Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Iris Himitsu Ryu
Wybrancy
rozdział #02
 
Treść fanfika..
Wybrańcy:

II

- Kelner prosze kawy! - rozlęgł sie cichy głos w karczmie. Zelgadis siedział sam przy stole i
właściwie sam w całej karczmie (nie licząc kelnera oczywiście ;)). Lina i Gourry napchali sie
wieczorem (czyt. pożerli wszystko co zjadliwe w karczmie) i teraz odsypiali "przekąske" na
górze. Spotkali Zela kilka dni wcześniej cztery lata się nie widzieli, to znaczy Lina i Gorry
podróżowali razem widując czasem Amelie która była np. w trasie w jakichś sprawach politycznych
i przypatkiem zachaczyła akurat o wioske w której akuratnie buszowali, ale poza tym przyjaciele
sie nie widywali. Więc gdy spotkali kilka dni wcześniej Zela postanowili, że razem z nim odwiedzą
Amelie. Filie też chcieli, ale była jedna przyczyna przez którą nie mogli. Nie wiedzieli gdzie
mieszka.

********

Do karczmy wpadł mały, zielonowłosy chłopiec.
- Mamo. - pisną potykając się i upadając. Z jego oczu popłynęły łzy. Podszedł do niego kelner
idący właśnie z tacą do stolika.
- Coś się stało? Zgubiłeś sie ? - spytał chłopca.
- n..nie - odpowiedział chłopczyk ocierając łzę. - Ale...... -zawachał sie - umie pan zucać caly?
Na psykład uzdlowienia? - wypalił nagle.
- Nie - odpowiedział spokojnie kelner. W oczach małego zgasła iskierka nadzieji.
- Jednak... - zaczą kelner kiedy zobaczył zawód w oczkach malca. - myśle, że człowiek siedzący
w rogu zna magie....może ci pomoże. - powiedział po czym wstał i zaniusł filiżanke klijentowi.
Mały podbiegł do mężczyzny siedzącego przy stole.
- Pseplaszm panie? - powiedział cichutko.
- Tak? - Zelgadis odwrócił głowę. I zdziwionymi oczyma popatrzył na chłopczyka. - Nie powinieneś
być w łożku mały? Niebezpiecznie włuczyć sie po nocach. - powiedział wciąż ze zdziwieniem.
Wtedy dostrzegł, że coś błyska na policzku malca. To była łza.
Mały pokręcił głową i gwałtownie ją podniusł. - Cy pan umie caly uzdlowienia? - pisną, oczy jego
były czerwone od płaczu.
Zel uniusł brew z jeszcze większą ciekawością. - Owszem. - przytakną. - Ale nadal cie nie... -
nie dokończył bo chłopczyk mu przerwał.
- Wienc....wienc ulatujes moją mame? Uzdlowis ją? - powiedział cicho.
Zel gapił się w kawę. Nagle dygną czując że jest sztyletowan przez pełen nadzieji wzrok chłopca.
- Słuchaj... - zaczą troche niepewnie Zel. - ....powiedz mi najpierw co sie stało.
Mały już miał otworzyć usta, ale nie zdąrzył. Na górze coś huknęło i tynk posypał sie im na
główki.
- Ktoś puścił fireballa. - szepną maluch.
- Oho, obudziła sie. - mrukną dosiebie Zel po czym zwrócił sie do chłopca. - Znasz magie? -
spytał.
- Tak panie. - odpowiedział zielonowłosy dzieciak.
- A ile ty masz lat, co? - spytał zaskoczony Zel patrząc na chłopca który sięgał mu co najwyrzej
do uda.
- Ja, panie ctely. - powiedział malec.
" Kórcze, ja w jego wieku nawet nie wiedziałem co to magia a od niego czuje bardzo potężną siłę."
pomyślał z przerażoną miną.
- Dlaczego więc sam nie uzdrowiłeś matki? - spytał nagle. Mały posmutniał.
- Poniewas mama jesce mnie tego calu nie naucyła....nie było potseby. - odpowiedział.
Na dół zeszła Lina i Gourry.

