Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 8
rozdział #02
 
Treść fanfika..

KSIĘGA DRUGA

rozdział 8.2.1.

MINEŁO KILKA DNI.

Princessa posępnie spoglądała na krajobraz widoczny z balkonu swojej siedziby.
Wiatr targał jej płaszczem i blond włosami.
Podeszła do barierki i oparła się o nią.

TYMCZASEM W INNYM POKOJU

- JEEEEAAAAA! KOCHAM TEN WYMIAR! - ryczała Alira chlejąc herbatę i grajac w Tekkena 3 - MAMO, JESTEŚ PEWNA, ŻE NIE CHCESZ ZAGRAĆ?
- nie mam nastroju. - odpowiedziałą Princessa, opierając brodę na rękach i przymykajac oczy, pozwalając wiatrowi, by owiewał jej twarz.
- nie wiesz co tracisz. Jestem dzisiaj w wyjątkowej formie. - powiedziałą Alira wygrywajac po raz 784 w Surivivwal Mode. Wyłączyła konsole i podeszła do matki. Położyła jej rękę na ramieniu.
Chwilę w ciszy spoglądnęły na krajobraz przed nimi. Siedziba Princessy znajdowała się na granicy wymiarów. Jest to bardzo niebezpieczna miejsce, szczególnie dla śmiertelnika, gdyż zazwyczaj wizje, zwidy i halucynacje dają w kość. Jednak dla istoty wyższego rzędu nic takiego się nie dzieje. Z balkonu widać jedynie smołowato czarne chmury i bardzo często burze. Wymiary zmieniają wielkość i często spieraja się ze sobą, powodując, że na zewnątrz panuje okropna pogoda. Jednak dzisiaj - rzadkość. Zachodzace słonce, jak w połamanym lustrze, rozchodzące się na pięć części innych odcieni czerwieni, zachodziło nad chmurami, mieniąc się sytością ciepłych barw pomarańczy.
- ej, lektor, nie przynudzaj ===" - warknęła Alira. - mamo. Nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
Princessa nie odpowiedziała.
- zmywam się, bo czuję energię pewnej osoby, za którą nie przepadam. - siadła na barierce.- bye. - puściła się swobodnie, spadajac w dół. Po chwili otworzyły się wrota do innego wymiaru, i Alira wpdała w nie.
Zapadła cisza.
- Xelloss, do kurwy nędzy, byś już nie ściemniał. - warknęła Princessa.
- oh ho ho! ^^ - zza zasłony wyszedł Xelloss ^^ - Pani Złych Snów w złym humorze!^^
- it's not your buissness. - warkneła.
- spokooojnie ^^" ! Zobacz co dla ciebie przyniosłem! - podał jej wcześniej przygotowaną filiżankę herbaty.
- och dzięki. Kochany jesteś!!! - spojrzała na niego oczami trzymiesięcznego szczeniaczka.
- em.. - Xell się zburaczył. - ej, nie zapominaj że ja jestem żonaty ^^" !
- eeeeefff... - Princessa siorbneła herbatę.
Xell siadł sobie na barierce.
- Słyszałem że smutno ci?
Princessa pokwiała głową.
- TO MOŻE BU.. JESZCZE HERBATY - podał jej czajniczek.
- poproszę. - nadstawiła filiżankę. - oj, Xell, coś mi się widzi, że jak jesteś taki dobry, to coś ode mnie chcesz.
- jaaa? noo coooo tyy myślisz o starym przyjacielu?!?!?! Przyszedłem cię pocieszyć!!!
- jasne =="
- a Prin, pamiętasz wtedy, gdy gdzieś 4000 lat temu upiliśmy się na imprezie u Phibritzo ^^?
Princessa wykonała obleśny uśmiech.
- Stella o tym wie?
- nie wie ^^
- niaf niaf niaf
- niaf niaf niaf
- no co ty, Xell, w końcu do niczego nie doszło (chyba) - Powiedziała Princessa uciszajac się herbatą.
- a nie wiem.. nei pamiętam.. ile to ja wtedy wypiłem? - podrapał sie po fioletowej głowie. - chyba durzo, skoro przespałem się nawet z tą maszkarą Deep Sea Dolphin...!
Princessa wybuchnęła śmiechem.
- no widzisz? Pocieszyłem cię ^^
- ale to i tak nie są prawdziwe powody twojej wizyty? Co knujesz?
- Sore wa himitsu desu!
- WWWWWRRRRRRRRRRR!!!!!!!!!!!!! - Princessa rzuciła się na Xellossa i wygięła go tak, że zwisał głową nad przepaścią <:D
- em.. Princess..
- MÓW!
Zrobił minę jakby juz coś chciał powiedzieć, ale..
- to tajemnica!!!
Princessa już chciała mu zrobić z tego uśmieszku krwawą papkę, gdy postanowiła zmienić taktykę. Puściłą szyję wygiętego przez barierkę Xellossa, stanęła naprzeciw niego i przybliżyła się.
- Xell... - dotknęła ręką jego policzka. - no chyba nie odmówisz swojemu pampuszkowi...?
- Pr... - zburaczył się całkowicie.
- Xeeeeeell...! - jęknęła, przyklejając się d o niego całym ciałem.
- dooobrze, kochanie, już wszytko mówię ^^ LON wysłała mnie z rozkazem wybadania jak cię zabić, ale olewam to, w tym układzie... - wyszczerzył się do twarzy Princessy 2 cm od jego twarzy ^^ - ale to i tak LON nie zrobi różnicy, bo większość mazoku poszukuje sposobu na uśmiercenie cię,w tym... - zaciął się. - sore wa himitsu desu ^^
Princessa przybliżyła swoją twarz do jego jeszcze bardziej, tak że biednemu fioletowogłowemu zaszumiało w uszach od hormonów ^^
- wiesz, co robi rotswheirrer, gdy dasz mu do powąchania wielką kość, a potem wyrzucisz przez okno..? - powiedziała słodziutkim tonem, prawie muskając swoimi ustami jego. Nagle!!! Xelloss wydał z siebie chyba najwyższe 'c', jakie tylko mógł, bowiem Princessa najwyraźniej miała zamiar wyrwać mu genitalia.
- ALBO POWIESZ TY ZMUTOWANA MĘSKA DZIWKO, ALBO WYRWĘ CI JAJA I DAM CI TO ZJEDZENIA!!!!!!!!!! TY CHOLERNY..
Lecz przerwała, ponieważ na balkonie zmaterializował sie ktoś jeszcze. Postać w płaszczu ze srebrnych lisów. Była to Dakki.
- Da...Dakki..?
- PIIIIIIIIIIIIIIIIIISSSSSSSSSSSSKKKK!!!!!!!!! BBŁAGAM PUŚĆ MNIEEEEEEEEEEEEEEIIIIIIIII!!! - wił się Xelloss
- ciociu...
Dakki rzuciła się na szyję Princessy, tak że ta była zmuszona puścić Xellossa, z czego skorzystał, materializując się jak najdalej mógł ^^.
- przepraszam cię...- westchneła Dakki. - nie powinnam... ty zawsze byłaś przy mnie w moich trudnyh chwilach.. wtedy gdy zginął mój tata.. i wogóle.. nie powinnam cię tak traktować...
- ależ.. nie martw się...- Princessa pogładziła ją po włosach. - nic się nie stało. No już, nie płacz. Herbatki?
- poproszę >snorf< z mlekiem.
Princessa podała jej herbatę.
- uważaj, ona jest niebezpieczna! - zawiadomił Xelloss, lewitujący zgdzieś za balkonem.
- spierdalaj. - warknęła Dakki, pijąc łyk herbaty.
- dobra. Nie chcecie wiedzieć, jakie plany ma LON, to nie..!
Princessa zerwała się z krzesła.
- CZEKAJ!!!
- po tym jak mnie potraktowałaś? NIE MA TAK DOBRZE!!!
- Xell.. -uśmiechneła się zalotnie, i podciągnęła bluzkę ukazując brzuch.
- *_* OK OK OK. - zmaterializował się przy stoliku, obok Dakki, która go skwitowała wykopem, tak że siłą rzeczy i tak i tak zarobił w glacę.
- heh ciociu, ty to masz argumenty na Xella. - powiedziała Dakki do Princessy spowrotem wciągającej płaszcz
- taaa.. na tego zboczeńca nie ma innej rady. Tak więc, Xell, co chiałeś nam powiedzieć?
- ajajajajaj... - Xell wygrzebał się spod stołu - Z tego co wiem...
- czyt. podsłuchałem. - wyszczerzyła sie Dakki.
- ==" fakaj się!- Xell wypił łyka herbaty. - tak więc z tgo co podsłu.. wiem, LON zamierza wskrzesić jakąś wielką postać, a właściwie tylko jej moc, zasilić ją swoimi siłami i tym samym stworzyć najpotężniejszego mazoku, jak kiedykolwiek miał okazję egzystować.
- to JA! Jestem najsilniejszym mazoku LON. - warknęła Princessa
Xell chciał zaprzeczyć, lecz widząc złowrogą mine Princessy gorączkowo potrząsnął głową.
- no tak tak tak! Ale LON widocznie uważa inaczej niż my.. eee... wszyscy ^^" Tak więc ta chwila nadejdzie już niedługo. Wszystko dzieje się w całkowitej tajemnicy, siłą rzeczy, nie ja wam to powiedziałem ^^". Do tego LON ma wielki plan zniszczenie jednego ze swoich najsilniejszych i najlepszych mazoku ..em.. oczywiście NAJsilniejszego i NAJlepszego mazoku of kos ^^ czyli ciebie, Princesso.. jesteś jej wrogiem, a prócz twojego charakterku mierzi ją to, że za cholerę nie wie, jak cię zabić.
- i się nie dowie. - Princessa odstawiła pusty kubek od herbaty.
- jak zabić? to ty ciociu nie giniesz ot tak? - zapytała sie Dakki.
- kobieeeto, ja mam drugi poziom nieśmiertelności ^^. - Od Princessy buchnęła duma niczym blask od gościa z reklamy Corn Flakes.
Xell zrobił okropną minę, co zapewne oznaczało bezgraniczną zadrość.
- ciekawe... - Dakki zaczeła się zastanawiać. -niewiele stworzeń na świecie może się poszczycić drugim stopniem nieśmiertelności... ginie się tylkow określony sposób, tak?
- tak. Ale niech nikt się nie łudzi. Nikomu jeszcze nie wyjawiłam sposobu, jak mnie ukatrupić. Nawet moje własne córki tego nie wiedzą. I nikt też się nie dowie.
- i hope so, mum. - usłyszeli głos z góry. Siedziała tam Alira, która po chwili zeskoczyła na dół.
- Alira. - Dakki lekko się uśmiechnęła. (UWAGA: Jalk Dakki się uśmiecha to oznacza że napraaaaaaawdę kogoś lubi ^^) - siądziesz z nami?
- sorry, ale mam nagłe ataki wymiotów. - spojrzała na Xella.
Xell pokazał jej dwa faki.


