Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
IKa
Jednym zakleciem
rozdział #03
 
Treść fanfika..
Jednym zaklęciem ...
(made by IKa)


3. Rozmowy ...


W krzakach otaczających rzeczkę dał się słyszeć potężny rumor i okrzyk:
- Aj! *%^&**#!!!!
Po chwili z gęstwiny wynurzyło się dwóch wściekłych i zasapanych mężczyzn obarczonych sporą ilością brudnych naczyń, które z widoczną ulgą upuścili na ziemię.
- I to ma być niedaleko?! - wysapał blondyn i usiadł na ziemi łapiąc się za stopę.
- Coś mi się zdaje, że ktoś nas zrobił w konia - mruknął drugi rozglądając się wokół.
- Przez tę głupią patelnię nie było nic widać - powiedział z wyrzutem blondyn masując duży palec. - A ten kamień specjalnie tam leżał! I czekał aż się ktoś o niego potknie!
Zelgadis popatrzył na Gourry'ego i uniosłwszy brew wzruszył ramionami.
- Amelia ma chyba problemy z określeniem właściwej odległości. A poza tym trzeba było siedzieć cicho.
- Przecież sam słyszałeś, podeszła mnie! - powiedział żałośnie Gourry. - To nie moja wina! Kobiety są okropne! I podstępne! - dodał po namyśle.
- Lepiej uważaj, żeby cię czasem Lina nie usłyszała, bo może cię spotkać coś gorszego niż potknięcie się o głupi kamień - mruknął Zel podnosząc patelnię z ziemi.
- O tak - potwierdził Gourry. - Pamiętam jak raz się strasznie zezłościła i puściła mi kilka zaklęć. Potem przez tydzień nie wiedziałem, co się działo wokoło ... ale dlaczego się zezłościła? - zastanowił się drapiąc się w głowę.
- Może coś powiedziałeś - Zel z wyraźnym obrzydzeniem popatrzył na stos piętrzący się u swoich stóp.
- Taaa, co to było? - myślał na głos blondyn - chyba coś o kobietach ... i o wymiarach ... - dodał.
- To JA, chociaż jestem z wami krócej, wiem, że pewnych tematów lepiej przy niej nie poruszać - powiedział Zel - a co dopiero ty. Po takim okresie wspólnego włóczenia się chyba powinieneś wiedzieć pewne rzeczy ...
Gourry puścił stopę i popatrzył na Zela.
- To znaczy?
- To znaczy, że Lina jest na punkcie pewnych tematów przewrażliwiona ...
- I???
- Lepiej przy niej nie wspominać o pewnych rzeczach ...
- Jakich rzeczach?
- Rany ... Gourry, czy ty jesteś naprawdę taki tępy - jęknął zdesperowany Zelgadis - no, o tych... wymiarach ... kobiet ...
- Ooo - zdziwił się Gourry - o tych ...
- Tak, o tych! - potwierdził z ulgą Zel. - A już o kobiecym charakterze to lepiej w ogóle nie wspominać!
- Aaa - rozpromienił się blondyn - to temu wtedy się tak zezłościła ...
- Prawdopodobnie dlatego - mruknął Zel, zastanawiając się, dlaczego nikt jeszcze nie wymyślił zaklęcia do mycia naczyń i sprawdzając temperaturę wody w rzeczce. Była lodowata.
Gourry popatrzył z namysłem na Zelgadisa przymierzającego się do rzucenia fireball'a do wody.
- A ty jak taki ekspert od kobiet jesteś, to czemu jak przychodzi co do czego, to ani słówka nie możesz wykrztusić, tylko od razu się obrażasz?
Zaskoczony Zel drgnął lekko i pobliskie krzaki zajęły się ogniem.
- Co proszę?!
- Podziękowałeś jej chociaż?
- Komu? Za co? - zapytał zdziwiony Zelgadis patrząc na Gourry.
- Blondyn pokazał na jego głowę.
- No, Amelii. Za to.
Dla odmiany ogniem zajęły się krzaki po drugiej stronie rzeczki.
- ... nie ...
- A myślisz że ona to tak, z dobroci serca?
Trzeci fireball minął się z taflą wody o dobre kilka metrów i zniknął gdzieś w lesie. Gourry z zaciekawieniem obserwował poczynania straszliwie zakłopotanego Zela, którego czubki uszów zaczęły się jarzyć intensywną czerwienią.
