Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Mazoku
Powrot_
rozdział #02
 
Treść fanfika..
Powrót_2 - by mazoku.

WSTEP!
Oto druga część mojego fiku " Powrót". Jak czytaliście to fajnie, jak nie to nie szkodzi^^. Jest to kolejna historyjka TYLKO o Zelgadissie . I jak zawsze ma problemy z powrotem do domu--...
KONIEC WSTĘPU!


I . Miłe złego początki...

To był mroźna zima. Wszystko pod pierzyną grubego śniegu. Oszronione drzewa. Słonce było blade jakby za mgłą. Wstawał świt. Zelgadiss Greywords spoglądał ze szczytu w dal, obliczając odległość. Miał na sobie skórzaną kolczugę i długi, szary płaszcz, gdzieniegdzie przyozdobiony szopami kitami ( APACZ??!??!???!?!). Poważny jak zawsze... osobiście twierdzi, że się zestarzał. Ale nie było tak źle. Miął już ... niech policzę... 25 lat. KURKA 25!??!?! No dobra, jesteś stary jak koń! Ale snujmy dalej opowieść o pewnej wojnie, na którą właśnie Zelgadiss i jego armia zostały wyzwane...
- Panie, wroga na razie nie widać- jakiś wysoko stopniowany żołnierz podszedł do Zela- od lat nie widziałem takiej zimy...
- W Sayllun mają teraz ciepłą wiosnę- Zel rozmarzył się- ale trudno, jak mus to mus.
- Dokładnie panie.
Zelgadiss stał się kim innym. Szukanie zaklęcia, które zdjęłoby klątwę przestało się liczyć. Miał nowe życie, nowe cele i obowiązki. Posiadał nowych przyjaciół ( oraz wrogów, ale o tym potem^^). A przede wszystkim miał dom. Zmężniał przez ostatnie lata.
Tymczasem w Sayllun faktycznie był wiosna. Piękna i delikatna jak zawsze. Zelgadiss śnił o niej codziennie...
- COOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO???????????- głośny krzyk przeszył wszystkie komnaty od dołu do góry. Rudowłosa dziewczyna popatrzyła wrogo na księżną - CZY TEN PACAN DO KOŃCA OSZALAŁ?!?!?!?!??!
- Ten pacan jest odpowiedzialny za państwo i ma tego świadomość- Amelia wstała broniąc Zelgadissa- wojna nie jest jego pomysłem, ale tylko sposobem na odzyskanie pokoju.
- Poprzez wojnę, tak?- Lina nie dała się zagłuszyć- nie wie w co się pakuje!!!
Ale Amelia już tego nie słuchała. Spoglądał w okno. Tęskniła za nim.. za jego uściskiem... głosem... czuła, że zaczyna łamać jej się głos. Zdjęła koronę, była ciężka i niewygodna. Czekała tylko na wieści z frontu, na posłańca.
A tam było mroźno. Bardzo mroźno...
- Trzeba zwinąć obóz...
