Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Dra-mata
Slayers Apocalipse, Darkness, Chaos and War
rozdział #02
 
Treść fanfika..
Lina czuła się znużona. Po jej głowie kołatała się jedna myśl jak się stąd wydostać? Najwyraźniej Amelia czuła to samo bo w tym momencie ziewnęła donośnie.
- O przepraszam. - powiedziała rumieniąc się pod wzrokiem przybyłych posłów.
- Chciałbym porozmawiać z waszą wysokością o innej sprawie. Chodzi mi o rzeź w Dils i u podnóży Gór Kataarat. Wiemy że zbuntowana armia i najemnicy stamtąd zaatakowali. Ginie każdy. Nie zważają na pochodzenie czy płeć. Nie możemy dopuścić by zbuntowali się inni żołnierze. To groziłoby zagładą Królestw. Czy przyłączysz swoje wojska pani.
- Nie, nie chcę by ucierpieli niewinni ludzie.
- Ale pani oni nie ominą Sailun.
- Wiem o tym, ale mam na względzie wysłanie tam grupy magów z Gildii Magii. Są to potężni magowie władający równie potężną magią. Jeśli zbytnio zbliżą się do granic Sailun wtedy wyślę wojska, nie wcześniej.
- Jak sobie życzysz pani. - stwierdził poseł groźnie łypiąc na Amelię.
- A teraz pozwolicie drodzy państwo że na tym zakończymy na dziś. Jestem zmęczona. Do widzenia. Panno Lino będzie mi panienka towarzyszyć?
- Jas... to znaczy oczywiście Wasza Wysokość. - Amelia dostojnym krokiem wyszła z sali. Za nią podążyła pogrążona w myślach Lina. Czemu Zel i Gorry nie dają znaku życia. Może... nie to niemożliwe. Ech mam nadzieję że nic im nie jest.
- Amelio powiedz mi czy masz jakieś wiadomości od Zelgadisa.
- Nie i tak panienko Lino. Jeden z moich posłańców widział go... - Amelia spuściła głowę. - u podnóży Gór Kataarat. Panienko Lino rozumie panienka co to oznacza. Możliwe że pan Zelgadis... nie żyje... - po policzku Amelii spłynęła łza.
- Amelio jeśli naprawdę go tam widziano to przypomnij sobie że Zel jest wyśmienitym szermierzem i magiem. Nie możesz dopuścić do siebie takiej strasznej myśli. Zelgadis na pewno żyje. - Lina potrząsnęła Amelią która wpatrzona była w ziemie. Amelia powoli podniosła głowę. W jej oczach szkliły się łzy.
- Boże, Amelio nie płacz, błagam nie płacz. - Lina przytuliła Amelię którą wstrząsnął nagły szloch.

***


- Czym jest miłość? - przemówiła dziewczynka.
- Nie pytaj. Miłość się nie liczy mała, nie tutaj. I nie tam gdzie żyłaś wcześniej. Czujesz po prostu coś dziwnego do innej osoby. Coś nieokreślonego. Ale ta druga osoba niedocenia tego. Stajesz się samotna. Twoje serce ogarnia żal i smutek. Z twych ocząt płynął niezliczone łzy. To właśnie jest miłość.
- A kim jesteś ty?
- Ja... ja jestem tajemnicą... posłuchaj...

Stara księga Czarów,
Księżycowa kropla, woal nocy
I przeczucie że kiedyś się spotkamy

Potrafimy latać, posiadamy skrzydła
Dotykamy snów się unoszących
Poprzez wiatry, w światła blasku
Wołaj mnie z oddali

(...) Nie wiedzą nawet jakie czeka je los
dziecinne źrenice
Jednak kiedyś przecież zauważą, iż na plecach wyrosły Ci skrzydła (...)
(...) przez cały czas drzemiąca kołyska mojej miłości (...)
Skoro spotkanie dwojga ludzi ma znaczyć cokolwiek
Bądź biblią by poznać wolność, taką wolność.
Tkając miłość ludzie tworzą historię (...)
- Piękne. - przemówiła dziewczynka oczarowana. - lecz co to ma wspólnego z tobą.
- To ma dużo wspólnego lecz nie ze mną tylko z nami.
- Ale jak brzmi twoje imię.
- Hmmmm... Xellos, Xellos Metallium
- A czy pokochasz mnie tak jak w tym wierszu.
- Może kiedyś malutka, kiedy dorośnie ktoś panujący nad siłą zdolną zgładzić nawet bogów.
- A co będę robiła przez ten czas?
- Będziesz się uczyć. Zapomnisz o przeszłości, ona jest zła, nie mogę pozwolić by przeszłość zapanowała nad tobą. Zapomnisz o śmierci, ogniu i zagładzie.
- Kiedy zapomnę?
- Będziesz zapominać stopniowo....
- ...Chcę zapomnieć teraz, proszę.
Xellos spojrzał zdziwiony na dziewczynkę.
- Czemu?
- Strach i bezsilność. To czuję. To mnie paraliżuję. Błagam.
- Dobrze. - Xellos delikatnie ujął ją za podbródek i przyciągnął do siebie. - Za chwilę zapomnisz o swojej przeszłości. - głos zabrzmiał delikatnie i pięknie. Dziewczynka poczuła się uspokojona i odprężona. Powoli zamknęła oczy. W dal odpływały koszmary. Xellos powoli odjął rękę z podbródka dziewczynki. Po kilku sekundach dziewczynka zaczęła otwierać oczy. Xellos uśmiechnął się do niej delikatnie.
- Dziękuję za wszystko. To było takie dziwne. Czułam taki niesamowity spokój. - dziewczynka rzuciła się Mazoku na szyję. Xellos objął ją delikatnie... po czy zniknął.

