Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 6
rozdział #02
 
Treść fanfika..
Na czym stanęło? acha, nasi przystojniacy zmierzają do Kriss.

KSIĘGA DRUUUUUUUUUUUUUUGA.

[ziewniencie]

rozdział 6.2.1.


Kriss przymknęła oczy. Wokół niej zaczęło unosić się powietrze, jej włosy zaczęły falować. Wokół niej zaczęła się tworzyć złotoniebieska aura. Po chwili ziemia wokół niej pękła z ogromnym trzaskiem. Niebo pociemniało. Za chwilę na chmurach zaczęły się robić rozstępy ukazując bladoniebieskie światło. Warstwy ziemii zaczęły unosić się ku górze, a po chwili pękać z hukiem..
- EJ KRISS SPOKOJNIE ! - krzyknęła Belldandy Miyuki. Kriss otworzyła oczy. Znów niebo pojaśniało, a ziemia była taka jak przedtem (tylko trochę poniszczona hehe^^) - miałaś zniszczyć okolicę wokół siebie, nie całe to państwo..
- heh. - Kriss otrzepała się.- trudno.
- pamiętaj ! z magią Ousymu..
- ...nie ma żartów, tak wiem, powtażasz mi z reguralnością godną stopera. - westchnęła Kriss - kiedy obiad?
- jadłaś przed chwilą =="
- ee? jak to? - Kriss spojrzała z wyrzutem na Belldandy.
- tak to ! nie jedz tyle bo będziesz gruba !
- trudno się mówi. - Kriss zaczęła się rozglądać za czymś jadalnym
- no dooobra. Choć, pujdziemy na obiad do wiochy.
- ok.
Tak więc Belldandy i Kriss poszły do wiochy. Po opróżnieniu zapasów miejscowej restauracyjki ^^ zaczęły iść w kierunku domu.
- to teraz idziesz do domu?
- tak [westchnienie] muszę. Mama dzisiaj robi kolację dla wszystkich. Muszę być na przygotowaniach. Ty też jesteś zaproszona, Mistrzu.
- Tak? o, to miło ze strony Liny ! na którą mam przyjść?
- na 19:00, jeżeli chcesz zjeść, zanim moja mama się dobierze ][
- acha ^^ dobra, to ty idź jej pomagaj. Ja moze pujdę z mamcią podręczyć ludzi sasa ^^
- pa.
Tak więc Belldandy znikła, zostawiając Kriss samą. Dziewczyna szła zamyślona drogą. Myślała, czy Venethowi powiedzie się misja..
- EEEEEEELOOOOOOOOOOOOOOOOO !!!!!!!!!!!!! - usłyszała ryk z tyłu
Odwróciła się, tak że koń o mało co jej nie stratował.
- siem Veneth.
- eej, miałem cię przestraszyć ^^" no ale jak zwykle się nie udało.
- a co to za gadżet? - spojrzała na akurat nadjeżdżającego Bayou
- kumpel po fachu..
- po jakim fachu? - warknął Bayou - jego kumpel z ławki, Bayou Seibetsu. Miło mi poznać.
- Kriss Gabriev. Witam.
- mamy coś dla ciebie. - Bayou sięgnął i wyjął z kieszeni branzoletkę. Kriss, starając sie wykonać bezbarwny ruch (chyba tylko jej wydawał się bezbarwny) wzięła branzoletkę, potem sięgnęła do kieszeni i wyjęła garść złotych monet.
- ależ nie musiz nam płacić ! - zaczął wzbraniać się Veneth
- co? po tym co przeszliście nie chcecie zapłaty?
- ależ nic takiego nie przeszliśmy.. trochę skradania się, to wszystko..
- dziwne. - Kriss wsypała pieniądze spowrotem do kieszeni- dobra, muszę iść, zaczynają się przygotowania do kolacji.
- a..
- tak, ty też jesteś zaproszony. I Bayou, jak chce to niech też przyjdzie. - Kriss zamachała rękami i znikła.
- ŁAŁ ! ALE ODJAZD ! ONA ZNIKŁA ! - ryknął Bayou
- masz podniety ==" czarodziejka Ousymu może z łatwością..
- OUSYMU? och.. - i zemdlał ^^

***

Tymczasem Kriss przeteleportowała się tylko za jakieś drzewo. Wyjęła z kieszeni branzoletkę, założyła ją i przymknęła oczy. Po chwili sparaliżowało ją i padła bezwładnie na ziemię.

***

TYMCZASEM W SIEDZIBIE LON

LON wyczuła energię branzoletki.
- ktoś korzysta z Datt? dziwne, myślałam że jest dobrze zabezpieczona.. - zamilkła chwilę. - hmm Kriss.. jednak ją ma.. plan trzeba będzie wkrótce zacząć..

