Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Mazoku
Spadkobierca
rozdział #02
 
Treść fanfika..
Spadkobierca.- by mazoku. Część II.



II. Morze umarłych.

Ciemność... atramentowa czerń... morze chaosu. Cisza i krzyk. Wieczność i nicość. Zapomnienie i zagłada. Tron pustoty i piachu. I najwścieklejsza osoba na filarze ciemności.
- WPROST NIE DO WIARY! ZMIJA NA SERCU WYROSŁA! - krzyk samej LON przeszywał cały zamek. Była to postrzępiona budowla na pustkowiu otoczonym skałami. Pustkowie był koloru rdzy jak i niebo z czarnymi chmurami i dymem. Czuć było smołę- ZNALEŹĆ MI GO W TEJ CHWILI!!!!!!
- Ostatni raz widziano go w drodze z Liną Inverse- starszy mazoku podniósł oczy na LON- później ślad po nim zaginą.
- Więc go odnajdziemy... MASZ TRZY DNI NA DOWIEDZENIE SIĘ O JEGO POŁOŻENIU!!! NATYCHMIAST!!!- LON wstała z tronu. Miała długie włosy , ciemną suknię i wściekłe , zimne spojrzenie. Starzec wyszedł a ona cedziła jeszcze przez zęby- zdrajca.

Tymczasem w miejscu spokojnym i mogłoby się wydawać najpiękniejszym.
- Dlaczego nie chcesz porozmawiać z ojcem. Na pewno ...
- ... wyrzuciłby mnie. Jest zazdrosny o swoją " małą córeczkę". Nie dziwię się mu...- Zel delikatnie pogłaskał Amelie po policzku- porozmawiam z nim , jak sytuacja ochłonie. Na razie unika rozmowy. Ale... niedługo ulegnie.
- I co potem?
- Potem... hm. Zobaczymy^^- Zelgadiss spojrzał głęboko w oczy Amelii. Stali w ogrodzie, przy podziurawionym drzewie. Gwiazdy wzeszły, patki zaczęły śpiewać i świat odżył. Widocznie to tu było im pisane wyrażenie najgłębszego uczucia... . Tymczasem z okna w wieży.
- Gourry... widzisz to co ja? Bliskie kontakty, chyba działają Zelowi na zdrowie...
- Co to są bliskie kontakty?
- Ekhm: " gwiazdy wschodzą, ptaki śpiewają , świat odzywa".
- Gwazdy? Jest 12 po południu...
- Nie róbmy zamętu Gourry, to fik o tematyce poważnej.
Tu życie jest inne. Tu panuje niezwykła radość ducha. Święte miasto bijące białą magią. Lina czuła tutejsze powietrze, inne niż w pozostałych państwach. Pragnęła także zauważyć widoki z zamkowej wieży, ale jej uwaga rozpraszała się na całujących w ogrodzie.
- Lino, nie powinniśmy...- Gourry nie dokończył zdania. Zaraz zjawiła się Phil ze strzelbą. Namierzył, strzelił, ale nie zrobiło to wrażenia.
- Teraz to nawet oddział ich nie przebudzi- Lina zaśmiała się donośnie- ŻYCIE JEST PIĘKNE!!^^
- Jak dla kogo...- Phil spuścił broń.