- Panie? Dlaczego?- Dowódcy oddziałów popatrzeli niepewnie na Zelgadissa- zamarzniemy!
- O to im chodzi. Jeśli zasiedzimy się na pozycji łatwiej nas pokonają... nie wiem, musze to przemyśleć...
Nagle wszedł ośnieżony posłaniec.
- List z Sayllun panie.
Wszyscy wyszli. Zelgadiss usiadł na posłaniu. Czytał list wiele razy... znał go już na pamięć, jak wszystkie inne... tak bardzo chciał być już w domu. W swojej nudnej, papierowej robocie.... ale blisko niej, z nią. Tak im było dobrze... i nagle wojna. Nagle musi zbierać armie i wyruszyć. Już prawie dwa tygodnie jak wyruszył... i już tęskni. Nagle z koperty wysunęła się druga kartka... był dziwna. Zelgadiss zauważył na niej dwa charaktery pisma...
- no nie. Lina pomagała pisać ten list Amelii- stwierdził- tu jest pełno jej dopisków... " Zelgadissie, jest jeszcze jedna rzecz o której musisz wiedzieć... " WIEDZIAŁEM! Na pewno projekt restrukturyzacji się nie przyjął, a tak się męczyłem, kurde... a tu pismem Liny...." Ty stary baranie, ja ci to napiszę, bo zanim ona to zrobi, to się wojna skończy! No więc, musisz wiedzieć, że... " ... co tu jest grane?!?!?!- Zelgadiss zaczął się wkurzać- tu już Ama pisała... " no więc ja... my... będziemy mieli... no te..."... ( i pismem Liny) " DZIECKO STARY!^^ MIŁEJ WOJNY!".
Trochę później do namiotu weszli dowódcy...
- PANIE?!?!?!?!?!??!
- He... he, he..... he…
Wyszli, twierdząc, że nowy książę Sayllun na coś zachorował, " he, he"^^. Zelgadiss podniósł się z ziemi ty razem poważnie.
- Dobra... spokojnie, jestem człowiekiem poważnym... spokojnym... bardzo spokojnym... tak już jestem spokojny... - wyszedł z namiotu udając opanowanego...- POSŁANIEC!
- Tak panie? Dobre wieści?
- ... no tego...- zaczął się czerwienić- takie jak zawsze!
- Akurat- słychać było szepty żołnierzy, którzy znają słabość Zelgadissa do listów z domu.
- Wy tam z tyłu cicho! Jutro zostajemy... ale nie jestem pewien następnego dnia.
Cały obóz był zadowolony. Taaaak, Zelgadiss czuł, że nieszczęście wisi w powietrzu... bo coś za kolorowy ten fik... . Napisał list do domu i oddał posłańcowi. Wpatrywał się w księżyc. Będzie ojcem... czuł się dziwnie, ale było to przyjemne uczucie.
- ... wygram dla was tę wojnę- powiedział sam do siebie. Udał się do namiotu. Ze wzgórza nad obozem stało parę ciemnych postaci. Odeszły, tylko jedna z nich została spoglądając przez chwile na namiot Zelgadissa...