*** przenosimy się znów. Tym razem jedziemy w odwiedziny do Xellossa i Stelli.

- KATIA ! ODDYCHAJ ! - krzyczał Xelloss
- co jej jest? - zapytała się Stella przez łzy
- moc.. jest skrzyżowaniem mazoku i w końcu złotego smoka.. fuzja czarnej i białej magii.. ona posiada niewyobrażalną moc.. coraz mocniejszą.. lecz nie na zwykłe, śmiertelne ciało..
- co chcesz prezez to powiedzieć?
- nigdy nie zauważyłaś jaka jest zmęczona za kazdym razem gdy uwolni swą moc? no cóż Stello. Jeżeli nie pomożemy jej, ona UMRZE.
- nie ! - Stella zerwała się
- tak. - Xelloss pokręcił głową
- nie ma już żadnego ratunku..?
- jest jeden.. ale..
- jaki?
- zakląć w czymś jej duszę..wtedy ten przedmiot będzie jej ciałem..
- t-t-ato.. - usłyszeli słaby głos
- Katia?
- tato.. zrób t-tak.. zaklnij moją duszę w cz-czymś.. i daj t-t-o Kriss.. ona będzie wiedziała co zrobić.. - wydyszała, prawie w agoni. W końcu zamilkła, by wziąść kilka chrapliwych wdechów.
Xelloss i Stella spojrzeli na siebie.
- daj mi jakiś przedmiot.
- jesteś pewien?
- daj mówię ! ona już umiera !
Stella pobiegała chwilę w kółko, w końcu dopadła rzeźbę, i wyrwała diament, który był jej okiem. Szybko rzuciła go Xellossowi.
- Katia, jesteś gotowa?
Katia z trudem przytaknęła.
- czy będzie ją to bolało..? - zapytała Stella
- nic nie poczuje..
Xelloss przyłożyuł rękę do piersi Kati a w drugiej trzymał diament. Nagle z ręki Xella wystrzeliło białe światło. Katia wzrdygnęła się.
Po chwili to oślepiające światło zapełniło cały pokój. Po chwili wszytko umilkło. Umilkła formułka szeptana przez Xellossa, umilkły świszczące oddechy Katii, oślepiające światło znikło. Na łóżku leżało tylko ciało Katii. Obok stał Xelloss z diamentem w ręku.
- i.. i co? - zapytała się Stella
Xelloss tylko podniusł diament. Błyszczał się lekko szkarłatnym światłem.
- K-Katia.. - Stella popukała w diament - s-słyszysz mnie? odpowiedz !
- słyszy cię. Lecz nie może ci odpowiedzieć. - powiedział Xell. - spełnimy jej pośbę, wręczymy ten kamień Kriss. Dzisiaj wieczorem jest kolacja.
- czy ona cierpi?
- nie.. właściwie niewiem, trudno opisać uczucia towarzyszące takiej duszy.. to jakby być zamkniętym w pustce, w bezgranicznej próżni.. nie wiem, czy by nie była dla niej lepsza śmierć..

***

Veneth i Bayou sobie szli spokojnie dróżką gadając o bzdetach. Nagle..
- ej, co tam się rusza w krzakach?
- może ktoś się..
- Veneth ==" bez przesady.
Podeszli do krzaków. Za nimi znajdowało się drzewo, a pod nim..
- Kriss !!! - Veneth potrząsnął otumanioną Kriss. Ona spojrzała na niego rozszerzonymi powiekami próbując coś powiedzieć.
- Kriss ! Kriss ! co ci jest !!!
Dziewczyna wolno podniosła ręce i chwyciła go za ramiona. Chwilę tak go trzymała wciąż próbując wydobyć z siebie głos. W końcu wydyszała:
- jestem wcieleniem LON.

rozdział 6.2.2.

No cóż, Lina sama poradziła sobie z przygotowaniami. zaczęła nadciągać 19:00 i zaczęli schodzić się pierwsi goście.
- PANNA LINAAAA !!!!!!!!!!!
- ekhm.. witaj Amelio..
- siem Lina. - powiedział Zelgadiss próbując odwrócić uwagę od niemiłych zapachów kuchni Liny
- prawda że wspaniale gotuję? czujecie te zapachy? - zapytała się Lina
- tak.. czujemy.. i to bardzo dotkliwie .. jęknął Zel.
- mamo, a co to za pani? - małe brzydactwo ciągnęło Amelię za rękaw.
- to Lina Inverse, Danielku !
- och ! - Daniel schylił się aż do podłogi - uszanowanie..
- nie schylaj się, bo pobrudzisz podłogę swoimi łapskami. - syknęła Sunny
- taaa.. - przytaknął jej Moony
- dzieci ==" - zwróciła im uwagę Lina
- sorry, mamo.
- a gdzie Veneth? - zapytała się Lina Zela i Amelii
- powinien zaraz dojechać.. o, już jedzie.
Rozległ się tętęt kopyt. Akurat przyjechali Veneth , Kriss i Bayou. Kriss była już nieco uspokojona.
- o, a co to za towar? - zapytała się Lina patrząc na Bayou
- kolega z klasy, chyba może przyjść?
- jasne !
Po chwili zmaterializowali się Xelloss i Stella. Wszyscy spodziewali się usłyszeć charakterystyczne "SIEEEEEEEEEEEMMAAAAAAAAAAAAAAA" a usłyszeli..
- ech.. cześć wam..
- co się stało?
Opowiedzieli historię Katii.
- to jest ten diament, Kriss. - Xelloss położył go na stole niczym pierścień władzy - zrób coś, jeżeli możesz.
Kriss chwilę wpatrywała się w niego, po czym zawiesiła go sobie na szyi.

***

Z prędkością światła przenosimy sie spowrotem do siedziby LON.

Akurat siedziała przy swoim biurku. Przed nią stał mazoku o srebrnych oczach i ultramarynowych włosach.
- mam dla ciebie misję.
- słucham, pani.
- jak wiesz, 16 lat temu sprawiłam, by urodziło się dziecko, które w razie potrzeby mogło by mi oddać swą siłę. Jest to moje następne wcielenie. Gdy dorośnie, będzie miało moc równą mojej.
Mazoku słuchał uważnie.
- teraz ma 16 lat, i zaledwie ułamek mojej mocy, choć i tak dużo.. trzeba zacząć plan. Musi przejść na naszą strone. Musi zacząć ją ciągnąć w ciemność. W tym celu trzeba pozbyć się jej przyjaciół i rodziny. Opuszczona, bez wsparcia, wkrótce odkryje dobrotliwą moc Zła..
- czy ja mam to zrobić?
- oczywiście.. teraz dziewczyna zdobyła branzoletkę.. ciekawość jeszcze bardziej będzię ją pchała w naszą stronę.. specjalnie sprawiłam, by znikła większość duchów tam będących.. i postarałam się że Princessa podsłuchała moją poufną rozmowę o Kriss.. i przekazała jej w śnie że musi zdobyć branzoletkę.. teraz mam też pretekst by pozbyć sie Princessy.
- świetnie, pani.
- teraz idź, Sneert. Załatw jej przyjaciół, ale nie zabijaj. Ich moc może mi się przydać.
- jak pani sobie życzy. - uśmiechnął się mściwie mazoku, który jak wiadomo miał na imię Sneert. Jak większość postaci z moich fików był niebrzydkim faciem ^^

***

- ty.. jesteś prawdziwy..? -Sunny wlepiła wzrok w Bayou
- ekhm. - Bay odchrząknął z zakłopotaniem
Nagle wszystkich uderzył w nozdrza zapach spalenizny wnoszonej przez Linę.
- troszkę się tego.. spiekło..- wyjaśniła Lina. Postawiła na stole coś, co przypominało rozsypującą się grudkę węgla drzewnego.
- to.. my mamy jeść? - upewnił się Zelgadiss
- oczywiście że tak, debilu ]_- chyba nie tylko się na to patrzyć, co?
Zel z bólem pomyślał że wolałby się na to patrzeć przez całą resztę życia, niż to jeść.
- e.. Lina.. właśnie mi się przypomniało, że tam, w Seyruun, zostawiłem włączone żelazko i..

