Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Chimeria
Love of Chimera
rozdział #02
 
Treść fanfika..
LOVE OF CHIMER(I)A # 2

Zbiegli na dół i ujrzeli całe pomieszczenie w pyle.
-Co się stało? -spytała Lina pomagając się podnieść karczmarzowi.
-Nie wiem. Nagle był wybuch... Oh!!! Mój lokal!!!!
-Na razie nic tu po nas. -stwierdził Zel.
-Skoro tak to proponuję iść na obiad. -powiedziała Lina gładząc się po brzuchu.
-Jestes jeszcze głodna? -spytał Gourry.
-Długo spałam!!!!
-No to chodźmy. -uśmiechnął sie Xellos.
PO zjedzeni duuużego posiłku i obciążeniu Amelii zapłatą za rachunek grupa przeszła się po mieście. Wróciwszy wieczorem każdy powlókł sie do swojego pokoju i czym prędzej zasnęli.
Z samego rana Linę obudziło pacnięcie w głowę.
-Au! -jęknęła. -Hm? A co to?
Podniosła małe, beżowe pudełeczko obwiązane czerwona wstążką. Otworzyła je i zobaczyła czekoladki.
-Fajnie! -rozpromieniła się i zjadła jedną. Mina jej jednak zrzedła. -Tfu! -wypluła. -Ale ohydztwo.
Wstała się, przebrała i wyrzuciła pudełko przez okno.
Po niadaniu cała czwórka /Xellos zwiał po herbatce/ wyruszyła do rodowego miasta Amelii. Lina liczyła, że w bibliotece stolicy białej magii znajdzie coś cennego. /Grrr...-dop.Lina/.
Po drodze jedna k coś się z Liną działo niedobrego. Z każdym przebytm kilometrem słabła. W końcu usiadła na kamieniu.
-Idźcie, ja do was zaraz dołaczę.-powiedziała ciężko oddychając.
-Alez panno Lino! -powiedziała Amelia.-Pani chyba coś dolega.
-Nie! -warknęła -Idźcie.
-Dobrze...
"O rany, co się ze mną dzieje?"-myslała Lina- "Ledwo oddycham i chodzę. Głowa mi ciąży...a biała magia na to nie działa..." -panikowała.
Nagle ktoś mocno pociągnął ją za ogon. Fiknęła za kamień i ujrzała nad sobą twarz Xellosa.
-Xellos. -warknęła bo na więcej nie miała siły.
-Co jest Lina? Gdzie twoja doczepka? -spytał przymilnie.
-Poszli. Ja coś sprawdzam. -skłamała.
-Jaaasne, taa... Ja wiem chyba co ci jest. -zamyślił się -Nie pijesz herbatki i mizernie wyglądasz.
-Xellos!!!!
-Dobra. Zdaje się, że zjadłaś czekoladkę od Lon. Gonz pomylił okna. nie miały byc dla ciebie.
-Cooo???? -powiedziała z rozpaczą.
-Noo....
-I co ze mną???
-Wolę nie wiedzieć.. No to narazie! -pstryknął i zniknął a czarna rozpacz zawitała w oczach Liny.
Ale nie miała czasu. Musiła kogoś o tym powiadomić /Zgadnijcie kogo?-dop.Zel/. .
"Jedyna osobą która może mi pomóc jest Zel"-pomyślała i ruszyła sladem przyjaciół.
-O, wreszcie jesteś.-usmiechnął się Gourry -Sylphil robi obiad. Co tak dlugo?
-Miałam...spotkanie...-wysapała słaniając sie na nogach.
-A coś sie tak zmęczyła? Biegłaś czy co?
-T-tak...Gdzie...ufff...Zel?
-Nad rzeką z Amelią.
-Chce pani baraninę czy dziczyznę? -spytała uprzejmie Sylphil.
-Nie, nic....
-????
-Jadłam.