II. Atak.

Zerwało ich o świcie. Zelgadiss usłyszał nie przyjazne trąby. Wszystkie oddziały były już przygotowane.
- Że też moje przewidywania zawsze się sprawdzają!- zaklął pod nosem, ale zaraz przypomniał sobie wczorajszą wiadomość i zmieszał się- no może w 99 % ...
- Panie, wróg jest gotowy...- stary dowódca ucichł.
- Robimy tak: jest ich mniej od nas. Atakujemy frontalnie, dwa dywizjony po bokach. Obawiam się jednak, że nie chodzi im o zajęcie terenu...
- Pójdę za panem do końca!
- Nie. Jeśli kretyni zapragną osobiście mnie potraktować, nikt za mną nie pójdzie, jasne?
- Ale panie...
- Nie będę narażał swoich żołnierzy. Nie po to jestem chimerą, żeby nie dać sobie rady.
Dwie armie natarły na siebie. To była chwila, szczęk tysiąca mieczy. Krew i pot, rozrywane zbroje. Zelgadiss został otoczony. Nie mógł posłużyć się zaklęciem, zraniłby swoich żołnierzy. Walczył więc samodzielnie. Nagle poczuł chłód przeszywający jego ramię. Potem widział już tylko ciemność...
Obudził się w lochach. Przykuty. Wściekły, ociekający krwią. W jego oczach tliła się iskra zemsty. Jakaś kobieta ubrana na czarno weszła do celi.
- ... Niezwyciężony Władca Pięcioramiennej Gwiazdy, co? Tak cię nazywają... albo nazywali?
- GDZIE MOI LUDZIE?!
- Twoja armia zastała pojmana. Wszyscy są tu, w tych lochach, piętro niżej... starczy dla nich powietrza na trzy dni. Jak myślisz, ile to czasu?
- Czego ode mnie chcecie?
- Czego chce rada nie wiem... twoja armia jest doskonała. Ani jeden z twoich ludzi nie zginął , a sami zabili połowę naszej... mogę was wypuścić...
- Za ile?
Kobieta klękła przy Zelgadissie i objęła go szeptając do ucha.
- jeśli mnie zadowolisz... ocalisz i siebie i innych panie...- głaskała jego kark.
- Nie licz na to- odsyknął twardo.
- Nie bądź taki śmiały- wbiła mu ostre paznokcie w szyje- ocalisz siebie... żołnierzy... i Sayllun...
- Sayllun potrafi się bronić.
- Pewnie... czymże byłby Sayllun, gdyby nie jego władczyni... i jej nienarodzone dziecko... co Zelgadissie... czujesz pot? Czujesz jak serce wzlatuje do gardła?
- ODEJDŹ!!!!
- Jak sobie życzysz.... ale ja tu wrócę... dziś w nocy...
Zelgadiss zacisnął pięści. Łańcuchy były za grube, a zaklęcia nie chciały działać w tej dziwnej celi. Co miał, robić ?! Skąd ona wie o jego rodzinie ?! Przed oczami miał ciemność... a w oczach... w oczach pojawiały się ... łzy. To niesprawiedliwe... był taki bezradny... taki samotny... . Nastał wieczór, a potem noc. I znowu przyszła, odziana w czarną, długą suknię.
- Podobno lubiłeś, jak twoja małżonka zakładała długie suknie...
- Ma lepszy gust- odparł twardo, bez uczucia.
- Zelgadissie... ja nie chcę ich zabijać... zrozum...- dotknęła jego ramion- ale nie dajesz mi wyboru... chyba, że...
- Że co?
- Że zostaniesz tu... wypuszczę żołnierzy... zostawię w spokoju księżną... wystarczy, że zapomnisz... ja mogę sprawić, że o wszystkim zapomnisz! Będziesz należał tylko do mnie! Zmienię cię w człowieka! Uczynię długowiecznym jak mazoku! Tylko ty i ja... na wieczność... będziemy jednym, ty mną a ja tobą... wystarczy twoje słowo... wystarczy pocałunek...
Jej usta były bardzo blisko. Otworzyła je lekko i zamknęła oczy.
- PRZESTAŃ!!!
- Nie? ... cóż, zrozumiałam... - pstryknęła palcami a za jej plecami ukazały się trzy kwiaty- ten to twoje życie- wskazała na najdłuższy- ten jej... a ten malutki... niewidoczny...
- ZOSTAW GO!!!
- Twoje marzenie spełniło się... masz dziecko... tak bardzo chcesz je stracić? Wiem o tobie dużo więcej niż myślsiz... od kiedy objąłeś tron interesowałam się tylko tobą. Jesteś nietypowym facetem- w przeciwieństwie do innych pragniesz potomstwa, bo sam nigdy nie miałeś ojca, prawda? Zelgadissie, naprawdę mam zabijać to maleństwo? Co pomyśli twoja ukochana żona? A jeśli... umrze z rozpaczy?
- Nie możesz... zostaw ich... zgadzam się na wszystko... tylko ich zostaw...
- Mądra decyzja... nie płacz panie... to początek wspaniałej.. ARR!
Z jej brzucha wystawało srebrne ostrze długiego miecza. Kwiaty znikły.
- Panie...- najstarszy z dowódców upadł na kolana- wybacz, że przybyłem tak późno...
- Co tu robisz?! Jak...
- Panie musisz uciekać... żołnierze są pod tobą w lochu... nie zdołali mnie złapać... - rozerwał mieczem łańcuchy- panie... idź... mam też twój miecz...
- Chodźmy, szyb... co się stało?
- Ja tu zostanę panie... umrę z mieczem w dłoni... tam w górze już dawno czeka na mnie moja ukochana żona... żyłem długo... .
- Naprawdę tego chcesz?
- Panie... nie znałem twojego ojca, ale wiem, że jest z ciebie dumny...- po tych słowach odszedł.
- ... ja też go nie znałem... - Zelgadiss wyszedł z celi. Pokierował się w dół korytarza.