*JEB*
*JEB* - Xell oberwał oboma buciorami Princessy w twarz, tak że ponownie walnął o glebę

- JAK TY SIĘ ZACHOWUJESZ W STOSUNKU DO MOJEJ CÓRCI, PALANCIE ?!?!?!?!?!
- ona >chlip chlip< zaczęła..- chlipnął Xell
- pizduś plaaaastuś-
- czemu się tak właściwie nie lubicie..?
- bo to rąbnieta małpa. - zdążył powiedzieć Xelloss, zanim nie został zmiażdżony przez Princessę
- przez zazdrość. Xell mi zawsze zazdrościł! - wyjaśniła Alira. - zazdrościł tego, że nie jestem mazoku, a mam zdolności lepsze od niego.
- Nieprawda! porąbany elf! - wystawił język, cudem unikając prawego sierpowego Princessy
- może i porabany, ale umiejący lepsze sztuczki od ciebie fioletowłosa cioto!
- TYYYYY.....!!!!!!!!!!!
Nad głową Xella pojawił się czerwony romb, rodem z simsów <:DDD i rzucił się na Alirę.
Ona, elfektownym saltem do tyłu uniknęła jego ciosu.
- może przenieśmy się w plener?
- aawrrr...
Wylecieli za barierki balkonu. Była to seria ciosów i uników. Wydawało się, że szala zwycięstwa przesówała sie raz w kierunku Aliry, raz Xellossa...
- ok. - Alira chwilę zawisła w powietrzu.
- co? zmachałaś się? >chu chu chu<
- taaak.. chyba muszę zdjąć bluzkę...
I.. istotnie zrobiła to, przyśpieszając Xella o szybsze bicie serca, bowiem pod bluzką nie miała stanika <:D

Xell: <ślinotok i wywalone gały>

Alira, korzystajac z sytuacji, tak przykopała Xellowi w pysk, że poleeeeeciał i znikł w jakimś tam wymiarze.
- tak się oto, moje drogie panie, pokonuje Xellossa Mazoku. - wciągneła bluzkę i płaszcz.
- ty... - jęknęła Princessa. - ty masz większe ode mnie...!