- Coś chyba nie możesz trafić - powiedział. - No wiesz, zawsze możesz podziękować później. - dodał. - Jak już wrócimy z tymi garami do obozu to na pewno się ucieszy.
- Z czego?!
- No, że są pozmywane. A z czego jeszcze? - zdziwił się naiwnie Gourry.
Zelgadisowi wreszcie udało się wycelować fireballa we właściwe miejsce w rzeczce. Odwrócił się i nadal lekko zaczerwieniony, złapał pierwszy lepszy garnek i nie patrząc rzucił go z rozmachem do rzeczki ... a przynajmniej tak mu się zdawało. Z jego plecami rozległ się głuchy łomot i jęk, gdy garnek wylądował na głowie Gourry'ego, sprawdzającego właśnie temperaturę wody. Ogłuszony blondyn osunął się do rzeczki z głupim uśmiechem na twarzy i słowami:
- Mamusiu ... jakie fajne gwiazdki ...
W następnej sekundzie oprzytomniał i jak sprężyna wyskoczył na brzeg wrzeszcząc:
- Wody!!!
Zel odwrócił się i popatrzył na niego z osłupieniem. Po chwili dotarło do niego, że chyba przesadził z temperaturą.
- Freeze ...
Gourry momentalnie okrył się lodem i zesztywniał w pół kroku.
- Nnnnie ppprzesssadzzzziłeś ccczasssem? - powiedział szczękając zębami.
- Było ci chyba gorąco? - uprzejmie zapytał Zelgadis, wrzucając do wody resztę naczyń. - Zresztą zaraz się stopisz ... - dodał.
- Chychyba zaczczynnam czuć stopy - powiedział Gourry. - Trochę tta wwoda za gorącca była ...
- Naczyniom nie zaszkodzi.
Wokół Gourry'ego zaczęła powoli formować się kałuża wody z topniejącego lodu. Po chwili mógł poruszać wszystkimi kończynami, co zaraz wykorzystał, przenosząc się w suchsze miejsce.
- Dalej masz różowe uszy. - powiedział do Zela.
Zelgadis znieruchomiał z patelnią w ręce.
- No i?
- Nic. Tylko nie wiedziałem, że niebieski facet może się normalnie zaczerwienić.
Patelnia śmignęła obok głowy Gaurry' ego i wbiła się w drzewo.
- Ani słowa. - ostrzegł Zel.
- Przecież nic nie mówię - powiedział Gourry z niewinną miną.
- Ja tam się do twoich spraw nie wtrącam ... - dodał Zel mijając go w drodze do drzewa.
- Fajnie się wbiła - powiedział Gourry patrząc na patelnię tkwiącą w dość nietypowym miejscu. - Masz tę siłę demona, nie ma co gadać. Ja bym tak nie umiał.
- I ciesz się z tego, że jesteś normalny - warknął Zelgadis. - Nie masz tylu kłopotów, co ja. Możesz chodzić wszędzie, gdzie tylko chcesz i nikt cię nie wytyka palcem.
- Ehem, jest kilka miejsc, gdzie raczej nie jestem mile widziany - zaoponował Gourry. - I na pewno tam się raczej długo nie pokażę!
- Dobrze wiesz co mam na myśli! - wysapał Zel usiłując wyciągnąć patelnię z pnia. - Nie jesteś chimerą!
- A ty jesteś, no i co z tego?
- To, że dopóki nie uda mi się zdjąć tego zaklęcia, nie mam szans na normalne życie! - wrzasnął Zelgadis.
- A kto ma teraz szansę na normalne życie? - zdziwił się Gourry. - A zresztą, nie uważasz, że to by było troszkę nudne? Po tym całym chaosie, który przeżyliśmy?
Zel popatrzył na Gourry'ego.
- Tobie to naprawdę nie przeszkadza? To całe włóczenie się? - zapytał.
Gourry uśmiechnął się szeroko i pokręcił głową.
- Wcale, a wcale ...
Zel uniósł brew i popatrzył na zadowolonego faceta, który właśnie wykręcał włosy z wody.
- I nie przeszkadza ci, że podróżujesz z Liną?
- Nie, jest ciekawie, dużo jedzenia ... i złota ... i można poznać ciekawych ludzi ... i odwiedzić różne miejsca ... i w ogóle ... no sam wiesz ...
