Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Natli
Gdyby Xelloss mial siostre to
rozdział #03
 
Treść fanfika..
Minęła ilość czasu wystarczająca na dotarcie do miejsca znajdującego się godzinę drogi do Amer. Miejsca które najlepiej określałoby słowo"pustka". Dookoła szlaku rozciągały się łąki porośnięte niską trawą. Żadnego drzewa, ani krzewu. Żadnego głazu. Niczego. Jednostajność krajobrazu odbiła się na nastrojach. Szczególnie zaś na nastroju Liny, która jak okiem sięgnąć nie mogła dostrzec żadnej gospody, ani tawerny. Żadnego żarcia. Nigdzie. W powietrzu czuć było burzę. Ścieżka prowadziła teraz wzdłuż głębokiej rozpadliny, którą, gdyby byli świeżo po spr. z gergrafii określiliby mianem rowu tektonicznego. Ale nie byli. Rozpadlina była rozpadliną. Bardzooo długą rozpadliną ciągnącą się aż po choryzont. W żadnym wypadku nie będącą urozmaiceniem widoku.
-MAM DOŚĆ!!! CHCĘ JEŚĆ!!! - senny nastrój został brutalnie przerwany wrzaskiem Liny. Valteria, który miał pecha znaleźć się najbliżej miejsca wybuchu, skrzywił się ze złością. Pierwsza błyskawica przecięła niebo.
-Czy ty zawsze jesteś taka nienażarta?!
- __-__ Słu...słucham?
Zagrzmiało, po czym za pierwszą błyskawicą błysnęły dwie następne. Powiał wiatr.
-Mogłabyś przynajmniej zachować te wrzaski dla siebie! - Valowi, podobnie jak Linie miejsce działało na nerwy.
-FIREBALL!!!
Valterię zrzuciło z konia. Gdy upadł krzyknął i zaczął się zwijać w paroksyzmach bólu.
-Co mu zrobiłaś?!
-To nie ja!
Burza rozpętała się na dobre. Nie wiadomo skąd w powietrzu zaczął unosić się delikatny zapach kwiatów. Oczy Mervi rozszerzyły się z przerażenia. Zeskoczyła z konia, przypadła do Valterii i szybko szepcząc coś w niezrozumiałum języku przyłożyła ręce do jego piersi. Ręce eksplodowały ciemnością. Równocześnie ciało Vala zajaśniało światłem. Jedynie Lina i Xelloss zorientowałi się co się dzieje. Przez krótką chwilę przeciwstawne siły spierały się ze sobą, aż ciemność zdusiła światło. W ostatnim jakby przedśmiertnym błysku pojedyńczy promień przebił się przez dłonie Mervi i odepchnął ją, rzucając w przepaść. Rozpętało się piekło. Pioruny skręciły się w spiralę i z impetem uderzyły w miejsce w którym stała grupa. Próbując rzucić osłonę (Lina, Zel, Amelia, Filia) oraz teleportować się w bezpieczne miejsce (Xel) zdali sobie sprawę, że z jakiegoś powodu ich magia nie działa. Pozostał tylko refleks i ucieczka. Mokrzy od deszczu i przemarznięci do szpiku kości biegli ile sił. Po chwili Filia i Gourry, którzy nieśli półprzytomnego Vala zostali z tyłu. Amelia odwróciła się chcąc krzyknąć, żeby się pośpieszyli, ale nic jej z tego nie wyszło, bo zauważyła coś co odebrało jej mowę. Za nimi, wysoko w górze leciał ogromny smok. Obniżając pułap lotu wyprzedził ich. Wylądował w ruinach jakejś wysokiej budowli, która nie mogła być niczym innym, jak właśnie Amer. Gdy wbiegli na tren ruin za ich plecami wzniosła się bariera odgradzająca ich od piorunów.
-Musimy wrócić po Mer!!!
-Moje czary nie działają!!!
-Cholera! U mnie to samo!
-Dziwne...mój miecz dalej działa.
-Och, zamknij się Gourry, sieroto!
-Mnie ciekawi gdzie się podział ten smok. I kto utrzymuje tą barierę.
