Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 7
rozdział #02
 
Treść fanfika..
Jea!

KSIĘGA DRUGA.

Rozdział 7.2.1

- Xellusiu, kochanie..
- słucham cię, skarbie mój najsłodszy, mój żuczku kochany, mój misiaczku, mój kisielu Gellwe?
- CHCĘ SIĘ Z TOBĄ CIUPCIAĆ ^^
Nio i się pociupciali ^^
Przenosimy sie do momentu, gdy już spokojni, siedzą przy stole i piją herbatę.
- Stelluś, cycuszku ^^ O której dzisiaj wruci nasz dziubdziuś?
- o ile nie będzie miała nadgodzin to powinna niebawem przybyć mój noseczku ^^
- acha ^^.- Xelloss wstał i poszedł zaparzyć sobie jeszcze jednej porcji herbaty. Był tylko w bokserkach z wielkim napisem "Bóstwo seksu", podarowanymi mu na jego urodziny przez Stellę. - zrobić jeszcze tobie, koteczku ^^?
- niom ^^ A, i zrób jeszcze trzecią, dzisiaj do nas na herbatkę przychodzi moja mama.
Czajnik i dwie szklanki spadły z trzaskiem na podłogę.
- ż.. żartujesz, pr-rawda?- zajęczał Xelloss
- ależ mówię jak najbardziej serio mój ryjku-myjku. Mamusia przychodzi dzisiaj na herbatkę i ciasto.
- UUUUUUUUUŁĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘHĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘ!!!!!!!!!!! - Xell wybuchnął nagle niepohamowanym płaczem.
Ryczałby dalej, i zapewne zasmarkałby całą podłogę, gdyby nie to, że wyrywając z zawiasów dzrwi, a przy okazji połowę ściany, wparowała mamusia Stelli ^^
- drzwi na dole było otwarte, więc pomyślałam, że wejdę bez zaproszenia ^^ - powiedziała beztrosko Firia - sorki za dzrwi, Xelloss na pewno naprawisz, PRAWDA XELLOSS? - zamachała maczugą- a tak przy okazji, ładne bokserki.
- nic nie mówię o twoich podwiązkach.. wyciągając maczugę zapomniałaś opuścic spódnicę BUAHIHIHI .. a te stringi..- zarechotał Xell
- HĘ??? - Firia przerażonym wzrokiem spojrzała na swoje czerwone pończochy z koronkowymi podwiązkami i takowe stringi. - GDZIE TY SIĘ PATRZYSZ ZBOCZEŃCU!!!!!!!!!!!

*ŁUBUDU* - maczuga trzymana przez Firię obiłą się o fioletową głowę Xellossa ^^

- em.. mamusiu.. Xell.. spokojnie.. - powiedziała Stella sadzając rozeźlonych mazoku i złotego smoka na krzesła w przeciwległych krańcach stołu - co u ciebie słychać, mamusiu?
- emm.. podobno.. ma przybyć do nas z wizytą przyrodnia siostra.. Valgaava..
- COOOOOOOOOOOO????????????? - szklaniki trzymane przez Xella i Stellę spadły w akompaniamencie na zapewne drogi marmur. - VALGAAV MA SIOSTRĘ??????
- głupi jesteście =='- warknęła Firia - Xelloss, zlizuj to, Bąbelek nie będzie za ciebie sprzątał.- wskazała ogonem na resztki szklanek na podłodze
- mamo, proziłam cie, żebyś mnie tak nie nazywała..- warknęła przez zacisnięte zęby
- Bubuniu, czy mam się z nią rozprawić? - zapytał się Xellos zacierając pod stołem ręce
- nie!!! TYLKO JĄ TKNIJ!
- sorry..
- to co w końcu tą siostrą Valgaava?
- hm.. jak wiesz.. małego Valgaava koniecznie chciało przygarnąć bezdzietne małżeństwo.. Gdy się nie zgodziłam, porwali go.. lecz zawiadamiali o wszytkim, co się z nim działo.. było to wieeeele lat temu.. okazało się , że jednak mogą mieć dzieci i urodziła się im córka..
- myślałam... że Valgaav.. że nie masz z nim kontaktu! - jęknęła Stella.
- no i nie mam. On nawet nie wie, że ja istnieję..
- JAKIE TO TRAGICZNE - zarechotał Xelloss

*JEBS* - cios maczugą Firii ^^

***

*FFFFFFFFFFFFFFFFFFFFŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚSOOOŃŃŃŃŃŃGGGG* - btył to dźwięk, oznaczający materializację czegoś, z jakiegoś odległego miejsca.

Zaległa cisza. W końcu.. rozległ się dźwięk hałaśliwych kroków i.. tętętu racic.
Było to przed domem Firii. Panowała ciemność, więc było mało ludzi na ulicach tego spokojnego miatsa. NIkt nie zwrócił uwagi na przedziwne zjawisko hałaśliwej i powodującej błysk materializacji.
Tymczasem osoba zapukała do drzwi.