Zel złapał za patelnię tkwiącą w pniu i zapytał się:
- I nie masz nic przeciwko temu, że ... no ... jestem trochę inny od was?
- No przecież jesteś normalny! Umiesz czarować i z mieczem też sobie radzisz, to przecież dobrze, no nie? - wykrzyknął Gourry. - A poza tym Lina i Amelia cię lubią, a Amelia nawet bardziej ...
Złośliwa patelnia, która nie dawała się ruszyć przez dłuższy czas, właśnie ten moment wybrała sobie na poddanie się szarpnięciu Zelgadisa, który zatoczył się i z rozmachem walnął nią w głowę Gourry'ego.
- Mamusiu ... jakie fajne gwiazdki ... - usłyszał Zelgadis, zanim blondyn zapadł w stan głębokiej nieświadomości.
- Ej, Gourry - Zel szturchnął leżącego patykiem. - Żyjesz?
Nie doczekawszy się odpowiedzi rzucił z rozmachem patelnię do wody.
- No, teraz to nawet Dragu Slave by nie pomogło - powiedział. Usiadł obok i postanowił przeczekać. A tak w ogóle, to musiał pomyśleć. Poważnie. Nad życiem. I w ogóle.


* * *

Lina siedziała na głazie i się nudziła. Strasznie się nudziła. Poza tym nie mogła się doczekać, aż wróci do swojej dawnej, pięknej i powabnej postaci Największej Czarodziejki Jaka Chodziła Po Ziemi. Lina nie znosiła czekania. Im dłużej czekała, tym bardziej się nudziła, a im bardziej się nudziła, tym bardziej robiła się zła. A kiedy była zła, tylko jeden sposób mógł ją uspokoić ... Właśnie zamierzała głośno wrzasnąć, że jest głodna, bardzo głodna, i w dodatku zła, gdy w powietrzu wyczuła pewną drobną, prawie nieuchwytną zmianę ... która oznaczała tylko jedno ...
- Xellos, ty padalcu, wyłaź natychmiast!!!
Amelia z magiem, właśnie rozgrywający partyjkę w karty, aż podskoczyli. Powietrze nad głazem zamigotało lekko i dobiegł stamtąd drwiący głos Podstępnego ... hyy ... Tajemniczego Kapłana.
- Wiedziałem, że będziecie gdzieś w tej okolicy i postanowiłem was odwiedzić. A poza tym Lina, mam do ciebie ... YYYYYYY???
Nagle pojawił się zaskoczony Xellos, wytrzeszczając oczy na się czubek głazu.
- Co u ...? Lina??? To ty??? Buhahahahahahaha!!! - i dosłownie spadł u jej stóp, zwijając się ze śmiechu.
- CZEGO?!
- ...jejku ... żaba ...
- NO?! I CO Z TEGO?!
- ... hahahahaha ... więc jednak to zaklęcie istnieje...
- XELLOS WEŹ SIĘ W GARŚĆ, ROZPŁYWASZ SIĘ!!! - wrzasnęła Lina. - FIREBALL!!! FIREBALL!!! FIREBALL!!!
Xellos zręcznie uniknął dwóch fireballi, ostatni jednak sięgnął celu, lekko go przysmażając.
- Khem, khem, widzę że formy nie straciłaś, pomimo tej ... formy - i wyszczerzył zęby. - Kto cię tak urządził?
- Ten tam - pokazała Lina łapką. - Trzeciorzędny mag-eksperymentator od siedmiu boleści, który zapomina o głupim przeciwzaklęciu ...
- O przepraszam! - uniósł się Zangoru. - Zaklęcie działa! A to są szczegóły techniczne, nie taki znowu ważne... A tak w ogóle to pan to kto?
- To jest pan Xellos. - Amelia przypomniała sobie o obowiązkach gospodyni. - Pan Xellos jest Mazoku, jego panią jest ...
- Zellas Metallium, jedna z podwładnych Shabranigdo ... - dokończył Zangoru. - Tak, teraz sobie przypomniałem, kim on jest. Dziwi mnie tylko, co WY macie wspólnego z tym Demonem ...
- A to jest pan mag Zangoru, który jest, jakby to ująć, niedzisiejszy ... i nietutejszy - dokończyła prezentacji Amelia.
Xellos uśmiechnął się leciutko i powiedział:
- Witam, a więc to jest źródło twoich kłopotów Lino ... Wiem, że był taki mag, jakiś tysiąc lat temu, i pracował głównie nad zaklęciami zamieniającymi postać ...
