Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 8
rozdział #03
 
Treść fanfika..


KSIĘGA TRZECIA

Rozdział 8.3.1.

- czy to ty jesteś panią ciemności? - zapytał się wreszcie smutnooki.
- tak, a o co chodzi? - Kriss przymknęła drzwi.
- Pozwól , że się przedstawię. Nazywam się Cava. Jestem kapłanem Klanu Czranoksiężników Dzikiej Róży. Moją misją jest uratowanie tego świata. I do tego ty mi jesteś potrzebna.
- skąd wiedziałeś, że tu mieszkam? - zapytała się. W jej głosie dało się wyczuć zdziwienie.
Nagle chwycił ją za rękę.
- pani, cierpimy na brak czasu. Pozwól mi szczegóły wyjawić później.
Intuicja, czy też może zdolność widzenia źródeł mocy pozwoliło wierzyć w prawdomówność chłopaka. Lecz ona pokręciła przecząco głową.
- to nie mój interes.
- proszę cię, pani. - spojrzał swoimi smutnymi oczami w jej oczy.
- nie mogę. - odwróciła głowę.
- a takim razie błagam. - padł na kolana. - błagam, na wszystkie świętości, niech pani idzie ze mną..!
Kriss przeraziło zachowanie mężczyzny. Ale wciąż była nieugięta.
- nie mogę.. naprawdę.. nie mogę..
- pani.. czy nie ma pani żadnego powodu, by zachować ten świat? Powodu, dla którego chciałaby pani żyć? Życzenie, marzenie, które pcha panią do dalszego życia?
Kriss przemkneło przed oczami wspomnienie Venetha.
- i tak się nie spełni.
- a czy nie jest kwintesencją życia, zwmierzanie do spełniania się marzeń, nawet jeżeli wydaja się niemożliwe?
A co ma do stracenia. I tak siedzi na tyłku.A nóż widelec..
- dobrze. - westchnęła i poszła do domu. Zawartośc szuflad wrzuciła do torby. Ubrała na siebie swój granatowy płaszcz, który niegdyś otrzymała od Bayou.
- gdzie idziesz? - zpaytał się Gourry.
- narazie tato. - pocałowała go w policzek. - powiedz mamie i rodzeństwu że bardzo ich kocham. Nawet jeżeli nie wrócę. - spojrzała na niego jeszcze raz i wyszła.
Bosh, jakie to naciągane ======"
- możemy iść.
- wspaniale, pani. - powiedział smutnooki.
Przeszli kawałek lasu. Zapadła ciemna noc, w dodatku śnieżyca. Rozbili gdzieśtam obóz.