*PUK PUK*

Otworzył jej rudy lis (czy wybaczycie mi, że nadal nie wiem jak się nazywa).
- dobry wieczór..
- witam.- postać miała miły, dziewczęcy głos. Zbyt aksamitny jak na wrażenie które robiła, ponieważ całą ją pokrywał cień.
- czy to domostwo Firii Ul Copt?
- tak.
- czy..- zamilkła chwię i zajrzała w głąb domu. - zastałam ją?
- niestety, wyszła jakiś czas temu.. czy coś przekazać..?
- nie. Kim pan jest?
- j-ej mężem.
- rozumiem. - powiedziała osoba. - czy mogłabym wejść? Zaczyna padać deszcz. A mój przyjaciel nie może zmoknąć.
- o-oczywiście. - lisek zaprosił postać do środka.
- Sektet, wejdź pierwszy..- powiedziała i usunęła się..
Ku wielkiej glebie liska.. DO DOMU WSZEDŁ.. SPORAWY TRYK!

[GLEBA]

- beee.. - zabeczał baran, któremu wełna zamokła od deszczu
- zapewniam pana, nie jest trudny w utrzymaniu. - powiedziała postać, po czym weszła do domu.
Była to dość wysoka dziewczyna, o niedługich, ciemnobrązowych włosach związanych w kitka. Włosy te były pociachane przez jakiegoś chyba fryzjera - ślepego sadystę [:DD. Z kitka wystawała nierówne raz cienkie, raz grupsze kosmyki, z nich wyróżniał się jeden "ogon" sięgający do połowy pleców. Nieco za długa grzywka opadałą jej lekko na jasnofioletowe oczy. Na nosie miała okulary. Twarz miała bardzo dziewczęce rysy. Dziewczyna była ubrana w czarną, uszytą z rozciągliwego materiału bluzkę na krótki rękaw, z oberwaną w jakiś gwałtowny sposób częścią okrywajacą brzuch i plecy, bowiem krawędź była postrzępiona i zwisały z niej liczne nitki. Na szczupłym brzuchu było kilka czerwonych pasków, nachodzących na czarne, bardzo obcisłe spodnie. Na nogach miała wielkie czarne buciory z kilkoma metalowymi zapięciami. Na rękach miała czarne rękawiczki, a na łakociach były opaski z czerwonego materiału. Dziewczynie z szyi zwisały dwa naszyjniki na rzemykach.
- nazywam się Deexis.
Weszła do domu, mijając zaskoczonego liska. Siadła na fotelu. Tryk podszedł i głośno beknąwszy, ułożył się na podłodze obok niej.
- o której wróci pani Firia?
- powin-n-na za chwilę być..- jęknął lisek. Osoba wzbudzała w nim respekt, mimo że miała głos jak mała dziewczynka.
- rozmiem. - dziewczyna uśmiechnęła się przyjaźnie do liska, co go nieco rozluźniło
- podać pani coś do jedzenia..?- zapytał sie nieśmiało
- beeeeee!!! - zabeczał znacząco baran
- spokojnie, Sektet. - Deexis pogładziła go po wełniastym łbie. - dla mnie jakieś jabłko, a dla mojego przyjaciela.. napój z 1/4 Whiskey, 1/4 Piwa, 1/4 Martini i 1/4 wódki gorbaczow.. i parasolkę ^^
- beee! - beknął z aprobatą
- c-c-cCOOOOO?- Liska przytkało - proszę pani, nie posiadamy w domu takiej ilości arkocholu!
- hm.. to zapewne mój przyjaciel zadowoli się zwykłą wodą i obierkami od jabłka, hm?
- beeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!!!! - zaryczał baran w proteście, lecz Deexis go uciszyła.
Po chwili otrzymali swoje zamówienie.
W tym momencie wparowała do domu Firia.
- KOCHANIEWIESzCO?MUSIAŁAMWYJŚĆ,

AWŁAŚCIWIEWYKOPAŁMNEITENŚWINIAKXELLOSS,

ZAKOGONASZACÓRKAWYSZŁACZYONANIEMIAŁAOCZU,

ŻEZATAKIEGOPARSZYWEGOMAZOKUWYCHODZI?

COONSOBIEWOGÓLEMYŚLI!!COZACHAM,BEZWSTYDNIK!OHYDA!

JABYMSIĘDOTAKIEGONAKROKNIEZBLIŻAŁA!!

ACIDOPIEROZAMĄŻWYCHO.. - zakończyła swój monolog widząc, kto siedzi na fotelu, akurat odkładając nadgryzione jabłko.
- czy mam przyjemność z Firią Ul Copt?
- t-tak..
- witam. Nazywam się Deexis. Przychodze w sprawię mojego przyrodniego brata.
Zapadła cisza. Było słychać tylko grzmoty za oknem.