Zaległa cisza. Dopiero teraz rozglądnęli się dookoła. Świątynia była bardzo wysoka, w niektórych miejscach zachował się sufit. W posadzce ziały wielkie dziury.
-Co jest z panem ValGaavem? Nie żyje?!
-Gdybym nie żył to by mnie tak cholernie nie bolało. - Val powoli i z trudem stanął na nogach - A tak poza tym nazywam się Valteria. Gdzie jest ten smok?
-Lino - Zelgadis zwrócił się do czarodziejki - to co się stało...ta istota...Kali...próbowała się przedżeć?
Lina skinęła głową.
-Wiele bym dał żeby wiedzieć co to było za zaklęcie, którego użyła nasza kapłanka El-Sama - mruknął Xelloss.
-Co tam mamroczesz?
-Nic, nic ^^.
Nagle tuż przed sobą usłyszeli kroki i zza rogu korytarza wyszła, jak zwykle uśmiechnięta Mervi. Wszyscy zamarli w szoku.
-Zdaje mi się, że to jest właśnie moment na bardzo szybkie wyjaśnienia - stwierdził Val, jako jedyny zupełnie nie zaskoczony - Masz 10 sekund.
-Eee...
-5 sekund...
-To do zobaczenia - Mer odwróciła się na pięcie i pognała w głąb świątynii.
-Koniec czasu - Valteria puścił się za nią w pościg.
-Czy ktoś może mi powiedzieć co się właśnie stało? - spokojnie spytała Lina.
-"Chyba wiem" - pomyślała Filia.
Tymczsem gdzieś w świątyni...
-Mer. Wiem, że tam jesteś. Wyłaź.
-"Chyba ci się śni"
-No to dobra. Porozmawiamy sobie w ten sposób. Zastanówmy się. Po 1000 lat spotykam śmiertelniczkę która wygląda dokładnie tak jak wyglądałaby moja młodsza siostra, gdyby dane jej było dorosnąć. Na dodatek nazywa i zachowuje się tak samo.
- ...
-Jakby tego było mało okazuje się, że to właśnie ona. Co masz na swoją obronę?
- ...
-Gdzieś ty była przez te 1000 lat?! Wiesz co...co się ze mną działo?
-"Wiem."
-Dlaczego nie dałaś nawet znaku życia?! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
-A po co? - Mer wreszcie opuściła kryjówkę - Czy ty wiesz, że ja zapomniałam twojej twarzy? Jesteśmy obcymi ludźmi i nie mam najmniejszego zamiaru niczego ci tłumaczyć.
Val pochylił głowę i zamarł w bezruchu. Po chwili uśmiechnął się przypominając coś sobie.
-Jestem twoim bratem, czy tego chcesz czy nie. Pogódź się z tym.
Teraz nadeszła kolej Mervi, żeby trochę pomilczeć.
-Nie rozumiesz. Po tej misji, jeżeli się powiedzie, będę musiała odejść.
-Przeniesiesz się w inne miejsce?! Tylko tyle?
` -Nie w ten sposób. Ta część mnie którą znasz umrze.
-O czym ty mówisz?
-Proszę, zostaw mnie. I tak powiedziałam ci o wiele więcej niż mi pozwolono.
-Kto ci pozwolił?! El-Sama?! A kim ona jest żeby nam rozkazywać?!
-Naszą matką. Jesteśmy jej winni posłuszeństwo.
-Czyli chcesz tak po prostu zniknąć?
-Muszę. Taką zawarłam umowę. Chciałam...cię przedtem zobaczyć...sprawdzić co się z tobą dzieje...proszę nie pytaj o nic...i tak nie odpowiem.
-Chyba zaczynam rozumieć. Między tobą i Panią Koszmarów jest jakiś układ, prawda? Co ma do roboty jej kapłanka? Jak jej służysz?
Odpowiedziało mu milczenie.
-Musisz odejść zaraz po...
-Zaraz.
-Dobra. Wystarczy mi że żyjesz. Czy tam, gdzie idziesz...będziesz bezpieczna?
-O wiele bardziej niż tutaj.
-Skoro już wiem, kim jesteś oraz, że długo tu nie pobędziesz i jestem z tym pogodzony, to czy mogę dostać moją młodszą siostrę z powrotem?
