Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 2
rozdział #03
 
Treść fanfika..
Uff oto i następna księga. Jak potoczą się dalej losy bohaterów?
KSIĘGA TRZECIA.

rozdział pierwszy. Wyprawa. Porwanie.

- to było bardzo dobre...- powiedziała oblizując się Lina - ale my naprawdę...
- może jeszcze dokładeczkę?
- co? acha, jak pani nalega...
Ten obiad trwał już kilka dobrych godzin. Zbliżał się już wieczór, więc królowa zaproponowała naszym bohaterom przenocowanie. Lina i Gourry mając przed sobą perspektywę kolacji, zgodzili się.

***

- to jest twoja sypialnia, Lino, a to Amelii, to Gourrego, to Zelgadissa, tamta Stelli a tamta Dereka - królowa pokazała kilka drzwi w jednym korytarzu.
Wszystkim obżartym do granic wytrzymałości chciało się baardzo spać więc udali się do pokoju.
Lina weszła wolno do swojego pokoju. Także wywołujący lęk przestrzeni. Lina z rozkoszą rzuciła się na ogromne łóżko, ale nagle przypomniało jej się, że najpierw wypadałoby się umyć. Zrzuciła z siebie przepocone ciuchy i wrzuciła gdzieś na podłogę a sama wskoczyła o wanny rozmiarów stawu.
- ooo jest nawet jakuzzi... - Lina włączyła je, ale nagle spostrzegla że się topi więc wyłączyła je.
- ciekawe czy coś urosły..- Lina podpłynęła do jednego z luster otaczających wannę. - o! naprawdę urosły! aż o 0,00000001 cm! coraz lepiej idzie!
Gdy tak siedziała i analizowała ksztaut i rozmiary swoich piersi, do łazienki wpadła Amelia.
- A!
- A!
- FIRE BALL!!!!
- Aaaaa!

*SRU*

- CZEGO TUTAJ CHCIAŁAŚ???
- e.. ten no.. pogadać co w związku z dalsza częścią wyprawy...
- hmm...- Lina zanurzyła się po szyję w pianie wywołując intensywny proces myślenia - niewiem!
- ja też nie...- Amelia ze zrezygnowaniem siadła na podłodze.
- czekaj, ubiorę się i pogadamy.
Ubrała sie w zgrabną różową piżamkę, kapcie- panterki oraz różowy puchowy szlafroczek, wzięła jakąś miskę, wrzuciła do niej z odrazą swoje przepocone ciuchy i zaczęła robić pranie.
- ładny szlafroczek , panna Lino - zauważyła Amelia
- wrr taki mi dali- warknęła Lina
- no ale do rzeczy. Gdzie się teraz udamy?
- hmmm. Przynieś mapę.
Przyniosła.
- więc najpierw pujdziemy tu- chciała pokazać, ale przypomniało jej się że ma mokre ręce.- wyjdziemy z labiryntu stroną zachodnią, będziemy szli przez pustynie, lasy i inne takie bzdety, a następnie w kierunku gór Gór. Prawdopodobnie w nich jest Auren.
- tak? ale jak przejdziemy przez labirynt?
- zobacz, tu jest dość dokładnie zaznaczone! Idziemy na zachód, więc za każdym razem będziemy skręcać w lewo i do góry.
- KTO TO JEST???- pisnęła Amelia wskazując na okno
Istotnie, za oknem stał, a reczej lewitował ktoś lub coś, co się bardzo wzdrygnęło, jak zobaczyło, że Amelia na nie wskazuje.
- FIRE BALL!!!- krzyknęła Lina, lecz dziwnego gościa już nie było.
- kto to mógł być?
- niewiadoomo.
- UAAAHHH spać mi się chce- potężnie ziewnęła Lina. Nagle zamknęła oczy i wylądowała głową w swoim praniu. Amelia stierdziwczty, że śpi, udała się do swojego pokoju (a moze pokoju Zelgadissa? tego nie wie nikt.).

***

- naprawdę przykro na opuszczać twoje królestwo, Gourr- powiedział Gourry do siostry
- oj, bracie nie zostaniesz?
- co? a mogę? - lecz nagle poczuł silny kop ze strony Liny- nie, niestety nie mogę zostać..
- to pa !
- och dowidzenia...- powiedzia nieopbecnym głosem Zelgadiss i zastygł jak słup soli wpatrując się w Gourr
- co mu jest?- zatrzepotała rzęsami królowa
- na razie nic, ale zaraz mu będzie - warknęła Amelia
No ale w końcu poszli. Zaczęli się znów przedzierać przez labirynty.