III. Ratunek.

Zelgadiss pędził przed siebie. Strażnicy na jego drodze rozsypywali się pod świstem miecza. Zmieniali się w czarne mgły, które znikały następnie w powietrzu. Zelgadiss usiadł po ścianą i otarł czoło. Wiele by dał, żeby być teraz w domu, w tych wszystkich papierach i obowiązkach... złapał się z głowę. Szczerze mówiąc, to po prostu zgubił ten przeklęty korytarz na dół. Ze wściekłości kopnął w ścianę. Ona skrzypnęła i... OTWORZYŁĄ SIĘ! ALE FUKS!!!
- ciekawe po kim mam takiego farta... - pomyślał w duchu Zelgadiss zanim...- FUJ!!! CO TO JEST?!?!?!! Do czego ja wszedłem?!?!?!!- nie chciałby wiedzieć- DLACZEGO JA ZAWSZE MAM PECHA!!!
Autorka zaliczyła glebę- - ''.
Okej, to poważna historia i musimy uratować tych żołnierzy, ponieważ... yyy... tak jest w konstytucji! Zelgadiss szedł przed siebie, a ponieważ było ciemno jak u murzyna to nie widział, kiedy ześlizgnął się na dół- - . Uderzył o coś z hukiem.
- AUU!!! CO TO JEST DO CHO... co to?
- To powietrzna maszyna- usłyszał znajomy głos- chciałbyś ją wypróbować?
"Znowu ta baba!!!!" - pomyślała nasza chimercia^^.
- Zapomniałam ci się przedstawić, prawda?
- Phi. Nie musisz się przedstawiać.
- Ten statek może się wzbić w powietrze. Możesz nim uratować nie tylko siebie ale też ludzi.
- Coś mi tu śmierdzi... jaką masz propozycje?
- Zmierzymy się. Ty przeciwko mnie. Jeszcze dziś! Twoi ludzie wejdą na statek i będą czekać. Jeśli zwyciężysz polecisz z nimi do domu...
- A jeśli przegram?
- He, he...- podeszła bardzo blisko- wtedy ty tu zostaniesz słodki królewiczu... spotykamy się tu za kwadrans. Twoja armia także.

III. Złoty miecz.

Siedział w tym samym miejscu. Widział jak jego armia wsiadała na statek. Wszyscy co do jednego...
- czas zaczynać. Widownia już jest.
- ...
Kobieta podeszła do mównicy.
- ŻOŁNIERZE ! teraz rozegra się walka o wasze życie.
- Dobra- Zel wyciągnął miecz- czas...
- O nie, mój drogi... nie tym będziemy walczyć... ale tym!- za jej plecami ukazały się dwa wielki mutanty, mechy, gajmelefy czy gundamy, kto tak woli. Tak czy siak, nie była to równa walka.
- C- co to jest...
- ... nie powiesz mi, że król Sayllun nigdy nie widział czegoś takiego?- - ''
- wiesz, ja niezbyt często wyjeżdżam... ^^ ...
- ... grrrr... PRZESTAŃ SIĘ NABIJAĆ!!!!!!! MASZ WSIADAĆ I WALCZYĆ!!!
- Dobra, po co te nerwy...
Po chwili w maszynie.
- no proszę, guziczki, pokrętła, dźwignie... a to co?
- NIE RUSZAJ CZERWONEJ WAJCHY!!!
- Ups...
Maszyna wbiła się w górę z hukiem i zniszczyła sufit- - .
- chyba powinienem przeczytać samouczek...
W statku powietrznym żołnierze nie byli zachwyceni- - ... ale to się wytnie. Zelgadiss próbował zejść na dół...
- SŁUCHAJ!!! NACIŚNIJ ZIELONY GUSIK!!!
- Zielony, zielony... ... ... tu nie ma zielonego guzika...a, a to co?
- NIEEE!! ZOSTAW TO ,TO NIE DLA CIE..
<ŁUP!>
Zelgadiss wystrzelił przypadkiem rakietę w ścianę, tworząc ogromny otwór.
-... wyjście... NATYCHMIAST ODLATUJCIE!!!
Krzyczał do żołnierzy. Posłusznie wystartowali .
- Trochę mnie irytuje, że tak bez wyrzutów sumienia opuszczają króla- -...
- ... oszukałeś mnie... MÓWIŁEŚ ŻE NIE UMIESZ GO POLOTOWAĆ!!!!!
- Bo nie umiem...
- KŁAMCA!!!
Kobieta wkurzyła się ! Rozwaliła resztki sufitu i znalazła się nad Zelem. Jej maszyna wyciągnęła ogromny miecz. Zelgadiss chciał zrobić to samo, ale coś mu nie wyszło i w gruncie rzeczy włączył klimatyzację wewnątrz maszyny- - . Kobieta zaatakowała Zela, który jakoś odskoczył. Zdenerwowała się jeszcze bardziej. Wzbiła się wysoko i wystawiła miecz. Spadała w dół aby nadziać maszynę z Zelem na wielki miecz. Czyli robić szaszłyk.
- NO RUSZ SIĘ GŁUGIA MASZYNO!- Zel walnął we wszystkie guziki i maszyna zaskrzypiało- ojć, chyba coś się popsuło...
Zelgadiss zauważył, że jego maszyna wyciągnęła ogromny złoty miecz postawiony na sztorc. Zelgadiss nie wiedział co się dzieje, ale nagle maszyna kobiety była już nadziana na jego miecz. Sama się nabiła...
- Teraz ... wali się...- grunt pod Zelem i jego maszyną zaczął się zapadać. Nie było to wesołe rozwiązanie- - . Jego ludzie już dawno odlecieli... ale co z nim?!?!
IV. Wybuch.

