Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
IKa
Jednym zakleciem
rozdział #02
 
Treść fanfika..
Jednym zaklęciem ...
(made by IKa)


2. W poszukiwaniu rozwiązania ...


Na dnie pokaźnego krateru niemrawo poruszały się jakieś postacie. W samym centrum samotnie stał lekko przechylony, osmalony głaz na którym siedziała zadowolona z siebie żabka z ruda czupryną. U stóp głazu pokotem leżeli wszyscy, którzy w feralnej chwili znajdowali się w polu rażenia zaklęcia Dragu Slave.
- Khem, khem ... - zakaszlała lekko rozmazana postać, w której z trudem można było rozpoznać Amelię. - Panno Lino, za co?!
- Cholecha, chyfa fufiłem cieś foją fękę - zaseplenił mag Zangoru.
- Mam nadzieję, że jej nie znajdziesz !!! - warknęła żabka.
- No, tym razem to przesadziłaś ... - powiedział z naganą w głosie Gourry, szukając swojego miecza w zgliszczach obozu - ... przecież nic ci nie zrobiłem!
- Że już nie wspomnę o wpływie bardzo wysokich temperatur na metal ... - dodał złowieszczo Zelgadis, stukając się w hełm, który pojawił się w miejscu jego bujnych włosów.
- No dobra, dobra - zakłopotała się lekko Lina - może trochę przesadziłam ...
- Trochę?! TO nazywasz trochę?! - wrzasnął Zel. - Musiałaś przedtem rzucać zaklęcie wzmocnienia?!
- No ... trochę się zirytowałam ... - mruknęła Lina wiercąc się nerwowo na głazie. - Ale chyba sam rozumiesz, jak ten wredny mag mnie zdenerwował, to mnie troszkę poniosło ...
- O, jeft! - wykrzyknął radośnie Zangoru, otrzepując swoja sztuczną szczękę - od razu lepiej - westchnął z zadowoleniem.
- TY TO SIĘ NAWET NIE ODZYWAJ! - wrzasnęła na niego żabka. - Jeszcze się z tobą policzę!!!
- No, no, tylko bez takich ... - obraził się mag.
- Cicho być !!! Wszyscy !!! - wrzasnął zirytowany Zelgadis.
- TY - zwrócił się do Maga - przypomnij sobie wszystko, co pamiętasz o tym zaklęciu. A TY - odwrócił się do Liny - przestań się tak rzucać, bo nie będzie miał cię kto odczarować!
- Ale ... - zaprotestowali oboje.
- POWIEDZIAŁEM SPOKÓJ !!! - ryknął Zel. - Amelia, Gourry, jak tam?
- Może być, nie takie czary się widziało ... - Gourry podniósł kciuk do góry. - Jest coś do jedzenia?
- A ten tylko o jednym ... - mruknęła Amelia doprowadzając się do porządku. - Żyję, żyję ...
- To dobrze - odetchnął Zel. - A teraz ... ma ktoś obcęgi?


* * *

- Panie Zelgadis, proszę się nie wiercić - powiedziała z przyganą Amelia - bo nierówno mi wyjdzie
Naburmuszony Zel siedzący na ziemi nie wyglądał na zadowolonego. Wokół niego uwijała się Amelia obcęgami odcinając mu po kawałku stopione włosy. W dalszym ciągu obrażona Lina siedziała na głazie i od czasu do czasu rzucając kąśliwe uwagi, przyglądała się z morderczą miną Zangoru, który mrucząc cos pod nosem, rysował skomplikowane wzory na piasku. Gourry został wysłany z odpowiedzialną misją zdobycia czegoś, co nadawałoby się do jedzenia. W obozie panowała więc względna cisza i spokój, przerywana tylko szczękiem obcęgów.
- Proszę się nie martwić - Amelia pocieszała Zelgadisa - przecież włosy odrosną. Zresztą w tej fryzurze też pan dobrze wygląda ... A poza tym, możemy je sprzedać u jakiegoś kowala ... i troszkę zarobić, bo jak tak dalej pójdzie, to nidługo nie będzie za co jedzenia kupić ...
- Hymmh ... - mruknął Zel pod nosem.
- Co?
- Nic!
Amelia wzruszyła ramionami i ostatnim cięciem dokończyła swoje dzieło.