***MINĘŁA NOC

- Ve..Veneth... NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - własny krzyk ją obudził
Rozejrzała się wokół. W pierwszej chwili nie wiedziała gdzie jest. Po kilku chwilach się uspokoiła.
- wszystko dobrze? - usłyszała głos zza namiotu. Należał do smutnookiego.
- fine. - odpowiedziała. Wciągnęła na siebie coś ciepłego i wyszła.
Po nocnej śnieżycy leżała gruba warstwa śniegu, lecz ranek był rześki i spokojny. Słońce wychodziło zza drzew.
Kriss zobaczyła sylwetkę mężczyzny. Był to Cava. Stał na skraju urwiska . Tak, było to ogrooomne okrągłe urwisko, na jego dnie rósł las. Legendy mówią, że urwisko to powstało po Dragon Slavie Liny :D Ale to tylko legendy :D (Taa, gdybym powiedziała że to prawda, Lina by mnie zmasakrowała.. zaraz zaraz.. ja JA się boję jakiejś płaskiej czarodziejki??? A co ja się będę kryła! TAK TAK! TA WYRWA POWSTAŁA NA SKUTEK DRAGON SLAVEA LINY KTÓREGO WYKONAŁA, BO KTOŚ JEJ ZABTRAŁ STANIK Z SILIKONKAMI! TAK..! Ej, Lina.. ja tylko żartowałam.. Lina.. nie wygłupiaj sie.. Li..AAAAA!!!!!!). Cava stał i przyglądał sie drugiej stronie urwiska.
Słońce oświatlało jego twarz. Dopiero teraz Kriss mogła mu się przyjrzeć.
Miał ciemnobrązowe włosy wyglądające na pare miechów nie ścinane :D, Jednak były w miarę zgrabnie ułożone, tak, że trzymały się kupy. Jedynie u nasady czoła chłopak miał dwa białe pasma, opadające mu na lewe oko. Oczy miał czarne jak dwa węgielki, niezwykle smutne, przepełnione żalem i melancholrią. Rysy twarzy miał spokojne, typowo męskie. Nie można było powiedzieć, czy był stary, czy był młody. Właściwie wyglądał na nastolatka, wyglądajacego zbyt staro na swój wiek. Co nie zaprzeczało temu, że chłopak był wprost nieziemsko piękny :D. Tak tak , był barzdo przystojny i chyba tylko trzy ślepe myszy ze Shreka mogłyby tego nie zauważyć ( to ty Zygmuuunt..?). Oblicze jego było równie smutne jak jego oczy. Był średniego wzrostu, i jak wszyscy meni z moich fików, nieźle napakowany :D. Ubrany był w czarną, obcisłą bluskę bez rekawów i bez brzucha. Z szyi zwisały mu dwa złote naszyjniki. Od szyi do rąk ciągnął mu się jakiś zielony skrawek materiału, jakby kieyś to była jakaś torba na bok, lecz stracił ją w jakims gwałtownym wypadku i nawet tego nie zauważył :D. Na nogach miał luźne, białe spodnie, opuszczone do granic możliwości.. niekórzy mówią, że coś mu widać, ale się tego nie dowiemy, ze względu że na biodrach miał przewieszoną grubą, brązową siatkę, podartą na wysokosci ud. Buty miał jakieśtam, nie widać było pod spodniami :D. (czy ja wspominałam, że większość strojów mam narysowanych, dlatego opisy są takie porąbane =="). Jednak nawiększą uwagę przyciągał jego tatuaż. Ciągnął się od dłoni, oplatał całą prawą rękę, i Bóg wie, jak jeszcze daleko. Wyglądał jak pnącze dzikiej róży. U pasa chłopak miał także miecz, o przepięknej rękojeści przedstawiającej splątaną dziką różę i ornamentach na ostrzu.
- już się obudziłaś? - zapytał się spokojnym głosem Pawła Deląga.
- tak.. - stanęła obok niego. Chwilę patrzeli za horyzont. - krzyczałam przez sen?
- krzyczałaś. Coś o truciźnie. - uśmiechnął się śladowo.
- Veneth..- szepnęła i spojrzała w dół.
Zapadła cisza. Cava nagle podniusł głowę.
- czy..
- EJ, EY TAM!!! - z namiotu wytoczyła się błękitnowłosa kobieta. - wy sobie flirty urządzacie, a mnie nawet nie obudzicie??!! Co to za porządki??!! Gdybym była syreną, to tak bym wam bleh bleh bleh..
- kim jesteś? - Kriss przerwała kobiecie w monologu.
- hę? co? - syrena sama głupio czuła się wytrącona z wątku :D- aaa! Nazywam sie Ashani, miło mi poznać. - skłoniła się bardzo nisko.
- jesteś piękna. - Kriss uśmiechnęła się serdecznie.
- hę? - Ashani zaczerwieniła sie. - pierwszy raz słysze coś takiego...
Istotnie, Ashani była bardzo piękna. Miała połyskujące srebrem, białobłękitne włosy, wystopniowane w bardzo dziwny sposób - po porawej strony głowy byly wystopniowane od wysokości brody, a po lewej walały się po ziemii. Miała białą, jak śnieg po którym stąpa karnację i tajemnicze, błekitne oczy, powieki miała jakby umalowane błekitnym cieniem i posypane brokatem, lecz był to naturalny przywilej syren, tak jak błękitny odcień ust. Ubrana była w to, w czym Cava wyciągnął ją z wody - poszarpany skrawek materiału na piersiach i biodrach. W tym momencie zaczeła się trząść z zimna.
- ojej. - zatroskał się Cava. - trzeba Ci dać coś do ubrania. Na razie masz to. - poszedł do namiotu i wyciągnął długi, skórzany, czarny płaszcz i wręczył go Ashani.
- dzięki.
- choćmy do miasta. Masz jakieś pieniądze?
- nie..
- nie szkodzi , kupię Ci coś. Pani. - zwrócił się do Kriss. - bądź, pani, łaskawa, odziać coś ciepłego.
- nie mów do mnie pani, czuję się, jakbyś był jakimś moim przydupasem ==="
- wybacz, pani V_V
- ==" - Kris sweszła do namiotu, ubrała się, i naciągnęła swój płaszcz.
Pozwijali obóz i wyruszyli w drogę, gdy las się skończył, weszli to miasta.
- woow! Jak tu dużo ludzi! - Ashani rozglądała się na wszystkie strony. - jeszcze nigdy nie byłam w mieście!!!
- to ciebie z domu nie wypuszczali ==? - zapytała sie kpiąco Kriss.
- =="" Kobieto, gdybyś wiedziała, gdzie ja bywałam, to by ci szczena opadła na samą ziemię, tak że z piachu w życiu byś jej nie oczyściła ==! Jestem syreną, jedna z najszybszych posłańczyń ksieżniczki, zbierajacą dumy, honory, byłam we wszytkich morzach wymiarów, posiadałam jedną z największych mocy, inne syreny chyliły prze demną głowy, lwy morskie skomlały na mój widok, smoki usówała się z drogi, a...
- tak, jest syreną, znalazłem ją u wybrzeży zatoki Czterech Pazurów. - przerwał syrenie monolog Cava.
- znalazłeś? Jak to "znalazłeś"? - zapytała się Kriss.
- nie wiem, czy Ashani wyraża zgądę, bym Ci opowiedział o jej historii, pani. Zresztą zbliżamy się do sklepu.
Niema co opisywać, bowiem najbliższe kilka godzin nasi bohaterowie spędzili na buszowaniu po sklepach.