Zamiast odpowiedzieć Mer rzuciła się mu na szyję.
-Wiesz co? Biorąc pod uwagę że to twoje drugie życie, to ja tu jestem starsza.
-Ale na pewno nie mądrzejsza. Obcy ludzie...słowo daję...
-Bić się chcesz?
-Z tobą?
-A z kim?
-Dobra.
-Nie!...hi, hi...łaskotki są...NIEDOZWOLONE!!!
Po wróceniu, wyjaśnieniu i niedowierzaniu, nastał czas pytań.
-Jak ty zmieniasz swoją aurę?
-Jak udało ci się przeżyć?
-No właśnie? - zaciekawił się Val.
-Yyy...to jest...ten tego...tajemnica!
-Zgubne skutki wpływu Xellossa.
-Zawsze ja. Cokolwiek jest nie tak, to ja.
-Bo to w 90% prawda Namagomi.
-Czego ty nie powiesz Fi-chan...
-Grrr...odwołaj to..
-Co takiego?^^
-NAMAGOMI!!!
Świst! ŁUP!!!
-AAAAA!!!!
-Trafiła...to rzadkie...
-Mam pytanie. Rozumiem, że jesteśmy tu bezpieczni, ale czy nie powinnaś wezwać już mocy LON?
-Za późno. Valteria mimo że wygląda zdrowo doznał w wyniku próby Kali wewnętrznych obrażeń. Taki przekaz mocy byłby dla niego śmiertelny. Tak samo jak dla nas, bo efekt byłby taki jak przy niekontrolowanym Giga Slave. Dla Kali to nawet lepiej....nie musi wogóle tu wchodzić, zagłada dokona się i tak.
-To co? Mam siedzieć za tą barierą aż do śmierci?
-Hm...zastanówmy się...potrzebujemy kogoś o ogromnej pojemności magicznej, łączącego czarną i białą magię, odważnego...
-Dobra, od początku wiedziałam że na mnie padnie - stwierdziła Lina z rezygnacją - kiedy zaczynamy?
-Zaraz. Ale ostrzegam, że przepływ energii może być zabójczy. Nawet jeśli wszystko pójdzie dobrze możesz mieć halucynacje, zemdleć, osiwieć...
-No nie. Znowu?
-W białych ci do twarzy ^^.
-A skąd ty to wiesz Xelloss?
-Sore wa...
-NIE!!! Zapomnij, że pytałam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Główna sala świątyni była kolistym, przestrzennym pomieszczeniem pozbawionym sufitu. Mimo to ze względu na wieczór panował w nim półmrok. Na środku, na posadzce narysowane było koło, otoczone runicznymi znakami. W kole leżała kobieta. Na zewnątrz kręgu, w bezpiecznej odległości stała grupa postaci. Jedna z nich odłączyła się od pozostałych i ostrożnie przeszła granicę znaków.
-Gotowa? - szept był ledwo słyszalny.
-Tak jakby - odpowiedź była głośniejsza, było w niej czuć determinację.
Runy zaświeciły słabo. Ciało leżącej kobiety powoli wzniosło się nad posadzkę.
-Nie możemy zostać?
-Nie chcę mieć was na sumieniu, najlepiej wyjdźcie poza obszar budowli.
Gdy kroki zamilkły, znaki zaświeciły mocniej, ale Lina przestała widzieć cokolwiek. Jej zmysły przestały działać. Czuła tylko moc. Była w niej i dookoła niej. Płynęła, przez nią. Ona sama była mocą. Nagle, przez chwilę, wiedziała czym naprawdę jest. Jej dusza była wszystkim, ciało tylko ograniczało. "Dlaczego muszę się w nim męczyć?" Do rzeczywistości sprowadził ją cichy głos, powoli narastający w jej głowie.
-"Przebudź się, śpiąca na dnie mojego serca pani ciszy i bezruchu, w imię paktu zawartego przed początkiem czasu, przybądź do mnie z otchłani wieczności! Tak jak było od zawsze, stańmy się jednością! Reincarnation!"
