Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 1
rozdział #03
 
Treść fanfika..
No i kolejna księga... żyjecie jeszcze?
KSIĘGA TRZECIA: POWIETRZE

rozdział pierwszy. Próba przywołania Lynne. Pojawienie się naszego kochanego ślicznego Xellosska!!!! próby zarobienia pieniędzy i poniżenie Xellosska ( wredna Lina, ja jej jeszcze pokażę !) zdobycie pieniędzy i pierwszej części berła.

- Panno Lino wpadłam na pewien pomysł...- zaczęła nieśmiało Amelia
- słucham cię jak zgaszonego radia ss- syknęła Lina akurat zaasorbowana poszukiwaniem malin w gąszczu kolców
- a gdyby tak wezwać na przykład opiekunkę powietrza lub Ziemii by pomogła nam odnaleźć berło?
- PRZECIESZ TO GENIALNY POM... ała!- Lina gwałtownie się podniosła nadziewając się na kolce
- tak, myśle że tak byłoby najlepiej.. skoro Aileen mogła spokojnie patrzeć czy coś jest w wodzie, tak chyba opiekunka powietrza lub Ziemii będzie umiała!
Lina po wygrzebniu się z kolców zaczęła obrządek.
- Amelia, słuchaj jak wezwać i kogo wezwać?
- na poczatek proponuje opiekunkę powietrza. A wezwij ją coś na wzór wzywania smoka w Dragon ballu.
- ekhm... O LYNNE OPIEKUNKO ŻYWIOŁU POWIETRZA PRZYBĄDŹ DO NAS BY WYSŁUCHAĆ NAS. TO JA LINA INVERSE, KTÓRA URATOWAŁA ŻYCIE TWOJEGO PANA!
Zapadła cisza. Nagle zawiał gwałtpwny wiatr. Lina i Amelia usłyszały zniecierpliwiony głos:
- czego chcesz? wdzieczność za uratowanie życia mojego czcigodnego szanownego pana ma jednak jakieś granice a ja mam pełno spraw na głowie.
- no.. więc.. czy mogłabyś nam powiedzieć gdzie jest kawałek berła powietrza?
- co?
Po cierpliwym objaśnieniu zaistniałej sytuacji przez Linę, Lynne odpowiedziała:
- Aileen powinna was poinformować, że tylko ona mogła odnaleźć częci berła, bo nie były one ruszane od początku jak je stworzono.
- ale Zelgadissa znalazła..
- śmiertelniczko! Berła żywiołów to nie to samo co zwykłe przedmioty... gdy zostają dotknięte przez śmiertelnika zostają niewykrywalne.
- acha.. dzięki za pomoc, Lynne...
- dla ciebie PANI Lynne, śmietrtelniczko! phi!- i wiatr ucichł
- coś mi się widzi że ona jest mocno związana z Edną...- powiedziała ze złością Lina- też zarozumiała patafianka
- no ale cóż.. nie mamy już żadnej deski ratunku.. berła powietrza musimy szukać same

***

Lina i Amelia szły dumnie podpierając się berłami żywiołów, a za nimi Gourry patrzący z uwielbieniem na swój nowy miecz co jakiś czas rzeźbiący z dzrzew Wenus z Milo, Posąg Zeusa i tym podobne bzdety.
- Czy mamy jakiekolwiek wskazówki, gdzie szukać kamienia powietrza?
- nie.- otpowiedziała Lina krótko i na temat- pozostaje nam tylko iść gdzie oczy nas poniosą.
- hmm... ambitna strategia..- podsumowała ją Amelia- ściemnia się już, powinniśmy zatrzymać się na nocleg.
- tak.. szczególnie że jestem UAAAAAAAAAH!!!!!!! śpiąca!
Dziewczyny przystąpiły do rozstawiania namiotów, oprócz Gourrego, który uparcie twierdził że nie jest śpiący i przystąpił do rzeźbienia kolosa z rodos w skali 1:1. Po godzinie dziewczyny go poinformowały:
- UAAAAAAAAH!! Gourry my idziemy już spać, tobie też radzę...
- ale ja nie jestem śpią... PAC!- i Gourry osunął się na ziemię
- JENY CO MU SIĘ STAŁO!!!- Lina szybko podbiegła do leżącego nieruchomo ciała
- zasnął..
[GLEBA]
- Wciągnijmy go do jego namiotu.
- tylko na litość boską, zatkajmy czymś uszy bo przez to jego chrapanie własnych myśli nie słyszę!
Po położeniu Gourrego do namiotu dziewczyny miały zamiar także pujść spać. Amelioa położyła się i zasnęła od razu snem kamiennym lecz Lina nagle poczuła.. ekhm.. potrzebę fizjologiczną i musiała wyjść.
Po zakończeniu tej asorbującej czynności, Lina usłyszała głuchy pomruk za sobą. Obejrzała się. Zobacztyła pędzącego w jej stronę z olbrzymią prędkością ducha. Nie miała szans by zdążyc wypowiedziec jakiekolwiek zaklęcie. Duch już był kilka centymetrów przed nią, juz miał ją dopaść swoimi przeźroczystymi łapskami, gdy nagle zawył i rozpłynął się na pięć kawałków, które skomląc rozbiegły się na cztery strony świata.
- UFF... znowu udało mi się uniknąć niebezpieczeństwa... -odetchnęła Lina- ale zaraz, jak...
- heloł ^^ ! - uslyszała głos nad sobą
Zadarła głowę do góry.
- XE...
- piękny wieczór dzisiaj mamy, prawda? ^^ ani jednej chmurki na niebie... - powiedział Xelloss popijając herbatę siedząc na gałęzi drzewa
- Xelloss..? ZŁAŹ NATENTYCHMIAST!
Kocim ruchem zeskoczył w dół.
- ale sympatyczne powitanie, och ^^!
- po tym co zrobiłeś ostatnio śmiesz mi się pokazywać na oczy???- warknęła Lina z żądzą mordu w oczach
- ale Linko, przecierz w końcu wam pomogłem! wiesz ile musiałem tłumaczyć się szefowej? kazała mi wyjść i nie wracać, do tej pory szwędam się po świecie heh ^^ ale pewnie zatęskni za mną i za moimi ślicznymi oczkami ^^
- śliczne oczka... ja nie chcę się dowiadywać co ty z nią robisz, że do tej pory nie wyleciałeś z roboty...
- och, nie wnikajmy w szczegóły ^^' ...!- rzekł Xelloss z zakłopotaniem- wróble ćwierkały że szuakcie bereł żywiołów ^^..
Lina nie chciała się go pytać czy ich śledził, bo przeciesz to oczywiste.
- sam jesteś wróbel fioletowłosa cioto - i przywaliła mu z prawego sierpowego- JAK MOGŁEŚ NAS ŚLEDZIĆ !!!
- ależ ja..? no co ty, za kogo ty mie masz ^^...?
- za głupiego Xellossa...
- Jak ja lubię z tobą rozmawiać Lino ^^
- ja z tobą także... NAWET HERBATĄ MNOIE NIE POCZĘSTOWAŁEŚ!!!!! - wydarła się Lina z nienawiścią patrząc na niedopitą herbatę trzymaną przez Xellossa
- ależ to jest mój znak firmowy, tylko ja mam prawo pić herbatę w tym serialu... siorb!- powiedzial Xelloss dopijając herbatę
- ZAPAMIĘTAM TO SOBIE!
- a ja myślałem że brakuje ci czwartego członka do dróżyny ^^...
Linę olśniło.
- XELLOSSKU JESTEŚ GENIALNY!!! MÓGŁBYŚ TY ROZPORZĄDZAĆ BERŁEM ZIEMII BO SERCE MASZ CZARNE JAK ONA!
- och bez przesadyzmu ^^ ! duszy czarnej nie mam..!
- ale powiązania z ciemnością masz, lapsie!
- no tu mogę się zgodzić ^^
- dobra, ja idę spać, a ty se rób co chcesz, zawieś się do góry nogami na drzewie, idź do trumny, czy jak wy tam mazoku śpicie...
- najchętniej na kimś ^^ !
- Ż.. CO?
- ach nic ^^
- to dobrze ... a jeżeli twoje śliczne rączki powędrują tam gdzie nie trzeba, to osobiście ci je wyrwę...
- nie martw się Lino ^^ dobranoc!

