Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 7
rozdział #03
 
Treść fanfika..
I oto i kolejna, trzecia z kolei księga sagi Kriss.

KSIĘGA TRZECIA.

rozdział 7.3.1.

Piątka naszych bohaterów niestrudzenie szła w stronę (ee nie słońca [:DDD) południa. Deexis jechała na swoim baranku [:D.
- cóż za ciekawy sposób podróżowania. -zauważyła Katia
- hm? - Deexis studiowała mapę nie zwracając uwagę na dziewczynę - podobno w mieście kilka kilometrów dalej buszuje jakiś smok nieznanego gadunku. Zabija ludzi, a im więcej, tym ma większą żądzę zabijania. Być może to jeden z tych, które szukamy.
- jeeeeeej. Jakie to porąbane. - warknął Moony
- siedź cicho. - warknął Daniel.

Tymczasem, w zupełnie innym miejscu, na obżeżu jakiegoś lasku..

*BZDRYŃG* - taki dźwięk, przypominający dzwonek rowerowy, wydaje tylko jedna osoba ^^

Postać w czarnym płaszczu rozejrzała się.
- ...
Jeszcze raz się rozejrzała.
- hej. - mruknęła.
Odpowiedziało jej upierdliwe echo.
- ...

- DO CIĘŻKIEJ CHOLERY ALBO WYCHODZISZ ALBO CIĘ STAMTĄD WYCIĄGNĘ, A TO NIE BĘDZIE TAKIE ŚMIESZNE!!! NIE ŚCIEMNIAJ ŻE JAK CIĘ NIE MA TO CIE NIE MA, SKORO JESTEŚ!!!!! - ryknęło monstrum czerwieniąc się ze złości.
Po chwili, przed postacią w czarnym płaszczu, nie wiadomo z jakiego drzewa, zeskoczył lazurowowłosy elf.
- no jacha. Princessa. - warknął, jakby za chwilę miał iść na ekzekucję.
- no jacha. Elitrandir. - powiedziała beznamiętnie ta druga. - miło, że ruszyłeś swoje elfie dupsko i zaszczyciłeś mnie swoją obecnością.
- ważna się znalazła.
- żebyś wiedział. Mam dla ciebie wiadomość od LON. Masz zostać mazoku albo zginiesz. Podejmij szybko decyzję, śpieszy mi się. Polska ma grać mecz z Zimbabwe.
- hę? o kurde, o której? (Jak nie zdąży na ten mecz to kiepski mój los) - elf spojrzał na zegarek.
- dupa zimna, już się zaczął. - jęknęła Princessa, klnąc pięknie ^^ - tak więc? jaka jest decyzja? Może chociaż zdążę na początek drugiej połowy.
- nie będę mazoku. Z LON mam złe wspomnienia. - jęknął. Na plecach nadal miał ogromniasty pentagram, a drugim stopniem nieśmiertelności nadal był wstydliwie obarczony.
- ok. W takim razie mam za zadanie cię zabić. - wyszczerzyła się jakby co najmiej trafiła 6 w totolotka.
- ty! mnie! zabić! BUAHAHAHAH! - zarechotał Elitrandir.
- śmiej się, wolno ci przed śmiercią. A że jesteś moim bratem (niestety) poznęcam się trochnę nad tobą. Co powiesz na walkę 1:1?
- ewwwrrr.. (nie obejrzę Teletubisiów!!!) ok.
Princessa odczepiła coś, co wyglądało jak latarka ^^. Lecz po chwili rozwinęło się z niej coś na wzór miecza Jedi (sorry, jeszcze mi nie przeszło po "Ataku klonów"^^). Miał niebieskie ostrze.
Elf zaopatrzony był w swoją katanę.
- to co, zaczynamy?
- no co ty, porąbało cię?!?! W takim płaszczu mam walczyć ?!?!
- a no tak. - podrapał sie po głowie - to streszczaj się!
Princessa zrzuciła czarny płaszcz. Pod spodem miała superseksowny biały top na jedno ramię, odsłaniający brzuch, do tego obcisłe białe spodnie-dzwony. Przewiązane były niebieskim pasem. Na ręce miała srebrną branzoletkę, a na szyi srebrny naszyjnik. W jej blond włosach tkwiła srebrna spinka.
Na elfie nie zrobiło to wrażenia, tylko parsknął z ironią.
- a to co? Ksieżniczka mazoku w bieli?
- zmieniłam image ==' - warknęła Princessa. Po chwili zmieniła buty na obcasie na.. adidasy _-_
- nie pasują ci.
- a co, kurde, mam walczyć w butach na obcasie? Porąbało? Jesu, elfy mają taki dziwny tok rozumowania =='
- przestań pieprzyć, i stawaj do walki.
- fakaj się.
Stanęli naprzeciw siebie w tle południowego słońca ^^ Wiał lekki wiatr.
- HAAAAAAAAAAA!!!!!!!!! - dziewczyna rzuciła się z mieczem na elfa, który bez trudu zablokował jej atak.
- no no, jednak na walce się nie znasz. - odepchnął ją.
- to się okaże.
Zaczęła się szybka i gwałtowna wymiana ciosów. Elitrandir, jako że elf, zdawał się być lepszym od Princessy. Jednak udawało się jej odparowywać jego ciosy.
Bili się coraz gwałtowniej, aż nagle...