***

Długo błądzili przez zwodnicze drogi labiryntu. Chodzili zgodnie z poradami Liny wciąż w lewo. Lecz nagle...
- tu może być problem.
- Tak, trzy drogi skręcają w lewo i do góry.
- Musimy się rozdzielić.- powiedziała rozkazującym tonem Lina- Gourry idzie ze mną, Amelia z Zelgadissem, a Stella z Derkiem.
Weszli w tunele. Stella i Derek długo błądzili po korytarzu aż w końcu stracili orientację.
- gdzie my jesteśmy?- głos Stelli odbiło echo
- w smoka też nie ma się jak zamienić, zaciasno- mruknął Derek
- PANNO LINO!!!
Głos odbiło echo
- PANIE GOURRY !!!
Echo nadal obijało się o ściany.
- PANNO AMELIO! PANIE ZELGADISSIE !!!- Stella coraz rozpaczliwiej przyzwała przyaciół. Lecz odpowiadało jej tylko echo. Zapadła głucha cisza. (czujecie ten nastrój tajemniczości i przejęcia, że zaraz może się coś stać? nie kitujcie, na pewno czujecie...)
- ja.. ja się zaczynam bać...
- I słusznie, dziewczynko ^^ - usłyszała obcy głos za sobą

TYMCZASEM U LINY I GOURREGO

- jesteś pewna, że to tędy?
- tak myślę.. ale pewności nie mam. A przypomniało mi się. Zapomniałam ci mówić. Jak to się stało że twoja siostra jest głupsza od ciebie?
- głupsza? raczej ona zawsze była mądrzejsza...
- naprawdę?
- ewidentnie.
- ty też !- fuknęła Lina
- o co chodzi?
- byś się wreszcie nauczył używać takich brzydkich słów!
- hę??? chodzi ci o to "ewidentnie"? to przecież znaczy oczywiście, całkowicie..
- tak?- Lina przybrała kolor zakwitlej róży
- twoja indolencja intelektualna nie obliguje mnie do dalszej konwersacji merytorycznej, Lino ! - powiedział ze złością Gourry
- hęęęęę??- Lina wytrzeszczyła oczy- a mógłbyś po ludzku?
- jasne. Jesteś za głupia żeby ze mną gadać.
- FIRE BALL !

*ŁUBUDU*

- ałć..
- a tak pozatym to skąd ty znasz takie słowa?
- a niewiem gzdieś je przeczytałem.. AUUUU
Tą konwersację przerwało im zderzenie z czymś a raczej kimś.
- o, Zelgadiss... O, Amelia...
- uuu... moja głowa...- jęczał Gourry leżąć na ziemii
- widać te drogi łączą się...- zauważyła Amelia- zaraz, a gdzie Stella i Derek? powinni juz dawno wyjść tędy...- wskazała na wylot jednego z korytarzy

TYMCZASEM KILKANAŚCIE METRÓW DALEJ I WYŻEJ

- co się sta...- ocknęła się Stella. Lecz nagle uprzytomniła sobie że znajduje się kilkanaście metrów nad ziemią, na jednej ze skał, tworzących labirynt. Labirynt skalny ciągnął sie aż po horyzont we wszystkie strony
- gdzie ja jestem..?- zapytał się derek który także dopiero się ocknął
- jesteście nad wąwozem ^^ - usłyszeli głos za sobą. Obejrzeli się.
- PAN XELLOSS !!!!
- no owszem ^^- powiedział dopijając kubek herbaty i rzucając go w przepaść
- ale zaraz zaraz, czy z tego spotkania mamy się cieszyć czy płakać... i.. ej ! dlaczego jesteśmy związani?- zauważyła Stella
- otóż, moje drogie dzieci- Xellos otworzył swoje oczęta-otrzymałem misję ściśle dotyczącą was. Jesteście legendarnymi złotymi dziećmi rodzącymi się raz na 5000 lat... jesteście silne. A będziecie jeszcze silniejsze. Macie dwie możliwości: ablo przejdziecie na naszą stronę, albo...- Xelloss niby mimowolnie skierowal rękę na rękojeść miecza
- zaraz... na waszą stronę czyli...
- tak, Stello. Na stronę LON.
- a jak się nie zgodzimy?
- to będę zmuszony... -Xelloss westchnął i wyjął miecz- zmuszony zrobić coś, czego nie chcę...
- czyli nasz zabijesz.- powiedział Derek ze stoickim spokojem. -No więc nasza odpowiedź brzmi...
Xelloss słysząc ostry ton Dereka przerwał mu.
- ALEŻ PROSZĘ! to naprawdę nawet.. dla mnie.. bardzo ważne ! ja nie chcę was zabijać !!! wyprosiłem od LON żeby darować wam życie, jeśli przejdziecie na naszą stronę... proszę...- Xellos przybrał już naprawdę rozpaczliwy ton
- nie martw się Xellossie! - powiedziała Stella z uśmiechem , który według Xellossa był calkowicie nie na miejscu- przejdziemy na twoją stronę.
- tak- przytaknął Derek.
- tak?- odetchnął Xelloss- no to fajnie ^^
Rozwiązał ich z więzów.
- a LON nie wierzyła mi że się zgodzicie.. ale komarsko ^^