***

Katia, Kriss siedziały na murku, a przed nimi stał Daniel, nadal gorliwie próbując je zachęcić do wzięcia udziału w wyprawie. Lał deszcz. Katia siedziała i ponuro jarała papierosa. Kriss wpatrywała się w Daniela.
- i su-chajcie! Mówie wam! Jeżeli pójdziecie ze mnom to bed-dzie dobze!
- jak mamy z tobą iść, skoro nie chcesz nawet wyjawić szczegółów? - zapytała się Kriss
- ile mam ra-y mófić że nie mogę??? dobra! jak nie tak, to..- postawił przed nimi garnuszek z monetami (tak, ja też nie wiem skąd on nagle go wziął. Mniejsza o to)
- stary, ja mam w tej chwili w stringach więcej. - mruknęła Katia.
Daniel bez słowa dostawił drugi garnuszek.
- hmm... ile tu razem jest?
- dwa ty-ące dolarów.
-!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! skąd masz taką kasę?
- z dupy jasia ==' ZE SKARBCA A SKĄT?
- ŁOOOOOHOOOOŁ TO IDZIEMY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ^^ - ryknęła Katia
- qrde, ty to sobie powiewasz jak liść na wietrze..- zauważyła Kriss. Podeszła do Daniela. Chcoiała położyć mu rękę na ramieniu..
- ej! dzie ty jesteś?
- tu! - rozległ się głos z dołu. Kriss schyliła głowę.
Wyglądali bardzo fajnie [:DDD Kriss przez ostatnie lata zrobiła się wyżasza nawet od Gourrego [:DDD a nasz drogi Daniel był i tak niski z natury [:DDD Wyszło na to że sięgał jej chłopak zaledwie do piersi [:DDD
- no.. e.. więc..- położyła mu rękę na ramieniu, co nie było trudne, ponieważ musiała tylko zgiąć łokieć i cieco podnieć rękę do góry [:DDD - idziemy z tobą, skoro to jest tak ważne, jak mówisz. Skrzykniemy tylko przyjaciół.
- OKI ^^
- Kogo zabieramy?- zapytała się Katia nadal dziwkarsko jarajac peta.
- a tak przy okazji, od kiedy ty palisz =='
- od zawsze! - oburzyła się Katia i już miała puścić kolejne kółko z dymu..

*SRUUU* - papieros został zabrany, skonfiskowany i złamany przez Daniela.

- PALENIE SZKODZI ZDROWIU!! - ryknął
- A OD KIEDY, GÓWNIARZU, OBCHODZI CIĘ MOJE ZDROWIE???
- w końu.. je-te.ś potrzebna..- warknął.
Kriss nieco przytkało. Zawsze, gdy Katia widziała przystojnego faceta, rozpływała się, nie mówiąc już o takim przystojniaku jak Daniel... (prawdę mówiąc on może śmiało konkurować z Venciem ^^ - przyp. aut.).. a teraz.. traktuje go jak zwykłe, nadal smarkate, upierdliwe i brzydkie dziecko.
W końu, po krótkiej i burzliwej wymianie zdań, nasi bohaterowie postanowili, że podążą do domu Liny, by wziąć Sunny i Moonego.

Więc szli krótko, bowiem Kriss skorzystała ze swoich umiejętności i zabrała wszytkich pod dom.

Tradycyjnie, przy samym wejściu, uderzyła wszystkich w nozdrza odstraszająca woń.
- czy wy hodujecie coś radioaktywnego..?- jękła Katia
- nie.. to przynajmniej jezioro amoniaku i kwasu solnego..- zakwilił Daniel, już prawie mdlejąc - śmierdzi tu jakby tu leżał trzy tygodniowy trup..
- nie, po prostu moja mama przyżądza kolację. - westchnęła Kriss i zapukała. Otworzyła jej roześmiana Lina w fartuszku w biedronki i rękawicy kuchennej w kształcie pyska zebry.
- witajcie ^^ zdążyliście akurat na kolacje. Dzisiaj są pyszniutkie gołąbki ^^
Wszytkich zemdliło na myśl gołąbkuw przyrządzonych przez Linę.
- o, a kto to? - zapytała widząc Daniela, lecz zaraz wybiegął, bo jej przecudowne gołąbki zaczęły się przypalać.
Za ściany Gourry zaczął dawać rozpaczliwe znaki "uciekajcie, jeżeli wam życie miłe". Lecz po chwili wparowała Lina niosąc na tacy wielką, zielonkawo-krwistą masę, gdzieniegdzie owiniętą kapustą, śmierdzącą wprost niemiłosiernie.
- podano do stołu! - ogłosiła entuzjastycznie Lina, na co wszyscy efektownie zemdleli. Lecz szybko obudził ich Fire BAll.
- CZY TO BYŁA JAKAŚ ALUZJA CO DO MOJEJ KUCHNI???
- nie.. to była tylko namiastka tego co sie z nami stanie gdy to spróbujemy..- jęknęła Katia
- FIRE BALL!!!!

*JEBUT*

- aaaaaaj! Ja tylko żartowałam..-Katia
- ty mi się coraz bardziej nie podobasz ==' wykapany ojciec ==
- przepraszam, już nie będę (szmata)
- CO TY TAM MRUCZYSZ POD NOSEM??????????????
- ależ nic, n..
- FIRE BALL!!!!!!!

*PIŹDZIACH*

- mój piękny stanik za 300 zł.. cały spalony.. - jęknęła boleśnie, zaglądając pod bluzkę (acha, dodam że Katia, zanim przybyła do Liny, zdążyła się przebrać^^)
- I DOBRZE CI TAK, DZIWKO!!!!!
- COOOOOOO? a właściwie, czemu się tak wkurzam? Przecież jestem dziwką^^

[GLEBA]

- a pozatym.. mi chociaż jest co zwęglać..- zarechotała złośliwie - ty chyba nie potrzybujesz stanika.. no, chyba że zerówkę ^^..
- HHHHHHHHHHHHHHHĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘ??????????????????????

*SSSSSSSSSSSSSRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU*

Lina walnęła w Katię całą tacą swoich gołąbków.. ten wstrząs wrzystkich zmysłów sprawił że urwał jej się film.