MINEŁO TROCHĘ(!!!) CZASU.

- masz może przenośną dziurę...? - jęknęła Kriss.
- po co?
- żeby skoczyć na piwo...
-

*ŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚWIIIIIIIISTTTTTT* - zasłonka przebieralni.

- jak wyglądam?
Przed naszymi bohaterami stała Ashani w pięknej, srebrnej sukience, sięgającej do kolan. Na nogach miała białe buty na obcasach, a jako zmutowane ponczo-narzuta było białe futerko.
- aleś ty piękna *_* - Cava.
- chrrrr... - Kriss.
- TY PEDOLACZU PACZ I PODZIWIAJ MOJE PIĘKNO!!! - jeb! obcesem w śpiącą Kriss.
- spieeerdaaalaaaj...! - jęknąła przez sen.
-phe! Cavuś, porzycz 1500 senetów (waluta).
- i-i-i-ile?????
- 1500. Mam wyliczyć? No, okay, 900 sukienka, 200 buty, nie wspominajac o narzucie, kolczykach, naszyjniku, pierścionkach i innych takich tam, wiesz skoro nawet nie podzielsz mojego uczucia do twojej skąpej osoby, mógłbyś sie szarpnąć na kilka drobiazgów dla biednej, uciskanej syrenki, która w perfidny sposób utraciła moc, i która nawet nie ma kilku groszy by opłacić to skromne odzienie, które przecoież tak jej jest niezbędne dla zwykłej, ludzkiej egzyste..
- dobra, dobra masz... nie mam tyle gotówki przy sobie, zapałać kartą =="
- a dasz 50 senetów kieszonkowegoooo ?
- tak. - uśmiechnął się.
- wiesz, powinieneś częściej sie uśmiechać ^_-. I dziękiii (i tak se wezmę sto he he he)!
- o jakim uczuciu ona mówi? - zapytała sie Kriss Cavy, gdy rozentuzjazmowana Ashani pobiegła do kasy.
- ech, bo widzisz, pani.. tego także nie powinienem pani mówić.. być może powinienem.. - spojrzał swoimi pięknymi oczami w jej. - ale nie chcę...
Qrna, znalazłam romantyczne miejsce, sklep =="
- no dobrze.. przecież wiadomo, że ktoś taki jak ty pani.. - nagle ni z gruchy ni z pietruchy się roześmiał serdecznie. - właściwie Ashani chodzi o to, że się we mnie zakochała... Lecz to niemożliwe, nie istnieje syrenie uczucie nieodwzajemnione.. to długa i zawiłą historia,którą Ci kiedyś opowiem , jak poprosisz, pani.
- skąd wiesz że nieodwzajemnione? Byc może odwzajemnione a sam o tym nie wiesz.
Ponownie się roześmiał.
- wiem doskonale że jej nie kocham.
- nie mogłeś tego powiedzieć delikatniej..!!!! UUUUUUUUUHUUUUUUUHUU!!!!!!!!!!! - Ashani niewiadomo skąd ^^
- nie musiałaś posłdsłuchiwać. - nagle wstał i mocno przytulił się do syrenki, na co ona się momentalnie uspokoiła. - a pozatym wiem, że wzięłaś sobie 200 senetów kieszonkowego ^^
- skąd wiesz...(aaachh było się urodzić) ? - otumaniona równo :D
Pocałował ją w czoło.