- No, wreszcie skończyłam - odetchnęła z zadowoleniem. - Tak naprawdę, to jeszcze nigdy nie obcinałam nikomu włosów. Mam nadzieję, że dobrze wyszło - zapytała z niepokojem podając Zelowi swoje lusterko.
- Hej, Zel! - wrzasnęła żabka ze szczytu kamienia. - Wyglądasz jakby cię troll mieczem ogolił!
- Panno Lino! - zdenerwowała się Amelia. - Jak pani może! To w końcu pani wina!
- No, no - podskoczyła żabka - to nie ja go strzygłam!
- Nie o to mi chodzi! A tak w ogóle, to kto powiedział, że umiem dobrze strzyc?! Może byś sama spróbowała jak ci się nie podoba?!
- CIEKAWE JAK?! - wrzasnęła żabka - PRZEZ TEGO TAM, MAM ŁAPY I TO W DODATKU ZIELONE!
- Nie trzeba było go denerwować!
- To mnie, a nie ciebie nazwał "płaską deską"! Takiej zniewagi nie puszcza się płazem!
- Jak na razie, płazem to chyba teraz sama jesteś - z niewinną miną powiedział Amelia. - Poza tym, jesteś stanowczo zbyt drażliwa na punkcie swojego biustu, kiedyś przecież ci urośnie ... tak jak mnie - dodała.
- TYYY, chcesz oberwać?!?!
- No, spróbuj tylko, spróbuj!
- A żebyś wiedziała, że spróbuję! No, co, co? Podskakujesz? Jak ci firebala puszczę, to ci się płaszczy!
- Wrrrr...
- Grrrr...
Zelgadis z wyraźnym niesmakiem przyglądał się swojemu odbiciu. Włosy miał przystrzyżone dosyć krótko, na około centymetr, z wygolonym karczkiem. "No tak - pomyślał - teraz widać, jakie mam wielkie uszy ... Mam nadzieję, że rzeczywiście kiedyś odrosną...". Dopiero po dłuższej chwili zauważył, że Amelia i Lina stoją naprzeciw siebie, a powietrze wokół głazu aż się iskrzy od magii. Z westchnieniem odłożył lusterko i posłał malutkiego fireballa pomiędzy zacietrzewione niewiasty. Właśnie w tym momencie zza krzaków wyłonił się Gourry z workiem prowiantu i zaciekawiony przystanął na chwilę.
- Co? Znowu? - zapytał maga Zangoru, który właśnie oderwał się na chwilę od obliczeń, by popatrzeć na widowisko
- To nie ja, to on - odpowiedział mag wskazując na Zelgadisa.
Gourry popatrzył w stronę Zela i zauważył coś dziwnego. Coś bardzo dziwnego ... Zmarszczył brwi z wysiłku i z zastanowieniem podrapał się w podbródek. Coś było inaczej ... Tylko co? Po dłuższej chwili bezowocnego wysilania jedynej szarej komórki, doniósł worek do ogniska i z westchnieniem zrzucił go na ziemię.
- Kolacja przyszła - powiedział głośno.
- Jedzenie! - wykrzyknęła radośnie Lina, zeskakując prosto na worek.
- Darmowa kolacja! - zawołała ucieszona Amelia.
- No, chyba tak ... - podrapał się w głowę Gourry - tylko, że ja musiałem...
- No to chyba teraz uspokoicie się na chwilę - powiedział Zel z przyganą w głosie.
- Może ... - powiedziała Lina.
- Zastanowimy się ... - dodała Amelia.
- Uff, to będzie ciężka noc ... - westchnął Zel.
- Lina, a tak w ogóle - zainteresował się nagle Gourry - co ty będziesz jadła? Jesteś przecież żabą, a one chyba jedzą muchy, robaki i takie tam, nie? A poza tym jesteś ... no ... o wiele mniejsza, to i jeść powinnaś mniej.
Wszyscy z nagłym zainteresowaniem popatrzyli na żabkę, która właśnie wsysała kurze udko wystające z worka.
- Hyha yah he heh hyho ho he ... - usłyszeli.
- CO???
Lina przełknęła udko i powiedziała.
- JA nie jestem zwykłą żabą, to raz. Dwa - nikt mi nie będzie mówił, co i ile mam jeść. A po trzecie - nie wspominaj o robakach przy jedzeniu! Jasne?!
