąta się nie zniszczyła. Nieiwiadomo dlaczego.
- ciekawe...

TYMCZASEM GDZIEŚ DALEJ

- słuchaj. Nie chce mi się już szukać Liny. poszukamy ją kiedy indziej. - ogłosiła Saovi
- ależ Saovi..- powiedział jak zwykle ze stoickim spokojem Altar- chyba powinniśmy raczej ufać słowom mojej matki...
- AAAltaaar- rzekła Saovi ze zrezygnowaniem - co nam może zwykła śmiertelniczka zagrozić? choćmy najpierw rozwalimy ten nędzny wymiar, a Lina Inverse swoją drogą. Jakoś tak przy okazji.
- może i masz rację. - Altar spojrzał na nią swoim rozbrajającym wzrokiem, tak że jej się znów ugięły kolana - choćmy teraz zniszczymy coś dużego.. na przykład..
- Auren !!! AH - HA HA HA HA HA HA !

A U LINY...

-bardzo wam wszystkim dziękujemy ! nie wiem co byśmy bez was zrobili !!! wspomogliście orędowników sprawiedliwośći, którzy pędzą na ratunek światu !!! - recytowała Amelia
- no rormalnie przyczyniliście się do uratowania świata - Lina także dziękowała królowi
- hm hm hm - to był smiech króla tak dla wiadomości
Nasi bohaterowie wreszcie wyszli z podziemnego miasta.
- a żeby cię pokręciło - syknął Zel do Puszka
- wzajemnie- pisnął Puszek
- którędy do tej doliny jakjejtam? - zapytał się Gourry
- kawał drogi... lepiej się nie dowiaduj, masz za słabe nerwy na to.
- o, dzięki.


MINĘŁO TROCHĘ CZASU
PRZENOSIMY SIĘ DO AUREN..

Niegdyś czyste i błękitne niebo Auren pokrywały czarne chmury. Cały obszar tej pięknej krainy był zwęglony. Wszędzie było pełno ognia. Dym truł powietrze. Gdzieniegdzie leżały nieprzytomne lub martwe jednorożce. Często też można było się natknąć na nieprzytomną nimfę, jeszcze dzierżącą kij lub włócznię w dłoni.
Przez ten krajobraz nędzy i rozpaczy na czarnym jednorożcu jechali Saovi i Altar. Gdyby nie było tej scenerii, a oni nie byli by czarnymi charakterami powiedziałabym że wyglądali bardzo romantycznie: na jednorożcu pierwsza siedziała Saovi. Za nią siedział Altar trzymając wodze. Jego płaszcz łopotał na lekkim wietrze.
- miło ze strony twojej matki, że pożyczyła nam tego jednorożca - powiedziała Saovi odwracając głowę do ALtara
- miło ze strony mojej matki że przydzieliła mi ciebie jako towarzyszkę - Altar spojrzał na nią swoim zabójczym wzrokiem, tak że Saovi się zrobiło z emocji duszno
- no wiesz.. mi także bardzo miło..
- jesteś bardzo silna.. co to by było gdybym z jakims słabeuszem pracował - z pełnych bardziej lub mniej frywolnych marzeń Saovi polegających na wyrabianiem z Altarem różnych rzeczy, wyrwała ta wypowiedź.- skąd ty czerpiesz taką moc? jestes prze ciesz zwykłą śmiertelniczką.
- Nie wiem. Nie pamiętam z dzieciństwa niczego oprucz nauk u LON i jej mazoku.
- ale nasza praca odnosi efekty. Spójrz co zostało z tej pięknej krainy.
- AH - HA HA HA HA HA HA !!! - wybuchła diabolicznym śmiechem Saovi


Czy Linie i jej teamowi uda się odnaleźć przystawki do miecz Gourrego? Czy uda się wskrzesić Stellę? Kogo spotkają? Kto umrze? A kto nie? Co było pierwsze: jajko czy kura? Kim jest właściwie syn LON? Na te i inne pytania odpowiedź znajdziecie w kolejnych księgach.

Nie chce mi się już tego pisać... heeelp...

C.D.N.

help..

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.89328100 1276784703
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!