NAZAJUTRZ
- Amelio zbudź się!
- hę? stało się coś?
Amelia wolno otworzyła oczy.
- nic oprucz tego że ten lafik Xelloss zaszczyca nas znów swoim jestectwem.
- Xelloss?- Amelia szybko wybiegła z namiotu
- siemka ^^! dawno cię nie widziałem Amelio! Choć, śniadanie już ciepłe!- Xelloss właśnie skończył robić jajka sadzone i surówkę z marchewki i oczywiście herbatę
Po chwili do towarzystwa dołączył Gourry
- Witaj Gourry ^^!
- zaraz zaraz.. ja skąś znam tą twarz...- zaczął zastanawiać sie Gourry
- PRZECIEŻ TO XELLOSS KRETYNIE!- Lina kopnęła Gourrego w jego żółtą głowę
- Xelloss... Xelloss... skąś znam to imię...
[GLEBA]
- widzę że Gourry nic się nie zmienił ^^ - powiedział Xelloss nakładając jajka na miękko i mruknął pod nosem- głupia blondynka ^^
- XELLOSS ! WIDZĘ ŻE PRZYGOTOWAŁEŚ ŚNIADANIE DLA NAS!- rozentuzjazmowała się Amelia
- albo chce nas przekupić, albo coś pożyczyć, albo po prostu się podlizać...- mruknęła Lina i zaczęła wsówać jajka sadzone
- ależ Lino ^^... po prostu was bardzo lubię, i...
- czyli chce się podlizać...- podsumowała się Lina- przestań Xelloss nie jesteś u siebie w pracy!
- to już zboczenie zawodowe ^^
Gdy wszyscy się w miarę najedli zaczęli jak zwylke gadać.
- Słuchaj mój ty drogi panie Xellossku- zaczęła niesmiało Amelia
- to mi się podoba ^^ ! słucham?
- czy może podczas swoich długich wędrówego widział pan Zelgadissa?
- tak...- powiedział Xelloss pijąć herbatę
- TAK ???!!!- Amelia rzuciła się na niego wytrącając mu z ręki filiżankę
- nno tak..- jęknął z żalem patrząc na rozlaną herbatę- widziałem, nawet niedawno..
- GDZIE ???!!!
- daleko.. w górach Yracs.
- ROZMAWIAŁEŚ Z NIM ???!!!
- nie, był bardzo smutny więc nie chciałem mu przeszkadzać. Miał twoją branzoletkę i mróczał że nie wróci dopuki nie osiągnie celu, że chce żebyś była szczęśliwa..
Amelia dopiero teraz zauważyła brak branzoletki
- on jest dziwny .. przeciesz wygląd się nie liczy...
- o, Amelii zebrało się na zwierzenia ^^! - ucieszył sie Xelloss
- SPADAJ!- Amelia trzasnłęa mu z liścia- NAWET NIE WIESZ JAK JA CIERPIĘ
- sorry...- Xelloss na wszelki wypadek odsunął się od Amelii
- Xelloss schowaj się za mnie, ona teraz może być niebezpieczna!- krzyknęła Lina
- okej ^^!
- lepiej przygotuj się do samoobrony, chłopie...- zwrócił się do niego Gourry
- ojojojoj ale się porobiło...- jęknął Xelloss zza Liny
Amelia nadal miała żądzę krwi i walki w oczach.
- UWAŻAJ XELLOSS!!!!!! ONA ZARAZ SIĘ NA CIEBIE RZUCI!!!- krzyknęła Lina
- PIIIIIIIIIIIIIIISK!!!!!!!!!!!!!!- pisnął Xelloss
- AGGGGGGGGGGGGRRRRRRRRHHHHHHHHHHHHHH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- Amelia rzuciła się z zebami i paznokciami na biednego Xellossa
- nie chcę na to patrzeć...- powiedziała Lina zasłaniając oczy.
- wszystko przez ciebie, to ty tego ją nauczyłaś...- powiedział Gourry

***

- to bolało..- jęknął Xelloss wykrzebując się ze zgrabnego dołka, w którym przed chwilią leżał w stanie nieprzytomności
- TY ZŁAMAŁEŚ SPRAWIEDLIWOŚĆ CHCĄC WYKORZYSTAC ZWIERZENIA BIEDNEJ MAŁEJ BEZBRONNEJ DZIEWCZYNKI..- Amelia zaakcentowała cztery ostatnie słowa
- biednej? małej? BEZBRONNEJ? jest tu ktos taki..? ^^
- MILCZ!- Amelia nadepnęła mu na twarz wpychając spowrotem do dołka- I NINIEJSZYM MUSIAŁEŚ ZOSTAĆ UKARANY! SPRAWIEDLIWOŚĆ ZAWRZE BĘDZIE RZĄDZIĆ!!!- i spadła efektowna błyskawica, niestety wprost na Xellossa..
- moim zdaniem postąpiłaś zbyt okrutnie...- zlitowała się Lina- choć Xelloss, trzeba cię jakos zebrać do kupy... Gourry, podaj mi jego rękę, a ja zacznę szukać nosa.