Umysł Liny, był teraz również umysłem Mervi. Dlatego ona też poczuła zgodę Pani Koszmarów. Tylko, że moc nie pochodziła od niej. "Boże! Co oznaczała ta inkantacja?" To była jej ostatnia przytomna myśl. Zdawało jej się, że śni jakiś niewiarygodnie realistyczny sen. Odzyskała zmysły. Przed nią unosiła się postać kobiety. Miała długie czarne włosy i nieludzkie, wielkie oczy. Jej twarz była przerażająca i zarazem piękna. Jej aura przywodziła na myśl wszystko co żyje, a jednak...biła od niej nienawiść. Łamała jej wolę, przenikała w głąb umysłu. Lina nie chciała dłużej patrzeć w te oczy, więc odwróciła wzrok. Za sobą zobaczyła drugą kobietę, będącą lustrzanym odbiciem pierwszej. Tyle że jej włosy były białe, jej aura kojarzyła się ze śmiercią, a oczy mówiły..."Lina, do cholery, skoncentrój się wreszcie!" - w jej głowie rozbrzmiał zdenerwowany do ostatnich granic głos Mervi. Gdy tylko Lina posłuchała, straciła przytomność.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Coś wbijało się w jej bok. "Co ja tu robię?" Wydarzenia stanęły jej przed oczami jak żywe. "Mervi wezwała moc Pani Koszmarów, tylko że ...zaraz, zaraz..." Ale obrazy tego co się stało później uciekały w głąb jej świadomości, a Lina nie była ich w stanie zatrzymać. Bok bolał nieznośnie. "Co to do cholery jest? A...kamień. Powinnam być w świątyni, tylko gdzie ona jest? Uuuups...." To co zobaczyła przypominało pozostałości po Dragon Slave, więc Lina miała niejasne poczucie winy. Oględnie mówiąc po Amer pozostała dziura w ziemii.
-Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem.
-Mervi?! Żyjemy, więc...- Lina urwała w pół słowa, a później zerknęła na swoje włosy.
-Dwie siwe - krótko podsumowała sytuację Mer - masz niewarygodnie silną wolę, wiesz?
-Wiem - Lina jak zwykle popisała się skromnością - pomuż mi wstać.
Gdy wydostały się z leja, podtrzymując jedna drugą, wpadły prosto na resztę grupy. Wyjaśnieniom nie było końca.
-Więc musisz już iść? - spytał się Val.
-Niezabardzo. Szefowa wkurzyła się za to, że dopuściłam do próby przedarcia się przez ciebie Kali, no i ...że jako Bramy użyłam śmiertelniczki, itd. itp.....kara to pobyt tutaj i zupełne pozbawienie mocy.
-A propoś tej próby...ktoś tu mówił, że znajomość magii ofensywnej kończy się u niego na Fireball'u - powiedział Xell.
-Skłamałam ^^. To zresztą jeszcze jedna rzecz za którą muszę tu siedzieć. Nie wolno mi używać tak silnej magii.
-To zaklęcie było bardzo ciekawe...czułem w nim coś... znajomego.
-Mer, obiecałaś nam że wyjaśnisz jak przeżyłaś zagładę.
-Tylko odkąd zacząć...
-Jak powiedział mędrzec - od początku - poradził Zel.
-Zaczęło się to od tego, że Zellass stworzyła Xellossa, a razem z nim, jego siostrę. Taką jego żeńską wersję.
-Skąd ty o tym wiesz?! Zabraniam ci zdradzać... - Xell otworzył oczka.
-Amelio...pamiętasz jeszcze tą piosenkę...zaraz..."Życie jest piękne"? - słodkim głosem spytała Lina.
-Mam zaśpiewać? - ucieszyła się księżniczka.
-Ok, ok, tylko bez drastycznych środków, już siedzę cicho^^'.
-W tym czasie przeprowadzała eksperymenty nad połączeniem białej i czarnej magii, których ukoronowaniem miało być narodzenie się pół-Mazoku, pół-Shindzoku, oczywiście we wszystkim jej posłusznym. Xellass (bo tak miała na imię) miała unikalny dar. Potrafiła zmieniać swoją aurę i postać. Więc Zellass rozkazała jej wmieszać się w społeczność Smoków i zajść w ciążę. Jej wybór padł na ojca Vala, który był wdowcem.
