Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 6
rozdział #03
 
Treść fanfika..
Wiecie że w chwili gdy zaczynam pisać tą część całokształt moich chałosów to 30 części ? trzeba to oblać herrrrbatą ^^

KSIĘGA TRZECIA U - LA LA LA !

rozdział 6.3.1

Saovi otworzyła oczy. Właściwie nic to nie dało. Nadal widziała ciemność. Podniosła rękę. Jednak nic nie ujrzała. Czuła się zawieszona w jakiejś dziwnej przestrzeni. Chociaż nie czuła swojego ciała, jakoś dziwnie wiedziała że czułaby przenikający ból.
- gdzie ja.. - zaczęła lecz nie usłyszała nic oprócz własnych myśli. "gdzie ja do cholery jestem" - pomyślała.
Przypomniała sobie blade światło które przeszyło ją na wylot. Potem znalazła się tu.
- witam..- usłyszała jakiś głos.
- kto to..? - zapytała lecz ponownie nie usłyszała swojego głosu.
Nagle przed jej oczami zaczłą się malować obraz. Ku zdziwieniu Saovi ukazało się wielkie lustro, w którym nic się nie odbijało.
"o co w tym chodzi, do ciemnej dżumy..?" - zdążyła pomyśleć, dopuki nie zauważyła że w lustrze zaczął się malować obraz. Z ksztautów zaczęła się tworzyć postać. W końcu całe lustro pokrył cień. Nagle ten cień zaczął się zbijać w kupę. Po chwili, cienie utworzyły sylwetkę kobiety. Ku wielkiemu zdziwieniu Saovi, zobaczyła samą siebie.
Postać w lustrze miała smutną minę i błagalny wzrok. Siedziała bezradnie na ziemii. Po jej policzku spływała łza. Podniosła głowę i spojrzała na Saovi. Wstała. Spojrzała smutnymi oczami na dziewczynę. Lustrzana Saovi zaczęła wyciągać rękę w błagalnym geście.
Nagle, obok niej, czarny obłok. Stawał się coraz większy, aż po chwili z niego także zaczęły tworzyć się ksztauty.
- proszę, pomóż mi.. - jęknęła lustrzana Saovi, którą coraz mniej było widać przez obłok chmury - pomóż..
- ale.. co.. - jęknęła Saovi (nie ta lustrzana) patrząc w smutne oczy siebie samej lustrzanej (jakie to skomplikowane). Nagle lustrzana Saovi znikła całkowicie za ciemną chmurą.
- żegnaj. - usłyszała tylko. Zaraz potem rozległ się przerażający krzyk. Po chwili, z obłoku który spętał lustrzaną Saovi.. znowu pojawił się jej obraz. Lecz tym razem postać Saovi nie miała smutnych oczu i błagalnej miny. Na jej twarzy głościł złośliwy i nieco rozbawiony uśmiech a w oczach był dziwny błysk. Włosy miała rozwiane, a z ramion spływał jej długi czarny płaszcz.
- już nie będzie nam potrzebna. - powiedziała lustrzana Saovi nr 2.
- czym ty.. - jękła Saovi (oryginał)
- zaczynasz nowe życie. - powiedziała lustrzana i wyciągnęła ku niej rękę (podobne jak bajer w matrixie). Ręka przeszła przez lustro, jak przez powierzchnię wody.
- nie.. zbliżaj się do mnie.. - jękła
Lustrzana Saovi uśmiechnęła się dziwnie i nagle wyskoczyła z lustra, rozpryskując jego powierzchnię jak wodę.
- witaj. - powiedziała, i dotknęła (tzn tak się Saovi wydawało) ją. Z tym dotykiem, dziewczyna poczuła przeszywający ból. Wszystkie obrazy zaczęły jej się rozmazywać przed oczami, świat oszalał. Krzyknęła, i położyła ręce na twarzy. Czuła je, zaczęły być widoczne, jednak zimne. Bół przedzierał każdy zakątek jej ciała, a szczególnie głowę. Krzyczała, słyszała dobrze swój głos, lecz nie był teki jak zawsze - był zimny. Gdy już zupełnie odzyskała czucie, zwaliła się na podłoże, które nagle pojawiło się pod jej nogami. Krzyknęła, wciąż trzymając się za głowę. Nagle jej krzyk się urwał, jak przecięta struna. Wciąż jeszcze leżała na podłożu, bez ruchu. Po chwili zabrała ręce z głowy, podparła się i przykucneła. Lecz nie była tą Saovi co przedtem. Była Saovi z lustra, złą, z tym samym uśmieszkiem na ustach, z tym samym błyskiem w oczach.
- czas zacząć nowe życie.. - mruknęła i ryknęła śmiechem.

***

Nasi przyjaciele zatrzymali się w restauracji w miasteczku.
- HEEEJ !!! - ktoś walnął Linę w plecy tak, że wylądowała nosem w kartoflach
- jeżeli uważasz że to było śmieszne, to grubo się mylisz. FIRE BALL !!!!!!!!!!!!

*JEBUT*

- ała... paniii sorry! to tylko taka reklama była.. ! Hej, pij mleko hej....
- co telewizja robi z ludzi - mruknęła Lina i już miała zabierac się do jedzenia gdy..
- TULIIIIIIIIIMYYYYYYYYYYYY !!!!!!!!!!! - Gourry rzucił się na Linę
- hmpf..- Lina w uścisku Gourrego ledwo co mogła się ruszyć
- Teletubisie bardzo się kochają... - mruknął Zel udając że ich nie zna
- Teletubisie mówią: PAPA !!!! FIRE BALL !!!!!!!!!

*SRUUU*

- Teletubisie mówią: Ała.. - jęknął Gourry podnosząc się z ziemii - bzzz bzzz..
- oj, bzz bzz ^^
- cóż za wysoki poziom konwersacji. -jęknąłł Zel szukający drogi odwrotu
- ZRÓB CHRUP ! - ryknęła Amelia
- polopiryna s ! skuteczna szybka jest ! łatwo się łyka i dupe zat.. ekhm - zaczął nucić mimowolnie Zelgadiss
- och, ciociu, zapaliło sie czerwone światełko z napisem NIE !!
- a teraz zapaliło się zielone światełko z napiesm TAK !!!
- moc czekolady, moc zabawy, moc smaku, moc radości !!! Dragon Ball !!! Batonik i naklejka !!! Zawsze razem !!!
- mm. to moja ulubiona czekolada. Taka mleczna. Pyszna.
- HO HO Ho ! NOWE PAKIETY TE PE ES AAA!!!
- Jestem przy tobie. TAU.
- To nie rozgrzeje twojego samochodu.
- BIEDRONKA ACH BIEDRONKA - zawył nagle altem Bayou - CODZIENNIE NISKIE CENY !!!