***

Zelgadis siedział z zamkniętymi oczami. Jego ręka spoczywała na brzuchu. Zamknięte oczy świadczyły o tym że śpi. Powoli otworzył je i próbował podnieść się, lecz na jego twarzy ukazał się grymas bólu. Powoli odsunął rękę od brzucha. Po jego ręce spływały kropelki karminowej krwi. Ciało powoli stawało się bezwładne, Zel zamknął oczy. Jego oddech był równy i spokojny. Niebo zachmurzyło się i po chwili na rękę Zela spadła kropelka wody. Deszcz zaczął obmywać pole bitwy nie zostawiając śladów krwi. Zel odetchnął głębiej po czym zapadł w głęboki sen.
Stał na łące. Wokół niego roztaczał się rozkoszny i słodki zapach kwiatów. Zaczął się rozglądać. Dość daleko wśród drzew zobaczył postać. Wydawała mu się dziwnie znajoma. Zaczął biec. Mama. Kobieta stojąca pośród drzew była wyjątkowo piękna. Miała długie bursztynowe włosy i błękitne 0oczy. Mamo. Zel zbliżył się do kobiety obejmując ją. Nie możesz się poddać Zelgadisie, nie możesz umrzeć. Jeszcze nie teraz. Kobieta uśmiechnęła się w ujmujący sposób. A teraz idź. Kocham Cię synku. Kocham Cię. Kocham...
Zelgadis zerwał się z łóżka. Otworzył oczy i rozejrzał się. Koło jego łóżka stał stoliczek a na nim wazon z kwiatami. Zelgadis spojrzał na swój brzuch. Rana owinięta była bandażem. Powoli wstał. Poczuł zimno podłogi. Spokojnie lekko niepewnie przeszedł do okna z którego roztaczał się widok na nadzwyczaj piękny park. Po oknie piął się bluszcz na którym kwitły wielkie różowe kwiaty. Powoli starając się nie czuć bólu otworzył okno. Do pokoju wpadło orzeźwiające powietrze i cudowna woń kwiatów dzięki czemu Zelgadis poczuł się lepiej. Powoli lekko niezdarnie wrócił do łóżka. Nie obawiając się niczego zasnął ponownie. Obudził się godzinę później, gdy ktoś zapukał do drzwi. Do pokoju weszła chimera dopiero kiedy przyjrzał się jej dokładnie zauważył że jest to kobieta. Miała różowe włosy i beżowe oczy. Ręce i nogi pokrywało czerwone futerko. Spod sukienki wystawał koci ogonek a jej uszy przypominały elfie. Zelgadis przechylił głowę przyglądając się "zjawisku".
- Dzień dobry! - krzyknęła uradowana dziewczyna. - widzę że czujesz się już lepiej. A zaczynałam się martwić. O przepraszam nie przedstawiłam się. Mój błąd. Nazywam się Whynn Grendin.
- Wybacz ale nie mogę sobie przypomnieć. Nie pamiętam, nie pamiętam jak się nazywam, na miłość boską moja głowa. - dopiero teraz poczuł rwący ból w skroni. - Co się ze mną stało. Przepraszam mogę się dowiedzieć gdzie jestem i co się stało bo prawie nic nie pamiętam.
- Ależ oczywiście. - dziewczyna aż promieniała szczęściem. - jesteś w Venetage. Ja i moja siostra znalazłyśmy cię pod zboczami gór Kataarat. Toczyła się tam walka między resztką nie zbuntowanych wojskami Dils a Najemnikami. Musiałeś brać w niej udział. Byłeś ciężko ranny prawie nieżywy. Przyniosłyśmy cię tu ale ty się nie budziłeś. Spałeś ponad trzy dni. W tym czasie podleczyłyśmy cię trochę. A prawie bym zapomniała przyniosłam ci śniadanie. Smacznego, kiedy skończysz zawołaj mnie. A na fotelu leży świeże i czyste ubranie. Zostaniesz tu dopóki się nie wykurujesz. I nie protestuj. Ja tu żądze!!
- Powiedz mi jeszcze jedno czy przypomnę sobie jeszcze kim jestem i skąd pochodzę.
- Nie wiem, naprawdę nie wiem. Ale zrobię wszystko żebyś sobie przypomniał. - w tym momencie dziewczyna wyszła trzaskając drzwiami.