- ale na niej jedziesz ==" - podsumowała to Kriss
- paaaani ^^" Na tą kobietę nie ma innego sposobu. - wziął Ashani na ręce.
- wiesz, wydaje mi się, że musisz mi dużo opowiedzieć ==" A właściwie to gdzie idziemy.
-
- dowiem się wodpowiednim czasie. Oookaaay...
Wyszli ze sklepu.
- ale właściwie to mógłbyś mi powiedzieć. Dlaczego mi nie powiesz?
- czasu braknie, a do natępnej krainy musimy dojść przed zachodem pełni. A historia jest długa i zawiła.
- człowieeeku ==" To przecież możesz opowiedzieć mi po drodze =="
- mimo wszystko, wydaje mi się, że i tak się nam nie uda. Musimy iść na wschód i na zachód. Czasu mamy tylko na dojście na wschód. - przez jego piękną *_* twarz przebiegł cień.
- nie bój komara! Moja kumpela tylko czeka na moje rozkazy. Dziewczyna ma trochę wiadomosci z pierwszej ręki, ale więcej rozpaczliwie próbuje z innych stron.
- tak? Jesteś pewna, pani, że temu podoła?
- jestem pewna.
- w takim razie rozpocznę moją opowieść. Byłbym wdzięczny gdybyś, pani, słuchała mnie uważnie.
- pod warunkiem że przestaniesz do mnei mówić per "pani" =="
- jak sobie pani życzy, pani.
- ==="
Wyszli z miasta i szli leśną drogą.
- pochodzę z zakonu Czarnoksieżników Dzikiej Róży, którzy, jak zapewne wiesz, pani, zajmują się wróżbiarstwem.
- czytałam gzdieś o tym...
- nigdy nie wątpiłem w twą inteligencję, pani ^^ (jaka pani wspaniała, pani ^____^)
- przymknij się, i mów dalej.
- khem. Tak wiec członkowie mojego zakonu wywóżyli przyszłość. Światem zapanuje ogromna siła, nad którą nikt nie będzie w stanie zapanować. Ci, co będą w stanie ją unicestwić, nie zrobią tego, a ten,a właściwie ta, która powaołała ją do życia, dobrze o tym wie. Gdy wszysstkie deski ratunku upadną, nie będzie nikogo, dosłownie nikogo, kto będzie potrafił unicestwić tą siłę. Nawet ty pani, nawet ty, co jesteś w stanie posiadać potęgę większą wielokrotnie od pani ciemności, nie potrafisz pokonać tej mocy, bo o ile wiem ze szczątkowych wiadomości, odebrano ci to bierzmo.
Kriss schyliła głowę.
- wybacz, pani. Nie wiedziałem, że sprawię ci przykrość.
- nie przepraszaj, mów dalej =="
- śpieszę z wyjaśnieniami, pani ^^. By pokonać tą siłe, należy obudzić Upadłe Dusze Ziemi i Nieba, lecz nasza indolencja może wywołać skutek odwrotny.
- oooch, jaką elokwencją dysponujesz, Cavuś ^^^ - zaświergoliła Ashani, która właśnie zbudziła się.
- dziękuję ^^. A teraz, jeżeli byś mogła, zejdź ze mnie.
- nie ma sprawy, Cavuś ^^
- niedobrze mi.. - jęknęła Kriss. - mów, co z tymi upadłymi cośtam?
- zbudzone dusze zbiorą się w jedno. A tak przy okazji,pani, wiesz na czym polega siła owej mocy, która zagraza światu?
- nie.
- otóż, zagrożenie o którym mówie, potrafi odbierać moc istotą nieśmiertelnym. To nieszczęście zdarzyło się naszej biedulce Ashani, spójrz na jej czoło.
Istotnie, w miejscu gdzie nos łączy się z czołem, widniały tzry srebrne kropki.
- Prawdopodobnie zrobi także coś, co unicestwi ten świat, ale dokładnie nie wiem co.. wracając, odebranie mocy istocie nieśmiertelnej, równa sie zazwyczaj śmierć. Upadłe Dusze, są to dusze nieśmiertelników, które zostały pogrzebane lub pozbawione ciała za życia jako karę,i wioda nędzny żywot tzw. ducha. Gdy przebudzimy te dusze spełnią życzenie osoby, która pozwoli im udać się na tamten świat.
- nie rozumiem =="
- musimy iść na wschód, budzić te dusze, a one w ramach wdzięcznosci pozwolą spełnić jedno życzenie. Kropka.
- acha.
Tak wramach przerywnika dodam tylko, że Cava prawie nigdy sie nie uśmiechał. Jeżeli robił "^^", robił to bez uśmeichu rozświetlajacego mu twarzy. No, może warga mu drgnęła, ale niedostrzegalnie.
- Idziemy na wschód? - zapytała sie Ashani. Acha, dodam, że ona ma głos Britney Spears :D
- tak. Musimy odwiedzić kraj Nimf Drzewnych.
- nimf leśnych, chciałeś powiedzieć.
- nie. Nimfy drzewne i nimfy leśne to podobny gatunek, lecz różni je to, że leśne charakterysuje inteligencja i umiejetność walki, a drzewne.. hmm nie.
- acha.
- w takim razie łącz sie telepatycznie z kumpelom. Moc nam może zagrażać w każdej chwili..
- zaraz, musze się skupić...

Hmm... Przenosimy się do owej mocy...

