Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 3
rozdział #03
 
Treść fanfika..
Oto i kolejna księga, tym razem trzecia ( wybaczcie mi że was tak katuję).

KSIĘGA TRZECIA.

rozdział pierwszy. Karkołomna podróż. Znalezienie psa. Odkycie.

- niedługo dolecimy. - zawiadomiła Stella pomykając nad drzewami
- UAAH jak niedługo?- zapytała Lina budząc się z drzemki
- może pół godzinki, zobaczcie, góry już malują się na horyzoncie.
"kurde co za monotonia lecieć wciąż w tym samym kierunku.. lecę rozprostować skrzydła" - pomyślała Stella i nagle pionowo zaczęła lecieć w górę
- Stella co cię napadło..?- jęknęła Lina zamykając oczy przez pęd powietrza
- ŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII !!!!!!!!!!!!!!- ryknęła Stella i wyleciała nad chmury. Wykonała trzy koziołki, dwa półobroty, cztery śruby, korkociąg, pętle, a następnie zaczęła pionowo zlatywać w dół.
- NIE STELLA ROZBIJEMY SIĘ !!!- pisnęła Amelia

**

- widzisz syneczku? dzisiaj zaczynamy naukę obsługi pługa.
- oczywiście tatusiu.
- bierzesz pług za ten koniec i za ten koniec i...

* FFFFFFFUUUUUUUUUUCHHHHHHHHHHHH* - tuż przed dwoma wieśniakami wykonał skręt o 180 stopni smok, ledwo co nie dotykając podłoża brzuchem, a następnie wzbił się w niebo, że już go nie było widać.

- ...
- c-co to było..?

***

- ŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII!!!!!!!!!!!!- krzyczała Stella i robiła korkociągi w powietrzu. W końcu zmachala się i zmęczona, ale szczęśliwa zaczęła lecieć zwyczajnie po lini prostej.
- Stella... - usłyszała słaby głos za sobą
- słucham?
- chyba pobrudziłam ci tapicerkę...
- hej no !!!
- to twoja w...- Amelia chwyciła się za usta ale i tak nie wytrzymała.- BUEEEEEEEEEEHHHH

***

- tak więc syneczku, gdy masz ten pług w ręce, przyciskasz go do ziemii i...

*PLASK*

***

- Gwiazdeczko, nie rób tak więcej ^^... - powiedział Xelloss próbując wydobyć z siebie silny głos
- nie mogłam się powstrzymać.- Stella wyciągnęła skrzydła i bezwładnie szybowała po niebie
- hmm... szybujesz nie machając skrzydłami.. hmmm... myślę że to kiedyś opublikuję.. będzie się to nazywać szyb.. szyb.. szybowiec - Xelloss walnął ręką w rękę - tak nazwe to szybowiec i zbiję na tym fortunę ^^
- dolatujemy - zaalarmował przyszły szybowiec
Perzed naszymi bohaterami staly góry
- parkuj.
Stella łagodnie wylądowała i zamieniła się w ludzką postać.
- dobra. Jak teraz znajdziemy taki malutki świstek papieru na takim wielkim terenie?
- musimy sprawdzać za każdym kamyczkiem...

***

- właściwie to chyba jest bezcel;owe- zgłosiła trafną uwagę Amelia po trzech godzinach szukania
- właśnie, zjedzmy coś..- rzekła ze zrezygnowaniem Lina i siadła
- nie mamy nic do jedzenia ^^- zauważył Xelloss
- i zaraz coś upolujesz ^^ - powiedziała Lina naśladujac jego głos
- eej dlaczego ja...
- bo pierwszy zauważyłeż że nie ma nic do jedzenia. no, już, idź, nie ociągaj się!
Xelloss głęboko westchnął i zaczął iść gdzieś w kierunku skał. Wszedł na pagórek.
- aaachh jaki piękny dzień ^^... - przeciągnął się. Dzień podziekował za komplement.
Wyruszył w kierunku kaktusów.
- może tu będzie jakaś woda ^^.. - wyjął miecz i ćwicząc najnowsze sztuki władania mieczem uformował z kaktusa fontanne w kształcie Amorka.
- jakie to śliczne ^^- westchnął i wyciągnął filiżankę by nabrać wody z fontanny. Po chwili wypił to jednym haustem.
- niezłe ^^ ale co równac się może z herbatą...
Z nudów zrobił sobie łuk i strzały. Wyszedł na skałkę wyzej.
- o, jestem już wysoko ^^- trafnie zauważył. Nagle spostrzegł że otacza go cisza.
- ojej, zawsze gdy zapada niepokojąca, niczym nie zbełtana cisza, pojawia się LON.. lepiej się z tąd zmywać ^^- powiedział do siebie Xelloss i zaczął powoli schodzić.
Nagle, na jdnej z półek skalnych zobaczył białego psa.
- oo wreszcie jakieś jedzonko ^^- oblizał się Xelloss, taz że ślina ściekała mu z czoła i wyciągnął nowo zrobiony łuk.
Psisko spojrzało sie na Xellossa, wskutek czego zadrżała mu ręka.
- ojej, piesiu, nie patrz się tak na mnie, mam miękkie serce ^^...

*CHARAKTERYSTYCZNY SZCZENIĘCY WZROK*

- chlip.. chlip.. mówiłem żebys się tak na mnie nie patrzył.. chlip chlip... - rozpłakał się Xelloss. Pies podszedł do niego i polizał go w rękę.
- no co piesiu ^^..- Xelloss pogłaskał go
- woof woof!! - zaszczekał grubo pies.
- no ale teraz przez ciebie nie mam nic do jedzenia...
- woof woof !- pies zamerdał ogonem i pobiegł za róg. Xelloss po namyśle poszedł za nim.
- gdzie mnie prowadzisz?- po chwili Xelloss wyszedł za róg. Stało tam cos w rodzaju kozicy.
- IIIIIIIIIIIIIIIIAAAAAAAAAAAAAAUUUUUUUUUUUUUUU ^^ !!!!!!!!!!!!!!!!!! - Xelloss wyciągajć miecz rzucił się na kozicę.

Dalej było bardzo krwawo i dramatycznie...