*CISZA*

Wszystkie głowy zwróciły się w kierunku tego oto wycia.
- eee.. to nie ja byłem. A tak właściwie to.. idę zobaczyć czy za rogiem nie pada.. - jęknął i wyszedł z baru starając nie zwracać na siebie uwagi.
- czy moglibyśmy stąd wyjść? - zapytał się Zel siedzący pod stołem i udający że go nie ma
- dobry pomysł.. e.. ostatni płaci ! - ryknęła Lina i z prędkością wiatru wyleciała z baru
Wszyscy się wzdrygnęli i pobiegli za nią, oprócz..
- a o co chodzi? - zapytał się Gourry rozglądając się dookoła.
- rachuneczek. - jakaś jędza położyła stos papieru grubości encyklopedii powszechnej PWN na stole, i odeszła robiąc kółka z dymu papierosowego.
- co to? - Gourry bezmyślnie spojrzał się na liczbę widniejącą na końcu. - ile kółeeeek ^^
- to nie kółka, to zera.. - podpowiedział mu Zel zza okna
- hę? - Gourry uważniej przyjązł się liczbie i poprzewracał kilka stron - ej zobacz, tu jest więcej kółeek !!!
- może by pan tak zapłacił, co? - zaskrzeczała jędzowata kelnerka pochylając się nad Gourrym, że aż otumaniła go oparami perfum "swąd ekstazy".
- e? co?
- zapłacić, panie, zapłacić ! - zaskrzeczała, błyszcząc sztucznymi zębami
- jak? czym?
- jak to czym? pieniędzmi !
- ja nie mam pieniędzy !
- PANIE ! ALBO PŁACI PAN ALBO SZEF ZROBI PANU Z JAJ PRZĘDZĘ KOPCIUSZKA !!!
- co? - Gourry pokapował się, że najlepszym wyjściem będzie stary opatentowany sposób "chodu". Jak najprędzej wprowadził go w życie, zostawiając wrzeszczącą jędzę.
- no no no panie Gourry , coraz szybciej pan kapuje kiedy trzeba uciekać - rzekla z uznaniem Amelia
- hehe - Gourry wyszczerzył się ładnie
- gdzie teraz idziemy?- zapytała się znudzona Kriss, wciąż gapiąc się w podłogę
- luuudzie, ty jesteś bardziej sztywna od Zelgadissa ! Zel, masz konkurencję !
- a ty nie. Nie widzę tu nikogo tak płaskiego jak ty. - syknął Zel do Liny
- zamknij się dupku !
- sama zaczęłaś.
- kretyn.
- idiotka.
- spokojnie spokojnie - próbował uspokoić ich Bayou- zgoda bud..
- A TY SIEDŹ CICHO !
- e.. idę zobaczyć w takim razie czy nie ma mnie za rogiem..
- sanszajn sanszajn rege. - nucił sobie Goury. - wiesz, może pujdę z tobą.
Tak więc poszli sobie po angielsku ^^
- ej, może my zobaczymy czy w tamtym sklepie nie sypie śnieg? - zaproponowała nieśmiało Amelia
- dobry pomysł. - westchnęła Kriss.
Tak więc dwie dziewczynki także wyszły po angielsku.
- świniak !
- małpa !
- brzydki zrogowaciały cap !
- płaska krzykliwa krowa !
A Zel i Lina beztrosko kłócili się na środku placu ^^

***

- och ! jakie to piękne ! przydałoby mi się w szerzeniu sprawiedliwości ! - kwiliła Amelia z blaskiem w oczach przyglądając się kompletowi amuletów wzmacniających moc.
Kriss przytakiwała beznamiętnie ciągana przez Amelię to w tą to weftą.
- ej ! a pani nie ma rzadnego miecza.. - zauważyła nagle Amelia.
- tak Amelio.. prawo jest najważniejsze.. tak.. tak.. co?
- =="
- a-acha. No tak, rzeczywiście nie mam.
- to jak pani się broni???
- normaaalnie. - Kriss spojrzała sie na Amelię jak na przedszkolaka - maaagią.
- no ale.. są sytuacje kiedy nie można używać magii... ACH!
- czy mi się wydaje, czy ty nic nie wiesz o czarodziejkach Ousymu? - Kriss pochyliła się do Amelii sięgającej jej poniżej ramienia
- szczerze?
- mhm.
- a to nie ^^
- ==" no to gdybyś cokolwiek wiedziała, to pewnie domyśliłabyś się, że dysponujemy takim bajerem jak to.
Kriss zamknęła oczy i złączyła ręcę, jak do modlitwy. Jej amulety zaświeciły. Po chwili zaczęła wolno rozszerzać ręce, a stopniowo, im bardziej je rozszerzała zaczął pojawiać się w nich miecz. Najpierw czubek rękojeści, potem cała bogato zdobiona, następnie ostrze. W końcu, gdy rozłożyłą ręce na całą długość, w powietrzy zawisł piękny miecz, błyszcząc niebieskawym światłem.
- UUUUAAAAAUUU - oczy Amelii zaświeciły - MUSI MNIE PANI TEGO NAUCZYĆ !!!
- lepiej nie.. to zbyt niebezpieczne narzędzie.. pokażę ci. - Kriss wzięła miecz do ręki, wyciągnęła drugą.. i szybkim ruchem wyrwła jej włos z głowy.
- AAAJJJ BOLAŁO !
- nie piskaj. pokażę ci coś. - Kriss puściła swobodnie włos. Chwilę leciał w powietrzu. Nagle dziewczyna zamachnęła się. Po chwili wykonała kilka nieuchwytnych dla oka ruchów. Wyciągnęła rękę. Spadło na nią osiem jednakowych włosów. Spojrzała z wyższością na Amelię.
- UAAAUUU ! TENB MIECZ MOZE MNOŻYĆ WŁOSYYY!

[GLEBA]

- nie, po prostu pokroiłam ten włos na osiem części. - jęknęła Kriss podnosząc się w zięmi. Sprawiła że miecz znowu zawisł w powietrzu. Zaczęła składać ręce. Gdy złożyła je całkowicie, miecz znikł.
- przypomniało mi się ! takie bajery z mieczem robiła Belldandy Miyuki !
- dokładnie.
- MUSZĘ TO UMIEĆ !! PO PROSTU MUSZĘ !!! - zakwiliła Amelia
Kriss westchnęła głęboko powtarzając sobie "spokojnie tylko spokojnie"

***

Tymczasem Gourry i Bayou siedzieli sobie w jakiejś knajpie przy piwie (bezrkocholowym of kos), przyprawiając wszystkie dziewczyny mijające ich o szybsze bicie serca ^^ jak wiadomo oboje ładni ^^ i tak samo misiowaci ^^.
- qrde słabe to piwo - westchnął Gourry.
- no bo bezarkocholowe. - wyjaśnił Bayou - autorka to sadystka, chyba każdy o tym wie.
BAUAHUIHIAHAIHAIANIACH - sadystyczny śmiech autorki ^^
-ta. Słuchaj mógłbyś mi coś wytłumaczyć? - zapytał się Gourry
- no.
- dlaczego idziesz z nami? chodzisz z tamtą granatowowłosą?
Bayou zakrztusił się swoim piwem opluwając soczyście pianą Gourrego.
- nie ! po prostu.. e.. tam gdzie ona idzie mam pewną sprawę do załatwienia. - uśmiechnął się głupio i zmienił temat - ładna dziś pogoda, prawda?
- e? - Gourry nie zakapował.
- no słońce świeci, ptaki śpiewają..
Nagle Bayou poczuł nieśmiałe pukanie w plecy. Odwrócił się. Za nim stała jakaś dziewczyna i nieco drżącym głosem zapytała się:
- cz-czy mogłabym sobie zrobić z tobą zdjęcie?
Bayou zmieszał się (on, w przeciwieństwie do Venetha był bardzo skromny^^).
- no dobra..- jęknął.
Zrobił sobie zdjęcie z dziewczyną i już miał zamiar usiąść, gdy..
- o proszę, pojawił nam się drugi Ven. - warknęła Kriss z dezaprobatą
- ale ja.. nie.. e .. czesć Kriss..
- co wy tu robicie? - Gourry zapytał się Kriss chwilowo odganiającej sie od Amelii błagającej ją o nauczenie jej tajników Ousymu
- wiedzieliśmy gdzie jesteście. Zresztą o ile wiem, Lina za chwilę tu wpadnie...
- GOURRY ZNOWU ZACHLEWASZ SIĘ W JAKIS OBSKÓRNYCH FAST FOODACH !!!!!!!!!! - rozległ się ryk godny syreny przciwpożarowej
- Lina, nie rób wiochy.. - jęknął Zel próbujący się trzymać na uboczu.
- A TY SIĘ ZAMKNIJ UFOPEDOLACZU !
- saaa..- jęknął Zel i już się nie odzywał.
No cóż.. po krótkiej kłótni między wszystkimi zebranymi ^^ i wyrzuceniu ich z baru ^^ stanęli sobie na rynku.
- gdzie idziemy?
- musimy iść w kierunku półwyspu. Czyli tam. - Kriss wskazała na drogę biegnącą w prawo.
- zaraz czy to nie tam jest to słynne jezioro bez nazwy?
- niestety.
- zapowiada się długa podróż.
Wszyscy westchnęli w akompaniamencie i ruszyli w drogę w prawo.