- Ik! wiesz ik! , co Light? Ik!
- Rezo, za dużo wypiłeś ==" Do tego mój Vegeta leży pod stołem.
- ik! ja nformalnie ik! normalnie.. ik! normalnie to jest mi niedobrze...
I Rezo zeżygał sie pod stół :D
Razem z Light i Vegetą oblewali jego powrót w jakiejś knajpce o dźwięcznej nazwie "U Johna Parówy"
- Ja chyba nie wyłączyłam żelazka, wiesz?
- nigdzie ik! nie puuujdziesz... I JESZCZE JEEEDEN I JESZCZE RAAAAAZZZ!!!!!!!!! - zaczął fałszować, ze aż się ludzie przestraszyli.
- Reeezoo ^^ a może już tak nie pij ^^
- WU.TE ik! KA. SOPLICA, PROSZE JA ik! CIEBIE! - i wychlał za jednym zamachem cała butelkę :D Rzucił ją w kąt i tym bardziej zaczł fałszować. - IIIIII JEEEEEEEEEESZCZE JEDEN I JEEEEEEEEESZCE RAAAAAAAAAAAZZZZZZZZZZZZZZZZZZ
- ZAMKNIJ PYSK GRZYBIE! - rozległ się krzyk, a po chwili do knajpki weszła ruda dziwka, bezskutecznie powstrzymywana przez lazurowowłosego chłopaka, który widząc śpiewajacego "grzyba" oniemiał.
- Ka..Ka.. ka.. tia..? Czy ty wiesz KTO to jest?
- JAKIŚ ŻUL RYCZĄCY TAK ŻE WSZYSTKIE PSY W OKOLICY POZDYCHAŁY !
- Katia.. to jest Rezo.. rozumiesz? REZO! Czerwony kapłan!
- Cze..rwony kapłan?
- Katia, ty znów masz skojarzenia =="
- pomyliło mi się z Łysym Mścicielem ^^ To był jakiś twój kumpel ^^
- Kaaatia, błagam zamilcz ==" Masz przed sobą najmądrzejszego człowieka na świecie, Czerwoinego kapłana Reza =="
- ktoś kto jest mądry, by się tak nie nazywał =="
- TY PIERDOLNIĘTA ik! GÓWNIARO! - ryknął Rezo
- CO TY POJEBANY KORKU OD JABOLA?!
- Kaaatiaaa...!tylko mi nie mów, że nigdy nie słyszałaś o Rezie, czerwonym kapłanie ==" - jęknął Chazz
- cośtam mi Lina Inverse wspominała, ale za bardzo jej nie słuchałam. zresztą jestem zbyt zajęta zawodem, by słuchać bajek o jakimś Łysym Mścicielu...
- CZERWONYM KAPŁANIE REZO - Chazz załamywał się psychicznie
- Rezo.. Rezo.. Redo... Facet w szkarłacie? EEEII KUMPEL PO FACHU?!?!?
- CHYBA CI SIĘ MAŻY, MAŁA KURWO! - Rezo se pociagnął następnego W.T.K Soplica z gwinta.
- Katia, choćmy stąd, właśnie zrobiłaś sobie obciach przed jedną z największych sław kilka zeszłych tysiącleć, a ja nie chcę w tym uczestniczyć =="
- no to spierdalaj! - kopnęła go tak, że poleciał daleeeko...
Lightening takze próbowała uspokoić rozjuszonego Reza.
- Rezo.. uspokuj się.. czy nie widzisz, że to córka Xellossa?
- LIGHTENING, DAJ MAMIE I TACIE POROZMAWIAĆ W SPOKOJU!
- ha! chciałbyś! - Katia nagle wybuchła śmiechem Nagi
- MÓGŁBYM MIEC ik! WIELE TAKICH JAK ik! TY! I TO LEPSZYCH OD CIEBIE, KONUSIE!
- Ko-ko-konusie..????
- MŁEHEHEHEHEHEHE KONUS KOOOONUS NISKA DZIWKA NISKA DZIIIWKA A TAK POZATYM TO SEX Z TOBĄ JEST JAK RZUT BANANEM NA BRODWAYU HAHAHAA JESTEŚ WIELKIM ZBIOREM SILIKONU SEX Z TOBĄ JEST EMOCJONUJĄCY JAK ik! JAK ik! GRA W SZACHY Z ANEMIKIEM!
-!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 TY JEBAAAAANNNNNNYYYYYYYYYYYY ............!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- ZRESZTĄ IE DENERWUJ MNIE JUŻ ik! WIĘCEJ!!!
Nagle wokół Reza zebrała sie ogromna energia, która rozniosła całą knajpę w pył.
Dziewczyna była pewna, że takiej nie widziała.
- REZO DO KURWY NĘDZY ZA SDUŻO WYPIŁEŚ, CHOCMY DO DOMU! - ryknęła Lightening, przekszykując ogólny wrzask i wrzawę.
- ZAMILCZ LIGHT, I PACZ JAK KOŃCZĄ DZIEWCZYNKI, KTÓRE DENERWUJĄ RED ik! RIEST ik! PEZO!
- Red Priest Rezo =="
- ANO SORRY!
Tak więc wokół Reza zebrała się energia, która skupiła się w jego rękach. Po chwili wszystkio to pooeciało na Katię, która była zbyt zbulwersowana, by cokolwiek zrobić :D.
Dziewczyna, z uderzeniem energii wzniosła sie w powietrze. Energia przenikła każdy fragment jej ciała, co sprawiało jej ból. Krzyczała z cierpienia.
Na jej czole pojawiły się dwie srebrne kropki.
Upadła, wciąż miotając się z bólu.
- o w mordę ik! je.. ik! jeżżż ik! no, tego czegoś z kolcami.. ik! ona żyje!
- aaagghhh.. zimno... - wciąż miotając się po ziemii skuliła się.
- CO TY JEJ ZROBIŁEŚ!?!? - krzyknęła Light
- a moooc jej odebrałem.... ik! gdzie mój W. T. K...
- JAK TO?
- a tak to ... tyle że w tej chwili powinna już nie żyć, a żyje jak widać...
- mnie tak łatwo nie... aghh.. zabijesz... - jęknęła Katia, wciąż skulona na ziemii. W końcu straciła przytomność.
- pozatym maaaa... tylko dwie kropki.. a moze cztery.. a może osiem.. kurde, ik! Light, ile ona ma kropek, bo nie widzę..?
- 2 =="
- acha! o żesz kuźwa! tak być nie powinno! ik! miałem jej odebrać moc i zabić a ta szmata utraciła moc tymczasowo! ik!
- Rezo, wiesz co? Pierdolisz ==" Idziemy do domu. - Lightening trzymając Vegetę i Reza zdematerializowała się.
Zostawili po sobie nieprzytomną Katię i kilka stosow Wolnej Turystyki Konnej na ziemii :D