- No, dobra, dobra - wycofał się Gourry. - Ja tak tylko ... myślałem, że będzie więcej dla nas ...
- Co???
- Żartowałem! Żartowałem!
- Panie Gourry, a jak panu się podoba nowa fryzura pana Zelgadisa? - zapytała Amelia pokazując Zela.
- A, to o to chodzi! - rozpromienił się blondyn. - Wiedziałem, że coś jest inaczej!
- Kretyn ... - mruknęła Lina przymierzając się do kolejnego udka.
- No cóż - zastanowił się przez chwilę przyglądając się Zelowi. - Masz krótkie włosy. I uszy ci widać. Mój znajomy z wojska wyglądał dokładnie tak samo, jak go kiedyś na polowaniu troll przejechał mieczem po głowie ...
- A nie mówiłam! - wykrzyknęła Lina.
- Porażka ... - zwiesiła głowę Amelia.
- Popieram ... - dodał Zel. - Już wolę się nie pytać ..
* * *

Posiłek przebiegł we względnym spokoju, nie licząc drobnego incydentu z pieczenią. Po kolacji (jeśli można to nazwać kolacją) drużyna rozpełzła się po obozie szukając jakiegoś zajęcia. Wkrótce stało się oczywiste, że najwięcej rozrywki dostarcza mag Zangoru, pochłonięty rozpracowywaniem nieszczęsnego zaklęcia i wisząca mu nad głową Lina, w postaci żabki, rzucająca od czasu do czasu kąśliwe uwagi w jego kierunku.
- Można wiedzieć, kto dzisiaj ma zmywać? - zapytała nagle Amelia, rzucając znaczące spojrzenie w kierunku nieświadomych niczego Gourrego i Zelgadisa.
- Nie wiem - zdziwił się naiwnie Gourry. - Chyba nie ja?
- Świetnie! - ucieszyła się Amelia. - To miło z pana strony, że zgłasza się na ochotnika! Wiedziałam, że można na pana liczyć ...
- Ale ja ... - wyjąkał zdezorientowany Gourry. - ja przecież ...
- Tu są talerze, a tam są garnki. I proszę nie zapomnieć o tej wielkiej patelni pod krzakiem! A ja sobie trochę odpocznę.
- Ale ja nie ...
- Panie Zelgadis, chyba pomoże pan panu Gourremu? Sam chyba tego wszystkiego nie uniesie. Rzeczka jest tam, niedaleko ... - pokazała Amelia i odwróciła się, zostawiając obu mężczyzn w głębokim szoku.
- Ale ja się nie zgłaszałem na ochotnika! - wyjęczał Gourry.
- Ale nas załatwiła ... - dodał Zel drapiąc się w głowę. - Lepiej chodź, miejmy to już za sobą. Bierz tą wielką patelnię ...
Mężczyźni zebrali stertę brudnych (i nadgryzionych) talerzy i powoli, uginając się pod ciężarem obowiązku ruszyli w stronę rzeczki.
- Nieźle, nieźle - powiedziała z uznaniem Lina patrząc na zadowoloną Amelię.
- Ha, uczyłam się w końcu od najlepszych - dumnie odparła księżniczka. - Jak mu idzie?
- MU idzie dobrze! - warknął mag odwracając się do nich. - A poszłoby jeszcze lepiej, gdyby niektóre osoby przestały MU przeszkadzać. Czy ON nie może zaznać odrobiny spokoju?
- Gdyby ON nie zapomniał o przeciwzaklęciu, to nie byłoby sprawy! - odparła Lina z wysokości głazu.
- Spokojnie, spokojnie - mitygowała Amelia. - Przecież w końcu się uda.
- Mam nadzieję, że ten nieudany magik wie co robi - mruknęła złośliwie Lina.
- Tylko nie magik, wypraszam sobie - obraził się mag. - Jak chcesz, to mogę przestać szukać!
- Tylko spróbuj, a zjem twoje serce na twoich oczach! - warknęła żabka podskakując nerwowo. - Nie zapominaj o Dragu Slave. I tak mogę je rzucić! Mimo że jestem żabą!
- Nie, tylko nie to! - jęknęła Amelia. - Przestańcie! Drugi raz tego samego dnia - mam dosyć!