***

Xelloss zamterializował się gdzieś w siedzibie LON.
- witaj Xelloss. Dawnośmy cię nie widzieli. - powiedział mazoku stojący przy drzwiach
- no witaj. Wpuść mnie.
- nie mogę. Odkąd są tam więźniowie, mam zakaz wpuszczania kogokolwiek.
- ale MNIE wpuścisz. - Xelloss otworzył oczęta
- po co..??
- sore wa himitsu desu. A teraz bądź grzecznym mazoku i mnie wpuść.
Mazoku westchnął i odryglował drzwi.
- ale nic nie rób. - zdążył jęknąć zanim Xelloss wtargnął do środka.
Wbiegł i stanął na srodku półokrągłej sali. Przy ścianie stału cztery przeźroczyste duże pojemniki, przypominające akwaria, emanujące spokojną energią.
Xelloss podszedł do jednego z nich i zmazał parę osiadłą na szkle, która zebrała sie w tym wilgotnym pomieszczeniu. W środku, bezwładnie wisiała Sunny. Oczy miała zamknięte, tak samo wyraz twarzy świadczył o tym, że była jakby pogrążona w głębokim i spokojnym śnie. Wisiała w wodzie. Ręce miała nieco podniesione, tak samo wosy ruszały się z kazdym ruchem wody i odpływem łagodnej energii. Xelloss podchodził po kolei do wszystkich pojemników. Byli tam Moony, Daniel i w końcu Veneth. Od niego biła najsilniejsza energia.
"tracą moc. LON staje się coraz silniejsza.. niedługo zostaną wymięci z wszelkiej mocy" - pomyślał Xell. - "dobrze że mojej Katii tu nie ma. Oby Kriss się udało" - odwrócił sie i wyszedł. Mazoku stojący przy drzwiach zaryglował spowrotem drzwi, odetchnąwszy, że Xell niczego nie zepsuł.

***

Tymczasem nasi bohaterowie se szli, jęcząc soczyście, bowiem zerwał się silny wiatr i zaczął padać deszcz, a oni ubrani w swoje zwykłe ciuchy. Kriss była najbardziej roznegliżowana, lecz nie dała po sobie poznać że zamienia się w kostkę lodu. Nagle do głowy przyszła jej myśl:
"przecież widzą że trzęsę się z zimna.. jak oni tak mogą.. a gdyby tak ich.. tak.. śmiali mnie olać..." - warknęła w myślach. Lecz nagle zrozumiała że jest coś nie tak. "co mi sie stało.. co się ze mną dzieje? co ja mam za myśli.." - złapała się za głowę i jęknęła.
- co ci jest? - zapytał się Bayou.
- nic.. - skłamała.
- chcesz mój płaszcz?
- dzięki, nie.
- dobrze wiem że ci zimno.
Na chama ubrał ja w swój płaszcz.
- no. Jetseś dumna Kriss. Nie pomoże ci to w walce z LON.
Dziewczyna zmarszczyła brwi.
- a co ty możesz wiedzieć o LON? - warknęła.
- więcej niż myślisz.- westchnął on i przymknął swoje piękne oczy.
- a.. no tak. Zapomniałam. Twoja dziewczyna..
- nic nie szkodzi. Wszyscy zapominają.
Zapadła cisza. Już więcej nie rozmawiali.
Tymczasem Lina szłą podśpiewując:
- szyneczka, bekonik, kurczaczek.. żarło żarło żarłoooo ! stek, befsztyk, kuraczek... żarło żarło żarłooo !!! oooooooooououooou !!! jeeeść !! jem i ja je i teść !!! żarło żarło żarłooooo !!!!!!!!!
- Lina przymknij się. - westchnął Zel.
- ZARŁOO e co? a to dlaczego?
- bo ranisz uczucie sztuki.
- taaak? OOOOOOOOOOOO JEDZENIEEEEE !!!! OHOHOHOOOOO !!! TO MOOOJE MARZENIE !!! OUOUOOOU ! JAAADŁO WE WSZELKIEJ POSTACIIII !!! UOUOUOUOOOU !!! MARZE O JEDZEEEENIA POŁACIIII !! UOUOUOUUUUUOOOOOOOIIIEE !
- ma ktoś knebel i betonowe buty..? - zapytał się Zel zatykając swoje zrogowaciałe uszy.
Nagle Amelia wsykoczyła na przód.
- SSSSSSSSSSPPPPPPPPRRRRRRRAAAAAAAAAAAAIWWWWWWWWDLIWOŚĆ !!!!!!!!!!! SZERZMY TY I JAAAAAAAAAAAAAAAAAA!

[GLEBA]