PRZED KNAJPĄ.

- co ona tam robi - jęknął Chazz
- zadymę, a cóż innego. - rzekła spokojnie Eexel. - jednak czuję złą moc. Ide looknąć, co tam się dzieje.
Eexel weszła do baru. Potknęła się o butelki i wpadła wprost na leżącą Katię :D nie no moze nie wprost, tylko obok. Jej wzrok przyciągnęły dwie srebrne kropki.
- KATIA! - potrząsnęła nią.
- jesu, jak zimno.... jak straszliwie zimno.... - jęknęła Katia.
- dzięki Bogu, żyjesz! Silna jesteś...
- brrr... - skuliła się.
Eexel wzięła ją na ręce i wyniosła do wszystkich zebranych.
- co jej jest? - krzyknęli wszyscy.
- straciła moc. O ile wiem, gdyby miała utracić całą moc i umrzeć, miała by trzy kropki. Ma dwie. Oznacza to zapewne, ze moc utraciła tymczasowo. Gdzieś o tym słyszałam.
- kto mógł zrobić coś takiego? Aby odebrać komuś moc, samemu trzeba jakże wielką posiadać!
- nie mam pojęcie. Spytamy się jej , jak sie obudzi. Skutki zaklęcia trwają długo, może minąc trohe czasu, zanim się obudzi. Zatrzymajmy się gdzieś.
Wykupili pokoje w hotelu.

***

Katia otworzyła oczu. Uczucie zimna ustało, lecz mimo to czuła się straszliwie słaba. Na toaletce stała szklanka wody. Podniosła rekę by po nią sięgnąć.
- aaa... AAAAAAAAAAAAAAGGGGGGGGHHHHHHHHHH...!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - wydała z siebie bolesny okrzyk i wygięła się w spazmatycznym ruchu. Spadła z łózka, co sprwiło bół tak nieznośny do wytrzymania, że zemdlała ponownie.
Akurat wszedł do pokoju Chazz. Zobaczył leżącą na ziemii Katię i łagodnie położył na łóżku.
Wyciagnął z kieszeni liść jakiegoś zioła i pokruszył. Wsypał do szklanki wody , pomieszał, i przelał do ust dziewczyny.
Zakrztusiła się parę razy i otworzyła oczy.
- nie mam czucia.. nigdzie... - zdanie było ledwo dosłyszalne
- dostałaś silny środek przeciwbólowy. Spodowodowało to czasowy paraliż całego ciała.
- co się ze mną.. stało..
- prześpij się. - poczochrał ją po rudych włosach i wyszedł
- czek..

- trzasnęły drzwi.