Usiadła i zdięła ciężkie naramienniki. Odgarnęla włosy i otarła pot z czoła. Czuła się jakby miała o 50 lat do przodu. Po chwili wstała i podeszla do Zela. Amelia opowiadała mu coś siarczyście ale widać było, że on nie słucha.
-Przepraszam... -przerwała wywód Amelii -Zel, możemy...pogadać?-wysapała.
-Jasne. -powiedział i odszedł z nią w ustronny kąt. Amelia patrzyła z nienawiścią i zazdrością.
-Zel... mamy ...problem...
-Właśnie widzę. -powiedzial zaniepokojony.-Co ci jest?
Lina opowiedziała mu całą historię.
-Lina, trzeba ci natychmiast pomóc!!-przeraził się.
-Ale...-już ze zmęczenia oczy jej łzawiły. Zel wziął ją na ręce i zaniósł do Sylphil.
Wytłumaczył wszystkim jaki jest problem.
Lina ledwo mogła podnieść głowę.
-Musimy jś szybko zaniść do Seillun. Tam może da się cos zrobić. Pannie Linie nie wolno spać powyżej dwóch godzin, bo... -głos Sylphil się załamał.
-Nie dopuścimy do tego powiedział Zel wściekły ze swojej bezsilności.
-Kiedu mi się tak spać chce...-wyszeptała Lina.
-Nie możesz zasnąc Lino.-powiedział łagodnie Zel.
-Z Lina może byż problem. -powiedział Xellos, który zmaterializował się tuz obok nich. -To vitaserum, które będzie utrzymywało ja przy życiu.
-Ty!- krzyknął Zel i zerwał się ale Gourry go powstrzymał.
Xellos wlał Linie kilka kropel fioletowego płynu do ust. Od razu się ożywiła. Nawet próbowała wstać, ale Zel kategorycznie jej tego zabronił.
-W nocy może spokojnie spać, ale nie dłużej niż 12 godzin. Postaram się załatwić cos lepszego,ale niewiele odemnie zależy bo to Lon bawi się jej losem.
-Grrr....-warknął Zel.
-To lecę coś załatwić. -i zniknął.
-Przyjaciele, dziękuję wam.-powiedziała cicho Lina.
-Panno Lina, absolutnie nie może pani nic mówić. -krzyknęła Sylphil.
Lina uśmichnęła się. Zjedli obiad i ruszyli w drogę. Zel niósł Linę ne rękach cały dzień. W końcu znaleźli gospodę, w której się zatrzymali.
-Daleko jeszcze? -spytał Zel.
-Jeszcze dzień drogi. -odpowiedziała Amelia.
-Dobrze.A teraz idźmy spać. Ja będę spać w pokoju Liny na wszelki wypadek.
Tak też zrobił: usiadł w fotelu i przymknął oczy. Jednak nie miał spokojnej nocy. Lina miała dziwny atak. Rzucała się po łóżku i jęczała. Zel nie wiedział jak się zachować więc złapał ją i mocno przytulił. Uspokoiła się ale zaczęła łkać.
-Ej, Lina! -powiedział cicho -Co jest?
-Ja już...
-Będzie dobrze. Pomyśl, nie mogłoby ci się nic stać bo co by z nami było? Wszyscy by się rozeszli. Co by się z nami stało? Co ze mną?
W odpowiedzie dwie łzy spłynęły po bladych policzkach Liny i wsiąkły w ubranie Zela. Lina usnęła.
Nastepnego dnia dotarli do miasta. Amelia przywitała się spektakularnie ze swoim ojcem /Cóóóóóóóreczkooo!!!!! Tatuuuusiuuuuu!!!!!/. Lina próbowali się zająć najlepsi magowie ale nic z tego nie wychodziło. Mimo protestów Zela zalecali aby Lina przebywała sama. Jednak pewnej nocy Zel usłyszał jak Lina go wołała. Szybko pobiegł do jej pokoju i zobaczył, że buteleczka po vitaserum jest pusta. Lina siedziała na łużku i chwiała się w różne strny. Zel podbiegł.