Alira & Dakki:

- Nom ^^ aż trudno uwierzyć że twoją córką jeste... IIIIIIIIIK!!!!!!!!!!! - zobaczyła w ozcach Princessy liczne błyskawice. - em.. ^^ To ja lecę ^^ - i zmyła się ^^
- jeszcze herbatki ciociu ^^""" - Dakki nadstawiła dzbanuszek
- <ŻĄDZA MORDU>__________<ŻĄDZA MORDU> TY TESZ MASZ WIĘKSZE OD MOICH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- ^^'''''''' ciociu, spokojnie
Uspakajając sytuajcę, razem z Afiktem zmaterializowała się Sao.
Oboje mieli wielce poważne miny.
- co sie stało? - Princessa wyraźnie przeczuwała coś niedobrego.
Wyraz twarzy Sao i Afikta wyrażał to, że kompletnie nie wiedzą od czego zacząć.
- Afikt. - Princessa ponagliła ich do odpowiedzi. - Saovi.
- o-otóż.. - zaczłea Saovi. Głos jej drgał.

- Rezo odrodził sie i wzywa całą rodzinę na audiencję.

Princessa i Dakki przybrały identyczne miny, czyli rozdziaw kompletny.
- ja-jaki Rezo.. - jęknęła w końcu Princessa. - chy-chyba nie mówisz o Red Priest Rezo..? O czerwonym kapłanie.. p-prawwda Afikt? Nieprawda, prawda..?
Afikt pokręcił głową.
- AAAAAAAAAAAAAJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJ!!!!!!!!!!!!!!!!! - Princessa efektownym saltem wyleciała z rozpaczy zza barierkę.
- tata..? - Dakki spojrzała na Saovi. Nie uwierzyła w to co słyszała.
- tak, Dakki. -Sao powaznie spojrzała na siostrę. Nic nam dokładnie nie wiadomo. Dostaliśmy jedynie przekaz telepatyczny. Rezo czeka w jednej ze swoich świątyń na Wschodzie.
Tymczasem, spadajacą Princessę, złapała ni stąd, ni zowąd Lightening, ciągnąc Vegetę na smyczy.
- o, zemdlała ^^ Halo, Halo, tu twoja siostrzyczka...!
- Light... Light! LIIIIIIIIIIIIIIGGGGGHHHHHHHHHHHHTTTTTTTTTT!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - zaryczała desperacko Princessa
- jesu, kobieto, bluzkę mi pogniesz, wiesz ile ja wydałam ==" co?
- LLLLLLLLLAAAAAAAAAJJJJJJJJJTTTTTTTTTTTT!!!!!!!!!!!!!!! LAJT! to.. straszne.. dostałaś przekaz telepatyczny.
- no tak, myślałam że ty się bawisz w telepatię..
- LAAAAAAAAAAAAAAAAAJJJJJJT!!!!!! REZO ODŻYŁ!!!!!!!!!!!!
- NAPRAWDĘ????????????
- TAAAAAAAAAAAK!!
- TEN REZOOOOOOOOO!!!!!!!?????
- TAAAAAAAAAAAAK!
- braciszek ^^^^ - Light klasnęła w dłonie, puszczając Princessę, która z wrodzonego braku refleksu spadła do innego wymiaru ^^
Dojdźmy do sceny balkonowej, gdzie odbywa się narada, już z Princessą i Alirą.
- tak więc, na spotkanie z Rezem wezwani są wszyscy, co tu stoją, Elitrandir i Satsuki.
Wszyscy kiwnęli głowami.
- to lecimy?
- tak.
Jak stali tak znikli.

Rozdział 8.2.2.

Tam gdzie się zmaterializowali, trwała cisza. Panował półmrok, rozświetlany przez wesołe światło pochodni, które mrykając oświetlały okazałe płaskorzeźby na ścianach, liczne ozdoby i wytworne rzeźby. Ogólnie wnętrze tegoż niewielkiego pomieszczenia zdobiły same piękne rzeczy, tak że wydawało się niezywkle wytworne. W ścianie naprzeciw były wysadzane złotem drzwi.
Lightening zapukała.
- wejdźcie. Oczekuję już was od dawna. - znajomy głos.
Drzwi otworzyły się z wielkim zgrzytem.
W nastenym pomieszczeniu także panował półmrok, lecz tym razem pomieszczenie było większe i oświetlone ogromnym świecowym żyrandolem, powieszonym pod sufitem. Ściany także tego pomieszczenia stanowiły płaskorzeżby, lecz zarówno ściany, jak i podłoga były wyścielone szkarłatnym atłasem oraz aksamitem. Sala błyszczała od złota i przepychu.

Na środku stał nikt inny jak Rezo.