- niech to cholera... - jęknęła. Coś jednak nie pozwoliło jej zasnąć.
- KATIA! SŁYSZYSZ MNIE DO KUR.. - usłyszała szeroki zakres bluzgów w swojej głowie.
- słyszę... - jęknęła. W gardle miała pustynię, a nie mogła nawet sięgnąć po szklankę wody.
- jesu, co ci jest?
- yk.. - wydała z siebie dźwięk przypominajacy suche przełykanie. Nie mogła już mówić. Do tego chyba zaczęła mieć gorączkę. Myślenie, a tym bardziej skupienie się, by opowiedzieć telepatycznie równało się zeru.
- mój Boże... gdzie jesteś, powiedz tylko gdzie jesteś, a postaram się przybyć..
- nie...YYYYYCHH... - głośny wdech. Gdyby nie dostała tego dziwnego środka przeciwbólowego byłaby pewna, że rozerwałoby się jej ciało. - nie wiem... hotel.. w Arii...
- dobrze się składa, byłam chyba...
Nagle, przez drzwi wszedł nikt inny jak Kriss, jeszcze trzymajaca się za amulet na szyi.
- ...w każdym hotelu w Arii... - szybkim krokiem podeszła do jej łóżka, po chwili obięła mocno Katię. - wyglądasz okropnie, co się stało???
- daj mi wody...
Kriss szybko wzięła szklankę, nalała kranówę, i pomogła się napić Katii. Lecz ta tylko jęknęła.
- nic... to nie daje... ja chyba umieram...
- te kropki na twoim czole.. KATIA! CHYBA NIE POWIESZ MI ŻE..
- ja sama nic z tego nie rozumiem... jakiś narwany gościu... coś wymodził że widzisz mnie właśnie w takim stanie...
- utraciłaś moc!!! Wiesz może jak nazywał się owy sprawca twojej tragedi..?

- Rezo... czerwony kapłan...

Kriss przyłożyła rękę do ust.
- przecież on..
- nie okłamuję cię...- zakrztusiła się i wypluła coś granatowego, zapewne jakaś zmutowaną krew.
- to straszne. Na szczeście masz dwie kropki. To znaczy że przeżyjesz.
- coś mi się to nie widzi...
- gówno prawda. Myślę, że za kilka dni wyzdrowiejesz. Mam do przekazania wiadomość. - Kriss zaczęłas powiadać jej wszystko, co usłyszała od Cavy.

***

Kriss także zaschło w gardle, gdy skończyła swój wywód. Katia chwilę milczała.
- ty, a ten Cavus ładny?
- ===" a ty tylko o jednym. Ale wiesz? dobiję cię. CAVA JEST PIĘKNY JAK PORANEK NA WIOSNĘ!!!!
- kheeeee!!!!!! - wypluła chyba pół dzbanka krwi :D
- tak tak. Ma piękne, lśniące ciemnobrązowe włoski, tak seksownie opadajace mu na oczy, a jego urodę jeszcze podkreślają dwa białe pasma kontrasujące z głęboką czernią jego oczu :P gdybyś zobaczyłą jego usta, chyba byś go zgwałciła na miejscu... nie mówiąc o jego biecpsach (ach!) tricepsach (och!) i klacie (uch!).
Katia wykonała coś w stylu reakcji genialnego żółwia :D
- no, widzę że już ci lepiej :P wszytkiego najlepszego, i opuszczam cię, bo już pewnei Cava i Ashani wymyślają jak najgorsze scenariusze co do mojej osoby...