***

- Długo jeszcze do tego miasta?
- nie ^^ - odpowiedział Xelloss
- pewnie zaraz mi odpowiesz że tylko 200 kilometrów...
- nie, jest za tym zakrętem, patrz! oto i Kaloszówek.
Przed naszymi herosami rozciągnęło się duże miasto.
- jeny może wreszcie zjem coś porządnego...- jęknęła z ekstazą w głosie Lina
- choććie do jubilera!!! może znowu coś nam się trafi? to najlepszy jubiler w regionie!- powiedziała Amelia
No to poszli (wiem że historia się powtarza, ale naprawdę na lepszy pomysł nie mogłam wpaść...)
Na wystawie uderzył ich zwalający z nóg widok. Lina zaczęła wyć ze szcęścia, Amelia dziękować niebiosom, Gourry i tak nic nie rozumiał, a usmiech Xellossa był jeszcze bardziej optymistyczny niż zwykle.
- pierwsza część berła powietrza...- Lina spojrzała na dłógą włócznię znajdującą się za szkłem kuloodpornym
- zaraz zaraz... czy to cena czy numer katalogowy...?- zauważyła Amelia
W tej właśnie chwili wszedł sprzedawca.
- w czym mogę słóżyć?
- czy to cacko naprawde kosztuje 100000 bantów (miejscowa waluta) ?
- tak.. szczere złoto, wysadzane diamentami i szafirami.
Lina z rozpaczy zemdlała.
- dziękujemy, pomyślimy ^^- powiedział Xelloss i z Liną na plecach i pomysłem w głowie wyszedł .
- mam pomysł ^^!- powiedział
- jaki?
- zarobimy na to!
- ależ genialne... nawet Gourry by na to wpadł.
- a o co chodzi?- zainteresowal się ww.
- idź spać, Gourry.
- No więc musimy iść szukać pracy.

***

- ja jako nauczycielka? - niedowierzała Lina- no dobra, skoro nie ma innej pracy..

***

- DZIEŃ DOBRY DZIECI!- Lina weszła do klasy osób mniej więcej w jej wieku.
- DZIEŃ-DO-BRY... PANI..?
- Nazywam się Genowefa Fersztejen i jestem waszą nową nauczycielką wychowania seksualnego.
- OOO!- zareagowała klasa
- dzisiaj sobie omówimy płcie, czyli czym się każda płeć różni.
- OOO!
- proszę, niech wejdą eksponaty.
Do klasy weszli kolejno Amelia, Gourry i Xelloss.
- To jest kobieta- Lina wskazała na Amelię
- To jest mężczyzna- Lina wskazała na Gourrego
- A to jest obojnak- wskazała na Xellossa
- ciau ^^!- powiedział zalotnie Xelloss
- Obojniaki charakteryzuje taka oto fryzura i kolorowe włosy-Lina zademonstrowała włosy Xellossa- charakterystyczne zamknięte oczy i wkurzający optymizm.
(Ale mu dosrała)
Xelloss nie mógł tego słuchać. W końcu był mazoku, uwielbiany przez miliony fanek na całym świecie.
- czy aby na pewno ^^?- otworzył swoje piękne różowe oczy, że aż mnie ciarki przeszły, zdjął bluzkę, demonstrując swoje bicepsy, tricepsy i kaloryfer na brzuchu. Puścił swoje różowe oczko do największej laski w klasie, a ona osunęła się na podłogę z westchnieniem.
- i co teraz sądzicie... cukiereczki..?- zwrócił się do wszyskich dziewczyn w klasie a one także z głębokim westchnieniem poosówały się na podłogę.
- psujesz mi cąłą lekcję! - syknęła Lina
- coś mówiłaś, kochanie?- Xelloss swoimi slicznymi oczkami spojrzał na Linę. Ona także tego nie wytrzymała i z głębokim westchnieniem i jekiem rozkoszy posunęła się na Ziemię.

[ tu przerwa, bo ja także zemdlałam, wyobrażając sobie piękne oczka Xellosska]

- dobra kontynu...- Lina próbował podnieść się z ziemii, ale Xelloss znowu spojrzał na nią, więc ona znów z jękiem ekstazy osunęła ję na ziemię.

***

Lina otworzyła oczy. Xelloss grzecznie siedział ubrawszy się i jak zwykle mial charakterystyczne zamknięte oczy.
- uff.. kontynuujmy...- jęknęła Lina pudrując czerwone policzki i próbując zetrzeć pot z twarzy. Nadal miała przyśpieszony oddech i szklane oczy.
- och Linko, czyżby coś się stało ^^..?
- zamknij się. Zepsułeś mi całą lekcję- Lina wskazała na nadal leżące na ziemii uczennice.
- och ależ to było niechcący, och ^^ !
- Lino zdradzasz mnie- chlipnął Gourry
- zamknij się ! to był naturalny odruch...- Lina oparła się ze zmęczenia o biurko
- przepraszam ^^ !- powiedział Xelloss- kontynuuj lekcję
Gdy wszystkie uczennicy także całe zarumienione się podniosły Lina nadal prowadziła lekcję.
- hej! kto chce dostać piątkę?- zapytała się Lina
Wszyscy się zgłosili.
- No, ta koleżanka była pierwsza, choć tu.
Dziewczyna skocznym krokiem wyskoczyła z ławki, zakręciła się mimowolnie wokół Xellossa i zameldowała się.
- Dzień dobry, nazywam się Asia Kuć, co mam zrobic by dostać piątkę?
Lina wstała i ogłosiła:
- z powodu braku tablic, koleżanka pokaże nam jak wyglądają żeńskie narządy płciowe. Przerysujecie je sobie do zeszytu i podpiszecie.
Uczennica nawet nie zdążyła zaprotestować, bo Gourry i Xelloss od razu położyli ją na biurko.

***

- pani lekcje bardzo spodobały się uczniom. Jest pani naszą bezcenną pracowniczką.- zwrócił się dyrektor do Liny
- och, pochlebia mi pan...
- myślę że dobrze by było przedłużyć umowę na dłóższy czas.
- hmm.. zastanowię się...
- oczywiście za odpowiednią podwyżką...
- OCZYWIŚCIE ŻE SIĘ ZGADZAM!

***

- ze względu że w tym tempie nigdy nie zarobimy upragnionych pieniążków, Gourry zostaje nuczycielem angielskiego, Amelia WOS-u a Xelloss chemii.

***

Gourry chodził po klasie pytając uczniów.
- do you speak english?
- ŻE CO ?
Podszedł do następnego.
- do you speak english?
- ŻE CO ?
Podszedł do następnego.
- do you spek english?
- ŻE CO ?
Podszedł do następnego.
- do you speak english ?
- yes, I do !
- ŻE CO?