- siedźcie cichoooo - Zelgadiss był bliski roztroju nerwowego.
Lina i Amelia zaczęły się w akompaniamencie przekrzykiwać w radosnych pieniach.
By doprowadziły Zela do zawału serca, gdyby nie to, że zaczęli się zbliżać do miasta. Brama ledwo była widoczna przez strugi deszczu lejące się z nieba. Jednak nawet w tej słabej poświacie brama błyszczała srebrem. Nasi bohaterowie otworzyli ją z trzaskiem. Nagle chlusnęła stamtąd na nich struga wody. Po chwili brodzili w niej po kolana.
- ej, co jest..? - zapytała się Amelia - pobrudzę sobie ubranko !!!
Rozejrzeli się. Wszędzie stały drewniane chatki, żade rewelacje, zwykłe domki, tylko ze znajdowały się na pagurkach, tak żeby je nie oblewała woda. W oczy rzucało się że przed kazdym domkiem stał dwumetrowy słup.
W tym momencie w każdym domku tliło się światełko, a nigdzie nie było żywej duszy.
- może gdzieś zapukamy..? w taką pogodę dobrze by było zatrzymać się gdzieś na noc.
- dobry pomysł.
Poszli do pierwszego z brzegu domku. Minęli słup, weszli na pagurek, wylali wodę z butów i zapukali do drzwi. Otworzyła im miła pani.
- słucham?
- przepraszamy za kłopot.. jest straszna pogoda, a my wybieramy się w daleką drogę. Wie może pani gdzie można znaleźć jakiś nocleg?
- ależ oczywiście. W każdym domku jest miejsce dla przybyszy. Jak chcecie, możecie przenocować u nas.
- och, dziękujemy !
Nasi bohaterowie entuzjastycznie weszli do domu. Zdjęli mokre płaszcze. Kobieta zaprowadziła ich do kominka. Przy kominku siedziała gromadka dzieci, a przy nich mężczyzna.
- nazywam się Sonia, a to moja rodzina - mąż Albert, nasze dzieci - bliźniaczki Saba i Marta, syn Eryk, drugi syn Albin, córka Sabina, trzeci syn Kjall i czwarta córka Ana. - przedstwaiła ich. Wszyscy uśmiechnęli się ładnie, dziecięcymi uśmiechami. Z tym, że Ana była już prawie dorosła, a Kjall wyglądał na 14 lat. Reszta to dzieciaki. Wszyscy mieli charakterystyczne włosy kolory starego złota i oczy zielone.
- witamy. ja jestem slynna pogromczyni bandytów Lina Inverse !! - przedstawiła się Lina
- Lina Inverse?? TA Lina Inverse? młodo pani wygląda.. - lecz nie zdążyła dokończyć bo wtrąciła się szybko Kriss.
- jestem Kriss Granny.
- a ja jestem Bayou Seibetsu.
- Amelia Will Tesla Seyruun !!!
- Zelgadiss Graywords.
- o co chodzi?
- masz się przedstawić, durniu.
- acha. jestem Gourry Gabriev ^^
W końcu zasiedli wszyscy przy kominku. Chwilę rozmawiali o pogodzie, aż w końcu padło decydujące pytanie:
- dlaczego przed waszymi domami stoją słupy?
- nie słyszeliście legendy o jeziorze bez nazwy? - zapytała się kobieta wyrażając uprzejmie njawyższe zdumienie.
- ja słyszałam - rzekła Lina - podono w jeziorze spoczywa pewien bożek, zapewniając maistu dobrobyt.. ale to tylko legenda i co to ma wspólnego ze słupami???
Zapadła cisza.
- bluźnisz. - rzekł nagle mały Albin z odrazą.
Sabina przyłożyła rękę do ust, a Eryk zrobił minę jakby miał za chwilę sie rozpłakać. Saba i Marta były za małe żeby coś zrozumieć, ale ryknęły płaczem.
- no już , już spokojnie. - Sonia szybko podbiegła do dzieci i zaczęła je kołysać.
- powiedziałam coś nie tak? - zapytała się Lina "a może zaburczało mi w brzuchu w nieodpowiednim momencie" - pomyślała.
- to nie jest legenda. - powiedział Kjall wyrażając dośc pobłażliwe politowanie. - w naszym jeziorze mieszka bustwo i budzi się raz na miesiąc, w pełnię księżyca. Wtedy też następuje gwałtowna powądź. Słupy słóżą do tego, by porywająca ludzi woda nie zabrała ich do jeziora, tylko ludzi mogli się w porę czegoś złapać.
- ale bezsens.
- nie taki bezsens. - powiedziała Ana, ale juz nie tak pobłażliwie jak jej brat. - bóstwo zsyła nam wodę, by nasze uprawy mogły rosnąć i uzdrawiającą wodę leczącą wszystkie choroby.
Nagle usłyszeli pukanie do drzwi.
- otworzę. - powiediaił Albert. Gdy otworzył, w drzwiach stanęła postać w czarnym obłachmanionym płaszczu.
- sprzedaję amulety. - powiedziała cichym głosem. Jej twarz zasłaniał kaptur.
- nie, dziękuję.
Postać skinęła głową. Nagle niebo rozświetlił piorun, oświetlając smutne oczy postaci. Odwróciła się, i odeszła. Albert zamknął drzwi.
- żebraczka. - rzekł, siadając spowrotem do kominka.
- te.. te oczy.. - jęknął nagle Bayou.
- jakie oczy? - zapytała się Kriss.
- takie oczy.. jak.. moja kochana.. ale.. to niemożliwe. - opuścił głowę.

rozdział 6.3.2.

- no cóż. Jeżeli nie wierzycie w nasze bóstwo, możecie je obejrzeć z bliska, właśnie dzisiaj wynurza się... jak zauważyliście woda wzbiera.
- ok.
- i to jeszcz dokładnie.. za 5 minut! choćcie wszyscy do słópów.
Jak okazało się, przy tym domu stało więcej słupów, po jednym dla każdego członka rodziny. Wszyscy ustawili się. Nasi bohaterowie musieli być na styk.Nagle.. niewiadomo skąd nadpłynęła ogromna kilkumetrowa fala wody. Przeleciała niezwykle szybko. Po chwili znikła. Wszyscy odetchnęli z ulgą.
- teraz szybko nad jezioro !!!
Wszyscy wybiegli za skały. Otworzyła się kotlina, a w niej ogroooomne jezioro. Na jego środku coś było.
- co to jes... - lecz Gourry nie dokończył pytania słysząc niepokojącą cisze i widząc że wszyscy klęczą. Wzruszył ramionami.
Nagle Lina zachichotała.
- czy mi sie zdaje czy to jest ich bożek?
Wskazała na środek jeziora. Tam, na skałce, siedziała piękna kobieta o srebrnych włosach. Sprawiała wrażenie delikatnej i bezbronnej osóbki, niż jakiegokolwiek bóstwa. Jedynie oczy miała czarne jak dwa węgielki.
- witajcie.- przemówiła. Mimo znacznej odległości jej głos było doskonale słychać, bowiem panowała taka cisza, że wątpliwą rzeczą było, że ktokolwiek oddychał. - jak co miesiąc przybyłam do was, by podarować wam uzdrawiającą wodę.
Podniosła smukłe ręce do góry. Z jeziora wyprysnęła wielka struga wody i wzbiła się w powietrze. Boginka wykonała kilka ruchów rękami. Po chwili woda błysnęła złotem, oświetlając całą kotlinę, niczym słońce. Woda ta spadła to wcześniej przygotowanych pojemników, stojących na brzegu. Ludzie stojący przy nich, starali się uchwycić każdą kropelkę.
- spełniłam mój obowiązek. Dałam wam wodę i spowodowałam powódź użyźniającą wasze pola. - mówiła. Jej oczy, niewiadomo dlaczego wyrażały smutek, nie starała się tego ukryć. - lecz nie zostanę z wami tak długo jak zawsze. Wiecie za pewne że dzisiaj jest pełnia.. TA pełnia..
Wśród wieśniaków dało się słyszeć ciche jęki.
- macie dobę bez jednej godziny na dokonanie wyboru. Ja będę tu czekać. - powiedziała.
- tak jest pani. - odpowiedział jej niezbyt entuzjastyczny chór ludzi.
Boginka położyła się na skałce, na której siedziała. Przymknęła oczy i po chwili pogrążyła się w głębokim śnie. Sprawiała wrażenie niezwykle bezbronnej, jakby każda fala mogłaby ją zmieść z łatwością i zabić.
Ludzie odwrócili się. Poszili do centrum wioski. Mimo obfitego deszczu stanęli na środku placu.
- no cóż. Nadeszła ta chwila, której sie wszyscy obawiali.
- na kogo padnie wybór w tym dziesięcioleciu?
- przep..- zaczęła nieśmiało Amelia- czy ktoś mógłby nam wytłumaczyć o co chodzi..?
- cicho, Amelio - syknęła Lina. - naprawdę nie słyszałaś nic a nic o tej legendzie?
- ale pani też..
- teraz mi się przypomniało. - Lina spojrzała poważnym wzrokiem na Amelię -co dziesięć lat Meta, bo tak ma na imię, musi otrzymać człowieka lub kogoś innego o dużej sile magicznej. Podtrzymuje ją to przy życiu i dostarcza energii. Lecz niestety, zabija go. Co dziesięć lat wioskanie muszą dokonać wyboru, kogo wysłać na pełną śmierć.
- straszne ! - jękła Amelia.
- nom. - Lina pokiwała głową - z tej sytuacji jest jedno wyjście.
- jakie?
- W NOGIIII !!! JEZELI NIE CHCCEMY UMRZEĆ ŚMIERCIĄ TRAGICZNĄ !!!!!!!!!! - i już Liny nie było ^^
- żałosne.. a ona uwża się za pogromczynię bandyt...- zaczęła komentować to Kriss lecz zobaczyła że wokół niej nikogo nie było [:DDD
- hmm.. - przewodnik wioski zatrzymał na niej wzrok.
Kriss odwzajemniła spojrzenie.
- ty ! - wyjechał gościu nagle.
Kriss spojrzała na niego wzrokiem pod tytułem "czego chcesz bambrze"
- ty !
-==' widzę że nauczyłeś się odmieniać przez osoby, lecz musisz wiedzieć że w języku polskim oprucz drugiej osoby jest jeszcze pierwsza i trzecia ==' nie mówiąc o liczbie mnogiej ==' a i jeżeli chcesz żebym tam poszła.. to raczej się przeliczyłeś, prędzej załatwię waszą tam boginkę niż tam pujdę..
- BLUŹNISZ !!! - ryknął owy bamber - a pozatym w ofierze nie można składać kobiet.
- acha. No to w takim razie adieu. - już miała się dowrócić gdy poczuła że ktoś złapał ją za ramię.
- nigdzie nie pujdziesz. Przyprowadź tu swoich kolegów. Albo..
- albo zabierzesz te brudne łapsko z mojego rękawa, albo inaczej pogadamy.. - zabrał rękę - jeżeli chcecie od nas pomocy dlaczego po prostu nie poprosicie? tylko od razu agresywnie? ludzie, przy was Veneth to instruktor savior- vivire..
Wszystkim zrobiło się głupio.
- no .. dobrzę.. PROSIMY.. pomóżcie nam.. to sprawa życia lub śmierci.
- no więc.. moja odpowiedź brzmi..- spojrzała poważnym wzrokiem na wyczekujących odpowiedzi ludzi. - niby jak mamy to zrobić???