***

- a tych dzieciaków nadal nie ma...- jęknęła Lina- zaczynam się martwić...
- może choćmy ich poszukajmy?
- dobry pomysł!
weszli w korytarz.
- jak tu tajemniczo... te refleksy światła.. jak umarli, to w ładnym miejscu- zaczęła Amelia
- ty to potrafisz pocieszać, Amelio ..- warknęła Lina
- och.. psieplasiam
Lecz przerwali bo natknęli się na kartkę leżącą na ziemii
- " Dostaliśmy nagłe wezwanie od mamy. Nie możemy kontynuować z wami podróży. Życzymy powodzenia." podpisano Stella i Derek- cytował treść karteczki Zelgadiss- fajnie. Nie będę musiał już się bać że ktoś mnie zamieni w karalucha
- heh, tak mogły nam pomóc... ale trudno- westchnęła Lina- musimy ruszać w dalszą drogę!

rozdział drugi. Wyjście. Pustynia Swami. Wizyta u LON. Powrót dzieci pustyni.

Minęły dwa dni ciągłej wędrówki i przedzierania się przez skały, zawracania, kluczenia, tracenia cierpliwości etc.
- hmmm... myślę że nieługo powinniśmy już wyjść..- myślała Lina spoglądając na mapę.
- jak niedługo?- zapytał się Gourry
- nie wiem jak nieługo. Myślę że coś między pięcioma minutami a miesiącem.

[GLEBA]

- ludzie, kto jej dał mapę...- załamywał się Zelgadiss
- JAK JESTEŚ TAKI MĄDRY TO SAM PROWADŹ!!!!!!!!!!!
- o jesu Lina, jak jesteś głodna, to jesteś naprawdę zła... to daj mi tę map...
Lina z nienawiścią rzuciła Zelgadissowi mapą w twarz.
- hmmmm...- zamyślił się. - byliśmy tam, wtedy zakręciliśmy tu, wtedy zakręciliśmy tam.. wtedy minęliśmy ten kamień...skręciliśmy tu, potem tu... nie, powwinniśmy skręcić tam...- mruczał Zelgadiss i zaczął się wracać. Wszyscy podążyli za nim. W ko.ńcu trafił na skrzyżownie i wybrał inną drogę. - wdedy skręcamy tu.. potem tu... i według mnie wyjście powinno znajdować się...
Zrobił kilka kroków
- tu! - wskazał za róg.
- nie wierzę ci.- - syknęła Lina. Ale gdy wyjrzała, widok, a raczej perspektywa przyznania się do porażki zwaliła ją z nóg.
Przed naszymi bohaterami znajdowała się rozległa równina.
- brr sam piasek.
- ale już nie labirynt.
- jak się nazywa ta pustynia?
- pustynia Swami bodajże.
- na takiej pustyni trudniej stracić orientację.
- trudno się mówi. Ruszamy!
Po godzinie wędrówki zaczęli gadać.
- podobno wiele oddziałów dzieci pustyni znajduje się i tutaj - zauważył Zelgadiss
- na tej pustyni? przecież to równina!- niedowierzała Amelia
- mogą ukryważ sdię pod ziemią. Pozatym pare kilometrów dalej ta pustynia zamienia się w piaszczystą i jest dużo wydm.- powiedziała Lina głosem znawcy, a po chwili schowała mapę w jedną z wewnętrznych kieszeni
- głodny jestem..- zauważył Gourry
- nie przypominaj mi, bo zacznę jeść mapę- jęknęła Lina- od dwuch dni nic nie jadam...
- a mi się chce spaaAAAAAaać...- powiedziala Amelia szeroko ziewając
- mi też..- rzekł Zelgadiss z trudem podnosząc powieki. Nagle opadł na kolana, a potem twarzą w piasek.
- Zelgadiss, co ci... chrrr...- to samo zrobił Gourry, tylko w innej kolejności.
- nie mogę.. opanować... snu...- Lina z impetem pacnęła o piasek
- ogarnia mnie...sennoooość...- Amelia także zasnęła z impetem wpadając w piasek.