*ŚŚŚŚWIIIST*

Ostrze miecza elfa.. odcięło Princessie rękę.
Bryzgnęła krew (cóż za horror!)
- o w mordę jeża. - Princessa podrapała się po głowie ręką, która jej została. Jako że była blondynką, rozumowanie jej szło nieco powolnie.
- a fe! - Elitrandir z obrzydzeniem kopnął leżącą na ziemii drugą rękę dziewczyny
- hę..? - Princessa spojrzała na walającą sie po ziemii część ciała. - to moja ręka!!! - chciała ręką wskazać na rękę, ale spostrzegła, że jej nie ma ^^
- HA HA HA! - zarechotał elf niczym król lew. - WIKTORIII!!!!!!
- hę? - Princessa spojrzała bezmyślnym wzrokiem. Spojrzała po chwili na swoje okrwawione ubranie, na rękę na ziemi, tak parę razy.. nagle nad jej głową zaświeciła żarówka rodem z kreskówek z królikiem Bugsem - ODCIĄŁEŚ MI RĘKĘ!!! - zawołała dumna z własnej spostrzegawczości
- wyobraź sobie że tak. - zarechotał.
Nagle.. ręka leżąca na ziemii zniknęła, a w miejscu gdzie było okrwawione ramię, pojawiłą sie nowa, lśniąca nowością ^^
- wyobraź sobie że nie!!! - zarechotała.
- hę!!! Ty jesteś from Namek!!!
- ===" nie, ja po prostu jestem inna niż wszyscy mazoku..
- a-acha.. zawsze wyróżniałaś sie wśród rówieśników.
- kurde! ubranie mi pobrudziłeś! - warknęła. - teraz to ja się wkurzyłam!!!!!!!!!! HAAAAAAAAAA!!!!!! - rzuciła się z mieczem na elfa. On z trudem zablokował cios.
- o, widzę, ze dopiero zaczęłaś pokazywać pazurki..
- to dopiero początek..- lewą ręką sięgnęła do pasa... i wyciągnęła z tamtąd drugi miecz, tak że elf miał podwójną trudność [:D
- tak nie wolno!!! - ryknął unikając ciosu.
- kto tak powiedział..?
Rozgorzała efektowna walka. Princessa z dwoma mieczami świetlnymi a Elitrandir z jedną katana [:DDD. W końcu. elf się wkurzył i zniknął.
- ja.. w chowanego ci się bawić zachciało..? - jęknęła. Wyłączyła jeden miecz i rzuciła od niechcenia rękojeścią przed siebie. Rozległo się puste "BENG" a po chwili elf trzymający się za głowę.
- AAAAAAŁAAAAAAA..!!!!!!!!! MOJA GŁOWAAA!!!!!!
- nie popłacz się.. - powiedziała dziewczyna z dezaprobatą. Nagle koło niej pojawił się jakiś mazoku.
- Princessa, w kwaterze głównej wszyscy oglądaja mecz, nawet LON podgląda przez okno, a ciebie nie ma!!!
- hę? Co? Jaki wynik?
- 1:0 dla Zimbabwe, ponieważ atak Polski blokuje rosnące na boisku drzewo.
- no jaaaaa!!!!!!!
- z tym jelopem rozprawisz sie później! A, tak oficjalnie to przybyłem z wezwaniem od LON.. coś chce od ciebie.
- czego ta stara klępa znowu pragnie? na dobra..
I Princessa, uprzednio wkładasjąc swój czarny płaszcz znikła. Za nią znikł mazoku.
Elitrandir przeklnął, że aż sie ziemia zatrzęsła ^^

***

Tymczasem, grupka naszych herosów dotarła do miasteczka. Właściwie, w miejsce, gdzie powinno być miasteczko. Tymczasem, znajdowała tak się..
- pustka.. i ciemność...
- TY! - ryknęła Deexis wskazując na Daniela
- hm? - odwrócił się.
- TY!! - powiedziała natarczywiej.
- co?
- TY!!!
- COOO???
- TYYYY!!! TY!!
- WHATTTTT? CO CHCESZ DO CHOLERY????
- haha ^^ jak ludzie się fajnie wkurzają ^^ w każdym razie... TY! - jeszcze bardziej wskazała na niego palcem, opierając rękę na biodrze. - ZDEJMUJ BLUZKĘ!
- HĘĘĘ??? TY ZBOCZONA JESTEŚ? W TAKIEJ CHWILI?
- zdejmuj bluzkę. - powiedziała z charakterystycznym anielskim uśmiechem, rozgrzewajac nadgarstki. - mimo że jesteś wybrańcem, mogę cię potraktować bardzo niemiło ^^
- phe! czyli jak? - parsknął
Uśmiechnęła się jeszcze bardziej anielsko. Po chwili.. pochwyciła Moonego za twarz.
- ej, co..- zdążył jęknąć, zanim..