***

- I PAMIĘTAJCIE W NASZYM PAŃSTWIE NAJWAŻNIEJSZĄ RZECZĄ JEST PRZESTRZEGANIE PRAWA!
- ale pani Amelio... przecież kazdy popełnia jakieś drobne przestępstwa...
- SPRAWIEDLIWOŚĆ JEST NAJWAŻNIEJSZA!!! ZAWSZE TRZENA JEJ PRZESTRZEGAĆ !! ONA JEST FUNDAMENTEM NASZEJ WSPÓŁCZESNOŚCI!!!- I za Amelią stojącą w tej chwili na biurku nauczycielskim trzasnął piorun
- a psze pani...
- słucham?
- a nauczy nas pani tez wywoływać pioruny w środku pomieszczeń?

***

- no i drogie dzieci, to jest kwas siarkowy VI.
- OOO!
- jak wiadomo, kwas ten jest silnie żrący.
- POKAŻE NAM PAN, POKAŻE NAM PAN!
"zaraz jak by im tu pokazać" - zamyślił się Xelloss i wylał sobie na rękę. Zeżarło mu całą skórę
- o, i drogie dzieci tak wygląda ręka zeżarta przez kwas siarkowy VI.- powiedział Xelloss demonstrując zeżartą rękę z wystającymi kościami.- a teraz zapiszmy sobie w zeszycie. Właściwości kwasu siarkowego VI
- bezbarwna ciecz o właściościach żrących.. o, wylało się- ciecz wylała się na dziennik wyżerając w nim wielką dziurę
- HURRA!!! - ryknęli uczniowie
- jak się dyrektor będzie pytał, to mówcie, że to tajemnica ^^. Następny punkt: pochłania parę wodną z otoczenia...
- a teraz czekajcie, zademonstruje wam coś.- Xelloss do naczynia z kwasem chlusnął szklankę wody. Naczynie zaczęło kipieć obryzgując śliczną buźkę Xellossa i paru innych uczniów sprawiając że wyglądali okropnie, ku ich radości.
- hmm... pamiętaj chemiku młody lej zawsze do kwasu wody, to musiało być odwrotnie ^^ mróknął Xelloss. Gdy roztwór przestał kipieć przeszedł z naczyniem po klasie, każąc dotknąć go uczniom, wskutek czego wszyscy popażyli sobie do kości ręce
- zapiszmy sobie następny punkt: podczas rozcieńczania kwasu wzrasta tenperatura roztworu...
- zaiste - jęknął jakiś uczeń oglądając obdartą ze skóry rekę.
- teraz następny punkt...- Xelloss po namyśle wziął naczynie z kwasem solnym i jednym haustem wypił- mmm mocne!- sapnął ziejąc parą z ust- ale kwaśne. Piszemy: smak roztworu jest kwaśny.

***

- ALEŻ WY JESTEŚCIE BEZCENNYMI PRACOWNIKAMI!!! - dyrektor szkoły rzucił się naszym herosom na szyję
- dziękujemy za komplement...

***

- ale nadal nie mamy wystarczająco dużo pieniędzy, żeby kupić berło..- zauważyła smutno Lina siedząc w kawiarni razem z paczką
- hmm.. trzeaba sobie jakoś dorabiać...- powiedziała Amelia głośno siorbiąc herbatę
- dziewczyny to sobie zarobią, a my..?- Gourry spojrzał z wyrzutem na Linę i Amelię
- co masz na myśli ?- spytała się podejźliwie Lina z głodu żując cytrynę
- no jak to co...
- on mówi że możecie pracować w burdelu ^^- poprawił go Xelloss
- SPIŹDZIAJ POPIERDÓŁKO!!!- wydrała się Lina rzucając w Gourrego wszystkim co miała pod ręką
- a wy byście mogli zostać kelnerami w barze dla gejów!!! pasujecie do tej roboty!!!- warknęła Amelia
Gourry ze złością rzucił łyżeczką w Amelię. Wszyscy zaczęłi siebie rzucać sztućcami, talerzykami, filiżankami & kelnerami, gdy nadszeł czerwony ze złości szef i wywalił ich.

Ale z braku innych wolnych profesji nasi bohaterowie podjęli te prace...

PARE DNI PÓŹNIEJ
- Gourry ^^...- zaczął nieśmiało Xelloss
- hę?
- mam do ciebie malutką prośbę ^^...
- jaką?
- widzisz... tam jest agencja towarzyska... poprosił bys dla mnie kogoś...?
Gourremu wypadła z ręki chochla akurat pitej zupy.
- czemu?
- no.. bo ja się trochę wstydzę...- wyjąkał Xelloss cały oblany przez zupę Gourrego

***

- dzień dobry...- do agencji wszedł nieśmiało Gourry
- dzień dobry. Co pan chce?
- no.. ten.. no.. chciałbym kobietę z... długimi piersiami i okrągłymi nogami...
- ODWROTNIE DEBILU !- usłyszał zduszony jęk Xellossa za sobą
- odwrotnie debilu...- powtórzył Gourry
- PHI! - i poszła kogoś zawołać po chwili zeszła... Lina
Już miała zrobić charakterystyczne "ciau" jak dla wszystkich klijentów, gdy ze zgrozą zobaczyła, że jej następnym klijentem jest... Gourry
- GOURRY TY KOŃSKA SPIERDOLINO TAK WYWALASZ NASZE CIĘŻKIE ZAROBIONE W KRWAWICY PIENIĄDZE??? A POZATYM ZDRADZASZ MNIE !!!
- ależ.. to on..- Gourry chciał wskazać na Xellossa ale go już nie było
- NIE WIERZE W TE TWOJE BAJECZKI!!! CIEKAWE CO NOWEGO BYŚ DZISIAJ WYMYŚLIŁ, BO ZIELONOSKÓRZY KOSMICI, SKINI I OSAMA BIN LADEN JUŻ BYLI !!!
- ale.. to nie tak jak myślisz !- rozpaczliwie próbował się bronić Gourry
- SRUTUTUTU PĘCZEK DRUTU ! JUŻ CI NIE WIERZĘ ! BUUUUUUUUUUUUUUUU - i Lina z płaczem wybiegła z agencji
Gourry z rządzą krwi w oczach poszedł szukać Xellossa. W jego nikłej mózgownicy zaczął świtać pomysł:
- hmm.. Xelloss lubi herbatę.. prawdopodobnie znajdę go w herbaciarni...- i zaczął iść do malutkiej piwniczki, w której znajdowała się herbaciarnia. Wpadł tam ze zjeżoną sierścią ekhm włosami i zaczął się drzeć
- XEEEEEEEEEELLOOOOOOOOOOOOOSS!- dostrzegł go skulonego w najciemniejszym kącie
- och, G-G-Gourry ^^ jak m-m-miło cię w-w-idzieć...
- UŻ TY SZCZURZY HEMOROIDZIE!- Gourry chwycił Xellossa za fraki i podniusł pod sufit- PRZEZ CIEBIE LINA SIĘ NA MNIE OBRAZIŁA, SRAJKO !
- a-a-ależ... n-n-na pewno ci wybaczy...
- teraz słuchaj mnie uważnie... pójdziesz do Liny i wytłumaczysz jej całą sytuację...
- cz-cz-czy mam jakies k-koła rat-t-tunkowe?
- NIE !