- jeny, gdzie tan łazęga się podziewa...- westchnęła Lina
- za tobą ^^- usłyszała za sobą głos, i po chwili spadło na nią zakrwawiona martwa kozica
- AAAAAAAGHHH GDZIE MI Z TYM ŚCIERWEM !!!!!!- wrzasnęła Lina po czym wskazała na psa towarzyszącego Xellossowi- co to za manel?
- on? ach ^^ przyplątał się do mnie ^^
- jaki piękny !!!!!!!!!!!!!!!- Amelia rzuciła się na psa głaszcząc i całując go- jak się nazywa?
- naz..
Lecz nie pozwoliła mu dokończyć.
- nazwę go Pimpuś!! Bardzo mu pasuje !!!
Zarówno psu jak i Xellossowi zebrało się na wymioty.
- Ale on już ma imię... nazywa się Boruta.- wycedził Xelloss
- Xell, ty to zawsze wymyślasz takie imiona...- westchnął Zelgadiss
- Boruta to przecież szatan zamieszkujący bagna ^^- wyjaśnił Xelloss- i...
Amelia wkurzona wstała.
- ŻYCIEJESTPIĘKNEŻYCIEJESTPIĘKNEŻYCIEJESTPIĘKNEŻYCIEJESTPIĘKNE!!!! - zaczęła wrzeszczeć mu nad uchem
- ughhhh... - biedny mazoku skulił się na ziemii. Pies podszedł do niego i także sie położył
- SWIATJESTCUDOWNYŚWIATJESTCUDOWNYŚWIATJESTCUDOWNYŚWIATJEST
CUDOWNY!!!! - Amelia zaczęła tańczyć wokół Xellossa i psa
- zaraz umrę... - jęknął Xelloss
- KOCHAMŻYCIEKOCHAMŻYCIEKOCHAMŻYCIEKOCHAMŻYCIE!!!- Amelai kontynuuowała swoje pienia tym razem wykręcając piruety i inne , bliżej niezbadane, figury taneczne
- UUUUUUUUUŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘ!!!!!!!!!!!! - wybuchnął płaczem Xelloss
- Amelio, nie wiedziałam że masz takie sadystyczne popędy..- podsumowała ją Stella
Amelia nieco zawstydzona zaprzestała dręczenia Xellossa
- niech ja cię dopadnę, mała żmijo..- wycedził spoglądając na nią różowymi oczkami ze wściekłością
- panie Xellossie.. proszę się uspo...
- AAAAAAAAAAGGGGGGGGGHHHHHHHHH - Xelloss rzucił się na nią, lecz ona zwinnie mu umknęła. Pobiegli goniąc się z góry, razem z wiernym Borutą.
- teraz trzeba upiec tą kozicę..- powiedziała Lina
- strażnicy z TPN nas zabiją... - powiedział Zelgadiss
- trudno.. rozpalajmy ognisko!
Po zużytkowaniu wszystkich zapałek, zapalniczki i krzesiwa, nai bohaterowie mogli wreszcie zasiąść przy ognisku. Powtykali kawałki kozicy na patyki i piekli je sobie.
- jak myślicie? kiedy to się skończy?- zapytał sie Zelgadiss wpatrując się intensywnie w skwietrczącą powierzchnię kawałka kozicy.
- nie wiem, wciąż jest surowe- Lina dotknęła swój kawałek kozicy
- ale chodzi mi o tego fika. Kiedy on się skończy?
- a skąd ja mam to wiedzieć? zapytaj się autorkę.
- nie zapytam jej, bo jest chamska.
AAAAAAAAAAAGGGGGGGGGHHHHHHHHH
Po chwili przed naszymi bohaterami zmaterializowała się blondwłosa postać.
- FIRE BALL !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! WY FRĘDZLE!!! - i znikła
BUAHAHAHAHAH ale im dałam popalić.
- uuch.. mogłeś się jednak ją grzecznie zapytać..- jęknęła Lina
- uchhh.. przepraszam autorko..
fakaj się.
- buahihihihi - zachichotała Lina
- to nie jest śmieszne...
- Zelgadissie, mięso ci się przypala.- zauważyła spokojnie Stella
- co? AGHHH! - jęknął Zelgadiss przyglądając się węgielkowi na swoim patyku
- nie wiem o co wam chodzi, ja wogóle nie piekłem, a jest dobre!!! - powiedział oblizując się Gourry i rozglądając się za kolejnymi kawałkami mięsa

[GLEBA]

Po parunastu minutach wtoczyli się Xelloss, Amelia i Boruta.
- dajcie jeść- wydyszała Amelia
- nie ma. - rzekła spokojnie Lina rzucając za siebie obgryzioną kość
- możemy upiec psa !- Gourry wskazał na Borutę, który na to zawistnie warknął.
- mam pomysł.- powiedział Xelloss. Wyprostował rękę ku niebu i nagle wyleciał z niej dziwny promień. Po chwili z nieba pospadały ptaki, ufoludki, kawałki planet i latające spodki.
- ...
- no co? jedzcie ^^ !
Wszyscy zaczęli jeść, ale z zemsty Zelgadiss nie chciał mi powiedzieć jak smakuje pieczony kosmita.
Nastała noc. Nasi bohaterowie położyli się spać.
Wszyscy zasnęli.
wszyscy.
Oprucz
Psa.
Nastał piękny ranek, co nie omieszkała skomentować Amelia, by dobić Xellossa i jego psa.
- teraz kto idzie skombinowć coś jeść.- zapytała się grobowym głosem Lina
- a dlaczego ty nigdy nie pujdziesz?
- bo ja wpadłam na ten pomyśł.
- teraz jej kolej ^^ !- Xelloss wskazał na Amelię
Wszyscy wbili wzrok w Akurat czeszącą się dziewczynę.
- ustalone. Amnelia idzie polować.
- n..nie..
- taaak!!!
- no doobrze. - Amelia widząc na sobie morderczy wzrok Liny weszła na górę.
Wchodziła, wspinała się i wspinała i wspinała i wspinała.
Dodam tylko że była to wspinaczka karkołomna, obfitująca w łamiące się skałki i inne takie tam bzdety wymyślone przezemnie.
- i jak mam na takim zadupiu znaleźć coś do jedzenia - marudziła sama do siebie Amelia - niewiem jak Xelloss znalazł tamtego jelenia czy co to tam było... ja nie znajdę... - w końcu podczas wspinaczki znalazła jaskinię.
Wgramoliła się do niej.
- och, jak tu strasznie!- westchnęła i zaczłęa się posówać w głąb jaskini, upszednio wyczarowując "światłość"
- nie zdziwię się, jeżeli spotkam nimfy pustynne, lub coś w tym stylu...- powiedziała Amelia wierząc w swojego wszechobecnego pecha.