- No, przecież ja tylko mówię, że mogę rzucić!
Zdegustowana Amelia popatrzyła na nich i powiedziała:
- Jednak macie coś wspólnego ...
- Bez przesady! Nie porównuj mnie, pięknej i demonicznej czarodziejki z tym małym ... magikiem! - obraziła się Lina.
- Nie mam nic wspólnego z tą piekielnicą! - zawtórował jej mag Zangoru.
- Taaa, tylko że oboje zachowujecie się jak dzieci! - warknęła Amelia.
Lina i Zangoru popatrzyli na siebie z niesmakiem.
- No bez przesady, na dziecko to on mi nie wygląda. - powiedziała Lina. - Za tłusty. I za bardzo pomarszczony ...
- Mów za siebie, dziewczynko ... - odparował mag. - Tobie też czegoś brakuje ... - i znacząco wskazał okolice klatki piersiowej Amelii.
- Dość! - wykrzyknęła Amelia. - Zabierzcie się wreszcie za coś normalnego, a nie tylko te kłótnie ... Niedługo oszaleję!
Lina nadęła się i z sykiem wypuściła powietrze.
- Powiedzmy, że ... - przerwała nagle i intensywnie zaczęła się wpatrywać w gryzmoły Zangoru. - Ty, co to jest? - zapytała go z nagłym zainteresowaniem.
- To jest moje zaklęcie. - odparł mag
- Całe?
- Całe - potwierdził. - O co ci ...
- Chwila, niech no tylko pomyślę - mruknęła Lina i z napięciem zaczęła się wpatrywać w znaki.
Nastała cisza przerwana tylko nagłym pojawieniem się natrętnej muchy, która zaczęła krążyć wokół głazu.
- Czy do jego stworzenia użyłeś formuły ograniczenia czasowego? - zapytała maga.
- Raczej tak. - odparł. - Jest to lekko zmodyfikowana wersja formuły, zastosowana po raz pierwszy jakieś sto lat przed moim urodzeniem. W porównaniu z oryginałem jest bezpieczniejsza, bo nakłada większe ograniczenia czasowe na wypowiadane zaklęcie ...
- Czyli jeśli upłynie określony czas od zastosowania zaklęcia, to powinny zaistnieć jakieś czynniki powodujące jego neutralizację.
- W tym przypadku, lekko je zmodyfikowałem - przyznał Zangoru. - Nie ma tych czynników neutralizujących ...
- Chyba żartujesz? - wrzasnęła Lina. - Czyś ty na głowę upadł?! Modyfikować zmodyfikowane zaklęcie?!
- No, tak jakby troszkę je ulepszyłem ...
- JAK?!
- A więc, najpierw myślałem o czymś małym - takie zaklęcie okresowe - na dzień, albo dwa zamienia się kogoś w żabę, a potem się go odczarowuje. Bardzo przydatne na niegrzeczne dzieci. Ale taka forma wymaga obecności maga do odczarowania, więc z tego zrezygnowałem. I tu była zastosowana początkowa niezmodyfikowana formuła. Potem znalazłem księgę, w którym było wspomniane właśnie o możliwości modyfikacji zaklęcia. Spróbowałem ją zastosować i to z powodzeniem, ale wyniki dalej nie były zadowalające. Nie musiałem być obecny przy odczarowaniu, ale kombinacja czynników często się nie sprawdzała.
- Jakich czynników? - zapytała Amelia.
- No, wiecie, standardowe czynniki: pocałować, odczarować, ożenić się. Zawiódł czynnik ludzki.
- To znaczy?
- Nie tyko książęta czy księżniczki całowały żaby ... A czasami się zdarzało, że jak książę pocałował żabę to akurat to nie była księżniczka ...
- Chyba nie ...
- A właśnie, że tak - pokiwał głową Zangoru. - Czasem to był drugi książę ...
- No to miał ubaw - zachichotała Lina złośliwie.
- No i w końcu tak zmodyfikowałem zaklęcie, że powstało właśnie to.
- Ale co z tym ograniczeniem?!
- Ograniczenie jest, ale nie ma czynników neutralizujących ...
- Zaraz, zaraz - zdenerwowała się Lina. - Jak brzmiała ta formuła? Ta twoja, zmodyfikowana. Pokaż, gdzie to jest
- O tu, w tym miejscu - mag pokazał długi wzór na piasku. - Tu jest obiekt, tu miejsce, postać i czas trwania ...