TYMCZASEM GDZIEŚ W ZUPEŁNIE INNYM MIEJSCU

- po co tu stoimy?
- żeby przedstawić was pani ^^
- czyli LON?
- owszem. Pani koszmarów jeśli wolicie.
- pani komarów?
- eej, gdy już będziecie w naszych armiach musicie się nauczyć szacunku dla LON! bez takich głupich żartów!
- nie żartujący się znalazł.
Stella, Derek i Xelloss stali oparci o ścianę obok sporawych drzwi. Nagle dzrwi się otworzyły i wypadł prze znie jakiś mazoku i z hukiem walnął o przeciwległą ścianę, a potem zwijając się w jakiś niewiadomego pochodzenia bólach osunął na ziemię.
- audiencja u pani zakończyla się. Możemy wejść ^^- powiedział Xelloss
Weszli przez wielkie wrota, które zamknęły się za nimi z majestatycznym trzaskiem.
- brr, aż mnie narciarki przesz...
- ciii... wiesz gdzie jesteśmy?- uciszył Dereka Xelloss
Znajdowali się w sporawej sali. Na jej końcu znajdował się odwrócony tyłem fotel (coś jak w tych amerykańskich filmach o szefach mafii)
- witaj o pani- Xelloss przyklęgł pociągając za sobą Dereka i Stellę by także to zrobili
- witaj Xellossie.- damski głos obił sie demonicznym echem po sali
- o, to rzeczywiście kobieta, a myślałam że to jakis transwestyt...
- milcz ^^"..- jęknął Xelloss
- więc to są te złote dzieci?- zapytała się LON
- tak, pani- Xellos powstał- jak widzisz zgodziły sie przejść na naszą stronę
- hmm hmm... dziwne...
- ale udało się ^^
- bravo Xellossie, zostaniesz za to nagrodzony. - nagle było sie słychać dźwięk zapalniczki i po chwili zza fotela wysunął się długi patyk z wtykniętym papierosem (coś ala Cruella de mon)
- przedstawcie się ^^- szepnął Xelloss
- eee...- zaczął Derek bardzo onieśmielony. I się zaciął.
- NO MÓW COŚ - jęknął Xelloss głośnym szeptem
- eeeee... nazywam się Derek... i.. i wogóle...
- do rzeczy!- rozległ się zirytowany głos LON
- co mam powiedzieć?- szepnął zrozpaczony Derek do Xellossa
- powiedz jej że chcesz jej słóżyć lub coś w tym guście!- odszepnął Xelloss
- i... eee... chcę pani słóżyć... lub coś wtym guście...
Xelloss pacnął ręką o twarz.
- ależ o pani, on chciał powiedzieć że będziemy pani służyć po wsze czasy i na pewno pani nie zawiedziemy !!!!- uratowała sytuację Stella i niedbale przyklękła na jedno kolano, zaraz podnosząc się
- oby, oby. Ale dobrze. - odrzekła LON
- czy to oznaczało że jej się podobało?- szepnęła Stella do Xellossa
- tak, zazwyczaj nic nie mówi, albo posyła na drugi świat ^^...
- możecie odejść, rozkazy dostaniecie później.
- dziękujemy, pani!- przyklękli i wyszli.
- trudno było...- jęknął Derek
- siema Xelloss- do Xellossa podszedł jakiś mazoku
- eloł ^^
- czy to są te złote dzieci o których tak teraz głośno na świecie?
- no ^^
- miały już nie żyć, o ile mi wiadomo.
- ale żyją. Są po naszej stronie ^^
Mazoku wyższy od Xellossa o głowę spojrzał na sięgające mu do pasa dzieci które uśmiechnęły się anielsko.
- no nie wiem, Xelloss. W księgach jest zapisane że rodzą się one, raz na 5000 lat i wbrew ich naturze jest czynienie zła. Z tego może coś wyniknąć,.
- nie wyniknie ^^- powiedział jak zwykle optymistyczne Xelloss
- no cóż, ja zaraz muszę iść, pani chce mnie rozliczyć z zaliczonych misji w tym miesiącu- zrobił zbolałą minę
- no, my też musimy już lecieć.Papa ^^!