*AWWWGRRR* - usłyszała cichy pomruk za sobą.

- t...to t-t-t-y Lino?

*GRRRWWWwww...*- ten pomruk usłyszała przed sobą

- kto tu jest? - zapytała się lawirując "światłością"
W tym momencie poczuła przeraźliwy ból w plecach. Po chwili coś powaliło ją na ziemię. Ona szybko wyjęła swój mieczyk i na chybił trafił pchnęła za siebie. Rozległ się ryk. Ona szybko wstała.
Lecz przed nią błysnęły jasne oczy, i po chwili obraz stał się fioletowy, bo walnęła głową w ziemię, powanona czyimś wielkim ciałem. Po chwili poczuła bół w ramionach.
W pewnym momencie przypomniało jej się, że zna przeciez takie czary jak Fier ball
- FIRE BAAAAAAAAAAAAAAAAAAAALL!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - krzyknęła z zawiścią- KTO ŚMIAŁ ATAKOWAĆ OBROŃCZYNIĘ PRAWA!!!!!!!
Zapadła cisza. Amelia wyczarowała światłość. Na podłodze leżały dwie pantery, w tym jedna jeszcze chwytająca powietrze.
- TYYY [CENSURED]- Amelia z całej siły kopnęła tą żyjącą, dobijając ją na miejscu.
Wzięła obie pantery za ogon i zaczłea schodzić na dół. Już miała przywitać się ze swoimi przyajciółmi gdy zobaczyła przerażenie na ich twarzach.
- co się stało?
Lina przyłożyła tylką rękę do ust. Stella z szeroko otwartymi oczyma wskazała na Amelię.
- o co chodzi???
Zelgadiss tylko podszedł do Amelii i wydusił:
- żyjesz?
- o co wam wszystkim chodzi?
Amelia wyglądała okropnie. Krew ściekała jej z ramion oraz pleców. Ubranie miała podarte pazurami.
Zelgadiss wskazał ubytki w jej budowie.
- co?- Amelia bezmyślnie spojrzała na Zelgadissa, a potem na swoje ramię. Gdy zobaczyła że ma je rozcharatane prawe do kości wrzasnęła:
- AAAAAACH!!!!!!!!!!! UMIERAAAAAAAM!!!!!!!!!!!!!! KONAAAAAAAM!!!!!!!!!!! TO STRASZNEEEEEE!!!! RATUJCIE MNIE BO ZARAZ ZGINĘ!!!

[GLEBA]

Po obandażowaniu Amelii i zszyciu ubrań, nasi bohaterowie przystąpili do pałaszowania panter.
- mmm, niezłe! gdyby tylko nie było takie poharatane przez Amelię...
- a co pani by zrobiła na moim miejscu, panno Lino !?!?
- zastosowałabym perswazę słowną.
- na przykład?
- ZELGADISS TY POPIERDUŁO I TOREBKO OD SERA!!! WYGLĄDASZ JAK ZMUTOWANA KAPIBARA!!! BIEDAKU ODKĄD UKRADLI CI PIŁĘ ŁAŃCUCHOWĄ, NIE MASZ CZYM SIĘ UCZESAĆ!!! MASZ POWODZENIE!!! ALE TYLKO U KARALUSZYC PŁCI NIJAKIEJ!!! A GDYBY GŁUPOTA LATAŁA, LATAŁBYS JAK TA GOŁĘBICA !!!
Zelgadiss chlipnął i poszedł jeść gdzieś w kąt.
- widzisz? to był najłagodniejszy przykład perswazji słownej, a widzisz jakie ma skutki !!! - rzekła Lina z dumą rozwalając się na kamieniach
- biedny pan Zelgadiss- Amelia spojrzała na chlipającego Zela
-ech, skończyła się panteraaaa...- boleśnie westchnęła Lina
- nie czeszę sie piłą łańcuchową, tylko mechaniczną...- chlipnął Zelgadiss
- oj Zeluś, nie martw się, na najbliższym postoju kupię ci grabie...- zachichotała Lina
- a ja ci stanik z wkładkami - Zelgadiss wystawil język
- FIRE BALL!!!

*PIZDUUUUU*

- bolało...
- i o to chodziło autorce!
- ej, wiecie co?- odezwała się Stella
- co?
- musimy już ruszać w drogę.
- ee tam...na pewno nie mamy wiele drogi do przejścia...- westchnęła Lina
Stella zminimalizowała okno i spojrzała na rozmiar plików.
- mamy.
- no dobrze..- Lina ociężale wstała- no to idziemy.
Po zebraniu się wreszcie wyruszyli.
Przemierzali góry niczym dróżyna pierścienia.
W końcu wspięli się na jedną z wyższych półek skalnych i zadecydowali że odpoczną ("zadecydowali"..? raczej Lina zadecydowała. I jeszcze raz się pytam: kto powiedział że kobiety to słaba płeć?)
- jak dzieci..- podsumowała Amelia Xellossa akurat bawiącego się z psem
- woof woof !!!
- woof woof ^^ - nasladował psa Xelloss i łaził za nim na czworaka
- mazoku też człowiek.. w pewnym sensie..- powiedziała Stella
- mogę się przyłączyć???- zapytał się Xellossa Gourry
- jasne, choć ^^!
I tak łazili w kółko we trójkę.
- o jesu..- Lina walnęła głową o ścianę
- bez komentarza...
- woof woof !!! - nagle Boruta podszedł do Liny i polizał ją w rękę
- co, ty też uważasz, że oni sa inni? - zapytała się Lina głaszczać psa i wskazując na łażących na czworaka Xellossa i Gourrego.
Pies zamerdał ogonem z politowaniem.
Więc Lina przystąpiła do grania z psem w scrable i monopoly.
- AGHHH wygrałeś ze mną!!! - ryknęła Lina po jakimś czasie.
- woof woof! - pies zamerdał ogonem z dumą
- ja ci dam układać mi "onomatopeję" i "konstantynopolitańczyka" i "ewidencję" !!!!!!
- woof woof !
- za karę chappi nie dostaniesz !!!
- woof !! - pies oblizał się na samą myśl dnia bez chappi
Lina ze złością kopnęła w ścianę i powiedziała wyraz jaki nie napiszę, z powodu obowiązującej cenzury.