********

- Więc kim on jest? - zwruciła sie Lina do Zela ten wzruszył ramionami.
- Ja .... - zaczą nieśmiało chłopczyk. - psybyłem tu zeby plosić o pomoc panienko....
- Pomoc? - spytała Lina. - Jaką pomoc? - tu zwróciła sie do Zela.
- On chce żeby mu uleczyć matke. Tylko jeszcze nie powiedział co jej jest. - mrukną Zel.
- Ach tak..więc mały mów co sie stało.... - wzdechnęła Lina i popatrzyła na małego który teraz
stał jak w transie.
- cujecie?..... - spytał cicho reszte.
- Hę?! - Lina i pozostali nie czuli nic niezwykłego.
- Jakaś potenzna moc... - szepną mały.
- Ty..ty znasz magie?? - Lina ze zdiwieniem popatrzyła na Zela ten kiwną głową. - Niesamowite...-
powiedziała cicho.
- Też nie mogłem uwierzyć.... - powiedział Zel.
- Eeee...Lina? -spytał nagle Gourry.
- Czego?! - warknęła.
- Co w tym dziwnego że ten mały umie ty i Zel też znacie magie?
- Ty pacanie czy ty widzisz ile to dziecko ma lat?! - wrzasnęła Lina.
- NNNoo....hm, hę tak na oko to wygląda na cztery. - powiedział Gourry robiąc powarzną minę.
- ty pajacu bezmózgi ty..... - w oczach Liny pojawił sie niebezpieczny błysk.
- Teraz patrz i ucz sie mały jak robić dobre fireballe. - mrukną Zel do chłopca.
- Ale.... - cłopczyk nie rozumiał Zela ale nie trawał w tej niewiedzy długo bo....
- fireball! - krzyknęła lina. - Może to cie nauczy ty bezmózga amebo!!
- Ale panienka lobi fireballe!! - w oczach małego było widać zachwyt.
- Nie ma co zdolniacha ze mnie!!! - krzykneła Lina nie kryjąc swojego samozachwytu.
Wszyscy zaliczyli glebę.
- znów ta moc......ona gdzieś tu jest....tam! - wszyscy ucichli chłopiec wskazywał najbliższe
drzewo. Lina podbiegła w to miejsce i aż wisnęła na widok tego co zobaczyła.
- Lina!! - krzykną Gourry który już przygotowywał sie wmyślach do ataku.
- Po co on chce to atakować......jeszcze nie wie co to jest? - zapytał sam siebie mały który
sie temu przyglądał z boku.
- Hę? - spytał go Zel nie wiedząc o co mu chodzi. Zdziwiły go słowa małego, bo Gourry wcale nie
zaczą jecze wyjmować miecza. Nagle usłyszał wybuch.
- fireball! Xell nie waż sie mnie więcej tak straszyć!! - krzyczała Lna. Na drzewie siedział
rozbawiony Xellos popijając herbatkę. Nagle aportował sie do nich na ziemie.
- To ta siła...- szepną malec. Xell otworzył oko i odwrucił sie spoglądając na malucha.
Ten cały trząsł sie z zimna.
- Zimno ci? - spytał łagodnie, jakby miał z dziećmi do czynienia na co dzień.
- Tak panie. - szepną mały. Xell pogłaskał go pogłowie. Kiedy go dotykał przeszedł go dreszcz.
- Masz mały napij sie herbaty. - Xell podał mu filiżankę uśmiechając się. Mały niepewnie wziął
gorący napój i zaczą pić.
- Co wy robicie z małym dzieckiem w środku nocy na podwurzu? - spytał ostro patrząc na Line.
- Hej, Xell ty nam lepiej powiedz co TY tu robisz!! - odgryzła sie mu Lina.
- Sore wa himitsu desu. - to mówiąc Xellos znów przybrał codzienny, szwindlowy uśmiech.
Wszyscy glebneli.
- Mógłbyś chociasz wymyślić coś innego nic sie nie zmieniłeś! - powiedziała Lina
otrzepując sie z Ziemi.
- Ty też nie..... - Xell zatrzymał wzrok na klatce piersiowej Liny która sie wcale nie zmieniła.
- Wiesz Xellos jak możesz poruszać tak drażliwy temat. - Lina wyglądała na obruszoną.
- Więc co to za dziecko? - spytał Xell zmieniając temat.
- Chce żeby mu uratować matke bo chyba jest chora. - odparł prosto Zel.
- Aha. - namyślał sie Xell.
- Pan ma duzą moc, moze pan moze pomóc? - spytał nieśmiało mały.
- Niesamowite.... - szepną xell bezgłośnie, poczym dodał zwracając sie do chłopca. - Niestety
przykro mi ale nie moge ci pomóc nie dysponuję białą magią. - mały posmutniał. - Jednak Lina na
pewno ci pomoże. - to mówiąc Xell uśmiechną sie do niego. - A teraz powiedz co jest twojej
mamie. - dodał szybko.
- Wienc.....- zaczą powoli zielonowłosy - mamusia od kilku dni lobiła sie colaz słabsa. I..i..
nazekała na ból pleców, pewnego dnia zobacyłem na jej plecach dwie oglomne blizny one stlaśnie
mamusie piekły, nie mówiła tego ale ja wycytałem to w jej myślach. To musiał być oklopny ból.
Mamusia płakała kiedy myślała ze nie patse ale ja widziałem. Dziś w nocy sie obudziłem posłem
do mamy bo miałem zły sen a... - tu przystopował, po jego policzkach spłynęła łza. - a gdy wesłem
mama lezała na ziemi spocona, powiedziała ze boli ją i zamknęła ocy....nie wiem co sie jej stało.