***

Lina rzuciła się na szyję Gourremu. Za nią kuśtykał Xelloss, ptróbując ukryć na swojej ślicznej buzi kilka wielkich siniaków
- och Gourry przepraszam że cię osądzałąm..
- ależ nie ma za co...
- nie ma za co, nie ma za co...- mruczał Xellos mijając ich

MINĄŁ JAKIŚ CZAS RÓŻNEGO RODZAJU ZAWODÓW I DORABIANIA, OSZCZĘDZANIA I WYRZECZEŃ.

- uzbieraliśmy !!!!!!!!!!!!!- krzyknęła Lina za porozbijanymi ściankami świnki- skarbonki
- HUUUURAAAAAAAAAAA!- zawyli wszyscy
- no to idziemy do jubilera
No to poszli. Idą. Weszli.
- DZIEŃ DOBRY !!!- ryknęła Lina na cały sklep, tak że wszyscy klijenci się obejrzeli a kilka ozdobnych kamyczków pospadalo z pułek
- dzień dobry..- pisnął cherlawy sprzedawca- w czym mogę słóżyć?
- chcemy kupić o tamto o to tam- Lia chcą zagrać bogaczkę machnęła od niechcenia ręką w stronę berła
Sprzedawca ryknął niespoodziewnym śmiechem.
- czy widzieliście cenę? to cacko kosztuje 100000 (słownie: sto tysięcy) bantów! żaden człowiek w tej wiosce nie ma tyle pieniędzy !
- po pierwsze: nie jesteśmy z tej pipidówy. Po drugie- Lina wysypała całą zawartość sakiewki na ladę
- oooo..- zdołał wykrztusić tylko sprzedawca. - A TO PRZPRASZAM SZANOWNĄ NAJJAŚNIEJSZĄ PANIĄ JUŻ PODAJĘ PROSZĘ NIE DŹWIGAĆ, BO POKALECZY PANI SOBIE TE PIĘKNE DELIKATNE RĄCZKI- rowinął przed nią czerwony dywan i asystenci sprzedawcy zaczęli grać na lutniach i harfach. Sprzedawca ładnie opakował berło w jedwab i podasl Linie
- dziękuję i zapraszam ponownie! mój sklep nie gości wiele równie delikatnych i szykownych pań !
- nie dziwie się...- powiedziała Lina- jak są takie ceny to nic dziwnego...

***

- no to mamy pierwsząś część berła. Gourry ty będziesz go używał, możesz się nim pobawić.
- A gu ! - powiedział Gourry oglądając suwenir.
- teraz musimy ruszac po kryształ ^^- rzekł Xelloss- a raczej nie będzie to łatwa rzecz...

Rozdział drugi. Spotkanie. Suprise- rudowłose pociechy. Orimer. Wreszcie berło powietrza.