***

Firia wpatrywała się w przybysza.
- Niech pani usiądzie! - Deexis uczynnie wstała ustępując miejsca na fotelu zaskoczonej Firii.
- dziękuję. - Firia siadła, wciąż wpatrując się w dziewczynę. Dlaczego taka niby niewinna, przęciętnej urody osóbka wzbudzała takie ździwienie?
- ależ nie ma za co ^^ - uśmiechnęła się przyjacielsko - niech się pani nie martwi, to zajmie mi tylko chwilę. Przyszłam przekazać, że moim rodzicom jest szalenie przykro, że musiała się pani rozstać z Valgaavem. Teraz jest on już dojrzałym człowiekiem. Nie przekazali mu o pani istnieniu. Muszę pani jedynie przekazać to. - położyła na stole zawiniątko. - dobrze, ja już idę. Przepraszam, że zajęłam pani czas. - uśmiechnęła sie ponownie i wyszła, a za nią potruchtał baran.
Zamknęły się za nią drzwi.
Firia spojrzała na zawiniątko na stole.
Odpakowała je. Był tam liścik.

***

- KATIA! DAJ JAKIŚ ZNAK ŻYCIA!!!!!!! - ryknęła Sunny
- a może ona umarła..? - zastanowił się Moony
- oddycha..- powiedziała Kriss - czyli żyje
- FIRE BALL!!!!!!!!!!!!

*SRRUUUU*

- mamo?! a to za co???
- NIE GADAJCIE ŻE PO CIOSIE Z MOICH CUDONYCH GOŁĄBKÓW MOŻNA UMRZEĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - ryknęła wściekłą Lina
- można umrzeć śmiercią tragiczną - mruknął Moony tak by jego mama nie słyszała ^^
- aghhhhh..- jęknęła Katia - czuję się, jakby przejechała po mnie ciężarówka pełna zużytych pieluch..
- FIRE BALL!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

*JEBUT*

- AŁAAAAA!! NO JASNE! DOBIŁA MNIE JESZCZE!!!
- tyś, który ciemniejszy od zmroku...
No cóż, wszycy musieli się zmyć szybciej ^^ Zaczęli biec na złamanie karku ^^
- by razem zgubę przynieść i nikt nie będzie..- kończyła powoli zaklęcie Lina
- huh..huh..huh..huh..- wszyscy już mieli niezłą zadyszkę
- SZYBCIEJ SZYBCIEJ!!!!!!!!! - ryczeli na zmianę, coraz bardziej przyspieszając.
- W STANIE JEJ UNIKNĄĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!! DRAGON SLAAAAAAAAAAAAAAAAAAAVVVVVVVVVVVVVEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!! - dokończyła zaklęcie LIna

*JJJJJJJJJJJJJJJJJJEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEBBBBBBBBBBBBBBBB*

Siła odrzutu sprawiła, że nasi bohaterowie poszybowali daleeeeeeeeeeko [:DNa szczęście Katia w porę zmieniłą formę i połapała wszytkich.
Znaleźli się w jakiejś mieścinie. Nie namyślając się długo, weszli do jakiejś knajpy by się pożądnie nażreć.
Kriss, o dziwo, nie chciało się jeść. Wyszła, by popatrzeć na gwiazdy.
- piękna noc, prawda? - usłyszała dziecięcy głos z boku. Spojrzała. Obok niej stała niska, sięgająca jej zaledwie za kolano, postać. Była w ciemnym płaszczu, cień zasłaniał postaci twarz.
- mały, co robisz o tej porze tak daleko od domu? - zapytała się beznamiętnie, gapiąc się w polaris.
- pytaniem jest co ty robisz sama wśród tłumu ludzi.
Kriss spojrzała na przybysza. Zdjęła przepaskę ze swojego czarnego oka... (bowiem, by je ukryć, miała naoku przepaskę niczym pirat). Emanowała od niego.. złota energia.. Kriss nie wiedziała co to znaczy.
- skąd ty mały wiesz?
- wiem wiele rzeczy. Znam twoje sny. Znam twoją przyszłość. Przyszłem zobaczyć cię po raz ostatni.
Kriss zadrżała. Przecież znała ten głos. Spojrzała w kierunku postaci.. lecz jej już nie było.
- co do cholery... - pomyślała i podeszła do człowieka idącego akurat obok. - przepraszam, gdzie poszedł ten mały chłopiec co przed chwilą ze mną rozmawiał?
- proszę pani, przecież obok pani nikogo nie było! - warknął wieśniak, najwyraźniej nieźle już spóźniony do domu.

- ...Afikt... - jęknęła Kriss.

rozdział 7.2.2.

Nasi bohaterowie, znużeni i zmęczeni, postanowili wrócić na noc do Liny. Tłumacząc sie bólem brzucha, zdecydowali się domówić jedzenia kanapek.

Było póżno w nocy. Kriss jednak nie chciało się spać. Dlaczego?

Nie umiała na niczym skupić myśli. Dlaczego?

Veneth...

Wyszła z domu. Szła kilka minut, aż doszła na wzgórze. Wiał leciutki wiatr.
Wydawało się jej, że już nie ma po co żyć. Nie ma żadnego celu w życiu.

Żadnego.

Dlaczego więc była tak spokojna?
Czyżby to cichy i bezgłosny wpływ metamorfozy?
Czy nie byłoby łatwiej stać się panią zła i przestać cierpieć?
Przestać prowadzć tą długą wędrówkę przez cierpienie i wyrzuty sumienia..?

...

Czy nie byłoby łatwiej...?