-Chcesz mi powiedzieć, że moja macocha była Mazoku?!
-To wy jesteście przyrodnim rodzeństwem?
-Dacie mi dokończyć _ _" ?
-Mów, mów ^^'.
-No więc urodziłam się ja. Nie wiem dlaczego matka od razu nie wzięła mnie do Zellass. Faktem jest, że po 13 latach wybuchła wojna, podczas której rasa Starożytnych Smoków została wymordowana. Nasz ojciec zginął, moja matka też. Przeżyłam dzięki temu, że odziedziczyłam po matce zdolność do zmiany aury. Przez te wszystkie lata żyłam wśród elfów, jako jedna z nich. Aż do teraz.
-Jesteś pół-Mazoku? Dlaczego wcześniej nic nie powiedziałaś?
-Powierzyłabyś mi wtedy swoje życie?
-Faktycznie. Nie.
-Mnie bulwersuje coś innego...czy ja się przesłyszałem, czy powiedziałaś, że jesteś moją siostrzenicą?
-Niom^^.
-Wiedziałem! To oczywiste! Przez tak długi czas udawało ci się utrzymać tajemnicę! A gdy myśleliśmy, że powiedziałaś nam całą prawdę, to był tylko wierzchołek góry lodowej! Moja krew!
- ].[....tylko spokojnie....
-Jak chcesz możesz mówić mi wujku!
- O.o - bez komentarza.
-Przepraszam - przypomniał o sobie Zelgadis - nie mam pojęcia do czego ci byłem potrzebny na tej wyprawie, ale umowa jest umową...
-Potrzebny mi? To nie ja tylko Nat...a zresztą. Jeżeli chcesz odzyskać swoją poprzednią postać musisz przestać chcieć ją odzyskać.
-Słucham???
-Musisz zaakceptować swoją obecną formę. Wtedy, jak w bajkach, czar pryśne i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie...- rozmarzyła się Mervi.
Zel miał ochotę kogoś zamordować.
-Przecież to nie ma sensu! Po co mi uzdrowienie, skoro nie chciałbym się pozbyć tej postaci?!
-Słuchaj, zgodziłeś się na warunki umowy, a ja je wypełniłam. Reklamacji nie przyjmuję.
Zelgadis nie wyglądał na najszczęśliwszą chimerę świata. Xelloss z uśmiechem powtórzył:
-Moja krew.
-Wiesz Mervi-chan, nie mam nic przeciwko temu żebyś u nas zamieszkała - zaofiarowała się Filia.
-Z miłą chęcią! Dziękuję!
-Panie Gourry, zapraszam ponownie! Pana też panie Zelgadis...i panienkę Amelię! Wy dwoje nigdy u nas nie byliście! Pannę Linę oczywiście też! Prawda Valteria?
Val uśmiechnął się kątem ust.
-Muszę przyznać, że nigdy w miom życiu nie znałem równie potężnej...
-Och, dziękuję...^^
-...rozwrzeszczanej...
-^^"
-...niezrównoważonej emocjonalnie...
- =="
-...pazernej...
- __-__"
-...i nienażartej czarodziejki. Pod tymi względami bijesz Lino wszystkich.
-__-__#
Widok Liny w tym momęcie odebrałby odwagę nawet rozjuszonemu tygrysowi. A co dopiero reszcie naszych bohaterów...
-W NOGIIIIIIIIIIIIIIIIII!!!!
-Xelloss! Czemu biegniesz, zamiast zniknąć?!
-Strach odebrał mi rozum!!!
-DRAGON SLAVEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!
I taki był koniec ostatniego...przepraszam, PRZED-ostatniego Starożytnego Smoka, który nie potrafił trzymać języka za zębami.

KONIEC
I to by było na tyle.
Natli

Val: Ja jeszczę żyję...chyba...
Lina: Mam poprawić?!
Autorka: Przestańcie, bo ocenzurują mi fanfic, ze wzg. na przemoc !!!

to już naprawdę : KONIEC

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.04279900 1276781251
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!