- To ja - Zangoru wypiął dumnie pierś do przodu.
- ... ale były one tak niebezpieczne i zakręcone, że nikt ich nie używał. Po jego tajemniczym zniknięciu Rada Czarodziejów postanowiła, że wszystkie formuły które zapisał zostaną rozdzielone na części i ukryte w bezpiecznym miejscu ...
- CO??? - wykrzyknął mag. - One były absolutnie bezpieczne!
- To ty tak twierdzisz! - warknęła Lina. - A samozniszczenie?!
- To tylko w jednym zaklęciu!
Xellos wyszczerzył się w szerokim uśmiechu.
- Oprócz tego odrywanie głów, odcinanie kończyn, wieczny płomień i inne niespodzianki, które zabezpieczały zaklęcia przed konkurencją.
- Trzeba przecież się jakoś bronić przed nieuczciwością - powiedział Zangoru z wyrzutem. - Nawet nie wiecie jak łatwo zwinąć komuś pomysł ...
- Chwila moment, Xellos, a co ty taki dzisiaj rozmowny jesteś? - podejrzliwie zapytała Lina. - Pewno znowu masz do nas jakiś interes. W jakie nieczyste sprawki chcesz nas znowu wciągnąć?
Kapłan uśmiechnął się podstępnie i powiedział:
- Przykro mi, ale wszystko we właściwym czasie
- Xellos! Nie denerwuj mnie! Gadaj zaraz o co tu chodzi!
- To ... tajemnica! - powiedział Mazoku i rozpłynął się w powietrzu.
- Wróci! - powiedziała Lina z zawziętością w głosie. - Daję głowę, że wróci ... a wtedy znowu namiesza ...
Mag Zangoru wyglądał jakby zaraz miał dostać zawału
- Przepraszam bardzo, jeśli się tak mogę zapytać, ale co właściwie was łączy z tym osobnikiem?! Przecież to Demon! I to bardzo podstępny!
- Pan Xellos wcale nie jest zły! - zaprotestowała Amelia - On jest tylko ...
- ... podstępny - dokończyła Lina. - Żebyśmy się zrozumieli, bo nie będę dwa razy powtarzać, Xellos jest wrednym, podstępnym manipulatorem, któremu źle z oczu patrzy. Jest taki jaki jest, bo jest Mazoku. A ja mam z nim mały układzik, na temat wykorzystania mocy ... Więcej nie powiem, koniec, kropka - zakończyła stanowczo.
- A tak w ogóle to z ciebie też niezłe ziółko - dodała patrząc na maga. - Zabezpieczenia sobie wymyślił ...
- A co, bronię swojej własności! - nadął się mag.
- Teraz wiem, co zrobimy jutro - powiedziała Lina, badawczo wpatrując się maga jednym okiem. - Pójdziemy sobie poszukać tych ukrytych kawałków ... A ty pójdziesz z nami!
- Ale ja nie mogę, znowu mnie przeniesie! - wyjęczał mag z rozpaczą chowając sie za Amelię.
- Panie Zangoru - powiedziała stanowczo Amelia wyciągając go zza siebie - pana obowiązkiem jako sprawcy całego tego zamieszania jest jego naprawienie. Kto wie, co jest w tych zaklęciach ... Może można je użyć w zbożnym celu, do szerzenia Prawa i Sprawiedliwości ...
- Raczej Chaosu - mruknęła Lina. - A poza tym, nie mam zamiaru czekać, aż mi oderwie głowę! A jeśli już, to będzie nas dwoje - i uśmiechnęła się złowieszczo do maga.
Nad głazem rozległ się cichy chichot.
- I o to właśnie mi chodziło!
- XELLOS, NIECH NO JA CIĘ DORWĘ!!! - wydarła się Lina


* * *

Pierwszą rzeczą jaką zobaczył Gourry po ocknięciu się była rzeczka w której pływały jakieś nietypowe rzeczy. Po dłuższej chwili uświadomił sobie, że te pływające rzeczy są niczym innym, tylko naczyniami, które mieli pozmywać. W mózgu kołatało mu się też, że zapomniał o czymś ważnym ... a że na razie i tak nie wiedział o czym, więc dał sobie spokój z przypominaniem.
- Żyjesz? - ponowił pytanie sprzed pół godziny Zelgadis.