TYMCZASEM U LINY & INNYCH BOHATERÓW POZYTYWNYCH

- gdzie ja... - mruczała Amelia z wolna otwierając oczy. Po chwili leniwie stwierdziła że nie może ruszać rękami ani nogami i wogóle jej jest jakoś dziwnie. Postanowiła więc otwporzyć oczy całkowicie. Spostrzegła że leży przewieszona na czymś szarym, które jeszcze do tego idzie. Jej mózg jeszcze niezbyt dobrze pracował po przebudzeniu.
- PPPPPPPPPPPIIIIIIIIIIIIIIIIISSSSSKKKKKKKKKKKKKK!!!!!!!!!!!!!!- wydarła się tymczasem Lina
- ty milczeć !- jakiś gościu zdzielił miotającą się Linę po głowie
- gdzie ja jestem? gdzie ja jestem? nie mogę sie ruszać...! nie mogę rzucić czaru !!! PPPPPPIIIIIIIIIISKKKKKKKKK ałć!- człwoiek idący obok niej zdzielił ją tak po głowie że zamilkał na dobre
- Lina!- krzyknął półprzytomny Gourry
- cicho Gourry i tak nic nie zdziałasz.-mruknął Zelgadiss- jak widać jakimś dziwnym cudem nas uśpiono. Jesteśmy w niewoli dzieci pustyni...
- hę?- Gourry nic nie rozumiał
- Gourry leżysz związany i unieruchomiony, przewieszony przez grzbiet wielkiego stamempa, dosiadanego przez jakiegoś sierściucha, a ty nie wiesz gdzie jesteś?? twój brak inteligencji przeraża mnie...
- hę?- Gourry i tak niczego nie rozumiał
- Wy milczeć! my zaraz dojeżdżać!- odezwał się jakiś gościu.
Cała karawana składająca się z czterech stamempów, dosiadających je ludzi i kilku idących na piechtę, zgrabnie mknęła przez piaski pustyni. Nie muszę dodawać, że znajdowali się wśród wysokuich wydm.
Korzystając z okazji że ta wędrówka długo zejdzie, opiszę trochę dzieci pustyni i stamempy.
Stamempy, jak juz wspominałam były to dziwne stworzenia z profilu jakby pół- lama pół- koń pół- doberman, z wielkimi trzypalczastymi lapami opatrzonymi w pazury. Łby miały jakby wilcze z dwoma zakrzywionymi rogami. Cały stamemp był szary, a co do rozmiarów był dwa razy wyższy i szerszy od konia.
Same dzieci pustyni, bo tak nazywali się potomkowie wygananych, skazanych i zbiegłych z więzień Kaji, a także zabłąkanych podróżnych zagubionych na pustyni byli wysocy, dobrze zbutowani i nieprzyzwoicie brudni. przeważnie mieli długie czarne roztrzepane włosy, a ubrani byli w jakieś strzępki matwriału. Za broń słózyły im jakby długie miecze bez rękojeści.Ogólnie na stamempach prezentowali się przerażająco.
(ja to mam wybujałą fantazję)
Ale wróćmy do momentu na którym skończyliśmy. Więc cała karawana tych brudasów wlokąc naszych bohaterów przemierza piaski pustyni.
- daleko jeszcze?- jęknęła Amelia- pić mi się chce...
- wody ty nie dostać, woda być cenna! - powiedział jeden z ludzi
- a daleko jeszcze?- zapytał sie Gourry
- nie.
- skąd wy macie te stamempy?- wypalił Zelgadiss
- to być tajna.
- szkoda...
Lecz przerwali ta rozmowę, bo karawana zatrzymała się przy jednej z wydm.
- nie garb się !- krzyknął jeden z ludzi
- nie garb się nie wystarczy !- usłyszał głos ze środka- wchodźić!
- dziwne mają hasła...- zauważyła Amelia
Nagle coś w wydmie otworzyło się i ukazała się duża dziura. Cała karawana weszła do niej, zatrzaskując starannie drzwi i zasypując je pisakiem. Zapadła ciemność. lecz dzieciom pustyni najwyraźniej to nie przeszkadzało.
Przez kilka minut szli. W końcu Amelia, Zelgadiss oraz w pewnym sensie nieprzytomna Lina poczuli że są zdejmowani ze stamempów. Poczuli gwałtowne uderzenie i zamykanie drzwi na klucz. Zapadła cisza. Do pokoju w którym się znaleźli wpadał malutki strumyczek światła.
- nawet nie ma jak wyczarować światłości...- mruknęła Amelia- wszystko unieruchomione, nie ma się jak ruszyć...
- Lina... zróbcie coś z Liną...- błagał Gourry podejmując rozpaczliwe próby wyswobodzenia się
- obudzi się- powiedział spokojnie Zelgadiss i jakimś cudem udało mu się usiąść.
- nie.. a jeżeli się nie obudzi? zobaczcie jaka ona jest blada...!- Gourry próbował wyswobodzić się jeszcze rozpaczliwiej
Zelgadiss przyglądał się temu w milczeniu. W końcu wypalił ni z gruchy ni z pietruchy:
- kochasz ją, Gourry. Ale czy kiedykolwiek to jej udowodniłeś? Czy kiedykolwiek jej o tym powiedziałeś? Powiedziałeś jej jak bardzo ci na niej zależy?
- czemu się o to pytasz?
- a co byś zrobił gdyby się teraz nie obudziła? - ciągnął Zelgadiss- czy umrze dla ciebie jako przyjaciółka czy jako ukochana osoba?
- no.. oczywiście że jako ukochana...
- a czy ona będzie o tym wiedziała? śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą, Gourry...
Zapadło milczenie. Tą ciszę przedarł cichy jęk Liny.
- w..wody..
- LINA TY ŻYJESZ!- Gourry chciał wziąć ją w ramiona ale przypomniało mu się że jest związany
- g.. gdzie my jesteśmy...?- powiedziała cicho Lina - ale będę miała guza...
- jesteśmy w celi najwyraźniej. Nie próbuj rzucać żadnego czaru bo ci się to nie uda.
- czekaj.. muszę poukładać to wszystko od początku- powiedziała Lina podejmując nadludzkie wysiłki, żeby siąść- ktoś spowodował że zasnęliśmy... potem nas porwali, potem się obudziłam, potem mnie uderzyli, a potem znaleźliśmy się tu... jeny wody...- i spowrotem spadła na ziemię
- zrobiłbym wody, gdybym mógł dobyć mojego miecza, I... GDYBYM GO MIAŁ !- Gourry ze zgrozą spostrzegł że nie zaposiada miecza
- mi też zabrali miecz!- zauważył Zelgadiss
- a mi sztylet !- pisnęła Amelia
- wygląda na to, że pozabierali nam całą broń... fajnie...- jęknęła Lina- czyli jestęmy bezbronni jak dzieci
- bezbronne jak dzieci? hehe przypomnij sobię Stellę i Dereka!