Tak. Rezo. Rezo jakiego pamiętamy, w tej samej szkarłatnej szacie i tym samym bzdryńgolącym berłem. O dziwo mógł patrzeć na oczy. Omiótł wszystkich badawczym spojrzeniem, chwilę zatrzymał się na Princessie i zmarszczył brwi. Lecz gdy doszedł do dwuch swoich córek, jego twarz rozpromienił uśmiech.
- Dakki i Sao. Wystąpcie, proszę.
Obie dziewczyny na chwiejnych nogach wyszły do przodu.
- jakże wyrosłyście. Wielką przyjemnością dla mnie jest patrzenie na was. Saovine. Cóż za uroda, cóż za włosy, klasa i figura.. swoją pięknością olśnieważ sklepienie jak poranna gwiazda, mimo że, o ile wiem, nie posiadasz ni krzty mocy, która tak brutalnie została ci odebrana. Dakki. - Dakki drgnęła, gdy usłyszła swoje imię z ust ojca. - Przed twoją urodą klęka każdy śmiertelnik, a blask twoich oczu nawet z najbardziej przeżartej złem istoty potrafi wykrzesać iskierkę uczucia. Moje córki. Jesteście piękne jak wasze matki (właściwie która jest matką której..? ee mniejsza o to). Czuję się dumny, będąc waszym ojcem.
Dziewczynym stały chwilkę nieco zburaczone <:D Po czym obie, jak jeden mąż, ze łzami w ozcach rzuciły się w ramiona ojca.
- no, no, wujku. - Alira uśmiechnęła się. Witaj wśród nas.
- HEEEEEEEEEJ!!!!!! - Lightening pierdykneła Reza w plery. - TO CO, ROBIMY POPIJAWĘ??!!
Princessa stała tylko. Widok brata wywołał w niej mimowolny uśmiech, a gdy zobaczyła radość istot, które tak bardzo kocha - swoich bratanic, jej szczęście nie miało granic. Lecz na jej twarzy tkwił tylko nieśmiały uśmiech.
Rezo przerwał rzomowę z córkami, a szczególnie Dakki, która nie mogła po prostu opanować łez. Spojrzał sie na Princessę.
Zapadła cisza.
- em.. CHYYYYBA NIE ZAKRĘCIŁAM ŻELAZKA - ryknęła Light
- A JA ZOSTAWIŁAM WŁĄCZONĄ WODĘ!!! - zawtórowała Light Alira. - EJ, DAKKI I SAO, CZY JAK WYCHODZIŁYSCIE TO CZY CZASEM NIE PALIŁ WAM SIĘ GAAAZ?
- ależ ni..
- TAAAAAAAK! A TE ODPADY RADIOAKTRYWNE W ŚMIETNIKU?? NIE WYRZUCILIŚCIE ŚMIECI!!!
I ciągnąc zaskoczone siostry, wszystcy wyszli.
Zapadła cisza.
- tyle lat. - powiedział Rezo.
- zbyt wiele.
- byc może za mało, Princesso.
Princessa uśmiechnęła się... biegła do Reza... Nagle..
Zamachneła się...
Zamachnęła się, by uderzyć go z całej siły w twarz..
Lecz on uprzedził ją, chwytając jej rękę w locie.
- ha! Zostaw! Nigdy nie przeprosisz mnie za to, co mi zrobiłeś..!
On zrobił obojętną minę.
- och, doprawdy?
Wciąż trzymajac ją za nadgarstek, wzniusł ją nad ziemię, tak że jej twarz była teraz na wysokości jego.
- Wiesz po co tu przybyłem?
Dziewczyna wolno pokręciła głową.
- przedsmaczek? - zapytał się z sarkastycznym uśmiechem.
Błyskawicznie zamachnął ciałem Princessy i z wielkim hukiem uderzył jej głową w stól, roztrzaskując czaszkę; gdyby była ona śmiertelnikiem, niechybnie by umarła.
Osunęła się na ziemie, pozostawiając smugę krwi.
Rezo klasnął w dłonie.
- straże!
Przybiegli.
- pozbierać mi stąd to ścierwo, bo mi niedobrze, jak na nie patrzę. I zetrzeć krew. Mam dziwne uczucie.. że .. śmierdzi.. - skrzywił się i wyszedł na taras.

***

- coś cioci nie widać. - Sao zaczęła się niepokoić.
- mam bardzo złe przeczucia. - Alira usiadła na ławce.
Dziewczyny akurat znajdowały się w jakimś parku. Trwała zima, śnieg delikatnie pruszył na zatroskaną twarz Aliry.
- Aliro!! Złe przeczucia?? Do tatusia..?? - Dakki zaczęła tańczyć w śniegu.
- nawet nie wiesz, jak bardzo złe. - oparła twarz o dłonie.


rozdział 8.2.3.

- Xell..? a cóż ci się w czółko stanęło..???? - Stella przykładała lód do czoła rozryczanego Xella.
- ta.. córka psychopatki.. AŁŁAAAAAAAAAAAAAA
- Xell, bądź mężczyzną. Co ci Alira zrobiła? (zauważyliscie? psychopatka=Princessa ===" Ja tej szmacie Stelli jeszcze daaam!!!)
- zbiła mnie! UŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘE
- A TO ŚWINIA TA CHOLERNA PRINCESSA NIE DOSĆ ŻE NASYŁA NA MOJEGO XELCIA CÓRKI, TO JESZCZE ZOSTAWIŁA NA NIM URAZ!!!!!!!!! - walneła piąchami w stół.
- jaki uraz...? - zpaytał sie Xell niepewnym głosem.
- DOBRZE WIEM, CO CIĘ ŁĄCZYŁO Z PRINCESSĄ!!!!!!!!
- PIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIISSSSSSSSSSSSSSSSKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - ależ, Stelluś, to było dawno i niepraaawda...
- SRUTU TUTU!!!!!!!! A WIESZ CO MI WRÓBLE POD OKNEM ĆWIERKAJĄ???? ŻE SATSUKI JEST TWOJĄ CÓRKĄ!!!!
- Ależ kochanie... te wróble to jakieś zmutowane.. wezmę, polecę do miasta i kupię pistolet na kulki... ^^''''''''' co?

*KOOOOOOOP Xella w łeb*

- ANI MI SIĘ WAŻ! TY..
- ależ mamo. - wtrąciła się Katia. Akurat wyciągnęła rękę, na której przysiadł Sky.- właściwie nie wiadomo kto jest ojcem Satsuki... być moze to tatuś, a być może to nie...zresztą wiesz, jak powstają dzieci mazoku...
- NIE WIEM! - Stella kipiała ze wściekłości.
- bo widzisz. - Katia siadła na barierce. Lecz nie dokończyła, bo dało sie słyszeć ... dzwonek do dzrwi..? NIEEEEEEE!!! (charakterystyczne "Nie" podobne do motywu z Asterixa "...cała garia jest podbita przez Rzymian... cała? Nie!(...)"
Było słychać donośne wyrwanie drzwi z zawiasów, apotem ryk : XELLOSS TY OSPERMIONA KROWIA ŁECHTACZKO ODERWAŁBYŚ SIĘ OD MOLESTOWANIA MOJEGO BĄBELKA I BYŚ ZROBIŁ PODWIECZOREK DLA SWOJEJ UKOCHANEJ TEŚCIOWEJ!!!!!!!!!!!!!

Xellowi fioletowe włosy zjeżyły się na głowie (wiecie, takie afro <:D) i zesztywniały jak mumia walnął o glebę. Stella klasnęła w dłonie.
- mamusia!!!!
Zbiegła po schodach zamczyska (oj, miała biegania dziewczyna).
- co tak długo??? Ten pizduś - plastuś znowu cię zatrzymywał? - zachrypiała Filia wturlając się do mieszkania.
- nie, nie zatrzymywał ==" - Xell :D - po prostu tak się UCIESZYŁEM z przyjazdu mojej UKOCHANEJ teściowej, że spadłem z krzesła =='