*PIERDUT!!!!!!!!!* - Deexis walnęła nim o ziemię z taką siłą, że wbił się w nią ^^ Biedyny Moony stracił wszysściutkie zęby ^^ A Deexis zrobiła to od niechcenia ^^

- łoh..- jęknął Daniel.
- a .. on nie zyje..? - Sunny wskazała na brata wystającego z ziemii od szyi w górę ^^
- wyliże się za parę lat ^^ - dziewczyna wyprostowała palce, wyłamując je ze stawów. - to jak, Daniel? Zdejmujesz ubranko, czy mam ci pomóc?
Daniel zaczął zdejmować bluzkę, mrucząc coś o zboczonych babach. Gdy juz stał, dziewczyna kazała mu się obrucić... Na jego plecach nadal widniał ogromny malunek smoka... tyle że w tym momencie był jaskrawozłoty.
- fine. Możesz juz założyć. - powiedziała. - ej, zróbcie coś z nim, bo się wykrwawi. - wskazała nogą na Moonego. - ja tymczasem zajmę się naszym gościem...
Tak.. te obłoki pary wokół nich zdecydowanie nie były normalne.. naprzeciw nich stał ogromny smok. Miał skórę barwy połyskująco zielonej i kilka rogów na głowie. Oczy miał czerwone i świecące jaskrawym światłem.
- wwwwrhh... - zamruczał smok, orząc pazurami ziemię.
- tak.. smok symbolizujący chciwość.. Z nim powinno się łatwo rozprawić.. w końcu, zaklinaczka smoków z takim stażem..
- WROOOOAR!!!! - smok nagle wyskoczył do góry, wzbijając tumany kurzu. Gdy już miał opaść na skuloną w tej chwili ze strachu grupkę naszych bohaterów...

*FFFFFFŚŚŚSUUNG*

... nad nimi zostało rozciągnięte szkarłatne pole ochronne, które wydzielając impulsy elektryczne zatrzymało smoka w powietrzu.
Po chwili pole znikło, lecz smok nadal wisiał w powietrzu, próbując bezskutecznie wyrwać sie z impulsów elektrycznych.
Deexis przyklękła na ziemi, opierając o nią jedną rękę, a drugą, otwartą, mając wyciągniętą w stronę smoka.
- istoto zbudowana ze strachu ludzkoch dusz.. twe oczy pełne nienawiści i pogardy.. - powiedziała, coraz bardziej opuszczając rękę w dół. Razem z nią opuszczał się smok. - przejrzyj na swe ślepia.. ujrzyj mnie tu, klęczącą.. nie przed tym czym symbolizujesz, lecz czym możesz się stać..
Opuściłą rękę całkowicie. Promienie wypuściły smoka, który pewnie oparł się na ziemi. Wydał z siebie pomruk i truchtem zaczął zmierzać ku Deexis...
- ... powiadam ci, STÓJ! - wykrzyknęła.. nagle.. smok gwałtownie się zatrzymał, dosłownie metr od Deexis
- niesamowite.. - Katia patrzała na ten obrazek z otwartymi ustami.
- ...porzuć swój przydomek.. i przyjmij brzemię poświęcenia.. połącz się ze mną, z wybrańcem.. by dać światu nowe życie...