*BBBZIIIIIĄĄĄĄAAAG* - Lina rzuciła w Zela widelcem tak że wbił u się w czoło

- JEDZ ! - ryknęła waląc rękami w stół.
No cóż, wszyscy nasi bohaterowie, choć z westchnieniem, zabrali się do jedzenia. Jak okazało się, kaczka nie była całkowicie spalona - środek miała nawet surowy ][ Xelloss ze Stellą przypomnieli sobie że zostawili odkręcony kran w zamczysku i szybko isę zmyli.
Już Lina miała podawać ciasto z zakalcem, gdy...
- nikt mnie nie zaprosił? - usłyszeli szyderczy głos za sobą. Zobazcyli faceta w ultramarynowych włosach.
- (nic nie straciłeś) kim jesteś? - zapytał się Zelgadiss
- waszym ostatnim wspomnieniem, jakie przyniesiecie sobie z tego świata.. - Jego oczy zabłysły a na twarzy zagościł jeszcze bardziej złośliwy uśmiech.
- CHODU !!! - ryknęła Lina.

*SSSSSSSSSSSSSSSSSSRRRRRRRRRRRRRRRRRUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU*

- uff, prawie prawie .. - jęknęła Amelia otrzepując się z kurzu
- gdzie Sunny, Moony i Daniel? - zapytał się Bayou
- zaopiekowałem się nimi. - usłyszeli głos nad sobą. Nad nimi lewitował Sneert. - u LON na pewno będą miały dobrze..
Podczas wybuchu wyżej wymienione dzieci nie zdążyły wyskoczyć. Tak też nasz sumienny Sneert pozbierał ich nieprzytomne ciała i błyskawicznie przeteleportowął je do siedziby LON, a potem wrócił.
- TY.. TY...
- oszczędzaj słowa.. - uśmiechnął się złośliwie i wyciągnął rękę w stronę Amelii. Po chwili pojawiła się w nich kulka energii
- a ty czyny.. - ułyszał słowa z tyłu. Stała tam Belldandy Miyuki. Jej amulety lśniły.

*FFFFFFFFFFFUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUCCCCCCCCCCHHHHHHHHHHHHHHH* - wystrzeliła jakiś czar o białawym zabarwieniu wprost w stronę mazoku.

Lecz on w jednej nanosekundzie usunął się. Lecz czar odbił się o jego sygnet, tak że został rozproszony..
Kriss, Veneth i Bayou w porę odskoczyli, lecz rozproszone promienie trafiły wprost w Linę, Amelię, Zela i Gourrego...
Wszyscy zrobili zeza i poupadali na ziemię.
- brawo, zajęłaś się nimi bez mojej pomocy. - powiedizał do Miyuki Sneert. - wielkie dzięki.
- to.. nie tak miało być..- jęknęła Miyuki, a po chwili pomyślała "to był bardzo silny czar.. czar zapomnienia.. jezeli moje przewidzeia się sprawdzą.. o mój Boże"
- chyba oni nie będą stanowić problemu. Trzeba by się zająć wami. - zwrócił się do Kriss, Venetha i Bayou. Wyciągnął rękę z naładowanym czarem.
- żeg... UAAAAAAAAH.... - jęknął i złapał się jedną ręką za głowę. To Miyuki włamała się do jego umysłu i próbowała przejąć nad nim kontrolę. On wił się, czując rozsadzający ból.
To zamo zrobiła Kriss. Już Sneert powli zaczynał się wbrew własnej woli uspokajać, lecz nadal nie dawał za wygraną.
- ty.. głupia dziwko.. agh.. - wił się w bólach. Lecz nikt nie zdał sobie sprawy, że w jego ręce był nadal naładowany czar. Nagle, wśrod bólów, wyrzucił go, wprost w stronę jednego ze źródeł ataku, a była to Kriss..
Czar wyglądał na niezwykle silny.. i zmierzał z wielką szybkością w stronę Kriss, nawet jakby była mistrzem refleksu nie zdołałaby się wybronić.. lecz ktoś umiał.