*JEB! maczugą w łęb*

- zamiast pierdolić głupoty zrobiłbyś coś zjeść, jebucie!!!
- tak jest ( stara bździągwa ==") - z wieloma bluzgami podreptał do kuchni. Zaraz zpotem dołączyła Stella i Filia, a potem z barierki zjechała Katia.
- siem babciu! - uśmiechnęła się szeroko.
- dziecko, jak ty wyglądasz..?
Katia miała na sobie ogromne fioletowe buciory, takie psycho-sportowe, czarne, siatkowe pończochy, koronkowe podwiązki było widać of koz <:D, do tego very króciutkie czerwone krótkie sportowe spodenki, odsłaniajace cały tyłek <:D. Do tego czarny wiązany stanik i siakieś tam rzemyczki poprzewiązywane przez pas, na nadgarstkach i na szyi. Uczesana była w dwa kucyki <:D
- no so, po domowemu ubrana jestem ^^
- =======" czy ty wiesz że tym sposobem upodabniasz sie do swojego tatusia o surrealistycznych dewiacjach seksualnych?
Xelloss zgrzytnął zembami, ale postanowił być dzielny <:D
- ależ babciu, zdajesz sobie sprawę z mojego zawodu ^^ - przewróciła oczami.
- wstydzę się za ciebie, wnusiu ==" potomek kapłanki, złotego smoka i Bąbelka - Stella walnęł głową w stół - najelegantszej i obdarzonej największą klasą dziewczyny wtym wymiarze!!! i krewna takich jak my jest dziwką!! Wszytsko przez plemniki tego buraka! - wskazała na Xellossa

***

Gdzieś, być może daleko, być może nie, któż to wie.
Jakiś mężczyzna szedł brzegiem morza. Śnieg prawie nie pruszył, jednak na niebie tkwiły ciemno-szare chmury.
(Pasi mi motyw muzyczki 'Zachem Ya")
Chłopak, a być może mężczyzna szedł i wparywał się spokojnym wzrokiem w swoje notatki.
Swój spokojny wzrok oderwał od kartki i rozejrzał się dookoła.
Wszedł na skłałę i rozejrzał się.
Jego wzrok przyciągnęła mała zatoczka, a w niej...
Zeskoczył ze skały i podszedł do zatoczki.
Przesłonił ręką oczy, ponieważ oślepił go lekki blask bijący z niej, który słabł z każdą chwilą.
Zobaczył, być może, najpiękniejszy widok jaki widział w życiu.
W wodzie leżała przepiękna kobieta. Oczy miała zamknięte, jakby spała.
Woda obmywała jej smukłe ciało, piana obmywała dziwną narośl na stopie, przypominajacą rybi ogon...
Fale poruszały skrawki białego materiału okrywajacego w niektórych miejscach jej ciało.
Karnację kobieta biała biała jak śnieg, a włosy, koloru jasny błękit, poruszały się razem z falami.
Chłopak nie mógł uwierzyć w to co widzi, mimo że wiedział, że spotka tą kobietę. Była niewątpliwie niezwykle piękna.
Wszedł do wody. Uklęknął przy kobiecie.
Trzymając ją za plecy i podniusł jej tułów z wody. Jej głowa zwisała bezwładnie.
Jeszcze bił od niej lekki, biały blask.
Chłopak, bez namysłu, zblirzył swoje usta do jej i pocałował ją lekko...
W tym moemencie resztki ogona, w które wrośnięte była prawa stopa, wydobywajac biały blask, odłączyły się.
Jeszcze raz rozbłysła blaskiem.
Otworzyła oczy. Były białobłękitne jak jej włosy.
- och.. - westchnęła. - jestem.. śmiertelna..
- owszem. Umierałaś. - odpowiedział mężczyzna. Spokojnym wzrokiem wpatrywał się w jej twarz.
- czy .. ty..?
Skinął głową.
- dlaczego to zrobiłeś... będę cię kochać... - powiedziała ze smutkiem. - i ty mnie też...
- nie... - wstał. Swoimi smutnymi, niezwykle smutnymi czarnymi oczami spojrzał na horyzont. - nie dane mi jest kochać Ciebie. Zakocham się w kobiecie, do której miłość mnie zabije.
Zawiatł wiatr, mierzwiąc jego opadajace na smutne oczy, włosy.

***

Kriss leżała na łóżku. Wciąż płakała. Chciała się zabić, lecz nie mogła. Nie mogła zawieść Venetha. Musiała żyć, by jego śmierć nie poszła na marne...
- chcesz coś do jedzenia? - smutna Sunny usiadła na brzegu łóżka Kriss, trzymajac tacę z dwoma sadzonymi jajkami, kawą, śmietanką i małym wazonikiem z kwiatkami.
- nie.
- szkoda. - Sunny smutnym głosem spojrzała na tacę.
- sama to przygotowałaś? - zapytała się Kriss.
- tak, gdyby przygotowala to mama, to bym dała do zjedzenia naszemu Burkowi, a nie tobie. - uśmiechnęła się lekko.
Kriss bez słowa wzięła tacę i zaczęła jeść.
Do pokoju weszła Lina.
- wygrałaś, zajdła ==" - Lina dała 10 złotych monet Sunny.
- widzisz? A mówiłaś, że nie zje mojego dania!
- srutu srutu ==" Kriss, jak się czujesz?
Nie odpowiedziała.
- podobno mazoku wychodzą do śmiertelników. Był u nas nawet taki jeden, chciał mi wcisnąć uniwersalną wyciskaczkę do landrynek, jeden fire ball na niego starczył. - wyjaśniła Lina.
Kriss zakrztusiła się jajkiem.
- mazoku do śmiertelników???? A jednak...
- co 'jednak'
- moje oko.. - tak, jej prawe oko. Na pierwszy rzut oka takie samo jak lewe, jednak ten czarny odblask... - wiedziałam, że świat zmienił kolor na dobre. Dzieje się coś strasznego.
- co? - Lina serialnie się przestraszyła.
- ale to nie mój interes... - oparłą się o kolana. - nie zależy mi, czy świat się rozwali, czy nie...

***

- tak więc, Bąbelku? Co słychać? - zapytała się Filia pijąc herbatę.
- nie nazywaj mnie bąbelku ===" - Stella walnęła głową w stół.
- będę cię nazywać, jak chcę, Bąbelku ^^. XELLOSS PATAFIANIE IDŹ PRZYNIEŚ CIASTO.
- A Z JAKIEJ RACJI! - oburzył się Xelloss.



- poszła teściowa do lasu, pogryzły ją żmije, żmije pozdychały a teściowa żyjeeee (kultowy tekst Lilith ^_-). - Xell wystawił jężyk
- ?????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! TY.............. - poszło mnóstwo bluzgów, skończyło się na tym że Filia i Xell ganiali się dookoła kuchni.
Katia sprawiła, że niby przypadkiem wyrósł jej ogon i.. podłożyła go babci ^^ Po czym szybko schowała.
- CO U WAS LEŻY NA PODŁODZE???- Filia podnosząc się <:D- XELL KŁADZIESZ JAKIEŚ WIBRATORY NA PODŁODZE A POTEM SIĘ POTYKAMY!
- przychodzi faciu do apteki i mówi: poprosze cyjanek. Sprzedawca: ma pan receptę? faciu: nie. Zdjęcie wystarczy? :P
- WWWWWWRRRRRRRRRRRRRR!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1

Skończyło sie, że teściowa wyszła, trzaskajac drzwiami.