Nagle.. smok położył się na ziemii i przymknął oczy...
Deexis spokojnie wstała i położyła mu rękę na jego wielkim pysku.
- jest nasz. - mruknęła. - "virtue stone"
Ciało smoka nagle rozpłynęło się w powietrzu, tworząc wielki obłok zielonej pary... po chwili z wielką szybkością zaczęła pędzić w stronę przerażonego Daniela..
Uderzyło wprost w ogłuszającą siłą, odpychając Daniela, tak że poleciał kilka metrów, uderzając z łoskotem o ziemię i tracąc ptrzytomność. Po chwili cała para wniknęła w jego ciało. Chłopak rozbłysł światlem.. po chwili wszystko ucichło.
- co... to ... było...??????? - zapytała Sunny gapiąc się na to wzrokiem bezmyślnym na maksa, odrywając się na chwilę oid rozpaczliwych prób rekonstrukcji uzębienia Moonego.
- spoko wodza siedzącego i palącego marichuanę! - powiedziała Deexis. To stracenie przytomności to tylko efekt uboczny. - zagapiła się na swoje paznokcie - mógł się czegoś trzymać.
- AAAAAŁAAAAAA... co to do jasnej bramy częstochowskiej było..? - jęknął Daniel, podejmujący bezowocną próbę podniesienia się. Podczas rozpaczliwego podpierania się na dłoniach, zza kołnierza wypadł mu złoty medalion w kształcie smoka. W tym momencie posiadał dwa kamienie - jeden, szkarłatny rubin, tkwiący na środku, oraz drugi zielony, lekko w tej chwili dymiący, tkwił nieco z boku, w jakby łapie wygrawerowanego medalionowego smoka. Po chwili Daniel z jękiem bólu osunął się na ziemię. Naszyjnik z brzdęknął o glebę.
- co to za cacuszko? - Sunny, wiedziona instynktem samowzbogacającym odziedziczonym po matce, podeszła do Daniela w celu obejrzenia sobie owej błskotki. Jednak z chwilą, gdy ja dotknęła, poraził ją nagły prąd, który odepchnął ją, tak że walnęła w Katię, tak że po chwili obie potoczyły się.
- przeciez mówiłam wam, żebyście nie dotykały! - warknęła Deexis
- wyobraź sobie, że nie mówiłaś. - odwarknęła Katia
- nie? a to sorry ^^

[GLEBA]

- ten naszyjnik jest kluczem. W nim będą kamienie powstałe ze smoków cech, trata tata i takie tam pierdółki. To nudne, nie chce mi się tego opowiadać. Daniel wam to lepiej opowie. Hej! Śpiący Królewczu! Wstawaj, szkoda dnia!!!
- kur..! Łatwo ci mówić..- Daniel z trudem wstał. Złoty medalion odbijał promienie słońca, którego nieśmiałe promyki zaczęły przebijać się przez ciemność.
- dziewczyny właśnie się zachwycają twoim medalionem. - wyjaśniła Deexis.
- he? a tym.. - wziął do ręki swój złoty medalion. Jak już wspominałam, miał on kształt zwiniętego, japońskiego zmoka o sześciu łapach i długim ogonie. Na jego środku tkwił czerwony rubin, a w jednej z jego łap zielony kamień, który właśnie przestał dymić. - to jest ten.. klucz. Ale do czego słózy to właściwie mi nie wyjaśniono. Dostałem to od pewnej pięknej kobiety.. razem z tym. - zza bluzki wyciągnął jeszcze jeden naszyjnik.. tyle że ten był srebrny. Nie była nai specjalnie zdobiony, ani wykończony. Była to zwykła srebrna łza na łańcuszku (niektórzy już pewnie się domyślają do kogo on należy [:DDD).
- hm? A to co? O czymś takim mi nic nie wiadomo..- Deexis podeszła do Daniela, oglądając uważnie naszyjnik - ale emanuje od niego przedziwna energia.. co ci tak kobieta o nim powiedziała?
- że mam go oddać pierwszej kobiecie spotkanej na swej drodze, u której stwierdze najpiękniejsze oczy jakie widziałem w życiu.
- hmm.. no , nie wiadomo! Od kogo dostałeś ten naszyjnik, to juz nie w mojej misji pytać [błysk w oku]
- ja sam nie wiem. W życiu tej osoby na oczy nie widziałem.
- kochanie, masz na coś ochotę? Chciałbyś coś zjeść? - Deexis pochyliła się nad Sektetem ^^
- ty to masz zmainy tematu =='
- no bo widać że głodny.. zobacz, jakie ma smutne oczy..- Deexis spojrzała w oczy tryka
- mi nie wyglądają na smutne tylko na baranie. - westchnęła Katia. - a tak przy okazji, Deexis... niepotrzebnie robiłaś taką szopkę z tym smokiem. Równie dobrze można było mu raz dać w nos, a dobrze.
Deexis wstała i spojrzała się na katię z charkterystycznym uśmiechem (emm, dodam że Deexis ma dwa charakterystyczne uśmiechy. Jeden: uśmiech rozanielonego dziecka, i drugi: tajemniczy, któremu towarzyszy pochylenie głowy i błysk w oku. To właśnie był ten drugi wzrok. Bosh, co za wdawanie sie w szczegóły ^^").
- zapewniam cię, Katio, że ani człowiek, ani elf nie pokonałby tego smoka. Mazoku i złoty smok miałby z tym wielkie trudności.
- jacha, srają muchy, idzie wiosna =='
- widzę, że mi nie wierzysz, zarozumiałe dziecko mazoku i złotego dziecka. - Deexis wysprostowała się.
- skąd wiesz czyją jestem córką..?- teraz z kolei Katia się wkurzyła.
- Ty!
- co?
- Ty! - powiedziała Deexis pewniej
- co???
- Ty!
- CO?
- Ty!
- COOO!!!???
- Ty!
- CZEGO CHESZ CHOLERNA ŚCIERO ?!!?!?!?!?!?!?!?!?
Deexis oparła jedną rękę na biodrze, drugą wciąż wskazując na Katię.
- Ty! a, widać po tobie ^^