* BOOOOM *

Nie wiadomo czemu ściana rozkruszyła się.
- woof woof !!!- Boruta zamerdał ogonem i wbiegł do nowo otwartej jaskini
- coś zrobiłam..?
- owszem.- powiedział grobowym głosem Zelgadiss - jak znam życie, nie wyjdzie nam to na dobre...
- JUPIII WRESZCIE COŚ SIĘ DZIEJE !!! - Amelia także wparowała do jaskini
- woof woof!- zaszczekali równocześnie Xelloss i Gourry i potruchtali za Amelią
- choć, Lino. - powiedziała Stella podnosząc się
- heh...
Więc Lina weszła razem ze Stellą.
Z jaskini waliło amoniakiem i paromiesięcznymi trupami.
- fuu ale tu jedzie !!!- zatkała noas Lina dołączając do Amelii
- nooo...- przytaknęła Amelia
Po skombinowaniu światłości, nasi bohaterowie wolno posówali się korytarzem w dół.
- ale tu ciemno, mrocznie, tajemniczo i nieprzyjemnie...- powiedział Gourry
- ach ^^- westchnął Xelloss- czuję się jak u siebie w domu ^^
Nagle nasi bohaterowie poczuli że wznoszą się i stąpają po miękkim podłożu.
- co to jest..?- Stella przybliżyła światłość do ziemii- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!- zaprezentowała zasoby swoich płuc
- co się.. - Lina zwiękzyła moc światłości i..
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Stali na wielkim skupisku węży...
- n..nie cierpię.. węży..- wydusiła Stella
- przecież sama jesteś gadem! - rzekł Zelgadiss drwiąco
-FIRE BALL !!!!!!!!!! - wykrzyknęła Lina doprowadzając wszystkie węże do zgonu. Lecz po chwili przypełzły nowe.
- Tego jest pełno.. zapalmy ogień, może uciekną...
Lecz mimo to węże zaciśniały wokó nich krąg. Nagle usłyszeli przeciągły syk za sobą. Gdy się odwrócili, spostrzegli dwu-metrową kobrę.
- zginąć w taki sposób? to niesmaczne... - podumowała sytuację drapiąc się w głowę Stella
- FIRE BALL !!!! - wykrzyknęła Lina, ale nic to nie dało
- a ja myślałem że zginę jak bohater.. że będą o mnie pisać w podręcznikach od historii.. i zrobią o mnie serial w telewizji..- powiedział smutno Zelgadiss
Gdy już kobra miała ich zabić w jakiś sposób, nie chce mi się wymyślać jaki, głośno syknęła rażona jakimś laserem i padła na glebę.

*CISZA*

Ku zdziwieniom naszych bohaterów niedaleko stał pies.
- Boruta..? - zapytał się z nieowiedzaniem Xelloss
- myślałem, że sobie poradzicie, ale myliłem się.. chciałem ujawnić się dopiero później. Ale cóż, chcę wykończyć was osobiście...- pies nagle ptrzyemuwił ludzkim, dziwnie znajomym głosem.
- NIE !!!!!!! - Stella wystąpiła przed innych- TO NIE MOŻESZ BYĆ TY !!!
- a zakład? - Nagle pies zaczął zbijać się w kupkę, biała sierść zaczęła się wzbijać coraz wyzej... aż w końcu przed naszymi bohaterami stanął białowłosy chłopak, o granatowych oczach, w szkarłatn-pomarańczowym ubraniu.
- kto to?- Amelia pociągnęła Linę za rękaw
- Derek.. ten sam, co widzialam go ostatnio z LON- powiedziała ze zgrozą Lina
- co wy tacy przerażeni? - Derek sobie najzwyczajniej w świecie dłubał w zębach - nie bujcie się, będziecie umierać długo.. w męczarniach..
- jak możesz... nie dość że zabiłeś mamę, to jeszcze chcesz zabić nas...
- ee tam, sama się prosiła... - powiedział spokojnie
- TY ŚWINIO !!!!!!!!!! - Stella poraziła Dereka jakiś zaklęciem, blisko spokrewnionym z prądem. On odpłacił jej się tym samym.
- no, no, silna jesteś, siostrzyczko.. ale nie tak silna jak JA!!!! - i dodał do swojego promienia jakąś czarną chmurkę, tak że Stella walnęła z impetem wprzeciwległą ścianę.
- kto następny? spieszy mi się!
- może ja ? - przed towarzystwo wyszedł Xelloss
- ty, zdrajco? twoja śmierć będzie najdłuższa..
- heheh twoja pycha kiedyś cię zgubi. Ja jestem mazoku od 5000 lat a ty?
- hmm, ale ja jestem specjalnym mazoku... jestem złotym dzieckiem..
Xelloss i Derek rzucili się z zawiścią na siebie i znikli.
- biją się na zewnątrz !!!
Lina, Stella, Amelia, Zelgadiss i Gourry wybiegli spowrotem na pułkę skalną. Zelgadiss i Derek co chwila znikali i pojawiali się. W końcu zawiśli spokojnie w powietrzu w pewnej odległości od siebie
- hehe jesteś lepszy niż się spodziewałem. - powiedział ze spokojem Derek - wykończyłbym cię, ale nie mam czasu.. muszę dokończyć niszczenie tego przebrzydłego świata.. na razie ! - i znikł.
- aghhh...- warknął Xelloss- co za [CENSURED]
- cięzko było?
- cholernie... co te złote dzieci mają w sobie takiego?- spojrzał z zawiścią na Stellę która na wszelki wypadek cofnęła się za Linę.
- źle się czuję... - usłyszeli nagle słaby głos za sobą
- co mówisz Amelio?
- nic, nieważne.. - i siadła na ziemii.

rozdział drugi. choroba Amelii. Wyprawa po kwiat. Lawina.

Nasi bohaterowie zaczęli się spieszyć z wchodzniem na szczyt, bo skoro LON wie, gdzie są, może ich w każdej chwili dopaść. Tak więc dzielnie przemierzali wertepy. Amelia wlokła się na samym końcu.