Nasi bohaterowie szli sobie spokojnie przez góry, lasy, łąki stepy i pustynie we wszelakich warunkach pogodowych.
- TYLE SŁOŃCA W CAŁYM MIEŚCIE NIE WIDZIAŁEŚ TEGO JESZCZE...- darła się na całe gardło Lina nie zważając że słońce już dawno zaszło.
- co ja tu robię, co ja tu robię ^^'..- nucił sobie po cichu Xelloss
Lina po kilku świszczących wdechach i wydechach zaczęła wyć nową piosenkę:
- SŁOOOOOOOOOOOOOOOŃCE ŚWIECI NAD NAMI OGRZEWA NASZE NAGIE CIAŁA PROMIENIAMI
- serio..?- jęknął Gourry trzęsąc się z zimna opatulony futerkiem
- zachowaj pozory ogórku morski...- warknęła Lina- na czym to ja skończyłam? NO I PRZEZ CIEBIE STRACIŁAM WĄTEK!!!
Xellos odruchowo odetchnął. Na jego nieszczęście usłyszała to Lina.
- MASZ COŚ DO MOJEGO TALENTU MUZYCZNEGO???
- ależ... śpiewasz.. tak.. ciekawie ^^'... że... nigdy.. takiego czegoś nie słyszałem...
Lina potraktowała to (lub chciała potraktować) jako komplement i poszli dalej.
Następnego ranka doszli do wsi Wesołków. Świeciło piękne słońce na tle bezchmurnego nieba.
- deszcze niespokojne...- podśpiewywała cicho Lina
- Lino, mam pytanie...- zagadnął Gourry
- jak zwykle. Jakie?
- dlaczego tej nocy nie spaliśmy?
- przecież do czerwcowej nocy zostało mało czasu... musimy się spieszyć, nie mamy czasu na spanie.
- ale panno Lino, skąd my mamy wiedzieć gdzie jest kamień żywiołu powietrza?- zapytała się Amelia
- podobno w tej wiosce jest największa w tym regionie biblioteka, może w niej będzie książka w której jest napisa... UAAAH...- i po głębokim ziewnięciu Lina osunęła się na ziemię w głębokim śnie.
- śpi.- powiedziała Amelia. W tej właśnie chwili jakiś z nadludzką szybkością biegnący człowiek nie zauważył leżącej Liny i przetaczając efektownego koziołka wylądował z 3 metry dalej.
- jak myślisz, żyje ^^?- zapytał się Xelloss Amelii. Ta nie zdążyła odpowiedzieć, bo akurat podniosła się z ziemii Lina
- NAWET JEŚLI ŻYJE TO JA SIĘ POSTARAM ŻEBY NIE PRZE ŻYŁA- wyła Lina rozcierając sobie uszkodzony bok
Podeszła do leżącego na ziemii człowieka. Sądząc po jego ubiorze i długich włosach była to kobieta
- TY ( i tu wymieniła słowa na dźwięk których ludzie w promieniu 100 metrów ogląndęli się, Gourry zatkał uszy, Xelloss pokręcił głową a Amelia pisnęła) KTO CI POZWOLIŁ DEPTAĆ PO LUDZIACH ???
- JAK MNIE NAZWAŁAŚ ??? - ryknęła ta osóbka gwałtownie wstając - TY ( i tu wymieniła słowa podobne do tych jakimi ochrzciła ją Lina) JAK ŚMIESZ ???- i zionęła w Linę ogniem
- ja znam skąś te kolczyki...- powiedziała Amelia patrząc na ziejącą ogniem dziewczynę
Nagle osoba się opamiętała widząc charakterystyczne naramienniki Liny. Przypieczona Lina i dziewczyna spojrzały na siebie.
- F...
- L...
Znów zapadła cisza.
- Panna Lina...?
- Firia...?
Po chwili obie dziewczyny padły sobie w ramiona.
- a pomyśleć jak się wyzywały...- powiedziała Amelia
- OCH AMELIA! - i Firia tym razem mocno uściskała Amelię- ALEŻ TY WYROSŁAŚ!- i jeszcze mocniej zawiesiła się jej na szyi
- a mnie nie przytulisz ^^..?- Firia usłyszała głos
- CO TEN OCHYDNY, NĘDZNY MAZOKU TU ROBI ???- warknęła Firia wywijając ogonem
- witam się z tobą ^^. Widzę że do tej pory nie nauczyłaś się dobrego zachowania.
Firia się lekko zmieszała, chciała mu czymś dosrać, ale powiedziała tylko.
- witaj Xelloss. jak miło cię widzieć.- powiedziała wolno, akcentując każdą sykabę
- ciao ^^ !
- ee.. jak zdrowie?
- dziękuję nie narzekam ^^
Zapadła cisza.
- a Firio a powiedz mi co u ciebie!- przerwała tą ciszę Lina
- a nic, zamieszkałam z tym mieście i dorabiam sobie jako listonosz w filmie Smocze Skrzydła & C.O. O JENY!!! PRZECIOESZ JA BIEGŁAM DOSTARCZYĆ TELEGRAM!!! czekajcie tu chwilę!- i pobiegła takim samym tempem jakim biegła wpadając na Linę. Po chwili wróciła.
- no i przez to spóźnienie nie dostałam napiwku...- chlipnęła.- choćcie do mnie.
I poszli do małej chatki na obrzeżach miasta.
- HEJ MISIACZKU, MAMY GOŚCI!- krzyknęła Firia aż cała chatka się zatrzęsła
- JUŻ CUKERECZKU, ROBIĘ OBIAD!- dobiegł głos z kucni
- rozgoścćie się- i Firia pokazała im stół z misą owoców. Gdy wróciła, owoców już nie było.
- to teraz wy opowiedzcie mi, co porabiacie.
My tą historię już znamy, więc nie będę zajmowała niepotrzebnych bajtów.
- i mówicie że szukacie kamienia żywiołu powietrza...- Firia wbiła wzrok w sufit jakby intensywnie szukała czegoś w pamięci
- o czym tak myślisz? aż ci para z uszów bucha ^^- powiedział Xelloss
- WIEM! MISIACZKU PRZYNIEŚ MI TĄ WIELKĄ KSIĘGĘ Z BIBLIOTECZKI!
- JUŻ LECĘ CUKIERECZKU!- odkrzyczał głos z kuchni, po chwili coś rudego błysnęło w korytarzu. Po paru chwilach rudy lis wrócił taszcząc wielką księgę większą od niego
- dziękuję misiaczku.
- proszę cukiereczku.
- jaka to wzruszajaąca para ^^ zaproście mnie na narodziny waszego dziecka, zawsze chciałem zobaczyć jak wygląda pół-lis pół-smok ^^- i na tą myśl Xelloss wybuchł śmiechem
- MASZ COŚ DO MOJEGO MISIA? a pozatym mamy już dziecko. Nawet dwoje- powiedziała czule głaszcząc swojego ukochanego po głowie
- Firio, postępujesz nierozsądnie, przeciesz to kiedyś był nasz wróg !- Amelia z odrazą wskazała na rudego lisa ( przepraszam wszystkich , ale pamięć mnie boli i za cholerę nie mogę sobie przypomnieć jego imienia)
- ciekawe jak wyglądają wasze dzieci, to musza być wybryki natury doprawdy ^^ - powiedził Xelloss
- za to twoje dzieci będą wygladały jak małe fioletowłose pedałki- odgryzła się Firia. Po chwili wzięła księgę przytaszczoną przez jej mena i zaczęła coś w niej szukać. Na okładce widniał nieco zamazany tytuł "tajemnice tajemnic świata"
- MAM!- wykrzyknęła Firia i podrzuciała księgą, tak że wykonała ona niezwykle skomplikowany układ taneczny- paczcie! tu pisze: "plepleple o tych wszystkich żywiołach i cytuję: nie wiadomo gdzie znajdują się inne berła. Wiadomo jednak gdzie znajduje się kamień żywiołu powietrza. Jest on w posągu Śnieżnego Smoka Aaxa w mieście Olimer.
- łaał...- powiedzeli tylko zebrani
- Firia jesteś wielka!!!- powiedziała Lina i zawisła jej na szyi
- dzięki...
- no to wiemy gdzie iść. Ale gdzie jest ten Olimer?
- na północy gdzie panuje wieczny chłód. Jest to wioska zamieszkana przez śniezne smoki, zwane też często białymi.
- Nie słyszałam jeszcze o takich.
- Bo sa to ostatni przedstawiciele tego gatunku w świecie. Ukrywają się tylko w tym jednym miejscu na ziemii gdzie jest najzimniej, dlatego niewielu ludzi o nich słyszało.
- no to musimy ruszać jak najszybciej, bo do czerwcowej nocy niewiele zostało. Firia odwieziesz nas tam?
- oczywiście. Ale tylko na krótko, obowiązki wzywają.
Po kilkunastu minutach nasi bohaterowie zwinęli się i mieli zamiar ruszać w drogę.
- hhmm co by tu jeszcze zabrać na drogę... WIEM! śnieżne smoki posługują się pradawnym językiem, będzie wam potrzebny tłumacz.
- ojej.. kto? przeciesz ty nie mozesz jechać...
- ależ to nie problem. Stella! Derek!- po chwili przy Firii pojawiły się dwa małe przestraszone dzieciaczki- chłopiec i dziewczynka. Oboje mieli rude włosy.
- twoje...?- zapytała się nieśmiało lina. Firia skinęła głową
- a..ale takie duże..? to ty.. przed.. ślubem...?
- alez nie!!! smocze dzieci i to jeszcze do tego lisie rosną kilka razy szybciej od ludzkich. Tak naprawde moje pociechy mają dopiero 9 miesięcy. Stella, Derek, przywitajcie się!
- dzień dobly...- bąknęły nieśmiało
- uwielbiam dzieci!- powiedział Xelloss nie zważając na uwagi jakie prawił Firii przed paroma minutami. podszedł do nich.- cześć dzieciaczki! aleś wy śliczne! takie jak mamusia.
Firia zaczerwieniła się.
- ale rude włoski macie po tatusiu ^^- po chwili zobaczył jak nieśmiało machają swoimi smoczymi ogonkami- o widzę, że po mamie macie jeszcze coś ^^.
-no tak, ale co one mają wspólnego z tłumaczem?- apytała się Amelia
- mają pewnien dar porozumiewania się mową wszystkich stworzeń na ziemii. Nie wiem skąd to się u nich wzięło.
- lis i smok mieszanka wybuchowa to nic dziwnego ^^- powiedział Xelloss
- plose pana...- zaczął niesmiało chłopczyk
- pan jest mazoku, psecies mazoku są wlogami smokuf...- dokończyła myśl chłopczyka dziewczynka
- ale ja jestem specjalnym mazoku, zaraz wam pokażę ^^ - znikł na chwilę potem znowun się zmaterializował z dwoma wielkimi porcjami lodów. Podał chłopczykowi i dziewczynce
- widzimy - i dzieci uśmiechnęły się do niego liżąc lody
Tę sielankę przerwało donośne chrapanie.
- o, Gourry zasnął..- zauważyła Amelia patrząc na jego chrapiące ciało
- CO TAK LEŻYSZ JAK KUWEJT NA ROPIE!!!!- Lina zdzieliła Gourrego pierwszą rzeczą którą miała pod ręką- MUSIMY JUŻ IŚĆ!!!
- co? gdzie? jak?
- dupek.
Po chwili Firia zamieniła się w smoka.
- wsiadajcie.
- Amelia, masz gdzieś marchewkę ^^?- zapytał się Xelloss
Firia zionęła na niego ogniem
-tej to trzeba naprawdę kaganiec założyć ^^
Po doprowadzeniu Xellossa do stanu skwarki wreszcie wzbili się w powietrze.