Też zauwazyliście, że ten fik się przedłóża..? Trzeba zacząć wreszcie.

*BOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMMM*

- usłyszeli potworny wybuch.

Katia zerwała się, i pobiegła, by wyjrzeć przez okno.
Na horyzoncie, gdzies za górami, malowały się morza ognia.

rozdział 8.2.4.


KOMENDA JAKIEJŚ TAM POLICJI:

- co my tu mamy, Joe?
- napad rabunkowy, to co zwykle. Podejrzewamy tą samą szajkę.
Na biurko spadło ogomne tomicho z napisem: Karkoteka. Faciu o imieniu Joe przewertowal kilka stron.
Jego wzrok padł na kartkę ze zdjęciem uśmiechnętego od ucha do ucha lazuowowłosego chłopaka.
- no tak.. Chazz... Brett.. ale moje podejrzenia padają na tą parkę..
Otworzył książkę na dwóch stronach podpisanych jako "pussy sisters"
- Eexel ene Lemna... - jego wzrok padł na zdjęcie dziewczyny o specyficznym, wyzywającym pięknie o złotych włosach i bardzo charakterystycznym, cwanym wzroku..

Imiona: Eexel Mealeisa
Nazwisko: ene Lemna
rasa: jednorożec
wiek: nieokreślony; 98
włosy: złoty blond
oczy: złote
wzrost: 170 cm
waga: 60 kg
znaki szczególne: tatuaż na lewej dłoni.
Dopisane ołówkiem:
rozmiary: 98- 58-92

Na następnej stronie widniało zdjęcie roześmianej kobiety o bardzo dziecięcej urodzie, słotkim uśmiechu, i takich samych jak Eexel, złotych włosych, lecz związanych w wysokiego kitka, obwiązanego kokardą.

Imiona: Gurani Amidie
Nazwisko: ene Lemna
rasa: Jednorożec
wiek: nieokreślony ; 68
włosy: złoty blond
oczy: złote
wzrost: 177 cm.
waga: 48 kg.
znaki szczególne: Tatuaż na lewej dłoni.
Dopisane ołówkiem:
proporcje ciała: Piersi: 1/3 Nogi: 1/3 Dupcia: 1/3
Innych części ciała: brak.

- John, coś tu napisał! - Joe zbulwersował się.
- to nie ja!!! - oburzył sie John.

Przenieśmy się od kłócących się policjantów do dwóch jednorożców pędzących jakąś równiną.
- chyba zmyliliśmy pogoń. - powiedział ten niższy i o niezwykłych mięśniach.
- tak myślisz?
Drugi jednorożec było wysoki i smukły. Prawdę mówiac przepiękny koń o niezwykle suchej budowie, śnieżnobiałej maści i złotej grzywie.
Miał na grzbiecie spory ładunek z biżuterią.
- ale byśmy wpadły, siuu, przez tą zamianę w jednorożce... że to musi trwać tylko 15 minut... - powiedział ten masywniejszy.
- mówiłaś, że znalazłas jakiś sposób na przedłóżenie tego czasu. - ten smukły podrapał się za uchem tylną nogą <:D
- Gurani. - zachrypiał ten umięśniony. - a ja ci jeszcze więcej razy mówłam, że to niemożliwe, bez kogoś obdarzonego wielką moca magiczną.
- może i tak.
- choćmy.
Popędziły.