[GLEBA]

- no cóż. Zatrzymamy cię tutaj. Twoi przyjaciele na pewno przyjdą po ciebie a wyglądają na posiadających pojemność magiczną.. - sołtys (nie można inaczej go nazwać [:DDD) uśmiechnął się nieładnie - BRAĆ JĄ !!!
Kriss poczuła że ze wszytskich stron stoją wokół niej osiłki z wielkimi mieczami, dzidami i tym podobną bronią białą.
- ech.. myślicie że mnie tym pokonacie..? - z westchnieniem pstryknęła palcami. Wszyscy wokół niej nagle zmróżyli oczy i popadali jak muchy pogrążeni w błogim śnie. - a jeżeli ty nie będziesz bardziej uprzejmy, spotka cię coś gorszego. - powiedziała benzmietnie do sołtysa nie racząc odwrócić wzroku.
Nagle do Kriss przybiegła Lina i reszta jełopów.
- TY GŁUPIA JESTEŚ?? przez ciebie musimy tu wracać.
- ten pan chce negocjować.
- negocjować?
- n-no cóz. Nasza wioska nie dysponuje nikim obdarzonym siłą magiczną.. oststni potomek rodu czarodziejów zginął dziesięć lat temu dla dobra naszej wioski. Tak więc potrzebujemy przybyszów..
- no cóż. - Lina spojhrzała na niego takim wzrokiem że aż przeszły po nim dreszcze - poniżej 100000000 złotych monet nie mamy o czym rozmawiać.

[GLEBA]

- Lina co ty gadasz? chcesz poświęcić życie kogoś z nas za 100000000 złotych monet??? - zapytał się Gourry
Lina uśmiechnęła sie głupio i pospiesznie zmieniłą temat.
- to jak? jak przebiega losowanie? - zapytała się sołtysa.
- no.. mamy takie coś do sprawdzania.. kobiet nie bierzemy pod uwagę.. jedynie mężczyźni mogą być poddani próbie.
- prowadź pan !!! - rzekła dziarskim tonem Lina. Zel spojrzał na nią z niesmakiem (tak, z takim samym jakim czuje gdy codziennie rano spogląda w lustro ^^)

***

Z małego domku stojącego na uboczu wioski, po kolei wychodzili wieśniacy. Sądząc po ich uradowanych minach, test nie wykazał u nich jakichkolwiek zdolności magicznych. Nasza ferajna tymczasem stała smetnie spoglądając na krople deszczu. zapadł już wieczór.
- wiesz Lino, są pewne granice których nie powinno się przekraczać. - powiedział Zel.
- jełopie ==' czy myślisz że naprawdę jestem taką wredną chciwą wiecznie głodną babą ganiającą tylko za forsą?
- tak. - odpowiedział tzw sposobem "krótko-i-na-temat"
- FIRE BALL !!!!!!

*SRUUU*

- auuaaa..- jęknął Zelgadiss
- ty świniaku ]_-
- no dobra... jesteś piękna, dobra, wspaniała, super et cetera.. masz jakiś plan?
Lecz wybił dzwonek. Wszyscy z wioski już poddali ise testom, przyszła kolej na Gourrego.
- o fajnieee !! ciekawe jakie są nagrody !! zawsze chciałem mieć rower gurski ! - z tym entuzjastycznym krzykiem Gourry potoczył się do chatki
- jego głupota dobija mnie. - westchnął Zelgadiss - to jak Lina? masz jakiś plan?
- oczywiście że tak debilu !
- debilu..? jak ty się do mnie odzywasz ty płaska..