APROPOS STELLI I DEREKA

Drzwi od biura (chyba psycho biura) LON znów zamknęły się z majestatycznym trzaskiem. Tym razem do sali wszedł sam Xelloss
- witaj, o pani ^^!
- czego chciałeś Xellossie?
- chciałem się zapytać... czy.. eee.. w nagrodę... za moje... osiągnięcie... bym mógł wreszcie otrzymać... eee... no wie pani... to o co tak bardzo prozę... od dłóższego czasu ^^...
- nie teraz Xellossie. Jeszcze nie teraz.
Xelloss westchnął.
- do widzenia, pani.
I wyszedł.

rozdział trzeci. Sąd. Karkołomna ucieczka.

U spragnioznych jadła i napoju Liny, Amelii, Zelgadissa i Gourrego godziny bardzo się dłużyły. Nagle ciszę przesyconą bolesnymi westchnieniemi naszych bohaterów przerwał chrobot w zamku.
- wy iść z my !
Całą czwórkę naszych herosów przewieszono przez stamempa. Zaczęli iść przez korytarz. Na jego końcu znajdowały się drzwi. Po ich otwarciu oślepił blask ( przypominam że od kilku godzin znajdowali się prawie w całkowitej ciemności) dużego ogniska. Wokół niego siedziało pełno dzieci pustyni, a na samym końcu sali na podwyższeniu siedział najbardziej barczysty z nich. Linę, Amelię, Zelgadissa i Gourrego posadzili przed nim.
- eee.. co my tu robimy?- zapytała się Lina
- wy być na rozprawie sądowej!
- o to jednak takie prymitywie jak wy ma coś uporządkowa.. nic nic- uciął Zelgadiss który sobie zdał sprawę że powiedział ździebko za dużo.
- cisza!- powiedział gościu- jesteście oskarżeni o wydanie naszego przywodcy i naszą armię w ręce nieprzyjaciół z Kaji!
- amerykę odkryli - fuknął Zelgadiss
- i co w związku?- zapytała się Lina
- musimy was ukarać- na gościu zagościł sadystyczny uśmiech- jedyną karą za zabicie naszego szefa jest kara śmierci..
- taa..- powiedziała niewinnie Lina- a przez co?
- przez to!- sadystyczny uśmiech gościa stał się jeszcze bardziej sadystyczny i wskazał on na klatkę stojącą kilkanaście metrów dalej. W nej znajdowało się coś przypominające Shreka skrzyżowanego z Grinchem.
- TROLL!- jęknął Zelgadiss
- Zel, jak ty witasz rodzinę- zachichotała Lina
- UGHM!- charknął troll
- o widzisz, poznał cię ! - Lina jeszcze bardziej zaczęła chichotać
- milcz!- syknął Zelgadiss
- tak więc uwarzam rozprawe za zamkniętą. Wyrok zostanie wykonany jutro o wschodzie słońca. Dziękuję!- i sędzia stuknął młotkiem. Linę, Amelię, Zelgadissa i Gourrego wyniesiono z sali i zamknięto spowrotem w ich celi.