Postanowiłem znaleść pomoc i znalazłem was..... - mały zaczą chlipać. Podszedł do niego Xell.
- No już... twojej mamie napewno nic nie będzie. - powiedział delikatnie. Wszyscy sie na niego
gapili ze zdumieniem. Mały przestawał płakać.
- Ty Xell, ty to masz podejście do dzieci... - dziwiła sie Lina.
- Może to jego. - naigrywał sie z niego Zel. Xellos popatrzył na niego bokiem.
- Pan...pan nie jest człowiekiem plawda? Pan jest mazoku dlatego nie może pan pomóc mamie mam
lacje? - spytał nieśmiało chłopiec ocierając łzy ze złotych oczu. Wszyscy wybałuszli na niego
gały no poza Gaurrym który postanowił sie zdrzemnąc bo i tak nic nie rozumiał. Tylko Xell
pozostawił na twarzy powarzną minę i otworzył jedno głębokie jak morze chaosu, ametystowe oko.
- Bystry z ciebie chłopiec - pochwalił go Xell - ale nie martw się ja napewno nic ci nie zrobie.-
na jego twarzy znów zagościł szwindlowy uśmiech. - Tak wogóle nie przedstawiłem sie nazywam sie
Xellos Mettalium, a ty jak sie nazywasz? - reszta także sie przedstawiła i czekała na wypowiedź
złotookiego.
- Ja....ja nazywam sie Valteria. - odpowiedział pospiesznie, jąkając sie Val. Xell dygną.
- No jasne, to dlaczego sam na to nie wpadłem... - mamrotał Xell.
- Co ty tam gadasz Xellos? - spytała Lina nie bardzo pojmując jego słowa.
- Nieważne, zaraz zrozumiecie. - Xell machną nieznacznie ręką. - No więc Val.....moge tak ci
mówić, mały ?
- Tak pse pana Xellosa. - odpowiedział Val.
- Mów mi poprostu Xellos, dobrze? - Xellos uśmiechną sie do niego.
- Dobze. - mały kiwną głową.
- Więc Val powiedz jak sie nazywa twoja mamusia... - tu Xell odwrucił sie do reszty i otworzył
oczy.
- Wienc mamusia sie nazywa Filia ul Copt. - Xell sie uśmiechną z satysfakcją innym opadły szczęki.
- Ty Lina to znaczy że to Filii dzieciak i ona nas na wesele nie zaprosiła?! - wypalił Gaurry.
- Ty idioto!!! To ty wiesz co to wesele?? - spytała zaskoczona Lina.
- Oczywiście że wiem to jest taka darmowa WYŻERKA na której trzeba być ładnie ub..... - Gaurry
przerwał widząc minę Liny.
- Ty obślizgła galareto!!!! Ten dzieciak tutaj to odrodzony Valgarv którego jajo filia wzięła
po walce....
- Valgarv gdzie ?!! broń sie! - Gaurry spytał wyciągając miecz i rozglądając sie. - Lina tu go
nie ma!!!...-wszyscy glebnęli oprucz Xella który zgadywał Vala żeby nie słyszał o czym mówią.
- Dlaczego panienka zuca w pana Gaurry'ego fireballami, Xellosie? - spytał Val.
- Ponieważ Lina jest troche nerwowa. - szepną Xell przybierajączwykły wyraz twarzy.
- Mamusia mi mówiła o tym co powiedziała panienka Lina. - oznajmił cicho Val. Wszyscy ucichli.
- J...jak to? - spytała Lina inni też sie zaciekawili
- Więc co ci mówiła Filia?? - spytał Xel otwierając oko.
- mamusia powiedziała ze był taki smok z mojej lasy ktuly baldzo cielpiał w zyciu i postanowił
ze zniscy świat bo jest tu za dozo zła i dla tego wezwał ciemnego lolda Dalk Stala
(chodzi o Dark Stara ) i powiedziała ze dzieki temu ze go pokonała z pomocą psyjaciół ludzi
i jednego mazoku ja sie ulodziłem....... - powidział. - Dziękuje wam!
- Za co nam dziękujesz? -spytał Zel.
- Wiem ze to wy byliście tymi ludżmi a ty Xellosie tym mazoku. - powiedział cicho mały.
- Hej Val nieładnie czytać w myślach ludzi!! - powiedział Xell.
- Pseplasam Xellosie.....no to pomoze panienka mamusi? - spytał.
- Niestey nie mogę.... - odpowiedziała smutno Lina.
- Widzisz Lina nie może uleczyć smoka nie ma takiej mocy..... - powiedział Xellos.
- To co ja telaz zlobie ? - oczy Vala znów napełniły sie łzami.
- Nie płacz...chyba wiem co trzeba zrobić. - Xellos kucnął przy nim i wyciągną książke ( taką
niebieską wszechwiedzącą.) - widzisz tu jest !! - Xell pokazał palcem miejsce w książce.
- Eeeee.....pseplasam Xellosie ale ja nie umiem cytać... - mały ściszył głos rumieniąc sie.
- aaaa no tak...- powiedział Xell reszta glebnęła. - W każdym razie jest tu napisane że smoka
może uzdrowić tylko kapłan lub kapłanka ceniący sobie te wartości co smoki jest to miłość
sprawiedliwość i pokój.......tak więc...- tu przerwała mu Lina.
- Tak więc ruszamy do Amelii...... - krzyknęła.

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.59369700 1314532615
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!