*PIŹDZIACH* - Lina nie pozwoliła mu dokończyć tego zdania ^^

- tak więc mam plan. Meta nie wygląda na okaz zdrowia.. nie będzie trudną rzeczą ją obezwładnić.
- zapomniałaś o jendym mankamencie. - wtrącił się wreszcie małomówny Bayou - Ta boginka zapewnia mieszkańcom wioski dostatnie życie. Wioska ta jest położona na zboczu górskim, na litej skale. Do przejawów działalności ludzkiej jest daleko, i do tego pod górkę. Meta zapewnia im wode do uprawiania ziemii i daje im uzdrawiającą wodę, dzięki której w razie choroby nie muiszą iść ileśtam kilometrów do miasta.
Zapadła cisza. Przez chwilę było słychać tylko bębnienie kropel deszczu o skórę Zelgadissa, co bardzo przypominało deszcz padający na arkusz blachy.
- ach panie Bayou. - Amelia spojrzała się na niego z uwielbieniem - pan się mało odzywa, ale jak już pan coś powie, to powie *_*
- ekhm. - Bayou się zmieszał - po prostu to było stwierdzenie faktu ^^.
Znów zadzyndzolił dzwonek. Z domku wyszedł zawiedziony Gourry.
- teraz moja kolej. - powiedział Zel. Być może to moją ostatnia wyprawa. - uśmiechnął sie kwaśno do Liny i poszedł.
- eee nic nie wygrałem.. powiedzieli że nigdy nie widzieli tak skrajnego przypadku nieznania magii.. a tak chciałem mieć rower góóóórskiiii !!!!!!! - zaczął się wyplakiwać w ramię Liny
- spokojnie, Gourry, spokojnie, może następnym razem..
- ech, jak Zelgadiss wyjdzie, zostanę tylko ja. - westchnął Bayou.
- e tam. Na pewno Zel wygra, wszyscy znamy jego umiejętności. I napewno sobie poradzi z tą boginką, bo jego się nie zabije, nawet jak się bardzo chce ^_-
- ta.. - Bayou chwilę przerwał myślenie o próbie, bo spojrzał na swoje włosy. Od deszczy poskręcały się w strąki. Jęknąl boleśnie, myśląc o zgubnym wpływie wiatru, ciśnienia i złej pogody na jego lśniące i pięknę włoski ^^ dodam ze był z nich niesamowicie dumny, jako zye były długie za kolana i niezwykle zadbane. - mam nadzieję że nie zaczną rozdwajać mi się końcówki.. - mruknął pod nosem. Nie był tak zapatrzony w siebie jak Veneth - wręcz przeciwnie - był skromny do granić przyzwoitości, jedynie w temacie swoich włosów miał obsesję ^^
- coś się panu stało ? - zapytała się z troską Amelia
- ech nic. - westchnął, wciąż z bólem wpatrując się w mokre pasma.
Jęczałby dłóżej, lecz zabzdryndzolił dzwonek. Powolnym krokiem zmierzał ku im Zelgadiss.
- no, czas na mnie. - rzekł Bayou. Zarzucił mocniej płaszcz na ramiona, zrobił krok na przód gdy..

* BĘC*

.. zemdlał.
- EJ, BAYOU, BĄDŹ MĘŻCZYZNĄ !!! - obudziło go silne udeżenie chropowatej i twardej niczym kamień skóry Zelgadissa ^^
- hę ^^ sorry, mdlenie w nieodpowiednich momentach to moje drugie imię ^^ - Bayou wstał, otrzepał się, znowu godnym ruchem zarzucił płaszcz na ramiona, odchrząknął nieznacznie i zaczął iść w kierunku chatki.
- co za dzieciak. - westchnął Zel.
- ej i co tam było? opowiadaj, bo po twojej minie można wywróżyć że nie poszło ci najlepiej i nie chodzi co o żaden rower górski !
- co cóż. -Zel odgarnął zamokłe włosy - test wykazał że jestem wybitnie uzdolniony magicznie. Prawdopodobnie ja będę wybrany do zaszczytu na zasadzie "death and glory"
Zapadła cisza.

***

Tymczasem Bayou szedł, dyskretnie strzepując z siebie błoto, pozostałe po bliskim spotkaniu z brudna powierzchnią Matki Ziemii. Cóż, ten nasz pięny, dobrze zbudowany Bayou, obdarzony szerokimi barami, kaloryferem na brzuchu i innymi takimi ^^ miał niezbyt chlubna właściwość - mdlenie ^^ chłopczyk jest niezwykle przeczulony i wrażliwy na punkcie wstrząsów psychicznych ^^ zawsze gdy się czymś zdenerwuje lub wywoła podobne gwałtowne reakcje, odrcuhem naszego małego Beja jest mdlenie ^^ a to z tego powodu że chłopak jest niezwykle spokojny i obdarzony tenperamentem melancholijno-flegmatycznym i raczej nie używa emocji tymu: złość, strach, przerażenie, zdziwienie ^^ tylko po prostu mdleje ^^
Tak więc nasz bayou spokojnie sobie człapał do chatki. Odetchnął, gdy wreszcie znalazł się pod okapem, zarzucił włosami, soczyście ochalpując i tak zmokniętego kota i wszedł. W chatce było sucho i przyjemnie. Źródłem oświetlenia był tu jedynie kominek. Na środku chatki stał derwniany stół, na nim jakiś pakunek, a przy stole siedziała stara kobieta.
- witaj. - powiedziała. - odpakuj pakunek a następnie połóż na nim ręce.
Bayou wzruszył ramionami, zarzucił płaszcz na jedno ramię i zaczął odpakowywać jedną ręką pakunek. Ku jego zdziwieniu był to zwykły kamień. Położył swój płaszcz na krześle.
- wystarczy tylko dotknąć? - upewnił się.
- owszem.
Chłopak rozprostował dłonie, że aż trzasnęły kości, zrobił krótką gimnastykę nadgarstków i położył ręce na kamieniu. Nagle zaczęło się dziać coś dziwnego. Wszystkie przedmioty w chatce podniosły się, oprócz stołu, bayou i starej kobiety. Po chwili wsystkie te przedmioty walnęły łagodnie o sufit. Z kamienia zaczęło bić oślepiajęące światło. Bayou nagle otrząsnął się z tego i zabrał ręce. Wszystkie przedmioty pospadały z trzaskiem na ziemię.
- nie mogłeś jakoś to łagodniej zrobić??- zaskrzeczała- wiesz ile ja będę teraz sprzątania miała, gówniarzu?
- przepraszam, nie chciałem - powiedział Bayou pokornie, wziął miotełkę i szufelkę i zaczął zmiatać resztki dzbanków i porcelanowych figurek.
- hmm. - zaskrzeczała baba, wciąż patrząc się na niego nieufnie. - jesteś niebezpieczny. Skrywasz w sobie wielką moc.. która niewiadomo kiedy wykiełkuje. Masz wielkie możliwości. No cóż. Są jeszcze jacyś mężczyźni oprócz ciebie, którzy czekają na swoją kolej?
- nie, proszę pani. - odpowiedział, wrzucając śmeici do śmietniczki, i stając ruchem grzecznego ucznia.
- w takim razie idziesz na odstrzał. Jutro o dwudziestej pierwszej staw się nad jeziorem. Ej, zobacz, tam jeszcze nie pozamiatałeś.

*BĘC*

.. nie pozamiatał, bo zemdlał ^^No ale w końcu, po rzucie krzesłem ocknął się, pozbierał i ruszył w stronę naszych bohaterów.

TYMCZASEM U NICH.