***

Gorry stał przed niewielkim domkiem. Cały krajobraz był majestatyczny, dopóki z domku nie wypadła blond włosa dziewczyna o błękitnych oczach. Na plecach miała założony miecz.
- Rusz się idioto. Nie jesteśmy tu po to żeby się lenić. No dalej braciszku. - jej wrzask przerwał monotonną ciszę
- Ale....
- Fireball !!! - dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi, a na jej twarzy wykwitł podły uśmiech. - czy teraz pójdziesz ze mną bez gadania czy mam użyć...
- Dobrze już idę. - stwierdził Gorry otrzepując się z sadzy.
- A więc ruszamy do Sailun - wykrzyknęła dziewczyna po czym pociągnęła Gorry' ego w stronę Gościńca.


***

Zelgadis odłożył talerzyk na bok. Zamknął oczy i próbował się skoncentrować by przypomnieć sobie cokolwiek. Lecz jakaś niewidzialna bariera nie pozwalała mu na to.
Powoli wstał i podszedł do fotela. Podniósł ubranie przyglądając się mu z uwagą. Był to czarny bezrękawnik i czarne spodnie. Zelgadis poczuł nagle przypływ sympatii do tego stroju. Coś mi się wydaję że lubię takie stroję. I czarny kolor. Zerknął na ramię. Widniał na nim tatuaż a pod nim złota bransoleta. Zel dotknął jej. Powierzchnia była zupełnie gładka. Nie miała zapięcia. Dziwne ale jak sądzę łączy się z moją przeszłością. Na łóżku wylądowała jego piżama. Tkanina z której uszyty był jego strój była wyjątkowo delikatna. Przypominała mu coś. W myślach pojawił się czarny płaszcz z głębokim kapturem. Na skórze czuł jego dotyk. To ta tkanina. Potrząsnął głową i jakby ocknął się. Usiadł na fotelu obłożonym pluszem i zadzwonił dzwonkiem zostawionym przez Whynn. Dziewczyna zjawiła się po chwili. Na jej twarzy gościł przyjazny uśmiech.
- Chodź, musisz poznać moją siostrę. Mówiłeś że nie pamiętasz swojego imienia. Będę nazywała Cię Stone.
- Dlaczego?
- Dlatego. - dziewczyna wskazała na to co zostało mu z golema. Sam nie wiedział dlaczego, ale poczuł się urażony.
- Pamiętam dużo o otoczeniu, wszystkie nauki ale nie pamiętam nic o mnie samym i o moich przyjaciołach, rodzinie.
- Nie zawracaj sobie tym głowy. Chodź do mojej siostry.
Dziewczyna o krótkich, kasztanowych włosach siedziała przy piecu. Jej oczy były czerwone. Była zwykłym człowiekiem. Nie była podobna do swojej siostry.
- Stone, przedstawiam Ci Liz Grendin, moją siostrę.
- Dzień dobry - Zel ukłonił się. Siedzieli przy piecu rozmawiając. Nie zauważali jak mijały godziny. Słońce powoli zaczęło zachodzić. Whynn podniosła się z krzesła i przeciągnęła.
- Stone chodź ze mną na spacer. - zaproponowała Zelgadisowi.
- Dobrze. - cały czas rozmawiając weszli do parku. W gałęziach słychać było radosny śpiew ptaków.
- Powiedz mi Whynn czy... czy zawsze byłaś hmmmm... taka.
- A chodzi ci o bycie chimerą. Nie kiedyś byłam zwykłym człowiekiem ale stałam się królikiem doświadczalnym. Jestem w 1/3 człowiekiem, w 1/3 Kocią Bestią i w 1/3 elfem. A ty?
- Czekaj, chyba w 1/3 człowiekiem w 1/3 golemem i w 1/3 demonem. Jak widać nie dodało mi to uroku osobistego. - Zel uśmiechnął się cynicznie.
- Ja tak nie uważam. Jesteś naprawdę cudowny. - dziewczyna szarpnęła go za rękę tak że stali stykając się nosami. Powoli zbliżyła swoje usta do jego ust. Zelgadis poczuł się naprawdę dobrze. Zatopiony w namiętnym pocałunku przestał myśleć o czymkolwiek innym. Nie wiedział o tym co się zdarzyło. Nie wiedział również co nastąpi...