- Co to było? - jęknął Gourry macając się po głowie.
- Patelnia - krótko odparł Zel wstając.
- Za co?!
- Przypadek ... i tak szybko się ocknąłeś - powiedział Zel. - A tak w ogóle, to chyba trzeba je wyjąć z wody - dodał pokazując na unoszące się naczynia. - I trzeba się pospieszyć, bo nie wiadomo, co Lina mogła wymyślić.
- No, jak się wkurzyła na tego maga, to mogła znowu rzucić Dragu Slave - wyszczerzył się blondyn zbierając się z ziemi.
- Nie było widać żadnej łuny, nic się nie paliło, ani nie było słychać żadnych wybuchów - powiedział Zel wchodząc do wody.
- To chyba nie jest normalne? - zaniepokoił się Gourry łapiąc garnki rzucane mu przez Zelgadisa.
- Nie jest - potwierdził Zel. - Lepiej się zbierajmy ... - i dźwignął swoją połowę obowiązku.
- Uh, chyba wodą nasiąkły, bo coś mi się zdaje, że są cięższe ... - jęknął z wysiłku Gourry.
- Idziemy - i obaj skierowali się się w stronę obozu znikając w gęstych krzakach. Po chwili w oddali dał się słyszeć głośny rumor i wrzask:
- Ała!!! Głupi kamień!
- No. Głupi. A tak w ogóle, Gourry, to coś przedtem wspominałeś o ... tej ... dobroci serca?
- Rany! Dlaczego teraz?!
- Bo to ja niosę patelnię ...
- Oj ...

* * *

Lina i Amelia zastanawiały się, gdzie podziali się Gourry i Zelgadis. Nie było ich już dosyć długo, a że zabrali wszystkie talerze i garnki nie było na czym zrobić kolacji. Doprowadzało to Linę do szału, bo znów była głodna. Rzucanie zaklęć na głodniaka wcale nie jest przyjemne i zabiera dużo energii. Poza tym irytował ją spokój maga Zangoru, który właśnie stawiał sobie pasjansa i nie zwracał uwagi na nic, co się działo wokół.
- Tak się zastanawiam ... - powiedziała Amelia z namysłem. - Jak to jest możliwe, że nadal może Pani rzucać silne zaklęcia. Przecież w tej postaci to jest fizycznie niemożliwe ...
Lina popatrzyła na nią z ukosa. W rzeczy samej ją to też zastanowiło. W tej postaci mogłaby ewentualnie zapalić fireballem zapałkę, a i tak ledwo by to przeżyła. A tu nic się nie zmieniło - wszystkie zaklęcia działały normalnie, a ubytek energii był taki jak zwykle, czyli w normie. Ten Zangoru musiał coś pokombinować w tym swoim zaklęciu. Coś tu nie grało i aż ją rozsadzało, żeby się dowiedzieć co! Niestety, na razie nie miała zielonego pojęcia o co chodzi i to stanowiło dodatkowy powód jej irytacji. Nie wspominając już o Xellosie, który krył się gdzieś w pobliżu ...
Wszystko to razem doprowadziło do tego, że gdy zmęczeni mężczyźni dotarli wreszcie do obozu zastali dwie bardzo zirytowane niewiasty. Głodną Linę i wściekłą Amelię (która 7 razy pod rząd przegrała z Zangoru w karty i teraz musiała mu zapłacić 281 sztuk złota i 4 sztuki srebra).
- No gdzieście tak długo byli! - warknęła Lina. - Żołądek mi do grzbietu przyrósł od tego czekania!
- Nie mogliby szanowni Panowie się ździebko pospieszyć? - zjadliwie zapytała Amelia zaciągając sakiewkę chudszą o przegraną. - Chyba chcecie coś zjeść? A może nie? Mnie nie zależy ...
Zelgadis i Gourry popatrzyli po sobie z wyrazem lekkiego zdziwienia na twarzach.
- Co je ugryzło? - zdziwił się niepewnie blondyn, ostrożnie podchodząc do ogniska i kładąc umyte naczynia.
- Nic nie mów - wycedził półgębkiem Zel i położywszy swoją część wycofał się do tyłu. - Jeśli nie chcesz oberwać fireballem -to milcz!