*buch* - usłyszeli za sobą

Obejrzeli się.
- Amelia !!! - Zelgadiss podbiegł do leżącej na ziemii dziewczyny.
- Amelia, co ci jest?
- to.. nic poważnego... - Amelia ciężko podniosła się
- jeny, ty masz gorączkę! - Lina przyłożyła dłoń do czoła Amelii- i to dużą!
- ależ.. nic mi nie jest..- zrobiła chwiejny krok do przodu
Podszedł do niej Xelloss, przyłożył rękę doczoła, szyji, nadgarstka, zajrzał jej do oczu i gardła.
- hmm hmm ^^- zamyślił się jak to on, wyjął swoją niebieską książeczkę przeczytał coś, pokiwał głową i rzekł- wiedziałem że te węże są jakieś dziwne... ich jad zabija w ciągu kilku godzin.. są z hodowli LON, żadne zaklęcie uzdrowienia na nie nie działa.
- co?- Stella podbiegła do Xellossa
- taaak...- powiedział ze smutkiem
- i nie ma na to żadnego lekarstwa? - podszedł do Xellossa Zelgadiss
Xelloss ponownie wyjął swoją książeczkę.
- hm jest ^^- wyszczerzył się- trzeba zrobić napar z pewnego kwiatu...
- tylko nie mów że z Auren !!
- nie !
- niemożliwe... to niezgodne z prawami natury i sadyzmem autorki, żebyśmy mieli takie szczęście...
- nie cieszcie się! kwiat ten rośnie w największych śniegach...
- fajnie..
- Amelia, dobrze się czujesz?- Xelloss zwrócił się do bladej jak ściana Amelii
- no pew.. - i osunęła się na ziemię
- musimy się spieszyć, bo będzie za późno. - rzekł nasz mazoku bardzo poważnie. - Amelia, dasz radę iść?
- noo.. chyba tak.
- nie dasz rady. Zelgadisss, pomóż mi, pomożemy iść Amelii.
Wzięli Amelię na ramiona i wyruszyli w kierunku szczytu.
- robi się coraz zimniej.. - zauważyła Lina
Stella podeszła do niej i wyczarowała płaszcz, tak jak w pierwszej części "chaosu". To samo uczyniła wszystkim uczestnikowm wyprawy.
Po godzinie wspinaczki zaczął sypać śnieg.
- słuchajcie, z Amelią jest coraz gorzej..- rzekł Zelgadiss patrząc na łapczywie chwytającą powietrze Amelię
- hmm a może wy tu zostrańcie, a my pujdziemy szukać kwiata? - zaproponowała Stella
- tak, dobry pomysł- Xelloss zwrócił się do Zelgadissa- rozbij ciepły namiot, połuż tam ją, a ty z nią zostań.
- dobrze. - zamilkł na chwilę- a ile pozostało jeszcze jej życia?
Xelloss przyłożysz Amelii rękę do czoła i pokręcił głową.
- trzy, może cztery godziny...musimy się spieszyć!
Stella zrobiła cieplutki namiot z puszku. Po chwili wszedł tam Zelgadiss niosąc już prawie tracącą przytomność Amelię. Po pożegnaniu się, Stella, Gourry, Lina i Xelloss wyruszyli w drogę na szczyt.
- ej, Xelloss jak wygląda ten kwiat?- zapytał się Gourry
- pojęcia nie mam ^^. Ale na pewno go znajdziemy, w końcu rzadko widuje się kwiaty na parotysięczniku, no nie?
- tak?- Gourry podrapał się w głowę
- tak.
Lecz przestali rozmawiać bo śnieg zaczął sypać ostro, zrobiło się ślizgo i stromo.

*SRUUU*

- ałć, co to było??? - Lina pomacała sie w tył głowy
- śnieeeeeżkiiiiiiiiiii!!!- wykrzyknął Gourry i rzucił w Xellossa
- agh.. stary, ty nie wiesz, że masz do czynienia z mistrzem w śnieżki..- syknąl Xelloss i zaczął napierniczać w Gourrego kulkami śniegowymi
- SNOW RAY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - dało sie słyszeć głos Stelli i po chwili i Gourry i Xelloss byli cali oblepieni śniegiem - CZY WY NIE WIECIE, IDIOCI ŻE TU CHODZI O ŻYCIE AMELII???
- och, rzeczywiście - oba bałwany zaczęły posłusznie podążać za Stellą
- fajne zaklęcie, to z tym śniegiem.. musisz mnie go nauczyć!- powiedziała Lina z mściwym uśmieszkiem
Lecz nagle przed naszymi bohaterami stanęła stroma ściana.
- no cóż, trzeba będzie się wspinać.. - westchnęła Stella i ze swojego ekwipunku przyczepionego do pasa wyciągnęła linę ( nie, nie Linę Inverse!!! no dobra, niech wam będzie: sznurek) i zarzuciła wysoookooo
- słuchaj, a nie byłoby lepiej, gdybyś zamieniła się w smoka?- zaproponowała Lina
- nieee, bo wtedy nie wypatrzymy kwiatka.
Po paru chwilach juz zaczęli się wspinać po linie ekhm sznurze.
- ale wieje - trafnie zauważył Gourry
- o gratulacje, Gourry, potrafisz dobierać słowa do faktów ^^
"o, zgadłem"- pomyślał Gourry
Po kilkunastu minutach wspinaczki, Stella, ze skocznością gada czepnęła się ściany i zaczęła się przesówać w bok.
- a ty gdzie sie wybierasz, jeżeli można wiedzieć ^^?- zapytał się Xelloss
- nie widzicie, jełopy, tego kwiatka? - Stella wskazała gdzieś w śnieg
- nie...
- agh widzicie, oto zaleta bycia pół-gadem.. - i wolno podpełzła do niewielkiej półeczki skalnej. Trzymając się skały jedynie trzema nogami ekhm rękami ekhm kończynami próbowała sięgnąć po kwiatek.
- jeszcze.. troszkę.. - z nadludzkim wysiłkiem dosięgała kwiatka.. jóż dotykała go palcami.. już była w stanie go złapać... zerwała go !!! ae ona sama też się zerwała...
- STELLA!!!!!!!
Stella spadała w dół, lecz nagle przypomnialo jej się że może zamieniać się w smoka, więc zamieniła się w niego. Lecz heh.. wypadł jej kwiatek.
- schodzimy !!!!!!- wykrzyknęła rozkazująco Lina i Xelloss i Gourry zaczęli się zsówać w dół. Na szczęście akcja przebiegła dość sprawnie i po chwili Lina dzierżyła kwiatek w ręce.
Zaczęli schodzić w kierunku obozowiska. Stella podeszła do lądowania..