*JEEEEEEEEEEEEEEBBBBBBBBBBBBBBBBUUUUUUUUUUUUUTTTTTTTTTTTTTTTTT*

Kriss otworzyła oczy. Zdziwiła się, bo nic ją nie bolało. Lecz zobaczyła ślady krwi na swoich rekach.
- VENETH..? VENETH !! NIE !
Przed nią leżał Veneth. W końcu podparł się rękami i z trudem siadł.
- ale się porobiło. - jęknęła Miyuki. Sneert wisiał bezwładnie w powietrzu, z umysłem opanowanym przez Miyuki. W końcy ona przestała zwracać na niego uwagę (a kontrolowanie umysłu wymaga ogromnego skupienia) i spojrzała w stronę Kriss akurat pochylającej się nad Venethem. Mazoku spadł na ziemię.
- Veneth.. - Kriss wzięła w dłonie twarz Venetha - żyjesz? błagam, powiedz co ci jest..
- przepraszam Kriss.. tylko to mogłem dla ciebie zrobić.. - jęknął z trudem.
- ale.. - z policzków Kriss spłynęły łzy - ty umrzesz..
- ale ty będziesz żyła.. masz powierzone wielkie zadanie Kriss, najtrudniejsze ze wszystkich.. będziesz musiała toczyć walkę sama ze sobą.. będziesz musiała walczyć z Ciemnością która wkrótce w ciebie wtargnie.. jesteś następczynią LON.. i.. mimo to..
- Veneth ! - krzyknęła Kriss - ale.. błagam cię, nie umieraj.. ja.. - zamilkła. Po chwili jęknęła i przytuliła się do niego - nie będę mogła żyć bez ciebie..
- mimo to.. - ciągnął przerwaną wypowiedź. Mocno, choć z wielkim trudem także obiął Kriss. Pogładził ją po włosach. Po chwili wziął jej twarz w dłonie - mimo to.. cię kocham... - lekko pocałował ją w usta.. po chwili przymknął oczy. Jego ciało bezwładnie opadło na trawę.
- przepraszam że przeszkadzam w tak idyllicznej scenie - Kriss usłyszała warkot gdzieś wyżej. Po chwili ktoś wydarł jej ciało Vena z rąk. Był to Sneert, wciąż chwiejący się na nogach i jeszcze z nieco przyćpanym wzrokiem.. wyszarpnął Venetha - jeszcze się spotkamy. - i znikł razem z Venem.
Kriss przez chwię siedziała. Nie mogło do niej dojść co się stało. Nagle poczuła czyjąś rękę na ramieniu.
- trzymaj się. - usłyszała. To był Bayou.
- Kriss, żyjesz? - Miyuki podeszła do niej i otarła jej łzy z twarzy. - niepotrzebnie go wypuściłam.. myślałam że później się pozbiera.. ale wiesz, to chyba lepiej że on go zabrał.. chociaż nie umrze.. LON na pewno ma jakiś cel, zabierając ich tam, i na pewno nie po to, żeby ich zabić.
- może i masz rację.. tylko.. co z nimi? - spojrzała na w tej chwili uśpionych towarzystwo Liny i C.O.
- i co teraz? co im jest? to.. chyba nie był czar zapomnienia , co? być moze mi się tylko pomyliło..
- to BYŁ czar zapomnienia, Kriss..- syknęła Belldandy jakby chciała sama siebie ukarać
- o jesu.. na ile lat?
- 17. - westchnęła Belldandy. - gdy się obudzą, nie będą wiedzieli że się kochają, nie będą wiedzieli że mają dzieci. Nie będą wiedzieli nic..
- CO???
- tego czaru ja nie mogę cofnąć... możesz zrobić to jedynie ty. Udaj się do jeziora Silverwater... złącz bronie z Naab we wzmacniacz mocy... odczaruj swoją rodzinę.. a potem za pomocą miecza odbij swoje rodzeństwo.
- a.. powiedzieć im o nich?
- w żadnym wypadku! wspomnienia mogą sprawić że zwariują.. nie, nie rób tego, Kriss.
- no dobrze.
- tak się przysłuchuję.. mógłbym iść z tobą? może potrzebny byłby ci bodyguard. - zaproponował Bayou. Kriss odwróciła się do niego, wstała, położyła dwa palce lewej ręki na jego czole i dwa na swoim czole. Chwilę tak postali a potem Kriss opuściła ręce i rzekła:
- chcesz po prostu pomóc mi, ze względu że jestem dziewczyną Venetha, pozatym też chcesz go uwolnić. A tak na marginesie, najzwyczajniej w świecie ci się podobam. - powiedziała Kriss
- s-skąd wiedziałaś? - Bayou się zburaczył
- czytanie w myślach. Każdy mag Ousymu uczy się tego w przedszkolu - a pozatym jedna sprawa- dlaczego wciąż szukasz dziewczyny? chcesz tez iść ze mną bo myślisz że kogoś znajdziesz.. czy myślisz że to jest odpowiednie? sczególnie po tym co się stało z twoją byłą?
Bayou chwilę milczał.
- tak, twoja była zmarła w okrutnych okolicznościah, to prawda.. jeszcze nie możesz się z tego otrząsnąć, co?
Chłopak zwiesił głowę.
- nie martw się. Kiedyś znajdziesz tą jedyną..
Nagle usłyszeli ciche jęki gdzieś z tej kupki, gdzie leżeli Lina, Zel, Amelia i Gourry.
- ouu moja głowa.. co się stało..?
- nie pamiętam.. wracaliśmy z.. z walki z Altarem.. tak.. wracaliśmy do Seyruun.. co było dalej?
- boli mnie głowa.. - jęknął Gourry
- ej ! a ty co za jedna ! - syknęła Lina do Kriss, a widząc że ta zrobiła dziwna minę, zwróciła się do Belldandy - kogo ty tu prowadzasz, co? jakichś satanistów ! a pozatym ładnie to tak? nawet nie przywitałaś się ze starą kumpelą???
Miyuki spojrzała na Kriss, która westchnęła. Nagle na niebie pojawił się cień.
- Sky.. - szepnęła Kriss i nadstawiła rękę, sokół ufnie na niej przysiadł. - co, tęsknisz za Katią? - szepnęła cicho Kriss głaszcząc go - pujdziesz ze mną? jak nam się uda zwrócimy jej życie i ciało.. - sokół, jakby w odpowiedzi, mocniej przysiadł na ręce Kriss
- ŻARCIE ! - ryknęła Lina i rzuciła się w stronę Kriss
- IIIIIIIDŹ ODE MNIEEE !!! - ryknęła odruchowo Kriss odskakując, tak że Lina wylądowała na drzewie.
- o. Jest pierszą osobą, która uniknęła ataku Liny. - zauważył Zel.
Kriss strzeliła palcami. Po chwilę wszyscy poosówali się na ziemię w błogim śnie (oprócz Belldandy).
- Mistrzu. Co ja mam teraz robić? -zapytała się Kriss - co z moim rodzeństwem.. rodzicami.. Venethem.. Katią..
- juz ci mówiłam. Złączyć bronie z Naab, można tylko tam gdzie zostały zrobione - w jeziorze Silverwater w Naab. Uzyskasz ogromny wzmacniacz mocy. Dzięki niemu będziesz mogła wtargnąć do siedziby LON, a także wskrzesić Katię, oraz cofnąć utratę pamięci. Jednak wszystko nie brzmi tak złoto. Zaklęcie na cofnięcie pamięci ukaże się tylko, kiedy by ją pzrywrócić złożą się jeszcze do tego więcej niż dwie moce Ousymu.. tak, potrzebna jest do tego ogromna moc. Je zniknę, by nie wzbudzać wśród nich podejrzeń, i spróbuję załatwić jakąs pomoc. Powodzenia, Kriss. - spojrzała na nią i znikła.
Dziewczyna westchnęła. Nie wieziała czy powiedzieć co się dowiedziała przy pomocą branzoletki. Pstryknęła palcami, tak ze całe towarzystwo się obudziło.
- c.. co się stało? - zapytała się Amelia podnosząc z ziemii
- zasłabliście na wskutek ee silnych przeżyć. - wyjaśniła Kriss
- kim ty jesteś? - zapytała sie Lina
- twoją c..eee.. - Kriss się zmieszała i zrobiła głupią minę - jeeesteeem.. wędrowną czarodziejkąąąą... iii.. potrzebuję towarzyszów podróży..
- jakiej podróży?
- jakiej podróż.. PO ZŁOOTOO ! taaak po złoootoo złootoo duuużo złooota...
- GDZIE CO JAK? - Lina się rzuciła na Kriss
- w-więc - zcazęła Kriss zwalając Linę z siebie - muszę udać się do krainy zwanej Naab.. i taam ee - pomyślała chwilkę - gdy złączę pewne bronie uzyskam pewną bardzo cenną rzecz..a dzięki niej także wiele innych
Linie zaświeciły oczka.
- IDZIEMY Z TOBĄ !!!!!!
- L..- zaczął Zel
- ZAMKNIJ SIĘ MAŁPISZONIE ! IDZIEMY Z NIĄ I BEZ DYSKUSJI !!
- TAKK !!! TO BĘDZIE DOSKONAŁĄ OKAZJA BY SZERZYĆ SPRAWIEDLIWOŚĆ I DOBRO !!!!!!!!! - ryknęła Amelia
- głodny jestem.. - westchnął Gourry

