Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Kanti Metallium
Mei`an
rozdział #29
 
Treść fanfika..
uprzedzam,że to jeszcze nie koniec,tak łatwo się mnie nie pozbedziecie^^
kanti_metallium@wp.pl


Mei'an 29 - Zadziwiasz mnie chodź tak dobrze się znamy.


Spojrzał do góry. Czyli już. Pojdyńcze zakrzywione linie układały się na kształt koniczyny.
Dzieci szczęścia.
Jednak Tadao miał rację, Clover site to była odpowiednia dla nich nazwa.
-Xelloss...-Ocknął się i spojrzał na dół. Smok wpatrywał się na niego zmęczony. Była bardzo blada, Stumble unosił się lekko obok nich. Cała drżała i ledwo stała na nogach. Dotknął jej ramion.
-CO JEJ ZROBIŁEŚ?!!!- Ciemnobrązowe oczy jej matki straciły swój pierwotny blask. Nabrały granatowej barwy.
-Beastpriest...-Wysyczała. Na jej twarzy był okropny uśmiech.-Złamałeś "obietnicę"...-zadrżał lekko,spojrzał na smoka ,którego wcześniej przygarnął do siebie.
Nie drżała.
Pustka.
Jedyne co mógł odczuć w tamtej chwili.
Zanim otoczyło go zielone światło.
*
Padał śnieg. Wszystko było białe.Słońce dawno już zaszło. Płatki śniegu sypały ze wszystkich stron zatrzymując się na pierwszej napotkanej płaszczyźnie. Każdy centymetr jego ciała przenikało przeraźliwe zimno.
Nie chciał otworzyć oczu. Nie chciał wiedzieć,że jest sam pośród wszystkich naokoło.
Wszyscy,a jednak sam...
Bał się. Naprawdę się bał...to uczcie tyle razy Beastmaster próbowała z niego wyprać.
Poczuł ciepłe opuszki palców na swojej twarzy. Zciągnął brwi.
-Fi...?
-Nie to ja, Deo...-Zamarł na chwilę. Nie chciał zadać tego pytania.
-Gdzie jest Filia?-Wycedził przez zęby.
-Nie wiem braciszku.-Jej słowa były nienaturalnie ciche i jakby czymś tłumione. Otworzył oczy.Podniósł rekę do góry. Jego ciało było niebieskie od zimna.
Ile godzin leżał?
A może dni?
-Gdzie są inni w takim razie?-Zdawał się jej nie zauważać,tylko głucho zadawał kolejne pytania.Zniżyła wzrok.
-Zostali teleportowani daleko od ciebie,ale...nie wiem gdzie są. - Mała elfka ukucnęła obok niego. Jej długie kucyki opadały jej przez ramiona.
-Ty czegoś nie wiesz,weź...-Złapała go za koszulę, teraz już przesiątkniętą od śniegu.
-XELLOSS OCKNIJ SIĘ!!!-Wrzasnęła tuż przed nim. Nie poruszył się.
Miał dość.
Chciał pokonać Stumble ładem,jako, iż on powstał z chaosu,ale...
...teraz było jeszcze gorzej.
-Deo...znajdź Valgarv'a...wiesz,że on nie może umrzeć...rozkaz-Nastała chwila ciszy.Zamknął oczy, był za słaby...usłyszał szelest śniegu obok siebie.
-KRETYN! IDIOTA! CHAM! -Wrzeszczała na niego. No proszę,mały elf,a taki wygadany. Nie uśmiechał się, ten komentarz wyszedł raczej z przyzwyczajenia niż chęci. Zacisnął biały puch w dłoni. Nagle poczuł jakieś ciepłe ręce zaciskające się na jego szyi.
-Chcesz mnie...?
-Słuchaj parszywy śmieciu,-przerwała mu, nie, wbrew pozorom nie miała zamiaru go udusić, nie był tego wart.- zabiłeś całą populację ognistych smoków, prawda? Prawda. Czemu to zrobiłeś? Czemu? Bo chciałeś jednego ocalić, mimo,że później już zapomniałeś wciąż wiedziałeś ,że NIE możesz rozbić tamtej świątyni. Tylu zginęło ,zatuszowałeś sprawę dla Zelas,a teraz...a teraz...zachowujesz się jak...jak...-Zacisnęła oczy.-...jak Shiro.-Parskneła.-Ona też była bierna, ona też nie mogła dotrzymać swoich obietnic,ona też...ona też kogoś KOCHAŁA, ale nie potrafiła tego okazać,i co? I nie powiedziała tego do końca życia, ginąc mu na ramionach, chcesz zrobić to samo? Nie jesteś wart tego smoka, nie jesteś wart jej dotyku i śmiechu. Jeśli chcesz...zdychaj sobie na śniegu może cię odkopią za kilka milionów lat jako potomka mamuta. Wstawią cię do muzeum, tylko później...będziesz okazem...