*JEBUT*

- heh, Stella, moglabyś delikatniej lądować...
- nic już na to nie poradzę..- i spowrotem zamieniła się w człowieka
Nagle ze wszytkich stron zaczął dochodzić głuchy pomruk.
- co to za dźwięk..?
Odwrócili się i...
- już nie ma ucieczki... - zauważyła Lina. Ku nim zmierzała lawina
- jest ^^
- Xelloss, nie mów że chcesz się tak po chamsku zniknąc jak zwykle z kretyńskim uśmieszkiem i "sore wa himitsu desu" na ustach...
"kurde, przejała mnie" pomyślał Xelloss
- ależ skąd, Lina, za kogo ty mnie masz ^^..
- za..
- nie kończ!
Lawina nieublagalnie zmierzała ku nim.
- OCHRONA !!!!!!!! - wykrzyknął Xelloss i wokół nuch utworzył się ochronny krąg tak że lawina przesunęła się nad nimi i obok nich. Po minucie wszystko ucichło
- wszytko fajnie, tylko jak my będziemy oddychać..? - zadał nadspodziewnaie słuszne pytanie Gourry
- tego nie było w scenariuszu.. - odparł Xelloss
- trzebaby bylo trochę pokopać.. nie zapominajmy, że Amelia na nas czeka!
- kopać? FIRE BALL !!!!!!!- wykrzyknęła Lina. Po chwili cały śnieg będący nad nimi zawalił się
- ach Lina, ty i te twoje genialne pomysły...- westchnął Xelloss strzepująć śnieg ze swoich fioletowych włosów.
- bez komentarzy..
W końcu zaczęli posłusznie kopać, z lekką pomocą ognia wytwarzanego przez Stellę, która przez cały czas czuła się winna temu, co się stało.
- ach, zniszcze sobie od tego dłonie - chlipnęła Lina - a były takie piękne, takie zadbane, a paznokcie zapuszczałam przez pół r...
- ach.. zedrze mi się fioletowy lakier z paznokci..- westchnął bolesnie Xelloss

***
- nienawidzę zimy.. nienawidzę zimy.. nienawidzę zimy... - cedziła przez zępy kopiąc Lina
- nienawidzę Liny... nienawidzę Liny... nienawidzę Liny... - cedził przez zęby Xelloss strzepując z twarzy śnieg sypany przez Linę

***

- długo jeszcze...? - jęknął Gourry nie mający już czucia w rękach
- nie martw się, już niedługo!- wyjaśnił Xelloss, z jak zwykle kretyńskim uśmiechem na twarzy, szczęśliwy z tego że wszyscy myślą że kopie, a on tylko macha rekami - jeszcze tylko trosz...
I w tej chwili ślepiające światło słońca zaczęło razić wszytkich w oczy.
- powietrze !!! - wytoczyła się Lina na powierzchnię
- słońce !!! - Stella także wytoczyła się za liną
- wolność !!! - Xelloss wytoczył się za dziewczynami

*PIERDUT*

- śnieeeeeżkiiiii !!!! - wytoczył się Gourry rzucając w Xellossa najbliższą garścią śniegu
Stella zamieniła się w smoka. Nasi herosi siadli na nią i pomknęli w kierunku namiotu Amelii. Wylądowali, tym razem delikatniej.
- szybko !- Lina z kwietem w dłoni biegła do namiotu. W środku siedział Zelgadiss rozpaczliwie próbujący dobudzić Amelię
- Zelgadissie..! - Stella zakryła usta ręką
- Amelia.. Amelia .. ! - Zelgadiss nerwowo potrząsał dziewczyną
Lina podbiegła do nieruchomego ciała dziewczynki. Przyłożyła jej rękę do szyi.
- za późno.. - westchnęła
- jeszcze nie wszystko stracone !!! - rzekł Xelloss władczym tonem - Zel, długo już nie oddycha?
- nie.. przed chwilą..- wydał z siebie bezgłośny szpt Zelgadiss
- szybko! woda ! ogień ! kwiat !- rozkazywał mazoku. Po chwili otrzymal odpowiednie przedmioty. Sporządził napar z kwiatu i wlał do ust Amelii. Nastała cisza.
- będzie żyła..?- do mazoku podeszła Stella
- mam nadzieję.. jeżeli długo nie leży martwa, jest szansa, że ta odtrudka oczyści jej krew która zacznie znowu płynąć...
- yyyyyyyych...! - nagle wszyscy usłyszeli łapczywy wdech
- Amelia, ty żyjesz !!! - Zelgadiss rzucił się na Amelię
- zostaw, jeszcze ją udusisz ^^- zauważył Xelloss
Amelia zaczęła powoli odzyskiwać kolory.
- co.. co się ze mną działo?
- byłaś na progu śmierci, ale jak to Xelloss - nawet na drugi świat nie możesz pujść bez jego pozwolenia - wyjaśnił Zelgadiss
- ej, no ^^""- wkurzył się Xelloss
- najważniejsze, że Amelia jest już zdrowa!- i Lina niespodziewanie rzuciła jej się na szyję

rozdział trzeci. wojna śnieżkowa. chatka dziadka.

- gdzie teraz idziemy? - nasi bohaterowie postanowili zrobić naradę wojenną
- ZRÓBMY WOJNĘ ŚNIEGOWĄ !
- nie oto mi chodzi, Goury. Przecież przyjechaliśmy tu żeby szukać zaklęcia...
- ale ja i tak chcę zrobić wojnę śniegową.
- heh.. to co robimy?
- może podzielimy się na dróżyny i wtedy będzie łatwiej prowadzić wojnę śniegową..- zaproponowała Amelia
- AGGGH- Lina zaczęła rwać włosy z głowy - PRZECIEŻ MAMY SZUKAĆ ZAKLĘCIA
- ale tam skąd pochodzimy, nie ma śniegu - rozłożyl ręce Zelgadiss
- i ty także Zelgadissie?- westchnęła Lina- może, ty Xellossie, mnie nie opu...