...

Poczuła nagle oczy patrzące na nią z wielkim wyrzutem.

- przegrałaś w tak haniebny sposób. - usłyszała głos. Był wymawiany przez zaciśnięte gardło.

Naprzeciw Kriss stała Princessa. Patrzała na Kriss. Księżyc odbijał się w jej oczach.
- wiedziłam że przegrasz. Ale nie wiedziałam że się poddasz. Nie wiedziałam że dobrowolnie zniszczysz to, co stworzyłaś. Nie wiedziałam że taka jesteś, Kriss. Nie myślałam że wybierasz brak myśli od myśli. - powiedziała.
Kriss uniosła się w powietrze. Zaczęła, powoli, oplatać ją czarna energia.
- po co komu.. wyrzuty sumienia.. cierpienie.. po co te uczucia.. po co jeszcze próbować wierzyć, że kiedyś będzie lepiej.. nigdy nie będzie lepiej. - powiedziała bezgłośnie dziewczyna. - niech mój umysł stanie się wolny od ograniczeń.. od wszelkich uczuć..
- odchodzisz. Przykro mi, że jestem świadkiem twojej klęski.
Kriss zaczęła być coraz bardziej otaczana przez ciemną energię.
- niech więc tak się stanie... - powiedziała
- stanie się, skoro tego pragniesz. Żegnaj. - Princessa podeszła do dziewczyny unoszącej się w powietrzu. Położyła rękę na jej brzuchu. - dobrze było cię znać. - mazoku nagle przeszyła dziewczynę jakimś czarem na wylot.
Zapadła cisza.
- teraz proszę. Bądź tym, kim postanowiłaś zostać. Niech twoje przenaczenie się wypełni, zgodnie z twoją wolą - Princessa odeszła kilka kroków i także wzniosła się w powietrze, ciągnąć Kriss za sobą. W końcu znalazły się kilkaset metrów nad ziemią.
Wciąż panowała cisza. Jakby cała przyroda zamilkła, a wiatr zatrzymał się w biegu.
Kriss trzymała się za brzuch. Spojrzała na swoje ręce. Były całe we krwi... czarnej krwi..

W tym momencie.. amulety Ousymu zabłysły i pękły.

Spadły z cichym brzdękiem na ziemię, pozostawiając za sobą srebrny pył.
- czyżbyś czuła wątpliwości? za późno już. - powiedziała drwiąco Princessa - stanowczo za późno.
- ...nie czuję wątpliwości... - głos dziewczyny nie był taki jak przedtem. Był straszny. Bulgotał, dusił się, mieszał.. był przesycony taką barwą, jaką zwykle przybiera, gdy kogoś chce się obrzucić najgorszymi wyzwiskami, lecz po prostu nienawiść zalewa oczy.... wtedy jest jeden jęk.. taką barwę miał głos Kriss.. - ..wątpliwości.. tej parszywej rzeczy także chcę się wyzbyć.. ty tego nie potrafiłaś, Princesso... będę silniejsza od ciebie.. będę mogła wszytko...
W tym momencie Kriss zrobiła ruch jakby poczóła okropny ból, i gwałtownie przechyliła się do tyłu. Zaczął wiać wręcz przerażająco silny wiatr. Z Kriss zaczęła bić smołowato czarna energia i krążyć wokół niej. Drzewa ponizej zostały powyrywane z korzeniami... Wszystko zaczęło krążyć wokół Princessy i Kriss.
Wiatr zdał z dziewczyny ubranie.
Zielona narośl na jej ręce zaczęła się powiększać.. zaczęła przechodzić do ramienia.. obrosła całą rękę... Pokryła po chwili cały bok... Zaczęła, niczym pnącze szukające wody, owijać jej ciało.. porosło całą jej prawą nogę, prawą część tułowia i prawą połowę twarzy.. Jej źrenica oka także stała się zielona, niczym u jaszczurki jub krokodyla.. Róg z tyłu jej głowy zaczął się powiększać.. aż sięgnął pasa.. z dwóch stron jej głowy także zaczęły rosnąć, skierowane w dół rogi.. tyle że te były mniejsze.. w miejscach, gdzie wyrastały, włosy wokół nich były czarne jak najczarniejsza noc.. Jej prawa ręka zamieniła się w straszliwy szpon zaopatrzony w wielkie, czarne pazury.. Jej język stał się jaszczurczym językiem...
Czarna energia buchnęła z niesamowitą siłą.. wtedy, niewiadomo skąd, nadpłynęła różowa energia, która zblizajac się do Kriss, zaczęła przybierać coraz ciemniejszy odcień, aż przeszła do czerni.. zaczęła także wchodzić w jej ciało...
Energia ponownie buchnęła z niesamowitą siłą. Po chwili, jak za zerwaniem struny, wszytko ucichło.
Ciało Kriss przechyliło się bezwładnie, i już miało spaść w dół, gdy w porę złapała je Princessa.
Znikły.

Rozdział 7.2.3.

- wy też słyszeliście te wybuchy w nocy? -zapytała się Katia wchodząc nad ranem do pokoju chłopców.
- chrrrr... - oboje odpowiedzieli jej inteligentnie, śpiąc wtuleni w poduszki z nadrukiem misia "Cocolino"
- FIRE ARROW!!!

