Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Kanti Metallium
Mei`an
rozdział #24
 
Treść fanfika..
Ranyyyy...kiedy ja to skończę...?


Mei'an 24 - Rozjaśnij swe myśli.


Filia odwróciła się powoli. Przygryzła wargę. Xelloss stał za nimi, wyglądał blado,ale był cały i zdrowy. Powstrzymała się przed uśmiechem.
On był mazoku.
Zabił jej rodzinę.
Ale...
-Gdzieś ty był do cholery?!!!- Wrzasnęła i rzuciła się na niego Lina. Mazoku cofnął się o kilka kroków.
-Spoko,spoko...-zaśmiał się.-Zelas nagle mnie potrzebowała, ale to nic ważnego...jestem z powrotem,a co Sznureczku stęskniłeś się za mną?- Lina odepchnęła go zamaszyście.
-Spadaj idioto, ja w takich nie gustuję...- Amelia spojrzała na Gourrego, który gapił się na słońce. Westchnęła.
-Xelloss'ie, właśnie co z tym słońcem? - Otworzyła szeroko swe błękitne ślepia.
-Nie mam pojęcia Ame, nie potrafię przewidywać tego co zrobi Stumble. -Zmrużył oczy.- Jestem tym razem niewinny. Sam byłem zaskoczony,a jak widać nasz kolega po prostu się nami ba...-Zamilkł. Jego ramię przeszył zielony promień. Jęknął z bólu i podtrzymał się ręką żeby nie upaść. Wszyscy obejrzeli się w tamtą stronę. Zobaczyli dziewczynkę. Dziewczynkę o wielkich czerwonych oczach i fioletowych włosach spiętych w dwa luźne kucyki. Uśmiechała się. Lina poczuła ,że nie może się poruszyć .
-Xell...to nie jest Stumble,prawda? Powiedz,że nie!!! -Mazoku przeniósł swój wzrok na dziecko.
-Nie sądzę...-Sapnął. -Na pewno wyczułbym jego moc. Ale ta dziewczyna...to dziecko... jest...-Uśmiechnął się z goryczą. - Obawiam się, że jest czymś słabszym...a zarazem silniejszym.-Spojrzała na niego przestraszonymi oczami.
-Dlaczego to coś przybrało postać LUNY?!!! - W rękach Zelgadis'a pojawiła się jasna kula energii.
-Lina...wyjaśnienia odstawmy na potem. BOMB ROD.-Kula zamieniła się na ognisty bicz skierowany w dziewczynkę. W jej oczach zaszkliły się łzy.
-Do diabła!-Rzucił mazoku i teleportował sie przed dziecko. Rozpostrał ręce przed siebie.-Balus Wall.-Wyszeptał. Pojawiła się wokół nich czerwona przeźroczysta ściana. Bicz został zablokowany.
-Co ty robisz?!!! -Zelgadis formował w rękach kolejne zaklęcie.
-Ciebie się pytam, nie widziałeś takiego stworzenia na oczy,a rwiesz się jak do wilkołaka.OPANUJ SIĘ!!! -W tym momencie przeszyła go kolejna wiązka. Tym razem skierowana w nogę. Opadł na kolana i spojrzał do góry.-Lina, ty musisz je zabić. Obiecuję,że Lunie nic nie będzie. Masz moje słowo. -Przymknął oczy i zniknął.
-Lina zrób to! - Filia odwróciła się do czarodziejki.
-Zwariowałaś? To moja siostra!-Smok podskoczył do niej i potrząsnął ją za ramiona.
-TO NIE JEST TWOJA SIOSTRA! POŚPIESZ SIĘ CHYBA,ŻE CHCESZ ŻEBY TO COŚ NAS POWYRZYNAŁO NA MIEJSCU!!!- Krzyknęła jej prosto w twarz. Lina zacisnęła pięści.
-Nie.
-CZEMU?-Smok otworzył szeroko oczy. Nic się nie odezwała.
- Nigdy nie karz mi robić takich rzeczy. Dobrze wiem,że to nie moja siostra.-Zamknęła oczy. Dziecko włąśnie podniosło dłoń do góry formując kolejną wiązkę. -DISFANG!!!-Wrzasnęła. Po chwili pojawił się czarny smok, który przykrył dziewczynkę. Po chwili go nie było. Lina opadła na beton. Zaczynało ją denerwować, że nikt tego nie zauważa oprócz nich. Opuściła głowę.
-L...Luna...-Wysapała. Poczuła czyjąś dłoń na swojej głowie. Xelloss przyklęknął obok niej uśmiechnięty.