*PIŹDZIACH*

Na twarzy Liny wylądowała kulka śniegowa zrobiona przez Xellossa
- hihihi to kto jest kapitanem dróżyny ^^? - zapytał się Xelloss
W końcu kapitanem jednej dróżyny był Gourry a drugiej Xelloss- oboje jak twierzdili mistrzowie w rzucaniu śnieżkami
- Stella!- wybrał Xelloss
- eee- zamyślił się Gourry- a co ja mam robić?
- masz wybierać osoby do dróżyny durniu ^^"
- acha !
- ja ja ja ja !!! - wyrywał się Zelgadiss
- no dobra.. Zel !- wybrał Gourry
- Lina ^^
- kto? ja teraz? acha.. Amelia !
Tak więc w zespole Xellosa była Stella i Lina a w zespole Gourrego Zelgadiss i Amelia.
- teraz musimy wybrać jakies nazwy do zespołów..- zamyśliła się Lina - oni będą.. Zjełczałe Sery !
- okej, ale pod warunkiem że wy będziecie Spleśniałymi kalafiorami
Tak więc Zjełczałe Sery i Spleśniałe Kalafiory przystąpiły do budowania fortec.
- eee... to tego.. kto z was wie jak się buduje iglo?- podrapał się w głowę Gourry
- o ile pamiętam trzeba kłaść lód, a zlepiać go śniegiem.. czy odwrotnie...
A u Xellossa
- raz dwa, raz dwa, raz dwa raz dwa , no, nie ociągać się !!! - rozkazywał Xelloss co chwilę znikając i przynosząc nowe bryłki lodu. Stella zlepiała je ogniem, a Lina szlifowala je swoim mieczem.

Po paru godzoinach było skończone. Po jednej stronie stało Zamczysko Ku Czci pięknęj I W Ogóle Wspaniałej I Niepowtarzalnej Tudzież Niezwykłej Urody, Inteligencji Oraz Kulturze Osobistej LON, Pani Koszmarów I Zła Wszelkiego O Mocy Największej i Nieobiętej Pokonującej Wszystkie Stworzenia Ośmielające Stawić Jej Czoło
- to ja nadałem taką nazwę ^^ ładnie, nie?- wyjaśnił Xelloss
- nadałeś.. raczej groziłeś, że jeśli nie zaakceptujemy tej nazwy, zamienisz nas wszystkich w pył.. - warknęła Lina
Tak więc przeciwko ZKCPIWOWINTNUIOKOLONPKIZWOMNINPWSOSJC ( tak to nazwiemy w telegraficznym skrucie [[wyobrażacie sobie gdyby jakaś partia politryczna się tak nazywała? BUAHAHAH Unia Europejska wogóle by nie chciał a z nami gadać]]) stała rozpadająca się rudera z usypanego niezgrabnie śniegu i paru kawałków lodu.
- więc zasady są takie! Kto dostanie się pierwszy do ekhm fortecy.. - Stella zmierzyła "fortecę" zsepołu Gourrego- ten wygrywa! można brać jeńców. Wszyscy na miejsca !! - wszycy powchodzili do fosy - START !!!
Rozpoczęła się zawzięta mordercza bitwa na śnieżki. Xelloss i Gourry bezlitośnie sie napierniczali by udwodnić kto jest lepszy
- SNOW RAY !!!! - wykrzyknęła Stella i fala śniegu przykryła przeciwników. Lina korzystając z okazji zaczłęa bic w kierunku "fortecy" Zjełczałych Serów. Lecz niespodziewanie oberwała kulką w twarz i musiała wrócić na miejsce.
- WODA !!! - ryknął niespodziewanie Gourry i z jego miecza wyprysnął strumień wody, tak że ściana zlodowaciałej wody zmieszanej ze śnieiem zmieszała ze.. śniegiem zespół Speleśniałych Kalafiorów.
- TERAZ MAM SZANSĘ !!!- wydarł się Zelgadiss i rzucił się w kierunku fortecy ZKCPIWOWINTNUIOKOLONPKIZWOMNINPWSOSJC.
- nie tak szybko..- syknęła Stella i rzuciła się na Zelgadissa przygniatając go do ziemii
- spadaj.. gadzie !!- pisnął Zelgadiss rozpaczliwie próbując się wyswobodzić. Po chwili dopadła go Loina także przygważdżając go do ziemii.
Amelia spostrzegla że przeciwnicy mają odwróconą uwagę i rzuciła się w kierunku fortecy Spleśniałych Kalafiorów. Już miała przekroczyć próg drzwi, gdy..
- nie tak szypciutko, moja mała ^^ - i zatrzymał ją swoim silnym (męskim, umięśnionym, boskim ach !) ramieniem, powalając na ziemię. Po chwili ją dopadł, wziął garść śniegu i zaczął nacierać.
- AŁAAAAAAAAA !!! - piszczała Amelia czując nowe garście śniegu na twarzy. Czując że pod nią jest śliskie podłoże, niepodziewnaie wyczołgała się spod Xellossa i uciekła do swojej dróżyny.
- AGH- jęknął Xelloss
- nie martw się, mamy Zelgadissa- Lina pokazała mu nadal wyrywającego się Zela
- zwiążcie go iiii gdzieś rzućcie.- powiedział beztrosko. - DO ATAKU !!!- i zaczła napierniczać śnieżkami w "fortecę" Zjełczałych Serów, tak że ta rozleciała się.
- kryjcie mnie..- powiedział tajemniczo do Liny i Stelli i wybiegł do przodu.. z pochyloną głowa, pełnym poświęcenia gestem wyrwał do przodu i dzięki skokowi - efektownemu tygryskowi wylądował w "fortecy"
- WYGRALIŚMY ^^ - i wbił fioletową chorągiewkę w ruiny "fortecy"
- wygraliście bitwę, ale nie wojnę..- usłyszał syk gdzies z boku. Stała tam Amelia z garściami pełnymi śniegu. Niedaleko tez stal Gourry.
- eee... pora się zmywać ^^ ! - i znikł.

***

- och, Zelgadissie, nie bądź na mnie obrażooony ...- prosiła Stella przewracając niewinnie oczami - to tylko zabawa...
- tak jasne - chlipnął- przez ciebie przegraliśmy... a tak pozatym dla ciebie "Pan" Zelgadiss
- hmm, ale w końcu smoki żyją pareset lat dłużej - Stella oglądała swoje paznokcie
- WYZYWAM CIĘ NA POJEDYNEK !!! JEDEN NA JEDNEGO !!! - Zelgadiss gwałtownie wstał z żądzą krwi w oczach
- dobrze. - odrzekła spokojnie Stella- a gdzie?
- tam ! - pokazał większą równinę śnieżną - Lina będzie sędzią.