*SSRRRRUUUUU*

- ajaaaaaaaaaaaaj!!! - zerwał się Moony jak oparzony. (co tu kłamać, był oparzony [:DDD)
Lecz Daniel, zwyczajem jego brata, spał sobie w najlepsze [:D
Z jego pleców, pod wpływem ognio strzały (jak to mówią w TVN7) zsunęła się kołdra.
Na jego plecach widniał ogromny tatułarz japońskiego smoka. Smok ten był czerwony i zajmował całe plecy, od karku, po tam gdzie hm.. plecy tracą swoją nazwę. (podobny miał Shiryuu z Saint Seya^^ tylko że Daniel ma większy i czerwono-złoty)
- co to jest...?- zapytała sie Katia. Zawsze myślała, że takie grzeczne dziecko jak Daniel w życiu nie podda się zabiegowi takiemu jak tatułaż. Siała obok niego na łóżku. - nie wygląda jak tatułaż.. raczej jak.. naturalne przebarwienie skóry.. hmm, jaką masz aksamitną skórę ^^ mniejsza o to..
W tym momencie Daniel się obudził i spostrzegł Katię oglądającą jego tatułaż. Zerwał się, próbując osłonić plecy.
- NIE WOLNO CI BYŁO TEGO WIDZIEĆ! - ryknął
- ależ.. dlaczego..? Ten tatułaż jest wyjątkowy, nie każdy się może takim pochwalić..
- BO.. BO.. BO.. NIEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!! - wydarł się, że aż się ściany zatrzęsły.
- dobrze dobrze, nie musisz się tak unosić. Już wychodzę. - i faktycznie zaczęła zmierzać ku wyjściu. - i tak przy okazji. Niezłe ciało. I jeszcze lepsze bokserki. - wyszła, zostawiając Daniela w bokserkach w kolorowe prezerwatywy (zapewne sprezentowane mu przez brata [:DDDDDD).
Ale po chwili Katia się wróciła.
- wiecie może gdzie jest Kriss?
Wszyscy (tzn. Moony i Daniel) wzruszyli ramionami.
- dziwne.. mogłabym przysiąc że spała w naszym pokoju. SUUUUUUUUUUUUUNNYYYYYYYYYYYYYYYYYYY!!!!!!!!!!!!!
- nie drzyj się..- jęknął Moony
Przyszła Sunny
- hę? kim jesteś?

[GLEBA]

- to ja Katia.
- miło poznać..

[powstrzymanie się od gleby]

- widziałaś gdzieś Kriss?
- a kto to?

[GLEBA]

- TWOJA SIOSTRA JEŁOPIE!!!!!!
- hę? ja mam siostrę?

[GLEBA]

- masz=='
- a no tak ^^ przypominam sobie. To ona, tak? - wskazała na Moonego

[GLEBA]

- nie ==' jest wysoka i ma granatowe włosy.
- aaaaaaaa!!! AAAAA! tak! Kriss! a to nie. Nie widziałam jej dzisiaj. Ale wiem, że wychodziła gdzieś w nocy.
- może ją zgwałcili? - zarechotał Moony
- mój brat byłby zawiedziony. - westchnął Daniel
- kiedy ty się wymowy nauczyłeś?- zapytała się Katia
- pożyczyłem sobie od ciebie książki. - rzucił nagle Katii... kilka archiwalnych numerów Playgirl i mnogość książek o tematyce erotycznej.
- GZDIE JE ZNALAZŁEŚ??????????????
- w twoim plecaku.
- KTO CI POZWOLIŁ GRZEBAĆ W MOIM PLECAKU????????
- pani Lina.
- ==================' no jasne. Zemszczę się na tej (szmacie)
- FIRE BALL!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

*SRUUUUUUUUUUU*

- GUMOWE UCHO!!!!!!!!!!!! - ryknęła Katia przez dziurę w ścianie, jaka zrobiła Lina
- DZIWKA!!!!!!!!!!!!!!!!!
- WIEEEEEEEEM! - i wystawiła język ^^
- FUCK YOU!! - i Lina wykonała niezbyt przyjemny gest
Tak by się nadal wyzywały, gdyby Gourry nadludzkimi siłami nie zabrał Liny spowrotem.
- wiecie co? Mam złe przeczucia dotyczące Kriss. Lepiej choćmy na dwór. - zaproponowała Katia
- ale może byśmy sie przeb..
- BEZ GADANIA MI TU!!!!!!!!!!!
- piiiisk! yes, master!!!
I wszyscy, tak jak stali wybiegli z chatki. Katia w czerwonej jedwabnej koszulce nocnej, Sunny w piżamce w niebieskie kropki z wielkim zajączkiem, Moony w piżamce w zielono-żółte misie koala, a Daniel w bokserkach w kolorowe prezerwatywy ^^
Widok, jaki zobaczyli, zmroził ich...
Przed nimi rozciągał się ogromny krater. Drzewa leżały w promieniu wielu kilometrów od kratera.
- co tu się stało..?
Niedaleko leżały.. połamane amulety Kriss. Na nich leżała kartka.

"To pozostało po Kriss. Jaką znacie. I zapamiętajcie ją taką, jaką znaliście.Nadchodzi decydująca godzina tego świata."

- co to ma znaczyć? - zapyała się Katia, nic nie rozumeijąc.
Moony wziął papierek i zgniutł go w dłoni.
- Kriss się stała Panią Zła.