[GLEBA]

- a konkretnie?- zachrypiała Katia
-phe! Dla mnie wyczuć tożsamość to drobnostka.. twoja moc jest niezwykła..
- wiem! - parsknęła niezbyt skromnie - tak więc powtarzam, pokonanie tamtego tego tu nie stanowiłoby dla mnie większego problemu. Szczególnie, że mam to.. - podniosła spódnicę.. na pośladku miała sporawy tatuaż róży.
- WOOOOOWWW ! - czy już dodawałam że Sunny "wow" mówi tak jak sie czyta ?^^" Tak jak ja [:D- ale git masz tatuaż!!! Z BRAVO?

[GLEBA]

- to nie tatuaż. Gdyby mieć umiejętność postrzeganie źródeł mocy, zobaczyłoby się, że z tego kwiata emanuje niezwykła energia.. - powiedziała Deexis
- właśnie. To jest pozostałość po darze życia od nimfy powietrznej. - powiedziała Katia spowrotem zakładając spdnicę.- i to jeszcze jeden dowód, że jestem od ciebie lepsza, PokeDexie.
Deexis zadrgała brew. Po chwili potrząsnęła głową, wmawiając sobie, że się przesłyszała.
- ze co?
- PokeDex ]:PPPPPP
Deexis zrobiła dziwną minę.
Nagle.. znikła..
Po chwili, to co nastąpiło, działo się w błyskawicznym tępie..
Pojawiłą się znów, niewyraźnie, znów znikła, po chwili znów się pojawiła, bliżej Kati, w końcu pojawiła się tuż przy niej, wymierzając jej cios z piąchy w szczękę ^^
Katię aż zakręciło. Zrobiła kilka kroków do tyłu.
Deexis wciąż drgała brew.
- nazwałaś mnie PokeDexem..
Katia rzuciła na szczękę czar uzdrowienia, co, jak można było się domyślić, pomogło jej połamanej na wiele kawałków szczęce.
- a owszem...
- przepraszam, poniosło mnie. Obiecałam sobie pare dni temu, że nie będę już bić ludzi. Przepraszam. - Deexis schyliła głowę. - hm? Ale dziwne że jeszcze stoisz.. chociaż, to nie był mocny cios..
Katia skończyła nastawianie szczęki w odpowiednie miejsce.
- ale nic dziwnego, skoro ma się taką siłę.. być pół mazoku, pół złotym dzieckiem, mieszanką czarnej i białej magii..
- nie zrobię z ciebie sieczki tylko dlatego, że [błysk w oku] mam klasę.
- wiesz.. różnie można pojmować klasę.. biorąc po uwage twój zawód..
- ja nic nie mówię o twoich włosach.. kmbajn cię chyba przejechał..
Istotnie, nasza droga Deexis miała faktycznie włosy pociachane jakby pod kosiarkę wpadła [:DDD raz dłóższe, raz krótsze, a pociachane jakby jakiś normalnie psychopata je ciął.
- to pamiątka po bliskim spotkaniu ze smokiem. Jak jeszcze uczyłam sie zaklinania.. emm.. nie barzdo mi wychodizło.. i nie wiadomo dlaczego włosy do tej pory mi nie chcą odrosnąć.. jakiś niedorobiony ten smok, czy co..
- ==' a właściwie jakie ty smoki zaklinasz? co tu jest do zaklinania?
- Nieliczny gatunek, ale z biegiem czasu będzie się rozprzestrzeniać. To coś takiego jak kundle w świecie psów. Żaden nie jest taki sam. Mentalnością przypominaja smoki Cech, lecz to już upełnie inna bajka, o której wam opowiem, jak mi się będzie chciało. Tymczasem, chodźcie. Coś czuję, że mało czasu jest.
- fiftotnie. - wyśfiszczał Moony, którego uzębienie nie całkiem zostało zrekonstruowane [:DDD
Deexis wsiadła na swojego barana.
- a tak właściwie po co ty go tak ciągasz ze sobą?
- kogo?
- no, ten beczący kłąb wełny.
-beeee!!! - warknał Hektet
- to mój przyjaciel. - wyjkaśniła dwuznacznie Deexis.

Rozdział 7.3.2.