...a nie człowiekiem jak do tej pory.
*
Deo szła przed siebie. Miała głowę wysoko w górze. Nie płakała, nie miała teraz czasu.
*
Później nic nie słyszał. Musiała odejść. Bardzo dobrze, nie mogła przeciwstawiać się jego roskazom, to nie ulegało wątpliwościom.
"jej dotyku i śmiechu"
Nieźle mu nawrzucała, ale...jakoś nie był zły. Może mu się należało, może miała rację.
Może... potrzebował kogoś kto w końcu powiedziałby mu prawdę.
"...człowiekiem jak do tej pory..."
Był jak człowiek? Miał wątpliwości, lęki, bał się o Filię. Czuł się tak dwa razy w życiu, najpeirw kiedy spotkał Tadao i Shiro, kiedy zapomniał znów był mazoku, potem po spotkaniu z Fi.
Filia.
Zacisnął zęby i próbwał wstać. Musiał wstać. Całe ciało go bolało . Czyżby Stumble poranił go przed końcem?
Nie to przez tą cholerną "obietnicę",a skoro wciąż oddycha ona też musi żyć, nie ma innego wyjaśnienia.
Jest nadzieja.
Syknął z bólu. Nie krwawił, nie miał krwi. Z trudem usiadł. Nie miał dość sił na teleportację. Co dopiero jakieś zaklęcie.
Ale musiał sobie poradzić, choćby miał umrzeć.
Musiał. Przytrzymał się ręką za sobą. Rozejrzał się. Był w jakiś lesie, z tego co nauczył go Tadao to sądząc po zmyśle była jakaś trzecia w nocy.
Wszystko stało się tak szybko.
Tadao też nie było. Złapał się za gałąź pobliskiego drzewa i wstanął z sykiem bólu. Gdzie był? W Kanadzie? Może, ale gdzieś na północy.
Dynast.
Czy Lord mi pomoże?
Pokręcił głową. Ciekawe czy Zelas jest na Wolf Pack Island?
Zaraz...Dynast powiedział,że będzie jego dłużnikiem, prawda? Za to,że go ostrzegł i mógł zabrac Dolphin, czyli...
Oparł się o pień drzewa i spojrzał w niebo.
-Proszę...-Wyszeptał i od nowa zaczął uczyć się chodzić, tym razem ignorując ból.
*
Valgarv siedział na drzewie. Spoglądał na to co miał przed sobą. Czyli pokonali Stumble, czyli tylko czekać na Tadao jak się zjawi i już będą w domu.
Wszystko takie proste.
Doskonale wiedział,że elfka będzie go szukać. Nie miał zamiaru na to zwracać uwagi. Nie pozwoli jej na to, ostatnio o mało co nie rozwaliła Tokio. Uśmiechnął się lekko. Bolaął go głowa, nie mógł się za bardzo ruszać, bo znów...nie był ranny fizycznie. Xeloss go odepchnął,żeby...
Właśnie, czemu on go odepchnął?
Później zobaczył tylko zielone światło i tyle. Zesokczył z drzewa, teraz znajdował się na dole po kolana w śniegu. Zamruczał lekko.
To tak jakbym wrócił w rodzinne strony...
Nie trudził się, nie sciągnął koszuli, napis "GAP" został rozszarpany przez dwa czarne skrzydła. Syknął z bólu,ale po chwili uniósł się w powietrze. Było samo południe. Słońce świeciło tuż nad jego głową.
Chciał znaleźć smoka.
Nic.
Nic nie poczuł, musiała zdjąć opaskę... albo ktoś to zrobił.
Nieprzyjemny dreszcz przebiegł jego ciało.
Trzeba się pospieszyć.
*







   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.51039600 1313894195
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!