- do ciężkiej cholery! A mówiełm im, żeby nie ruszały się z domu! - warknął Chazz do Brett widząc listy gończe rozwieszane po okolicy przedstawiające dwie kobiety.
- zamknij pysk. - odwarknęła Brett.
Siedli w barze "Pod wybitą szczęką" i podeszli do barmana.
- jedną whiskey i jeden kieliszek wódki.
Barman postawił zamawiane trunki. Whiskey przed Chazzem a wódkę przed Brett.
Dziewczyna przechyliła kieliszek, wypiła jednym haustem, i postawiła na stole, rozbijajac szklankę, chrypiąc "jeszcze, kurwa mać!"
Wszystkie żule odwrócili się i spojrzeli na osobę siedzącą przy barze.
Brett była niewielką kobietką o czarno-mysich włosach. Miała ciemną karnację. Nie była jakąś tam przerażającą pięknością, raczej wulgarną dziewczyną, swoim stylem życia porażajaca nawet największego żula. Nad jej zielonymi oczami były umieszczone turkusowe brwi <:D. Nos miała zadarty, u podstawy lekko upruszony piegami. Mine zawsze miała wściekłą i zawziętą. Zazwyczaj ubierała zieloną wytartą kurtkę, która rozpięta, ukazwyała czarny szalik, luźną szarą ze starości bluzkę na ramiączkach, i naszyjnik z czaszką myszy. Na nogach miała zielone, szerokie spodnie, przewiązane sznurkiem i buty-glany.
Chazz był jej przeciwieństwem. Zawsze elegancki, dobrze ubrany, czysty i pachnący <:D nie mówiąc że bardzo przystojny. Mia, jak już kiedyś wspominałam, włosy misternie ułożone (niełatwo ułożyć taką szopę!), kilka niesfornych pasm opadało mu na twarz. Miał niezbyt inteligentne zielone oczy <:D w ustach zawsze tkwił lizak ^^. Teraz, w zimę, ubrany był w długi, brązowy płaszcz i zieloną chustkę zawiązaną na szyi. Na nogach miał jakieś wielgachne buciory <:D
- Brett, byś się hamowała trochę =="
- SPIERDALAJ!
- heh =="
W tym momencie do baru weszły dwie nieziemskie laski - Eexel i Gurani.
Zacznijmy od Eexel. Zapewne karkoteka policyjna was zmyliła, i że Eexel ma lekką nadwagę? A dzie tam! Eexel jest bardzo zgrabną dziewczyną, szczupłą, lecz wagi dodają jej mięśnie. Lecz nie były mocno widoczne, bowiem dziewczyna ukrywa je pod ubraniem. Miała na sobie dłuuugi, rozpięty biały płaszcz z ogromnym puchatym kołnieżem.. Pod nim nosiła białą, zwiewną sukienkę, z wyciętą dziurą na brzuch. Brzuch miała taki, jaki mają kulturyści, z tym całym kaloryferkiem, na co oblizali się wszyscy żulkowie w barze <:D. Sukienka sięgała do kolan. Do tego miała Białe buty sięgające za kostki na niedużym obcasie i ze złotymi sprzączkami z przodu. Włosy spływały jej aż do pasa i były związane w luźnego kitka, lecz mimo to i tak wyłaziły jej na wszystkie strony ^^ Była niezwykle piękna. W rękach trzymała dwie siaty z wysypującymi się kosztownościami.
Obokniej stała Gurani. Jej uroda była przeciwieństwem urody siostry. Nie można powiedzieć, ze Gurani jest piękna ! Można wymieniać jedynie- słodzutka, śliczniutka, cukierkowa. Nie jest Piękna, przez duuże P, jak Eexel, jest słodziutka ^^. Miała inne włosy niż siostra. Eexel ma bardzo puszyste roztrzepane włosy, a Gurani gładziutkie, równiutkie, zawiązane w dwa kitki w stylu lalki Barbie <:D opatrzone białymi kokardkami. Miała na sobie różowy makijaż <:D Ubrana była w taki siakiś biały kombinezon, jak to się zwie.. nyo, takie body, tyle że z nogawkami <:DDD. Tyle że ten był bardzo gruby. U góry był rozpięty, uwydatniając dekold i biały top bez ramion, trzymajacy się jedynie na piersiach. Obfitych piersiach :P No cóż, dziewczyna byłą jak modelka, długie nogi, szczuplutka itd ^^. Patrzyła figlarnym wzrokeim na wszytskich wokół i także trzymała dwie siaty z kosztwonościami.
- gdzie to postawić? - zachrypiała Eexel.
- !!!!!!!!!!!!!! - all :D
- mów głośniej, chyba nie zrozumieli ˆ__ˆ° - wtrąciła inteligentną uwagę Gurani
- nie. - powiedziała Exel omaiatjąc wszystkiech zgromadzonych wzrokiem. - założę sie, ze każdy z tu zgromadzonych chce nas przelecieć..
- zbieramy się.. -jęknął Chazz, ciągnac za sobą Brett
Eexel spojrzała na naiego swoim charakterystycznym 'przymróżonym' wzrokiem, odwróciła się, a za nimą podążyła Gurani.
- jak wy się zachowujecie ==" - syknął Chazz.
- ojj, kochanieee... - Eexel poczochrała mu włosy, otumaniajac gestym zapachem perfum - zobacz ile kasy mamy..
- o kurwa! - zauważyła inteligentnie Brett.
- za mało ˆ__ˆ ? - zapytała się Gurani mrugając oczkami
- =="
- A co tak szybko? Zwykle ucieczka i zmylenie pogoni zajmuje wam 2 dni.. - zauwżzył Chazz, wciąz kręcąc nerwowo lizakiem.
- miałyśmy wypadek na miejscu pracy.. prawda Gurani?
- chodzi Ci o złamanie mojego paznokcia ˆ__ˆ?
- nie, Gurani. To, ze nagle zamieniliśmy się w jednorożce.
Ta dość awangardowa czwórka szła sobie przez wiochę. Szczególnie Eexel i Gurani przyciągały wzrok, bo wśród szarej rzeczywistości wyglądały jak boginie, a Chazz i Brett jak ich wyjątkowo nędzni ochroniarze.
- dlaczego? Podobno zanalazłyście amulet, pozwalający wam na postać czlowieczą?
- by utrzymywać i zapieczętować moc tego amuletu, potrzebna jest jakaś wyjątkowa siła. - wyjaśniła Eexel. - Bez niej, amulet utrrzymuje nas w tym wyglądzie równo godzinę pięć minut.
- ale zjeb. - podsumwoała to Brett.

- faktycznie, zjeb... - usłyszeli głos z boku.

Dzień zbliżał się ku wieczorowi. Latarnia, obok której się zatrzymali, świeciła lekkim światłem, oświetlając postać opierającą się o nią.
Miała rude włosy, sięgające za ramiona. Ubrana była w taki dziwkarski, czerwony gorset, czarno-czerwone podwiązki, czarne kabaretkowe pończochy i czerwone buciki na niebotycznych obcasach. Do tego lekki, przeźroczysty czarny szlafroczek. Na rękach miała czarne rękawiczki, a w ręce mały pejcz.
Szczególną uwagę przyciągały jej przymknięte oczy i uśmieszek.
- zamknij pysk, dziwko! - warknęła Brett.
- o-o-o, co tak ostro ^^... - pokręciła palcem przed nosem Brett.
- tyyyy....!!!!!! - zamachneła się i miała zamiar z całej siły walnąć dziewczynie z pięści w twarz, lecz ta błyskawicznym ruchem chwyciła jej rękę.

Jednym zaciśnięciem rozgruchotała jej kości dłoni.
- AAAAGGGGGGGGHHHHHHHHH.....!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - Brett padła na kolana jęcząc z bólu.
- zaraz, czy ja skąś ciebie nie znam..!!! - zaczął się gorączkowo zastanawiać Chazz.
- mi się też tak coś wydaje... ^^.. sprawdzę... - podeszła do niego.
Spojrzeli sobie w oczy.
Nagle dziewczyna chwyciła go za fraki i JEB! o latarnię. Po chwili rzuciła się na niego, niezwykle namiętnie całując :D
- jaaakie porno ==" - Eexel podrapała się po głowie.
- dlaczego ona go całuje ˆ_ˆ? -z paytała się Gurani.
Po głośnym cmoknięciu dziewczyna odessała się od otumanionego Chazza.
- poznaaaję te usta. Siemka Chazz ^^
- Ka..Ka..Ka..tia.. - zemdlał.
- no i masz. Odleciał ^^.
- Kaatia ˆ_ˆ? Pamiętasz? Pracowałyśmy razem! - zauważyła Gurani
- Gurani? Ojej! Kopę lat!
Uścisnęły sobie dłonie.
- uuuuuuuuuuf... - Brett próbowała stłumić ból. - o co tu do kurwy nedzy chodzi?
- a no właśnie.
Katia silnym skokiem wyskoczyła trzy metry do góry i siadła na szczycie latarni. Było już całkiem ciemno, śnieg pruszył na jej półnagie cia.. o właśnie, jest zimno a ona siedzi półnaga?
-jestem bardzo stałocieplna ^^
A-acha. No więc śnieg pruszył na jej półnagie ciało.
- podsłu.. przypadkiem usłyszałam ^^" waszą rozmowę...
- i co? - zapytała się Eexel, patrząc się swoim charakterystycznym wzrokiem na Katię (ej nyo, nie będę pisac charaktersytyczny, bo ona zawsze paczy, przymróżając oczy)
- wiecie.. tak się składa, że jestem pół mazoku pół złotym dzieckiem ćwierć złotym smokiem ćwierć lisem w dodatku z genami nimfy powietrznej... I tak se pomyślałam... - zrobiła wisielca na latarni :D - potrzebowałybyście taką moc jaką posiadam...
- !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - Eexel szeroko otworzyła oczy (Gurani i tak za dużo nie wiedzała o co chodzi :D). Rzuciła się na latarnie.- POMÓŻ!!!
- ej no... ale.. ja jestem interesowna. - siadła spowrotem na latarni.
-WWRRRRRRRRRR!!!!!!!!!!! - Eexel zamieniłą się w jednorożca i stanęła dęba. Kłujnęła rogiem Katię w tyłek.
- EEEEJ TAK NIE WOOOOLNO!!!!!!!!!!- Katia się wkórzyła i zmaterializowała się jak najwyżej.
- wrrr...
- jednak nie mogę się na was obrazić.
- czemu ˆ_ˆ? - Gurani
- sore wa himitsu desu ^^ Powiem wam jedynie, że jeżeli pujdziecie ze mną będę utrzymywać wasze postacie a potem zapieczętuje je na stałe. A jeżeli chodzi o Brett i Chazza, proponuję wam takie bogactwa, że do końca życia nie będziecie musieli kraść.
- woow! -all
- a co my mamy do roboty? Idziemy z tobą. - powiedział Chazz.
- taaaaaaaaak ^^^ - Brett & jednorożce.