***

Dziewczynka siedziała nad stawem. Jej oczy wpatrywały się w nieruchomą taflę wody. W uszach pobrzmiewały odgłosy wodospadu.
- Co by się stało gdybym zmąciła spokój natury.
- Natura by się na tobie zemściła. Musisz zapamiętać że natura może być bardzo potężnym wrogiem.
- A ile lat ma osoba mająca siłę mogącą zmiażdżyć duszę bogów.
- Pięć moja mała. Ale to nie ty. Moja dobra rada: Czekaj cierpliwie.
- Piekło jest wybrukowane dobrymi radami. Chcę potrenować z tobą. Wszyscy mówią że jesteś bardzo potężny. Chcę odwiedzić twoją bibliotekę. Chcę stać się silna.
- Masz czas malutka. - Xellos otworzył oczy. - masz dużo czasu. Kocham Cię.
- Ale mówiłeś że jesteś istotą bez uczuć.
- Dla ciebie zrobię wyjątek. Wiesz masz piękne oczy malutka.
- Dziękuję. - policzki dziewczynki stały się czerwone.

***

Wieczór zapanował w Sailun, pod wejście do zamku zjeżdżały różnorakie karety. Wysiadali z nich ludzie odziani w barwne stroje. Dziś w zamku odbywał się bal.
Lina stała pod ścianą wpatrzona w tańczące pary. Przyglądała się pięknym kobietom w wirujących sukniach i przystojnym mężczyznom tańczących wraz z nimi.
- Czy mogę prosić? - do uszu Liny doszedł męski głos. Odwróciła się nie mając zbyt dużych nadziei. Lecz jej oczom ukazał się przystojny, blond włosy, mężczyzna (nie to nie Gorry). - czy zatańczy panienka ze mną?
- Ależ oczywiście. - odpowiedziała lekko zaskoczona. Mężczyzna złapał ją za rękę i wyciągnął na parkiet. Lina jak i on okazała się dobrym tancerzem.
- Jestem Axel Blackaway.
- Lina Inverse. - rozmowa toczyła się dalej. Nie zauważyła jak przeminęły 4 melodie, nawet nie zauważyła jak szybo minęły godziny i bal powoli dobiegał końca, nawet nie spostrzegła jak dużo powiedziała o swoich uczuciach.

Amelia stała na balkonie. Włosy rozwiewał jej wiatr. Dziewczyna spojrzała w gwiazdy. Pan żyje panie Zelgadis ja to wiem i gwiazdy to wiedzą lecz czemu pan nie wraca? Czemu. Panienka Lina świetnie bawi się na balu, a ja spędzam bezsenne noce. Czemu pan odszedł? Czy to moja wina że pana pokochałam. Amelia zacisnęła pięść. Na swoim ramieniu poczuła rękę.
- Nie martw się Amelio. On na pewno wróci. Choć bal się kończy masz ostatnią szansę na taniec. - Amelia odwróciła się w stronę Liny a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Dziękuję panno Lino.
- Za co?
- Za to że mnie panienka nie zostawiła.
- Amelio jak mogłaś myśleć że cię opuszczę. Jesteś moją przyjaciółką.

- Cześć. - Lina widziała przed sobą małą dziewczynkę. Wszystko wokół było czarne. Lina zaczęła czuć się jak w próżni.
- Nie bój się - powiedziała mała i machnęła ręką. Nagle obie znalazły się przy wodospadzie. - Ładnie tu prawda?
- Tak ale gdzie ja jestem?
- Jesteś w swoim śnie. Masz naprawdę bujną wyobraźnię. A jakie piękne i realistyczne sny. - Lina powoli schyliła się i dotknęła tafli jeziora. Woda okazała się zimna.
- Ale co ty tu robisz.
- Ja, tak naprawdę nie wiem. Jestem tylko marą senną. A przynajmniej możemy tak założyć. Nie pytaj mnie o nic więcej tylko posłuchaj uważnie.
I am your Angel
Your hope and your safety
Be good to my or else
I live you
Alone
In the heart
Of the night

- Mam nadzieję że zrozumiałaś. A teraz żegnaj. Mam nadzieję że jeszcze się spotkamy. - w tym momencie Lina obudziła się. Co to wszystko miało znaczyć. Może po prostu zaczynam wariować. Lina opadła na poduszkę zasypiając po chwili.



Dobra to na razie na tyle. Mam nadzieję że się podoba.
Ps1. Jestem wielka.
Ps2. Jestem inteligentna
Ps3. Tylko co dalej z tym wszystkim
Ps4. Tu zostawiam wam miejsce na pytania (chwilowo) bez odpowiedzi
Autorka i spółka

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.47398200 1313937711
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!