***

- Cavencjuuusz, coś tak posmutniał? - Ashani pochyliła się nad Cavą z wzrokiem wbitym w ziemię
- Ashi... - zacisnął pięści. - CZY TY WIESZ CO SIĘ STAŁO?!?!?!?!?!?!?!!?!?
- nie. - Ashani z fryzurą a'la Bridget Jones, gdy wysiadła z kabrioleta :D
- stała się rzecz straszna.
Syrena z przerażeniem wpatruywała sie w młodzieńca.
On spojrzał na nią. WIdząc jej przerażoną minę, uśmiechnął się lekko i poczochrał po głowie.
- nie martw się, nic takiego strasznego. Wydaje mi się, że moje przepowiednia zaczyna sie spełniać, a moje uczucia są silniejsze ode mnie samego.
- jakie uczucia? - siadła mu na kolanach, jak dziecko na kolanach swojego dziadka, oczekujące na opowieść.
- wiesz, Ashani. - pogładził ją po włosach. - czasami człowiekiem targają uczucia, na które nie ma wpływu. Sam nie wie nawet, czy są one dobre, czy złe. Czasami dowiaduje się o nich tylko w niektórych sytuacjach. I wiesz kto w tedy jest szefem? - dotknął pieszczotliwie jej nosa.
Pokręciła głową.
- ten, kto zdoła się przyznać, że popełnia najpiękniejsze samolubstwo świata. - poczochrał ją jeszcze raz po głowie.
Przed nimi zmaterializowała się Kriss.
- tęskniliście?
- nie mogłaś nawet powiedziec nam gdzie byłaś? - powiedział Cava, wstając.
- o proszę. Już nie "pani".
- wybacz, pani. Poprostu bardzo martwiłem..martwiliśmy sie o panią, razem z Ashani.
- ja się wcale o nią.. - lecz Cava w porę zatkał jej ręką usta :D
- niech pani tego więcej nie robi. Wie pani jak jest pani ważna.. .. dla.. naszej misji?
- pierdol się. - Kriss odwróciła się i poszła gdzieśtam.
- i widzisz, Ashani. - Cava się wyprostował. - i dlatego ja nie jestem tu szefem.
Przez twarz syrenki przebiegł cień. Lecz ukryła to i uśmiechneła się do niego.
- podejrzewam, że musimy już ruszać. - powwiedziała Kriss, żując gumę.
- tak.- Cava wyłamał palce z dłoni i spojrzał na Kriss figlarnie. Ona skwitowała go dziwną miną, odwróciła się i zaczęła iść.
- ee czy mi się wydaje, czy musimy iść w drugą stronę..? - zapytała się Ashani.
- DobrzeCiSięWydaje... - warknęła Kriss odwracając się
- bez nerwów... złość piękności szkodzi!
- spie..
- a przeklinanie nie godzi takiej pięknej, wykształconej dziewczynie..! - Ashani wykonała efektowny wyszczerz
- fakaj się.
Po tej krótkiej konwersacji merytorycznej nasi bohaterowie wyruszyli przed siebie. Spotkali po drodze kilka miasteczek, Ashani z Kriss ścięły się kilka razy, lecz nie chce mi się tego opisywać. W końcu wyszli na jakieś malownicze zadupie, za miastami.
- zbliżamy się. - powiedział jak zwykle tym samym tonem Cava. - lecz możemy tu spotkać bandytów.
- bandyci? Tak daleko od miasta?
- tak. Są to uciekinieży z zakonów i obiekty molestowań przeróżnych nimf. Mogą być nieobliczalni. - wyjaśnił Cava.
- Caaaveeencjusz, zmienił byś raz na jakiś czas głos na weselszy! - Ashani zrobiła mu Heeej!
- khe! Wybacz. Nie jestem przyzwyczajony wogóle do mówienia, a co dopiero do uśmiechania się. - poczochrał ją po głowie.
- a co ja mam powiedzieć.. - westchnęła Kriss.
- czyżby spotkało cię coś przykrego? - zapytał sie Cava i ugryzł się w język, by nie powiedzieć "pani"
- nie twój biznes.
- wybacz.
Zapadła niezręczna cisza.
- eeej, a słyszeliście ten kawał: Dlaczego plemnik ma ogonek?
- ==?
- żeby było go łatwiej wyciągać z zębów MŁEHEHEHEHEHEHEHEHEHEHEHE...e..hehe.. ej, to miało być śmieszne =="
Jeszcze raz spojrzała na kamienne oblicza współtowarzyszy.
- czy wy znacie coś takiego jak "śmiech"? Jeżeli to za trudne, uśmeichnijcie się chociaż, żeby sprawić mi przyjemność!
- Ashi.. - Cava obiął ją ramieniem. - kochanie, my nic nie robimy złośliwie...!
- naprawdę? - wykonała dziecinną minkę. Niech was nie zmyli mój rysunek wyniosłej pięknośći, Ashani strzela różne dziecinne minki :D coś takiego jak Jenny z "Brzyduli".
- tak, misiak.
- acha ^^

- stójcie...! - krzyknęła nagle Kriss.

- co..
- cicho..!
Zapadła cisza. Kriss stała, nasłuchując. Jej amulety lśniły błękitym światłem.
W jej pierścionku zebrała sie energia. Błyskawicznym ruchem wskazała na drzewo, a z jej pierścionka wydobył się błęitny strumień energii.
Połamał pół korony drzewa, która zwaliła sie z hukiem. W tym samym momencie, ktoś zeskoczył na drogę.
Był to wysoki mężczyzna, prawdopodobnie młody, o cwanej gębie i przestępczym spojrzeniu. Trzasnął palcami. Z pobliskich drzew zeskoczyło kilku mu podobnych.
- miło nam bardzo. - zachrypiał. - wykryliście nas szybciej, niż się spodziewaliśmy...
- to nie było trudne. Nie potraficie tamować waszej energii. Co tu mówić o energii, wy wogóle żadnej nie macie.. - powiedziała Kriss patrząc się na nim pogardliwym wzrokiem.
- za ten komplement zapłacisz życiem, szmato! - wychrypiał bandzior. Lecz ani Kriss nie potrafiła nic odpowiedzieć, ani on nie mógł wybuchnąć szyderczym śmiechem, bo... wokół jego szyi zaczęła pojawiać się czerwona obwódka.. (pamiętacie "Resident Evil"?) po czym jego głowa zunęła się w dół. Jego bezwładne ciało także upadło na ziemię, wzbudzajac jęk przerażenia w jego współnikach.
- to za szmatę... - warknął Cava. Jego oczy były pełne wściekłości.
- wwwoooooooooowwwwwwwwwwww!!!!!!!!! - ryknęła Ashani. - wogóle nie było widać ruchu mi

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.40955900 1276780886
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!