Amelia mamrocząc pod nosem i rzucając złe spojrzenia w stronę Zangoru zabrała się za przygotowanie kolacji. Od razu wyszedł pewien dosyć poważny problem. Lina była wściekła, a jedyne co mogło ją jakoś uspokoić to większa ilość jedzenia. Amelia po dłuższym namyśle ustaliła, że dostanie połowę prowiantu, a pozostali podzielą się jakoś resztą. Księżniczce robiło się zimno na myśl o czekających ją wydatkach.
- Kolacja! - powiedziała głośno i porwawszy swoją porcję odsunęła się na bezpieczną odległość.
- A dla mnie nic nie ma? - wyszczerzył się Xellos, który nagle pojawił się na gałęzi ponad nimi.
- O - zdziwił się Gourry - co ty tu robisz?
- Jak zwykle będzie mieszał - mruknął Zelgadis.
Amelia zmieszała się.
- No ... przecież Demony nie jedzą - powiedziała niepewnie.
- A poza tym to ty masz swoją herbatkę! - burknęła Lina. - Nie wmówisz mi, że przestawiłeś się na kurczaka ...
- A, to ja przepraszam - powiedział Xellos lekko złośliwie - mimo wszystko wolałbym żabie udka ... - i zręcznie uchylił się przed fireballem.
Gourry nagle zastygł z ręką w pół drogi do ust. Nagle z przerażającą jasnością uświadomił sobie, o czym zapomniał. I o czym ma poinformować pozostałych.
- Wiecie co ... - zaczął słabym głosem.
Nikt nie zwrócił na niego uwagi. Wszyscy byli zajęci jedzeniem. Niestety nie było to łatwe, zważywszy apetyt Liny i zbyt małe porcje jak na pozostała czwórkę. Xellos się nie liczył, siedział na drzewie. Popijał herbatkę i szczerzył zęby. Przez większość czasu. Poza tym był całkowicie nieprzydatny, no chyba że jako ruchomy cel dla fireballi rzucanych przez Linę.
Gourry zebrał się w sobie i powiedział głośniej:
- Wiecie co ... coś sobie przypomniałem ...
- XELLOS! CO SIĘ TAK SZCZERZYSZ! FIREBALL!
- Przepraszam bardzo, a czy ktoś mógłby mi narysować mapę na papierze ...
- Ehem ... tego ... możemy porozmawiać ...
- Panno Lino! To wcale nie było śmieszne! Niedługo Pani peknie!
- Yhym ... słuchajcie ... muszę wam ...
- ... bo jak się tak zastanawiam, to może jednak ...
- A może herbatki?
- Fireball!!!
- ... bo ja chciałem powiedzieć ...
- ... to może jednak to przenoszenie to nie jest taki zły pomysł ...
- Przydałaby się jakaś gospoda! Głodna jestem!
- HEJ! SŁUCHAJCIE!!! - wydarł się wreszcie Gourry.
Zebrani przy ognisku zastygli w bezruchu i wlepili w niego zdumione spojrzenia.
- Co ty ... - zaczęła Lina.
- Ale o co ... - zdumiał się Zangoru.
- Nie musisz się tak drzeć -powiedział urażony Zelgadis.
Xellos zachichotał.
- No co pan? - zdegustowała się Amelia.
Gourry zmieszał się i rozpaczliwie zamachał rękoma.
- Przepraszam, ale muszę coś wam powiedzieć. To bardzo ważne! Albo tak mi się zdaje ...
- No, zaczyna się - mruknęła Lina i wróciła do jedzenia.
- Bo dzisiaj mnie wysłaliście po coś do jedzenia ...
- No i co z tego?
- No i ja poszedłem i myślałem, że idę w dobrą stronę, ale zabłądziłem ...
- Zaraz, to skąd w takim razie to żarcie? - zainteresował się mag.
- On cos kręci - Lina łypnęła podejrzliwie na blondyna.
- No i potem szedłem, i szedłem, i szedłem ... - kontynuował Gourry.
- No i?
- ... i nagle jak myślałem, że się całkowicie zgubiłem, zobaczyłem kogoś ...
- I ten ktoś pokazał ci drogę?
Gourry zamachał rękoma.
- Właśnie, że nie! To była jakaś babcia, wiecie, taka siwa staruszka, z laską i ona mi powiedziała, że zabłądziłem!
- Ale odkrycie ... - powiedział Zelgadis z ironią w głosie.
Blondyn popatrzył na niego z urazą.