[GLEBA]

- to ja zaraz przyjdę. Przyniose niezbędne rzeczy i tam takie tam. - zamachała ręką Kriss i poszła w kierunku zglisczy chatki. - Bayou idzie ze mną. - zwróciła się do dotychczas stojącego na uboczu Bayou
Tymczasem nasi bohaterowie udali się konwersacji.
- wy też się tak dziwnie czujecie? -z apytała się Lina
- tak. Mam w brzuchu pustkę. - westchnął Gourry

[GLEBA]

- o co innego mi hcodzi, głąbie ==" wy też czujeci eie tak jakoś.. jakoś.. jakoś..
- ciężko? -zapytał się Gourry
- tak.. właśnie.. ciężko
- a to nie ^^

[GLEBA]

***

Tymczasem Kriss przeszukiwała zgliszcza chatki. Wiedziała że wszyscy zostawili bronie z Naab gdzieś na stoliku, a Xelloss przyniósł broń Katii. Lecz właśnie tej broni nie mogła Kriss znaleźć.
- Sky. - zwróciła się do sokoła siedzącego jej na ręce. - szukaj łuku, szukaj !
Sokół zaksrzeczał, uniusł się w powietrze i zanurkował. Po chwili wynurzył się z łukiem i kołczanem.
- grzeczna ptica.
Kriss pozbierała co miała pozbierać.
- jak myślisz, czy misja sie powiedzie? - zapytał się Bayou biorąc od Kriss tarczę i sztylet.
- bądźmy dobrej myśli. - powiedziała przybijającym głosem który był zaprzeczeniem tych słów.

TYMCZASEM GDZIEŚ DALEKO JAK CHOLERA.

- TY CHOLERNY KORNISZONIE ! - ryknęła LON
- przepraszam pani..
- I NIE ZABIŁEŚ ICH?
- paaaaniii.. oni nie mają pamięci.. dziewczyna będzie bardziej cierpieć, niż gdyby oni nie żylii.. - skamlał Sneert
- mogłeś chociaż Miyuki zabić.. WIEDZIAŁAM, WSZYSTKO BĘDZIE NAJLEPIEJ ZROBIONE JEŻELI ZROBI SIĘ TO OSOBIŚCIE ! - wysłała czar. Po chwili mazoku opadł na ziemię, miotany konwulsjami. LON znikła z głuchym pomrukiem.

Saovi akuratsiedziała przed chatką i piła herbatę. Nagle poczuła przerażające mrożące zimno i ciemność, którą znała tak dobrze. Wszystkie ruchy w przyrodzie zanikły a wiatr przystał w pół biegu. Dziewczyna wypuściła szklankę.
- witaj Saovi.
- t-ta strefa.. była chroniona cz-czarami.. - jęnęła Saovi bardziej zaskoczona niż przerażona
- hahaha.- zaśmiała się. - myślisz że takie czary mogą mnie zatrzymać?
- no cóż. - Saovi wstała. - odkryłaś moją kryjówkę.
- już dawno ją odkryłam. Po prostu nie było potzreby likwidowania ciebie..
- cóż za łaska. - zauważyła ironicznie Saovi
- właściwie teraz też nie będę cie zabijać.. mam ci do zaproponowania pewien układ...
- ciekawe jaki.- zapytała nadal ironicznie
- umiesz zabijać.. umiesz być zła.. zdradziłaś mnie.. ale to nic, takiego talentu co ty posiadasz nie wolno zaprzepaszczać.. wróć w moje szeregi Saovi..
- po pierwsze: nie mam już mocy, bo mnie wskrzeszono.
- ominie się to.
- po drugie.. - kontynuowała Saovi - pokażę ci palec. - i wyciągnęła środkowy palec w niezbyt kulturalnym ruchu
LON roześmiała sie diabolicznym śmiechem ( a myśleliście że powie "no cóż panie Anderson?" [:DDDD)
- a co ty powiedz masz do powiedzenia.. - już LON zaczęła otaczać aura, gdy obok zmaterializował się ktoś jeszcze..
- STOP ! - ryknął ten ktoś
- o.. jak miło ze wpadłaś Princesso- zauważyła LON - ciebie też miałam załatwić.. lecz poczekaj na swoją kolej, rozliczę się z Saovi..
- po moim trupie. - warknęła Princessa.
- twój trup może paść przedwcześnie.
- nie tkniesz mojej bratanicy... nie skrzywdzisz już mojej rodziny..
- no to wobec tego..- LON podniosła ciemność. Wszyscy zawiśli w ciemnej pustce
- gdzie my jesteśmy? - zapytała się Saovi
- wymiar, którym zawładnęłam parę tysięcy lat temnu.. jak widac nie został z niego tylko ten nędzny kawałeczek materii na którym stoimy.. no ale cóż, trudno.. chociaż mamy pole. Zmów paciórek, Princess..
- zobaczymy..
Z dłoni LON wyleciał strumień światła. Princessa podniosła ręce tworząc tarczę ochronną. Czar roprysl się na cztery strony świata.
- no, nieźle. Ale i tak niewystarczająco. - zarechotała LON. Złączyła dłonie. PO chwili rozbłysło oślepiające światło

Światło to trwało kilkanaście sekund.