- nie sądzicie, ze Bayou jest niezwykle tajemniczą osobą? - zapytał się Zelgadiss patrząc się na oddalającą się sylwetkę Bayou
- tajeniczą, ale jaką piękną ^^ - zachwyciła się Amelia
- on coś chyba ukrywa. Ale chyba nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. - powiedziałą Lina, grzebiąc nogą w błocie.
- jego spokój tkwi w smutku. - odezwała się w końcu dotychczas nie odzywająca się Kriss, stąjąca akurat oparta o jakiś słup, pozwalająca, by krople deszczu padały na jej granatowe włosy.
- smutku?
- tak. - nie odwracała wzroku. - zagłębił się w jego podświadomości.
- ale po czym? czemu on taki smutny?
- niegdyś stracił najbliższą mu osobę. Dziewczyna, którą naprawdę kochał zmarła w tragiczny sposób.
- jaki?
- nie wiem. Nie odczytałam tego, ani w jaki sposób, ani kim ona była. Nie zdążyłam, ani nie chciałam mieszać się wjego prywatne sprawy.
- jak to "odczytałaś"? - zapytał się Gourry wlepiając w nią zaskoczony wzrok
- to podstawa wiedzy czarodziejki Ousymu. - zamikła. po krótkim milczeniu dodała. - no, może wyższa podstawa.
- czy mamy przez to rozumieć że.. umiecz czytać w myślach? - zapytałą się Lina
Kriss westchnęła, co oznaczało że głupota jej towarzyszy, dobiła ją.
- HAHAHA ! - zaśmiała się Lina - nie wierzę ci.
- nie zależy mi na tym. - warknęła Kriss. Na pewno rozgorzałaby zażarta kłótnia, gdyby nie zbliżający się Bayou.
- o której trzeba być jutro u Mety? - zapytał się Zel
- o 21:00 - odpowiedział mu Bayou, swoim charakterystycznym, choć spokojnym to jednak dość beztroskim tonem.
- fajnie. W takim razie ja lepiej spakuję swoje rzeczy. - westchnął Zel, odwrócił się i już miał iść w kierunku chatki, gdy poczuł rękę Bayou na ramieniu.
- ja idę do Mety. Więc możesz być spokojny. - wyprostował ręce, trzaskając palcami wyprostował je, po chwili przeciągnął się jak młody kot i założył ręce na szyję. - spać mi się chce.
Lecz wszyscy byli zbyt zaskoczeni, by zrobić glebę. Patrzyli na Bayou wytrzeszczonymi oczyma. W końcu Amelia wydusiła:
- j-jak t-t-to?
- taaak to. - odpowiedział jej soczyście ziewając. - gdzie tu mają jakieś posłania, bo zaraz padnę?
- t-to znaczy że.. ty.. jutro..
- tak. - w końcu wyprostował się - idę jutro do Mety, pomóc mieszkańcom wioski.

***

- tak.
- jesteś pewna, ciociu? - zapytała się Alira, wciąż próbująca dogonić chodzącą w kółko Lightening. W końcu ta przystanęła i walnęła pięściami w stół, rozwalając go przez przypadek.
- tak. To będzie najlepsze rozwiązanie.
Słysząc trzask rozwalanego stołu, do sali wbiegł kamerdyner, słóżący i pies Lightening w jednej osobie - Vejita, niosąc zmiotkę i szufelkę, z cichym skowytem zamiatając resztki ozdobnego mebla.
- ale.. zwoływać całą familię? Przecież zwołanie jej zajęłoby niezwykle dużo czasu.
- to zwołamy tych, mieszkających najbliżej. Ej, ty ! - Lajt kopnęła akurat czołgającego się w pobliżu Vejitę - masz tu listę, polataj po świecie i zwołaj zebranych.
- yes, master. - skłonił się nisko i wybiegł.
- coś chyba jesteś nie w humorze, ciociu? - zapytała się Alira.
- a mam być w humorze? Princessa nie żyje ! A jeżeli moje domysły sa prawdą.. tragiczna prawdą.. to Saovi.. - zamilkła i zacisnęła pięści
- co Saovi?
- o tym na zebraniu. Idź po siostrę.
- dobrze. - Alira znikła.

***

- dlaczego jest taki beztroski w obliczu własnej śmierci? - zapytała się nagle Amelia, budząc wszystkei zebrane w pokoju osoby ze śpiku.
- wiesz, Ame, w tej chwili gówno mnie to obchodzi, wiesz? - zachrypiała Lina spod poduszki.
- panno Lino! - obruszyła sie nasza obrończyni sprawiedliwości - tu chodzi o jego życie !
- może po prostu ma jakieś przeczucie - odezwała się Kriss.
- przeczucie?
- przeczucie. Przeliterować? Przeee-czuu-ciee.
- n-no tak. - Amelia nie wyczuła ironicznego tonu w akurat przysypiającej Kriss. - ale czy przeczucie może zważyć na jego pewność siebie? przecież tu chodzi o życie albo śmierć !
- czasem przeczucie decyduje o losach ludzkich, naucz się tego Aurelio.. czy jak ci tam dali.. chrrr... - chrapnęła Kriss.

TYMCZASEM U CHŁOPAKÓW

*JEBUT* - Zelgadiss walnął talią kart o podłogę

- pas. - warknął.
- rezygnujesz, Zel? no cóż. - Bayou spojrzał w swoje karty. - to w takim razie..ja daję jeszcze dziesięć złotych monet.
Gourry spojrzał w swoje karty, poprzestawiał je pare razy, podrapał się po głowie.
- dobra. Dokładam jeszcze dziesięć złotych monet i sprawdzam.
- oki.
Na podłodze przed wianuszkiem naszych bohaterów stał spory stosik złota.
- no cóż. - Bayou uśmiechnął się przebiegle. - kareta. - położył karty z wizerunkami czterech uśmiechniętych bezwstydnie dam.
- hę? - Gourry nagle zrobił minę jakby miał się popłakać. - KARETA WALEEEETÓÓWWWW !!!
Rzucił karty przed Bayou i ryknął płaczem.
- no cóż, znów wygrałem. - Bayou w tym momencie siedział otoczony z dwóch stron przez dwa stosiki złota plus kilka włosów Zelgadissa, a teraz doszedł stosik który przyciągał teraz.
- hmm. Podnosimy stawkę. Dwie złote monety do banku. - powiedział Bay.
- PORĄBAŁO CIĘ? JA JUŻ NIE MAM KASY ! - ryknął ogłuszająco Zelgadiss
- to dawaj włosy. Za takie ostre gwoździe dostanę fortunę. Ba, a może uda mi się je przetopić i sprzedawać jako platynę?
Zel westchnął i wyrwał sobie garść drutów ze zrogowaciałego łba i z brzdękiem położył obok dwóch złotych monet Bayou. Gourry także dołożył monety. Po chwili zgrabnie przetasował karty i porozdawał wszystkim po pięć. Po odłożeniu i dołożeniu (nie pamiętam jak się to fachowo zwie ^^ ) wszyscy wlepili w nie wzrok. Po błysku w ich oczach widac było że mają dobrą kartę.
- STAWIAM 100 ZŁOTYCH MONET !!! - ryknął Zel.
- staruszku, najpierw musisz je mieć. - zauważył Bayou.
Zelgadiss odchrząknął.
- no to.. stawiam moje bokserki przetykane złotymi nićmi made in Seyruun ! one są tyle warte !
- eech. Niech ci pasi. Ja stawiaam.. 200 złotych monet.
Wszyscy wytrzeszczyli oczy na naszego bruneta.
- to jaaa.. - zaczął z kolei zastanawiać się blondyn. - STAWIAM 500 ZŁOTYCH MONET !!!
Po dosypaniu złota przez Gourrego przed naszymi bohaterami stała góóóóra złota.
Zel zabulgotał, zaklął cicho, po czym ryknął:
- STAWIAM AMELIĘ !