Zelgadiss leciał bardzo szybko w swojej maszynie. Nawet nie pamięta jakim cudem wystartował. Było coraz cieplej, maszyna spalała się w środku. Trzeba było uciekać, zanim zacznie się topić!!! Poparzenia są bardzo nieprzyjemne... nagle zauważył przed sobą góry. "SKĄD SIĘ TU WZIĘŁA!??!?!!" pomyślał, kiedy zauważył przed sobą wielki szczyt.
Obudził się w jakimś małym pokoju. Miał głowę z bandażach.
- mój łeb... ile ja wypiłem?
- To nie kac, tylko głupota uderzył ci do głowy- usłyszał znajomy głos.
- Co ja tu robię... i co ty tu robisz!??!?!
- Co ja tu robię to moja sprawa- Xelloss podszedł do Zela- ale ty nie wyglądasz najlepiej.
- Musze wracać... odnaleźć ludzi...
- Twoi żołnierze są już w domach. A ty bawisz się w alpinistę. Rozbiłeś tutejszy najwyższy szczyt ofiaro!
- Co to za dom... mieszkasz tu? Gdzie ja w ogóle jestem?!
- U podnóże gór Dookirang. HEJ! NIE WOLNO CI WSTAWAĆ!
- E tam, musze iść, HEJ!
- Miałem cię pilnować, to pilnuję i nie pozwalam wstawać!
- Widzę, że już ci lepiej- weszła jakaś osoba. Zel poznał od razu^^.
- Musze wracać do zamku.
- Wiem, wiem, zawsze to samo- Philia zmarszczyła brwi- pójdziesz przez góry. Musisz naprawić szczyt.
- CO????
- A tak- Philia ciągnęła- na szczycie znajdziesz sposób na naprawę szkody. Ten szczyt to bardzo ważne miejsce dla czarodziei, nie wybaczą ci!
I tak Zelgadiss opuścił mały, drewniany domek, i zaczął wspinaczkę na szczyt. Swoją drogą Xelloss i Philia ( ciekawie brzmi, kiedyś rozwinę ten temat) zaraz po jego odejściu znikli wraz z domkiem. Ciekawe czy byli tylko fikcją... .
Zelgadiss dotarł na szczyt góry i rozejrzał się...
- O! Ale fajny zjazd z tej góry!
Miałam nadzieję, że spostrzeże coś mądrzejszego- - ...
- Od kiedy się ustatkowałem jestem optymistą^^.
Zauważyłam- - .
- No nic, skoro nie ma tu tych czarodziei to... !!!
Ujrzał widok z góry. To było niesamowite, całe miasta, wsie, nawet Sayllun zobaczył!!!
- Stromo tu trochę... AA!!!- coś go popchnęło- co jest?????!
- ZNISZCZYĘŁŚ NASZĄ GÓRE!!- usłyszał glos z tyłu- TERAZ PONIESIESZ KARE!! SPADAJ!
I spadł- - .
Dobra, to poważny fik ( mówiłam już to^^?) i Zelgadiss zaczął się staczać po górze. Gdy wylądował na jej podnóży miał strzępki zamiast ubrania i rozbitą głowę ( nie martwcie się, jakoś go wyleczę^^ ''). Minęły cztery dni.