W końcu Saovi mogła otworzyć oczy.
Na ziemii klęczała Princessa z trudem łapiąc powietrze.
- ciociu !
- uciekaj.. i ostrzeż Kriss.. - jękła Princessa osówając się na ziemię. Podparła się jedną ręką. Drugą, którą trzymała się ciała, spływała krew.
- ciociu..
- UCIEKAJ ! ratuj się ! jak LON osiągnie swój cel.. nie będzie już dla nikogo ratunku..- Princessa kaszlnęła krwią i opadła na ziemię. Wzięła jeszcze jeden wdech i umarła (uuu i kto wam teraz będzie fiki pisał [:DDDDDD)
- CIOCIU NIE !!! - ryknęła Saovi.
- już jej nie pomożesz. Kolej na ciebie.
-ty.. ty.. ty kurwo..- syknęła Saovi do LON, wstając
- och, cóż za język.. mogłaś uciekać gdy ci kazała.. miałabys parę sekund życia dłóżej..
LON nagle wyciągnęła ręce. Saovi, wbrew swojej woli zaczęła lewitować ku niej.
- mam dla ciebie specjalne zadanie.. lecz nie martw się, nie będziesz już sobą..
- agh..- Saovi próbowała się ruszyć lecz bezskutecznie
- będziesz tym, co odprowadza ludzi na drugi świat.. będziesz grała w szachy życiem i śmiercią.. będziesz się bawiła ludzkim losem..
Saovi przylewitowała do LON. Ta wyciągnełą ręce.
- lecz wpierw muszę cię zabić. - z dłoni LON wystrzeliły strumienie białego światła.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAGHHHHHHHHHHHHHHHHH...hhhhhhhhhhhhhhhh...h.. - promienie przebiły Saovi na wylot. Jeszcze chwilę się miotała. Po chwili jej głowa bezwładnie odchyliła się w dół. LON opuściła ręce. Ciało Saovi spadło na ziemię.
Lecz zanim spadło, ktoś je złapał.
- AH - HA HA HA HA HA HA ! kogóż my tu widzimy..- zarechotała LON - spóźniłaś się, Lightening.
Lightening położyła ciało Saovi na ziemii.
- nie na tyle by to odkręcić. - warknęła - odbiorę ci władze nad duszą Saovi.. nie zrobisz z niej śmierci..
- zamierzasz mi przeszkodzić? Princessa też chciała, i w tej chwili lata z aniołkami..
- co? OH, PRINCESS.. - Lajt rzuciła się do ciała Princessy
- nie jest zbyt rozmowna.. - zauważyła LON - jak przeważnie trupy..
- rzeczywiście.. przybyłam za późno.. wyczułam zmianę fal Saovi.. Jej dusza była zatłumiana złymi mocami.. przeteleportowałam się do źródła..
- owszem. Twoja bratanica niedługo będzie najgorszym potworem jaki widział wszechświat. AH- HA HA HA HA !
- ty świnio..- Lajt wysłała niespodziewanie w kierunku LON jakiś czar. Ta się zamieniła w obłok i rostrzepiła na dwie połowy, tak że czar przeleciał obok niej. Po chwili znowu stała się postacią w czarnym płaszczu
- szybka jesteś.. a co powiesz na to? - LON także wysłała ku niej czar. Lecz Lajt podniosła rękę, tak że czar ten się zatrzymał i rostrzepił.
- hmm.. nie dość że szybka to jeszcze silna.. może wstąpisz w moje szeregi, co, Lajt? przydałabyś się..
- nie uciekaj się do takich rzeczy.. - warknęła Lightening. - mam swoją godność. A tak przy okazji.. chciałabyś wypróbować mój najnowszy patent?
- phe ! z przyjemnością.
- morze chaosu, wzburzone jak ma dusza, dodaj mi odwagi by zamknąć usta tym, którzy śmią wątpić w mą potęgę.. niech twe fale smagane wichrem przepłyną w moich żyłach.. BREEZE !!!!!!!!!!!
Z rąk Lajt wypłynęła ogromna kula energii koloru granatowego wprost na LON. Ta w samoobronie rzuciła czar ochronny. Lecz mimo to Breeze Lajt parło coraz mocniej
- agh..- jęknęła LON i zaczęła się uginać pod ciężarem kuli energii. W końcu rozbłysła pustką (geez, jak to brzmi), zebrała w sobie całą moc i kula energii Lajt zmieniął tor i poleciala bokiem.
- ten wymiar gdzieś się kończy? jeżeli tak, to wolę stąd iść, jeżeli nie chcę by ten wymiar był zniszczony razem ze mną.. ale to nie koniec walki, LON - syknęła Lightening i znikła.
- żegnam. -LON także znikła.

rozdział 6.2.3.