- Zaraz, tu jest napisane "1000". Czy to znaczy tysiąc ... lat?!
- Raczej tak ...
- Przecież żaby nie żyją tak długo!!! - wrzasnęła Lina.
- Dlatego nie używam tego zaklęcia - powiedział z godnością Zangoru.
- Przecież właśnie to zrobiłeś!!!
- No właśnie, zapomniałem ... - zakłopotał się mag.
- A to tu na końcu?
- To oznacza, że to zaklęcie ma wbudowany ... jakby to powiedzieć ... coś jak zegar ...
- Że co?! Po co zegar w zaklęciu ?!
- Dokładnie od momentu jego powstania zaczął być odliczany czas, po którym przestanie działać ... No, na wypadek jakbym o nim zapomniał, w końcu to eksperymentalne zaklęcie, jeszcze nie opatentowane ... Wiecie, konkurencja nie śpi, więc lepiej przygotować małą niespodziankę - uśmiechnął się złośliwie. - A jeśli zostanie użyte, to po tym okresie czasu moje zaklęcie ulegnie samozniszczeniu - dodał mag beztrosko.
- Sa ... sa ... samozniszczeniu !?!
- Yhy.
- A co jak przed tym zostanie rzucone na jakąś osobę, co?! O tym nie pomyślałeś ?!?! - wrzasnęła Lina.
Mag lekko zbladł.
- Nie ...
Amelia zaszczękała zębami
- Oj, będzie źle ... bardzo źle ... BARDZO, BARDZO ŹLE - i profilaktycznie zaczęła wycofywać się na z góry upatrzone pozycje.
Mag z rozpaczą popatrzył w jej kierunku.
- Nie zostawiaj mnie ...! - zaszemrał cichutko.
- Jak naważyłeś sobie takiego piwa, to je teraz wypij! - odszepnęła zdesperowana księżniczka.
Powietrze wokół głazu znowu zaczęło się iskrzyć, w oddali dało się słyszeć pomruk nadciągającej nawałnicy.
- Zaraz, zaraz - zreflektował się nagle mag. - Który wy tu macie rok?
- Dwa tysiące trzeci, a co?
- Moment, księgę znalazłem w 98, dwa lata zajęła mi druga wersja ... - Zangoru mrucząc pod nosem, liczył coś na palcach.
- O co chodzi? - zapytała szeptem Amelia.
- Nie mam zielonego pojęcia - warknęła nadęta Lina.
- HA! - wykrzyknął nagle mag.
- Co!? - podskoczyły niewiasty.
- Mam! Zaklęcie stworzyłem w 1003 roku, a że teraz jest 2003 to ...
- Powinno przestać działać już wkrótce! - wykrzyknęła ucieszona Amelia.
- Tja - rozległo się z głazu - a o tym samozniszczeniu to KTOŚ znowu zapomniał.
Mag wypiął pierś do przodu.
- Moja droga ... - zaczął.
- TYLKO NIE DROGA!!!
- ... mam nadzieję, że już niedługo wśród nas pojawi się twoja urocza osoba - kontynuował niezrażony. - A co do tego "samozniszczenia" ... - przerwał widząc minę Liny - ... nawet nie wiem jak takie coś wygląda - dodał niepewnie.
- To się okaże, bo jak nie ... - zagroziła Lina. I dodała - Zgłodniałam, zostało coś jeszcze z kolacji? - i mimochodem złapała krążącą od dłuższego czasu muchę.
- Masz tu udka ... - Amelia z rezygnacją podała jej żelazny zapas na czarna godzinę.
Mag Zangoru z westchnieniem ulgi usiadł na ziemi i dużą, kraciastą chustką do nosa otarł pot z czoła.
- Mam nadzieję, że to już niedługo - powiedział.
- A dokładnie kiedy? - zapytała Amelia
- Szczerze mówiąc nie mam zielonego pojęcia, mam nadzieję, że wkrótce. Zaklęcie stworzyłem latem, ą że teraz też jest lato ...
- I masz nadzieję, że się nie pomyliłeś w obliczeniach ?
- Taaa, mam taką nadzieję ...

cdn

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.16459600 1276787615
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!