Stanęli. Po jednej stała Stella, a po drugiej Zelgadiss.
- trzy.. dwa.. jeden..- odliczała Lina- START !
W tej samej chwili Stella zamieniła się w ogromnego smoka. Nabrała śniegu w łapy i dawaj ! w Zelgadissa... nie muszę dodawać jak sie to dla niego skończyło...

***

- musimy ruszać po to zaklęcie... - powiedziała wreszcie Lina
- a gdzie?
- mam pewne podejrzenia..
- jakie?
- Xellos kiedyś coś mówił że w tych górach jest samotnia. Może w niej coś będzie?
- dobry pomysł !
Tak więc kierowani tą ideą wyruszyli w kierunku szczytów.
- zimno mi..- jęknął Gourry
- to się podrap !!!
- hę?
- nic nic , nieważne.
- ale naprawdę jest zimno..- zauważyła Amelia
- a gdzie tam! po prostu.. powietrze jest wilgotne i to wszytko...
Szli przez śnieżycę, przez gęsty śnieg nic nie było widać.
- a ja myślę, że jednak jest zimno ^^- zauważył Xelloss
- a ty się nie odzywaj.
- heh..
Tak szli i szli, wolniutko posówając się do przodu.
- spać mi się chce...
- mi też..
I wszyscy popadali na ziemię

***

Nastał ranek. Z nieba sypał śnieg, ale nie taki gwałtowny jak wieczorem. Sypał gęsto ale jednak cichutko, spokojnie opadając na ziemię ;
Lina obudziła się. Panowała kompletna cisza. Nawet wietrzyk nie zawiał. Nagle spostrzegła że leży mocno objęta przez śpiącego Gourrego. Już chciała go kopnąć, walnąć lub coś mu urwać gdy nagle zdała sobie sprawę...
że przecież Gourry szedł na końcu wyprawy a ona na początku. Czyli ze specjalnie wieczorem przyszedł by ją ogrzać...
Lina wtuliła się jeszcze bardziej w Gourrego i z błogim uczuciem usnęła, tak jakby znajdowała się na pustkowiu pokrytym śniegiem, ale w najprzyjemniejszym miejscu na świecie...

***

- biedny Xellossie gdzie ty spałeś, nigdzie przecież nie ma drzew!
- ?
- jak to, to mazoku nie wiszą do góry nogami na drzewach kiedy śpią?
- AWWWWWWWRRRRRRRRRR NIECH AJ CIĘ DOPADNĘ !!!
Xelloss rzucił się na Zelgadissa. Akurat trwało skromne śniadanie złożone z: 1) pnia starego drzewa 2) wygrzebanej skąś sfatygowanej trawy 3) śniegu
Po tym sniadaniu nasi bohaterowie udali się znów na górę.
Znowu zaczęli się wspinać i wspinać i wspinać i wspinać. Nie będę opisywać ich wszystkich rozmów i kiepskich żartów, bo mi się nie chce ( a macie !!! )
- hej, co tam jest?
- mam nadzieje że coś, co skruci moje męki ^^..- westchnął Xelloss
- taaak, na przykład gilotyna - zaproponowała Lina
- jak chcesz, moge już ci skrócić.. zaczniemy od korygacji wzrostu - Zelgadiss wyjął swój miecz
- miły jesteś, ale dziękuję ^^"""
Ale jednak kilka metrów wyżej znajdowała się mała chatka.
Po jakims czasie wspięli się tam
- zapukać?- zapytał się Gourry
- chyba wypada, nawet jeżeli tam mieszka jakiś obleśny pustelnik...

*PUK PUK *

- dobrze?- upewnił się Gourry
- genialnie, ja sama bym lepiej nie zapukała.
Nagle otworzyły się drzwi.
- kim jesteście?- zapytał się staruszek, który otworzył dzwi. Ku zdziwieniu wszystkich, wyglądał w miarę czysto.
- jesteśmy zbłąkanymi podróż..
- czego szukacie?
- heh.. zaklęcia ...
- taaak? - poprawił okulary przypominające denka od jaboli - ciekawe, wejdźcie !
Weszli. W chatce było bardzo czysto i przytulnie.
- jak pan, skoro mieszka na takim pustkowiu, może mieć taką ładną chatkę?
- hohoho - zaśmiał się staruszek - mieszkam tu od paruset lat i czekam na śmiałków poszukujących Zaklęcia Ostatniego Pożegnania.. wreszcie się doczekałem ! HOHOHO!
- nic z tego nie rozumiem. Jak nie staruszka- duch, to staruszek - niesmiertelny...
- nie taki nieśmiertelny! hohoho! musze strzec tego zaklęcia przed łapskami złych ludzi! gdy wezmą je ludzie dobrzy, będę mógł odejść w spokoju ! hohoho - zaśmiał sie na samą myśl
- to miło. A czy możemy teraz wiedzieć gdzie znajduje się to zaklęcie?
- hohoho ! oczywiście ! - podszedł do biblioteczki i i wyjął jakąś książkę. Z książki wyjął świstek papieru i podał go Amelii.
- dziękujemy panu bardzo !
- hohoho! ja też dziękuję ! a teraz dowidzenia !
Wyszli.
- "O odmęty zła daleko za morzem Chaosu skupione, O oczy pani ciemności, czarniejsze niż najczarniejsza noc w umyśle ślepca, z których bije wściekłość i pogarda dla wszystkich istot żywych lub martwych"..- cytowała treść karteczki Amelia
- dramatyczne.. - wzdrygnął się Gourry
- jeny, czy moglibyśmy odlecieć wreszcie z tych cholernych gór..? - zapytał się drżąc z zimna Zelgadiss
Stella na ten dźwięk zamieniła się w smoka. Po chwili wszyscy wsuiedli na jej grzbiet.
- gdzie znajduje się kolejna część zaklęcia?
- o nie... - Lina przełknęła ślinę
- co?
- w Auren...


Co spotka naszych bohaterów w słodziutkiej krainie Auren? Czy na pewno będzie taka słodziutka? o tym i o innych rzeczach pooooooo przeeerwieeeeeee !!!

REKLAMA

ekhm

C.D.N

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.17105600 1315533351
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!