Przenosimy się w miejsce o niebo spokojniejsze. Kriss i Bayou pozbierali bronie z Naab. Obdzielili się nimi: Kriss miała miecz i łuk a Bayou tarczę i sztylet. Spojrzeli na siebie a potem z westchnieniem poszli w miejce gdzie akurat kłócili się Gourry i Lina.
- ZA TE PIENIĄDZE KUPIMY SIEĆ MC'DONALDSÓW !!!
- NIE ! KUPIMY MOJĄ WYMARZONĄ HODOWLĘ MRÓWEK !!!
- CHYBA CIĘ POGIĘŁO !!!
- NIEEE !!!! JA CHCĘ MRÓWWWWWWKIII !!!!!!!!!!!!
- TE PIENIĄDZ EWYDAMY NA SZERZENIE MIŁOŚCI I SPRAWIEDLIWOŚCI !!!!!! - ryknęła nagle Amelia
- ZAMKNIJ SIE - odpowiedzieli Gourry i Lina
- a moe by tak je wydać na operację powiększenia biustu dla Liny? -zapytał się Zelgadiss
- albo na operację plastyczną dla ciebie..
- powtóż to..
- JESTEŚ BRZYDKI JAK NOC BEZKSIĘŻYCOWA ZMUTOWANY PRYSZCZATY KORZENIU ŻEŃ-SZENIA !!!!!!!!!!
- A TYY.. TY.. TY JESTEŚ W K L Ę S Ł A !!!!!!!
- COOOOOOOOOOO?
- JAAAAJJCCOOOOOOOOO !!!!!!!!!!
- żałosne.- westchnęła Kriss
- USPOKÓJCIE SIĘ BRZDĘKOBZDRYŃDZYNIE ! - wydarł się Bayou

*CISZA*

- no^^ no to teraz ładnie omówimy warunki u.. - nie dokończył bo Lina już była przy nim
- aleś ty ładnyy.. mogę cię dotknąć?
- ależ oczywiście !!!
- AAAAA ŁAPAJ !- ryknęła Amelia
Dwie napalone dziewczyny rzuciły się na bienego Bayou ^^
- AAA ! MAM KAWAŁEK JEGO BLUZKI !!
- AAA !! JA TEŻ !!!
- AAA !
Korzystając że dziewczyny akurat wyrywały sobie jego bluzkę, Bayou kulturalnie się ulotnił.
- może ee.. byśmy tak wyruszyli w drogę?
- dobry pomysł. - powiedział Zel patrząc na gryzące się obecnie dziewczyny
- a gdzie? - wyjechał Gourry

*GLEBA*

- do Naab, debilu. - warknął Zel
- do Naab?- powtórzył filozoficznie Gourry - a po co?

*GLEBA*

- nieważne.
- a-acha.
No w końcu wszyscy ruszyli. Bayou jako chłopak superprzystojny i superzbudowany wzbudzał drgawki u dziewczyn i zazdrość u chłopców ^^ jedynie Kriss patrzała się na to wszystko z politowaniem. Własciwie to nawet nie miała czasu patrzeć. Za cholerę nie wiedziała wktórą stronę mają iść, i gdzie jest położone Naab. Ta kraina to legenda, gdy kogoś zapyta o drogą, wyśmieją ją. W końcu wpadłą na pomysł.
- ej, Lina.
Widząc, że Lina nie kontaktuje, obecnie zapatrzona w pięne oczęrta Bayou, pmachała jej ręką przed oczami.
- e .. co? - zapytała sie Lina niezbyt przytomnie
- wiesz może gdzie jest Naab?
- Naab? przecież to tylko legenda !
"czy ja coś myślałam przed chwilą?" - westchnęła w myslach Kriss
- ja słyszałem że jest położona na drugim kontynencie.. - powiedział w końcu Zel - a droga jest długa i niebezpieczna..
- drugim kontynencie? słyszałem że nasz świat składa się tylko z jednego kontynentu..- powiedział Bayou
- istnieje jeszcze drugi, malutki.. biała plama na mapach.
- czemu?
- niewiadomo. Podobno wejścia do niego chronią potężne czary. Ponieważ tam też jest ojczyzna Ousymu.
- Osymu? no to wszytko wiadomo. Może być zabezpieczony różnymi czarami.. ktoś kto się tam zbliży może nagle stracić pamięć, lub wogóle niczego nie zuważyć, może nagle zawrócić, zasnąć lub wogóle można zapanować nad jego umysłem.. - powiedziała Kriss
- to jest ciekawa magia..
- MUSI MNIE JEJ PANI NAUCZYC !!! - ryknęła Amelia, przystając - przyda mi się do szerzenia prawa i sprawiedliwości !!!
- nie radzę. - szepnęła Lina do ucha Kriss
- dziewczyno, ousymu wymaga lat nauki i cwiczeń, to nie tak hop hop.. pozatym absolwentki takie składają przysięgę ze nie będą jej używać oprócz sytuacji naprawdę koniecznych..
- BĘDĘ UŻYWAĆ W SYTUACJACH KONIECZNYCH !!!
- wyobrażam sobie jej hierarhię wartości.. - westchnąła Kriss
- taa.. gościu w sklepie pomylił sie w wydawaniu eszty.. hop i ląduje z rozsadzonym umysłem... - mruknęła Lina
- odezwała się.. kelner żąda napiwku to jak przy tobie kończy..
- NIEPRAWDA ! pozatym skąd ty to wiesz, co???
Tak sobie szli w najlepsze wyśmiewając się z siebie ^^ W końcu wszystkim wyczerpały się pomysły w ich spaczonych wyobraźniach, więc oddali się pogawendce o kawale drogi, jaki im jeszcze został do przejścia:
- wg mapy (skąd oni w tej chwili mieli mapę? na te pytanie nie chce mi się w tej chwili odpowiadać, poprawię ten fragment przy korekcie jezeli mi sie będzie chciało.. przyjmijmy ze Bayou zawsze nosi mape swiata przy sobie^^) na następnym rozstaju dróg mamy skręcić w prawo.. potem będziemy iść z tydzień, potem wyjdziemy na cypel, który prowadzi do kontynentu.. taak.. a tam nie wiadomo co nas spotka..
- co mówiłeś? - Gourry podrapał się po głowie
- =="
- ciekawe co nas spotka przy tym rozstaju dróg.. jak znam autorkę, zapewne nic przyjemnego.. - mruknęła Lina kopiąc leżący na ziemii kamień, który trafił prost w głowę Zelgadissa, która wydała dźwięk rzutu czymś ciężkim w wiadro.
- wie z was ktoś jak wskrzesić kogoś, kto ma zaklętą w czymś duszę? - zapytała się Kriss
- hmm? To chyba te od Ousymy są dobre w takie klocki..
- niezupełnie. To znaczy.. no chyba tak.
- a czemu się pytasz?
- ciało mocy mojej przyjaciółki nie wytrzymało mocy jaką posiadała jego właścicielka.. więc by uniknąć jej śmierci, dusza jej została zaklęta.
- a co z ciałem?
- zahowane dzięki czarom.
- nie łatwo jest wrócić duszę do ciała. - zaczęła zastanawiać się Lina - zostałyone od siebie oderwane i stanowią w tej chwili dwa osobne przedmioty.. a do tego ciała i tak by nie mogła wrócić, skoro nie wytrzymało takiego naporu mocy.
- i klops.
- hmm.. można by wskrzesić samo ciało.. lecz musiałaby przejść metamorfozę jak Zel.
- odwalcie się odemnie ! - warknął Zelgadiss
- cicho bąć. No więc nie będzie to łatwe. Trzeba by było skrzyżować ją z czymś potężnym, na przykład mazoku.
- ona jest mazoku. Do tego ma w sobie domieszkę krwi złotego smoka. - już chciała powiedzieć złotego dziecka ale się ugryzła w język - lecz ma zwykłą ludzką powłokę. Jedynie może się przemieniać.
- w takim razie powinna być ALBO ciągle przemieniona ALBO trzeba by było popracować nad jej ciałem by cechy mazoku lub złotego smoka dominowały nad powłoką ludzką.. ale to prawdopodobnie ją oszpeci. A tak przy okazji co to za dziwoląg? mazoku skrzyżowany ze słotym smokiem?
- a .. taki o.
- acha.
- zbliżamy się do rozstaju dróg. - zakomunikował Bayou gdy droga zaczęła się rozwidlać na dwa skrzyżowania.
Promienie słońca oświetlały drogowzkaz. Na jednej jego stronie pisało coś nieczytelnymi literami. Na drugiej zresztą też.
- w którą stronę mamy iśc?- zapytał się Gourry
- w prawo.
- co nas tam czeka?