-Obiecałem i dotrzymam słowa.-Szepnął. Uśmiechneła się.
Przyjaciel.
Może Xell się do nich nareszcie przywiązał. Przeczesał jej grzywkę i podniósł się. Otrzepał mankiety swojej koszuli. Od powrotu z jasnego placu, był ubrany w granatową koszulę i czarne spodnie. Filia przyglądała mu się w ciszy. Prychneła z pogardą.
Valgarv odszedł.
To dobrze.
Nie chciała mnieć z obojgiem nic wspólnego.
Xelloss zadrżał na uczucia wydzielane przez smoka. Ból, niepokój, strach,ulga? Interesujące. Kolejny dreszcz, wypływało ich coraz więcej i z większą siłą. Podniósł na nią wzrok. Ich spojrzenie się spotkało. Poczuł dreszcze na ciele. Uśmiechnął się,a po chwili zaczął śmiać się w głos. To wszystko było nierealne. Złapał się za brzuch.
Nie...
...on nie mógł
..się zakochać!
Kolejna salwa śmiechu. Tym razem opadł na ziemię. Nie mógł się powstrzymać, to zabrzmiało tak GŁUPIO, że zacisnął oczy. Zaczynały łzawić z wysiłku. Drgnął.
Filia.
Czuł zranienie i ból.
Kiedy podniósł głowę, smoka już nie było.
Reszty też nie.
Pod drzewem stała tylko Amelia.
*
-Gdzie są wszyscy?- Zapytał. Zmierzyła go wzrokiem. Pokręciła głową.
-Poszli do pobliskiego hotelu. Zelgadis-san powiedział,że Val zostawił im kartę. -Spauzowała patrząc mu w oczy.- Zostałam żeby cię zaprowadzić. -Przyglądał jej sie przez chwilę i wstał z ziemi.
-Amelia?
-Tak?
-Zrobiłem coś nie tak? - Westchneła i podniosła głowę na niego.
-To nie moja sprawa,ale sądzę, że ...zraniłeś Filię.
Cisza.
-Jak to?
-Daj spokój. Masz ponad tysiąc lat,a zachowujesz się jak...
-Jak...?
-Jak ja kiedyś.- Dokończyła z nutą smutku w głosie. -Ale...zrobisz jak będziesz chciał, tylko nie zostaw tego samemu w sobie. Zadecyduj co chcesz zrobić. Odepchnij ją, albo przytul. Wszystko jedno, bylebyś nie stał bierny.-Zatrzymał się. Amelia zdziwiona odwróciła głowę.
-Amelia czy ty mi sugerujesz, że ja...-Uśmiechneła się.
-Tak, Xelloss sugeruję ci, że ją kochasz.
*
Ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył .W gruncie rzeczy nie wiedział co powiedzieć. Zaśmiał się lekko.
Amelia nie miała racji.
Uśmiechnął się na ta myśl i wszedł do kawiarni na dole. Równolegle obok siebie stały bukowe stoły z krzesłami z wyrzeźbionymi motywami roślinnymi. Podniósł głowę wysoko do góry. Ogarnął go dziwny spokój i samozadowolenie. Skarcił się w duchu i westchnął siadając przy stole. Podeszła do niego kelnerka.
-Mocną kawę proszę.- Pochyliła się lekko.
-Ciężka noc prawda?
-O tak. Pani też?
-Nie, ja czasem nie mam co robić nocami.
-A nie śpi pani? Cierpi pani na bezsenność? -Uśmiechnęła się z powątpiewani.- Jestem homeopatą, mogę pani pomóc, zaraz gdzieś tu powinienem mieć recepty...- zaczął grzebać sobie po kieszeniach. Kobieta podniosła oczy ku niebu i westchnęła mamrocząc coś o dzisiejszych mężczyznach. -Echinacea pomoże? Wzmocni się pani trochę,a może jest pani niedotleniona? Często wychodzi pani na dwór? -A może przydałby się pani seksuolog albo psycholog? Dodał w duchu ze złością. Pokręciła głową.
-Jakieś ciastko?
-A co macie?
-Sernik,Tiramisu i Pączki.-Uśmiechneła się sztucznie.
-Poproszę o Tiramisu, a na pewno nie przyda się recepta?
*

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.31057400 1276784123
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!