- NO I CO ROBISZ PALAAAAAANCIEEEE!!!!!! NIE NO!!
- STRZELAJ! STRZELAJ!
- WYKIWAJ!!!
- NO STRZEAAAAAAL!!!!!!!
- NIEEE! NIEEE!!! NIEEEE!!! - wyła Princessa wśród tłumu rozentuzjazmowanych, zrozpaczonych i zbulwersowanych mazoku, przekrzykujących się na zmianę przy niewielkim telewizorku własność LON agency s.a. Mecz zbliżał się do końca, a tymczasem Polska przegrywała 39 do 0. - NIEEE NO!!!!! STRZELAJ STRZELAJ!!! JAAAAAAA!!!!!!! - w tym momencie Princessa jakimś potężnym czarem rozwaliła całą salkę telewizyjną włącznie z będącymi w niej mazoku.
- ups.. - Princessa spojhrzała na pozostały po tym miejscu dymek. - em.. mnie tu nie było.. - i zmyła się czym prędzej, by stawić się w biurze LON wedle wezwania.

*SKRZYYYYYYYYYYP* - weszła do biura.

- cóż za punktualność. Spóźniłaś się tylko godzinę. - warknęła LON
Princessa już zaczęła myśleć nad jakaś wiarygodną wymówką, gdy LON przerwała jej w rozważaniach.
- Choć, pokażę ci coś, jako jednemu z moich najsilniejszych mazoku. Nie powinnam ci ufać. Ale, w końcu masz wielką zasługę, sprowadziłaś tu Kriss.
- tak jak kazałaś.
- sratatata nie udawaj mi tu posłusznej słóżebnicy. - zacharchała pani koszmarów. Wstała zza biurka i poszła w ciemność, nakazując ruchem ręki Princessie iść za nią.
Po chwili otworzyły się drzwi.
W śrpodku jakiegoś ogromneeeeeego pomieszczenia była zawieszona Kriss. Lewitowała w powietrzu. Miała zamknięte oczy, jakby spała.
- jak wiesz, Princesso, zanim nasza Kriss osiągnie stadium Pani Zła, musi minąć pewien czas..
- nie wiem.
- no to się dowiedziałaś =='
- też prawda ^^
- ====''' w każdym razie. Czasu tego jest niedużo. Gdy wreszcie osiągnie odpowiednie stadium, zawładnie duszami wszytkich ludzi na tym świecie. I uczyni się królową wszytkiego. A potem dobrowolnie zrzeknie się władzy na rzecz mnie AH - HA HA HA HA HA HA HA HA HA!
- taaak, master. - powiedziała beznamiętnie Princessa.
- nie podzielasz mojego entuzjazmu.
- oczywiście że nie. - Princessa prychnęła - nie wiesz wszytkiego, pani!
- hm?
- Zdaj sobie sprawę, że wypadki nie toczą się zawsze po naszej myśli.. skąd wiesz że Kriss zrzeknie się władzy? Dobrowolnie? Musiałabyś ją zmusić! Ale jak? Jest o wiele silniejsza od ciebie..
- NIEPRAWDA!!! JA JESTEM NAJSILNIEJSZA!!!
- ty tak twierdzisz. - Princessa uśmiechnęła się charakterystycznie - dodając, że jeszcze otrzymała moc od swoich przyjaciół, magazynowaną niegdyś przez ciebie, pani. Wypadki z letka wymknęły się spod kontroli.. - Princessa znikła.
- aww.. nie.. mylisz się Princesso.. ona nigdy mnie nie przegoni... będzie miała moc podobną do mojej.. ale nie mocniejszą..

***


Princessa zmaterializowała się dzieśtam.
- dobra. Nadchodzi czas na blaaaask ^^ świat trzeba uratować!! Zanim się rozwali!!! Ale najpierw się prześpię ^^

CZYTELNICY: [GLEBA]

- no so! Muszę być wypoczęta! Mam zaraz zamiar zrobić coś wielkiego! No ^^ to dobranoc ^^

CZYTELNICY: jest dzień, jełopie =='

- hę? no tak. To Dzień Dobry Wieczór Bardzo ^^

CZYTELNICY: czochraj bobra =="

- chrrr ^^. - I Princessa walnęła w kimiono pod jakieś drzewo ^^

CZYTELNICY. Jak długo jeszcze mamy czytać te idiotyzmy...? I dlaczego Władczyni koszmarów śpi? Czy ona nie ma koszmarów? Ale bezsens ==''''

Spoko spoko, już wyjaśniam...