-Lina co się stało?
-Zel, ja jutro...
-Co?
-Jutro mnie tu nie będzie.
-Czemu?
-Bo tak Lon...-opadła do przodu, prosto w ramiona Zel. Zaczęła szlochać.
-Lina co się dzieje?
-Boję się.
-Czego?
-Jutro idę do Lon.
-Nie...
-Ciii... Zel, chciałam ci to powiedziec już dawno.
-Tak. -spojrzał w jej załzawione oczy. Policzki nabrały rumieńców. Wygladała ślicznie.
Pocałowała go, on odwzajmenił pocałunek.
-Kocham cię.-powiedzieli jednocześnie i mocno się przytulili.
Zel nie wiedział jak z powrotem znalazł się w swoim pokoju ale rano jak tylko wstał pobiegł do Liny. Nad jej łuzkiem stał Xellos. Liny nie było.
-Xellos, co się stało?
-Lon ją zabrała. -odrzekł.
-To po co tu przylazłeś?
-By cię o tym powiadomić. Wiedziałem od dawna, że ciebie i Liną coś łączy. I w tym problem.
-Co?
-Podobasz się Lon.
-Że jak?!?!?!!?
-I chce usunąć Linę.
-Nie. Jeśli tak ,topowiedz jej ,że ją znienawidzę.
-Sam chodź do niej.- Xellos złapał Zela za pelerynę i znikneli.
Po chwili zmaterializowali się z tajemniczym miejscu. Wszędzie było ciemno i ponuro. Na ogromnym tronie siedziała osoba, którą nijak nie da się opisać.
Xellos uklękł.
-Możesz odejść.-powiedziała.
Xellos zniknął i zapadła niezręczna cisza.
-Zelgadiss Grayworld?
-Tak.
-To ty stwierdziłeś, że mnie znienawidzisz jeśli pozbędę się Liny Inwers?
-Tak! -krzyknął Zel.
-Dlaczego?
-Bo jest nam potrzebna!
-Wam? -zaśmiała się -A kimże wy jesteście ludkowie maluczcy?
-Mi jest potrzebna!!!!
-A nie wolisz normalnego wyglądu? Wiele innych mógłbyś mieć.
-Nie. Lina nie widzi tego jaki jestem zewnętrznie. Chcę ją bo ją kocham!!!!
-No chyba, że tak. Ciesz się człowieku, bo u mnie masz wyjątkowe chody. -podniosła rękę i wytworzyła złotą kulę. Popchnęła ją w stronę Zela. Przejął ją i dokładnie się przyjrzał. W środku była zamknieta miniaturowa Lina.
-Ale...
-A teraz znikaj!
Nagle Zel znalazł się w pustce, która wirowała. Złota kulka zaczęła przybierać ludzki kształt i wielkość. Pojawiła się Lina. Otworzyła lśniące oczy i uśmiechnęła się. Zel ją mocno przytulił. Zarzuciła mu ręce na szyje i wtuliła głowę w jego pierś.
Nagle pojawili się w Seillun. Gourry, Sylphil i Amelia podbiegli do nich radośnie.
-Hę? Gdzie ja jestem? -spytała Lina.
-Jak to?-zdziwił się Zel -W Seillun. Nic nie pamiętasz? Gdzie byliśmy, co mówiłaś?
-Nie. -uśmiechnęła się. -Dajcie jeść!!!!
Po posiłku Lina znalazła Zela w bibliotece.
-Zel?
-Hm?
-Co ja mówiłam?
-Co? A... nic ważnego.
-Tak? No to powiem ci to teraz. -usiadła mu na kolanach -Kocham cię. -i pocałowała go.
-Ja ciebie też.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To druga część ficka. Trochę się rozwiązało,dla jednych fajnie dla drugich mniej. Może coś jeszcze wymyślę. ^ ^ Może z Xellosem? Sore wa himitsu desu!!!!!

Chimeria^ ^

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.50898800 1276785788
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!