***

Postanowili się wziąść jak najszybciej w garść i wyruszyć w drogę. Daniel wciąż truł, że wie jak uratowac świat, więc, żeby zamilkł, wszytcy poszli za nim.
Tymczasem.. w cieniu.. obok krateru.. coś przemknęło..
Ze zwinnością dzikiego kota skoczyło w miejsce na którym leżały amulety Kriss..
Bowiem był to dziki kot.
Była to czarna pantera, jej sierść o kolorze głębokiej nocy odbijała promienie słońca.. lecz nie była to zwykła panteria.. Miała błękitne oczy... i trzy złote pręgi.. dwa po bokach i jeden biegnący przez grzbiet.. Kot posiadał także wielkie, srebrne pazury.
Pogrzebał chwilę łapą, zagrzebując amulety w piasku.
Szybko skoczył spowrotem w cień.

Tymczasem nasi bohaterowie doszli do jakiejś wiochy. Oczywiście od razu musieli coś zacząć żreć [:DDD
- naprawdę to nie jest odpowiednia pora... - westchnął Daniel.
- spierdalaj..- wycharchał Moony pochłaniając wszytko co było w zasiegu ręki
- jak ty się wyrażasz.. westchnął Daniel.
Szli sobie grupką, wszyscy trzymali jakieś hot - dogi lub coś w tym rodzaju.
- normalnie.
- z kim ja muszę się zadawać.- Dodam w ramach ciekawostki, że Daniel niby mówił normalnie, ale miał bardzo dziwny akcent [:DDD
- zamknąłbyś się.- powiedziała Katia, nie zważając na to, że musi dbać o linię, pochłaniała wielkieeeego hamburgera [:D
- to że jestem młodszy, nie oznacza, że możecie mnie traktować jak jakiś pomiot..- warknął, już nieźle wkurzony
- a kim jesteś :P
- !!!!!!!!!!!!!!! tyś, który ciemniejszy od zmroku.. tyś, który w karmazyn przybrany bardziej niźli krew płynąca.. tyś, który pogrzebion w czasie mijającym...
- nie zrobi tego..- powiedziała spokojnie Katia oblizując palce umazane keczupem.
Danielowi zaczęły pulsować żyły na skroni [:D
- w twym imieniu o wielki oddaję się ciemności by tym głupcom co grodzą mi drogę razem zgubę przynieść i nikt nie będzie w stanie jej uniknąć!!!!!!! DRRRRRRRRRRRRRRAAAAGOOOOOOOOOON SLAAAAAAAAAVEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!
W dłoniach Daniela zebrała się ogromna kula energii, którą wystrzelił w stronę Kati.
- AA !!!! ZROBIŁ TO!!!!!!!!!!!!!!! - i ciągnąc Sunnego i Moonego uskoczyła w bok, w skutek czego czar ją minął i zaczął zmierzać gdzieś.. już miał się rozbić o budynek miejski.. o kobietę akurat dokarmiającą swojego barana...
- hm..? a to co?- kobieta odwróciła się. Oślepiło ją czerwone światło.. Stanęła w rozkroku, wyciągnęła ręce przed siebie i skrzyżowała je. To się działo błyskawicznie. Czar uderzył o jej dłonie, wskutek czego dziewczyna pojechała kilka metrów do tyłu.. zaczęły jej płynąć krople potu... w końcu, chyba nadludzkim wysiłkiem uniosła ręce i posłała czar wysoko do góry.
(Zespół R znowu błysnąąąąąąął [:DDDDDDDDDDDD)
Spojrzała na swoje rękawiczki. Nawet nie nadpalone.
- teraz który to taki mądry?- zapytała się opierając ręce na biodrach.
- j-ja! - nieśmiało podniusł rękę Daniel.
Kobieta poprawiął okulary. Czy musze wspominać że to była akurat Deexis? Podeszła do Daniela, ciągnąc Sekteta za wełnę [:DDD.
- ty! - powiedziała nagle wskazując na Daniela.
- c-co..?
- ty! - powiedziała jeszcze pewniej. Daniel był niższy od niej przynajmniej o głowę [:D
- co ja? Co ja?- już trochę się zniecierpliwił.
- to ty! [pstryk! palcami] jestem tego pewna. - oparła dłonie na biodrach a baran zabeczał.
- ALE COOOOOOOOOO?????- ryknął Daniel
- ty jesteś wybrańcem. - powiedziała to tak, jakby to było równie oczywiste ze na niebie znajduje się słońce, a trawa jest zielona.
- jakim wybrańcem?
- jesteś wybrańcem Nadanym. Musze cię ochraniać. - powiedziała.
- HĘĘĘĘĘĘ?- wydał z siebie jęk. Nagle otworzył szeroko oczy. Rzucił się na Deexis i.. sciągnął jej bluzkę.
- o mój .. ty masz dziwne popędy Daniel.. jesteś bardziej narwany niż Veneth.. nie chcę na to patrzeć..- Katia przesłoniła oczy.
- TO TY!!!! - ryknął z kolei Dniel patrząc na plecy dziewczyny. Znajdował się tam tatuaż smoka, tyle że czarny i zwrócony w przeciwną stronę, co smok Daniela.- JESTEŚ PRAWDZIWYM WYBRAŃCEM !!!!!!! Padam do stóp...- Daniel rzucił się na glebę.
Deexis wstała, naciągając bluzkę.