Przenosimy się dzieeeś dzieś dzieś, sama nie wiem dzie. W każdym razie cholernie daleko i niedostępnie ^^
- Princessa zapadła w sen.. czy ona naprawdę niema nic lepszego do roboty, tylko spać..??? - ktoś się zbulwersował.
Była to niska osoba o czerwonych włosach i złotych oczach...
Po chwili sama przymknęła oczy.
Jej dusza poczęła wędrować przez właśnie szekspirowskie rzeczy, o którym się nie śniło naszym filozofom ^^. W końcu znalazł się w jakiejś białej przestrzeni.
- piękny sen. - powiedział ktoś z boku. - biel biel biel.
- przepraszam, ale muszę z tobą porozmawiać.
Princessa zawisła w powietrzu. Był to jej sen więc mogła robić, co jej się żywnie podoba. Była ubrana w zwykłą, biała sukienkę.
- słucham cię.. Afikcie..
- jak tam idą sprawy z Kriss?
- przeobraża się. Niedużo czasu zostało. Parę dni najwyżej.
- niedobrze. Jak tam plan?
- nie wiem. Nie mam kontaktu. LON udaje że mi ufa, ale jest czujniejsza niż kiedykolwiek.
- LON..
- cóż za obrzydzenie w twoim głosie..
- Princesso, wiesz bardzo dobrze, że działamy po dwóch stronach równie przeciwnych jak czerń i biel..
Afik uczynił ruch ręką. Po chwili wszytko otaczające Princessę stalo się czarne, tak jak jej sukienka. Wokół Afikta wszytko było białe.
- mniej przeciwnych niż ci się zdaje, Afikcie. - uśmiechnęła się. - bliskie w swym przeciwieństwie. Może kiedyś to zrozumiesz.
- rozumiem. Dlatego w tym momencie rozmawiam z tobą. I uczestniczę w Wielkim Planie. - powiedział. - mimo że ty jesteś władczynią Złych Snów. A ja Władcą Dobrych Snów.
- dokładnie. Tylko że ty jestes bardziej światowy.. spotkałeś się parę razy Kriss.. nie wstydziłeś się wieść życie małoletniego śmiertelnika.. mimo że w świecie doczesnym jesteś niewidomy.
- owszem. - spojrzał na swoją rękę - posiadam zdolność widzenia Źródeł Mocy.. wibitną zdolność.. co mi pozwala widzieć jedynie w stanach umysłu.. i oczywiście źródła mocy w świecie doczesnym.
- Kriss także posiada taką zdolność. Lecz jest to śladowe i bardzo słabe.
- hm. Dziwnym ona będzie stworzeniem.
- tak.
- dobra, znikam. Muszę zadbać o wiele snów. Obronić przed koszmarami, jakie ty na ludzi zsyłasz. - uśmiechnął się znacząco - żegnam.
- do zobaczenia w następnym śnie.
Afikt znikł, zostawiając śniącą Princessę samej sobie..


CZYTELNICY: jaaaa!!! Ile nad tym myślałaś? dwa miesiące, co??? schodzisz na psy =='

=="'' dobra, kontynuujmy.

Katia, Sunny, Moony, Daniel i nieco przysypiasjąca Deexis na swoim Sektecie posówali się wolno do przodu.
- i skąd my do jasnej cholery mamy wiedzieć gdzie jest kolejny smok?- warknęła Katia, którą buty na niebotycznych obcasach zaczęły już nieco uwierać.
- przeznaczenie samo nam podsunie smoka pod nogi. I to prędzej niż się spodziewasz, Katio.
- zupa z trupa =="
- kurde.- Deexis rozłożyła się na wełnie.
- co?
- ty! - wskazała na Moonego
- co?
- ty!
- co?
- ty!
- CO?
- ty! nie twoja sprawa.
- ===' ha ha ha
Nasi bohaterowie szli przez jakaś rozległą równinę. Wiatr co jakiś czas leniwie głaskał ich twarze. Słońce oświatlało krajobraz. Nagle.. wśród drgającego od upału powietrza ukazał się zarys postaci. Stawał się coraz wyraźniejszy, aż można było dojrzeć sylwetkę chłopaka o ciągnących się po ziemii, bordowometalicznych włosach.
Deexis natychmiastowo wstała.
- po co te nerwy? - spaytał się chłopak. Na jego twarzy gościł rozbawiony uśmiech. - nie posiadam żadnej broni..- rozłożył ręce.
- po co ściemniać. Wystarczy spojrzeć ci w oczy. - odparła dziewczyna.
Katia, Sunny, Moony i Daniem mrugnęli. W zielonych oczach nie można było dojrzeć nic niebezpiecznego.. dopiero gdy je zamknął. Powieki były niczym u jakiegoś gada, krokodyla - zamykały się od dołu, były obślizgłe i zbudowane z cienkiej warstwy skóry.
- wybraniec zawsze rozpozna przeciwnika.. - otworzył oczy - jakże niezwykłą osobą jesteś...
- stajesz do walki, czy gadasz?
- waahsss..- wydał z siebie głuchy syk. Po chwili przybrał postać dymka. Wciąż był w tej samej postaci, lecz mógł się przesówać swobodnie w powietrzu i zmieniać formy. - nie.. nie moja droga.. przybyłem cię dręczyć.. - porzybliżył się do Deexis, która o dziwo nie wykonała żadnego ruchu. - jak twoje sumienie... twoja.. zazzzdrośććć.. - szepnął jej do ucha i położył jej ręce na ramionach. Dziewczyna nie protestowała.
- wiesz o czym mówię..?
- odejdź..- jęknęła
- jako jedyny ze smoków cech mogę przybrać taką formę.. jak twoja zazdrość.. ty sama nie zdajesz sobie psrawy ze swojego bólu, śliczna..- pogładził ją po włosach. - jeszcze tu wrócę.. nie czas jeszcze, żebyś mnie zabiła.. pozatym.. jakżebym śmiał się stawić wybrańcowi.. i tak byś mnie nie pokonała.. zazdrości nigdy nie pokonasz.. ona..