*BUM*

Naszych bohaterów znów brutalnie wrzucono do ich celi.
- fajnie... skończyć jako obiad krewnego Zelgadissa- zachichotała Lina
- kiedy ty się wreszcie zamkniesz???- syknął Zelgadiss
- kiedy skończysz przypominać zmutowaną poduszeczkę na szpilki !- tym razem Lina wybuchnęła śmiechem
- nie wiem jak wam, ale mi się nie uśmiecha perspwktywa śmiertci jutro rano - powiedzia ła zdegustowana Amelia
- właśnie, lepiej zacząć myśleć jak się uwolnić...- zaproponował Gourry
- Gourry ty i myslenie? co za kontrast...- dosrał mu Gourry
Lecz i tak wszyscy zaczęli myśleć. Zapadła całkowita ciemność, z czego można było wywnioskować że zapadła noc.
- wiecie co...- zaczął Zelgadiss- oni chyba zrobili błąd, że nie zawiązali nam zębów.
- czemu?
- a temu !- i rzucił się do więzów Amelii
- eeej co robisz???- zapytała się nie za bardzow iedząca co Zelgadiss w tej chwili ćwiczy.
W końcu po paru minutach podniusł się mówiąc:
- porusz rękami.
Poruszyła.
- ŁIII MAM ODWIĄZANE RĘCE!!! WIKTORIIIII!!!!!!!!!!!!
- dobra nie drzyj się tak i mnie rozwiąż- powiedział Zelgadiss ksztusząc się sznurkiem.
Tak więc wszyscy się poodwiązywali.
- dobra, teraz trzeba jakoś znaleźć naszą broń. W miarę cicho i sprawnie. A potem wydostać się przed świtem.
- tak. - Lina puściła Fire balla w skali mikro w zamek od drzwi. Odpadł z cichym pyknięciem.
- swiatłość- szepnęła Lina
Zaczęli się wolno posówać korytarzem.
- te wszystkie pedały pewnie śpią. - w tej samej chwili usłyszeli kroki. Zgasili "światłości"
- kto ty? - zapytał się głos
- to być ja, ja iśc sprawdzić co z więźniami !- odpowiedział Zelgadiss grubym głosem
- acha! ale jutro być zabawa gdy troll ich będzie zjeść! a tak swoją drogą to ten troll byc podobny do jednego z więźniów!
- tak- jak to Zelgadissowi przeszło przez gardło- ty słuchać gdzie jest broń więźni.ow?
- w pokoju na końcu tego korytarz po lewej stronie!
- dzięki!
- ja już iść spać bo mi się oczy kleić! - i poszedł
- uff łatwo poszło...- odetchnął Zelgadiss
I posówali się ostrożnie dalej. W końcu dotarli na koniec korytarza. Po obu stronach były drzwi.
- po której stronie miała być nasza broń?
- no ten sierściuch powiedział że po lewej...
- no nie wiem... z ich językiem i dykcją raczej trudno wierzyć...
- no to co zrobimy?
- no cóż, trzeba próbować!
Ostrożnie otworzyli drzwi po lewej. A tam...
- CHRRRR... CHRRR... CHRRR...CHRRR???
W klatce leżał wielki stamemp, akurat przebudzony ze śpiku, o dziwo koloru kasztanowego.
- zamykaj te drzwi !!- syknęła Lina
- ale niech pani zobaczy co jest nabazgrane na tej karteczce na jego kartce: "przeznaczony na kiełbasę"...- oczy Amelii były pełne łez
- co cię obchodzą ich sprawy!!!
- ale niech pani zobaczy... nawet nie ryczy !!!niech pani zobaczy na tą nadzieję w jego ocz...
- DAJ SPOKÓJ !!!- Lina wyciągnęła Amelię za fraki i zamknęła drzwi
- no cóż, musimy otworzyć dzrwi po prawej stronie. -powiedział Zelgadiss i uchylił je. W srodku był rozpalony kominek, na stole leżały zguby naszych herosów, a na krześle spał strażnik.
- Lina ty masz złodziejski talent !!! ukradnij to !!!
- jaaa??? ty chamie, jeszcze się zemszczę ! - fuknęła Lina
Zaczęła się cichutko podkradać. Uważnie mierzyła każdy kroczek i uważnie patrzała czy strażnik śpi. Sięgnęła poo bronie. Gdy zaczęła podnosić miecz Gourrego rozległ się odgło szurania. lecz na szczęście strażnik nadal spał. Lina zebrała co miała do zabrania i wycofała się. Zamknęli drzwi.