Jak dla kogo... co racja, to racja. Val zmęczony i spocony stał głośno oddychając. Był już pokrwawiony. Xelloss lewitował przed nim siedząc. Miał srogie spojrzenie. Co chwili strzelał z miejsca pociski w Vala.
- TERAZ UNIK!- podpowiadał. Ale nie dawało to skutku. Zrezygnowany stanął na ziemi- to będzie trudniejsze niż sądziłem.
- Proszę! Naucz mnie magii!- chłopiec miał już zalane czoło.
- Nauczę cię magii... - Xelloss podał Valowi swoją laskę- jeśli samą wolą przełamiesz ją na pół.
- Na pół... ĆWICZMY !!
Xelloss odwrócił się ściskając laskę. Zwrócił się później do Vala z lekkim uśmiechem.
- no to chodźmy.
Minęły trzy dni. Na zamek w Sayllun napadła rzesza mazoku. Na nic zdały się protesty. Lina Inverse wraz z wszystkimi przyjaciółmi została uprowadzona do siedziby mazoku. Krew lała jej się jeszcze z czoła, wściekłość w spojrzeniu i żądza zemsty przemawiały przez nią. Za nią kroczył Gourry z pękniętą zbroją. Jeszcze dalej Zelgadiss z nadciętą prawą ręką oraz Amelia. Jak to się mogło stać? Pokonali tylu wielkich mazoku. No tak, ale oni byli jedni... jeden człowiek nic nie zdziała przeciw 1000 mazoku. Nic. Tylko może bezsilnie płakać. Szli tak w ciemności pod rdzawym niebem. Doszli do siedziby samej LON. Zaprowadzono ich prosto do sali tronowej.
- Lina Inverse...- siknęła jak tylko ujrzała rudą nastolatkę- nareszcie. Po tylu latach...
- Mnie się wydaje, że krócej- lina docięła swoim zwyczajem- twoi ludzie okazali nam niegrzeczność napadając bez zapowiedzi. Mazoku tak nie postępują.
- A skąd ty możesz wiedzieć jak zachowują się mazoku?
- Hmm... sore wa himitsu desu.
- Tak... Xelloss... zdrajca...
- Lino- Zel zwrócił się cicho do Liny- kończmy to, lepiej przejdźmy do sedna.
- Masz rację Hej pani koszmarów! Dlaczego nas tu przyprowadziłaś???
- Jak ty się zwracasz...- strażnik , który to wszystko słyszał zaczął karcić Linę.
- Nie czekaj... ona tak zawsze. Więc dobrze. Wyjaśnię ci pewną sprawę. Spójrz za okno. Ciemność. To tu rodzą się mazoku. Każdy wielki mazoku ma dwóch podwładnych. Tak to już jest. Jeden do wojska, drugi do zleceń. I widzisz- Mój sługa mnie zdradził... ale ty...- LON zbliżyła się do Liny niebezpiecznie- powiesz mi gdzie on jest... albo uśmiercę jednego z was... a potem drugiego... trzeciego...
- Xelloss nie było z nami- Lian zaczęła kombinować- sama wiesz, że chodzi własnymi drogami.
- Fakt... zabicie was teraz dużo mi nie da... ale ... przecież ostatnio mieliście koleżankę smoka... gdzie mogę go znaleźć?
- Nie mam pojęcia.
LON podeszła z spoliczkowała Linę, aż jej krew wypłynęła z ust.
- No mów... mnie też to męczy...
- Nie... nie mam pojęcia... nie będzie go tam... on jej nienawidzi...
- HA! Nienawidzi. Mazoku nie znają takiego słowa... to co nazywacie nienawiścią, to nasze dzienne odczucie, jak dla was głód. Kiedy kogoś widzimy, znienawidzimy go od razu. Jeśli coś czujemy... - LON zamilkła - ech... wiesz Lino, to nie taki łatwe. Mazoku nie powinny mieć uczuć... Xelloss to... eksperyment.
- Eksperyment…
- Tak… bardzo ważny. Kiedy widziałam te wszystkie przyziemne, słabe mazoku, pragnące świata, zamarzyła sprawdzić, czy mazoku o największej mocy jest w stanie zaniechać takiego czynu. Ale trzeba było stworzyć go inaczej. Wszystkie mazoku są wyssane z uczucia moralności- dlatego dążą do celu po trupach... a żeby mój sługa mógł zdecydować, co zrobi ze swoją mocą dałam mu jedno ziarno człowieczeństwa i moralności... nie zdziwiło cię nigdy, dlaczego Xelloss zabija kiedy musi, a nie kiedy chce?
- To... niewiarygodne...- Lina upadła na kolana. Taka jest prawda? Niemożliwe. Nie szło to uwierzyć. Te jego zastanawianie się, kodeksy honorowe, ucieczki. To wszystko przez jedno ziarno... to dlatego ta trudno oddzielić go od ludzi.
- Tak...- LON zaśmiała się- ludzie go nie rozpoznali, bo sami najczęściej nie mają moralności... DO LOCHÓW Z NIMI!!! Generale. Pójdziesz i odnajdziesz dom jedynego złotego smoka. Za wszelką cenę.
- Tak jest.
- NIE!- Lina krzyczała- Nie możesz tego zrobić!
- Ja w przeciwieństwie do nieudanego eksperymentu nie posiadam ziaren... he, he, he...
Tymczasem z dala od ciemności, na łące Val odpoczywał z Xellossem po nauce.
- Wujku...- Val usiadł na trawie- zostaniesz u nas, prawda?
- Ech- Xelloss westchnął ciężko- nie... nie mogę. Niedługo musze wracać.
- Nie! To dlatego, że nie potrafią złamać laski... prawda?
- Nie, nie dlatego. Mam obowiązki. Trudne obowiązki.
- A... a co z mamą? Jak ty odejdziesz, a ja zacznę trenować, znowu będzie sama...
- Val, nie martw się. Ona nigdy nie będzie sama.^^- Xelloss wstał- idziemy ćwiczyć.
Filia spojrzała przez okno. Val znowu ładował energię. Myślała sobie " tak synku, teraz trafisz". A i tak chybiał, ale z każdym dniem mniej. Laska Xellossa uginała się pod wpływem jego mocy, lecz nie łamała. Potrenuje, a się uda. Filia nie wiedziała, dlaczego cieszy się z tej nauki. Cieszy się, że robi posiłki dla trojga, nie dwoje. Sąsiedzi przychodzą teraz i pytają " a gdzie się podział ten przystojny młodzieniec, co wczoraj...", a ona dumne odpowiada, ze trenują z synem. Xelloss jest pomocny w wielu sprawach. Takich jak naprawienie dziurawego dachu ( o mało się wtedy nie zabił^^ '' '' ) , albo wytłumaczeniu synowi algebry. Zawsze zostawia jej kwiat na krańcu stołu, a kiedy sprząta po śniadaniu, zawsze go znajduje. Jest jej tak niesłychanie dobrze, że pragnie, aby ten trening nigdy się nie kończył.
Tego wieczoru nagle przyszła wiadomość do Xellossa. Przysłał ją czarny kruk., Nieszczęście.
- niemożliwe...- Xelloss zgniótł kartkę- LON wysłała za mną pościg... zamordowali już mieszkańców pięciu wsi.. będą tak długo niszczyć aż mnie znajdą... pięć tysięcy zamordowanych... morze krwi... nie mogę tu zostać, przyjdą za mną. Uryjcie się, nie mogą was znaleźć. Inaczej dołączycie do zamordowanych- Xelloss westchnął- zabijanie to nasza rozrywka dzienna... nikomu nie pozwolę zabawiać się moim kosztem.
Xelloss spojrzał poważnie na Filię i Vala. Posmutniał i wpatrzony w ziemię powiedział.
- Do zobaczenia... jeśli będzie nam dane...
Znikł. Val zaczął wołać jego imię. Ale na jego miejscu pozostał tylko mały kwiat, który trzymał w kieszeni. Filia podniosła go i popłynęły łzy.


C]D]N

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.78178300 1276788264
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!