Zostawiamy ich z tym pytaniem retorycznym i przenosimy sie gdzieśtam indziej.

- Vejita, wyrzuć śmieci - rozkazała władczym tonem Lightening
- yes, master..- jęknął Vejita i już zmierzał ku wyjściu,gdy.
- SIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEMMMMMMMMMMMMMMMMMM !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - ktoś zmaterializował sie tuż nad nim, depcząc bezlitośnie.
- hę? - Lajt przetarła oczęta- a kto ty?
- CIOOOOOOTKA [TRZASK! osoba walnęła Lajcię w plecy] NIE POZNAJESZ SWOJEJ KOCHANEJ SIOSTRZENICY???
- khe khe khe... nie..
Postać zrobiła efektowne salto do tyłu i stanęła kilka metrów przed Lajt. W świetle widać było że ta osoba to elfka z krótkimi błękitnymi włosami sięgającymi do brody i fioletowymi oczami. Była odziana w dość skąpy pomarańczowy strój. Rozłożyła w prezentacyjnym geście ręce.
- TO JA ! ALIRKA ^^
- Alira? - Lajt wytrzeszczyła oczy - to naprawdę ty?
- tak^^
- witaaaj ^^ ale się zmieniłaś.. ostatnio widziałam cię jako małą dziewczynkę..
- taak ^^ ile to już lat minęło? ze 100?
- chyba tak..
- podróż i zwiedzenie wszystkich wymiarów zajęło mi trochę czasu.. i tak wszytkich nie zwiedziłam.. przyszłam się przywitać i zaraz lecę do mamci ^^
- ee.. Aliro..- Lajt się zmieszała- muszę ci powiedzieć, że..
- mamcia jest zajęta?
- nie.. po prostu.. przybyłaś za późno.
Alira podniosła brwi.
- czyli?
- Princessa nie żyje.
Alira otworzyła usta, zrobiła dziwną minę, a potem.. walneła Lajt w plecy.
- tak tak, świetny żart ciociu ^^
- TO NIE JEST (khe!) ŻART - warknęła Lightening
- jak to..- uśmiech zszedł z twarzy Aliry
- tak to ! Princessę zabiła LON ! przybyłaś o kilka godzin za późno..
- żartujesz, prawda..? - jęknęła Alira
- dlaczego miałabym żartować w taki okrutny sposób?
- i-idę do Miyuki.. - jęknęła Alira i zdematerializowała się.
Light pokręciła głową.

Alira zmaterializowała się w siedzibie Princessy, pustej i mrocznej.
- e-evrybady home? - krzyknęła niepewnie. Echo odbiło jej głos. Odpowiedziały jej ciche kroki.
- Alira?
- Miyuki?
- siostrzyczkaaaa ^^
- ŁIIII^^
I padły sobie w ramiona.
- słyszałaś już? - zapytała się Miyuki.
- tak.
- nikt nie mógł jej pomóc.
- przybyłam za późno.
- co teraz będzie ze światem? świat bez koszmarów.. i.. co będzie z nami? Jak LON sie nam dobierze do skóry to będziemy biedne.. szczególnie do mnie.. zaczęła zabijać wszystkich co mają coś wspólnego z Kriss Gabriev.
- KRISS GABRIEV?- Alira otworzyła szeroko oczy - T A KRISS GABRIEV?
- no tak.
- w jednym z wymiarów.. w pewnym miejscu, gdzie ludzie swobodnie mogli przewidywać przyszłość.. jako przyszły władca ukazała się właśnie ona.. ludzie tam modlili się do niej..
- ŻARTUJESZ !
- nie.. do tego dojdzie, jeżeli się czegoś nie zrobi..
- dziewczynę czeka trudna walka.. walka samej ze sobą..

Czy nasi bohaterowie wytrwają przy wytyczonych im zadaniach? Czy Kriss wygra? Jaką role odegra tu podróżniczka po wymiarach - Alira? Ile osób jeszcze zabije LON? Jakie plany wiąże z Saovi? Co na to Dakkis? O tym w kolejnych częściach !

C.D.N.


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.81974300 1276784042
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!