- To ja sam wiedziałem - powiedział. - Ale ta babcia powiedziała, że da mi coś do jedzenia ...Tylko, że muszę coś dla niej zrobić.
- Jaki Pan szlachetny! - zachwyciła się Amelia - Pomóc obcej osobie w kłopotach, to postawa godna Obrońcy Prawa i Sprawiedliwości!
- I co, pomogłeś i dostałeś to jedzenie - powiedziała domyślnie Lina.
Gourry zmieszał się lekko.
- No, nie ... bo nie było czasu, ale obiecałem, że wrócimy wszyscy i jej pomożemy ...
- My?! - wszyscy wytrzeszczyli na niego oczy.
- No ... bo ona powiedziała, żebym przyprowadził przyjaciół ... i potem ...
- Zaraz - przerwał Zel. - A skąd ona wiedziała, że nie jesteś sam?
- Pewno się wygadał - warknęła Lina.
- Właśnie, że nie! - powiedział żałośnie Gourry. - Ona sama ...
- Coś mi się tu nie podoba - mruknęła żabka. - Xellos! To na pewno twoja robota! Przyznaj się zaraz!
- O przepraszam - powiedział Xellos pojawiając się przed Gourry'm - ja nic nie wiem ...
- A nawet jakbyś wiedział, to i tak nic nam nie powiesz - dodał Zel.
- Właśnie! - wyszczerzył się Xellos i zręcznie uchylił się od fireballa.
- ... powiedziała, że będzie na nas czekać i znikła ... - dodał Gourry zanim trafiło go zaklęcie Liny.
- Nie podoba mi się to - powtórzyła Lina. - Najpierw ten mag od siedmiu boleści ...
- Wypraszam sobie!!!
- Cicho ... potem staruszka ... a na końcu pojawił się krętacz ... Czuję, że KTOŚ maczał w tym palce ... - i popatrzyła oskarżycielsko na Xellosa.
- To nie ja! - zaprzeczył demon. - Nie mam z tym nic wspólnego ... znaczy się ze staruszką ...
- HA, a więc jednak COŚ masz!!! - wykrzyknęła Lina triumfalnie.
Xellos otworzył jedno oko i kładąc palec na ustach powiedział:
- Tajemnica! - i nadal szczerząc się przeniósł się na drzewo, skąd mógł w miarę bezpiecznie obserwować wydarzenia.
- Grrr!
- To tylko zbieg okoliczności! - dodał wychylając się spomiędzy liści.
- Taa, akurat. Tak jak ostatnio?
- Panno Lino, a może to rzeczywiście tylko przypadek - powiedziała Amelia polewając Gourry'ego wodą. - Przecież są ludzie, którzy potrzebują pomocy. Nawet staruszki ...
- Chwileczkę, Gourry cos powiedział zanim go ogłuszyłaś - przerwał Zelgadis. - Coś o zniknięciu ... nieczęsto staruszki znikają.
Wszyscy popatrzyli na osmalonego blondyna.
- Gourry, coś ty powiedział?! - zapytała go Lina.
Gourry otworzył usta. Potem je zamknął. Podrapał się w głowę z wyrazem kompletnej bezmyślności na twarzy. I powiedział:
- Zapomniałem ...
- Rany!!! - jęknęła Lina. - Zaraz nie wytrzymam i mu dołożę!!!
- Żartowałem! Żartowałem! - wykrzyknął Gourry. - No, szedłem, i szedłem, i szedłem ...
- Potem! - wrzasnęła Lina.
Gourry zastanowił się chwilkę.
- No, spotkałem staruszkę ...
- Było!!! Dalej!!!
- ... będzie na nas czekać i musimy przyjść, bo jak nie ...
- To co?
- Nie powiedziała. Tylko, że jeszcze ma dużo złota ... - dodał.
- Złoto?! - zainteresowała się Lina. - Czemu od razu nie mówiłeś?
- A ta o jednym ... - mruknął Zelgadis.
- Aha! - zawołał Gourry radośnie. - I że to będzie łatwe i potem znikła!
- To co my tu jeszcze robimy? - podskoczyła Lina.
Amelia, Zelgadis i Zangoru popatrzyli po sobie zrezygnowani.
- Tego się właśnie najbardziej obawiam ... - powiedział Zelgadis złowieszczo.
Xellos siedząc na drzewie spokojnie kończył swoją herbatkę, chichocząc bezgłośnie.

cdn

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.69388000 1314478145
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!