- ależ wstań! To ja mam cię ochraniać,a nie ty mnie. Master. - Dziewczyna przyklękła na jedno kolano. Daniel kucnął i spojrzał w jej jasnofioletowe oczy.
- wspominano mi o tym.. ale.. żeby prawdziwy wybraniec.. taka osobistość..- jęknął Daniel
Sunny i Moony patzryli na tą całą scenę bezmyślnym wzrokiem. Katia tylko westchnęła.
- czy mi się wydaje...czy ja nic a nic z tego nie rozumiem?- bąknęła w końcu Sunny.
- i macie nie rozumieć. - warknął Daniel, wstając. - Jesteście tu tylko jako nasza ochrona.
- HĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘEE??????? - oburzyła się Katia. - WASZA??? OCHRONA??? AAAAA MAAAASZZZZZZ!!!!!!! - już miała wycelować siarczysty policzek w twarz Daniela, gdy coś błyskawicznie powstrzymało jej rękę. Była to Deexis.
- jeżeli go tkniesz, skończysz jako placuszek. - uśmiechneła się pięknie.
- dobrze. Wszytko ok. Ale czy moglibyście wytłumaczyć o co chodzi? - jęnął Moony
- dobrze. Nie ma sensu tego trzymać w tajemnicy. - powiedizała Deexis. - czemu ich nie wtajemniczyłeś?
- bo nie.
- ech..
Tak więc poszli gdzieś w ustronne miejsce pogadać.
- tak więc. Wielki Plan powstał przed powstaniem Kriss.-wyjaśniła spokojnie Deexis - Plan polega na uratowaniu świata od zagłady przez nową Panią Zła. Wtajemniczone w niego jest ścisłe grono osób. Ale mniejsza o to. Plan polega na tym, by wzmocnić ludzkie dusze i umysły. By to zrobić należy ujarzmić 7 smoków Cech. Do tego potrzebni są dwaj wybrańcy. Wybraniec prawdziwy, czyli Zaklinacz i Wybraniec Nadany, czyli Wybraniec, który urodził się jako zwykły człowiek, lecz status Wybrańca został mu nadany przez inną osobę. Nie posiada pełnej mocy, dlatego przez jakiś czar musi go ochraniac Wybraniec Prawdziwy. Gdy Wybraniec Nadany uzyska całą swoją moc, a stanie się to gdy siedem smoków zostanie zaklętych, i swą moc przekaże mu wybraniec Prwadziwy, wtedy będzie mógł pokonać Kriss.
Zapadła cisza.
Sunny i Moony patrzeli maksymalnie bezmyślnym wzrokiem, co oznaczało,że to co wyjaśniała Deexis jest całkowicie dla nich niezrozumiałe.
- tak więc. - kontynuowała Deexis. - by odnaleźć siedem skoków potrzebny jest Wybraniec Nadany. Nasze tatuaże przybierają wtedy złoty kolor, gdy jakiś smok jest w pobliżu. Jest to tak zwany Trójkąt Dusz. Rozumiecie ^^?
Pokręcili wolno głowami.
- Czyli: Gdyby nie my świat się niechybnie skończy, więc choćcie z nami i nic nie gadajcie. - warknął Daniel
- jaki bezsens! - ryknęła Katia - to wszystko nie trzyma się kupy!!!!!
- mów se co chcesz.- powiedziała Deexis, wstając. - ale jesteście nam szalenie potrzebni.
- w czym niby???
- dowiecie się w odpowiednim czasie [błysk w oku].
- nie idę! - Katia przybrała minę obrażonego dziecka.
- nie no. Chooodźcie ^^ Zobaczycie, będzie fajnie ^^ Powiem wam, że w następnym mieście znajduje się fantasyczny sklep z ciuchami!
- SERIO????
- no! Mówie ci! I jeszcze jakie świetne ceny!!! A jacy przystojni sprzedawcy!
- ŁOOHOŁ! TO IDĘ!!
- no ^^
Wstali z miejsc. Deexis zarzuciła na ramię skórzaną torbę. Baran zabeczał donośnie.
- BARAN??? A TO CO NOWEGO???- zapytała się Katia wytrzeszczajac oczy.
- hm? chodzi ci o tego tu? - wskazałą na tryka stojącego obok niej.
- a czy jest tu jakiś inny baran =="?
- aa^^ to Saktet. Mój przyjaciel. Podróżujemy razem.
- ===' Czy ty jesteś normalna?

- hm..?

..To się jeszcze okaże..


***


Deexis? Kim jest ten człowiek? Czy pozory mylą? Czy jest bardziej tajemnicza niż nam się zdaje? Co tak naprawdę skrywa siostra Valgaava? Czy misja Dwóch Wybrańców powiedzie się? Czy świat zostanie ocalony? Gdzie jest Kriss, przyszła Pani Zła? Co kryje się pod tym tytułem? Jaki plan kołacze sie w głowie LON? Jaką rolę odgrywa w tym Princessa (Ona tak zawsze! Jest wiecznie tam gdzie nie powinna i wtrynia się na chama w nie swoje sprawy [:DD)? Ile bólu może znieść serce człowieka? Czy Katia coś skrywa? Po kiego grzyba Deexis Saktet? Czym jest siedem Smoków Cech? Czy Veneth jest świnią? Jak bardzo to wszystko będzie pokręcone??? O tym w kolejnych księgach!!!

C.D.N.
(tradycyjne "CY-DY-NY")


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.59603700 1276780667
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!