***

Obudził ich przeszywający chłód. Lina nie mogła wykonać jakiegokolwiek ruchu, tak mróz ją przeszywał.
- d-d-d-dajc-c-c-cie mi c-c-coś c-c-ciep-p-p-łego...- wyszczękała z trudem poruszając zsiniałymi od zimna wargami
Stella i Derek spojrzeli na siebie. Chwycili najgrubszy kawałek ubrania Liny i zaczęły coś mruczeć pod nosem. Po chwili z tego samego materiału co najgrubsza część ubrania Liny powstał płaszcz. Ubrały go Linie
- d-d-d-dziękuję wam.... oo jakie ciepełko...- Lina wtuliła się w płaszczyk.
Dzieci po chwili zrobiły wszystkim takie płaszcze.
- to niezwykłe, jak te płaszcze ocieplają- zauważyła Amelia
- zucilyśmy na nie czar ocieplenia- powiedziała Stella jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie
- Skąd wy macie takie zdolności? Nie dość że potraficie robić ubrania z tkanbiny której dotkniecie to jeszcze potraficie rzucać czary o których nam nawet się nie śniło.
Usłyszała to Firia
- Ja też nie wiem skąd one mają takie zdolności. Co chwile ujawniają się jakieś nowe.
Dzieci znów spojrzały na siebie.
- te dzieci to nie są zwykłe dzieci..- powiedział Xelloss siedząc sobie pod fioletowym płaszczykiem.
- Już dolatujemy- poinformowała Firia- dalej nie mogę lecieć, bo zamarznę.
Miękko wylądowała na ziemii. Pocałowała dzieci. Pożegnała sie ze wszystkimi, rzuciła jadowite spojrzenie Xellossowi i odleciała.
Nasi bohaterowie stali w środku szalejącej śniezycy. Śnieg sięgał im do kolan.
- Panno Lino, niech pani wyjmie mapę gdzie jest to miasto...- powiedziała Amelia
- nie ma potseby, znamy dlogę.- powiedział Derek, Stella przytaknęła mu głową i poszli przez śnieg sięgający im do pasa. Za nimi udali się nasi nadludzie.
"niemożliwe jak dzieci o wyglądzie pięciolatków w wieku 9 miesięcy posiadają takie zdolności"- myślała Lina próbując zająć myśli czymś innym niż płatkami śniegu wpadającymi jej do oczu.
- miasto Olimer jest za tą gólą.- poinformowała Stella
"jaką górą? przecież przez tą śnieżycę nic nie widać"!- pomyślała Lina "jeszcze te dzieci mają sokoli wzrok"
Istotnie, za zakrętem ukazała się wielka brama w postaci posągów dwuch smoków, między którymi znajdowały się z bliżej nieokreślonego tworzywa zbudowane wrota. Po ich obu stronach znajdowały się góry.
- ale to wielkie! widać że to robota smoków - westchnęła z podziwem Amelia
- jakich smoków?- wyjechał Gourry
- nie będę ci teraz tego tłumaczyć bo to nie ma sensu.- warknęła Amelia.
Podeszli do monumentalnych wrót. Derek zastukał drzwi. Po chwili zaczęły się otwierać. Stał w nich biały smok wielkości 20 metrów.
- kas de ojen?- zapytał się smok w swoim języku
- bu kina ste onde uredo iij samm q Firia kooo vydwe stu ik bynde nelate;.- odpowiedziała Stella
- o czym rozmawiacie?
- on się zapytal kim jesteśmy, a ona powiedziała ze jestesmy dziećmi Firii a wy jesteście nasymi towazysami.
- ymm... hek sit as bndy ore syyta- odpowiedział smok
- mówi ze chce nas zobacyć pod postaciom smokóf.- wyjaśnił Derek i po chwili z Stellą przybrali postać złotych smoków
Pysk smoka dziwnie się wykrzywił, co zapewne miało oznaczać uśmiech.
- E oj Yien.
- powiedział ze nazywa się Yien- powiedział Derek do naszych herosów. Po chwili smok wykonał ruch łapą, żeby za ni poszli.
Lina, Amelia, Xelloss i Gourry weszli do miasta. Składało się ono z gór, w których były wydrążone wejścia i wyjścia.
- widać, że smoki te nie lubią przybierać postaci ludzkich...- zauważyła Lina
- owsem.- odpowiedził truchtający obok niej Derek- wolą postacie smoce. Zlestą nie ma potseby zamieniać się w cłowieka na takim odludziu.
- też prawda...
Smok zaprowadził ich do największej góry. W jej wnętrzu siedział sędziwe smoczysko.
- ejh-ab!- przywitał ich
- to znacy dzieńdobry- wyjaśnił Derek
Stella i wódz tej wioski zaczęli prowadzić ożywioną rozmowę.
- oj, nie jest dobze...- powiedział cicho Derek...
- nie strasz mnie, co się stało???- zapytała się Lina
- wóc mówi ze klystał znajdujący się w posągu Aaxa jest zeczą śfiętą, i nie poswoli jej zabrać.
- och!- jęknęła Amelia
- ale cekajcie..- Derek zaczął nasłuchiwać- mówi ze jezeli naucymy ich cegoś, z chęcią nam ten kamień oddadzą...
- co?
- mamy naucyć ich ROZNIECAĆ OGIEŃ...
- przeciesz to proste...- powiedział drapiąc się w głowę- chociaż prawdę mówiąc ja też za bardzo nie umiem...
- nie rozumies! oni od początku dziejóf mieszkają tu, w tej śnieznej krainie, nigdy nie widzieli ognia! naucyli juz się zyć w wiecznym zimnie, jednak chcą poznać co to ogień o któlym słyseli tylko z opowieści. Chca poznać co to prawdziwe CIEPŁO i już nie marznąć.
- ale przecież mogą przenieść sie do cieplejszej krainy...
- nie. Białe smoki zostały niegdyś wyklęte psez smoki złote z góly niewyjaśnionych psycyn. Były o wiele słabse, więc nie opłacało im się walcyć, więc pokornie osiedliły się tutaj. W świat ludzi tez nie mogą wrócić ze względu na ich pazury, które sa najcenniejsym tworywem na swiecie.
- OCH!!!- mimowolnie krzyknęła Lina
- nawet niech o tym pani nie mysli. No więc smoki te nie zamieskały tutaj z własnej woli. A chciałyby tez zyc w cieple.
- nie rozumiem.- odpowiedział Gourry wzruszając ramionami
- O, Stella mówi mu ze chętnie naucymy go rozniecać ogien.
- A-A-ALE JAK??? GDZIE MY TU TERAZ ZNAJDZIEMY SUCHE DREWNO? PRZECIEŻ TU WSZYTKO ZROBIONE JEST Z LODU!!!- pisnęła Amelia
- spokojnie.- Derek podszeł i z wykałaczki należącej do gourrego zrobił mnustwo drewna. Po chwili pokazał wszystkie formy rozniecania ognia, od iskierek poczynając, na Fire Ballu kończąc.
Rozentuzjazmowany smok zaczął skakać z radości wywołując trzęsienie Ziemii. Lecz zaraz posmutniał i powiedział coś nieszczęśliwym tonem do Stelli
- mówi ze psecies nie mają drewna w okolicy i nie bedą mogli wzniecic ognia.
- co zrobimy?- Stella zwróciła się do brata
- tseba im posadzić las.
I tak z jednej wykałaczki we wnętrzu wielkiej rezydencji wodza białych smoków powstał las.
- teraz mówi ze nas zaprowadzi do posągu. I ze mozemy spowrotem psybrać ludzkie postacie.
Ttak też zrobili. Po chwili udali się za smokiem do wielkiego posągu na samym środku miasta. Posąg ten przedstawiał wygietego w makabrycznej pozie smoka, który w desperackim ruchu łapie płomyk ognia.
- co to niby ma przedstawiać???- zapytała się Lina
- to jakiś ich bozek, który cośtam cośtam poświęcał się by stworzyć im odpowiednie warunki by psezyli.
- acha.
Wódz plemienia podszedł do posągu i wyrawał z jego człoła, na którym osadzony był kamień właśnie kamień i wstawił dla ściemy w jego miejsce bryłę lodu.
Lina ze wzruszeniem odebrała kamień.
- Derek! jak jest po-ich-cośtam-jakimstam-języku "dziękuję"
- Yyuionqe
Lina powykręcała sobie język na tym słowie, ale smok chyba zrozumiał bo wykrzywił pysk co zapewne oznaczało uśmiech.
- możemy rusać.- powidziała Stella i zamieniła się w smoka. To samo zrobił Derek
- wsiadajcie na nasze gzbiety.
Tak też zrobili. Dwa złote smoki wzniosły się w górę. Nasi herosi byli szczęśliwi że opuścili to wiecznie pogrążone w śnieżycy miasto. Już nawet nieczuli ze pładki śniegu zakryły im oczy. Na ciepłych grzbietach zasnęłi błogim snem.