[GLEBA]

- ekhm.. musisz mieć naprawdę dobre karty, Zel. - zauważył Byaou.
- A BO MAM ! - i zaśmiał się szatańsko.
- hm. Po twoich oznakach radosci, zapewne powinienem zrezygnować, ale.. stawiam cały ten stosik co stoi po mojej prawej stronie. - do góry, już chyba wyższej od nich, Bayou dosunął jeszcze górkę gdzieś z półmetrową.
- jaa.. stawiam.. wszystko co w tej chwili mam. - Gourry popchnął pieniądze do górki.
- mało.
- no to jeszcze do tego.. naszyjnik i branzoletka Liny !!!
- lepiej żeby tego nie wiedziała..
Przyszła kolej na Zela.
- mój miecz, miecz..- szybko schwycił miecz wody Gourrego leżacy niedaleko - Gourrego..
- EJ ! ON NIE JEST TWÓJ ! - ryknął Gourry
- teraz już jest. - Zel rzucił oba miecze na stos.
- dobra. W takim razie ja stawiam pół stosiku stojącego po lewej stronie i sprawdzam.
Tak.. nadejszła wielkopomna chwila... Trójka naszych he-manów przeciwko górze złota sięgającej dwóch metrów..
- HA! - Gourry położył karetę królów.
- BUAHAHAHAH !!! - Zel zaśmiał sie psychopatycznie, po chwili pogrążonych w spazmatycznych drgawkach zawył tryumfalnie - KARETA ASÓWWWWW !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - rzucił czterema asami do góry. - WYGRAŁEM, WYGRAŁEM, AJM DE GREJTEST !!!
- jeszcze nie sprawdziłeś co ja mam. - zauważył Bayou.
- A CO PRZEWYŻSZY KARETĘ ASÓW, GŁĄBIE !! BUAHAHAH ! - i wrócił do psychopatycznego śmeichu.
- może to? - położył pięć kart na plecki ^^
Zapadłą cisza.
- ale.. to duży strit. - zauważył Gourry patrząc na karty od dziesiątki do asa.
- nie zwróciłeś uwagi na te znaczki w lewym górnym rogu..- Bayou wskazał na charakterystyczne "listki"^^ (qrde, takiej starej pokerzystce jak ja, co jak co nie wypada tak opisywać pików ^^').
- O W MORDĘ !!! KRÓLEWSKI POKER !!!! - jęnął Zel i rzucił się na ścianę - DALCZEGO, ACH DLACZEGO O OPATRZNOŚCI, ZSYŁASZ NA MNIE TO NIESZCZĘŚCIE????
- no cóz.. jedni wygrywają, drudzy przegrywają. - powiedział Bayou zastanawiając się gdzie upchnąć dwumetrową górę złota tak, by nie rzucała się w oczy.
- DLACZEGO.. ACH DLACZEGO LOS MUSIAŁ MNIE TAK OKRÓDNIE NAZNACZYĆ??? DLACZEEEEEEEGOOOOOOOOOO !!!!!!!!!!! - wył przeraźliwie Zel.
- przestań.. po prostu masz pecha. - odrzekł Bayou, w tej chwili zastanawiając się co zrobi z tą górą złota, dwoma mieczami, bokserkami Zelgadissa oraz Amelią.
- może byście się zamknęli? ludzie próbują spać. - warknęła Ana przecierając zaspane oczy. - a ty, puięknooki, musisz być wypoczęty.. chociaż nie.. będziesz już spał przez wieczność.. chociaż szkoda..- uśmiechnęła się zalotnie
- NIE UMRZYJ JAKO DZIEWICA ! - nagle ryknęła 13-letnia Sabina próbując się wcisnąć na chama do pokoju
- SPIEPRZAJ SABI !!
- ODWAL SIĘ !
- może byście tak wyszły, zamiast awanturować się, która się ze mną prześpi? my byśmy chcieli tej nocy zmróżyć oko, więc wyjdźcie, bardzo proszę. - Bayou uśmiechnął się szeroko, an co obie dziewczyny westchnęły i popadały na podłogę.
- wsiooo, ty to masz powodzenie ! - zauważył Gourry
-kashl. - chłopczyk się speszył ^^ i szybko zmienił temat - wiecie co? wszystko co wygrałem zatrzymajcie sobie dla siebie.
- COOOO?
- a tak. Nie będzie mi to potrzebne.
- !!!
- ja idę spać. Dobranoc. - podszedł do łóżka, położył się i zgasił światło zostawiając Zela i Gourrego zaskoczonych.

***

- CIOCIUUUUUUUUUUUUUUUUU !!!!!!!!!!!!!!!! - w zazwyczaj cichym pałacu Lightening rozbrzmiał przeszywający krzyk Aliry.
- jesu. - Lajt przeczuła coś niedobrego, i szybko pobiegła w tamtą stronę.
- CIOCIUUUUUU ! CIOCIU ! CIOCIU.. - krzyk ucichł, po chwili było słychać tylko płacz. Lightening wreszcie dobiegła do hollu, gdzie Alira pochylała się właśnie nad kimś.
- kto.. - niedokończyła. W osobie leżącej na ziemii rozpoznała Belldandy
- byłam po nią.. znalazłam ją już taką.. - szepnęła Alira
- ona.. - Light przyklękła nad nieruchomą Miyuki, dotknęła jej szyi i nadgarstków. - nie żyje.
- uuuu.. - Alira ukryła twarz w dłoniach.
Lightening położyła ręce na głowie Miyuki. Zaczęła mamrotać jakieś inkatanacje. Po chwili zabrała ręce i spojrzała w jej nieruchomą twarz. Oczy miała spokojnie zamknięte, jakby śniła.
- nie umarła w naturalny sposób. - stwierdziła w końcu Lightening, wstając.
- j-jak to? co rozumiesz pod pojęciem "naturalny"?
- normalnie, jak człowiek umrze, w jego ciele zostaje jego kawałek duszy, pozwalający wrócić reszcie do ciała, w wypadku wskrzeszenia. Widzisz.. w jej ciele tego kawałka nie ma.Więc nawet nie możemy jej wskrzesić.
- o nieeeee...
- zauważyłaś? nie ma żadnych ran a ni niczego co mogłoby świadczyć że zginęła od urazu fizycznego.
- czy to znaczy że..
- spełniły się moje obawy. Najgorsze obawy. Szybko. Połączmy się telepatycznie z rodziną by jak najszybciej tu się stawili.

Po piętnastu minutach wokół podłóżnego stołu stała grupka ludzi ( w tym krótkim czasie niewiele osób udało się zebrać) . Na stole leżało ciało Miyuki.

- zebraliśmy się tu po to by omówić pewną ważną sprawę. Jak zauważyliście nie ma wśród nas kilku osób.
- właśnie. Gdzie Saovi? - zapytała się Dakkis.
- nie przerywaj mi. więc.. Saovi..o Saovi później.
- a co z Princessą? - zapytała się Dakkis, zbyt poruszona śmiercią Miyuki, by móc cokolwiek podejrzewać. Wciąż wpatrywała się w nią nieruchomym wzrokiem.
- Princessa nie żyje.
- nie żyje, nie zyje, jasne, nie żyj... COOOOO? - do Dakkis dotarło - PRINCESSA NIE ŻYJE???
- tak. Poległa w starciu z LON.
- o proszę.. - dało się słyszeć szyderczy głos gdzieś z końca stołu - mojej zarozumiałej siostryczce wreszcie się dostało..
- zamknąłbyś się.. nie wiem po co cię ty Lajt ściągnęła.. - warknęła Dakkis w kierunku głosu
- przestań, Dakkis. każdy może się nam przydać.
- ja też nie wiem po co tu przyszedłem.. parę lat temu mówiłem że nie chcę mieć z wami i waszą rodzinką nic wspólnego, prawda? - po chwili z cienia wyszedł..



No właśnie, kto wyszedł z cienia? Dlaczego Belldandy musiałą umrzeć i kto ją zabił? Co chce przekazać zebranym Lightening? Co wynikni z Metą? Czy nasz pięknooki brunet musi umrzeć?O tym w kolejnych częściaaaach!

C.D.N.

Ps. Wy też zauważyliście że ten fik się cholernie przedłóża?


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.32981000 1276783801
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!