***

Wspomniany kiedyś mężczyzna o smutnych oczach szedł samotnie przez las. Samotnie?
- Dobry człowieku!!! Gdzie ja się teraz podzieję! Błagam, błagam, pozwól mi iść ze sobą!!! - trajkotała błękitnowłosa kobieta, obskakując go ze wszytkich stron.
- przecież już pozwoliłem =="
- no ale widze w twoich oczach że coś jest nie tak, prosze, pozwól mi iśc ze sobą, bleh bleh bleh bleh.
- Moje oczy są stworzone do widzenia tego co niewidzialne, a dusza stworzona do wiecznej męki. Nie wymagaj ode mnie radości.
Kobieta zatrzymała sie i zamrugała oczami. Podrapała się po głowie.
- o, to w takim razie mnei zabierasz? kul, będę ci śpiewała, gotowała, rozpalała ogniska, bleh bleh bleh bleh...
Lecz zatrzymali się przy małej chatce.

*STUK PUK*

- CZEGO DO CIEMNEJ DŻUMY??? - drzwi otworzyła lina Inverse :DDD
- czy mieszka tu pani ciemności? - zapytał się uprzejmie smutnooki chłopak

*PIZD* - Lina trzasnęła z całej siły drzwiami. Lecz się nie domknęły.

*PIZD* - jeszcze raz walnęła z całej siły drzwiami. Lecz znów się nie domknęły.

Teraz Lina się na serio wkurzyła. Zamachnęła się z całej siły i...

*JEEEEEEEEEBUUUUUUUUUUUTTTTTTTTTTTTTTTTTTTT*

- pani kotka może weźmie.. - zaproponował nieśmiało mężczyzna wskazując na kupkę flaczków na progu.
- OŁ MAJ GAD!!! PIMPUŚ!!! - Lina załamała ręce nad zwłokami kota.
- a może.. on jeszcze żyje... moze jeszcze jakieś usta usta lub coś.. bo wie pani że bleh bleh bleh - trajkotała dziewczyna
- WIDZICIE DO CZEGO MNEI DOPROWADZILISCIE?!?!?!? - ryknęła LIna.
- o nie o nie, pani sama się doprowadziła ===" - zauważyła
- A CO TY SIE ODZYWASZ NIEBIESKOWŁOSA DZIWKO!
- !!!!!!!!!!!!! NIE INTERESUJ SIE RUDOWŁOSA PŁASKA DECHO Z KOMPLEKSEM KASTRACJI!!!!!!!!!!
Linę przytkało :D Ale nie na długo.
- TY CHOLERNY SILIKONIE!!! PUSZCZASZ SIĘ ZE WSZYSTKIMI PSAMI W OKOLICY A KAŻDY KTO Z TOBĄ SIĘ PIEPRZYŁ DOSTAŁ PRZEWLEKŁYCH OBJAWÓW ZATRUCIA POKARMOWEGO!!!!!!!!
- ZE MNĄ SIĘ CHOCIAŻ KTOŚ PIEPRZYŁ A NIE TO CO TY WKLĘSŁY TRANSWESTYTO ZAŁOŻĘ SIĘ ŻE W GACIACH ZAMIAST DZIURY MASZ...
W tym moemencie wpadł Gourry, zakneblował Linę i wrzucił gdzieś tam.
- przepraszam za małżonkę ^^"
- podobasz mi się! - szpenął smutnooki do błękitnowłosej.
- dzięki.
- czego sobie państwo życzą? - zapytał sie Gourry.
- czy mieszka tu pani ciemności?
- hęęęęęę???? - charakterystyczny wzrok Gourrego. - o ile wiem.. hmm.. znam panią domu.. to Lina.. herod kobieta.. też Lina.. pani ciemności.. hmmm...
- to ja. - usłyszeli głęboki głos zza Gourrego. Dobra, zgapie od Sao opisywanie jaki kto ma głos :D Tak więc Kriss ma głęboki, piękny głos hmm.. być moze to Toni Braxton? Eexel chrypiący głos Jarosława Dymka >:DDD , Gurani słodkoidiotkowy głos Karoliny Sawki :D, Katia głos Alicji Janosz, a Chazz Czarka Pazury :D
Kriss wyszła przed dom.
Pruszył śnieg. Kinkiet oświetlał jej sylwetkę stojacą wśród ogólnej ciemności.
- słucham?
Smutnooki mężczyzna wzdrygnął się.
Kobieta, którą zobaczył, zmazała z jego wspomnień wszystko, co dotychczas miał okzaję widzieć.
Byął najpiękniejszą i najbardziej urzekajacą istotą którą widział. Wszystkie inne piękna bledły, przed tą oto sylwetką.
W tym momencie pokochał Kriss całym sercem.


I koniec tej księgi? Zapowiada się interesująco? Czy mi się wydaje, czy macie, ludzie mieszane uczucia? Chyba mi się nie wydaje :D

C.D.N.

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.12777200 1276783140
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!