***

Miłe słoneczko grzało rozkosznie. Linie nie chciało się otwierać oczu, bo myślała że to sen, i chciała by trwał nadal. Myślała że zapewne znów obudzi się na trzaskającym mrozie i w snieżycy. Nagle usłyszała miły głos
- pani Lino! niech pani sie obudzi, traci pani piękny dzień!
- UAAAH!- Lina wolno otworzyła oczy. Ku jej uciesze leżała w cieplutkim łózku. Przez okno wpadało łagosne światło porannego słońca- och witaj Stello.
Stella uśmiechnęła się.
- razem z bratem złozyliśmy pani berło. Oto ono.- i położyła Linie na kołdrze.
- dzięki.. a gdzie reszta towarzystwa?
- jesce śpi
W tej własnie chwili wszedł Derek.
- Dzień dobly pani!
- siemka!
- słuchajcie dzieci... mam jedno pytanie.. dlaczego, skoro smoki nienawidzą Xellossa, nie zwróciły na niego najmniejszej uwagi?
- bo te nie mają nic do mazoku. Nie prowadziły z nimi wojny. Gdy trwała wojna, one sobie spokojnie zyły zaszyte w temtym miejscu. Więc mazoku ich ani ziembi ani gzeje.
- acha..

***

- cięzko mi się z tobą rozstawać Firio, ale czas nagli...- powiedziała Lina
- a mi najciężej się rozstawać z twoimi pociechami ^^...- powiedział Xelloss- i co szkraby, umówilismy się? odwiedzicie kiedyś wujka Xellossa?
- ocywiście!
- będziesz mi dzieci demoralizował, jeszcze czego!!!- syknęła Firia
- ale wasza mamusia jest jeszcze ładniejsza jak się złości ^^- szepnął do dzieci Xelloss
- pa Firio! może jeszcze kiedyś wpadniemy do ciebie!- powiedziała Lina- ale musimy jeszcze znaleźć berło ziemi... a długa droga nas czeka i mamy mało czasu!
- do widzenia!

I nasi bohaterowie z cięzkim sercem oraz trzema berłami idą po czwarte. Czy los sprawi im jakąś niespodziewankę? Czytajcie dalej!


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.31013900 1276786905
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!