V. Dom.
- Żołnierze wrócili- to był, szept nasączony smutkiem. Łzy wolno staczały się po policzkach. Za oknem padał deszcz- ... a ty....
Zelgadiss obudził się w szpitalu.
- moja głowa...
- Miał pan szczęście, że autorka przedłużyła z panem kontrakt na trzecią część " Powrót" inaczej by pan nie żył.
- Jestem chimerą, mnie się łatwo nie zabija... musze wracać!
- O nie, pan... HEJ!
- Gdzie są moje ciuchy?
- Były w opłakanym stanie, kupiliśmy nowe.
- I dobrze. No, czuje się lepiej, do widzenia!^^
- HEJ!
Ale Zelgadiss już wyskoczył przez okno.
<ŁUP!>
- To dwudzieste piętro - zauważył Zelgadiss- baaaaaardzo śmieszne - - .
Zelgadiss maszerował jeden dzień, drugi, trzeci, w lesie napadli go bandyci i już miał dosyć ciągłego sprawiania im lania. Stracił orientacje i nie wiedział już gdzie jest. Wszedł do jakiegoś miasta i zobaczył rzeźbiarzy, ci go jednak nie dostrzegli.
- co kujecie?
- Pomnik nagrobny naszemu królowi, tak rozkazał poprzedni książę. Księżna twierdzi, że on żyje, ale wojna zakończyła się przeszło miesiąc temu...
- K- kogo pomnik...
- Księcia Zelgadissa Greywordsa The Syluun, a co?
- IMBECYLE!!!!! CO JA DUCH JESTEM!??!?!?!!
- AAA!! WASZA WYSKOKOŚĆ!!!!!
I tym miłym akcentem został Zelgadiss powitany w domu^^, fajnie nie? Zelgadiss pokierował się w stronę pałacu. Zajęło to trochę czasu, bo ludzie mdleli na widok żywego ducha, a żołnierze gratulowali ujścia całego. Zel jednak miał ważniejsze sprawy. Wszedł do królewskiego ogrody i upadł ze zmęczenia w siadzie klęcznym..
- nareszcie w domu... - chciał coś powiedzieć ale poczuł delikatne dłonie głaszczące jego twarz. Osoba też usiadła jak Zel ( co to w- f, czy jak??? Okej, nie psuję sceny kulminacyjnej^^) .
- Cześć Zel- wyszeptała przez łzy.
- Cześć małą- Zelgadiss uśmiechnął się i przytulił mocno żonę.
Zelgadiss wrócił do codziennych spraw, kłócił się z Amelią, która twierdziła, że jeszcze może dźwigać dokumenty, a on miał inne zdanie, jednak zrobiono Zelowi pomnik, tyle że na cześć, i co jeszcze... dzwońcie pod numer 009-665-666 z odpowiedzą "TAK" lub "NIE" lub piszcie SMS-y o tej samej treści pod numer 0001 z dopiskiem " ZEL" jeśli znacie odpowiedz na pytanie- " Czy Zelgadiss będzie miał syna?" ^^ . Odpowiedź już w trzeciej części!^^

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.14088200 1276787027
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!