..zawsze...
..idzie..
..w parze..
..z miłością...

Błyskawicznie usunął się od Seexis wyjął z kieszeni swoją opatrzoną w ogromne pazury dłoń i błyskawicznym ruchem przeorał Danielowi twarz.
- AAAAAAGH...- jęknął Daniel. Z jego oczodołu obficie lała się krew.
- żegnaaj..- i smok rozpłynął się równie szybko jak się pojawił.
- przepraszam. - oczy Deexis nadal były wpatrzone w przestrzeń. - powinnam cie chronić.
Daniel odjął rękę od twarzy. Krew z jego oka ciekła obficie.
- weś ty się schowaj do szuflady! - warknęła Katia - nie widzisz jak on cierpi??? Czy on wogóle będzie mógł widzieć..?
Deexis niewiadomo czemu spojrzała na Daniela smutnym wzrokiem.
- taki już jest los wybrańca. - spojrzała w niebo. - wybrańcy muszą cierpieć.
Z drzewa ktoś obserwował tą cała scenę.
- nie musi cierpieć, Deexis.. - mruknął - nie musi.. - świecące w ciemność oczy rozmył się w cieniu. Po chwili było słychać tylko szelest przeskoku z jednej gałęzi na drugą.
- moje oko..
- no.. nie wyrywaj się..- Katia próbowała pomóc Danielowi, lecz on wciąż przyciskał rękę do oka. wciąż lała się krew - chcę ci pomóc!!!!
- no jacha!!! - Daniel zerwał się. - że jestem ważny i można na mnie patrzeć od razu nie wszyscy lubią!!! - wzniusł się w powietrze, zawiał wiatr, zaswieciło złote światło. Jego włosy były smagane wiatrem. W jego oku zakręciła się niedostrzegalna łza.- jacy wy wszyscy jesteście obłudni! jacy obłudni...- odwrócił się w powietrzu i znikł wśród ogólnego hałasu. Po chwili wszytko ucichło.
Katia patrzała na miejsce gdzie przed chwilą był.

Zrozumiała jak czuł się Daniel przez całe życie.
Jak ona pozwalała mu się staczać. Pozwalała mu zatapiać się w niewiarze w siebie.
Czuła się jak ostatnia szuja...

- co mu się stało?- zapytała się Sunny
- to co musiało się stać. Jego piętno staje się za ciężkie. - wyjaśniła Deexis. - choćmy dalej. Może go spotkamy.
Ruszyli dalej.
Katia westchnęła.
- nie chcę już nikogo zranić. Postanawiam że..- zadrgał jej głos - że.. zawsze będę sama.
- co?- wszycy odwrócili głowy.
- nic. - westchnęła ponownie.

***

***


- ...Powstań... ty, co jedyna wierzyłaś do końca...

Postać wyciągnęła ręcę ku niebu. Stało się ono czarne. Nagle, przez smołowatą skorupę pokrywającą skrepienie przedarł się biały promyk słońca, by oświetlić osobę wyciągajacą ręce ku niebu. Jej blond włosy smagał wiatr, tak samo jak aksamitną, hebanowoczarną pelerynę.

- ..powstań.. by dać radość tym, co nie zdążyli jej zaznać..

Niewiadomo skąd zerwał się srebrny wiatr. Jego kłębowisko znajdowało się przed postacią.
Oczy postaci nagle zabłysły niespotykanym, błękitnym światłem.

- ... ja, wierny posłóżca LON, przyzywam cię, łamiąc zasadę Czarnego Regulaminu... Powstań w całej swojej mocy i niewinnośći.. powróć..

Coś wybuchło oślepiającym blaskiem. Było to kłębowisko srebrnego wiatru.
Wśród światła ukazała się kobieta.
- ciocia..?
- podaj mi rękę. - postać wyciągnęła dłoń
- Princesso.. dlaczego musiałam umrzeć..
- po to, by się odrodzić.

***




O co w tym wszystkim do cholery chodzi???????????? Wyjaśnienie tej skomplikowanej kwestii w następnej księdze!!

C.D.N.


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.86619200 1314064264
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!