- proszę Gourry to twoje - podała mu miecz- to twoje, Amelia, to twoje a to moje. Możemy iść.
I znów zaczęli się zakradać korytarzem.
- teraz musimy poszukać wyjścia...
Nagle ogłuszył ich mrożący krew w żyłach krzyk:
- ZŁODZIEJE! ZŁODZIEJE! UKRADLI BROŃ !! WIĘŹNIOWIE UCIEKLI!!!
- W NOGI !!! - ryknęła Lina
Lecz było już za późno. Ze wszystkich stron zbiegli sie ludzie i gdzie niegdzie na swoich morderczych wierzchowcach.
- to wpadliśmy...- jęknęła Lina- Dragon Slava nie ma jak puścic bo za mało miejsca i wogóle wszystko się zawali... Fire Ballem nic się nie zdziała... Gourry nie może użyć miecza bo się potopimy.. czy tak marnie nam przyjdzie zginąć?
- na to wygląda.- powiedział smutno Gourry.
- na to wygląda.- powiedział smutno Zelgadiss
W tym momencie miała smutno powiedzieć "na to wygląda" Amelia, lecz jej nie było.
- a gdzie Amelia?- zapytał się Zelgadiss
- W IMIĘ SPRAWIEDLIWOŚCI ZOSTANIECIE UKARANI ZA UWIĘZIENIE MNIE I MOICH PRZYJACIÓŁ I GROŻENIE IM ŚMIERCIĄ !!!- rozległ sie charakterystyczny piskliwy głos Amelii gdzieś z końca korytarza
- W IMIENIU PRAAAAAAAAWAAAAAAAAAAAAA!!!!- i rozległ się tętęt
- co ona odstawia..?- zapytała się Lina patrząc w kierunku skad dobiegł głos. Nagle z ciemności wyłoniła się Amelia ujeżdżająca owego kasztanowego statempa
- Amelia...- Lina nie mogła podsumować tej sytuacji.
Amelia z impetem wpadła na tłum dzieci pustynii, a statemp skutecznie ich rozpędził zianym ogniem.
- on ma dużo wspólnego z Firią...- powiedział do siebie Zelgadiss
- WSIADAJCIE!- zawołała Amelai
Wszyscy pospiesznie się wgramolili na zwierza. Zmieścili się i jeszcze mieli trochę luzu.
- jedziemy!!! WIOOOO!!!
I z impetem wpadli na bramę. Rozpadła się w dobiazgi, a statemp z gracją wbiegł na piasek pustyni.
- chamstwo zwalcza się siłom i godnościom osobistom ! - powiedziała i ciągnęła dalej- nazywa się Renyi- objaśniła Amelia przekszykując wiatr. lecz nie zdążyła nic więcej objaśnić, bo za nimi wpogoń udały się inne stamempy dosiadane przez dzieci pustyni.
Lecz Renyi mknął jak wiatr zostawiając inne stamempy daleko w tyle. W końcu pustynia zaczęła się kończyć, przez pasek zaczęły przebijać się kępki traw.
- jego szybkość jest niesamowita.... w ciągu niecałej godziny dobiegł do końca pustyni- dziwiła się Amelia
- obawiam się, że tzreba go będzie zostawić. Jest przystosowany do życia na pustyni.- powiedziała smutno Lina
- NIE!- pisnęła Amelia
- tak. Zobacz na jego łapy. On nie bedzie mógł chodzić po twardym podłożu. najlepiej zostawić go tutaj, jest tu trochę trawy, a o ile wierzyć mapie pare kilometrów na północny zachód jest oaza. Poradzi sobie.
Pożegnanie było tak bolesne że nie chcę tego opisywać ( znacie sentymentalniść Amelii ). Tak więc nasi bohaterowie na piechtę doszli do końca pustyni. Tym razem przed nimi wyrusł las.
- znowu las...
- ale po tych upałach należy nam się trochę chłodu!
- oj tak...

Czy nasi bohaterowie uratują Auren? o tym w następnej księdze !!! ( taaak, tym razem na pewno będzie to ostatnia księga)

C.D.N.


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.49044000 1276783526
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!